Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kirke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kirke. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 października 2016

Od Kirke "W pokonywaniu własnych lęków" cz. 4 (C.D Mizuki)

Uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc na panikującą Mizuki.
- Wiesz co... Nawet fajnie wyglądasz - uśmiechnęłam się szerzej, na co Miz nie odpowiedziała tym samym.
- Kirke! - podniosła głos, patrząc na moją minę.
- Mówię poważnie. No popatrz na siebie - wskazałam na kałużę - dobrze ci w nich - Mizuki zaczęła się oglądać jakoś nie popierając mojego zdania.
- No niech Ci będzie.
- Super! - uśmiechnęłam się - chodź. Zanieśmy to i miejmy to za sobą.
- Dobra... - wzięliśmy instrumenty i wznowiliśmy podróż do sceny. Popatrzyłam na Mizuki, jakby o czymś myślała.
- Słuchaj...
- Co? - spytała, trochę zakłopotana.
- Wtedy... zanim oczywiście się opanowałaś... Krzyczałaś. Stało się coś?
- Nie! - podniosła głos - znaczy... czemu sobie tym trącisz głowę?
- A tak jakoś - opuściłam głowę. Wiatr pogłaskał moją skórę, a włosy delikatnie pofalowały. Jeden kosmyk opadł mi na twarz. Próbowałam jakoś ją poprawić, niestety bez skutku. Wzięłam głęboki wdech i wkurzona kosmykiem włosów, szłam obok Mizuki. Riven natychmiast odgarnął mi grzywkę i związał mi je, gdy Miz się odwróciła. Gdy znów na mnie popatrzyła, miała zdziwioną minę.
- Jak to zrobiłaś? - spytała.
- Um... umiejętności? - spytałam sarkastycznie z niewinnym uśmiechem, a potem szłyśmy w ciszy.

*****

W końcu dotarłyśmy na scenę. Rozstawiliśmy perkusję, gitary, basy, keyboard i inne takie bzdety.
- Wszystko? - spytałam.
- Wszystko.
- To... co teraz? - spytałam, patrząc na jej uszy, które mnie rozbawiały, gdy się ruszały.
- Hmmm... - Miz zaczęła rozmyślać.
- Ja jestem za tym, by pójść do Alfy z tym. Nie będziesz musiała się tym zamartwiać, a potem możemy zająć się... castingiem. Co ty na to? - popatrzyłam na koleżankę, która myślała o czymś. Pomachałam jej ręką przed oczami - Halooo, ziemia do Mizuki, ktoś tam jest? - moje niebieskie włosy, wciąż związane w kitkę, opadły na lewą stronę.
<Miz? Przepraszam, ale miałam takie problemy, że musiałam od nowa się rozkręcić>

Uwagi: "szliśmy w ciszy", "dotarliśmy" - która z nich jest chłopcem? Miz, czy Kirke? Niby był tam Riven, lecz nie jestem pewna, czy można całkowicie uznać jego obecność. Mam wrażenie, że masz jakąś manię opisywania włosów. Poza tym... op. ma 29 linijek. O jedną za mało.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Od Kirke "Nawiązać kontakt" cz. 6 (c.d Luke)

Próbowałam chodzić... jeździć po lodzie. Nie powiem, było śmiesznie. Co chwile ktoś z nas się wywracał.
- Nie jestem pewna, czy jest tu bezpiecznie... - mruknęłam.
- Zaufaj mi.
- Mghf... - mruknęłam. Długo nam to zajęło, ale powoli zaczęliśmy się utrzymywać na lodzie. Strasznie mnie to dziwiło, że zaczęłam się śmiać. W tym momencie odezwał się Riven.
- NIE! To był przypadek! Ja się nie śmieje! - po moich słowach, nawijał dalej - I co?! Jestem tu tylko po to, by dać mu towarzystwo! I... - Po tych słowach, Riven zaczął się śmiać, a po chwili znowu coś dodawał.
- Mgh... niech ci będzie - mruknęłam w myślach.
- Kirke! - powiedział, podjeżdżając do mnie - wszystko gra?
- Mhm. Zamyśliłam się - odpowiedziałam, rozglądając się. Fajnie tu było.
- Patrz! - zaczął biec, próbując się popisać, ale się wywrócił i ześlizgnął dalej ode mnie.
- Heheheh! Najwyraźniej je... - przerwało mu pękanie lodu.
- Cholera! Mówiłeś, że jest bezpiecznie!
- Nie sądziłem, że tutaj... - próbował wstać, ale lód się bardziej załamywał pod jego ciężarem.
- Nie ruszaj się! Zaraz będę! - krzyknęłam i podjechałam na ląd. Pobiegłam szybko do lasu w poszukiwaniu jakiejś długiej gałęzi. Miałam mało czasu. Gdy znalazłam długą gałąź, wzięłam ją w pysk i pociągnęłam za sobą. Gdy byłam przy lodzie, użyłam tyle siły, na ile mogłam i wyciągnęłam drugi koniec.
- Zpfap się - powiedziałam, zaciskając żeby w drewnie. Moje wargi, który były dość blisko drewna, miały rany. Ten złapał się kory i natychmiast się obróciliśmy, a gdy był już bezpieczny, puściłam gałąź, a ten wyrzucił ją. Był kolejny problem.
Teraz ja stałam na niestabilnym lodzie. Nie ruszałam się, ale mój ciężar łamał lód.
- KIRKE! - krzyknął Luke, a ja wpadłam do lodowatej wody. Próbowałam wypłynąć, ale było zbyt ślisko, a ja byłam mokra.
- LUKE! - znowu zanurkowałam. Traciłam powoli siły... gdy chciałam zaczerpnąć powietrza... byłam pod lodem.
- Kirke! - słyszałam głos Luke'a jak przez mgłę. Próbowałam rozbić lód, ale byłam osłabiona. Powoli traciłam powietrze. Gdy wydałam ostatnie ostatni sił... wypuściłam powietrze. Przez zamglony obraz ujrzałam, jak lód się trzaska. Zamknęłam oczy, czując jak ktoś mnie chwyta za kark, a potem odpłynęłam...
<Luke? Kirke poświęciła swoje dobro! (w końcu jest oddana xd) To już coś :D>

Uwagi: Widzę nawiązania do "Strażników Marzeń". ;z;

wtorek, 2 sierpnia 2016

Od Kirke "Nawiązać Kontakt" cz.4 (c.d Luke)

Jego zabawy mnie męczyły... Ale w końcu mogłam się najeść. Ta gonitwa była całkiem przyjemna, aczkolwiek nie chciałam, by to było po mnie widać. Tylko żebym się nie napchała tym jedzeniem... Popatrzyłam na niego, kończąc jedzenie.
- Zadowolony? - mruknęłam.
- Nie.
- Bo?
- Nie umiesz się wyluzować - popatrzyłam na niego z podniesioną brwią.
- Co?
- No nie umiesz! Chciałem się z tobą bawić w berka? Tak. Jak zareagowałaś? - w tym momencie zrobił poważną minę, która naprawdę była śmieszna. Ale... nie chciało mi się śmiać.
- Nie oznacza to, że nie umiem się wyluzować - mruknęłam.
- Chociaż powiedz, że w dzieciństwie nie byłaś sztywna - po tych słowach lekko posmutniałam.
- P... pewnie - uśmiechnęłam się lekko, zakrywając smutek - lubiłam się bawić w szczenięcych czasach razem z przyjaciółką, której już tu nie ma.
- Czemu?
- Gdzieś poszła - lekko posmutniałam, ale odwróciłam się - uważasz, że jestem sztywna, tak?
- No... - w tym momencie popchnęłam go do drzewa swoim ogonem.
- Liczysz - popatrzył na mnie, podnosząc brew.
- Ty na serio? - spytał.
- No, a czemu nie? - spytałam z lekkim uśmiechem. Muszę mu dać tą satysfakcję, może wtedy da mi spokój.
- Dobra. Zaczynam! - odwrócił się i zaczął liczyć, a ja zaczęłam szukać jakiejś kryjówki. Krzak odpadał, dziura też. Zostały drzewa. Schowałam się w koronie drzew. Wtedy usłyszałam Rivena.
- Chce, by mi dał spokój z tymi zabawami. Nic więcej - mruknęłam, a ten nadal nawijał.
- Riven. Ja jestem sobą, ty jesteś sobą. Nie znasz mnie - warknęłam cicho.
- SZUKAM! - krzyknął i zaczął się rozglądać. Jego wzrok nie popatrzył nawet na chwilę w górę. W tym momencie wpadłam na pomysł. Riven natychmiast zaczął zaprzeczać.
- Oj, tylko go nastraszę... - nawijał dalej.
- Wiem, że nie umiem jeszcze panować nad swoją mocą! Weź tylko chwilę! - moje niebieskie futro pokryła czarna maź i pofarbowała je. Zmieniłam się w cień i zaczęłam się śmiać lekko uwodzicielsko, ale i psychicznie.
- Kto tam? - lekko warknął. Mój cel został osiągnięty.
- Ja? - mój głos był lekko zmutowany - jestem cieniem... wrogiem... przyjacielem - skoczyłam na niego z kłami na wierzchu - twoim koszmarem! - Luke patrzył na mnie lekko przerażony, a ja zaczęłam się panicznie śmiać. Wywaliłam się na ziemię, a moje futro zrobiło się normalne, jak i głos.
- Ż... żałuj, że nie widziałeś swojej miny! - machałam łapami, nie mogąc przestać się śmiać.
<Luke? Bomba została rozbrojona masz jedno opko, by ją zbliżyć do siebie! Jak ci się nie uda, wrócisz do punktu wyjścia xP>
Uwagi: Mam wrażenie, że zaczęłaś już mylić postacie i kształtować zachowanie każdej w sposób, który Tobie najbardziej pasuje.

sobota, 30 lipca 2016

Od Kirke "Nawiązać kontakt" cz.2 (c.d Luke)

Siedziałam spokojnie w jaskini. Leżałam na plecach, patrząc w sufit.
- Nie uważasz, że powinnaś znaleźć sobie kogoś to towarzystwa? - spytał Riven.
- Nope - odparłam - już mi wystarcz twój dobijający głos.
- Ha, ha, ha - mruknął i rzucił we mnie małym kamyczkiem.
- RIVEN! - krzyknęłam, ale po chwili zobaczyłam jakiegoś basiora.
- A ty tu skąd? I po co? - spytałam, ale ten natychmiast wziął mnie za łapę i gdzieś pociągnął. Czy on umie mówić? W ogóle jakie ma prawo, mnie zabierać gdziekolwiek?! Po chwili byliśmy przed jeziorem.
- Lubisz pływać? - zapytał zdyszany. Popatrzyłam na niego podnosząc brew - Lubisz pływać? - powtórzył pytanie.
- Taa... - mruknęłam, wciąż patrząc na niego dziwnie. 
- To chodź! - powiedział i zanim cokolwiek powiedziałam, wskoczył do wody. On NAPRAWDĘ się dziwnie zachowywał... Stałam wciąż na pomoście, patrząc na niego. Po chwili skuł wzrok na mnie i podpłynął wychodząc z wody.
- Idziesz, czy mam cię tam wrzucić? - zapytał - a tak w ogóle to Luke jestem - odparł z śmiechem. Popatrzyłam na wilka jak na potuczonego. Wiem, że próbował być miły, ale zachowywał się dziwnie...
- Kirke - zmusiłam się na wielki uśmiech.
- To... pływasz? - spytał.
- Ech... - zamknęłam oczy, biorąc głęboki wdech i wskoczyłam do wody. Zrobię mu tą przyjemność... 
- Zawsze tak każdego wyrywasz? - spytałam. Nienawidzę rozmawiać z wilkami, które widzę po raz pierwszy. 
- Czasami - uśmiechnął się. Wywróciłam oczami.
- Cóż... - wyszłam z wody i się wysuszyłam - to dużo wyjaśnia.
- Byłaś w wodzie raptem pięć minut!
- Nie przepadam za... - ten wyszedł z wody i mnie znowu wepchnął. Zaczął się śmiać, gdy popatrzyłam na niego nieco groźną miną.
- Ż... żałuj, że nie widzisz swojej miny! - na złość złapała go cieniem za łapę i wciągnęłam do wody. Miał taki wyraz pyska, że naprawdę chciałam się śmiać, ale jakoś nie mogłam uśmiechnąć. W tym momencie Riven zaczął nawijać.
- Znam go raptem piętnaście minut, Riven! Nie mam zamiaru jak na razie mu ufać - odpowiedziałam mu w myślach i wyszłam z wody - jesteś głodny?
- A czemu pytasz? - spytał, także wychodząc, najwyraźniej nie pytając, co to były za szumy.
- Poszłabym coś upolować.
- Pójdę z tobą. W grupie raźniej, nie? - uśmiechnął się, a ja wywróciłam oczami.
- Niech będzie - mruknęłam i pobiegliśmy do lasu. Cicho zaczęliśmy się rozglądać za jakąś zwierzyną. W pewnym momencie ujrzałam dość potężnego jelenia.
- Cii... - powiedziałam mu i zaczęłam się skradać do zwierzyny. Moje opuszki lekko lądowały po ziemi, a ciało było najniżej jak mogłam. W pewnym momencie wbiłam pazury w ziemię i skoczyłam na grzbiet jelenia, gryząc go w kark. Zaczął się miotać, próbując mnie zrzucić, ale mocno wbiłam mu się w tchawice. Po chwili, Luke ugryzł zwierzę w kopyto. Zwierze upadło, prawie martwe.
- Czyń honory - powiedziałam, a ten podszedł do zwierzyny i dobił. 
- Dobre polowanie.
- Już ty się nie nakręcaj... - mruknęłam i podeszłam od drugiej strony, by zacząć jeść. Było pyszne... dawno nie jadłam tak dobrego mięsa...

<Luke? Ostrzegam! Bardzo ciężko zdobyć jej zaufanie xP> 

Uwagi: "Popatrzyłam na wilka jak na potuczonego" - co znaczy słowo "potuczony"? Po raz pierwszy widzę taki zwrot. "Zaczął się łomotać" - "łomotać" znaczy "uderzać", "bić", więc nie bardzo pasuje do zdania.

środa, 20 lipca 2016

Od Kirke “Odkrycie” cz.6 (C.D. Sarah)

Popatrzyłam na siebie i na wystraszoną Sarah. Byłyśmy ludźmi, jak to w Mrocznym Lesie. Ona najwyraźniej bała się ich.
- Sarah. Uspokój się - rękoma złapałam ją za ramiona. - Patrz na mnie, patrz na mnie! - popatrzyła na mnie przerażona - Teraz się uspokój… wdech - zrobiłyśmy głęboki wdech - i wydech - zrobiłyśmy to równocześnie.
- Dobrze… teraz zamknij oczy i policz powoli do pięciu - Sarah przerażona robiła to, co mówię. Po chwili jej oddech się uspokoił.
- Lepiej… Dzięki - powiedziała Sarah z lekkim uśmiechem.
- To jest Mroczny Las. Tutaj bez względu na wszystko zmieniamy się w ludzi. Trzymaj zimną krew, a będzie dobrze - powoli szliśmy dalej. Las z każdą sekundą był coraz mroczniejszy.
- Kirke…
- Co? - spytałam.
- Nie czujesz się dziwnie? Tak… nic nie pamiętać, a chodzisz jakby nigdy nic.
- Da się przywyknąć - w tym momencie zaczęła spadać na nas gałąź z drzewa. Schyliłyśmy się, a Riven zrobił nad nami pole, które nas obroniło przed kłopotami.
- Kirke?! Co tu się dzieje?! - spytała przerażona. Wzięłam głęboki wdech.
- Sarah… poznaj Rivena. Mojego... “przyjaciela” - Riven odepchnął gałąź i napisał na ziemi “Cześć”.
Wpatrywała się w litery pojawiające się na glebie. W jej oczach można było zobaczyć ciekawość zmieszaną z zaskoczeniem. Zdumiona popatrzyła na mnie.
– Porozumiewasz się z nim telepatycznie?
– Można tak to ująć...
– Wow.
Na jej jakże rozbudowane stwierdzenie po prostu się uśmiechnęłam.
- To… idziemy dalej? - spytałam.
- Owszem - odpowiedziała. Natychmiast ruszyłyśmy dalej, a Riven mi biadolił o tym, jak jestem nierozważna. On nie umie się zamknąć… NAWET NA CHWILĘ!

<Sarah?> 

Uwagi: Błędy techniczne... Za chwile powinny wpaść na Kazię, która je stamtąd wyrzuci. Świat Mroku to nie Mroczny Las. Już powinny się wykrwawiać. Tamtejsze zwierzaczki nie są tak potulne jak te z WMW. .-.

piątek, 24 czerwca 2016

Od Kirke "W pokonywaniu własnych lęków" cz. 2 (c.d Mizuki)

- J... Ja?! - spytałam zszokowanym tonem - N... na scenie? W... wokół wszystkich wilków?!
- Tak - powiedziała Mizuki, nie zważając na przerażenie w moich słowach. Wzięłam głęboki wdech.
- N... Nie występowałam nigdy. Zawsze sobie sama nuciłam w lesie jak miałam MP3... - mruknęłam.
- Nie będzie aż tak źle - powiedziała i mnie szturchnęła.
- No... - popatrzyłam na jej oczy w których był błysk nadziei - niech będzie - lekko się uśmiechnęłam - A nie, wróć! Będę na tym festynie jako kelnerka! Oj... przykro mi...
- To nie przeszkodzi. Z resztą nie tylko ty będziesz kelnerką - powiedziała. Mój plan nie wypalił... Ja... nie dam rady śpiewać przy wszystkich! Ledwo stanę przy swoich przyjaciołach, a mam przy WSZYSTKICH!
- Kirke? Haloo - mówiła Miz i zaczęłam mi machać ogonem przed pyskiem.
- Sorki, zamyśliłam się - pomachałam łbem na różne strony - jest problem. Nie umiem się zmieniać w człowieka.
- To Cię nauczę. Chodź - pobiegłyśmy obie w stronę Zielonego Lasu. Po chwili wybiegłyśmy z niego, będąc przy wodospadzie.
- No... zawsze miałam problemy z nauką...
- Jesteś nauczycielką od eliksirów! To tak jakbyś uczyła siebie - szturchnęła mnie - Dobra. Musisz pomyśleć o człowieku. O tym jak wygląda i... przelać te myśli do swojego ciała.
- "Przelać myśli do swojego ciała"? - powtórzyłam nie rozumiejąc.
- Byłaś kiedyś człowiekiem? - spytała.
- No... razem z Sarah byliśmy w Mrocznym Lesie i tam po raz pierwszy zmieniłam się w...
- Bingo! - powiedziała, a ja podniosłam brew.
- Pomyśl o tamtej formie.
- Co?
- Popatrz - zamknęła oczy - myślę o kobiecie. Niezbyt są wysokie i bardzo się różnią od mężczyzn - zobaczyłam jak się zmienia w człowieka. Muszę przyznać, ładnie wyglądała - Widzisz? 
- Spróbuje... - zamknęłam oczy i pomyślałam o tym samym, co przed chwilą Miz. Czułam jak zaczynam stać na dwóch łapach, a raczej nogach. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem wysokości mojej towarzyszki.
- Wow - powiedziała - ładne upięcie włosów - popatrzyłam na swoje palce z zaciekawieniem. Miałam niebieskie, spięte włosy, a oczy koloru nieba. 
- Wow... - powiedziałam, kładąc rękę na sercu. Spojrzałam w swoje odbicie. Wyglądałam... inaczej niż w lesie. Bardziej promiennie.
- Mówiłaś, że już byłaś człowiekiem.
- Ale inaczej wyglądałam - powiedziałam kładąc palce na policzku. Skóra była gładka i nienaruszona. Z zaciekawieniem dotykałam policzków, ramion. Mój pysk... był spłaszczony. Dlatego pewnie nazywają ludzie tą część ciała twarzą.
- Widzę, że ci się podoba - powiedziała z uśmiechem.
- No... - wzięłam głęboki wdech - chyba musimy iść tam... no... po instrumenty - wyprostowałam się.

<Mizuki?>
 
Uwagi: "Towarzyszki" piszemy przez "rz". Zielony Las i Mroczny Las to nazwa miejsca! "Nienaruszona" piszemy razem.

czwartek, 16 czerwca 2016

Od Kirke "Światło w ciemności" cz.4 (c.d Onux)

Uśmiechnęłam się delikatnie do basiora. Jego wzrok mimo to, że był ślepy był... żywy. 
- Ej, ale tak się nie trzęś, bo Alfa uzna, że się jej boisz - odparłam spokojnym głosem.
- Jak to? Czyli... nie uważasz mnie za tego gorszego? - spytał.
- Oczywiście, że nie - odparłam - jestem nauczycielką, kelnerką, a dodatkowo pewnie będę piosenkarką. W moich pracach, jakbym zważała na wady to bym zwariowała.
- Serio? 
- No - odpowiedziałam - Z resztą... też jestem "ta gorsza" - odparłam.
- Jak to? Masz jakieś niedoskonałości? - dopytał.
- Nie... znaczy... mam wyczyszczoną pamięć, to tyle.
- Czemu?
- Nie chce o tym mówić - po tych słowach szliśmy do Alfy w ciszy. Onux przestał się trząść, a ja mogłam... przemyśleć wszystko. Co pamiętam, a co nie. Las, burza, strach jaki mnie przepełniał, ból, mieszane wspomnienia, uczucie zapominania. Muszę sobie przypomnieć... ale jak? Nie wiem, ale nie chcę odczuwać tego bólu co tamtego dnia.
- Słuchaj...
- Hm? - słowo Onuxa wybudziło mnie z transu.
- Długo tutaj jesteś? - spytał.
- Praktycznie od roku - odparłam - no dobra, może roku i parę miesięcy. A co?
- Opowiedz mi coś o tej watasze - spytał zaciekawiony. Wzięłam głęboki wdech.
- Dramatyczne czy spokojne? - spytałam.
- Najciekawsze - po tych słowach posmutniałam i popatrzyłam w niebo.
- Co jest? - spytał.
- Nie wiem, kiedy to było... ale była jatka - zamknęłam oczy i cieniami zaczęłam pokazywać niektóre sceny z bitwy - mimo to, że była nas raptem trzydziestka, dawaliśmy sobie radę z tym piekłem, jakie nam rozpętali. Gdy się dowiedziałam natychmiast pobiegłam w stronę bitwy. Nie chcesz wiedzieć ile tam było krwi, martwych wilków... Gdy dobiegłam na miejsce zobaczyłam bardzo mi znajomego basiora, Kasume. On... przeżyłam z nim wiele. Mimo to, że był z przeciwnej drużyny przeszedł do nas i pomógł nam... W końcu... - otworzyłam oczy, które były napełnione łzami - wilk z przeciwnej drużyny skoczył na mnie. Kasume... on... poświęcił swoje życie, by mnie uratować - zaczęłam się trząść lekko - nie... nie chce o tym dalej mówić - gdy doszliśmy do Alfy, Onux był jakoś spokojniejszy.
- Kirke, kim jest twój towarzysz? - spytała Alfa.

- To Onux. Znalazłam go w lesie rannego, ale go opatrzyłam.
- W wilczym szpitalu? - spytała.
- Nie. Nie wiedziałam jak zareaguje w szpitalu, więc wolałam, by się zaadoptował u mnie. No... chyba, że miałam go dać do szpitala w niepewności, czy nie zachowa się agresywnie - Alfa popatrzyła na mnie niechętnie i przewróciła oczami.

- Niech będzie - odparła - Więc... Onux. Chciałbyś dołączyć do nas? - na pytanie Alfy popatrzyłam na Onuxa. Ten najwyraźniej, był lekko podekscytowany, ale nie było to po nim widać. 

<Onux?>

Uwagi: Skąd w ogóle wzięła się forma "wataszy"?

czwartek, 26 maja 2016

Od Kirke "Odkrycie" cz.4 (c.d Sarah)

- To mamy nie lada problem... - mruknęłam.
- Czemu? - spytała. Zamknęłam oczy.
- Dzisiaj zrobimy dzień zwierzeń, zgoda? - spytałam.
- Ale...
- Tak potem pomyślimy co zrobić - uśmiechnęłam się, ale uśmiech natychmiast zszedł. Zamknęłam oczy i usiadłam przy wejściu do jaskini.
- Mało kto zna moją historie... znaczy, przynajmniej to co pamiętam...
- Co? - spytała zaciekawiona.
- Bo widzisz... większość wilków jakie znam, miało swoją historię, znali swoich rodziców i wiedzieli dlaczego odeszli. Ale ze mną... jest inaczej - spojrzałam przed siebie. 
- To znaczy?
- Miałam wtedy z... cztery miesiące? - popatrzyłam w dół zamykając oczy - obudziłam się w lesie. Przerażona, głodna... nie pamiętająca niczego. Jedyne co pamiętałam to krzyki. Więc... leżałam na ziemi i czekałam na mamę. Nie przyszła. W końcu wstałam i od tej pory działałam na własną łapę...
- Kirke, to tyle, ile pamiętasz?
- Ta... - mruknęłam.
- A skrzydła?
- Już ich nie miałam, kiedy się obudziłam w lesie - zapadła cisza. Wbiłam pazury w ziemię zaczynając płakać.
- Kirke...?
- Może gdybym pamiętała kim jestem, uratowałabym Kasume przed śmiercią... - zaczęłam się trząść - może gdybym dała... dała radę obroniłabym go... - wstałam i poczułam jak lekki wiatr wlatuje do jaskini - ale oczywiście nie potrafiłam! - w tym momencie powietrze okrążyło mnie niczym kula.
- Kirke uspokój się! - krzyczała Sarah wystraszona.
- Gdybym wiedziała kim byłam, nie byłoby tak, jak teraz!
- Kirke! Ci których straciłaś poświęcili się dla ciebie! - popatrzyłam na nią z łzami. Zamknęłam oczy i się uspokoiłam nadal płacząc.
- Przepraszam... - zapadała noc - prześpij się. Może jutro go znajdziemy tam, gdzie byłaś... - zaczęłam wychodzić, ale Riven mnie zatrzymał.
- Riven... - powiedziałam w myślach - Nienawidzę Cię... ale ciesze się, że chociaż ty... - przerwał mi szumem.
- Co to było? - spytała.
- Nie nic... to wiatr - mruknęłam i położyłam się przed jaskinią. Skuliłam się cała roztrzęsiona i położyłam się spać.

**********

Obudziłam się w lesie blisko czarnej wadery, która była moja matką. Byłam malutka, bo nic nie widziałam, a czułam bardzo ostro zapachy... moje dzieciństwo? Ale ile musiałam mieć wtedy lat... Automatycznie wtuliłam się w waderę piszcząc jak typowy szczeniak. Usłyszałam wnet kroki. 
- Już czas, Darney - powiedział jakiś basior warcząc. Zaczęłam piszczeć ze strachu.
- Nie... - powiedziała wtulając mnie - to moja córka! - krzyknęła z łzami. Usłyszałam drugie piski. Ale czyje...?
- Znasz umowę. Jak nie chcesz po dobroci, to sami to zrobimy. Chłopcy! Brać młodą - powiedział basior i złapał mnie za kark. Piszczałam wystraszona.
- Nie... to moja córka... Nie oddam wam jej! - krzyknęła warcząc.
- Nie masz wyjścia - w tym momencie usłyszałam krzyk bólu, a na mnie prysnęła krew.
- Uciekajcie! - wyrzucili mnie na ziemię i zaczęli uciekać. Ale dlaczego?! W tym momencie poczułam jak cień mnie dusi. Moja matka zaczęła się śmiać psychicznie.
- Jak zabrali mi ją... to nie mam dla kogo żyć... - jednym ruchem złamała mi kark, a ja obudziłam się z krzykiem, zdyszana, roztrzęsiona i cała we łzach.

************

Do końca nocy już nie spałam, a czekałam aż moja towarzyszka się wybudzi ze swojego snu. Przynajmniej ona śpi spokojnie...
- Riven... kim ja byłam w tym śnie? - spytałam na głos. Cisza...
- Riven? - zapytałam ponownie. Cisza...
- Riven, jesteś tam? - odpowiedziała mi cisza. Po chwili usłyszałam jego szum razem z odpowiedzią.
- Ale... ja żyje. Jak niby to byłam ja? Przecież wykręciła mi tam kark... - spytałam siebie niezrozumiale. Po chwili usłyszałam jak Sarah się budzi. Odwróciłam się do niej.
- Jak się spało? - spytałam.
- Nawet... - wstała podchodząc - idziemy?
- Mhm... - podniosłam się i ruszyliśmy w jakąś stronę... co to był za sen? O czym bym? Kim ja tam byłam? Kim w końcu ja jestem...? Mam tyle pytań... Moment. Zadaje nieodpowiednie pytania... Kim jest Riven?

<Sarah?>
 
Uwagi: Znowu pozjadałaś przecinki. Poczytaj może w Internecie lub słowniku, gdzie powinno się je stawiać.

środa, 4 maja 2016

Od Kirke "Odkrycie" cz. 2 (c.d Sarah)

"Stracić to jedno, ale żeby zrozumieć, odzyskać, wybaczyć... to drugie" ~Kirke

Pobiegłam natychmiast do watahy i po swoje zioła. Wszystko spakowałam do torby, a Riven czuwał przy Sarze. Czułam wielki ból. Im bardziej jest ode mnie dalej, tym bardziej boli. Gdy dobiegłam do nieprzytomnej Sary i położyłam jej opatrunek na szyi, czole i na plecach. Sprawdziłam ciśnienie i zaprowadziłam do pierwszej lepszej jaskini. Położyłam ją i usiadłam przy wejściu do jaskini.
Zapadła noc. Pełnia księżyca zawitała mnie i moją nieprzytomną koleżankę. 
- Kirke... - odwróciłam się i zobaczyłam Kasume.
- Co ty tu robisz?! - krzyknęłam zaskoczona - powinieneś być ter... - Kasume przerwał mi kładąc łapę na moim pysku.
- Sam chciałem tu zostać - odparł - ale tylko przy pełni możemy się widzieć. I... to nasze ostatnie spotkanie - opuściłam głowę.
- Kasume, ja... - odwróciłam wzrok - to ja powinnam zginąć, nie ty...
- Uwierz mi, że to nieprawda - objął mnie - trzymaj się - Kasume wzbił się w powietrze i zaczęliśmy latać nad chmurami.
- C... Co ty robisz? - spytałam.
- Zabieram Cię tam, gdzie nie mogłaś dotrzeć - wylądowaliśmy na chmurzę w której była kolejna skrzynka.
- Ale.. co ja mam...? - zanim się odwróciłam go już nie było. Moment... Ja stoję na chmurze?!
Riven zaczął się odzywać.
- Tak... też to uważam za dziwne... wróć... nie uważam - rozglądnęłam się - w końcu... kiedyś miałam skrzydła nie? Tylko... - złe wspomnienia przyprawiły mnie o dreszcze - nieważne... - podeszłam do skrzynki i ją otworzyłam. W środku była kolejna zagadka. 

Gołym okiem nie widać wad
Gołym okiem nie widać was
Gołe oko jest puste
Cień to ty
A mrok to zły brat, którego nikt słuchać nie powinien

Riven? Jakieś pomysły? - spytałam, a ten zaprzeczył. W środku był jeszcze jakiś pakunek. Schowałam go do torby i popatrzyłam w dół.
- No... to mamy problem - wymamrotałam - jak mam zejść? - Riven zaczął rozmyślać na głos.
- Riven, zwariowałeś?! - krzyknęłam - z takiej wysokości?! Ciebie pogięło do reszty! - Riven zaczął znowu nawijać.
- Dobra dobra... - mruknęłam i popatrzyłam w dół - Jak zginę to Cię zabiję - skoczyłam z chmury na ziemię. Nagle poczułam jak coś mnie otacza. Gdy wylądowałam zrobił się ślad kuli. 
- Em... Co to było? - Riven mi wytłumaczył, że może wokół mnie może zrobić tarczę, ale limit ma na raz na parę miesięcy.
- Mam nadzieję, że będziesz mógł to użyć w odpowiednim momencie... - ruszyłam w stronę jaskini w, której leżała nieprzytomna Sarah. Dobiegłam do jaskini i położyłam torbę koło siebie. Księżyc zaczął padać na jaskinie. Odwróciłam się w stronę swojego cienia, a tam... były skrzydła. Ja miałam skrzydła na cieniu. Usiadłam przed cieniem i popatrzyłam na skrzydła, które zaczęły się rozpadać.
- Kirke...? - Sarah obudziła stając za mną. Odwróciłam lekko pysk i popatrzyłam na nią. Pełnia odsłoniła na futrze moje blizny po skrzydłach.
yes
- Nie pytaj... - powiedziałam cicho patrząc na cień. Skrzydła się rozpadały, a ja tylko patrzyłam na nie. Wstałam i odwróciłam się w stronę Sary.
- Już ci lepiej? - spytałam patrząc na towarzyszkę.

<Sarah?>

Uwagi: Nie bardzo rozumiem, o co chodzi w całym op. - pojawia się Kasume, lecą na chmurę, on znika, ale nie ma o tym mowy, Kirke gada z Rivenem, całkiem olewając Kasume, zeskakuje, przeżyła, zero uczuć, idzie do siebie, tam są jakieś skrzydła, bla, bla... No i "nieważne" piszemy razem.

wtorek, 3 maja 2016

Od Kirke "Światło w ciemności" cz.2 (c.d Onux)

- Co się stało, Kirke?! - spytał Toboe podbiegając do mnie na moje zawołanie z trzema innymi wilkami.
- Mamy rannego. Zabierzcie go do mnie.
- Nie lepiej do szpitala wilczego?
- Ziołami będzie szybciej! Chodźcie! - wilki podniosły rannego basiora i zaprowadzili do mojej jaskini.
- Połóżcie go tutaj - wskazałam łapą miejsce, gdzie mają odstawić nieprzytomnego wilka. Gdy to zrobili zaczęli się kierować w stronę wyjścia.
- Nie informujcie Alfy, że ktoś tu jest.
- Dlaczego? - spytali.
- Może jest typem cichacza i nie ma ochoty rozmawiać? - spytałam retorycznie. Wyszli idąc w stronę lasu, a ja zaczęłam robić maść na jego rany. Robiąc je patrzyłam na nieprzytomnego i nieprzewidywalnego gościa. Ciekawe kim jest... może podróżnikiem? Albo byłym Alfą jakiejś watahy? Nieee... rzadko widujemy takich gości. Ale będzie lepiej jak będę trzymać język za zębami. W sumie zawszę tak robię. Odpowiadam tylko na pytania, a jak się martwię to odezwę się więcej razy.
Podeszłam do rannego i obejrzałam jego ranę. Miał w środku kulkę po strzale. Dodatkowo była dość duża, co mi ułatwia zadanie wyciągnięcia tego naboju. Tyle że... nie mam odpowiednich rzeczy, by wyjąć ciało obce z jego ciała. Cóż... trzeba to zrobić zębami. Przybliżyłam pysk do naboju i go chwyciłam, następnie wyciągnęłam powoli. Wyrzuciłam nabój, a mój pysk był delikatnie zakrwawiony. Wzięłam liście i zaczęłam powoli smarować ranę mojego gościa. W sumie... Moment. Co ja robię?
- Riven... mógłbyś? - spytałam go w myślach, a ten od razu zaczął leczyć ranę. Powoli się leczyła, ale nie dał rady do końca. Zabandażowałam draśnięcie, by nie wpadło tam zakażenie. Wyszłam na chwilę, by zapolować. Wzięłam swoją torbę i pobiegłam do lasu. Muszę to szybko załatwić.

*******

Zaczęłam się czaić na jelenia. Był nieświadomy tego, że zaraz skoczę na niego i zagryzę na śmierć, a potem wyrwę z niego mięso i pociągnę do siebie. Zaczęłam powoli iść. Wnet skoczyłam na jelenia z zębami na wierzchu i wgryzłam się w jego kark. Jeleń walczył i łopotał mną uderzając o drzewa. W końcu skonał wykrwawiając się na śmierć. Wyrwałam mięso z jego ciała i schowałam do torby, a mój pysk był od krwi, aż czerwony. Zaczęłam wracać powoli do jaskini, ale zdałam sobie z tego sprawę, że kuleję. Musiałam coś zwichnąć. Riven zaczął mi nawijać o tym, że mam nie iść i poczekać na kogoś, że nie powinnam polować.
- A ty co, moim ojcem jesteś?! - przerwałam mu zdenerwowana - jak ja z tobą wytrzymuję? Weź idź stąd - wymamrotałam mimo tego, że dobrze wiedziałam, że nie odejdzie. Od jego paplaniny zaczęła mnie znowu boleć głowa. Gdy to usłyszał zamknął się od razu. W ciszy szłam z mięsem w stronę swojego domu. 

*****

Gdy weszłam do jaskini odstawiłam mięso blisko basiora, który oprzytomniał. Gdy podeszłam do swojego ulubionego miejsca zdałam sobie z tego sprawę. Odwróciłam się. Popatrzyłam na niego. Jego wzrok oznaczał, że jest w szoku. Co? Myślał, że go tam zostawię na pastwę losu? Przekrzywiłam głowę w niezrozumieniu. Stanęłam przy nim i wyjęłam z torby mięso i mu podałam przed pyskiem. Ponownie na mnie popatrzył w niezrozumieniu. Wszystko działo się w ciszy. Ani ja, ani on się nie odezwał. Umyłam pysk w wodzie i sama przekąsiłam kawałek mięsa. Usiadłam i patrzyłam na niego. Nawet nie tknął jedzenia.
- Nie otruję Cię - wymamrotałam - jak mi nie ufasz, mogę Ci dać inny kawałek - mówiłam dokończając swoją porcję.

<Onux? Mi można zaufać> 

Uwagi: "Nieprzewidywalny" piszemy razem. Znalazłam kilka powtórzeń.

niedziela, 1 maja 2016

Od Kirke "Niebieskie futro, na niebieskim niebie" cz.2 (c.d Sierra)

Dzisiejszy dzień był spokojny... trawa szeleści, a szczeniaki bawią się wszędzie ganiając się. Słońce świeci, ciepło i przyjemnie... kocham jesień. Gdyby nie to, że po nim jest zima, byłaby to moja ulubiona pora roku.
- Kirke! - krzyknęła Vanessa biegnąc w moją stronę.
- O, hej... coś nie tak? - spytałam odwracając się do niej.
- Doszli nowi do watahy! - krzyknęła szczęśliwa.
- No i...? - spytałam nie rozumiejąc jej entuzjazmu.
- No wiesz... doszło trochę...
- Skończ - przerwałam jej i zniesmaczona poszłam przed siebie.
- Kirke, czekaj! - powiedziała podbiegając do mnie - wiem, że Kasume był twoim jedynym, ale...
- Van, przestań - przerwałam jej - nie chodzi o to, że nie mogę przestań o nim chodź nadal zżerają mnie wyrzuty sumienia... - popatrzyłam przed siebie z poważną miną - jak znajdę kogoś to znajdę. Jak nie to nie. I koniec dyskusji.
- To chociaż chodź, się z nimi przywitamy! - powiedziała Van i nie czekając na moją odpowiedź pociągnęła mnie w stronę jaskiń mieszkalnych, gdzie były zebrane wszystkie wilki. Oczywiście Riven się musiał odezwać.
- Riven, ty też...? Mówiłam! Słuchałeś?! - powiedziałam do niego w myślach - ty lepiej się już zamknij... 
- Kirke! Ej! - Van zaczęła mi machać przed oczami łapą. Otrząsnęłam się. Zaczęli się wszyscy przedstawiać, gdy po chwili przybyła Alfa. Rozmawiała z nowymi i mówiła o tym miejscu. Od razu zaczęłam się cofać.
- Kirke! - moje cofanie przerwała Zone - widziałaś Sierrę?!
- Nie - odwróciłam się w stronę wadery.
- Możesz iść jej poszukać? - spytała.
- Czemu nie... i tak nie mam nic do roboty... - wzięłam apteczkę w razie czego i poszłam w głąb lasu.

*****

Droga przez las była nużąca... Riven od razu zaczął nawijać o tym, co się stało na wojnie...
- Riven nie przypominaj mi... - szłam dalej słuchając jego paplaniny. Nawet nie wiecie jakie to irytujące, kiedy mówi do Ciebie duch i nie dość, że rozumiesz go przez szumy, to do tego im głośniej gada, tym mocniejsze szumy, a potem patrzą na Ciebie jak na idiotkę. 
- Riven, zamknij się! - krzyknęłam na głos, a ten się uciszył. Poszłam w stronę lasu i zobaczyłam naszą zgubę. Podeszłam do niej. Przez krew do jej łapy przylepiły się liście. 
- O. - powiedziała i popatrzyła na mnie.
- Szukali Cię - zaczęłam oglądać jej zranioną łapę - jestem Kirke - zaczęłam oczyszczać ranę - może mnie kojarzysz...

<Sierra?>

Uwagi: Często zapominasz o przecinkach... Np. w zdaniu "Riven zamknij się!" po imieniu wilka powinien być przecinek.

czwartek, 31 marca 2016

Od Kirke "Kiedyś nadejdzie starcia czas" cz.7

Gdy dowiedziałam się o wojnie, natychmiast pobiegłam na przyszykowania. Nie wiem ile zrobię dla watahy... pewnie prawię nic, w końcu co może zrobić taka wadera jak ja? Bez mocy i... Nie ważne. Wzięłam broń w pysk po jakimś martwym wilku z watahy Asai i pobiegłam na teren bitwy. Widziałam wiele martwych wilków z naszej watahy i watahy wroga. Biegnąc czułam na łapach krew... to uczucie chodzenia po czerwonej wodzie dawało mi we znaki, że biegnę na śmierć... ale kogo obchodzi moja śmierć? Co chwilę ktoś umiera, a moja śmierć będzie najmniej dramatyczna...
Riven... to może być mój ostatni dźwięk więc... - mówiłam do niego w myślach smętnym głosem, ale mi przerwał i próbował pocieszyć. Biegłam i dotarłam na teren bitwy. Co chwilę umierał jakiś basior lub wadera, a Alfa starała się walczyć. Pobiegłam i zaczęłam walczyć razem z nimi. Walka była zatarta. Dostałam wiele ran na pysku, łapach... Poczułam smak krwi w pysku, ale nie odpuszczałam. Wnet zobaczyłam Katsume, który udawał, że zabija naszych. Pobiegłam do niego.
- Katsume! - zatrzymałam się przy nim i opuściłam broń która natychmiast zniknęła - nie powinno Cię tu być! Asai Cię zabije jak się dowiesz, że...
- Trudno. Nie mam zamiaru zabijać wilki z watahy mojej przyjaciółki... - uśmiechnął się. Też się uśmiechnęłam i zaczęliśmy razem walczyć ramię w ramię.
- Kirke! Co ty robisz?! Jak mogłaś nas zdradzić?! - usłyszałam głos Sary, ale zignorowałam go i skoczyłam na wilka z watahy Asai i sztyletem leżącym na ziemi oddałam mu cios w serce tak, że krew wyprysnęła w mój pysk, a sztylet zniknął. Poczułam smak zwycięstwa i nie przestałam atakować wilki. Rozdzieliłam się z Kasume. Nasza walka była zatarta. Widziałam wokół wilki które krzyczą, piszczą i konają z bólu. Mnie to nie dotyczyło. Miałam brudne futro od krwi, ale nie umierałam. Walczyłam dla dobra watahy. Stanęłam ramię w ramię ze swoimi i razem chroniliśmy swój teren. Czułam się potrzebna. Jak umrę to mnie zapamiętają. Wybiegłam na pięć wilków i mimo ran każdemu oddałam cios. Poczułam jak jakiś wilk biegnie na mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam jego gniew w oczach, pianę w pyskach i ochotę zemsty za zabicie jego braci. Zostałam sparaliżowana. Jego wzrok mnie wystraszył. Puściłam broń i czekałam na śmierć, zamknęłam oczy i... nic. Otworzyłam oczy, a prze de mną stał przebity na wylot cieniem Kasume.
- Kasume! - krzyknęłam i opadłam koło niego, ledwo żyjącego Kasume - Czemu to zrobiłeś...?
- Ty... tylko ja mogę Cię zabić, pamiętasz? - powiedział cicho i z uśmiechem. Wtedy zrozumiałam... On... on nie mówił tego tylko dla tego, że mnie nienawidzi... no może na początku, ale on to mówił, bo...
- Kasume... proszę nie... nie rób mi tego... - zaczęłam płakać nad jego ciałem. Otarł mi krwawiącą łapą łzy.
- Nie chce Cię takiej pamiętać, Kirke... - uśmiechnął się - zawszę będę przy tobie Kirke, rozumiesz? Pamiętaj. Jak będziesz potrzebowała pomocy pamiętaj, że jestem przy tobie nawet po śmierci... - Kasume przybliżył ostatnimi siłami pysk do mojego i... pocałował mnie... Kasume mnie kocha... zrozumiałam to teraz... 
- Żegnaj... Pamiętaj Kirke... P... - nie dokończył słów... Umarł... 
- Nie... - patrzyłam na jego wykrwawiające się ciało - NIE!!! - krzyknęłam z łzami i popatrzyłam na wilka który to zrobił.
- Ty... - wstałam i zaczęłam iść w jego stronę. On się cofał przerażony.
- Sądzisz, że ty jesteś taki twardy zabijając Kasume? Czy ty naprawdę sądzisz, że nikt za nim nie będzie płakał? - mój głos zrobił się mroczniejszy, a ja uśmiechnęłam się mrocznie - wcale nie... - moja sierść zaczęła robić się czarna, a moje oczy zrobiły się czerwone. 

 https://lh3.googleusercontent.com/-s37Eg2z879Q/Vilo5BcBXEI/AAAAAAAAArk/VSzCaADzj-4/w767-h572/the_legendary_shadow_wolf_by_sacredtears210-d3krpqh%2B%25281%2529-1.png

- Krzyknęłam na niego groźnie. Czułam wystraszony wzrok nawet swoich z watahy. Wyciągnęłam ze wszystkich cieni macki i zaczęłam dusić basiora który zabił mojego ukochanego...
- Wiesz co? - mój głos brzmiał dojrzale i mrocznie - jesteś w błędzie jeśli uważasz, że twoje moce są najlepsze... - ścisnęłam go mocniej i rozerwałam na pół. Popatrzyłam na wszystkie wilki z watahy Asai. Dużo pobiegło w moją stronę. Wszystkich przebiłam cierniami z cieni, a kiedy dokonałam zemsty zrobiłam się normalna i straciłam przytomność. Upadłam na kałużę krwi. Upadłam na kałużę krwi Kasumego. Upadłam koło niego i jego martwego ciała.  

*****

Obudziłam się w wilczym szpitalu w opatrunkach... rozglądnęłam się i widziałam więcej wilków.
- C... co się stało? - spytałam.
- Straciłaś przytomność... wiesz twój wyczyn z cierniami był niezły. Sądziliśmy, że nie masz mocy - odparł jakiś basior.
- Więc... więc to nie był sen...? - poczułam jak łzy poleciały mi do oczu. Kasume... on... on nie żyje... poświęcił się dla mnie. Ledwo wstałam i podeszłam do wejścia do szpitala. Zaczęłam słyszeć wiwaty i poszłam w stronę wiwatów. Dowiedziałam się, że Asai nie żyje. Ale jak?! Kto ma taki talent, by to zrobić?! Ktokolwiek to zrobił nie powinien się wychylać... Postanowiłam porozmawiać z Alfą na temat tego co się wydarzyło. O śmierci nieśmiertelnej i o jej planie, który nie wypalił. Wkurzyłam się na nią i wdałyśmy się w kłótnie. Ta odeszła nawet bez dania mi powiedziała słowa. Gdy odchodziła zrobiło mi się jej żal. Poszłam na zewnątrz i popatrzyłam w górę na pełnie księżyca i zaczęłam wyć w stronę księżyca. Zobaczyłam przed sobą ducha Kasume. Wyszeptał mi coś do ucha i pocałował po czym rozpłynął się niczym moje łzy na niebie... nigdy nie zapomnę o nim... nigdy nie zapomnę o tym, że dzięki niemu odkryłam moc...
Nigdy nie zapomnę o tym jak się poświęcił dla mnie...

<Nie pytajcie co Kasume jej powiedział. Dowiecie się z czasem :D>

Uwagi: Powtórzenia i przecinki. Wciąż znalazłam mnóstwo niedociągnięć... "Co chwilę umierał jakiś basior lub wadera, a Alfa starała się walczyć." - to trochę tak, jakby we watasze było ponad tysiąc wilków, a nie jedynie 30. Poza tym zastanawia mnie pewna rzecz... Jest tak, że główny bohater zabija bez żadnych uczuć. Wszyscy padają jak muchy. Nie sprawiają oporu, póki nie zjawi się boss lub miniboss. Wszyscy inni są beznadziejnie słabi, bez względu na rangę i poziom mocy. Była mowa, że jest ich więcej i są doskonale szkoleni, a wilki z WMW mają tylko wiedzę podstawową, która pozwala im się bronić, ale niekoniecznie atakować. Często czytam sceny z typu, że "walczyła dzielnie i zabijała kolejne wrogie wilki". Te wilki są tak bezmózgie, że nie sprawiają kłopotów? A wilki z WMW tak dobrze wyszkolone, że swoim sprytem i umiejętnościami przewyższają wszystkich wrogów?

niedziela, 28 lutego 2016

Od Kirke: "Dwa różne światy, lecz wspólny język" cz.3

- Głupia! Kretynka! Wariatka! Zwariowałaś Kirke myślałaś, że twój wróg jest dobry! Kirke pogięło cię! - krzyczałam do siebie w myślach chodząc w kółko. Usiadłam i zaczęłam płakać. Miałam nadzieję, że On jest inny... a mnie zdradził. Była umowa którą złamał... jak mogłam...
- Nie słuchaj tych którzy mówią, że księżyc jest z sera... - jego ostatnie słowa które obiły mi się o uszy. Księżyc nie jest z sera... On tylko tak wygląda na pierwszy rzut oka... Jest z... Moje rozmyślanie przerwało przybycie Kasume.
- Asai kazała mi ją przesłuchać na OSOBNOŚCI - wilki przytaknęły i odeszły.
- Zadowolony?! - warknęłam.
- Ciii! Nie tak głośno! - wyjął kluczę i mnie uwolnił - pokaże ci skrót żebyś mo...
- A skąd mam wiedzieć czy to nie pułapka jak tam w lesie? - warknęłam i wyszłam niechętnie.
- Tylko ja mogę cię zabić, pamiętasz? Teraz nie gadaj, tylko chodź... zanim się rozmyślę... - szybko i bezgłośnie pobiegliśmy w stronę głównej sali. Jednym ruchem łapy mnie zatrzymał.
- Poczekaj tu... - Kasume ochlapał mnie jakąś mazią i szybko przebiegliśmy w stronę... biblioteki?
- Wiedziałam! - zatkał mi pysk łapą. Zaczęliśmy słyszeć jak idą w naszą stronę kroki.
- Schowaj się! - wepchnął mnie gdzieś i otworzyło się jakieś tajne przejście. Zaczęłam nasłuchiwać.
- Kasume? Ktoś tu jest?! - spytał jeden.
- Gdyby był, to bym to zgłosił, wariacie - warknął, patrząc na nich.
- Jesteś walnięty, Kasume... - warknęli obaj.
- Chcesz się bić?! Chętnie spróbuje twojej krwi i zobaczę jak oczy ci wylatują z orbit - drugi basior wydawał dźwięki jakby miał zaraz się posikać ze śmiechu. Warknął niechętnie i odeszli. Przyszedł do mnie i zamknął tajemne przejście.
- Nie mamy wiele czasu... w drogę - zaczęłam za nim iść w ciszy. 
- Czemu mi pomagasz? - spytałam miłym tonem głosu, a ten popatrzył na mnie wzrokiem... Ale nie wzrokiem psychopaty lub kogoś godnego zemsty... popatrzył na mnie wzrokiem przyjaciela.
- Bo jako jedyna nie chciałaś mnie zabić - westchnął - O tym nikomu ani słowa, jasne?
- Oczywiście, mój władco - uśmiechnęłam się tak samo jak Kasume. Chodziliśmy równym tempem. Łapy kładliśmy jakbyśmy tańczyli, a ogony machały w idealnym rytmie dokładnie tak samo. Wnet zaczęła grać muzyka. Jakby padał deszcz i grała spokojna muzyka.
- Ty to robisz? - spytałam.
- To przez deszcz. Jesteśmy prawie na miejscu - zobaczyłam małe światełko w tunelu. Zaczęłam biec w stronę wyjścia. Gdy dobiegłam poczułam jak deszcz obmywa moje futro. Wzięłam głęboki oddech.
- Najszybciej jest do twojej watahy tamtędy - pokazał łapą i zaczęły bić dzwony.
- Uwaga! Wadera uciekła powtarzam! Wadera uciekła! - Kasume na mnie skoczył i udawał, że mnie atakuje, a ja delikatnie go odepchnęłam. Zaczęliśmy odgrywać scenkę bitwy, a gdy mnie uderzył bardzo mocno ja udałam, że go oszołamiam i uciekam w wskazaną przez niego stronę.

****

Biegłam nadal nie oglądając za siebie. Deszcz zmienił się w burzę. Ja biegłam z łzami. Przypomniałam sobie wszystko od nowa... od kiedy byłam szczeniakiem... jak poznałam Kasume. Co dla mnie zrobił. Dobrze, że nic mu nie będzie. Piorun uderzył o gałąź i o mało na mnie nie spadł. Biegłam coraz szybciej. Deszcz nie pokazywał moich łez z wyrzutów sumienia. Widziałam już watahę. Chciałam pobiec do jaskini i się w niej zamknąć tak, aby nikt nie wszedł. Usłyszałam łamiącą się gałąź. Stanęłam jak słup patrząc jak na mnie spada, gdy nagle cień przebił dużą gałąź na pół. Popatrzyłam za siebie widząc Kasume, który łapą pokazał, że nikt się nie skapnął i, że on jest bezpieczny jak i ja. Przytaknęłam na znak, że rozumiem odbiegłam do watahy i poszłam do Van.
- Vanessa? 
- Kirke? - przytuliła mnie skrzydłami, nie było widać moich łez. I dobrze. Nikt nie może wiedzieć co się wydarzyło w tamtych dniach...

< Podobało się? ^^>

Uwagi: Zapomniałaś o kilku przecinkach.

wtorek, 16 lutego 2016

Od Kirke "Dwa różne światy, lecz wspólny język" cz. 2

Obudziłam się przed wschodem słońca. Basiora psychola nie było w jaskini, więc poczułam ulgę. Popatrzyłam w niepalące się ognisko i od przypomniałam sobie, kiedy On mnie uratował... Może... Nie! Kirke nie bądź głupia!
- Zamknij się! - krzyknęłam na głos do Rivena, ponieważ znowu mi przeszkodził - On jest moim wrogiem! Powinnam go zabić!
- Tak samo jak ja - warknął Kasume stając przy wyjściu. Zaczęłam warczeć.
- Uwierz mi, że chętnie bym to zrobiła...
- Ale nie możesz, bo twoją zasadą jest, aby odwdzięczyć mi się za to, że już drugi raz Cię ocaliłem - Przestałam warczeć i popatrzyłam na niego.
- Znam swój cel od A do Z.
- A ja swojego wroga... Umówmy się tak...
- Nie ma umów! - przygwoździł mnie do ściany i wystawił pazury. Już miał zamiar zrobić zamach, ale trafił obok mnie i mnie puścił.
- Zapomnij, że mnie widziałaś... będzie lepiej jak wrócisz do domu.
- Nie chcę! - krzyknęłam i zaczęła się zawalać jaskinia. Stałam jak słup ze strachu.
- Uważaj! - krzyknął wciąż swym groźnym tonem głosu i mnie odepchnął przez kamieniami. Zamknęłam oczy, ze strachu... nie czułam niczego innego poza jego szorstkim futrem.
- Nic Cię nie zgniecie, panikaro - rzekł zirytowany. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że nad nami jest kopuła z cienia.
- To... długo tak będziemy siedzieć?
- Dopóki nie wymyślimy jak stąd wyjść... - odparł już... dość milszym głosem.
- I to jak najszybciej... tlen nam się będzie kończył... - zaczęłam oddychać płytko, by zużywać mniej tlenu.
- Masz jakiś pomysł? Może twoje moce nam pomogą, panikaro? - spytał Kasume, a ja zamarłam.
- M...moje moce? - dopytałam i natychmiast posmutniałam.
- Nie masz ich? - spytał, a ja zaczęłam płakać - Nie rozklejaj mi się tylko... To tylko... - Patrzył na mnie. Było mi wstyd za to, że zaczęłam płakać. Nie chciałam, ale to zrobiłam...
- Wybacz... po prostu...
- Zamilcz - warknął i zaczął kopać w dół. Zaczęłam razem z nim.
- Obyś miała na tyle siły, by wytrzymać, mój celu.
- Jestem twardsza niż na to wygląda...  - powiedziałam z irytacją i zaczęliśmy rozmawiać podczas kopania. Pierwszy raz On się zaśmiał, a ja z nim. Zaczęliśmy się nawet dogadywać...w końcu... długo się znamy... Kirke, co się z tobą dzieje?!
- Nie rozumiem jednej rzeczy Kasume...
- Dlaczego nadal się nie pozabijaliśmy? Bo kiedyś byłem taki jak wy... - zaczął mi opowiadać o swojej historii jak tam trafił i jak stał się psycholem. W jego oczach widziałam iskrę dobra...
- Więc... robisz to z zemsty?
- Tak. I zabijam takich jak ty, smarkulo... - dodał trochę znużony.
- Ale ja ci nic nie zrobiłam... - Kasume się zatrzymał - Wszystko gra?
- Nie słuchaj tych którzy mówią, że księżyc jest z sera - podniosłam brew, nie rozumiejąc o co chodzi. Gdy się wykopaliśmy, zauważyliśmy wilki z watahy Asai.
- No proszę... Kasume widzę, że masz jeńca... - Złapał mnie za kark zębami robiąc ranę.
- Owszem - powiedział znowu groźnym tonem ze swoim szyderczym uśmiechem - Czekałem tylko, aż mi zaufa... naiwniaczka... mówiłem Ci... - uderzył mnie w głowę tak, że opadłam na ziemię - Jesteś moim celem... - tylko tyle usłyszałam i... straciłam przytomność. Obudziłam się w klatce przy której stali strażnicy...
<Jak macie teorię na temat co będzie dalej, to pisać mi na pocztę. Jestem ciekawa czy ktoś z was odgadnie ;)>

Uwagi: Po zwróceniu się do kogoś powinno stawiać się przecinek (np.: Kirke, uważaj! lub Powtórz, smarkulo)

wtorek, 9 lutego 2016

Od Kirke "Dwa różne światy, lecz wspólny język" cz. 1

Niedawno dorosłam... moje życie zmieniło się na zawsze. Koniec ze strachem... koniec z przerwą od szukania odpowiedzi. Czas na kontynuacje podróży. Dokąd idę? Idę do lasu, by upewnić się że...
- Riven! - krzyknęłam kończąc swoją retrospekcje - do jasnej cholery! Rozumiem, że chcesz pomóc i rozumiem, że masz ochotę mi przeszkadzać, bo Ci się nudzi. Ale na Boga możesz być cicho? To już piąty raz gdy mi przeszkadzasz! Rozumiem! Chcesz mnie chronić, ale nie potrzebuje ochroniarza! Więc może tak o sobie znikniesz?! - krzyknęłam do niego, ale mnie nie posłuchał i przez większość drogi zaczął mi nawijać czemu nie może odejść. Przywiązanie... misja... odległość... bla bla bla... Moje rozmyślenia przerwało warczenie.
- Te warki.... te mrożące krew w żyłach warczenie... - stałam spokojnie  z zamkniętymi oczami - warknięcie, którego prawie nikt nie słyszał... - odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy - wilk, który pomógł mi przeskoczyć krater...
- Jednak pamiętasz nasze spotkanie... - mówił warcząc - a tak myślałem, że Cię zabije bez żadnego problemu...
- Prędzej ja zabije Ciebie, niż ty zobaczysz rozlew mojej krwi.
- Oł, coś nie sądzę moja droga... - zaczął mnie okrążać i ogonem otarł o moją szyje tuż przy pysku - sądzę... sądzę, że bez sensu skaczemy sobie do gardeł... - przybliżył pysk do mojego ucha - i tak wojna nas czeka - wyszeptał, a ja natychmiast go drapnęłam w pysk wściekła.
- Nie pozwolę, by twoja łapa stanęła w moim domu! - warknęłam - prędzej Cię zabiję...
- A kto powiedział, że ja chce? - złapał łapą królika i go zagryzł tak, że krew na jego pysku wyglądała ohydnie...
- Nie jesteś z nami... jesteś z watahy Asai... - zaczęliśmy krążyć robiąc ślady tworzące koło - nienawidzimy siebie nawzajem... a Ty mimo to nie chcesz mnie zabić... - zaciekawiona nadal patrząc w jego ślepia przepełnione gniewem, zemstą i zniewagą.
- Jestem specyficzny, moja droga wadero... a właśnie... może byś się przedstawiła? - spytał ze swoim złowieszczym uśmieszkiem.
- Kirke... - odparłam, a ten uśmiechnął się szerzej.
- Jestem Kasume... - przykuł mnie cieniem do podłoża - a Ty stałaś się moim celem...
- Jestem zaszczycona... - przewróciłam oczami - jeszcze mnie zjedz, to dopiero będzie.
- Nie jem... ale kocham jak mój cel cierpi... powoli zabijam i potem przywieszam głowę nad kominkiem... - odparł sarkastycznie i Riven natychmiast go uderzył, puścił mnie, a ja natychmiast wyrwałam się w ucieczkę. Zaczął gonić za mną i dobiegłam na klif. Zaczęła mu lecieć piana z ust. Zrobiłam parę kroków do tyłu. Poczułam jak kończy mi się grunt pod łapami. Zanim do mnie dobiegł skoczyłam na dół z zamkniętymi oczami. Poczułam jak ocieram się o gałęzie, kamienie i... poczułam jak coś mnie łapie... To nie była gałąź, to nie był kamień... to był cień...
****

Otworzyłam oczy i ujrzałam jak cień zszywał moje rany... nie czułam żadnej różnicy jakby... jakbym o nic nie uderzała... popatrzyłam w górę... a tam stał Katsume... owinął mnie bardziej i uniósł na twardy grunt po czym przygniótł mnie do drzewa.
- Zwariowałaś?! - warknął - jedynie kto może Cię zabić to ja! - jego piana leciała na moją sierść - Nie masz się zabijać dopóki ja tego nie postanowię! 
- Nie jesteś moim panem! - warknęłam i go odepchnęłam - nie jestem twoją zabawką! Tylko wolną waderą, którą sobie wybrałeś za cel!
- Posłuchaj ty... - przerwał nam grzmot piorunów... zaczął padać deszcz...
- Nienawidzę deszczu... futro mi zmoknie i rzeczy jakie mam przy sobie... - gdy o tym pomyślałam natychmiast zobaczyłam, że... mój wróg zrobił nad nami dach z cienia, byśmy nie mokli.
- Znajdźmy jakieś schronienie... potem możemy dalej sobie skakać do gardeł... - odparł niechętnie i poszliśmy do jakiejś opuszczonej jaskini. Rozpaliliśmy ognisko i siedzieliśmy cicho przez większość czasu.
- Dlaczego mnie uratowałeś? - spytałam nieco milszym tonem.
- Tłumaczyłem Ci już. Tylko ja mogę Cię zabić - odparł nadal groźnym tonem - mój cel za...
- A czemu "cel" ? - spytałam, a on popatrzył na mnie pytająco - No... czemu nazywasz mnie swoim celem? Zrobiłam Ci coś?
- Tak! - warknął - nie tylko ty! Zabijam wszystkich, którzy mieli lepiej ode mnie! A ty jesteś jedną z nich - warknął przybliżając pysk do mnie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się MYLISZ! - podniosłam głos i wstałam z warczeniem - Nie znam swoich rodziców! Przez około rok byłam sama! Nie znam swoich mocy, a teraz siedzę w jednej jaskini z samolubem, który mi wypomina, że ma najgorzej! - krzyczałam warcząc, a ten patrzył tak samo groźnie jak ja na niego.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo wielką ochotę mam, by Cię zabić... - warknął i odskoczył po czym wyszedł z jaskini i uciekł... położyłam się w jaskini i przemówił do mnie Riven.
- Wiem... wróci tutaj... - wzięłam głęboki wdech - muszę być gotowa... - położyłam się i zaczęłam wpatrywać się w tańczący płomień. Po jakimś czasie zasnęłam słysząc wycie basiora do księżyca...

<Wróciłam po przerwie. Podoba się? ^^>

Uwagi: "Dopóki" piszemy razem. Przed "który" stawia się przecinek.

środa, 20 stycznia 2016

Od Kirke "Spacer na dwóch nogach" cz.6 (c.d Mizuki)

- Nie... - odparłam wystraszona - Nie szpiegowałam Cię... - wadera mnie puściła.
- Kirke... Kirke, Kirke, Kirke... Naprawdę musisz znaleźć sobie miejsce - uśmiechnęła się i odwróciła głowę, a ja weszłam na jej grzbiet tak, że nie czuła tego - a właśnie. Skoro nie masz co robić... to może... pokaż mi co umiesz - odparła, i zaczęła się rozglądać - Kirke?
- Bu! - powiedziałam jej do ucha, a ta zaskoczona obróciła głowę - Gdyby to było naprawdę to byś już nie żyła - uśmiechnęłam się i zeskoczyłam z niej i zaczęłam biec w stronę lasu.
- Osz ty... złapię Cię! - krzyknęła i zaczęła biec w moją stronę. Śmiałam się, ale krótko bo potem mnie zatrzymała łapiąc za ogon i upadłam na błoto. Mizuki zaczęła się śmiać.
- Dobra... chodź umyjemy Cię - rzekła i wzięła mnie w zęby i dała do bliskiego bajorka. Wyrzuciła mnie do wody i szybko się umyłam i otrzepałam.
- Mizuki... możesz mi zaprezentować swoje moce? - spytałam, a ta natychmiast tupnęła o ziemię i ziemię pokrył lód. Zaczęła biegać wokół i stworzyła wokół kopułę robiąc salta, piruety. Wyskoczyła z ognistym "ogonem" roztapiając lód i robiąc ogniste pierścienie na niebie. Gdy skończyła machałam zadowolona, ale posmutniałam.
- Kirke? Aż tak było źle? - spytała.
- Nie, nie... tylko... wszyscy znajomi jakich mam mają moce... ja nie mam... - uszy mi oklapły - Jestem normalnym wilkiem... - zaczęłam iść w stronę watahy.
- Kirke czekaj - powiedziała, zatrzymując mnie.

<Mizuki? Odpisz i nie dawaj mi cd bo wena mi powoli siada>

Uwagi: Zapominasz o ogonku na końcu niektórych wyrazów (dziękuję, ziemię). Nie "pirułety" tylko "piruety".

środa, 13 stycznia 2016

Od Kirke "Spacer na dwóch nogach" cz.4 (c.d Mizuki)

Było dla mnie lekkim zaskoczeniem to, że jako pierwsza musiałam opowiadać o sobie... Ale mówi się trudno. Trzeba to trzeba.
- Więc... jestem Kirke. Za niedługo mam dwa lata... i... - nie wiedziałam za bardzo co powiedzieć. Co taka mała wadera jak ja ma coś do mówienia? Nie ważne... 
- I... Jestem dobra z roślin. Może nie znam nazw, ale dobrze robię leki, maści... I... Nie wiem... nie mam o czym rozmawiać... - odparłam i wróciłam na miejsce. Lekcja obrony była dość ciekawa, ale nie, aż tak. Po tym, Shayle, Shiro i Yuki opowiedziały też o sobie, a Mizuki zaczęła prowadzić lekcje obrony.
- Na początku musicie pamiętać, że trzeba obronić watahę. Jeśli jesteście w trudnej sytuacji postarajcie się odwrócić strony - odparła i zaczęliśmy dobierać się w pary. Ja byłam z Shayle. Obie atakowałyśmy i unikałyśmy ataków.
- Pamiętajcie, bitwa nie jest nigdy fer - powiedziała i mnie podhaczyła ogonem - musicie być czujni - odparła.

****

 Kiedy skończyła się lekcja podskoczyłam w głąb lasu, gdy nagle ktoś przytrzymał mój ogon, odwróciłam się i zobaczyłam Mizuki.
- O... Hej... - powiedziałam nieco nerwowym głosem. Nie chce jej denerwować... - Coś zrobiłam? Przepraszam... - rzekłam i moje uszy oklapły.
- Nic nie zrobiłaś - rzekła, a ja popatrzyłam na nią lekko nie dowierzając - Chce żebyś mi opowiedziała o sobie. Jak dotarłaś, skąd jesteś - rzekła. Trochę mnie to zdziwiło, ale jak prosi... to chyba mogę.
- No... - popatrzyłam za nią - wszystko zaczęło się w tamtym lesie - wskazałam łapą i poszłyśmy obie w tą stronę - Była piękna noc. Księżyc towarzyszył mi każdej nocy, więc nie byłam sama... Aż nie wylądowałam w mrocznym zakątku lasu. Wadera... z dość dziwnym wyglądem i okropnym charakterem uratowała mnie przed cieniami... tak tu trafiłam... - rzekłam, a Mizuki popatrzyła na mnie zagadkowo.
- Teraz... szukam odpowiedzi - kontynuowałam - szukam kim jestem... żeby się dowiedzieć kim jestem i kim są moi rodzice... - mówiłam dalej.
- Nie wiesz kim są twoi rodzice? Ani skąd pochodzisz? - dopytywała Mizuki.
- Nie... nie pamiętam ich. Jedynie kogo teraz mam, to Rivena - powiedziałam.
- Rivena? 
- Mojego... a la przyjaciela, który nie chce się odczepić - powiedziałam i Riven zaczął mówić szumami - właśnie się z tobą przywitał.
- On tutaj jest? Cały czas? - pytała dalej.
- Tak. Pomaga mi, ale nie umiem czasami być cicho.
- Czemu nie mówisz nikomu? 
- Uwierzyłabyś mi, gdyby się nie odezwał? - spytałam twierdząco.
- Fakt. Nikt, by ci nie uwierzył - rzekła i popatrzyłam na zachodzące słońce kończąc temat. 
- A... jakie masz zainteresowania? - spytała przekrzykując ciszę.
- Jak na razie żadne... - odparłam - Mocy nie mam, a wszyscy moi znajomi już odnaleźli swoje umiejętności... - powiedziałam i moje oczy zaiskrzyły przez chwilę niebieskim światłem - tylko ja... nie odkryłam siebie... przez całe życie jedynie kto był przy mnie... - popatrzyłam w nocne niebo - to księżyc. Jedyna mocy nie mam... jestem normalnym wilkiem. Bez mocy. Nie jestem wyjątkowa, tylko normalna - popatrzyłam na chmurę która była moim celem i zapadła cisza.
- Mizuki... - powiedziałam zagłuszając ciszę.
- Co? 
- Masz jakiś pomysł, by wejść na tamtą chmurę? - spytałam wskazując na chmurę.

<Mizuki?>

Uwagi: brak

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Od Kirke "Tworzenie eliksirów" cz. 1

Teraz lekcja na którą bardzo czekałam! Lekcja tworzenia eliksirów! Zanim tutaj dołączyłam bardzo wiele wiedziałam o roślinach. Tyle, że nie znam ich nazw... ale z tym nie powinno być problemów. Tak sądzę. Usiadłam przy Kiiyuko po czym dotarła reszta uczennic i zaczęły się lekcje.
- Witam. Dzisiaj zaczniemy spokojnie - powiedziała i zza nią stały ranne zwierzątka - Wybierzcie sobie po zwierzątku. Kirke, Ty pierwsza - powiedziała i podeszłam do zwierząt. Był mały królik z rozcięciem na łapie. Ptak z poważną raną na skrzydle. Chory ptak i Zając bez ucha. Wyglądał okropnie.
- Cześć malce - Popatrzyłam na ranne zwierzęta - Wiecie, jesteśmy tutaj, by wam pomóc. Więc... kto chciałby dostać ode mnie pomoc? - spytałam zwierzaki i zając bez ucha podszedł. Wzięłam go i położyłam koło siebie. Shayle wzięła chorego ptaka, Shiro dostała ptaka z rannym skrzydłem, a Yuko królika z raną na łapie.
- Macie za zadanie zrobić dla nich eliksir który złagodzi ich cierpienia. Zioła i potrzebne rzeczy macie za mną - odparła lekko się odsuwając - macie dwie godziny - odparła i podeszliśmy do wszystkich ziół jakie były za nią. Woda, drewniane narzędzia i owoce.
- Zobaczmy... - powiedziałam i wzięłam jagody oraz rośliny, wodę i tłuczek by rozdrobnić rośliny na eliksir. Położyłam obok rzeczy i podałam jagody królikowi.
- Nie martw się... nie będzie bolało - odparłam i zaczęłam robić mu eliksir. Zielone liście pokrzywy włożyłam do wody, by wypuściły swój sok. Po czym zgniotłam owoce dzikiej róży i rozdrobniłam je po czym wrzuciłam do wody z sokiem pokrzywy. Wzięłam płatki z stokrotki i też je rozdrobniłam i wrzuciłam. Wymieszałam i wlałam do oddzielnej szklanki i spróbowałam. Natychmiast mój wyraz pyska się zmienił jakby w środku była jakaś bomba z kwaśnym smakiem.
Matko święta... Nie dam mu tego... co poprawi smak... - powiedziałam w myślach i dosypałam trochę cukru i ponownie wymieszałam
- Dobra... mały - nalałam mu trochę do małej miseczki i podałam - poczujesz się lepiej - rzekłam i królik zaczął pić eliksir, jaki mu zrobiłam. Gdy wypił wyglądał na zadowolonego.
- No. To teraz pokaż ucho - powiedziałam i przyłożyłam mu wacik do miejsca gdzie miał odgryzione ucho - kto Ci to zrobił? - spytałam go i zaczęłam ścierać liście pokrzywy. Oczywiście musiałam się poparzyć... standard. Riven podał mi resztki eliksiru przeciwbólowego.
- Riven, o co ci chodzi? - spytałam go w myślach, a ten wlał trochę do mojej maści. Wyglądało to jakbym używała mocy lewitacji... no ładnie.
- Kirke... ty... masz moc lewitacji! - krzyknęła Shayle.
- Co? Nienienienie ja... użyłam ogona - odparłam i zaśmiałam się nerwowo. Wszyscy zaczęli kontynuować robienie eliksirów.
- Riven... nigdy więcej tego nie rób przy kimś, a chociaż nie tak blisko mnie! - krzyknęłam do niego w myślach, a na maści napisał "przepraszam". Skończyłam mieszać i posmarowałam na miejscu gdzie miał ucho maść i zabandażowałam.
- Ładnie - odparła Kiiyuko patrząc na moją robotę - dobry pomysł z dodaniem resztek eliksiru do maści - popatrzyła nieco wyżej wokół - nieźle się spisałaś - odparła i się uśmiechnęła.
<C.D.N>

Uwagi: Skąd ona wzięła cukier? Cukier sam w sobie powstaje z nieco obrobionych buraków cukrowych, ale tobie najwidoczniej chodziło o taki najzwyklejszy cukier jaki dostajemy w sklepach... Coś mi tu nie pasuje. Magiczne wilki kradną buraki cukrowe z pól czy założyły własną plantację w ogródku...? "Ścierać" piszemy przez "ś". "Popatrzyć" piszemy przez "rz".

niedziela, 10 stycznia 2016

Od Kirke "Lekcja polowania" cz.1

Szłam właśnie w stronę lasu. Dzisiaj jest lekcja polowania, więc będzie ciekawie.
- Kirke, czekaj! - krzyknęła Shayle i mnie dogoniła.
- O, hej Shayle. Widzę, że jednak zainteresowałaś się lekcjami - odparłam, idąc wolnym krokiem koło niej.
- Polowanie to jedno z rzeczy, które trzeba umieć - odparła i doszłyśmy idealnie na lekcje.
- Witam, drodzy uczniowie - rzekła Kiiyuko, patrząc na nas - Dzisiaj zaczniemy od skradnia się - odparła i schyliła się - Łapy nisko tak samo jak grzbiet i ogon - odparła, a cała grupa stanęła tak jak Kii.
- Shiro grzbiet niżej, Shayle niżej łapy, a ty Kirke postaraj się obniżyć ogon. Yuko łapy i nogi - mówiła patrząc na nas, a my opracowaliśmy postawy.
- Dobrze. Teraz zobaczymy jak umiecie polować - odparła i zaprowadziła nas głębiej do lasu. Skakało tutaj wiele zająców.

Uwagi: Tak dawno nie pojawiło się tak krótkie op... a co dopiero Twojej roboty. Aż dziwnie mi na to patrzeć... Na całe op. użyłaś tylko 3 przecinki. ;/

Od Kirke "Spacer na dwóch nogach" cz. 2 (c.d Mizuki)

Kiedy wpadłam na waderę i popatrzyłam na jej piękną sierść, aż zaniemówiłam. Rzadko widziałam wilki o takiej cudnej karnacji. Od razu było poznać, że jest z lodu. 
- Przepraszam... - odparłam nieco podkulając ogon. Kiedy na kogoś wpadałam zawsze miałam odruch by przeprosić. Wadera popatrzyła na mnie i podniosła brew.
- Za co mnie przepraszasz? - spytała.
- No bo... powinnam bardziej patrzeć pod łapy... - rzekłam, patrząc na nią.
- Nie szkodzi... - odparła, patrząc przed siebie.
- Jak masz na imię?
- Ja? Jestem Mizuki.
- Jesteś nauczycielką obrony? - spytałam.
- Tak... - popatrzyła na mnie - A ty jesteś Kirke, prawda?
- Tak. Skąd wiesz, jak mam na imię?
- Bo Kiiyuko dużo mi o tobie mówiła - odparła.
- Rozumiem... - powiedziałam, nie przestając na nią patrzeć.
- Czemu tak się na mnie patrzysz?
- Masz piękną sierść... Karnacja... ułożenie... - mówiłam dalej.
- Dzięki... - odparła. 
- Wiesz... 
- Sorki Kirke, ale nie mam najmniejszej ochoty rozmawiać - odparła Mizuki i odeszła, poszłam natychmiast za nią tak, by mnie nie widziała. Wyglądała, jakby czegoś szukała. Nagle zobaczyłam przed nami jelenia. Mizuki natychmiast się schowała w krzakach, a ja za drzewem i patrzyłam co robi. Mizuki czekała... i czekała... aż w końcu skoczyła na jelenia i go zamroziła. Jeleń porożami próbował wyskrobać lód, bezskutecznie. Mizuki nagle podpaliła jelenia i... upiekła na śmierć. Stałam osłupiała patrząc na to, co zrobiła.
Woow... - powiedziałam do siebie w myślach. Nagle Mizuki się odwróciła w moją stronę i popatrzyła na mnie niezbyt miłym wzrokiem.

<Mizuki?>

Uwagi: Co do tych przecinków... nie będę Cię zadręczać zawiłymi zasadami, tylko napiszę wprost, na zasadzie przykładu. W niektórych przypadkach w narracji po wypowiedzi należy stawiać przecinek (chodzi tu dokładnie o np. "rzekłam, patrząc na nią")... No i masz tendencję do powtarzania pewnych kwestii nawet linijkę niżej (patrząc na nią, patrząc na nią, patrząc na nią; odparła, spytałam, odparła, spytałam, odparła). Nie musisz tego w kółko pisać! Nie przy każdej wypowiedzi musisz zaznaczać, że to napisała Twoja bohaterka, czy też druga. Łatwo się takich rzeczy domyślić. To nie liryka, w której można stosować anafory do woli! Myśli bohaterów nie zapisujemy tak, jak wypowiedź. Kursywa bądź jak kto woli - cudzysłowie oraz podkreślenie, że to nie nic innego, jak myśl zdecydowanie wystarczy.