Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mizuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mizuki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lutego 2017

Od Mizuki "Upadłe bóstwo, czy po prostu demon?" Cz. 11

Marzec 2018 r.
Uwaga! Opowiadanie zawiera sceny drastyczne!
Minęło już trochę czasu, od kiedy znalazłam się w tym miejscu. Może miesiąc a może cztery lata. Pogubiłam się już w czasie. Pomimo tego, że tu gdzie się znajdywałam, on stał nieruchomo, to w watasze płynął normalnym torem. Po rozmowie z tym dziwnym kotem dostałam zadanie. Jeśli uda mi się je zrobić, wrócę do siebie, jednak jeśli nie... no cóż, musiałabym pogodzić się z wiecznością spędzoną w tym pozbawionym czasu miejscu. Tak czy siak, podjęcie się tego wyzwania jest warte ryzyka. Zadanie polegało na odnalezieniu prawdziwej kryjówki tego "kłaka" i odgadnąć jego prawdziwe imię. Od razu po tym on zniknął, pozostawiając mnie pośrodku tego syfu. Nagle wszystko zaczęło się zlewać. Zaczęłam słyszeć dziwne głosy. Miałam wrażenie, jakbym leciała z prędkością światła, jednocześnie nie robiąc nawet kroku. Po chwili wszystko się uspokoiło i wróciło do... normalności? Dziwnie brzmiało wtedy dla mnie to słowo. Gdy tylko rozejrzałam się na boki, doznałam wielkiego szoku. Wszystko, co mnie otaczało, zmieniło się w krajobraz z mojego wspomnienia. Przepiękna duża łąka ciągnąca się aż po horyzont, stare drzewo przykryte ciemnozielonymi liśćmi. Na niebie widok zapierał dech w piersiach. Miliony jasnych gwiazd, droga mleczna i cudowne spadające gwiazdy. Cały ten blask wydawał się na wyciągnięcie łapy. Miałam wrażenie, że jak tylko ją wyciągnę, to ich dotknę. Nagle koło mnie pojawił się szary basior ze złotymi oczami. Usiadł koło mnie i wpatrywał się w gwiazdy. Bez słowa, po prostu siedział. Jednak tylko jego obecność, a czułam się dziwnie bezpiecznie, jakby to, co wydarzyło się dotąd, było tylko wytworem mojej wyobraźni. Wszystko stało się tak odległe, jakby nigdy się nie wydarzyło. Właśnie po tych ostatnich przemyśleniach zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. Czym bardziej skupiałam się na tym, co mnie otacza, tym więcej zapominałam. Z prędkością światła wstałam z ziemi i wykrzyczałam do basiora:
- Kim ty kurna jesteś!?
- Naprawdę nie pamiętasz?
Przyjrzałam się mu bliżej. Zdałam sobie sprawę, że naprawdę go znam, ale nie miałam pojęcia skąd.
- Wiem, że Cię znam, ale nic poza tym.
Basior w odpowiedzi tylko się uśmiechnął.
- Widzę, że twój ojciec zadbał o tę sprawę
- Zaraz zaraz jaką "tę sprawę"
Znowu tylko się uśmiechnął. Jednak tym razem zupełnie inaczej. Zabolała mnie głowa. Zamknęłam oczy i usłyszałam ogromny pisk i jedno jedyne słowo: uciekaj. Gdy otworzyłam oczy, wszystko dookoła płonęło, a którego wilk jeszcze przed sekundą uważałam za miłego, teraz wyglądał jak demon. Jego złote oczy zmieniły się na czerwone, jego futro z pięknej szarości zmieniło się w czarne. Na jego szyi wisiał dziwny naszyjnik. Moje ciało ruszało się wbrew mojej woli. Powolnym krokiem zbliżyłam się do basiora. Gdy byłam od niego na krok, zatrzymałam się, a on delikatnie poczochrał moją grzywkę, która bez ładu spadła mi na oczy.
- Moja Mizuki, nigdy więcej nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. Rozprawie się z twoim ojcem raz na zawsze. Nigdy więcej nie będziesz musiała się go bać.
Obok basiora pojawiła się ciemna aura, która przybrała postać białego wilka.
- Mizuki, poznaj Dentaliona. Podpisałem z nim kontrakt w zamian, obiecał mi pomóc pokonać twojego ojca.
Wspomnienie to połączyło się z tym które pamiętałam jednak tu, wyglądało nieco inaczej. Owszem napadły na moją starą watahę obce wilki, jednak wśród nich był on. Basior, którego nie potrafiłam zrozumieć. Uciekałam tak jak w moich wcześniejszych wspomnieniach, jednak... nie gonił mnie wróg, tylko mój własny ojciec, wraz z odziałem zabójców. Gdy uciekałam, potknęłam się o wystający korzeń i z dużą prędkością, uderzyłam o ziemie. Zakręciło mi się w głowie, obraz stał się zamglony. Wilki, które mnie goniły już były przy mnie. Mój ojciec podszedł do mnie, nachylił się na de mną i powiedział: Czy nie mówiłem, że nigdy ode mnie nie uciekniesz?
Moje ciało zaczęło drżeć ze strachu. Zaczęłam płakać. Jednak wtedy jakiś wilk przybiegł mi z pomoc, był to ten basior, który złożył mi tę obietnicę.
- Uciekaj! - Krzyknął basior.
Podniosłam się i pomimo zawrotów głowy zaczęłam biec jak najszybciej. Kilka razy uderzyłam w drzewa, powodując dość duże rany. Wbiegłam na wysoki klif i spojrzałam w dół. Wzrok wrócił mi do częściowej normy. Na dole zobaczyłam mojego wybawiciela, który teraz leżał w dużej kałuży krwi, a mój ojciec śmiał się tak głośno, że słyszałam go bardzo wyraźnie. Poczułam ogromną złość i
jednoczesną nienawiść. Już się nie bałam, przypomniały mi się jego słowa: "Jeśli kiedyś będziesz w niebezpieczeństwie, w którym nie będę mógł przyjść Ci z pomocą, użyj swojej krwi, nakreśl nią pentagram. Usiądź w jego środku i poproś o pomoc królestwo demonów. Nigdy żaden demon nie odmówi Ci pomocy, jeśli tylko powiesz swoje prawdziwe pełne imię." Tak też zrobiłam. Przegryzłam żyłę w lewej przedniej łapie i z krwi nakreśliłam pentagram.
- Wiem, że mnie słyszycie przeklęte demony! Ja, Ameli Teris, zrobię wam tę przyjemność i zawrę kontrakt z demonem, który spełni moje zachcianki.
Przed moimi oczami pojawiły się cztery demony. Jednym z nich była Emilia. Jednak nie podpisałam tylko jednego kontraktu, ale dwa. Pozostałe odesłałam z powrotem. Demony ofiarowały mi dwa naszyjniki, które połączyły się w jeden. Naszyjnik ten miał zapewnić stuprocentową pewność, że mnie nie zdradzą oraz dzięki niemu miały mnie znaleźć gdziekolwiek bym była. Gdy tylko pentagram zniknął, a wszystkie moje rany się zagoiły. Cofnęłam się z dwa kroki i z rozbiegu zeskoczyłam ze skarpy. Demony zadbały o moje bezpieczne lądowanie. Przez tę całą sytuację straciłam wszystkie emocje, jednak nie pozbyłam się nienawiści do mojego ojca. Spojrzałam na mojego wybawiciela, pomimo utraty tak dużej ilości krwi on jeszcze oddychał. Posłałam mojemu ojcu i zabójcy zabójcze spojrzenie. Rzuciłam się najpierw na zabójców. W normalnych warunkach nigdy nie byłabym w stanie ich pokonać, jednak teraz demony chroniły mnie przed wszelkimi obrażeniami. Już po paru minutach wszyscy oprócz mojego ojca byli martwi. Moje futro było całe w krwi moich wrogów. Grzywka spadła na moje prawe oko. Spojrzałam w kierunku tego sukinsyna. W jego oczach dostrzegłam silny strach. Uśmiechnęłam się jak psychopatka i powiedziałam bardzo słodkim głosem:
- Tato, nie bój się. Chce się tylko z tobą pobawić. Może zagramy w pewną grę? - Powiedziałam i zaśmiałam się jak psychopatka. - Może zagramy w twoją grę. Tylko tym razem to ja będę się świetnie bawić. Zawsze kochałeś zadawać mi ból, doprowadzając nieraz prawie do mojej śmierci. Nie martw się, nie pozwolę umrzeć ci zbyt szybko. Ale najpierw: Emilia, ulecz rany mojego przyjaciela. Na czym to stanęło? Już wiem.
Zaczęłam od zadawania ojcu drobnych ran. Użyłam żywiołu ognia i przypaliłam mu ogon, łapy, brzuch kręgosłup, uszy. Zadbałam o to, by czuł jak największy ból. Poprosiłam drugiego demona o użyczenie mi jego umiejętności. Dzięki tej umiejętności wdarłam się do jego umysłu i torturowałam go w jego umyśle. Nie musiałam długo czekać, a zaczął mnie błagać, bym go zostawiła. Było to bardzo zabawne patrzeć jak ktoś, kto na znęcał się nad tobą od szczeniaka, teraz wił się jak robak, błagając o litość. Zostawiłam jego psychikę, którą i tak doprowadziłam do obłędu w spokoju. Wróciłam do tortur fizycznych. Używając pazurów, rozcięłam mu brzuch, doprowadzając do ogromnego krwotoku. Mój ojciec wrzeszczał i wyrywał się spod uścisku moich łap.
- Boli Cię to, tato? Może Ci jakoś pomóc?
- Puść mnie, potworze - powiedział, a z jego oczu nieprzerwanie płynęły łzy.
- Nie ma mowy - powiedziałam i wytknęłam mu język
Użyłam teraz drugiego żywiołu: lodu. Poparzone wcześniej miejsca potraktowałam teraz najzimniejszym lodem, jaki tylko udało mi się stworzyć. Doprowadzając do ogromnych odmrożeń jego ciała.
- Amelii, proszę przestań - Usłyszałam głos mojego przyjaciela.
Natychmiast się uspokoiłam, chciałam podejść do mojego przyjaciela, jednak mój ojciec złapał mnie za tylną łapę. Przewróciłam się, a on użył swojej magii i zmienił całkowicie moje wspomnienia. Zerwał również mój naszyjnik. Wszystko zaczęło się zlewać, ale usłyszałam jeszcze dwa zdania od mojego przyjaciela.: Amelii, proszę zapamiętaj jestem Aretti, proszę pamiętaj! Obiecuje, że Cię znajdę.
Po tych słowach wróciłam na polanę z gwiazdami i jednym drzewem. Koło mnie siedział właśnie on: Aretti.
- To jak, pamiętasz już?
- Tak, pamiętam.
Wilk podszedł i poczochrał mnie po głowie.
- Moja mądra Amelii
Zrzuciłam jego łapę z głowy.
- Co się z nim stało?
- Po tym, jak zemdlałaś, do twojego ojca dobiegli medycy i z cudem go uratowali. Ja uciekłem jednak rok później osobiście go unicestwiłem.
Po tych słowach poczułam ulgę, która mnie przerażała. Wtuliłam się w Areta i zaczęłam płakać. Przerażało mnie to, co zrobiłam, ale bardziej przerażające było moja podświadomość, że zrobiłam dobrze.

CDN

Uwagi: Jeśli mówimy, że ktoś stał w czegoś centrum, pisownia "po środku" jest nieprawidłowa. Dopuszczalna jest tylko łączona - "pośrodku". Podobnie jest z użyciem "nie raz". W tym przypadku powinno być zapisane razem. Nie "z kąt", tylko "skąd"! "Szyi" piszemy przez "i", a nie "ji". "Dużym" piszemy przez "ż". Masz dysortografię? Te błędy są aż zbyt oczywiste. No i przecinki. Z nimi wciąż masz problem. Przykładowo zazwyczaj przez "a" powinno się stawiać przecinek.
Wiesz co... chyba zrobiłaś ze swojego wilka bóstwo. Już dość, że przy dodawaniu Twojego wilka jakimś cudem nie dostrzegłam niezgodności między talentami a umiejętnościami. Zastopuj trochę, błagam. Jeszcze chwila i odrzucę Twoje op. Wszystko zdaje się być tu koszmarnie naciągane... i bardzo, bardzo chaotyczne. Ja przykładowo prawie nic nie zrozumiałam. I tak trochę... hm, po przegryzieniu żyły traci się dużo krwi. Mogła zemdleć i być może nawet umrzeć na miejscu. Tu jak widać nawet tego w żaden sposób nie odczuła.

czwartek, 20 października 2016

Od Mizuki "Upadłe bóstwo, czy po prostu demon?" cz. 9 (cd. Valka)

Moja wizja zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Pozostawiła w moim sercu dziwną samotność a w głowie mętlik. Jednak nie miałam zamiaru się zatrzymać. Nie tu, nie teraz. Nie w chwili kiedy zaszłam tak daleko. Nie poddam się ani teraz, ani nigdy. Straciło dla mnie sens czy jak pokonał Valkę, to sama zniknę. Nie obchodziło mnie, co pomyślą o mnie inne wilki. Być może znienawidzą mnie na zawsze, albo... wręcz przeciwnie. W tamtej chwili nie myślałam o tym nawet przez sekundę. Biegłam ile sił w łapach, przedzierając się przez gęsty las. Idealną nocną ciszę przerywały tylko trzaski gałęzi pod moimi łapami i sporadyczne pohukiwanie sów. Moje ciało z sekundy na sekundę biegło szybciej i szybciej. Byłam niczym lokomotywa, która nabierała coraz większej prędkości. Myślałam teraz tylko o jednej jedynej rzeczy... na zapachu Valki. Czas płynął, a ja przedzierałam się przez coraz to nowsze tereny. Co dziwniejsze biegłam już tak kilka godzin, a nie czułam żadnego zmęczenia. Przez połączenie mojej mocy z mocą Emilii moje ciało straciło wszelkie ograniczenia. Mogłam biec jeszcze szybciej, mogłam wymagać od siebie znacznie więcej, a jednak coś mnie ograniczało. Nie byłam pewna co to ale coś definitywnie było nie tak. Zapach Valki od jakiegoś czasu czułam tak samo. Tak jakbym biegła w miejscu. Zatrzymałam się koło wielkiego i starego dębu. Przyjrzałam się bliżej. Drzewo wyglądało, jakby ktoś je żywcem wyjął z horroru. Gałęzie były powykrzywiane w nienaturalne kształty, dziupla, z której nieustannie patrzyły na mnie czerwone oczy oraz ta mgła otaczająca absolutnie wszystko, co znajdowało się za mną i za drzewem. Straszniejsza jednak była ta głucha cisza wypełniająca każdy centymetr tej przeklętej ziemi. Spojrzałam w górę. Całe niebo przykrywały teraz ciemne burzowe chmury. Czas w tym miejscu stał jakby w miejscu. Żadnego podmuchu wiatru ani dźwięku. Tylko ja i to martwe drzewo oraz... to "coś" co siedziało ukryte w dziupli. Szybko wróciłam wzrokiem do tej dziury w drzewie. Jednak... tego już tam nie było. Zaczęłam się nerwowo obracać. Podążałam wzrokiem to w górę to w dół i w lewo i w prawo jednak istota rozmyła się w powietrzu. Zaczęłam węszyć, ale... właśnie "ale"! Nie czułam absolutnie nic. Nie wiem, gdzie byłam, ale jednego byłam pewna: to już nie był mój świat. Miałam tego dosyć, wzięłam głęboki wdech i ze wszystkich sił wezwałam mojego ukochanego i jedynego demona: Emilię. Jednak pierwszy raz nie przyszła. Wołałam jeszcze parę razy, nie dało to jednak efektów. Gdy miałam krzyknąć jeszcze raz, przed moimi oczami pojawił się biały jak śnieg z czerwonymi oczami kot.
- Zamknij się wreszcie! Przez wieki panowała tu moja ukochana cisza, a teraz przychodzisz tu ty i wszystko psujesz!
- Najmocniej przepraszam... mam jednak jedno pyta... - Nie zdążyłam dokończyć, a kot zniknął.
- Pewnie chcesz wiedzieć, gdzie jesteś...
Obróciłam się w stronę głosu i zobaczyłam, że ten mały wredny kot leży mi jak gdyby nigdy nic na plecach!
Miałam już coś powiedzieć, ale znowu zniknął.
- Co tutaj robisz? Jaki jest tego sens? Jak się stąd uwolnić? - Ciągnął dalej, a głos dobiegał z różnych stron.
- Odpowiedź może być zarazem łatwa, jak i trudna do zrozumienia, wszystko zależy od tego, jak rozumiesz otaczający Cię świat. Może przecież się okazać, że to, co miałaś za prawdziwe, było kłamstwem... a to, co uważałaś za nierealne i niemające prawa istnieć przebywa teraz koło ciebie. Być może to, co widzisz teraz to tylko sen... a może nie. Można tak rozmawiać godzinami tylko pytanie po co? Jaki jest tego sens? I czym jest czas? Większość z was błędnie odpowiada na ostatnie pytanie. Czas nigdy nie jest i nie będzie nieskończony i kompletny. Czasem powstają bardzo ciekawe wyrwy w czasie - Mówiąc ostatnie zdanie, zaczął się śmiać.
Powoli zaczynałam rozumieć. Miejsce, w którym byłam: nie było niczym innym jak błędem w czasoprzestrzeni.
- Pewnie myślisz, że znalazłaś się tu przypadkiem? Nic bardziej mylnego. Nic nie dzieje się przez przypadek. Począwszy od narodzenia aż po śmierć. Każdy dzień i każda sekunda jest zaplanowana. Także to miejsce zostało przez kogoś stworzone, nie powstało przez tak zwany "przypadek".
- W takim razie kto je stworzył? - Zapytałam, gubiąc się już we wszystkim.
- Dobre pytanie... sam dokładnie nie pamiętam. Jednak powstałoby nikt nie mógł dostać się na "jego" tereny.
- Ale co ty tutaj robisz?
Chwile po moim pytaniu, kot pojawił się tuż przy mnie.
- Ja? W sumie nic. Jestem kotem Schrödingera. Mogę być zarazem wszędzie, jak i nigdzie. A skoro "mogę" to, czemu z tego nie korzystać? Wybrałem miejsce, gdzie nikt mnie nie znajdzie i z dala od denerwujących istot. Jednak wiesz co? Rozmowa z tobą jest całkiem interesująca. Większość istot niemal natychmiast traciło tu rozum. Pomimo tego, że tłumaczyłem, gdzie są, ich umysły nie potrafiły tego zaakceptować. Nie rozumieli, a może po prostu nie chcieli zrozumieć. Mam wrażenie, że jako jedyna jesteś otwarta i potrafisz zrozumieć rzeczy normalnie niepojęte dla innych. Dlatego uważam, że jesteś wyjątkowa. Właśnie dlatego Cię nie zabije, a pozwolę żyć u mojego boku jako istota widmo... na wieczność!

(Valka?)


Uwagi: "Emilii", a nie "Emili". Zapominasz o "ę" na końcu niektórych wyrazów (np. Valkę, Emilię). Cały czas źle zapisujesz wypowiedzi. Oglądałaś się Alicję w Krainie Czarów?

niedziela, 16 października 2016

Od Mizuki "Zmiana" cz. 2 (cd. Sarah)

Tego ranka z niewyjaśnionych przyczyn obudziłam się bardzo wcześnie. Było na pewno przed piątą. Nieważne jak bardzo starałam się zasnąć, to wyszło z tego wielkie zero. Biorąc pod uwagę, że poszłam, spać o trzeciej każdy mięsień mojego ciała odmawiał mi posłuszeństwa. Czułam ból dosłownie w każdym mięśniu. Przez te wszystkie wydarzenia nie mogę spać.
"Albo budzę się gdzieś w środku lasu, albo budzę się tuż po zaśnięciu. Po prostu cudownie!" - Pomyślałam.
Z wielkim bólem podniosłam się na równe łapy. Powoli wyszłam przed jaskinie. Moje mięśnie w łapach zaczęły drżeć. Postanowiłam, pójść do Wodopoju by woda ukoiła ból. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Wiedziałam, jednak że z tym bólem trochę to zajmie. W pewnym momencie drogi potknęłam się i sturlałam się jakieś trzysta metrów w dół. Syknęłam z bólu. Jednak był jeden plus - Wodopój miałam już tylko kilka metrów przed sobą. Powolnym krokiem skierowałam się do niego. Gdy wreszcie tam dotarłam, ujrzałam wilka bawiącego się wodą. To musiałam, jej przyznać miała talent. Sama nie wiem, dlaczego, ale w pewnym momencie się odezwałam:
- Nie powiem, ładnie Ci to wyszło - Powiedziałam, po czym od razu położyłam łapę na moim pysku.
Głupia ja znowu odezwałam się w najmniej odpowiednim momencie. Wilczyca spojrzała na mnie. Odwróciłam wzrok i kulejąc, na lewą przednią łapę zanurzyłam się w wodzie. Nie chciało mi się nawiązywać rozmowy. Wzięłam głęboki wdech i zanurkowałam.
"O tak! To właśnie tego potrzebowały moje mięśnie" - Pomyślałam.
Kompletnie zapomniałam, że nie mogę oddychać pod wodą i zaczęłam się topić. W ostatniej sekundzie udało mi się dopłynąć na powierzchnię. Zaczęłam kaszleć i pluć wodą. Co więcej, przez tę wodę zaczęła mnie przeraźliwie boleć łapa.
- Wszystko w porządku? - Zapytała wilczyca.
- W jak najlepszym. - Powiedziałam, posyłając jej mordercze spojrzenie.
Zapadła długa i niezręczna cisza. Postanowiłam ją wykorzystać i się ulotnić. Wyszłam z wody, otrzepałam się i kiedy już miałam, odchodzić usłyszałam głos wilczycy.
- Zaczekaj...
- Czego chcesz - Zapytałam i spojrzałam jej w oczy moim beznamiętnym spojrzeniem.
- Twoja łapa... cieknie z niej krew
- Nie przejmuj się tym, to tylko draśnięcie.
- Ale... trzeba to opatrzyć, bo inaczej się wykr... - Przerwała zdanie, gdy zobaczyła, jak zlizałam całą krew z łapy.
- Zadowolona!? A teraz proszę nie denerwuj mnie jeszcze bardziej, bo mogę Ci zrobić krzywdę - Powiedziałam i wytknęłam język, z którego skapnęła kropla krwi.

(Sarah? Co będzie dalej? )

Uwagi: Powtórzenia. Nieprawidłowy zapis wypowiedzi. W WMW "Wodopój" jest nazwą konkretnego miejsca, więc powinno się ją zapisywać z wielkiej litery. Poza tym zaczęłam się teraz zastanawiać, dlaczego one taplały się w miejscu, w którym wszyscy piją... i równie dziwi mnie to, że Mizuki zaczęła się topić na głębokości 50 cm. Poza tym turlając się przez 300 m mogła się poważnie poturbować, a nawet umrzeć (wiadomo - drzewa, krzewy, kamienie itd.), a nie tylko mieć jedno zadrapanie na łapie i poza tym być w nienagannym stanie.

Od Mizuki "Chwile załamania" cz. 2

Po krótkiej rozmowie oboje rozeszliśmy się w swoje strony. Nie zadawaliśmy pytań, w końcu i tak żadne z nas nie znało na nie odpowiedzi. Wróciłam na tereny watahy. Spojrzałam w górę. Całe niebo przykryte było ciemnoszarymi chmurami. Z drzew pospadały już wszystkie liście, a na gałęziach siedziały stada wron. Pod łapami wyczuwałam ohydną breję zwaną błotem. Nienawidziłam go. Jednak teraz mi nie przeszkadzało. Nagle coś przykuło moją uwagę. Nie było to coś wielkiego jednak na pewno było to coś "niecodziennego". Mała niebieska kulka latała w górę i w dół przy jednej z ostatnich gałęzi drzewa. Ostrożnie wdrapałam się na górę. Powolnym krokiem szłam już po gałęzi, przy której to "coś" latało. Krok za krokiem. Po krótkiej chwili doszłam do końca gałęzi. Niebieskie światło mnie zahipnotyzowało. Nagle usłyszałam głos dobiegający z niebieskiej kulki:
- Witaj, panienko! - Powiedział delikatny, lekko drwiący ze mnie głos.
Zamurowało mnie. Cofnęłam się o krok, potem o dwa. Zaczęło padać, niewielkie krople deszczu zamieniły się w ulewę. Strach mnie sparaliżował. Nie mogłam nawet ruszyć ogonem. Z nieba zaczęły uderzać pioruny. Kompletnie zapomniałam, że siedzę na drzewie. Nagle jeden z piorunów uderzył w gałąź na której siedziałam. Poczułam jak spadam, usłyszałam głośne bicie mojego serca. Czas zwolnił a ja patrzyłam jak powoli spadam. Tuż nad ziemią zamknęłam oczy. Jednak... przestałam spadać. Otworzyłam oczy. Otaczała mnie jakaś czerwona energia, jakby chroniła mnie przed upadkiem. Powoli zaczęłam opadać w dół. Gdy znalazłam się na ziemi, czerwona poświata zniknęła. Usłyszałam wtedy z konar drzewa głos:
- Jesteś strasznie problematyczna - Głos się zaśmiał.
Spojrzałam w górę i ujrzałam biało-czerwonego wilka z czerwonymi jak u diabła oczami.
- Spotkamy się później - powiedział delikatnie kłaniając się.
- Zaczekaj... - Nie zdążyłam dokończyć, wilk zmienił się w mgłę i zniknął, jakby nigdy go nie było. Poczułam, jak opuszcza mnie świadomość. Zobaczyłam mgłę przed oczami, zakręciło mi się w głowie i straciłam przytomność. Nic już nie rozumiałam, w mojej głowie było tyle pytań, ale żadnej odpowiedzi. Moja świadomość pogrążyła się w ciemności. Czułam tylko zimno, jednak nie przeszkadzało mi to. Nareszcie mogłam odpocząć. Z dala od denerwujących wilków i setki ich pytań typu: "Czy na pewno wszystko ze mną w porządku". Chyba popadałam w depresję. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać i kolejny raz sztucznie się uśmiechać udając kogoś, kim od dawna nie jestem. Jednak "oni" tego nie widzieli...
"Wspaniała ze mnie aktorka" - Powiedziałam i zaśmiałam się.
Z tego przyjemnego transu wyrwał mnie głos:
- Ej! Ej ty! Wszystko w porządku? - Zapytał głos.
Była to wilczyca z nocnego patrolu.
- Jasne, że tak. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się sztucznie.
Znowu padło to pytanie, a ja kolejny raz zrobiłam tę sztuczną minę. Nie wiem, ile już razy zbajerowałam tak wilka.
„Kurwa, jaka ona głupia. Ona też nie zauważyła, że to było sztuczne” - Pomyślałam.
- Tak czy siak nie powinnaś leżeć na dworze, kiedy temperatura wynosi na minusie, możesz przecież... - Nie dokończyła.
- Nie przeszkadza mi zimno - Szybko przerwałam jej wypowiedź.
Podniosłam się z ziemi, otrzepałam z liści i błota, po czym ruszyłam w kierunku mojej jaskini. W czasie drogi analizowałam wszystko, co wydarzyło się dotąd. Nim się obejrzałam byłam już w jaskini. Było już późno. Może trzecia w nocy. Położyłam się przy wejściu i wpatrywałam się w niebo. Jednak jedyne co zobaczyłam, były gęste czarne chmury. Potrzebowałam jego... najwspanialszego, a zarazem pustego blasku księżyca. Sama nie wiem, dlaczego już od szczeniaka tak strasznie pożądam jego blasku.

CDN
 
Uwagi: "Nagle usłyszałam głos dobiegający z niebieskiej kulki. (...) Powiedział delikatny, lekko drwiący ze mnie głos. Zamurowało mnie, kiedy z tej niewielkiej kulki dobiegł głos." - To tak trochę nie ma sensu... Wciąż źle stawiasz Spacje przy wypowiedziach. Jeśli chcesz określić, że coś było powiedzmy w dwukolorowe paski, powinnaś między barwami postawić myślnik, np. biało-czerwonego. Wciąż zdarzają Ci się powtórzenia. Powinno się ich unikać do odstępu dwóch zdań.

poniedziałek, 3 października 2016

Od Mizuki "Chwile załamania" cz. 1

Świt. Kolejny raz promienie słońca delikatnie oświetlały mój pysk. Ptaki pięknie śpiewały, a do mojego nosa docierał zapach mokrych liści. Otworzyłam oczy. Kolejny raz budzę się w tym miejscu. W głębi lasu. Samotnie. I jak zwykle nie pamiętając jak się tu dostałam. Nic mi się nie śni, a może po prostu tego nie pamiętam. Teraz to bez znaczenia. Jak zwykle niechętnie wstałam, przeciągnęłam się i powolnym krokiem ruszyłam w stronę jaskini. Od jakiegoś czasu moje ciało reaguje na wszystko nie tak jak powinno. Nie czuję zimna, ciepła, głodu, pragnienia i tym bardziej zmęczenia. Czułam się jak trup ledwo wykopany z ziemi. Podeszłam do kałuży i ujrzałam własne odbicie. Moje długie białoszare futro było całe w błocie, pod oczami miałam ogromne wory od braku snu, a na moich łapach i łbie pełno niewielkich ran, których nie mogłam wyjaśnić.Tego dnia zrozumiałam że w nocy musiałam lunatykować, potknąć się o coś i tak zrobiłam sobie te rany. To było niemal pewne. Cały czas jednak nurtowało mnie jedno pytanie: dlaczego lunatykuję?
- Kto to wie? - zatrzymałam się i powiedziałam to na głos.
Po moich słowach z drzew zerwało się całe stado czarnych jak noc wron. Zaczęły latać w kółko jakieś dwadzieścia metrów nad moją głową.
"O! To coś nowego." - powiedziałam i zaśmiałam się.
Nagle usłyszałam szmer dobiegający zza krzaków. Nie myślałam nawet przez chwilę i wykonałam skok powalając "podsłuchiwacza" na ziemię. Pod moimi łapami leżał nie znany mi czarno-biały basior. Patrzyłam się na niego moimi pozbawionymi jakichkolwiek uczuć oczami. Bez słowa. Spojrzałam w jego oczy i zamarłam. One były... identyczne jak moje! Tak samo pozbawione jakichkolwiek emocji i wypełnione tą pustką.
- Ano? Przepraszam, ale czy mogłabyś zejść ze mnie? Nie to żebym się skarżył, ale twoje pazury wbijają się coraz bardziej w moją skórę.
Dopiero wtedy spojrzałam na swoje łapy i zobaczyłam, że moje pazury wbiły się tak głęboko, że z jego łap zaczęła lecieć krew. Natychmiast zeskoczyłam z niego. Spojrzałam w ziemię.
- Przepraszam. - Powiedziałam po chwili.
- Nic się nie stało, przecież i tak nie czuję bólu. Mam jednak jedno pytanie: Co tutaj robisz?
- Nie pamiętam.
- Co!?
- Od kilku dni budzę się w tym samym miejscu, nie pamiętając nic z nocy. - Oznajmiłam, spoglądając mu w oczy.
- Mam tak samo. - Powiedział, odwracając wzrok.
Nic już nie rozumiałam, najpierw te chore uczucia i teraz jeszcze wilk który przeżywa dokładnie to samo co ja. To nie mógł być przypadek... w takim razie co?

CDN

Uwagi: Kiedy mówimy o czymś, że jest o dwóch różnych kolorach (nie chodzi o jasnoczerwony czy ciemnoniebieski itd.), powinniśmy stawiać między nimi myślnik, np. czarno-biały. "Ano" znaczy tyle co "no", "rzeczywiście", "właśnie", więc nie sądzę, aby to miało jakikolwiek sens w wypowiedzi basiora... Przed "że" stawiamy przecinek. Wciąż w Twoich wypowiedziach brakuje jednej Spacji. Serie prowadzone samodzielnie powinny być trochę dłuższe od tych pisanych z innymi! To op. z kolei ma o zaledwie 33 linijki, czyli jesteś zaledwie o 3 ponad minimum...

niedziela, 28 sierpnia 2016

Od Mizuki "Upadłe bóstwo, czy po prostu demon?" cz. 7 (Cd. Valka)

Spędziłam długie godziny na szukaniu Valki. Wszystko na nic, jej zapach zmieszał się z dwoma innymi wilkami i straciłam jedyny trop. Stałam właśnie na plaży i rozmyślałam jak znaleźć Valkę. Słońce znikało powoli w głębi morza. Jeszcze ciepły piasek delikatnie parzył moje poduszki w łapach. Gdy słońce zniknęło całkowicie, usłyszałam głośne wycia wilków.
- Musisz się pośpieszyć i się stąd zmyć, inaczej Cię złapią - powiedziała Emilia
- Nawet jak mnie znajdą, nic to nie zmieni. Dzięki twojej mocy mogę rozwalić wszystko.
Podniosłam swoje cztery litery z piasku i ruszyłam do miejsca gdzie urwał się trop Valki. Wyczułam zapach mojego celu i... jeden, który rozchodził się w trzy strony.
"Że też wcześniej na to nie wpadłam! Jeśli myślisz, że zmyli mnie taką maskaradą, to grubo się mylisz!" - Pomyślałam.
Biegiem ruszyłam w trzecią stronę zapachu. Nagle usłyszałam rozmowę dwóch wilków. Natychmiast się zatrzymałam i schowałam w krzakach.
- Słyszałeś? Podobno Desari była widziana w dwóch miejscach jednocześnie! - Powiedział jeden z głosów.
- Przecież to niemożliwe! - Natychmiast zaprzeczył drugi głos.
- Sam widziałem jak druga Des opuszcza tereny watahy! A już po chwili spotkałem ją przy wodopoju! - Przyłączył się do rozmowy kolejny osobnik.
"Mam już to czego szukałam" - Pomyślałam i powoli się wycofałam.
- Nawet jeśli wiesz, że jest w skórze Desari to jak masz zamiar ją dogonić? Jest co najmniej dzień dalej od ciebie. - Powiedziała poirytowana tym wszystkim Emilia.
Nie miałam czasu o tym myśleć. Wilki które chwilę wcześniej rozmawiały, wyczuły mój zapach i już siedzieli mi na ogonie. Jednak nie mieli oni dla mnie znaczenia. Zostało już tylko kilka metrów by przekroczyć granicę watahy. Pewna siebie że ucieknę biegłam na ślepo przed siebie. W duszy drwiłam z wilków które mnie goniły. Ostatni metr i... nagle wpadłam na niewidzialną przeszkodę.
"Bariera..." - Było to pierwsze o czym pomyślałam.
- Naprawdę myślałaś, że pozwolimy ci tak uciec? - Zaśmiał się jeden z nich.
Pozostała mi tylko jedna możliwość... zniszczyć barierę. Ale żeby to zrobić musiałam coś poświęcić. Wiedziałam, że jeśli to zrobię możliwe, że stracę kontrolę nad własnym ciałem. Jednak nie miałam wyboru. Ugryzłam się w łapę. Po chwili zaczęła ciec z niej krew.
- W imię kontraktu związującym Ciebie ze mną, rozkazuje Ci użyczyć mnie twojej mocy! - Wykrzyknęłam, a z krwi powstał przeklęty znak.
Czas się zatrzymał. Przed moim pyskiem stanęła Emilia.
- Jesteś pewna tego, co chcesz zrobić? Poprzednim razem użyłaś tylko części mojej mocy, a skończyłaś w śpiączce.
- Nie drażnij mnie! Jesteś demonem na moje zachcianki! Czyżbyś zapomniała warunki kontraktu!? Masz spełnić każdą moją zasraną zachciankę! - Wykrzyknęłam.
- Skoro jesteś tego pewna, nie mogę zaprzeczyć. - Powiedziała, pstryknęła palcami, a czas znowu ruszył. Z pentagramu zaczęło wypływać dziwna czarna ciecz. Zaczęła wpływać na moje ciało. Aż całość zniknęła we wnętrzu mojego ciała. Pentagram zniknął. Moja rana na łapie zagoiła się w błyskawicznym tempie. Wilki, które mnie goniły skuliły pod siebie ogony i zaczęły się cofać. Odwróciłam łeb w ich kierunku. Uśmiechnęłam się i uderzyłam łapą w ziemię. W jednej chwili wytworzyła się fala, która powaliła wszystkich trzech na ziemię. Wytworzyłam lód. Który przymroził ich do ziemi. Spojrzałam na płytę lodu i... zobaczyłam że wyglądam zupełnie inaczej. Moje futro było nieskazitelnie białe, moje oczy były czarne, a co lepsze moje ciało było w połowie duchem!
- No dobrze, to została bariera. - Wypowiedziałam na głos.
- Nie uda Ci się jej zdjąć! Sama Alfa ją postawiła!
Odwróciłam się przodem do bariery. Wyciągnęłam łapę przed siebie i rozkazałam:
- Zniknij! - Wykrzyknęłam, a bariera rozsypała się w drobny mak. Nigdy nie miałam takiej mocy. Coraz bardziej mi się "to" podobało. Nie miało to dla mnie znaczenia, że jeśli za długo pozostanę w tej formię zmienię się w ducha, który będzie mścił się na wszystkich. Wtedy myślałam tylko o tym by dopaść Valkę. Spojrzałam w niebo. Usypane było miliardem gwiazd świecących tak jasno. Mimo że wydaję się, że jest ich tak wiele tak naprawdę każda z nich jest oddalona od siebie o wiele milionów lat świetlnych. Tym samym skazane zostały na samotność. Gdy postawiłam pierwszy krok z ziemi wzbiły się w powietrze świetliki. Zamknęłam oczy i w mojej głowie pojawił się obraz. Panowała w nim ciemna noc. Patrzyłam na księżyc. Obok mnie siedział jakiś basior. Dookoła nas latały właśnie one... świetliki. Basior mówił coś do mnie z poważnym wyrazem pyska. Jednak nie pamiętałam co właśnie mówił. Wizja zniknęła, a mi nasuwało się tylko jedno pytanie: Kto to był?

( Valka? )

Uwagi: "Stąd" piszemy razem, przez "s" i "ą". Zdarzało Ci się kończyć zdania pytające kropką. "Tępię"? Miałaś chyba na myśli "tempo". Myliłaś osoby (np. Wilki, które mnie goniły (...) zaczęli się cofać.). Przed "a" powinnaś stawiać przecinek. Tytuł "Alfa", "Beta" itd. w WMW zapisujemy z wielkiej litery.

piątek, 19 sierpnia 2016

Od Mizuki "Upadłe bóstwo, czy po prostu demon?" cz. 5 (CD. Valka)

Powoli otworzyłam oczy. Dookoła mnie nie było absolutnie nic, z wyjątkiem ciemności. Tak, to był jeden z tych moich dziwnych snów. Miałam dziwne wrażenie że coś ważnego zniknęło i nigdy już nie wróci. Nie pamiętałam co się stało, ani jak długo jestem w tym jakże dziwnym śnie. Czułam się jakbym była martwa. Mimo że czułam potworny ból i chłód, nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Właśnie wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy nie byłam tak już wcześniej: neutralnie nastawiona do absolutnie wszystkiego. Zdawało mi się że przebywam w tym miejscu całą wieczność. Byłam sama pośrodku niczego. Ale co dziwne ta samotność dawała mi ukojenie. Cisza była niczym muzyka dla uszu, a zimne powietrze otulało mnie jak najlepszy przyjaciel. Przed moimi oczami pojawił się wilk.
- Kim jesteś? - Zapytałam tonem jakby w ogóle mnie to nie obchodziło.
Wilk, a poprawnie wilczyca wyglądała dość dziwnie, a jednocześnie tak znajomo. Miała czarne futro z czerwonymi plamami jakby ktoś oblał ją czerwoną farbą. Jej oczy wypełniał mrok jakby nigdy nie widziały światła. Przypomniało mi się. Nazywała się Valka, miałam jej w czymś pomóc.
"Ale co to mogło być?" - Zadałam pytanie w myślach.
Nad wilczycą była jeszcze jedna postać. Unosiła się w powietrzu i co jakiś czas szeptała coś do ucha wilczycy. Ta odpowiadała skinieniem głowy. Po pewnym czasie obie postacie zniknęły. Pojawił się jednak głos:
- Proszę, pomóż mi! Błagam Cię, pomóż mi!
Głos z sekundy na sekundę był coraz głośniejszy i bardziej denerwujący.
- Zamknij się! Sama zajmij się swoim problemem - Powiedziałam znudzonym głosem.
Głos ucichł. "To przecież nie mój problem. Dlaczego mam pomóc komuś, nic mi to przecież nie da" - Myślałam. Już po chwili zdałam sobie jednak sprawę z mojego podejścia. Wszystko zdawało się dla mnie nic nie znaczące. Poczułam ucisk w sercu. Jego bicie zmieniło się nie do poznania. Biło bardzo wolno jednak jego pogłos rozsadzał mi głowę. Zamknęłam oczy w nadziei, że ból zniknie. Po chwili tak właśnie się stało, nadal czułam ból jednak był zupełnie inny niż przed chwilą. Usłyszałam głosy jakiegoś wilków. Otworzyłam oczy i ujrzałam nad sobą waderę.
- Miz, obudziłaś się! - Krzyknął jakiś wilk i zaczął mnie przytulać.
Po chwili myślenia przypomniało mi się imię tego wilka. Była to Astrid.
- Proszę, przestań mnie dotykać - Powiedziałam chłodnym głosem.
- Miz...? - Spojrzała na mnie z zapytaniem w oczach. - Wszystko w porządku?
- Powiedziałam, żebyś przestała mnie dotykać! - Wykrzyknęłam.
Jakaś czarna fala mocy odepchnęła ode mnie wilczycę. Astrid uderzyła głową o ścianę w jaskini i straciła przytomność. Z niewiadomych przyczyn nie czułam najmniejszego żalu, że to zrobiłam. Po chwili koło mojego boku pojawiła się postać którą bez problemu rozpoznałam. Była to Emilia, z niewiadomych mi przyczyn uśmiechała się.
- Nareszcie się obudziłaś, moja pani - Powiedziała z uśmiechem.
Zostawiłam to bez komentarza. Opuściłam jaskinie i niemal oślepiło mnie słońce. Zaklęłam cicho. Poszłam dalej.
- Mizusia, dokąd idziesz? - Zapytała zdziwiona Em.
- Czy to nie oczywiste? Idę odnaleźć Valkę. - Powiedziałam chłodno.
- Po co? Przecież miałaś o niej zapomnieć!
Przystanęłam i odwróciłam się w stronę Em. Na moim pysku widniał psychopatyczny uśmiech i spojrzenie pełne nienawiści.
- Tylko ja mam prawo bawić się demonami! Nie pozwolę jakiemuś wilczkowi używać mocy demonów! Tylko ja mam do tego prawo! - Powiedziałam i zaczęłam się śmiać. Mój śmiech odbił się echem i zwrócił na mnie uwagę innych wilków. Użyłam jednej z mocy Em i uśpiłam ich wszystkich. Stanęłam na krawędzi skarpy i wykrzyknęłam:
- A teraz pora na ciebie! Valka, lepiej się przygotuj - Moją wypowiedź zakończyłam śmiechem.

(Valka? Miz tak troszkę oszalała, więc lepiej jej nie drażnij xd)

Uwagi: Zwykle przed "a", "że", "żeby" itd. stawia się przecinek.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Od Mizuki "W pokonywaniu własnych lękow" cz. 3 (c.d Kirke)

Po przekonaniu Kirke by mi pomogła, ruszyłyśmy w ludzkich formach po instrumenty. Ta krótka droga była dla mnie katorgą. Nie dość że byłam zestresowana występem, to jeszcze to głupie słońce paliło mi skórę. Gdy dotarłyśmy na miejsce, usiadłam w cieniu przy drzewie.
- Przerwa Kirke, ja nie dam rady - Powiedziałam ledwo oddychając.
Wilczyca w odpowiedzi się zaśmiała i usiadła koło mnie. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Co jakiś czas zawiał przyjemny, chłodny wiatr. Po jakimś czasie wyskoczyłam w górę, stając na równych nogach.
- Dalej Kirke, nie leń się! - Powiedziałam, po czym się zaśmiałam.
- I kto to mówi!
- Nie wiem o czym mówisz - Powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
Po wzięciu instrumentów ruszyłyśmy w stronę sceny. Dalsza droga minęła nam w ciszy. Obie wsłuchiwałyśmy się w śpiew ptaków, szelest liści i w hałaśliwe rozmowy innych wilków. Każdy z nich zdawał się cieszyć latem i ogromna temperaturą. Niektóre z wilków, leżały na plecach z zamkniętymi oczami. Pierwszy raz widziałam by wilk odsłaniał swoją najdelikatniejszą część ciała, a mianowicie brzuch.
- Kirke, co ten wilk robi? - Spytałam, pokazując jednego z wilków leżącego na trawie.
- Jak to co? Opala się - Odpowiedziała i spojrzała na mnie jak na idiotę.
"Opala się? Pierwsze słyszę" - Pomyślałam.
- Ach, rozumiem - Powiedziałam, by Kirke nie wzięła mnie za przybysza z innej planety.
Zaczęłam rozmyślać, o co może chodzić z tym "Opalaniem się". Z całego tego myślenia uderzyłam w drzewo, całe szczęście żadnemu z instrumentów nic się nie stało. Siedziałam teraz na ziemi masując ręką obolałą głowę.
- Tato, tato zobacz! - Usłyszałam głos tajemniczego dziecka.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem w Mieście. Co więcej, leżałam na samym środku chodnika. Szybko wstałam otrzepałam się z kurzu.
- Nie zwracaj uwagi synu, to jedna z "nich" - Powiedział kolejny głos.
Tego było już za wiele, odwróciłam się w stronę głosu i już miałam się spytać o co mu chodziło. Jednak gdy się odwróciłam, ujrzałam dziecko z ojcem umazanych całych w krwi. Oboje mieli rany na całym ciele, z których ciekła krew. Zaczęłam krzyczeć. Nagle obraz zniknął i zdałam sobie sprawę, że jestem w lesie obok zmartwionej Kirke. W jej oczach pojawiło się zdziwienie z nutką przerażenia.
- Coś nie tak? - Zapytałam.
Kirke nie odpowiedziała, tylko wpatrywała się mi na głowę. Podeszłam do jednej z kałuży i ujrzałam że moje ludzkie uszy zmieniły się na wilcze, co więcej miałam mój wilczy ogon. Pierwszy raz w życiu przytrafiło mi się coś tak dziwnego. Myślałam, że to kolejne zwidy wywołane uderzeniem w to głupie drzewo. Zamknęłam oczy i policzyłam do dziesięciu. Wiedziałam, że jeśli to halucynacje to wizja się zmieni. Jednak kiedy otworzyłam oczy zdałam sobie sprawę, że to nie halucynacje. Zaczęłam panikować. Kręciłam się nerwowo w kółko i próbowałam siłą woli sprawić żeby uszy i ogon zniknęły, jednak wszystko na nic.
- Kirke! Co ja mam teraz zrobić?
- Em... nie wiem, może spróbuj zmienić się w wilka i z powrotem w człowieka? - Wydukała.
Spróbowałam zmienić się w wilka, jednak nie mogłam. Zaczęłam jeszcze bardziej panikować.

(Kikre? Wybacz za to lanie wody ale nie miałam pomysłu. A i ogarnij Miz zanim coś odpierdzieli xd )

Uwagi: Musiałaś koniecznie pisać tytuł z wielkich liter? Poza tym wciąż masz problem z przecinkami.

wtorek, 19 lipca 2016

Od Mizuki "Upadłe bóstwo, czy po prostu demon?" cz.3 (C.D. Valka)

Po nie długim biegu udało mi się dogonić Valkę, a raczej to ona się wróciła. Szła z nosem bardzo blisko ziemi.
- Valka? Valka, co ty robisz? - zapytałam ze zdziwieniem.
Wilczyca olała moje pytanie i szła dalej. Po chwili podniosła z ziemi tajemniczy koszyk. Wtedy już zrozumiałam, uciekając przede mną zgubiła tą ważną rzecz. Jej zachowanie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Przestała się mnie bać, a nawet zaczęła si stawiać. Chciałam zostawić ją w spokoju i pozwolić jej odejść. Jednak Emilia miała inny plan. Ziemia się zatrzęsła, ptaki odleciały a ziemie okrył mrok jakby była noc. Emilia pozbawiła równowagi Valkę i szybko na nią naskoczyła.
- Nie! Przestań! - krzyczałam biegnąc w ich stronę.
W połowie drogi odbiłam się od niewidzialnej przeszkody.
- Emilia, zdejmij tą barierę! - Wydarłam się.
Emilia udawała jednak że mnie nie słyszy. Próbowałam rozwalić barierę. Używałam lodu i ognia, jednak wszystko na nic. Niebo stało się jeszcze ciemniejsze, ptaki ucichły, wszystko... jakby umarło. Nagle koło Emili pojawiło się kilka innych demonów. Każdy z nich zaczął się psychopatycznie śmiać. Bezradnie patrzyłam jak jeden z nich wszedł do ciała Valki. Nie wytrzymałam, poczułam nagły przypływ nie znanych mi emocji i siły której nigdy nie posiadałam. Moje oczy zmieniły kolor na czarny, a moje futro zaczęło świecić dziwnym czarnym światłem. Z niewiadomych przyczyn na moim ciele pojawiło się wiele ran, z których zaczęła lecieć krew. Dookoła mnie powstał pentagram, utworzony z mojej krwi.
- Emilia! To rozkaz, zdejmij barierę! - Wydarłam się na całe gardło
Zgodnie z moim rozkazem bariera znikła, istoty znikły a natura znowu odżyła. Podeszłam do Emilii i spojrzałam jej w oczy.
- Dosyć tego! Możesz mi powiedzieć do diabła, coś ty odwaliła!? - Powiedziałam spoglądając na Valkę.
- Chciałam Cię chronić... - Wydukała.
- "Chronić"? Według Ciebie "to" jest ochrona!? Sama umiem o siebie zadbać. Nie zrobisz już nic bez mojej zgody, rozumiesz?
- Tak, pani - Po tych słowach Emila weszła w moje ciało i zasnęła.
Moja czarna aura zniknęła, oczy wróciły do normalnego niebieskiego koloru, jednak rany nie zniknęły. Zaczęłam kaszleć krwią. Dopiero teraz zauważyłam jaki wielkie mam obrażenia: Pocięte łapy, brzuch, ogon oraz głowa z której cały czas kapała krew. W tamtym momencie nie miało to dla mnie znaczenia. Ostatnimi siłami doczłapałam się do wilczycy. Nachyliłam się nad nią i wyszeptałam jej do ucha:
- Nie proszę Cię o wybaczenie, jednak błagam, nie możesz ulec demonowi. Jeśli to zrobisz, będziesz patrzeć jak demon zabiera twoje ciało by pozabijać wszystkich, a następnie w bardzo bolesny sposób zabierze i pożre ci duszę. Po takiej śmierci nie pójdziesz ani do piekła ani do nieba. Staniesz się istotą gorszą od demona, a nawet od szatana. Dlatego... proszę... nie poddawaj się! - Ostatnie zdanie mówiłam ledwie oddychając.
Straciłam przytomność. W głębi dusze przeklinałam zarówno siebie jak i demona którego niegdyś tak podziwiałam. Obudziłam się w swojej podświadomości, obok mnie stała Emilia. Wydawała się jakby była zdziwiona całą tą sytuacją.
- Cudownie, lepiej być nie mogło - wydukałam, przewracając oczami.
- Gorzej raczej też - powiedziała, patrząc w ziemie. - Używając tej mocy, twoje ciało nie wytrzymało.
- Co chcesz mi powiedzieć?
- Zapadłaś w śpiączkę.
- Że co proszę!? - podniosłam głos.
- Będziesz w niej przez co najmniej trzy dni.
- Nie! Tak nie może być! Musze jej pomóc! Sama nie da rady pokonać demona! Ja muszę... - powiedziałam ze łzami w oczach
- Pomóc? Z tego co wyczytałam z jej głowy, już dosyć jej pomogłaś. Czy to nie przez ciebie ona oślepła? - Zapytała i zaczęła się psychopatycznie śmiać.
- To... nieprawda! - Wykrzyczałam. Mimo tego, co powiedziałam doskonale wiedziałam, że to była prawda i że to przeze mnie teraz została opętana. Zaczęłam płakać. Nagle poczułam jak Emilia mnie przytula.
- Zapomnij o niej, zapomnij o emocjach, zapomnij i od teraz ufaj tylko mi. Patrz tylko na mnie i tylko mnie proś o pomoc. - Powiedziała najdelikatniejszym głosem jaki w życiu słyszałam. Zasnęłam. Jednak już wtedy wiedziałam że gdy się obudzę, moje życie nigdy już nie będzie takie samo.

(Valka? W jakim jesteś stanie?)

Uwagi: W niektórych formach wyrazów powinno się pisać dwa "i" na końcu. Poczytaj może nieco o tym. Poza tym cały czas nieprawidłowo zapisujesz wypowiedzi. "Nieprawda" piszemy razem.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Od Mizuki "Upadłe bóstwo, czy po prostu demon?" cz.1 (c.d Valka)

*Przeszłość*
Tam skąd pochodzę istniało wiele legend i opowieści. Wiele z nich nigdy nie zapomnę, była to na przykład historia o pewnym bóstwie. Według legendy bóstwo było bardzo czczone w niedużej wiosce. Piękna bogini potrafiła uleczyć każdą chorobę i wyleczyć nawet najcięższe rany. Ludzie odwiedzali jej świątynie każdego dnia, to samo tyczyło się przybyszów którzy przybywali z daleka prosząc boginie o łaskę i uzdrowienie. Pewnego dnia nastała ogromna susza. Mieszkańcy wioski błagali boginie o pomoc, ta dawała z siebie wszystko, jednak jej moce nie potrafiły wywołać deszczu. Z dnia na dzień zapasy pożywienia malały, a mieszkańcy obwiniali o wszystko Boga. Po jakimś miesiącu braku deszczu liczba mieszkańców zmalała o ponad połowę, a Ci co przeżyli byli coraz bardziej wściekli na Boga za jego próżność. Którejś nocy przyszli wszyscy z pochodniami w ręce pod świątynie. Bogini próbowała z nimi rozmawiać, jednak po chwili dostrzegła że ich serca są wypełnione mrokiem i zrozumiała, że rozmowa nic tu nie da. Jednak potem stało się coś czego bogini nawet nie podejrzewała, że coś takiego może się stać, ludzie podpalili jej świątynie. Bogini upadła z bezsilności i patrzała jak jej dom zajmuje ogień, aż nie zostało z niego nic prócz popiołu.
- Dlaczego? Tak bardzo was kochałam! A wy? Obwiniliście mnie o coś na co nie mam wpływu! - wykrzyczała ze łzami w oczach. - Nienawidzę was! Nienawidzę!
Jej smutek zmienił się w gniew, wyrzekła się boskiego pochodzenia i przeklęła wszystkich ludzi i każdą istotę która ma choćby moc zmiany w człowieka. Piękna bogini stała się upadłym bogiem. Od tamtej pory opętuje ludzi i czasami nawet magiczne istoty. Każdy z opętanych umierał z przeciągu tygodnia. Legenda kończyła się na pytaniu: Czy bogini stała się upadłym bogiem czy po prostu demonem? Jako szczeniak miałam zupełnie inne zdanie na temat tego boga. Według mnie bogini stała istotą dużo wspanialszą od demonów czy upadłych bogów, według mnie była po prostu cudowna. Pewnego dnia nakreśliłam na ziemi pentagram, stanęłam po środku i przegryzłam żyły w łapie, co doprowadziło do zalania pentagramu krwią. Wezwałam boginie po imieniu. Wokół mnie pojawiła się bariera a koło mnie stanęła bogini.
- O a cóż to? Jakiś mały szczeniaczek wezwał mnie? - zapytała patrząc na mnie tymi swoimi upiornymi oczami
- Łał, jesteś cudowna - powiedziałam patrząc na nią z zaciekawieniem
Demon zdziwił się tym, co powiedziałam. Dalsza rozmowa poszła w dziwnym kierunku. Skończyło się na tym, że podpisałam z nią kontrakt. Kilka sekund po tym bariera runęła, a mój ojciec złapał mnie w pysk i uciekł. Mój ojciec wyczyścił mi pamięć o tym wydarzeniu. Myślał, że nigdy sobie nie przypomnę. Mój ojciec wykonał kawał dobrej roboty, nie pamiętałam, a przynajmniej do teraz...

*Teraźniejszość*

Tego dnia poszłam na polowanie. Miałam ochotę na kozicę górską. Po wspięciu się na szczyt spędziłam z godzinę na namierzenie celu. Zakradłam się do niej jak najbliżej i wykonałam skok. Kozica walczyła nie poddając się ani sekundy, jednak ja wspięłam się na jej grzbiet i wbiłam pazury w jej szyję. Kozica już po chwili runęła na ziemię, zapewniając mi przepyszną ucztę. Po skończonym posiłku wspięłam się na wyższe partie gór, stanęłam przy skarpie w dół i pozwoliłam wiatru "bawić się" moim futrem.
- Mizusia - usłyszałam cichy i łagodny głos
Odwróciłam się jednak nie było tam nikogo. Pomyślałam że to tylko mój umysł znowu się ze mną bawi, a przynajmniej chciałam by był to zwykły żart.
- Mizusia - znowu ten sam głos.
Odwróciłam się i ujrzałam dziwną istotę. Ze strachu cofnęłam się, zapominając że za mną jest tylko przepaść. Przypomniałam sobie o tym dopiero gdy zaczęłam spadać w dół. Mój upadek mimo, że był kwestią paru sekund był dla mnie wiecznością. Gdy byłam jakieś pięć metrów nad ziemią poczułam jak coś mnie łapie. Po chwili obje staliśmy już bezpiecznie na ziemi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam prześliczną dziewczynę trzymającą mnie w uścisku.
- Dlaczego się bałaś? Przecież obiecałam, że nigdy nie pozwolę Ci zginąć - powiedziała bardzo łagodnym głosem.
Wtedy mi się przypomniał: Tamten dzień, tamta legenda i upadła bogini z którą podpisałam kontrakt.
- Emilia!? Czyli to było naprawdę? - zapytał ze zdziwieniem.
- Cieszę się, że pamiętasz - powiedziała i uśmiechnęła się
- Tak czy siak natychmiast postaw mnie na ziemię!
- Jak sobie życzysz.
Postawiła mnie delikatnie na ziemię. Musiałam chwilę pomyśleć o tym wszystkim. Udałam się w kierunku Zielonego Lasu.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego za mną łazisz? Nie mogę się przez Ciebie skupić! - powiedziałam podnosząc głos.
- Widzę że charakter Ci się zmienił... na dużo mroczniejszy, co mi się strasznie podoba - powiedziała i zaczęła chichotać
- To twoja wina, w końcu byłaś osobą z której brałam przykład w dzieciństwie, a po tym jak zapomniałam podświadomie stawałam się coraz mroczniejszym wilkiem - zaczęłam również chichotać.
- Mizusia, nie chce Cię martwić, ale od jakiegoś czasu ktoś za nami idzie.
Odwróciłam się i dostrzegłam w krzakach Valkę.
- Valka? Co ty tu robisz? - zadawałam pytania jedno za drugim
- Mogę się nią zając, jeśli chcesz - wtrąciła się Emilia
- Ty już lepiej nic nie mieszaj i tak mam już niemałe problemy przez Ciebie! - odpowiedziałam, a Valka wydała się jeszcze bardziej spanikowana - Przepraszam za nią.
- Co z tobą nie tak? Gadasz sama do siebie - powiedziała robiąc krok wstecz
- Że co? - odwróciłam się jednak Emilia nadal tam była
- Nikt nie może mnie zobaczyć poza tobą - odpowiedziała
"No cudownie, teraz mam przechlapane" - pomyślałam
Postanowiłam wszystko wyjaśnić wilczycy, miałam już nawet gotowy scenariusz "Chwilowe zaćmienie umysłu i przemęczenie". Jednak gdy spojrzałam w stronę, gdzie była Valka nie było już jej tam. Zobaczyłam tylko jak jej sylwetka znika w krzakach. Postanowiłam ją dogonić i pogadać.
- Valka! Zaczekaj! - krzyczałam w biegu

(Valka?)

Uwagi: Wciąż masz poważne problemy z przecinkami. Ponadto nie jestem pewna, czy w tym przypadku powinno się zapisywać słowo "Bóg" z wielkiej litery, gdyż uznaje się, że tylko i wyłącznie w przypadku Boga jako Jahwe powinno się tak czynić. Wszystkie inne nazwy bożków zapisywane są z małych liter. No i nadal nieprawidłowo zapisujesz wypowiedzi. Zdania kończ kropką, nawet te będące wypowiedziami.

środa, 8 czerwca 2016

Od Mizuki "W pokonywaniu własnych lęków" cz.1 (cd. Kirke)

Kolejny zwykły dzień. Na pozór... wszystkie wilki od samego rana biegały w te i z powrotem przenosząc różne rzeczy. Jak zwykle nie byłam w temacie. Przeciągnęłam się leniwie i podeszłam do pierwszego spotkanego wilka, by zapytać o co tu chodzi. Po niecałych dwóch minutach znalazłam Kirke.
- Kirke, co tu się dzieje? - spytałam
Samo patrzenie jak te wszystkie wilki biegały było męczące. Wilczyca patrzyła na mnie jak na jakiegoś przybysza z innej galaktyki.
- Serio nie wiesz? Szykuje się festyn, dziwne że o tym nie wiesz
Nagle olśnienie. To wydarzyła się jakieś pięć dni temu. Smacznie sobie spałam gdy ni stąd ni zowąd wszedł do mojej jaskini jakiś wilk.
- Em... Mizuki?
- Mhm... - powiedziałam w pół przytomna
- Alfa kazała przekazać wszystkim, że zbliża się festyn - powiedział nieco speszony
- To tyle? - spytałam po czym zasnęłam
- Nieszczególnie, Alfa poszukuje kogoś kto wystąpi na koncercie - Te słowa słyszałam jak przez mgłę - Mizuki?
- Ach, tak. Jasne, jasne - powiedziałam wyrywając się ze snu
- Czyli się zgadzasz? To super, od razu powiem to Alfie! - powiedział uradowany po czym wybiegł z jaskini. Po czym ja poszłam spać dalej. Do teraz myślałam, że był to tylko sen. Zaczęłam się nerwowo śmiać.
- Mizuki? Mizuki? Stało się coś? - Spytała ze zdziwieniem Kirke
"Mam przechlapane, może uda się to jakoś odkręcić? Co ja teraz zrobię!?" - myślałam.
- Miz, słuchasz mnie czy nie!? - wydarła się Kirke
- Przepraszam, przypomniałam sobie o czymś bardzo ważnym - powiedziałam, po czym zaczęłam iść w przypadkowym kierunku.
- I co ja teraz zrobię? Co ja teraz zrobię? Mam przechlapane - mówiłam na głos
Nagle zorientowałam się, że idzie za mną Kirke.
- Możesz mi powiedzieć, w czym problem? - spytała zaniepokojona
Opowiedziałam jej całą historię, a ta na końcu wybuchła śmiechem.
- No nieźle cię wrobił - ze śmiechu aż zaczęła kulać się na ziemi
- Przestań, to nie jest zabawne!
- I co masz teraz w planach zrobić? - powiedziała już nieco poważniej
Nastała chwila ciszy po czym wpadł mi do głowy genialny pomysł.
- Kirke, a może wystąpisz ze mną? - spytałam poważnie
- Ja?
- Tak, słyszałam jak kiedyś śpiewałaś, masz taki piękny i czysty głos. No to jak będzie, pomożesz mi? - spytałam z nadzieją w głosie

(Kirke? Co o tym myślisz?)

Uwagi: Wciąż piszesz wypowiedzi w jednym ciągu, nie robiąc Spacji między myślnikami. Zastanawia mnie z tego powodu to, czy ty w ogóle czytasz jakiekolwiek uwagi pod op... Nie "z tond", tylko "stąd".

środa, 25 maja 2016

Od Mizuki "Stado" cz. 2 (Cd. Serill)

Tego dnia wstałam naprawdę bardzo wcześnie, było może koło szóstej. Przeciągnęłam się jak mały szczeniak i wyszłam z jaskini. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy.
- Zanosi się na kolejny gorący i kłopotliwy dzień - burknęłam na głos
Już od szczeniaka nienawidziłam ciepłej wiosny i upalnego lata. Jednak tamtego roku było jeszcze cieplej niż zwykle. Postanowiłam pójść w jedno z moich ulubionych miejsc w watasze, do: Śnieżnego Lasu. Gdy wreszcie doszłam na miejsce odetchnęłam z ulgą.
- Tak bardzo mi tego brakowało - powiedziałam, zamknęłam oczy i spojrzałam w niebo.
Po chwili zerwał się chłodny wiatr. Miałam wrażenie, że odpowiedział na moje wcześniejsze zdanie. Zaczęłam biegać jak szalona przez zaspy śniegu, jednak w pewnym momencie poczułam innego wilka. Natychmiast się wyciszyłam, zaczęłam się skradać. Gdy byłam już bardzo blisko źródła tego dziwnego zapachu, zobaczyłam całkiem obcego wilka. Szybko przeanalizowałam fakty i postanowiłam spytać się co tu robi, przecież było możliwe, że tylko zabłądził. Koniec końcowi moje zainteresowanie nim skończyło się tym, że teraz prowadzę go do Alfy.
"Strasznie kłopotliwa sprawa, zwłaszcza że znowu muszę wyjść na ten skwar na słońcu" - pomyślałam
- A ty co taka naburmuszona? - zapytał
- Nie jestem naburmuszona.
- Twój wyraz pyska mówi co innego - powiedział i zaśmiał się na końcu.
- To ciekawe co teraz wyczytasz z mojej mimiki - powiedziałam, po czym podpaliłam teren wokół nas, następnie podpaliłam swoje odporne na ogień futro. Przez całą tą scenerie wyglądałam jak demon. Wilk chyba się przestraszył, bo zrobił krok w tył. Zaczęłam się śmiać, a on cofał się jeszcze bardziej. Z całej tej sytuacji nie zauważył przewróconego pnia za sobą i przewrócił się przez nie na plecy. Tyle mi wystarczyło zgasiłam cały ogień i podeszłam do niego.
- Twoja mimika mówi mi, że chyba się mnie boisz - wyszeptałam mu do ucha po czym zaczęłam się śmiać.

(Serill, co będzie dalej? )


Uwagi: Wciąż nieprawidłowo zapisujesz dialogi. Popatrz, jak to wygląda według Ciebie i porównaj z wersją poprawioną.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Od Mizuki "Wiosenne Porządki" cz. 6

Byłam przerażona kiedy odkryłam że to co widziałam ma wpływ na teraźniejszość, pierwszy raz coś co widziałam w moim umyśle odniosło się do rzeczywistości. Jednak po chwili moje przerażenie zniknęło, a w jego miejsce pojawiło się dziwne uczucie radości. Zaczęłam się psychopatycznie śmiać. Sama nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam, jednak szybko się opamiętałam. Wilki które mnie otoczyły chyba się przestraszyły, bo cofnęły się o dobre parę kroków.
- Wsszystko w pporządku? - Wydukał z przerażeniem mój brat
- Jak w najlepszym, tylko dręczy mnie jedna sprawa: możesz mi wyjaśnić co się stało, że wyglądam tak?
- Nie potrafię ci tego wytłumaczyć - burknął
- Zaraz mnie szlak trafi, powiedz mi co się do diabła stało w tej powalonej jaskini! - Wydarłam się na niego, stając na równych łapach
Dopiero w tej chwili zauważyłam, że jestem dużo większa od niego. Mój brat milczał przez parę minut, nie wytrzymałam dłużej tej ciszy. Coś we mnie cały czas wzbudzało agresje.
- No mów!!
Dopiero po chwili zauważyłam, że zamroziłam całą podłogę w jaskini, ściany się zaczęły palić jednak nie normalnym płomieniem, tylko niebieskim. Byłam zaskoczona, nigdy nie miałam takiej umiejętności, a co więcej nad całym moim ciałem pojawiła się czarna osłona, jakby starała się mnie bronić.
- Uspokój się - usłyszałam głos
Głos ten nie należał do żadnego z obecnych tu wilków.
- Co? Gdzie jesteś?
- Nie możesz mnie zobaczyć ale możesz mnie usłyszeć - powiedział bardzo cieniutki głos
Ten głos pochodził z mojej głowy, to było niemożliwe. Czyżby ten głos to była jedna z tych postaci, która weszła w moje ciało? No cudnie... nim zdążyłam się spostrzec grałam w jakąś chorą grę, w której nikt mi nie mógł wytłumaczyć zasad. Uspokoiłam się, wszystko wróciło do normy oprócz mojego wyglądu. Wilki patrzyły na mnie jak na czubka, w sumie to się nie dziwiłam.
- Dobra, a teraz na spokojnie. Co tam się stało? - powtórzyłam pytanie
- Do była część przepowiedni... - powiedział patrząc w podłogę
Nie chciałam mu przerywać, więc postanowiłam wysłuchać, to co ma mi do powiedzenia.
- Według niej pewnego dnia miał zjawić się wilk, który postanowi pozbyć się zła z całej tej krainy. Miał być to potomek jednego z mieszkających tu wilków. W momencie kiedy się pojawił, miał on otrzymać pewnego rodzaju dar od martwych. Dusze, które nie mogą zaznać spokoju miały zostać umieszczone w ciele tego wilka, dzięki czemu on otrzyma ich zdolności. Ma on następnie przegonić stąd demony i złe dusze. Jednak nigdy nie pomyślałbym, że to jesteś ty.
Po jego ostatnich słowach zatkało mnie, pozwoliłam grzywce opaść mi na oczy. Była zła, smutna i załamana jednocześnie.
- Idiota.
-Że co?
- Jesteś idiotą, bracie - Powiedziałam nadal patrząc w podłogę - Jeżeli wierzysz w takie rzeczy, nie mogę cię inaczej nazwać.
- Ale ty nic nie rozumiesz! - Krzyknął
- Ja nic nie rozumiem? Głupi jesteś? Myślisz, że jestem wilkiem, który ma pokonać zło, czyż nie? Głupku, życie to nie jest jakiś film, w którym jedna osoba pokonuje całe zło z całego świata. Zastanów się nad tym co do mnie mówisz. Nie pisnąłeś ani słowa wcześniej, a potem pozwoliłeś jakimś posranym duchom wejść w moje ciało. Nienawidzę cię, rzygam tobą i tym całym miejscem. Jak mogłeś mnie tak potraktować!? Własną siostrę! Zresztą teraz to bez znaczenia, i tak cię nienawidzę - Podniosłam głowę i ostatnie zdanie powiedziałam mu prosto w pysk.
Powoli wyszłam z jaskini zostawiając za sobą zszokowanego brata i tych idiotów, którzy nawet się nie odezwali.
- Zaczekaj! - Wykrzyknął mój brat, biegnąc w moim kierunku
- Zostaw mnie! - wydarłam się
Uderzyłam łapą o ziemie i nagle pojawiły się trzy czarne duchy wilków, broniły mnie.
Poszłam dalej, a mój brat zaczął walczyć z duchami. Silne bestie z tych duchów. Pobiegłam przez las, zatrzymałam się dopiero w miejscu, w którym byłam pewna, że nikt mnie nie znajdzie. Postanowiłam spróbować przywołać te duchy jeszcze raz. Jak postanowiłam tak zrobiłam, jednak pojawił się tylko jeden. Byłam śpiąca, więc wydałam mu telepatycznie polecenie, by nikomu nie pozwolił się do mnie zbliżyć, kiedy będę spać. Duch, a może raczej cień? Pokłonił się delikatnie na przednich łapach i usłyszałam w myślach:
- Yes, my lady!
Padłam jak zabita, nawet nie pamiętam kiedy usnęłam. Kolejne głosy w mojej głowie dyskutowały o jakiś ważnych rzeczach, jednak nie rozumiałam ani słowa. Nagle do dźwięku doszedł obraz, były to te ludzkopodobne istoty. Kiedy jedna z nich spojrzała w moją stronę, zobaczyłam jakieś wspomnienia. Należały one najpewniej do tej istoty. Był w nim biały zamek z trzema wysokimi wieżami, wokół płynęła rzeka. Ciche i spokojne wspomnienie zmieniło się w ułamku sekundy na okropne i pełne krwi. Cały las i zamek stały w ogniu. Przez pole biegli uzbrojeni wojskowi z miotaczami ognia. Zwierzęta i magiczne stworzenia uciekały jednak każde z nich ginęło stając w płomieniu. Ciągłe wybuchy bomb były okropne. Ziemia się trzęsła, las stał w ogniu, w koło słychać było wrzaski i błagania o litość przerywane co chwile strzałem i ciszą. Cisza ta była jeszcze gorsza od samych wrzasków, zwiastowała ona bowiem śmierć istoty. Obróciłam się za siebie i spostrzegłam ogromne skupisko demonów. Jednak sama wyglądałam jak jeden z nich. To krwawe spojrzenie, ciemne futro, ostre kły i ogromne pazury były przerażające.
- Czas na małą zabawę! - Krzyknął jeden z nich
Wszyscy zaczęli się śmiać i w mgnieniu oka każdy znalazł się przy ludziach. Ludzie bronili się z całych sił, jednak nie dało powstrzymać się ich potęgi. Ludzie byli rozrywani na strzępy, demony odgryzały im głowy, ręce i nogi. Krwawa walka trwała całą noc. Kiedy słońce wstało, moim oczom ukazał się widok potworny. Setki ciał leżało w kałużach krwi. Demony zebrały się razem i ogłosiły zwycięstwo. Nagle przed demonami pojawiła się ta postać, którą cały czas widzę.
- Dziękujemy wam za pomoc, a teraz zgodnie z obietnicą znikajcie stąd!- powiedziała.
- Ani nam się śni, podoba nam się tu - Zaśmiał się przywódca - Czy wam się to podoba czy nie, zostaniemy tu!
- A co z naszym paktem? - zapytała zdenerwowana
- Nie wiesz, że jesteśmy demonami? Dla nas takie rzeczy znaczenia nie mają! - Krzyknął, po czym rzucił się na nią z pazurami i pozbawił ją życia. Demony nie zaprzestały na ludziach, wybijali wszystko na swojej drodze. Zajęli zamek i tam się osiedlili. Tak zakończyło się wspomnienie.
- Teraz już wiesz co się stało, dlatego prosimy Cię, pomóż nam - powiedziała postać kłaniając się przede mną
Zaraz po niej wszystkie tak zrobiły. Istoty były strasznie irytujące, miałam dość już tego snu, dosyć tego świata. Dlaczego te stworzenia zwabiły akurat mnie? Dlaczego musiałam biec za tymi jeleniami i iść przez tą pustynie lodową? W obecnej chwili miałam tak dużo pytań a żadnej odpowiedzi. A istoty, które znajdowały się obok mnie zdawały się nigdy nie dać mi spokoju, dopóki im nie pomogę. Postanowiłam się zgodzić, choć najpewniej i tak nie wiele zdziałam.

CDN

Uwagi: "Porządek" piszemy przez "rz". "Niemożliwe" piszemy razem. Piszesz zbyt długie zdania. "Stąd" piszemy razem, przez "s" i "ą". "Wiesz" a "wież" to dwa kompletnie różne słowa! Wciąż masz problem ze stawianiem przecinków.

środa, 30 marca 2016

Od Mizuki "Wiosenne porządki" cz. 5

- A więc to jednak jesteś ty... - powiedział Ares
Co to w ogóle za durne stwierdzenie? Co on ma na myśli? Miałam go już o to spytać... jednak coś nie wyszło. Cały świat w jednej sekundzie zastygł w miejscu, jakby ktoś lub coś zatrzymało czas. Nagle zobaczyłam kogoś, a może coś? Za sobą, nie wiem co to było jednak nie miałam zamiaru się przyglądać. Wystarczyło tylko, że wyglądało to jak duch. Nie chciałam wiedzieć więcej. Wybiegłam na powierzchnie potem z jaskini, biegłam ile sił w łapach. Nie wiem czemu, ale myślałam, że w taki sposób się uwolnię, że to wszystko tylko iluzja. Jednak to było naprawdę, a to "coś" nadal było za mną. Biegłam dalej aż do lasu. Gdy tylko do niego wbiegłam, zjaw pojawiło się dużo więcej. Każda z nich wygląda okropnie. Ciekła z nich krew, a niektóre na moich oczach się po prostu rozpadały... Były to ludzko podobne istoty, tylko z małą różnicą te były białe jak śnieg, włosy podobnego koloru. Oczy miały całe czarne i po prostu puste. Na plecach mieli coś w rodzaju... skrzydeł? Sama już nie wiedziałam, co to w ogóle było. Zaczęłam biec jeszcze szybciej, ze stresu nawet nie mijałam drzew, krzaków ani pajęczyn. Wszystko po prostu raniło moją skórę. Obejrzałam się za siebie, jednak istoty nie podążały za mną. Odetchnęłam, ale  może jednak pośpieszyłam się z tym? Tuż przede mną lewitowała jakaś postać, również miała skrzydła, jednak była nieco inna od tych wszystkich, które widziałam wcześniej, była hm... jakby to powiedzieć... bardziej przyjazna? Tak, to chyba właściwe określenie. Miałam nawet przez moment wrażenie, że uśmiecha się do mnie. Jadnak po chwili postać słała się przerażająca, a jej uśmiech zmienił się w minę jakby wszystkich miała ochotę zamordować. Wtedy wypowiedziała jedno zdanie, którego chyba nigdy nie zapomnę: "Martwi powstaną, żywi padną". Zdanie to zamroziło mnie od środka. Stałam jak wryta, nie mogąc poruszyć choćby uchem. Świat koło mnie nagle coś zaczęło zamrażać i w tej chwili zobaczyłam jak te istoty po prostu wchodzą w moje ciało. Było to okropne uczucie, każda z tych istot była tak strasznie zimna i obślizgła. Nie wiem już sama, samo wspomnienie tego wydarzenie napawa mnie obrzydzeniem i znienawidzeniem do tych istot. Świat zamarzał coraz bardziej, a istoty nadal wchodziły do mojego ciała. Zamknęłam oczy i zaczęłam krzyczeć. Szybko się opanowałam, otworzyłam oczy i świat zaczął po prostu pękać jak zbite szkło. A jego fragmenty spadały w nicość. Patrzyłam jak duże fragmenty spadają, aż wreszcie pozostała tylko ciemność. Zaczęłam się bać, jednak dostrzegłam jasne wyraźne światło. Pobiegłam do niego jak jakaś ćma. Światło stało się coraz większe i większe aż wreszcie przybrało formę pewnego rodzaju portalu. Bez zastanowienia weszłam do niego. Znalazłam się z powrotem, obok mojego brata. Może to co widziałam było wizją? A może rzeczywistością? Sama już nie wiedziałam to było po prostu zbyt... dziwne! Nie wytrzymałam tego napięcia, serce uderzało dziesięć razy szybciej, dodatkowo biło tak nienormalnie. Zaczęłam się dusić. Strach w oczach mojego brata był nie do opisania. Podbiegł do mnie i zaczął coś krzyczeć, jednak jedyne co usłyszałam to niewyraźny i straszliwy szmer. Straciłam przytomność. Tak, znowu! Już chyba szósty raz w czasie całej tej dziwnej wyprawy. W tym czasie przyśniło mi się coś. Stałam w nim na jakimś lodowym pustkowiu, a przede mną stał jakiś czarny wilk z białą grzywą przykrywającą jego oczy. Nie znałam go, znaczy z wyglądu. Poruszyłam się w lewo. Wilk powtórzył mój ruch. Już po chwili się zorientowałam, że to w cale nie jest drugi wilk, tylko moje własne odbicie.
- Ale jak to w ogóle się stało?! - wykrzyczałam
Nagle usłyszałam śmiech, nie jeden, ale kilka. Śmiech siedział w mojej głowie, i sprawiał że aż zaczęła mnie boleć. Zwinęłam się z bólu. Jednak spojrzałam na odbicie ten jeden ostatni raz, zobaczyłam siebie jednak coś było nie tak... miałam wrażenie że się ze mnie śmiało. A oczy miało koloru krwi.
- Nie to nie jestem ja! To nie jestem ja! - Krzyczałam
A odbicie dostało psychopatycznego śmiechu, zupełnie jak jakiś morderca, którego po prosu bawią takie scenki.
Obudziłam się z krzykiem. Na początku nic nie widziałam, tylko słyszałam głosy. Jeden na pewno należał do mojego brata a pozostałe... po prostu do jakiś wilków. Oczy powoli dostroiły się do światła. Widziałam już normalnie i w głębi duszy cieszyłam się, że to co widziałam było tylko snem. Jednak mój spokój nie trwał długo. Zobaczyłam, że coś zasłania mi oczy, przez co widzę trochę gorzej. Była to moja grzywka. Poprawiłam ją łapą. Jednak gdy spojrzałam na nią, o mało nie przeżyłam zawału. Moja łapa była czarna i w dodatku zawiązana bandażem na prawie całej długości. Była to identyczna łapa jaką miałam we śnie. Ktoś przyniósł mi wody w niewielkim wiadrze i zobaczyłam w nim moje odbicie. A raczej nie moje tylko to dziwne, to które wcześniej się ze mnie śmiało...

CDN

Uwagi: Przede wszystkim przecinki. Odnoszę wrażenie, że ostatnio masz upodobanie do kończenia zdań oznajmujących znakiem zapytania.

środa, 17 lutego 2016

Od Mizuki "Wiara w cuda" cz.1 (cd. Tosiek)

Kolejny dzień pięknego i słonecznego lata. Tego dnia było może z dwadzieścia stopni Celsjusza. Normalne wilki cieszyły się letnim powietrzem, biegając jak oszalali w tę i z powrotem. Jednak dla mnie było za gorąco, dopiero wzeszło słońce, a ja miałam wrażenie, że zaraz się roztopie. Jednak pomimo mojego wielkiego lenia postanowiłam pójść się przejść w Góry.
- Gorąco, gorąco, gorąco - mówiłam na głos wspinając się na górę. Było stanowczo za gorąco. Gdy po trzech godzinach wspinaczki dotarłam na górę, byłam tak zdyszana, że położyłam się i zaczęłam sapać. Dopiero wtedy zorientowałam się, że jest tam ktoś oprócz mnie.
- Widzę, że kondycje masz słabiuuutką - wypowiadając to wilk zaczął się śmiać
- Nieprawda! - wykrzyknęłam, stając na równe łapy
Nie znałam tego wilka, być może był nowym albo zupełnie obcy. Musiałam się tego dowiedzieć.
- A tak po za tym, to kim jesteś? - spytałam
- Tosiek, a skoro mówisz, że to nie prawda to co powiesz na mały wyścig?
- Ja jestem Mizuki, jeśli to sprawi, że zmienisz zdanie co do mojej kondycji, to niech ci będzie - odparłam, przeciągając się leniwie
- Ok, więc wszystko załatwione, będziemy się ścigać do tamtego wierzchołka - powiedział wilk pokazując następną górę.
Droga ta wiodła w dół przez jakiś las, a potem w górę gdzie na niższych partiach rosły pojedyncze drzewa, a wyżej już były tylko skały.
- Niech Ci będzie.
- A i jeszcze jedno jest to wyścig, w którym możemy używać swoich mocy - wypowiadając te słowa, delikatnie się uśmiechnął.
Jego słowa odbiły się u mnie echem, mogło być to trochę podejrzane. Nie znałam jego mocy ani umiejętności, postanowiłam jednak zaryzykować. Ruszyliśmy na słowo "trzy". Byłam od niego szybsza, jednak jak tylko wbiegliśmy w las, on omijał drzewa jakby znał ich dokładne położenie. Ja tymczasem wpadałam w krzaki i w wielkie obrzydliwe pajęczyny. Las się skończył a przed nami rosły tylko pojedyncze drzewa. Była to idealna okazja żeby go prześcignąć. Gdy tylko udało mi się to, zamroziłam całą drogę a wilk zaczął się ślizgać.
- Oj, wilczek wpadł w poślizg - zadrwiłam z niego
Ku mojemu zaskoczeniu użył on ognia i stopił cały lód na drodze. W ostatnim metrze dogonił mnie i zakończyliśmy wyścig remisem.
- Cofam słowa, nie jesteś aż tak słaba - powiedział delikatnie popychając mnie łapą
Odwzajemniłam ten gest tylko "trochę" mocniej. Wilk aż upadł.
- Oż ty! - wykrzyknął i zaczął mnie gonić
Oboje się śmialiśmy. Zatrzymaliśmy się przy jednym z górskich strumyków, by trochę odpocząć.

( Tosiek? Co będzie dalej?)

Uwagi: Góry to nazwa miejsca, więc należy ją pisać z wielkiej litery. "...byłam tak zdyszana, że położyłam się i zaczęłam dyszeć." - masło maślane. "Nieprawda" piszemy razem. Kiedyś Cię uduszę... morze jest długie i głębokie, a powierzyć komuś można tajemnicę! Błędy w trudniejszych wyrazach to rozumiem, ale żeby aż takie byki?
Niepoprawnie:
-Gorąco, gorąco, gorąco- mówiłam
Poprawnie:
- Gorąco, gorąco, gorąco - mówiłam
Znajdź różnice.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Od Mizuki "Wiosenne porządki" cz.4

Po spotkaniu mojego brata wszystkie moje wspomnienia wróciły. Jako szczeniaki rzadko spędzaliśmy ze sobą czas. Jednak i tak był dla mnie bardzo ważną osobą. Pozostałe wilki z watahy nie były zadowolone z mojej obecności. Jednak miałam gdzieś ich zdanie. Tereny mojego brata były wielkie i piękne, lecz i tak nie chciałam zostać tam na zawsze. Zaczynałam tęsknić za wilkami z Watahy Magicznych Wilków. Chciałam jednak spędzić choć trochę czasu z moim bratem. Jeden z wilków zaprowadził mnie do mojej jaskini. Zapadła już noc. Ta kraina była bardzo dziwna. Mimo że znajdowała się pod ziemią było tam ciemno, a za dnia jasno. Nie było tam słońca, księżyca i gwiazd za którymi tęskniłam. Niebo nad watahą było takie puste. Moja jaskinia była duża, aż za duża. Wszystko w watasze mojego brata zdawało się być takie dziwne i przyprawiające mnie o dreszcze. Zwinęłam się w kłębek i poszłam spać. Obudziło mnie czyjeś wycie. Zerwałam się na równe łapy i pobiegłam zobaczyć co się stało. Był środek nocy, było może około godziny drugiej. Z oddali słychać było czyjeś piski, jednak gorsze było to co stało się później. Piski i wycie ustały, a ja znalazłam się koło martwego wilka. Miał on podgryzioną całą szyję. Obok stał wilk. Od samego patrzenia na niego ze strachu nie mogłam się ruszyć. Miałam ochotę uciec, krzyczeć jednak nie mogłam. Po prostu stałam i wpatrywałam się w to coś, co tylko przypominało wilka, jednak tak na prawdę było bestią. Był on czarny jak noc, jego czerwone oczy były takie... piękne? Nie wiem czemu właśnie tak pomyślałam. Z jego pyska wysunięte były dwa kły po których ściekała krew. Był on trochę ubrudzony w krwi ofiary. Na jego klatce piersiowej widniało mnóstwo zadrapań, które zrobiła najwidoczniej ofiara. Jednak jego rany bardzo szybko się goiły. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk w mojej głowie. Dźwięk ten sprawiał, że głowa zaczęła mnie boleć. Z bólu upadłam na ziemię. Dźwięk ten miał bardzo wysoką częstotliwość, której nie sposób opisać. Miało to mieć chyba na celu tortury. Nagle cisza. Podniosłam się jednak nie było ani go ani ofiary. Szybko pobiegłam do jaskini alfy. Niemal wpadłam na niego wbiegając do jaskini.
- Ares... Ares - mówiłam zdyszana
- Uspokój się - powiedział
- Jak można być spokojnym? Wiesz co właśnie się stało - Spojrzałam na niego
- Tak, wiem - powiedział, wpatrując się w ziemię.
- Czemu nie pomogliście temu wilkowi?
Ares nie odpowiedział, wpatrywał się tylko dalej w ziemię.
- Słysz ty mnie? - podniosłam głos
- Nie powinnaś się w to mieszać - wydukał
- Co to ma niby znaczyć? I czym była ta istota która zabiła tego wilka i prawie mnie?
- Tak jest skonstruowany nasz świat, nie możemy tego zmienić. A istotę, którą spotkałaś nazywamy czarnymi demonami.
- Ale dlaczego się nie bronicie?
- Chodź za mną - powiedział
Ares prowadził mnie przez swoją jaskinie aż doszedł do jej końca, podniósł przednią łapę i położył na jednym kawałku ściany. Przed naszymi oczami otworzyło się przejście. Pierwszy raz widziałam żeby wilki używały ukrytych przejść. Bardziej podobne było to do... ludzi. Weszliśmy do tajemniczej komnaty, schodziliśmy coraz niżej i niżej aż doszliśmy do sali wymalowanej pewnymi malowidłami.
- Widzisz jest pewna bardzo stara Legenda. Dawno temu na tych terenach mieszkały bardzo dobre istoty, pilnowały one porządku. Cała ta kraina była po prostu piękna, mieszkały na niej różne magiczne stworzenia których teraz już nie ma. Całe to miejsce było uznawane za raj dla wszystkich żywych istot. Jednak w wyniku wielu wojen na powierzchni, powiększania miast i zatruć powietrza i wody cała kraina stawała się coraz bardziej mroczna jednak nadal była. Aż do czasu kiedy ludzie odnaleźli to miejsce. Palili wszystko co spotkali na swej drodze pozostawiając po sobie tylko spaloną ziemię i popiół. A istoty, które spotykali zabijali lub brali w niewolę. Istoty, które przetrwały postanowiły poszukać pomocy. Wezwały one demony. Zawarli z nimi pakt, że za cenę ich krwi pomogą im pozbyć się ludzi. Tak też się stało. Z terenów podziemnej krainy zniknęli ludzie, większość wejść została zawalona by nie doprowadzić do kolnego napadu. Tereny ponownie stały się piękne i magiczne, jednak wiele istot magicznych wyginęło. Pojawił się jeszcze nowy problem: istoty pomimo obietnic, że znikną po pozbyciu się najeźdźców nie zrobiły tego. Osiedlili się one w najmroczniejszej części podziemi i żyją tam do dziś. Wychodzą raz na jakiś czas by zdobyć "pożywienie". Jednak ostatnio ataki się nasiliły, dzieją się coraz częściej i na większą skalę. Ostatnio nasza wataha przeżyła największą stratę zaginął bowiem mój... mój synek, jednak co gorsza oni go zabrali ze sobą - wypowiadając ostatnie zdanie po pysku Aresa spłynęły łzy.
W mojej głowie pojawiło się jeszcze więcej pytań niż wcześniej, na przykład jak znalazł się tu mój brat? Czy jego syn żyje? A co z jego matką? Pomimo tak dużej ilości postanowiłam go już nie męczyć zbędnymi pytaniami. Podeszłam do niego i wypowiedziałam tylko jedno zdanie:
- Na pewne uda mi się go uratować - Powiedziałam dotykając jego nosa swoim
Na te słowa oczy mojego brata zaraz się powiększyły.
- A więc to jednak jesteś ty... - powiedział spoglądając na mnie


CDN

Uwagi: Znajdź różnicę:
Nieprawidłowo (a tak właśnie piszesz):
-Tak, wiem- powiedział
Prawidłowo (tak powinnaś pisać):
- Tak, wiem - powiedział

wtorek, 19 stycznia 2016

Od Mizuki "Spacer na dwóch nogach" cz. 5 (Cd. Kirke)

- Masz jakiś pomysł, by wejść na tamtą chmurę? - Spytała wilczyca, wskazując łapą na chmurę
- Wiesz, nigdy się nad tym nie zastanawiałam...
Wadera w odpowiedzi tylko wzdychnęła. Pytanie, jakie zadała mi Kirke zaciekawiło mnie. Długo myślałam nad bardziej logiczną odpowiedzią na pytanie. Jednak po mimo mojego wysiłku nie mogłam na nie odpowiedzieć
- Dobra młoda, czas się zbierać - powiedziałam pocierając łapą jej sierść na głowie.
Kirke wstała, otrzepała się z kurzu i powoli skierowała się w stronę jaskiń. Ja jednak miałam nieco inne plany. Już od kilku dni męczy mnie katar, przez który prawie cały czas kichałam. Postanowiłam pójść do Tajemniczego Podziemia. Słyszałam bowiem jak inne wilki mówiły o wodzie z leczniczymi właściwościami. Miała ona leczyć każdą drobną chorobę. Skierowałam się do Zielonego Lasu i zaczęłam szukać wejścia do jaskini. Nie śpieszyło mi się. Jutro miałam wolne od zajęć lekcyjnych, gdyż na drugi dzień była sobota. Gdy znalazłam wejście, panowała już późna noc. Księżyc świecił wysoko na niebie, oświetlając cały las. Była pełnia, moja ulubiona faza księżyca. Patrzyłam chwilę na księżyc po czym zeskoczyłam w dół. Upadek nie był bolesny, gdyż nie była to duża wysokość. Tajemnicze Podziemie jest wyjątkowo piękne. Śliczne diamenty oświetlały drogę. Szłam koło niedużego strumyka wody. Postanowiłam sprawdzić teorię o wodzie o leczniczych właściwościach, więc schyliłam się i napiłam się. Woda była chłodna, jednak bardzo pyszna. Już po piętnastu minutach poczułam poprawę. Mój katar przeszedł. Położyłam się na ziemi i pogrążyłam się w myśleniu. Nigdzie mi się nie śpieszyło, więc mogłam zostać tam na długi czas. Położyłam łeb na przednich łapach, zamknęłam oczy i opuściłam uszy. W pewnym momencie usłyszałam hałas dobiegający z niedaleka. Postanowiłam to sprawdzić. Powoli i po cichu zbliżyłam się do miejsca dźwięku. Oczom nie mogłam uwierzyć, gdy zobaczyłam Kirke, która mimo obietnic, że nie będzie mnie śledzić, to jednak jakoś się tu znalazła. Miałam tylko nadzieje, że to zwykły przypadek, że znalazła się w tym samym miejscu i w prawie tym samym czasie co ja. Kirke stała tyłem do mnie. Postanowiłam sprawdzić jak wiele wyniosła z moich zajęć. Przyczaiłam się do ziemi i cicho zakradłam się do niej. Gdy byłam już o krok od niej moją przednią łapą specjalnie nadepnęłam na jej ogon. Wilczyca dostała mini zawału. Podskoczyła prawie pod sam sufit.
- Kirke, Kirke... gdybym była kimś obcym, zapewne byś już nie żyła - Spojrzałam na nią z sarkastycznym złośliwym uśmiechem. - A tak na poważnie, to co tu robisz? Bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że mnie znowu śledziłaś - dodałam

(KIrke?)

Uwagi: Ciągle zapominasz o tej kropce na końcu zdania (np. Jednak po mimo mojego wysiłku nie mogłam na nie odpowiedzieć)! "hałas dobiegający kawałek dalej" - to jakoś się nie klei. Hehe... sufi.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Od Mizuki "Spacer na dwóch nogach" cz.3 (Cd. Kirke)

Po rozmowie z Kirke postanowiłam pójść na polowanie. Nie musiałam szukać długo, a wypatrzyłam dorodnego jelenia. Zaczaiłam się w krzakach.
No to czas na mały trening - pomyślałam, po czym wyskoczyłam z krzaków i zamroziłam jelenia. Zwierze rzucało się jeszcze trochę wiec użyłam mojego drugiego żywiołu i bum, jeleń zaczął płonąć. Ugasiłam płomień. Nagle zauważyłam za sobą waderkę. Dziwny był fakt, że mimo mojej mocy wykrywania innych wilków jej po prostu nie wyczułam. Były dwa wyjścia: albo byłam zbyt zmęczona i po prostu moja moc stała się nieaktywna, albo wadera ta była wyjątkowa i blokowała moją umiejętność. Wadera podkuliła ogon pod siebie. Postanowiłam ją zawołać.
- Kirke.
Wadera podkuliła ogon jeszcze bardziej i powoli podeszła. Zatrzymała się jakieś cztery metry ode mnie.
- Przepraszam, że Cię śledziłam - powiedziała wadera, kuląc łeb
Wzdychnęłam. Nie lubiłam wilków, które mnie śledzą, jednak w tej wilczycy było coś interesującego.
- Ech... nieważne, pewnie jesteś głodna - powiedziałam oczekując reakcji wilczycy
- Tylko trochę...
- Jak chcesz, to jedz - powiedziałam i zaczęłam jeść
Kirke przez chwile się wahała, jednak po chwili również zaczęła jeść. Była ona naprawdę interesująca. Po skończonym posiłku obie położyłyśmy się na trawie. Zapadła już noc. Tej nocy po raz pierwszy od bardzo dawna patrzyłam w rozgwieżdżone niebo, było ono bardzo piękne.
- Czas wracać - powiedziałam do młodej - robi się późno, a jutro przecież idziesz do szkoły.
Wadera w odpowiedzi kiwnęła tylko głową. Odprowadziłam Kirke do jej jaskini i pożegnałam się z nią. Sama również poszłam do mojej jaskini i uwaliłam się w moim prowizorycznym legowisku. Dosyć szybko usnęłam. Następnego ranka miałam iść pierwszy dzień uczyć szczeniaki, z tego powodu miałam delikatną tremę. Po pewnym czasie snu wstałam i ziewając, przeciągnęłam się. Wyszłam z jaskini i spojrzałam na położenie słońca, żeby określić godzinę.
- O matko, jest już prawie dwunasta! - wykrzyknęłam i w pośpiechu wybiegłam z jaskini
Miałam rozpocząć lekcje o punktualnie dwunastej. Zdyszana dobiegłam na miejsce, całe szczęście zdążyłam. Nie minęło może pięć minut, a szczeniaki zaczęły się zbierać, była tam również Kirke. Zaczekaliśmy aż wszyscy się zebrali i rozpoczęłam lekcje.
- Witajcie, jestem nową nauczycielką obrony, możecie mi mówić Mizuki... pani Mizuki - powiedziałam
- Dobrze, proszę pani - odpowiedziały chórem
- To może najpierw się przedstawcie i powiedzcie krótko o sobie i swoich umiejętnościach - powiedziałam
Pierwsza miała opowiedzieć o sobie Kirke.

<Kirke>

Uwagi: Zdania kończymy kropką... Nie zapominaj! Tyczy się to również końców wypowiedzi postaci czy ostatniego zdania narracji w danym akapicie. "powiedziała wadera kulać łeb"... zaraz, że co?! Inna sprawa... porównaj:
Źle
-No to czas na mały trening- pomyślałam
Dobrze 
"No to czas na mały trening" - pomyślałam

piątek, 8 stycznia 2016

Od Mizuki "Spacer na dwóch nogach" cz.1 (cd. Kirke)

Tego dnia poranek był wyjątkowo piękny, słońce świeciło, a ptaki ćwierkały radośnie. Przeciągnęłam się leniwie i wyszłam z jaskini.
- No to czas na śniadanko! - powiedziałam uśmiechając się do siebie.
Tego dnia miałam ochotę na wyjątkowy przysmak, który żeby złapać trzeba się wysilić, była to mianowicie: kozica górska. Jeszcze nigdy nie udało mi się złapać tego przysmaku. Jednak ostatnio biegam szybciej i dłużej, więc może tym razem uda mi się jedną złapać. Przemierzyłam tereny watahy aż doszłam do Gór. Były one piękne jak zawsze, na niższych piętrach rosła zielona trawa, a na wyższych leżały resztki białego puchu. Przeprawa przez góry była dosyć męcząca, wiec postanowiłam chwilkę odpocząć. Położyłam się obok niewielkiego strumyka z górską wodą. Woda była bardzo chłodna, lecz i tak postanowiłam zrobić kilka łyków. Piłam ją bardzo powoli, żeby nie nabawić się zapalenia gardła. Po odpoczynku przeszłam na tryb tropiciela. Z nosem przy ziemi pokonywałam pasmo górskie. Trochę minęło, zanim złapałam odpowiedni trop. Powoli zakradłam się do mojej ofiary. Kozica zaczęła uciekać a ja pobiegłam za nią. Był to długi i męczący pościg, ale w końcu udało mi się ją złapać. Zdyszana i bardzo zmęczona zaczęłam jeść. Jej smak był pyszny, warto było się tak namęczyć. Po skończonym posiłku postanowiłam zmienić się w człowieka i poszłam do Miasta. Musiałam znaleźć jakąś pracę. Przechadzałam się po ulicach na których aż roiło się od ludzi. Nie lubiłam ich, nigdy nie czułam się przy nich bezpieczna. W pewnym momencie znalazłam to czego szukałam: przy kawiarni wisiało ogłoszenie, które jasno mówiło że szukają kelnerki. Od razu weszłam do kawiarni, była ona bardzo ładna, a wręcz cudowna. Poszłam do szefa i zaczęłam z nim rozmawiać. Była to dosyć długa rozmowa, lecz i tak zrobiłam dobre wrażenie, bo szef mnie zatrudnił. Miałam się stawić w kawiarni następnego dnia o godzinie ósmej rano. Wróciłam do watahy, panował już późny wieczór. W mojej wilczej formie powoli kierowałam się do mojej jaskini, gdy ni stąd ni zowąd wpadł na mnie jakiś wilk. Był to niebiesko czarny szczeniak.

<Kirke?>

Uwagi: brak

środa, 6 stycznia 2016

Od Mizuki "Samotna Wadera" cz.5 (cd. Valka)

- Ona ślepnie, Mizuki. Ledwo nas widzi - powiedziała Astrid
Te słowa odbiły się w mojej głowie echem.
- Ale... to tylko krótkotrwałe? As powiedz proszę wyjdzie z tego prawda!? - zaczęłam krzyczeć na całe gardło
- Na obecną chwilę niczego nie mogę być pewna - powiedziała, spuszczając wzrok
Z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Nie potrafiłam się powstrzymać ani uspokoić. Wybiegłam ze szpitala, ciągle płacząc. Dobiegłam do Wschodniego Klifu i położyłam się na samej krawędzi skał. Moje łzy ciekły po moich policzkach, a następnie spadały w dół do morza. Nie potrafiłam sobie wybaczyć mojej lekkomyślności.
Jaka ja głupia! - myślałam - Biedna Valka może oślepnąć tylko i wyłącznie przez moją głupotę. Dlaczego nie mogłam zostawić jej w spokoju tylko musiałam za nią biec jak jakiś psychopata? Valka mnie pewnie znienawidzi do końca życia!
Było to niemal pewne na sto procent, gdyż sama zachowałabym się podobnie. Postanowiłam nie pokazywać jej się na oczy, nie chciałam by dodatkowo cierpiała z mojego powodu. Nie wiem ile czasu spędziłam na klifie rozmyślając, może kilka minut, a może godzin, sama już nie wiem. Chłodne powietrze wiało od morza w moim kierunku. W pewnym momencie zaczęłam kichać.
- No pięknie, jeszcze teraz tylko brakuje żebym się przeziębiła - powiedziałam na głos
Powoli wstałam i udałam się w drogę do szpitala, chciałam wiedzieć co z Valką. Jednak nie chciałam, żeby mnie zobaczyła. Po cichu podeszłam do szpitala i zawołałam Astrid. Wilczyca rozglądała się kto ją woła i dopiero po chwili zauważyła, że to tylko ja. Astrid spojrzała na Valkę, po czym podeszła do mnie.
- Co u Valki? - spytałam nerwowo
- Od chwili kiedy usłyszała, że może stracić wzrok jest nieprzytomna - odpowiedziała
Zerknęłam na Valkę i moje oczy na nowo zaczęły płakać.
- Miz, uspokój się!- powiedziała
- Informuj mnie co się z nią będzie działo, dobrze? - spytałam, już odchodząc
W tym momencie Valka się ocknęła. Spojrzała na mnie, a ja powoli zaczęłam się wycofywać, a następnie biec w kierunku mojej jaskini. Położyłam się w moim legowisku i zaczęłam jeszcze bardziej płakać. W tamtym momencie wyglądałam jak jakiś mięczak, który ciągle płacze. Jednak moje wyrzuty sumienia były zbyt duże, żeby móc się uspokoić.

<Valka?>

Uwagi: "Duł"? Poważnie? Chyba będę musiała Cię wziąć na szkolenie z przecinków.