Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shaylin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shaylin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 lutego 2015

Od Shaylin "Wizja" cz.2

Chciałam się dowiedzieć choćbym miała go zabić. W pewnym sensie wiem, że ducha nie da się zabić, ale chciałam wiedzieć prawie wszystko. Jak mi powiedział to niech teraz pokaże i niech nie trzyma mnie w niepewności. Po raz kolejny znów ujrzałam jego twarz na przeciwko mojej. Odsunęłam się.
- Chcę to zobaczyć. - rzekłam wyczekująco.
- Nie jestem pewien.
- Bardzo chcę. - poprosiłam go, westchnął
Już po chwili nasze ręce się spotkały i w jego oczach ujrzałam obraz.
Widziałam dziewczynę... to byłam ja. Wyglądałam niesamowicie. Długa granatowa suknia i włosy upięte w kok. Pomiędzy nią byli ludzie. Szeptali i rozmawiali ze sobą. W moim towarzystwie był nieznany mi mężczyzna.
- Panno Fallen, dobrze że się spotkaliśmy. Cudowny bal. - rozmawiali w taki nietypowy sposób.
- Dziękuje bardzo, panie Giorn. Co słychać u pańskiej siostry Verny? - odezwała się dawna ja.
- Dobrze. Mogę poprosić panienkę do tańca? - zapytał rozpromieniony.
Dziewczyna zgodziła się i wtem zaczęli tańczyć walca angielskiego.
Wyglądali pięknie... zdawało się nawet że nie musieli patrzeć na swoje stopy i liczyć kroków.
Tak myślę... patrzyli na siebie. Po zakończonym tańcu wyszli na balkon. Ona oparła się o barierki patrząc w dół. Ciekawiło mnie co zaplątało jej głowę, o czym ona myślała.
Ale ona coś wiedziała... ona wiedziała to, czego ja nie. Jakoś nie czułam się z nią jakoś powiązana. Obraz znikł a ja zawiedziona próbowałam wyciągnąć coś jeszcze od mojego przyjaciela.
- Te wizję są strasznie męczące. A i ty znałaś tego chłopaka. Czasem zastanawiam się dlaczego ty nic nie pamiętasz... - smutnie spojrzał na mnie.
- Sama nie wiem.
- Ale tak myślę że z czasem sobie przypomnisz.
- Zobaczymy co przyniesie przyszłość... - powiedziałam zakrywające usta ręką by nie zauważył że się lekko uśmiechnęłam.

<C.D.N.>

Uwagi: te myślniki... "Pokaże" piszemy przez "ż". Pisz na końcu zdań kropki.

sobota, 7 lutego 2015

Od Shaylin "Kapitan musi odejść" cz.4 (cd. Midnight)

Zaskoczył mnie fakt, że MID pojawił się w moim internecie. Ucieszyłam się.
Pewnie długą drogę musiał przebyć. Spojrzałam na niego.
- Dzięki, za zaopatrzenie - uśmiechnęliśmy się oboje w tym samym czasie.
Schowałam to wszystko do walizki, by dziewczyny mi tego nie zabrały.
Miałam nadzieję, że żadna z nich nic nikomu nie powie.
Nie chciałam siedzieć z dziewczynami, więc pociągnęłam Mid,'a za rękę i wyszliśmy z budynku.
- Jak się tu dostałeś?! - zapytałam
- Ehh..długa historia. Byłem nad tobą.
To już wiedziałam jak! Nie mogę uwierzyć!! Ja on się poświęca. Zaskakuje mnie zawsze.
Te jego pomysły były genialne, nie każdy by coś takiego wymyślił. Dziwnie się czułam myśląc, że od teraz moje życie się zmieni. Taka prawda: teraz mieszkam w mieście.
- A po jaką cholerę przemierzyłeś tyle kilometrów!? Opłacało się? - śmiejąc się przywarłam
go do ściany budynku.
- W pewnym sensie tak, by przekazać ci zaopatrzenie i się pożegnać. - spojrzał mi w oczy uśmiechając się. To było miłe z jego strony.
- Mid... ty naprawdę mnie zaskakujesz. Jesteś wyjątkowy, mądry i troskliwy. Czasem myślę... że jednak różnisz się od innych z watahy. To mi się w tobie podoba. - patrzył na mnie tak jakby wyczekująco.
- Shaylin... - puściłam go - ...ja myślę, że... będzie mi cię brakowało. - wyszeptał
Jego słowa zawsze chodziły mi po głowie. ,,Brakowało''.
- Ja także będę tęskniła... ogólnie za wszystkimi... za tobą prawdopodobnie najbardziej. Co masz zamiar teraz robić?

<Mid?> 

Uwagi: właściwie to te same co zwykle

Od Shaylin "Przypadkowa sytuacja'' cz.1 (cd. chętny)

Wybrałam się na wieczorny spacer. W sumie nie zastanawiałam się gdzie się mogę wybrać.
Było mi to jedno, szłam przed siebie. Po drodze akurat nawinął się dzik, wiec skorzystałam
z okazji i go upolowałam. Miałam szczęście. Nigdy mocno nie głodowałam. Zawsze coś się trafiło. Zmieniona w człowieka myślałam. Częściej byłam człowiekiem, niż wilkiem.
Lubiłam być chyba bardziej istotą ludzką. Tak mi się wydawało. Wiatr wiał mi w twarz, drzewa się kołysały, powoli słońce zachodziło już. Uwielbiałam mieć nogi, ręce i ogólnie budowę ludzką. Miałam bardzo dużo możliwości. Usłyszałam wołanie o pomoc. Czym prędzej udałam się w miejsce, w którym byłam potrzebna komuś. Ukryłam się za drzewem i zerknęłam. 1 dziewczyna i 2 chłopaków. Już wiedziałam o co chodzi. Kolejny przypadek znęcania się nad płcią żeńską.
Trzeba było by pomóc. Tylko jak? Musiałabym... eehh... dobra mniejsza o to. Zwróciłam na nich uwagę przebiegając na drugą stronę tak jakby wierzchołkowego drzewa do tego poprzedniego. Udało się... zauważyli. Jeden trzymał dziewczynę, a drugi szedł w moją stronę.
Niezauważalnie wybiłam temu zbliżającemu się nieznajomemu nos kamieniem.
Nie obchodziło mnie to czy tamten mnie zauważy. Upadł na kolana jęcząc przy tym.
Nienawidziłam znęcania się nad słabszymi. Kopnęłam go w brzuch mecząc się przy tym.
Zauważyłam jak jego kompan uciekał z dziewczyną. Rzuciłam się w pogoń za nim.
- Stój, albo ją zabiję! - krzyknął przykładając jej lufę pistoletu do głowy.
Dziewczyna była blada. Strasznie wystraszona.
Po pięciu minutach byłam załamana. Za mną stało chyba z dziesięciu facetów. Nie miałam szans. Ale nie mogłam się poddać ani też nie mogłam przemienić się w wilka. Taka jakby moja zasada. To miałam teraz problem. On uzbrojony, a ja? Miałam tylko w ręce kamień, a w kieszeni nożyk. Problem.
 
<może ktoś mi pomoże!?>


Uwagi: Poćwicz pisanie wyrazów z cząstką "nie".

Od Shaylin "W poszukiwaniu nowych terenów" cz.2 (cd. Kiiyuko)

Rozejrzałam się. Ból minął. Jak to było możliwe? Spojrzałam w dół.
Kamień wchłaniał moją krew. Z szarego zrobił się lśniący. Co to jest?
Zamiast zachmurzenia pojawiło się słońce. Trawa biła blaskiem zieleni.
Świeża, jakby w ogóle nie wydeptana. Fascynowało mnie to. Przyroda ożyła.
Nigdy nie myślałabym, że kiedykolwiek spotkam tak cudowny widok. Zauważyłam ruch.
Piękna puszysta ruda wiewiórka przebiegła z jednego drzewa na kolejne.
Drzewa przybierały młody wygląd. Choć na pewno nie były takie ''młodziutkie''.
Ich korę wyjadały termity, lecz po paru sekundach niezauważalnie ona dorastała.
To było niezwykłe. Wszystko różniło się od rzeczywistości. To nie mogło być prawdziwe.
Czy to był sen? Nawet ja zwykle smutna i rozżalona potrafiłam się uśmiechnąć.
Bo ten widok był wspaniały. Tylko szkoda, że nikt więcej nie mógł tego zobaczyć.
Wtedy wszyscy już byliby szczęśliwi. Z nieba coś spadło. To był jastrząb.
Padł trupem. Nie oddychał. Jego serce nie biło. Co się z nim stało?
Ktoś musiał go postrzelić, ale nie widziałam rany postrzałowej.
Dotknęłam go zamykając oczy. Wolałam na niego nie patrzeć.
W pewnym momencie zaszły zmiany. Serce biło. Oddychał. Zadrżał, po czym ruszył jednym
jednym skrzydłem. Podniósł swoje lekkie ciałko i wzlatywał w górę.
Po chwili szybował już jak zdrowy ptak. Co tu się dzieje? Nie umiałam w to uwierzyć.
Przecież to umarło, a teraz żyje. To przekracza wszelkie granice życia.
Życie-śmierć, śmierć-życie. To jest jak badanie naukowe. Zaintrygował mnie ten fakt.
Co to mogło być? Bardzo ciekawa jestem tych wszystkich reakcji.
Chciałam się przejrzeć w kałuży , ale nie mogłam, bo ziemia wchłonęła to ''szybko''.
Wow. Przeszłam się jeszcze kawałek. Gdzieś dalej ujrzałam dwie słodkie sarenki.
Jejku... były... urocze. Niech to! Zniknęły mi z oczu. Chciałam je odnaleźć.
Nie po to by je zjeść, lecz po to by przypatrzeć się im. Wszystko było tu idealne?
Był tu każdy gatunek kwiatów. Ich kolory były nieziemsko piękne.
Na pobliskim drzewie było coś...yyy.. wydziergane, jakby nożykiem.
DoCuMa. Co to znaczy? Gdy wypowiedziałam te słowa na głos, wyraz zniknął i pojawił się na innym drzewie. To jakaś magia lub nieznany mi wymiar.
Schyliłam się po mały świecący kamyczek. Niezwykły. Skryłam go w kieszeni spodni.
- Uciekaj - usłyszałam głos Wrigless'a.
- Czemu? Przecież tu jest fajnie! - pomyślałam.
- Shay, proszę ci się to wydaje... - stanął twarzą w twarz ze mną.
- Co?
- Musisz stąd iść. Błagam. Jeśli drzewa zaczną śpiewać... - nie dokończył patrząc na mnie.
- To, co?
- Zostaniesz tu na zawsze. - poprowadził mnie, aż opuściłam to miejsce.
- Co znaczy DoKuMa? - spytałam po chwili.
- To imię dziewczyny uwięzionej tam.
Wytrzeszczyłam oczy.
- Gdy tam się wybierasz pilnuj, by nie zostawać tam długo. Pamiętaj... tam czas przestaje chodzić, albo się cofa. Nigdy nie chodzi do przodu.
- A czemu panuje tam tylko klimat szczęścia?
- Bo to tak jakby... miejsce... w którym można odreagować stres, przybicie i takie tam.
Próbowałam pokazać mu swój kamyk, ale go już nie było. Naprawdę mi się spodobał.
Wzięłam głęboki oddech.
- Wszystkie materialne rzeczy znikają - rzekł cholernie mnie pocieszając.
Biegłam do naszej Alfy.
- Kiiyuko... znalazłam nowe miejsce! - krzyknęłam zdyszana.
Spojrzała na mnie.
- Naprawdę?
- Będzie nazywać się Doliną Cudów i Marzeń.

<Kiiyuko?> 

Uwagi: "Stąd" piszemy razem. "Nie dokończył" piszemy osobno. Moja Kiiyuko ma w swoim imieniu jeszcze literę "y".

czwartek, 5 lutego 2015

Shaylin "W poszukiwaniu nowych terenów'' cz.1

Choć tyle czasu nie rozmawiałam z matką i rodzeństwem nie miałam ochoty z nimi rozmawiać. Nie chciałam cierpieć, już i tak dużo wycierpiałam. Smutek dręczył mnie cały czas. Jedni mieli dzieci. Następni byli zakochani. A jeszcze inni wszystko co chcieli.
Ja tego nie miałam. Czasem zazdrościłam innym, tego szczęścia.
Bo sama go nie zaznałam. Mogłam żalić się sama sobie, lub duchom.
Mój każdy dzień zaczynał się tak samo. Jakbym miała ,,powtórkę'' z poprzedniego dnia.
Dziwne to że każdy dzień jest taki sam. Naprawdę...dlaczego? Trzeba było by coś zmienić.
Ale jak? Może moje życie musi już tak wyglądać? Może ma się powtarzać.
Czas przeszły nie może przypominać przyszłości. Każdy czas jest inny.
Teraźniejszość jest teraz. To co się dzieje... jest teraz. A co ma być teraz?
Po głowie chodził mi ten wyraz.''TERAZ''. Może być dobre jak i złe.
Dlaczego nie pamiętam tych przeszłych żyć? Tych, o których mówił Wrigless.
Ród Fallenów. Kim ja byłam? Wiem tylko tyle, że o dziwo jestem jego przyjaciółką.
Skąd się znaliśmy? Gdzie się poznaliśmy? Kiedy to było? Wszystkie te pytania błądziły
Mi po głowie. Chciałabym o nie zapytać, ale mam wątpliwości. Może on kłamał?
Może nigdy się nie poznaliśmy i nie byliśmy znajomymi? Mógł sobie przecież to wymyślić.
Ale ja tego nigdy się nie dowiem. Choć chciałabym wiedzieć. Nawet gdyby prawda miałaby
rozerwać moje serce na miliony maleńkich kawałków.
Nie chcę już o tym myśleć. Mam czasami dość duchów. Chciałabym porozmawiać z żywymi.
Z ludźmi, wilkami byle czym. Ale nie z duchami!
Mam nadzieję, że moje życie będzie lepsze. Mam dosyć... jestem już wyczerpana.
Nie chciałam w tym miejscu dłużej przebywać. Musiałam zapomnieć o wszystkim.
O smutku, żalu, nieszczęściu, duchach, śmierci, krzywdzie i o sobie.

Potrzebowałam ochłonąć. Czasami myślałam, że to jest pomyłka. Że ja nie mam żadnych zdolności. Mogłam być pomyłką. Biegłam przed siebie. Po mojej twarzy spłynęła jedna łza. Tylko ta jedna. Dlaczego ona spłynęła? Łza - pomyślałam. Przecież zawsze dawałam sobie radę z emocjami. Ale coś we mnie się złamało.
Nie chciałam wpaść na drzewo, więc rzuciłam się w inny kierunek i sturlałam się z jakiejś stromej górki. Uderzyłam głową o kamień. Popłynęła krew. Zabolało. Podniosłam się i okazało się, że byłam w jakiejś dolinie.

<c.d.n., już niebawem...>

niedziela, 1 lutego 2015

Od Shaylin ''Istnienie wizji" cz.1


Zastanawiałam się nad moim dalszym życiem. Czy ma jakikolwiek sens? Jak tylko widać potrafię ranić. Udałam się nad jezioro. Byłam załamana tyle wokół się działo.
Zawszę sprowadzam na siebie i innych kłopoty. Może powinnam odejść? Tak na krótko.
By zelżeć innym, bo jestem samym kłopotem ściągającym na wszystkich nieszczęście.
W wodzie ukazał mi się Wrigless - duch, który mi pomagał.
- Nie masz się za co obwiniać - rzekł spoglądając na mnie. To mnie nie uspokoiło.
- Nie wtrącaj się... proszę... mam swoje powody by być nieszczęśliwą.
- Shaylin, ty nikomu nic nie zawiniłaś. Uwierz w to!
Dotknęłam łapą wody, by go nie widzieć.
W tym momencie on siedział na przeciwko mnie. Poczułam się głupio.
- Możesz mi przecież zaufać - dodał
- Spróbuję.
- A teraz spróbuj dotknąć mojej ręki - wyciągnął do mnie przeźroczystą dłoń.
Zmieniłam się w człowieka i zrobiłam tak, ale poczułam tylko chłód. Skup się - pomyślałam.
Chwyciłam jego nadgarstek i w końcu udało się - czułam jego dłoń.
Spojrzałam na niego. Powiedział, żebym ciągle patrzyła mu w oczy.
Więc i tak zrobiłam. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Nie byłam ani wystraszona ani spokojna.
Widziałam coś w jego oczach. Tak widziałam... Norwega. Stał na krawędzi Wschodniego Klifu.
Usłyszałam tylko tyle, że coś mówił o mnie. Była z nim również czarna wadera - Patty.
W głowie usłyszałam "To przeszłość, która się już wydarzyła. Może być zła ale i też dobra.
Nie możesz nic temu zaradzić''.
I już nic nie widziałam. Opuściłam rękę a na twarzy Wriglessa nie widziałam nic.
- Co to było?
- Wizja... - odpowiedział

<c.d.n> 

Uwagi: "Wizji" ma na końcu tylko jedno "i". "Jakikolwiek" piszemy razem. Wilki nie mają rąk, tylko łapy. Jeżeli jednak opisujesz op. jako Shaylin w formie ludzkiej, to wspomnij o tym już na początku. Jeżeli piszesz op. sama, to części powinny być dłuższe.

czwartek, 29 stycznia 2015

Od Shaylin "Idę na studia'' cz.2

Obudziłam się z krzykiem. Coś złego musiało mi się przyśnić. Pamiętam tylko tyle, że widziałam w nim Norwegiana. Wszędzie była krew. To było okropne i przerażające. Po co w ogóle ludzie mają sny? Tego nikt się nie dowie. Nie chętnie wstawałam, ale no przecież musiałam tam pójść, bo inaczej wylecę. Nastał ten dzień. Będzie ciężko, ale z czasem będzie lepiej. Postanowiłam, że załatwię to szybko i bez boleśnie. Poszłam się z wszystkimi pożegnać. Będzie mi ich wszystkich brakować. Czas szybko zleciał. Musiałam się już zbierać, by zdążyć.
***
 Szkoła wyglądała bardzo nowocześnie. Na zewnątrz jak i w środku. Nie była ani duża ani mała, taka akurat w sam raz dla mnie. Zwiedzając szkołę wpadłam do biblioteki, w której było mnóstwo książek. Potem na stołówkę oraz salę gimnastyczną. Zaskoczył mnie fakt, że są zajęcia pozalekcyjne takie jak jazda konna. Poznałam także moją nauczycielkę - pannę Sofię. Była miła, aż za bardzo. Numer mojego pokoju to 205., mieszkałam oczywiście z dwoma dziewczynami. Luce to zwykła dziewczyna z niebieskimi oczami i czarnymi włosami, aż do ramion a ta druga to Stephanie z farbowanymi rudymi włosami. Na ogół nie mówiły zbyt wiele. Chociaż to i dobrze, bo nie zniosłabym ich w innej postaci. No a co do planu: jestem nawet zadowolona. Gdy opuszczałam dawny dom pomyślałam, że będzie mi brakować wszystkich z watahy.
Panna Sofia zapoznała mnie z wszystkimi. Luce i jej koleżanka po jakimś czasie w końcu się otwarły i zaczęły normalnie ze mną rozmawiać. Nie słyszałam ich zbytnio, gdyż uczyłam się na jutrzejszy sprawdzian z biologii.
- Co za szczęście. Jutro test. - powiedziałam z nieszczerym uśmiechem.
- Udało się. Będę miała jak ściągać. - Luce spojrzała na mnie. Zaśmiała się.
- Taaa... jasne... - położyłam się na łóżko.
Ta druga rozmawiała przez telefon. Rodzice.
- Chodź pójdziemy do biblioteki - pociągnęła mnie Luce za rękę. Wstałam no i poszłyśmy.

< c.d.n> 

Uwagi: Nadal nie wiem, co ma oznaczać "..". "Pójdziemy" piszemy przez "ó".

niedziela, 18 stycznia 2015

Od Shaylin "Idę na studia'' cz.1

Gdy tylko się dowiedziałam, że przyjęli mnie na na wybraną przeze mnie uczelnię poszłam pochwalić się tym przyjaciołom z watahy.
- Patty ja w to po prostu nie wierzę. Jestem taka szczęśliwa!
- Masz się z czego cieszyć - odezwał się Mid
- No i to nie wiesz jak... a co z wami? - zapytałam się ich.
- Wiesz, ja będę sekretarką - odezwała się Kiiuko
- Kazuma będzie pracować w policji.
- Dla mnie jest opcja strażak - dodała Patty
- Ja to jeszcze nie wiem - uśmiechnął się Midnight.
Tylko był jeden haczyk - internat. Szkołę zaczynam za 3 dni... ogólnie za cztery ale muszę się zakwaterować. Co do kierunku wybrałam wojskową, inaczej mundurową. Jednym z wymagań jest tam mundur. Na zwiedzanie szkoły jestem umówiona jutro i dostanę plan lekcji. Wiem tylko tyle, że będą tam zajęcia z samoobrony, poznawania i uczenia strzelania z broni palnych i nie tylko. Dobra, dowiem się jutro. Gadaliśmy tak do północy. Potem wszyscy się rozeszliśmy i akurat ja poszłam spać, tylko miałam problem. Nie potrafiłam zasnąć... patrzyłam się w niebo i na te piękne gwiazdy. Cały czas myślałam o szkole
- Taaa, jasne... Shay będzie wojskową... i czego jeszcze dusza zapragnie?
Zmusiłam się do spania. No i po jakimś czasie zasnęłam, czekając na jutrzejszy dzień.

<cdn>

Uwagi: 
Nadal przecinki niestarannie stawiasz. Powinno być "samoobrony, poznawania", a nie "samoobrony,poznawania". Nie zapominaj o Spacji PO przecinku.
"Po prostu" piszemy osobno.
Nadal wypowiedzi (myślniki) nie są postawione tak, jak sobie tego życzyłam.
W wyrazie "policji" piszemy jedno "i".
"Tylko był jeden haczyk-internat." - jeżeli piszesz coś w ten sposób, czyli <wraz>-<wyraz>, oznacza to, że może to być biało-czerwone, albo drewniano-metalowe. W tym przypadku więc pisz "haczyk - internat", czyli dodaj Spację przed i po myślniku.
Wyraz "wojskową" starczy, że napiszesz małą literą. W op. nie był to początek zdania.

Od Shaylin "Bójka"

Przemierzałam kolejne kilometry w ludzkim ciele. Spodobało mi się być człowiekiem, gdyż dość rzadko nim byłam. Słyszałam nadjeżdżające samochody oraz czułam zapach benzyny. Wyłaniając się zza lasu... pomyślałam, że to jest przecież miasto. Duże i piękne, w którym znajdę prawie wszystko. Był już zmrok, więc praktycznie sami bandyci czaili się w nim. Na szczęście byłam choć trochę uzbrojona. Unikałam wrogo wyglądających ludzi oraz ich spojrzeń. Byłam nadzieją że nic się nie stanie, lecz byłam w błędzie. Za mną szło trzech chłopaków. Śmiali się.
- Hej, poczekaj na nas... My się tobą zaopiekujemy. - nie miałam ochoty zwracać na tych idiotów uwagi.
- Kiciu... zamruczysz? - zaśmiał się drugi. Trzeci pociągnął mnie za tył bluzy.
- Spadaj! - wrzasnęłam, uderzając go w twarz. Pobiegłam przed siebie, starając się uciec. Oni niestety podążyli za mną. Udawałam przerażenie, choć wiedziałam, że to ja wygram... chciałam ich podręczyć. Teraz to ja się pośmieję. Stanęłam nagle na przeciwko nich. Również się zatrzymali, o mało na siebie nie wpadając. Ten pierwszy spojrzał na mnie lekko zdziwiony, nie wiedząc, cóż takiego uknułam.
- Nie boisz się? - spytał - Nie boisz się swoich lęków?
Ścisnęło mi żołądkiem.
- Nie - skłamałam. Skierował w moją stronę sztylet, lecz ja się cofnęłam.
- A powinnaś... Chłopaki, bierzcie ją. Przyda się.
Po tych słowach nie miałam już czasu na głupie pogawędki... biegłam dalej. Potykałam się o własne nogi. Tym razem naprawdę mnie nastraszyli. Schowałam się za następną aleją. Dwóch biegło dalej, lecz ten jeden zniknął z mojego pola widzenia. Starałam uspokoić swój oddech.
- Znalazłem cię - szepnął mi niespodziewanie jeden z chuliganów do ucha, który najwidoczniej ukrył się wcześniej za mną. Wykręcił mi rękę do tyłu.
- Nie powiedziałabym. Masz problem, bo ja się nie boje żadnego z was - parsknęłam. Wykręcił je boleśnie jeszcze mocniej. Zamknęłam oczy marszcząc nos z bólu. Potem drugą ręką zakrył mi usta. Po co? Nagle popchnął mnie na ziemię, o mało nie łamiąc mi kości. Stał nade mną, a gdy chciałam się podnieść kopnął mnie z całej siły w plecy. Z bólem padłam na brzuch. Usiadł obok mnie gwiżdżąc.
- Po co dziewczyny wybierają się po zmroku na miasto? Nie myślisz, że to jest niebezpieczne?
- Co cie to obchodzi?! - krzyknęłam podnosząc się z trudem z chodnika. Miałam ten moment... wyciągnęłam po cichu scyzoryk z kieszeni i niezauważalnie wbiłam kolesiowi w nogę. Podniosłam się całkowicie, a on prędko chwycił moją nogę. Wyrwałam się mu i na dokładkę kopnęłam go nogą w twarz, łamiąc mu przy tym nos. Nie wiedziałam, że jest taki kruchy. Zaklął. Jego kumple wtedy również się zjawili. Po krótkim spojrzeniu rzuconym na kolegę garbiącego się z bólu, przetestowałam na ich twarzach wykop wpół obrotu. Lekko dysząc już z wyczerpania wbiłam im po moim zapasowym nożyku w brzuchy, tak szybko, że nie zauważyli nic. Pobiegłam w stronę lasu, nim zdążyli się zorientować, co się stało.
- Chłopaki, nie zadziera się z obcymi! - krzyknęłam śmiejąc się. Zostawiłam ich rannych. Ojoj, za to będę mieć kłopoty.
- Dorwę cię ty... - wystękał jeden, ale nie chcąc już tego słuchać, zwyczajnie ulotniłam się.

Uwagi: 
Tytułuj op.! 
"-- Przemierzałam kilometry w ludzkim ciele." - po co te dwa myślniki na początku? Najpierw pisałaś "........", a teraz myślniki. To jest zbędne. 
"Benzyny" piszemy przez "en". 
Ogranicz ".." i "...". 
Przyjrzyj się temu, jak stawiasz przecinki, bo raz wygląda to tak: nie, bo nie (prawidłowe), raz tak: nie , bo nie, raz tak: nie ,bo nie
"Za mną szło trzech chłopaków. Śmiali się za mną." - unikaj powtórzeń. 
Wypowiedzi postaci zaczynające się od myślnika piszemy od wielkiej litery, bo to początek zdania. 
Zamiast: "- nie-skłamałam.", pisz: "- Nie - skłamałam.", widzisz różnicę? Przyjrzyj się odstępom przed i po myślniku. 
"Wrzasknęłam" - nigdy nie słyszałam o takim słowie. Jak już to "wrzasnęłam". 
"- Nie boisz się? -spytał- nie Boisz się swoich lęków?hee..-ścisnęło mi żołądkiem." - szkoda mi aż po prostu słów, bo nic nie rozumiem. Kto co mówi? To dwie wypowiedzi czy jedna? 
Opowiadanie ogólnie jest bardzo chaotyczne, dokładnie nie wiadomo co się dzieje i kiedy, za dużo ciosów jak na raz. Zrobiła to bez jakiegokolwiek zmęczenia. Czyż to nie jest dziwne? Wyrwała się z jego uścisku, ot tak, ale już nie napisałaś w jaki sposób. Mam wrażenie, że słabo znasz odruchy i ograniczenia fizyczne ludzi. Rzucając ją na ziemię z takiego uchwytu złamałby jej rękę. Skąd tyle scyzoryków i noży? Skąd je w ogóle wyciągali? Z kieszeni? A może brzydko mówiąc z d**y (przepraszam za słowo)? Czy to normalne, że wilk lub zwykła dziewczyna ich nosi przy sobie całe mnóstwo? Od zawsze dziewczyny były słabsze od mężczyzn, a ona ich pokonała bez trudu. Mają też krótszy czas reakcji, a tutaj było na odwrót. Jak? Nie ma wpisane przy form żadnych super sił, ani nie ma medalionu, dzięki któremu by się nie zmęczyła i miała większą siłę. Nie rób z niej Supermana. Musiałam też poprawić kilka innych rzeczy, aby nabrało to większego sensu...
Mam wrażenie, że nie czytasz tych op. po napisaniu. Gdy jednak to zaczniesz robić i poprawiać błędy, zobaczysz, jak wielu pomyłek się pozbędziesz.

sobota, 17 stycznia 2015

Od Shaylin "Pierwsze spotkanie" cz. 8

Zastanawiałam się co powiedzieć. Jaki plan wymyśleć by nie zawalić. Mam pomysł.
- Midnight... Musze uratować się sama. Nie będę was narażać... po co się w ogóle narażać dla mnie? Ja i tak mam dziwne i ... - dokończyłabym, że trochę niesamowite życie. Ale po co? - pomyślałam. Spojrzałam smutno na nich dwóch.
- Nie ma mowy! Ja cię ratuje, a ty chcesz się poddać? - krzyknął Mid
- Chyba - rzekłam
- Cicho! - krzyknęła Patty - Dziewczyna dobrze mówi... Oddacie mi jej śmierć za ból który ja przeżyłam... i pamiętaj, Kochaniutki to przez ciebie - spojrzała na niego.
- Dobra ja już mam tego dość... przestań krzywdzić Patty. Mnie możesz, ale nie osoby które... są dla mnie ważne - powiedziałam wyrywając się z jej objęć. Niespodziewanie zrobiła mi ostrzem miecza głęboką ranę na ramieniu, z której zaczęła ciec krew. Upadając na ziemie słyszałam jak Yusuf atakuje Patty. Mid podbiegł do mnie. Zatamował upływ krwi swoją bluzą.
- Dziękuję - szepnęłam. - Nie martw się. Ja musiałam to powiedzieć... bo...
- Na szczęście jesteś bezpieczna. - uśmiechnęłam się do niego.
- Wiesz czasem się dziwię... Co ty we mnie widzisz?
Zauważyłam jak jego usta się poruszyły.
- Wszystko - odpowiedział ledwo słyszalnie. Pomyślałam, że za bardzo go ranię... jest zbyt wyjątkowy i nie powinnam zawracać mu głowy. Ale coraz bardziej czuje jak mu na mnie zależy. Jest taki czuły i opiekuńczy. A co do Norwegiana... no cóż, chyba mnie nic z nim nie łączy, ale za to chyba złamię mu serce. Chyba jestem zdecydowana... Jeśli on powie tak, to i ja też. Tylko czy... Ah, szczypie jak diabli. A jednak! Norweg wrócił. Wychodził zza drzew...
- Shaylin, nie! Mi także na tobie zależy... - powiedział z żalem na sercu. Teraz stali naprzeciwko siebie.
- Nigdy - rzekł Mid
- Ona jest moja.. .- rzucili się sobie do gardeł. Norweg wyciągał nóż. Wykopałam mu go z ręki.
Patrzał na mnie zdziwiony.
- Przestańcie!
- Shaylin...ja..- nie dokończył norweg
- Tak, wybrała kogoś innego - rzucił z wściekłością Mid
- przepraszam - szepnęłam
Norweg uciekł zamieniając się w wilka. Poczułam się strasznie... skrzywdziłam znowu osobę, która mnie lubiła. Życie chyba było zbyt okrutne. Podszedł do nas Yusuf, już bez Patty
- Ona też uciekła... Ale ten norweg ma tupet. - odrzekł Yufus
Smutnie usiadłam pod drzewem nie zwracając uwagi na nikogo i zamknęłam się w swoim świecie, odcinając się od rzeczywistości.

Uwagi: imiona pisz wielkimi literami, zdania zaczynaj od wielkich liter, ogranicz "...". Tytułuj op.

piątek, 9 stycznia 2015

Od Shaylin "Nowe dzieje" cz. 1

Byłam na terytorium watahy - na Wschodnim Klifie. Podziwiałam piękne widoki. Było niesamowicie.
Słyszałam szum fal, odbijało się jakby echem. Mogłabym tu siedzieć dniami i nocami.
Wszystko było takie fascynujące, piękne, niesamowite i wyjątkowe. Byłam tam razem z duchem - Wriglesse'm. Powtarzał mi jak zawsze, że mam uważać na wszystko i wszystkich.
- No przecież wiem, ale ten wypadek to nie moja wina... - odburknęłam
- Pamiętam cię Shaylin, nigdy nie byłaś tak zadziorna.
Co on ma na myśli?
- W przeszłych stuleciach. - dopowiedział
- Jaka byłam?
- Coż... nie taka jak teraz.., - machnął łapą.
- Kim byłam, co robiłam?
- Damą rodu Fallenów... i... moją przyjaciółką... -spojrzał w dół klifu na wodę.
- Serio?
-Tak. Nigdy bym cię nie okłamał... razem uciekliśmy... - unikałam jego wzroku.
- Gdzie?
Zastanawiał się nad odpowiedzią.
- W czas.
- Wriglesie..po co?
- Musiałem cię uratować przed niebezpieczeństwem.
- Mnie? Dlaczego?
- Bo wiedziałem co twój tamten ojciec chciał zrobić...
- Ojciec? Co on?...
- Skazać cie na nie szczęście... a potem na śmierć.
I znowu kolejny cios w serce... Czy w każdym z moich poprzednich żyć nie byłam bezpieczna? - pomyślałam.
- Czemu całe swoje przeklęte życie dowiaduje się o samych zły pełnych morderstw i brutalności rzeczach? Czy to jakieś cholerne żarty? Czy ja w ogóle istnieje? Bo słyszę, że były poprzednie. Ja... Czy ja zwariowałam? A może ja was nie widzę tylko wyobrażam, że jednak jesteście?
- Nie, to co mówisz to nie prawda... tylko ty nas widzisz i tylko ty nas rozumiesz... bez ciebie nie dalibyśmy rady... twoja matka w ciebie wierzy, ja w ciebie wierze i inni w ciebie wierzą. Jesteś naszą nadzieją. Mogłem ci tego nie mówić, ale chciałem żebyś wiedziała.
- Czemu nie było cię wtedy rok?
- Nie mogłem..
Wolałam nie pytać o to.
- Shay. Twoje rodzeństwo żyje... dbałem także o nich. Oni mają się dobrze, żyją razem i nie musisz ich szukać, bo prędzej czy później znajdziecie się..
- Nie wyganiam cię... ale chcę zostać sama. Wróć kiedy chcesz, ale ja muszę odpocząć psychicznie.
- Żegnaj... - odpowiedział i zniknął uśmiechając się do mnie...

<C.D.N.>

środa, 7 stycznia 2015

Od Shaylin "Pierwsze spotkanie" cz. 6 (cd. Midnight)

Norwegian dotrzymywał mi kroku, jak zwykle. Nudziło mnie to jego spojrzenie. Nic nie mogłam zrobić, bo nie powiem mu "przestań się na mnie gapić", było by to nie grzeczne.
Chciałam być wolna, lecz tak się jednak nie stało. Coraz bardziej go nie lubiłam. Aż wnerwiał mnie.
- Shaylin ja... nie wiem jak to się stało, ale nigdy nie umiałem... kogoś pokochać. Shaylin ja... ja cie kocham. Jesteś fantastyczna, mądra, piękna... niczego ci nie brakuje.
Stanęłam jak wryta. Nie umiałam nic wykrztusić z siebie. Boże... myślałam że upadnę. Biegłam przed siebie... nie myślałam nad tym co robię. Wołał mnie, ale ja bałam się tych słów...
Wpadłam na jakiegoś wilka. Ten wilk chyba chciał mnie ugryźć. A przecież to Patty... byłam tak ślepa, że nawet jej nie zauważyłam.
- Dlaczego to robisz? Shaylin... proszę... Dlaczego...? Wiesz jak ja się czuję. Ja go kochałam, a ty mi go zabrałaś... - warknęła na mnie. Już wiedziałam o co jej chodzi... Ona kocha Midnight'a.
- Uspokój się Patty. Ja nic nie zrobiłam złego
- Skrzywdziłaś mnie. Mogliśmy być taką świetną para, a ty wszystko zniszczyłaś... - miała taką minę, jakby mnie zabić chciała, no i wskoczyła na mnie. Broniłam się...
Usłyszałam szelest zza krzaków wyłonił się Midnight, a po boku szedł Norweg. Co się stanie? Nikt chyba nie wie, oprócz mnie...

<Mid?>

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Shaylin "Pierwsze spotkanie" cz. 4 (cd. Norwegian)

Szłam w ciągłym stresie. Nie wiedziałam co może się stać. Może powinnam tak po prostu odejść. Zostawić go i zniknąć? Po jego słowach ''idealna'' nie umiałam nic z siebie wydusić
Potraktował mnie jak zabawkę. A przecież nią nie byłam. Rozzłościł mnie. Dlaczego był taki nachalny. Zrobiłam chyba błąd, że się do niego odezwałam. On także dotrzymywał mi kroku, nic nie mówiąc. Wyprzedziłam go i nie szliśmy równym tempem. Byłam zła, tak okropnie zła. Bardziej to chyba na siebie. Dlaczego życie jest takie wkurzające? Nie chcę zrobić nikomu krzywdy, a ja co zrobiłam? Ciągle to robię. Chyba powinnam odejść... tak by nikomu nie zrobić przykrości i bólu. Usiadłam pod drzewem. On szedł, ale potem także usiadł drzewa dalej. Zachowałam się tak głupio. Dlaczego tak głupio myślę? Nie jestem z natury wredna, ale wszystko mnie wkurza. Jak mogę się tak znęcać? Nie powinnam tak robić.
Już wiem dlaczego, ale to moja tajemnica. Gdzieś daleko wyczułam zapach wilka. Była to Sora... Jednak jej zapach już po kilku chwilach zniknął, a basior ponownie mi się ujawnił.

<Norwegian?>

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Shaylin "Pierwsze spotkanie" cz. 2 (cd. Norwegian)

Ten wilk szedł za mną cały czas, aż w końcu uległam.
- Chcesz coś ode mnie?
Zawstydzony odpowiedział:
- Przepraszam. Miałem nadzieję, że... powiesz mi... no tego... - plątał mu się język.
- Nie powinnam nic mówić... ah... jestem Shaylin - uśmiechnęłam się
Odwzajemnił uśmiech. Cieszę się że to nie jest duch. Znowu bym cierpiała. Chociaż cierpienie to już norma u mnie. Przedstawił się, że ma na imię NORWEGIAN.
- Jeśli nie chcesz, nie mów. A tak w ogóle co ty tu robiłaś?
Zawahałam się, bo co mu miałam powiedzieć?
- Po prostu jestem i wpadłam na ciebie.
Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, jakoś po prostu mam dziwne wrażenie że...
Czułam zapach... krwi, zgniłego ciała? Co? Moje nozdrza chyba zwariowały... dziwnie się poczułam... kręciło mi się w głowie... zemdlałam.
************
Obudził mnie dotyk łapy. Ach! Przecież Norwegian był tuż obok. Patrzył na mnie.
Odruchowo podniosłam się.
- Co się stało? - zapytał zmartwionym głosem
- Ach, nieważne. Nic, ja tak już mam... - posmutniałam kolejny już raz w swoim dziwnym życiu
Co? Myślałam, że on stał się człowiekiem. On stał się. Nikt jeszcze nigdy nie widział mnie istotą ludzką, więc ja też się przemieniłam. Takie dziwne uczucie... mieć nogi i ręce i w ogóle ciało. Patrzył na mnie tak, że aż się wzdrygnęłam. Puścił mi oczko. Miałam ochotę uderzyć go nawet nie wiem za co. Jednym palcem dotknął mojego policzka. Zdziwiłam się.
- Idealna... - zaśmiał się.

<Norwegian?>

piątek, 26 grudnia 2014

Od Shaylin "Niesamowite spotkanie" cz. 4

Od tego spotkania minął rok. Nic ciekawego się nie działo. Poza tym tylko spotykałam na swojej drodze duchy wilków, rodziny. Kontaktowały się ze mną podczas wizji. Nauczyłam się sama polować, ale i tak nie znalazłam swojego rodzeństwa. Szukam na okrągło. Ale ślad po nich zaginął. Martwię się o nich, ale są już dorosłymi wilkami, tak jak ja. Muszą sobie radzić na razie beze mnie. A co do daru... hmm... przyzwyczaiłam się już do widoku zakrwawionych, przejechanych, utopionych, zamarzniętych wilków. Pomagam im. Rozmawiam z nimi. Dużo dowiedziałam się o ich historiach. A szczególnie zaciekawiła mnie historia pewnego wilka - nie pamiętam jego imienia. Była to wadera, żyjąca 100 lat przede mną. Jej opowiadanie było tak okropne... Czułam się z nią jakoś związana. Ale jedyne co miałam wypełnić, to odnaleźć ich - zdrowych. Po prostu musiałam...
***
 Nastał świt. Moje oczy rozbłysły na widok kolorów. Jak to możliwe? Przecież jeszcze wczoraj był śnieg. A tu kwiaty każdego koloru tęczy, zielone drzewa z pięknym brązowym
pniem. Och! Przede mną przebiegła wiewiórka. Jej rudy kolorek futerka przyciągał wzrok.
Aż zachciało się żyć. Dookoła mnie rosły sobie w zwolnionym tempie rośliny. Jaki to był widok.
Uśmiechnęłam się. Cudownie. Słońce urosło w moich oczach. Miałam ochotę poturlać się po
świeżutkiej trawie. Zrobiłam to. Czułam się szczeniakiem,ale już nim nie byłam. Jest taka piękna pogoda, że najchętniej wygrzewała i leniuchowałabym. Ale na to nie mam czasu.
Znów posmutniałam. Moje życie nie będzie lepsze... Ktoś mnie wołał.
- Czego? - zapytałam rozzłoszczona. Poczułam zimny przewiew wiatru. Znajomy mi od dawna.
- Mogę ci pomóc. - szepnął znany mi duch
- Skąd mam wiedzieć, że mi pomożesz skora ja nawet nie wiem jak się nazywasz?
- Wrighless się nazywam. Wiem gdzie możesz ich znaleźć... tylko ja to wiem, kochana.
- Więc gdzie?
Rozpłynął się i już go nie było...

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Shaylin "Niesamowite spotkanie" cz. 3

...nie wiedziałam co to było. W pierwszym momencie bałam się otworzyć oczy. Nie wiedziałam co może mnie spotkać. Ale musiałam wziąść się w garść i spojrzeć temu czemuś w twarz. Choćby pokazać mu że się go nie boje, choć w tym momencie to by brzmiało fałszywie. Jednak odważyłam się. Wkońcu kiedyś trzeba byłoby to zrobić. Wyglądał podobnie jak ten wilk:


Cieszyłam się z tego że nie patrzył w moje oczy, bo wtedy wiedziałby o moim lęku.
W głowie słyszałam szepty, których nie rozumiałam. Naglę na polu mojego widzenia pojawiły się inne wilki, podobne do poprzedniego. Ja chyba oszaleję!? Potem usłyszałam ten jedyny wyraźny szept: "Pomóż nam''. No i co ja mam teraz zrobić? Z przerażeniem w głosie wyjąkałam
- Jak?
Po chwili przed oczami stanął mi ten pierwszy wilk z brązowym futrem. Patrzył na mnie. Odezwał się-
- Będę cię chronił, droga Shaylin - i rozpłynął się w powietrzu z innymi.
Byłam zdziwiona, że nie zemdlałam. Przed chwilą myślałam, że zawału dostanę, a tu nic.
Jedyne co teraz mi chodziło po głowie to,że gdyby nie ten wilk, może byłabym teraz tam gdzie on. Uratował mnie przed pochopną decyzją. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze w przyszłości, żeby znowu mnie ocalił...

czwartek, 18 grudnia 2014

Od Shaylin "Misja cz.2" (cd. Midnight)

Spojrzałam na niego. W jego oczach ujrzałam panujący ból i smutek. Nie wiem ile czasu minęło odkąd zadał mi pytanie, ale później odezwałam się do niego z innym pytaniem:
- Jak się czujesz?
- Da się przeżyć - odpowiedział nie patrząc mi w oczy. - Odpowiedz mi w końcu: gdzie ja jestem?
- Północny las Doñana w Andaluzjii, znalazłam cię 5 km stąd i uratowałam ci życie. Bo wiesz tutaj uleczają wilki. Moje zadanie zostało wykonane więc jesteś wolny.
- Pomogłaś mi? Ach... przecież ja... - wyglądał jakby próbował sobie coś przypomnieć.
Patrzyłam mu w oczy cały czas jakbym chciała z nich coś wyczytać. Niestety nic nie widziałam, żadnej wizji - niczego. Skierowałam się w kierunku drzew, mając nadzieję że uda mi się w końcu znaleźć jakieś jedzenie. Już mi to obojętne czy będzie to dzik czy królik. Wymarzyłam sobie sarnę.
- Poczekaj, stój! - usłyszałam za sobą głos poznanego przybysza
Szłam dalej. Nie mogłam się zatrzymywać, bo głód brał górę. A nie jadłam od 2 dni. Postanowiłam, że będę musiasła go ignorować. Też czasami potrzebuję chwili spokoju, samotności. A jednak dogonił mnie. Wydawał się rozkojarzony.
- Pomóc ci w czymś? - zapytałam stanowczym tonem. Nie mogłam pokazać mu że mogłabym być troskliwa...

<Mid?>

środa, 17 grudnia 2014

Od Shaylin "Niesprawiedliwe śmierci cz.2"

Szłam... Biegłam... Latałam... To nie działo się naprawdę. Coś jest tu nie tak. Umarłam? Czy ja umarłam? Tak młodo? Nie miałam jeszcze przyjaciela, nie doczekałam się szczeniąt, nawet nie wiem czy moja rodzina żyje. Co z matką? A gdzie moje rodzeństwo? Czy uratowała je przed złem? Zastanawiam się gdzie jestem? Co to za dziwne miejsce?
Patrzyłam przed siebie. Widziałam czwórkę mojego rodzeństwa, brakowało dwóch. Za nimi stała matka. Odezwałam się pierwsza.
- Co się tutaj dzieje?
Matka uśmiechnęła się. Rodzeństwo zawyło. Zamachałam ogonem ze szczęścia. W końcu ich zobaczyłam po takim czasie. A właśnie ile ja tu jestem? Czy tutaj jest coś takiego jak czas?
A przypomniało mi się, że mama nie odpowiedziała na moje pytanie.
- Mamo... no... odpowiedz mi... czy ja umarłam? - spojrzała na mnie, ale posmutniała.
- Odziedziczyłaś dar po mnie, wykorzystaj go dobrze... Będę cię chroniła całą wieczność, nie zapominaj o tym.
- Jaki dar ? Nie rozumiem, a co z wami? Czy ja zostanę z wami?
- Przekonałaś się już, właśnie z niego korzystasz. Porozumiewasz się z nad ludzkimi istotami czyli martwymi.
Myślałam, że zemdleję. Oni... umarli?... Zostawili mnie?
- A co z pozostałymi? Czy oni też mają to co ja? Czy oni żyją?
- Zaopiekuj się nimi, kocham was wszystkich.
Zniknęli. Położyłam się na czymś podobnym do ziemi i spróbowałam poczuć się tak jak przed spotkaniem...
***
Byłam już w realnym świecie. A jednak nie umarłam. Tylko... muszę szukać rodzeństwa.
Ciało mojej matki znalazłam 500 metrów od miejsca, w którym miałam ten dziwny sen. A jej szczeniaki kilometr dalej. Wszyscy mieli rany postrzałowe. Było mi żal, smutek rozsadzał mi
serce. Myślałam, że mi pęknie. Życie w tym momencie wydawało mi się bezsensowne, gdyż jedyne osoby w moim życiu, które kochałam odeszły. Zostawiły mnie samą. Jak mam sobie poradzić skoro, mam dopiero rok. Jak ja będę funkcjonowała w tym społeczeństwie? Wszystkie wilki będą się ze mnie na pewno śmiały, w życiu nikt nie weżnie sobie wadery bez stada. Będę przeklęta, ponieważ..zaprzepaściłam szansę matki. Gdyby nas nie urodziła, mogłaby dalej być z jej basiorem, założyliby stado z wędrującymi wilkami, a teraz... nie żyje. Mam ochotę skrócić sobie to życie. By już więcej nie cierpieć. By nie zaznać bólu. Wiem co zrobię. Wykorzystam do tego trujące owoce zwane "jagłagami". Mama mi o nich mówiła. Ale nigdy nie przeczuwałabym, że zostanę sama i będę chciała skończyć ze sobą. Znalazłam je, ale szukanie ich zajęlo mi nie co czasu. Przybliżalałam już pysk do krzewu, gdy nagle odezwał sie nieznany mi głos.
- Nie! Zostaw je! - odwróciłam się.
Nikogo tam nie ujrzałam. Ponownie próbowałam to zrobić ale jakieś bardzo jasne światło przeleciało mi przed oczyma...

<C.D.N.>

sobota, 13 grudnia 2014

Od Shaylin "Niesprawiedliwe śmierci cz. 1"

Obudziłam się. Otworzyłam oczy i spojrzałam na swoją rodzicielkę. W jej oczach ujrzałam strach tak wielki, jak nigdy dotąd, dlatego sama zaczęłam się bać. No w końcu byłam szczeniakiem. Czułam zawsze to co matka. Nigdzie nie widziałam swojego rodzeństwa. Matka popchnęła mnie delikatnie nosem, abym wstała. Już po kilku chwilach biegłyśmy w kierunku północnym, chociaż nie wiedziałam dlaczego. W pewnym momencie ze ślizgiem wpadłam do błotnistej kałuży. Moje białe futerko było całe pomazane błotem. I tak musiałam podnieść się i biec dalej.
Szukałyśmy już chyba całe wieki pozostałych, raz wyła matka, raz ja. Odpowiadały za to nieznane mi wilki, matka na pewno musiała je znać. Byłyśmy już daleko od naszej nory. Mijały sekundy, minuty, godziny a może nawet dni. Tak bardzo tęskniłam za moimi siostrami i braćmi, marzyłam by ich znaleźć - by byli bezpieczni. Zawsze narzekałam na ich obecność i teraz żałuję. Chciałabym się z nimi pobawić, ale ich teraz nie ma. Mam nadzieję, że oni wrócą.
Gdzieś, kilometry przed nami padły strzały... Moja matka przyśpieszyła, ledwie dotrzymawałam jej kroku. Byłam już tak zmęczona i padnięta, że ledwie co żyłam. Mój brzuch przypominał o głodzie, lecz ja musiałam o nim zapomnieć. Potykałam się o własne łapy, nawet czasem przewracałam. Matka za każdym razem pomagała mi podnieść się. Byłam na siebie zła - tylko ją spowalniałam.
- Mamo, biegnij! - krzyknęłam zdyszana - Zostaw mnie!
Padłam ze zmęczenia na ziemię. Nie miałam już siły nawet unieść łba. Stała nade mną. Polizała mnie po pysku. Wiedziała, że już nie wstanę, więc wyszeptała mi do ucha
- Kocham cię na zawszę.
Ostatnimi resztkami siły spojrzałam na nią. W jej oczach malował się smutek oraz pojawiły się łzy.
Jedna z nich spadła na mój nos. Chciałam powiedzieć jej, wszystko - że ją kocham, że wszystko będzie dobrze. Mój pysk nawet nie drgnął. Powieki mi opadły. Zanim jeszcze zasnęłam usłyszałam kolejne dwa strzały...

<C.D.N.>