Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zirael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zirael. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 maja 2017

Od Zirael "Wśród traw i krzewów" cz. 1 (cd. chętny)

Wrzesień 2019 r.
Powoli widać było pierwsze oznaki jesieni, choć słońce nadal przygrzewało. Zwierzyny w lesie nie brakowało, tylko chęci, by ją upolować były znikome. Przeciągnęłam się, by za chwilę pobiec w głąb cienistego lasu i rzucić się na najbliższą zdobycz. Była nią sarna. Została już wcześniej zraniona, nie była w stanie umknąć. Zaciągnęłam ją do jaskini, w której chowaliśmy nasze zapasy - przywitała mnie zimna pustka - i pobiegłam po więcej. Niedawno zostałam wybrana do grupy polowań, a że ostatnio nikt nie polował, chciałam zebrać trochę zapasów. Zmarszczyłam brwi, widząc wylegujące się wadery niedaleko spiżarni.
- Hej! Jak nie macie co robić, to może pomożecie z zapasami? - zapytałam uśmiechając się przyjaźnie. Chciałam zrobić dobre wrażenie, żeby dały się przekonać, jednak po chwili odbiegły chichocząc.
- Nie to nie! - krzyknęłam i rzuciłam się pędem na polanę. Ile już wilki głodują? Nikt mi nie wmówi, że nie musi jeść. Za tydzień może dwa ktoś padnie jak nic. Nie zmieniało to jednak nastawienia wilków, które teoretycznie nie były przydzielone do tej profesji - ale czy to znaczy, że nie mogą pomóc?
Odetchnęłam głęboko omiatając wzrokiem polanę. Liście nadal mieniły się zielenią, a trawa pozostawała żyzna. Położyłam się na brzuchu i czekałam. Wdychałam wciąż świeże powietrze czekając na ruch. Zmrużyłam oczy. W końcu po chwili zauważyłam jelenia. Skrzywiłam się. Nie pamiętam żebym na nie polowała od wypadku. No cóż - z brzuchem przy ziemi powoli i bezszelestnie zbliżałam się do mojej ofiary. Wyprężyłam się i skoczyłam na grzbiet. Wgryzłam się, a zwierzę zawyło z bólu. Jeleń jeszcze przez chwilę próbowała mnie zrzucić, kiedy się przewrócił. Dobrałam się do jego szyi i jego jęki ucichły. Dumnie stałam i spoglądałam na martwe oczy zwierzęcia. Jeszcze nigdy polowanie nie sprawiło mi takiej przyjemności. Aczkolwiek zaciągnięcie go do spiżarni nie było już takie przyjemne.
Było mi mało. Dawno nie miałam świeżej krwi w pysku, nie chciałam przestać. Wybrałam się na łąkę gdzie odszukałam kotlinki. Bardzo powoli poruszałam się w ich pobliżu aż natrafiłam na dwa zające. Wyczaiłam się. Wiedziałam, że wyczuwają ruch, choć wzrok mają słaby. Zbliżałam się bardzo powoli, prawie wcale. W końcu skoczyłam miażdżąc jednego pod łapami a drugiego raniąc kłami. Skręciłam pierwszemu kark i rzuciłam się za drugim. Dogoniłam go po paru metrach i wróciłam z obiema zdobyczami do jaskini. Byłam wyczerpana całym uganianiem się za zwierzyną, zwłaszcza że dawno tego nie robiłam. Skierowałam swe kroki do jaskini.
Na skraju lasu zobaczyłam wilka.
- Nocne polowanie, co? - rzuciłam i zmęczona weszłam do chłodnej jaskini.

<Do kogokolwiek z grupy polowań kto lubi polować nocą :)>

Uwagi: Nieprawidłowo zapisujesz tytuł op.: brakowało aż kilku elementów. Ponadto istnieje dokładny podział, kto jaką funkcję w polowaniach pełni, więc o ile Zirael faktycznie przypada dyżur wieczorny, tak niezbyt mi pasuje do Sierry i Suzanny lekceważenie swoich nowych obowiązków. Dodam jeszcze, że bonus w postaci dodatkowych SG czy ogólnie przyjętym po 5 pkt. pożywienia dla wszystkich aktualny jest wyłącznie w wypadku opisania WSPÓLNEGO polowania grupy polowań (czyli musisz opowiedzieć o tym, jak dany wilk wypełnił swoje zadanie na danym dyżurze). Tak czy inaczej zebrałaś łącznie 60 pkt., co daje po 4 pkt. dla każdego. Niby różnica niewielka, jednakże tak na przyszłość przestrzegam.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Od Zirael "Porzucona" cz. 2 (c.d. Torance)

Sierpień 2019 r.
Dzień był upalny, wręcz nie do zniesienia. Nie zamierzałam iść tego dnia na zbiórkę, choć wiedziałam, że mi się za to oberwie. Zmrużyłam oczy. Powoli wciągnęłam zatęchłe powietrze, w którym było czuć powoli rozkładające się jedzenie i kurz. Wyszłam z półmroku dusznej jaskini jednak na zewnątrz, mimo że powietrze było świeże, byłam bezpośrednio wystawiona na słońce. Postanowiłam poszukać jakiegoś cienia. Spojrzałam tęsknie w głąb lasu gdzie drzewa stały gęściej, tworząc skuteczną ochronę przed słońcem. Było tam zdecydowanie więcej potworów niż w innych częściach lasu, ale wizja wylegiwania się w chłodnym, cichym miejscu, zamiast iść biegać w kółko w pełnym słońcu była kusząca. W końcu i tak postanowiłam nie iść, a tam mnie raczej nie będą szukać - pomyślałam. Skierowałam tam więc swe kroki i już po chwili poczułam przyjemne orzeźwienie na całym ciele. Wdychałam głęboko chłodne powietrze, przymykając oczy. Zastanawiałam się, czy to możliwe, że w tak upalny dzień można znaleźć takie miejsce. Magia czy wybryk natury? Nie wiem, ale błogosławię to miejsce.
Obudziłam się z nieprzyjemnym uczuciem. Nie potrafiłam tego określić, ale w powietrzu unosił się smutek. Odrzucenie. Cierpienie. Pozostawienie na śmierć. Były mi dobrze znane. Rozejrzałam się. Nie wiedziałam kiedy zasnęłam, ale nie dziwiło mnie to zważając, że całą noc przewracałam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć przez gorąco, jakie panowało nawet w nocy. Lato zdecydowanie nie było moją ulubioną porą roku. Obejrzałam się i zorientowałam się jak niedaleko zaszłam. Nikt najwyraźniej nie zawracał sobie głowy szukaniem mnie. Było mi to obojętne zważywszy, że każdy miał swoje obowiązki. No, ja też. Odgoniłam poczucie winy związane z ucieczką od treningu i dzisiejszego polowania i zajęłam głowę niewyraźnym uczuciem, z którym się obudziłam. Od kogo dochodziło? Co się z nim teraz działo? Czy znałam tego wilka? Czy był daleko? Nie wiedziałam. Zdziwiłam się kiedy zauważyłam, że mu współczuje. Może nawet wszyscy czują się dobrze! Nie mogę szukać kogoś, posiadając tak wybrakowane informacje. Co ja o nim wiem? Że czuje się źle. To nic, słaby powód, żeby go szukać, każdy może mieć słabszy dzień. Ten argument mnie jednak nie zadowalał. Nie potrafiłam przyjąć myśli, że ktoś cierpi podobnie jak ja kiedyś, a ja będę jak wszyscy członkowie mojej dawnej watahy: nie zauważać, nie słyszeć, nie interesować się. Zostawić i zająć się sobą. Ha! To moja wataha potrafiła najlepiej. Porzucać nie podając powodu. Nie chciałam być jak oni. Byli jak potwory, jak Dwelling, Obscura czy inne byty. Potrząsnęłam głową. Nie ma potrzeby o tym myśleć, nic mi to nie da. Tylko żal. Jeszcze bardziej zmotywowało mnie to do odnalezienia danego wilka. Ruszyłam, coraz bardziej oddalając się od watahy.
Nie wiem, jak długo szłam, ale w końcu zauważyłam zwiniętą kulkę futra, przywiązaną nieznaną mi liną do drzewa. Mała wadera. Nie podobała mi się. Nie wyglądała na groźną, ale miała zapach ludzi. Zatrzymałam się w bezpiecznej odległości i obserwowałam ją. W końcu wstała i otrzepała się niezdarnie. Rozglądała się, ale nie mogła odejść przez linę. Wyczuła mnie i przemówiła drżącym głosem:
- Yyy... Kim jesteś? Co tu robisz?
Wyszłam z ukrycia i położyłam się przed nią. Wsparłam łeb na łapach i lekko przechyliłam. Przyglądałam się jej z ciekawością. Jej futro przypominało lisie, ala było bardziej... dzikie. Czarne futro na szyi było raczej niespotykane wśród lisów. Jednak była chyba zbyt niska na wilka... A może?
- Lis? - zapytałam.
- N-nie... - odpowiedziała zaskoczona.
- Pies!? - wykrzyknęłam z wahaniem. Wydawało mi się, że w końcu wpadłam na rozwiązanie. Spotkałam się z nimi w przeszłości. Były to mniejsze wilki towarzyszące ludziom. Nie miałam z nimi nic do czynienia, więc byłam bardzo podekscytowana.
- Tak.
Uśmiechnęłam się. Wadera była chyba zdezorientowana taką sympatią ze strony nieznajomej wadery.
- Zirael - wstałam i wyszczerzyłam zęby - Wilk z Watahy Magicznych Wilków.
Dopiero po chwili zrozumiałam, jak głupio to musi brzmieć.
- Tori - przeciągnęła ostatnią literę.
Podeszłam do drzewa i rozgryzłam linę. Chciałam też usunąć pasek ze skóry wokół jej szyi, ponieważ to do niego był przywiązany drugi koniec, ale zaprzeczyła. Pozostały kawałek zwisał do ziemi.
- Jak chcesz - wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam, po co jej to ale szanowałam jej decyzję. Może noszą to wysoko postawione psy? A może to symbol przynależności do psiej watahy? Postanowiłam później zapytać.
- Chcesz pójść ze mną do mojej watahy? - Byłam tak podekscytowana. Miałam nadzieję, że się zgodzi. Zauważyłam, że zachowuje się infantylnie i bardzo... otwarcie? Czy to dlatego, że jest młodsza? A może to dlatego, że przywiodły mnie tutaj uczucia, które sama czułam w przeszłości. Pomyślałam, że musiałam być w jej wieku, kiedy mnie wyrzucili. Darzyłam ją raczej nieodwzajemnioną sympatią.
- Chyba nie mam wyboru... - spojrzała tęsknie w przeciwną stronę od tej, z której przyszłam. Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie boi się mi odmówić. Dopiero teraz zauważyłam przy niej wodę i coś, co pachniało może jak jedzenie, ale i tak bym tego nie tknęła. Zastanawiałam się czemu ma tak małą wydzieloną część i to jeszcze na srebrnym czymś... Czy na kogoś czekała?
- Czy ktoś po ciebie przyjdzie? - zapytałam niepewnie. Moje słowa chyba sprawiły jej ból, po jej pysku przeszedł cień. Chyba właśnie sobie coś uświadomiła. Spuściła głowę i nieznacznie zaprzeczyła. Chciałam jej pomóc. Serce mi się ściskało, bo widziałam w niej dawną siebie. Chciałam dać jej dom, tak jak Wataha Magicznych Wilków dała mi. Byłam gotowa się za nią wstawić w razie, gdyby Alfa nie chciała przyjąć psa do watahy.
- No to w tę stronę - powiedziałam łagodnie i obróciłam się w stronę, z której przybyłam. Spojrzałam na nią przez ramię, a ona podążyła za mną, ciągnąc za sobą krótki kawałek liny, którym była niedawno przywiązana.

<Torance?>

Uwagi: Rozwijaj skróty (np. WMW). Zapomniałaś o kilku przecinkach (np. przed a lub że). "Zważywszy" piszemy przez "ż". Wilki nie mają twarzy!

niedziela, 19 lutego 2017

Od Zirael "Polowanie"

Luty 2019 r.
Ostatnie parę dni spędziłam w jaskini. Nie ciągnęło mnie do nikogo ani niczego, oszczędzałam na jedzeniu, a że nigdy się nie obżerałam starczało mi jedzenia na przeciętne funkcjonowanie - znaczy się leżenie i nicnierobienie. Miałam gorszy dzień... znaczy się tydzień. Wcześniej każdy mój dzień tak wyglądał, jednak teraz byłam w watasze, więc przydałoby się nie być egoistyczną s*ką i zrobić coś pożytecznego. Mniej więcej dzień po tym, jak skończyło mi się pożywienie, postanowiłam zajrzeć do śpiżarni gdzie drużyna polowań miała obowiązek składać zapasy. Zaspana szłam powoli, a promienie światła drażniły moje oczy, przyzwyczajone do półmroku w jaskini. Również dźwięki powodowały w mojej głowie łomot. Zapach zimy drażnił mój nos, a łapy niezgrabnie poruszały się po cienkiej warstwie śniegu. Kiedy doszłam wreszcie do śpiżarni zauważyłam, że ta świeci pustkami od dłuższego czasu co mnie nie zdziwiło, choć zdenerwowało. Inne pracujące wilki nie mają czasu, żeby polować albo liczą, że ktoś, kto właściwie dostaje za to wypłatę wykona swoje zadanie. Nie mówiłam tu o sobie, ponieważ do moich jedynych zadań należało stawić się na zbiórce co już mi nie wychodziło. Zawiedziona, że nie będę miała łatwego obiadku ruszyłam na polanę. Po dotarciu zauważyłam, że nikogo nie ma. Nikogo znaczy się zwierzyny. Zirytowana nie chciałam czekać tylko poszłam do jeziora gdzie ostatnio udało mi się upolować sarnę i ponownie schowałam się w opuszczonej lisiej norze. Powietrze wewnątrz było zatęchłe, a ściany zdawały się tłumić zapachy. Zastanawiałam się, czy lisy, które tu mieszkały wykorzystały to, aby chronić swe młode i siebie? Nie wiem, ale po chwili udało mi się dostrzec zranioną sarnę. Myślę, że sarny tu częściej przychodziły, ponieważ w pobliżu nie było wielu innych wilków. Ta myśl sprawiła, że ogarnęło mnie podniecenie. To miejsce było tajemnicą, której byłam częścią. Niewyjaśnione zadowolenie z tego faktu sprawiło, że wybiegłam z nory nieco zbyt niezdarnie i wywaliłam się po paru metrach. Sarna gwałtownie obróciła głowę i spięła wszystkie mięśnie gotowa, aby uciec, jednak nora znajdowała się na dość wysokim wzgórzu, do tego ja sama wpadłam śnieg delikatnie się nim przysypując. Musiała czuć się tutaj naprawdę pewnie, że od razu nie uciekła, a po chwili wróciła do picia. Tym razem nieco już spokojniej wstałam i przygotowałam się do skoku. Naprężyłam się, głowę zniżyłam aż do ziemi, a tył uniosłam, aby po chwili wyskoczyć i rzucić się na zdobycz. Zraniona okazała się nawet nazbyt łatwym posiłkiem toteż miałam wyrzuty sumienia. Żeby się dowartościować część mięsa odstawiłam do śpiżarni, a resztę jak zwykle schowałam u siebie.

Uwagi: 27 linijek. Jak już wspominałam - dziś jest 19, więc to ostatnie op. poniżej 30 linijek, które przyjmuję. Przed "a" stawia się zazwyczaj przecinek.

sobota, 18 lutego 2017

Od Zirael "Czyżby zapomniany?" cz. 6 (c.d Shiryu)

Styczeń 2019 r.
- Chyba jednak będę spać u siebie - Zmieniłam zdanie po paru minutach. Nie potrafiłam swobodnie przebywać w czyimś domu, samo rozmawianie z obcymi było dla mnie stresujące. Poza tym - i tak musiałam tworzyć sobie iluzję ognia, miałam nadzieję, że to odstraszy nieproszonego gościa.
- Jak chcesz - odpowiedział z lekka... urażony? Nie zgłębiałam się w wybadanie tonu mojego rozmówcy.
- Oczywiście, że chcę - uśmiechnęłam się i weszłam do jaskini. Po chwili zrozumiałam, że mógł to opacznie zrozumieć - nie chciałam go zbyć. Lubiłam być sama. Shiryu jeszcze przez sekundę stał przed moją jaskinią i kiedy zorientował się, że na niego patrzę, odszedł. Nie miałam odwagi mu tego wyjaśniać, byłam zbyt zażenowana własną umiejętnością komunikacji.
Położyłam się i czekałam w ciszy. Dzisiaj tym bardziej nie będę mogła zasnąć. Nagle ogarnęła mnie złość - żaden wilk nie będzie mnie terroryzował. Musiałam się przebiec - to zaczynało być uzależniające, ale tylko, kiedy wiatr świstał w moich uszach mogłam się wyciszyć. Zostawiłam wszystko tak jak jest i zaczęłam biec. Ogołocone drzewa wirowały za mną, słyszałam skrzypienie śniegu pod łapami. Nie chciałam zwolnić, jednak w końcu dotarłam do gęstszej części lasu i musiałam zwolnić, żeby zdążyć je wyminąć. Po chwili zwolniłam jednak do marszu, a później spacerkiem szłam coraz dalej oddalając się od watahy. Jakby to było uciec? Znowu żyć na własną rękę? Nie podlegać zasadom, regułom. Nie martwić się o zdanie innych. Dotarłam do granicy terenów watahy. Przysiadłam przy niewidzialnej, ale tak silnej granicy. Jak to możliwe, że ja bałam się ją przekroczyć, gdy ktoś zrobił to ot tak jeszcze nas atakując?! Dlaczego nie mogłam się zdobyć na odwagę, by zrobić krok? Przypomniałam sobie spokojną Miniru, która mnie zatargała do szpitala, Astrid która mnie opatrzyła i Shiryu, który mnie również uratował. Przywiązanie. Nie miałam nikogo tak długo, a przywiązałam się tak szybko? Śmieszne. Nie mogłam zaprzeczyć. Nie potrafiłabym ich opuścić. Zrobiłam krok - właściwie nie znajdowałam się już na terenie WMW - i odetchnęłam głęboko. Było już całkiem ciemno i gwiazdy zdążyły już rozsypać się po niebie. Nie mogę tak paranoicznie bać się stracić kogokolwiek. Po drugiej stronie jest tak samo. Wróciłam do jaskini spokojnie. Zajęło mi to sporo czasu, po drodze położyłam się parę razy, żeby odzyskać resztkę utraconego snu, ale i tak byłam zmęczona. Byłam ponownie zażenowana tym razem moimi głupimi rozterkami. Nie jestem już za stara na takie głupoty?
Kiedy dotarłam już świtało. Pierwsze co zrobiłam to zajrzałam do jaskini Shiryu. Przyległam do ściany i nasłuchiwałam. Nie usłyszałam żadnego dźwięku, więc zaniepokojona weszłam do jaskini. Nie zastałam nic prócz porozrzucanych książek. Zrobiło mi się gorąco; przestałam oddychać. Zatrwożona chciałam wołać po pomoc, kiedy ktoś uderzył mnie z tyłu w łeb. Rozmazał mi się obraz, a potem było już tylko ciemno.

<Shiryu?>

Uwagi: Zastanawiałam się, czy nie czasem Shiryu zrobił magiczny przeskok w czasie według daty, ale akcja pozostała o czasie niezmienionym, ale w sumie nie chciało mi się sprawdzać. Teraz widzę, że jednak tak robicie. W takim razie pragnę wyjaśnić, że u góry wpisujemy miesiąc, w którym toczy się akcja, a nie ten, który jest wpisany na WMW.

czwartek, 16 lutego 2017

Od Zirael "Zbiórka"

Styczeń 2018 r.
Nie mogę mieć do nikogo pretensji, że na zbiórce byłam potraktowana ostrzej niż inni. Odkąd jestem w watasze, nie byłam na ani jednej dotąd zbiórce, choć są codziennie rano i wieczorem. Byłam speszona, kiedy zapytano mnie dlaczego. Nic nie odpowiedziałam. Po wyjściu ze szpitala miałam wrażenie, że moje ciało jest tak kruche, że przy najmniejszym ruchu może się rozsypać. Chciałam pozostać bez ruchu na zawsze, co samo w sobie jest śmieszne, więc nie powiedziałam tego. Potem robiło mi się niedobrze, kiedy miałam iść na polowanie. Albo pobiegać. Później spotkałam Miniru i Shiryu i nie chciałam robić nic innego niż spędzać z nimi czas. Tego również nie mogłam powiedzieć. Więc bez słowa wytłumaczenia nie mogłam liczyć na inne traktowanie. W takiej właśnie ciszy poszłam biegać, co było rozgrzewką. Następnie były ćwiczyliśmy już walkę - ja miałam zaszczyt walczyć z Alfą. "Zaszczyt" okazał się bolesny, ponieważ nie oszczędzał mnie. Kiedy była przerwa, ja miałam jeszcze raz biegać. Później były różne ćwiczenie zręcznościowe. I znowu walka. Na koniec robiliśmy coś w style sprawdzania, czy robimy postępy - skoki we wzwyż, w dal, jak idzie nam w walce, posługiwanie się bronią. Czułam się strasznie głupio, robiąc wszystko gorzej niż inni - w końcu opuściłam tyle treningów - czułam rozbawione i zażenowane spojrzenia na sobie. Zbiórka ta odbywała się rano, a ja już wiedziałam, że na następne zbiórki będę chodzić wieczorem, ponieważ podobno było na niej mniej wilków. Później, kiedy wszyscy się rozeszli, miałam jeszcze raz przebiec się wokół polany. Po skończonym treningu bolało mnie wszystko - kości i mięśnie - a krew z otarć i zadrapań zmierzała się z moją różową sierścią. Poszłam się umyć, a potem jeszcze przypadkiem złapałam jakąś rybę, ale byłam tak głodna i wykończona, że zjadłabym wszystko. Tak więc pochłonęłam rybę i poszukałam następnej. Po trzeciej zdążyłam już przepłoszyć wszystkie inne, za to złapałam zająca. Ostatnio tyle ich jadłam, że miałam ochotę go tak zostawić, ale nigdy nie marnowałam jedzenia. Zatargałam go i przez resztę wieczoru jadłam go, na przemian drzemałam z nadzieją, że rano nie będę obolała z zakwasów. Następnego dnia okazało się, że na marne, ale wstałam i postanowiłam biegać. W końcu całe życie nie mogę być najgorsza.

Uwagi: O ile teraz mogę uznać op. na 24 linijki, tak już za 3 dni będziesz musiała pisać takie na przynajmniej 30. To tak dla przypomnienia.

środa, 15 lutego 2017

Od Zirael "Nowonarodzona" cz. 9

Grudzień 2018 r.
- Ziri, co się stało? - powiedziała, stanowczo wpatrując się we mnie.
- Nic ja tylko... Chyba nie jestem najlepsza w nawiązywaniu znajomości - uśmiechnęłam się słabo i wyszłam, a Miniru podążyła za mną. Nie sądzę aby mi uwierzyła, choć była to prawda, mimo, że niekoniecznie był to powód mojego nastroju.
- Może zamiast tego, pójdziemy do biblioteki?
- Biblioteki? - Nie ukrywałam zdziwienia. Nie sądziłam, że Miniru tak lubi czytać.
- No bo... Ten, wiesz... No, jak mnie tak zapytałaś to pomyślałam, że w sumie mało o sobie wiem i może w bibliotece coś znajdę... - wymamrotała.
- Musisz być naprawdę zdesperowana, że na to wpadłaś - uśmiechnęłam się - ale czemu nie?
- Ok! - powiedziała ochoczo. Chyba już jakiś czas chodziło jej to po głowie.
I takim sposobem wylądowałyśmy wśród stosów książek, nie wspominając o niekończących się regałach wzdłuż skalnych ścian. Zależało nam na czymś jak drzewo genealogiczne Miniru, choć trudno zaprzeczyć abstrakcyjności tego pomysłu, skąd w końcu mogłoby się ono znaleźć w watasze? Jednak naszym celem były też wszelkie książki typu „spis pobliskich watah". Może wataha Miniru była w sojuszu z Watahą Magicznych Wilków? Albo były sobie wrogie? Wszystko, co było warte zapamiętania i co za tym idzie spisania musiało znajdować się tutaj. Jednak nic nie mogłyśmy znaleźć. Po wielu godzinach mogłabym spokojnie rzec, że znam na pamięć wszystkie watahy parę wiosen wstecz, które miały związek z naszą watahą, choć żadna nie wydawała się tą gdzie urodziła i wychowała się Miniru. W końcu porzuciłyśmy poszukiwania watahy, a zajęłyśmy się przemianami i zmianami osobowości w zależności od poszczególnych czynników. Co dziwne i tutaj nie znalazłyśmy przypadku Miniru, choć były podobne więc zostawiłam na chwilę Miniru samą z książkami, i poszłam się przebiec i złapać coś do jedzenia. Ze zdziwieniem odkryłam, że jest już zdrowo popołudniu. Wróciłam z królikiem w pysku, które ostatnio dosyć często udawało mi się łapać i położyłam przed jaskinią, ponieważ nie byłam pewna czy w bibliotece można jeść. Miniru wyszła na chwilę zjeść, kiedy ja wróciłam kartkować coraz to kolejne książki w poszukiwaniu informacji. Nie zdziwi to już chyba nikogo, że nie mogłam nic znaleźć co bardzo zaczęło mnie denerwować. Byłam sfrustrowana i najchętniej podarłabym wszystkie książki w zasięgu wzroku, czego oczywiście nie zrobiłam. Zapach książek, który na początku mnie urzekł teraz stał się nieznośny, a szelest kartek dzwonił w uszach. Po przeszukaniu ostatniej książki Miniru postanowiła wypożyczyć kilka z nich w których były opisane podobne przypadki i ewentualne sposoby radzenia sobie z tą przypadłością. Sama chciałam się dowiedzieć co oznacza "Luram". Po przeszukaniu dwóch, trzech, paru słowników przeszłam do słowników obcych. Tutaj książki możemy liczyć dziesiątkami. Kiedy dotarłam do najgrubszej książki ze zrujnowaną okładką, która o niemal spadła mi na łeb (gdyż znajdowała się na najwyższej półce, zapewne dawno nieużywana) udało mi się w końcu znaleźć "Luram". Słowo ów znajdowało się w sekcji "Nieprzypisanych/Nieokreślonych/Niezgłębionych słów" co było raczej komiczną nazwą. Niestety, okładka słusznie wskazywała na to, że książka jest stara, ponieważ wyszczerbione i czasem podarte kartki były wręcz zabazgrane, a niezapisane tak, że nie mogłam rozczytać definicji. Nawet nie było pewności, że tam rzeczywiście było napisane "Luram". Miniru i tak postanowiła wypożyczyć tę książkę, choć zastanawiałam się, jak chce ją rozczytać. Wydawała mi się zestresowana, jak i podekscytowana.
Kiedy wyszłyśmy było już ciemno, choć to już nas nie zdziwiło. Kiedy rozchodziłyśmy się do jaskiń, zadałam Miniru pytanie, które cały dzień chodziło mi po głowie:
- Dlaczego właściwie nie poszłaś wcześniej do biblioteki? - zapytałam niby obojętnym tonem.
- Nie wiem... chyba nie chciałam wiedzieć.
I odeszła.

Uwagi: W większości przypadków prze "a", "że" i "który" stawiamy przecinek. "Niezapisane" piszemy razem.

wtorek, 14 lutego 2017

Od Zirael "Polowanie"

Grudzień 2018 r.
Dzień był chłodny, zimny wiatr hulał po mojej jaskini, kiedy przebudziłam się rano. Nie miałam najmniejszej ochoty wychodzić, ale na kamieniu wcale nie było cieplej niż na zewnątrz. Wychodząc zauważyłam, że pada śnieg, pierwszy raz tej zimy. Nie powinnam narzekać, że jest zimno, ostania zima była dużo cięższa. Rozciągałam się przez chwilę, po czym pobiegłam do strumyka. Woda o dziwo nie zamarzła, musiała być pod ciśnieniem, co nie zmieniała faktu, że była lodowata. Po chwili namysłu zamoczyłam łeb i otrzepałam się energicznie. O ile przez to się nie rozchoruje było to nawet przyjemne - przynajmniej teraz byłam już rozbudzona. Swawolnym krokiem zamierzałam wrócić do jaskini. Jednak parę stóp od wejścia zauważyłam, że dawno nie byłam na polowaniu. W watasze chyba mieliśmy coś takiego jak "zespół polowań" który widocznie nie prosperował za dobrze, ponieważ nie widać było tej żywności. Zatem postanowiłam upolować coś sama. Nie miałam dzisiaj ochoty się ruszać, więc postawiłam na coś łatwego. Szybkim marszem weszłam na polanę i schowałam się za łagodnym pagórkiem. Po jakimś czasie z nory wyszedł zając, potem kolejny i tak dwa zające przemierzały polanę w poszukiwaniu żywności. Zaczaiłam się na nie i złapałam jednego za szyję i zadowolona z podniesionym ogonem wróciłam do jaskini. Po moim pierwszym posiłku od wielu dni poczułam się tylko bardziej głodna więc wróciłam na polanę, która teraz świeciła pustkami. Zrezygnowana postanowiłam szukać gdzie indziej i doszłam do jeziora. Nie znałam go więc okrążyłam je ostrożnie, a kiedy nie zauważyłam żadnego niebezpieczeństwa z dziwieniem odkryłam, że woda jest przejrzysta. Czyściutka, nienaruszona tafla wody. Wydało mi się to podejrzane więc wrzuciłam tam odrobinę śniegu, który pokrył ziemię cienką warstwą. Jednak tafla jeziora została zakłócona na chwilę, po czym wróciła do swojego spokojnego stanu. Pozostało mi się tylko ukryć. Znalazłam norę, która nie miała już żadnego zapachu innego zwierzęcia - zapewne porzucona - i weszłam do środka kładąc się na brzuchu. Musiałam długo czekać aż w końcu jakaś sarna postanowiła skorzystać z wodopoju. Nie wyczuła ani mnie nie usłyszała co pozwoliło mi zaatakować ją od tyłu. Zaciągnęłam swą zdobycz do jaskini zostawiając za sobą smugi krwi. Martwiłam się tylko, że ktoś lub coś postanowi zabrać mi mój posiłek, ale niczego po drodze nie spotkałam. Na ostatku wzięłam ją na plecy, żeby ślady nie zaprowadziły nikogo do mojej jaskini. Położyłam ją obok królika, po czym postanowiłam zmyć z futra ślady krwi pozostawione przez sarnę. Powróciłam więc do wcześniej odwiedzonego strumyka i oczyściłam dokładnie futro. Niestety, naiwnie wierzyłam, że zapach nikogo nie zainteresuje. Kiedy weszłam do jaskini, nieznany mi lis właśnie posilał się moim królikiem. Przegoniłam go, a kiedy wybiegłam ugryzłam go w łapę. Nie zależało mi na tym, aby go zabić, chociaż ze zranioną łapą czeka go najpewniej śmierć. Wzruszyłam ramionami - w końcu taki los złodziei - i lepiej ukryłam zapasy pożywienia.

Uwagi: brak

poniedziałek, 13 lutego 2017

Od Zirael "Czyżby zapomniany?" cz. 4 (c.d Shiryu)

Grudzień 2018 r.
Po dziwnie miękkim lądowaniu znaleźliśmy się w grocie. Nie dość, że na powierzchni temperatura zaczęła doskwierać, to tu, pod ziemią, było lodowato. Shiryu wydawał się podekscytowany, co bynajmniej nie było dobrą oznaką. Rośliny wokół nas były eksplozją barw i kształtów, co było na tyle niezwykłe co i nietypowe zwłaszcza o tej porze roku. Byliśmy w komnacie, z której prowadziła tylko jedna droga. Nie czekając na reakcję basiora spróbowałam wdrapać się z powrotem na górę.
- Poczekaj! - zawołał wręcz natychmiast - Nie mówiłem ci, że być może znajdziemy antidotum na amnezję występującą po zetknięciu się z wodą?
- Być może, jest o wiele zbyt niepewne. Poza tym nie słuchałeś co wilki mówią o Kiiyuko? Nigdy nie znaleziono lekarstwa. Wiesz czemu? Ponieważ go nie ma!
- Przestań, pomyśl co jeśli jednak istnieje cień szansy na to, że uratujemy starą Alfę?
- Myślisz, że jej rodzina i inni nie próbowali WSZYSTKIEGO, co mogłoby pomóc?
- Zawsze mogli coś przeoczyć...
- I akurat ty to odkryłeś, korzystając z książek, które należą do watahy. Każdy mógł ich użyć i zapewne zostały wykorzystane do granic możliwości, zanim w ogóle dołączyłeś do watahy.
- Czy to oznacza, że nie możemy obejrzeć tej jaskini? - zapytał z nadzieją.
Spojrzałam na korytarz. Nie wyglądał groźnie, natomiast niezwykle kusząco. Bez słowa ruszyłam powoli w jego stronę, na początku ostrożnie by po chwili omal nie wbiegnąć w zbiornik wodny, który rozlewał się po jaskini. Stąd już nie było żadnego wyjścia. Ze ściany wylewał się ciurkiem drobny wodospad napełniając podziemne jezioro. Oczarowana tym widokiem, dopiero po chwili zorientowałam się, że w całej jaskini leżą tuziny kościotrupów wilków. Kości leżały połamane na ziemi, pływały po powierzchni jeziora, jak i wyglądały złowieszczo zza skał rzucając jeszcze mroczniejsze cienie.
- To mógł być teren jakiejś watahy. Mogli tu mieszkać a jaskinia się zawaliła - powiedziałam cicho, jakby bojąc się naruszyć spokój dusz - Myślisz, że to woda z Jeziora Zapomnienia?
- Znajdujemy się gdzieś pod nim więc to bardzo możliwe.
Kości zdecydowanie leżały tu już dłużej. Ostatni raz omiotłam wnętrze wzrokiem i wyszłam. Shiryu został jeszcze przez chwilę, a potem do mnie dołączył. Wdrapaliśmy się z powrotem na górę - Shiryu ma bardzo przydatną umiejętność przemiany we wszelkiego rodzaju zwierzęta co bardzo nam pomogło - i postanowiliśmy wracać do watahy. Ciążyła na nas smutna atmosfera, przez co nie odzywaliśmy się wiele do siebie. Niestety, po paru metrach w ciszy nadarzyła się taka okazja. Zapomnieliśmy całkiem o wilku z przedtem, a nawet jeśli byliśmy świadomi że mógł być w pobliżu nie sądziliśmy że zaatakuje nas na naszym terenie. Basior wskoczył Shiryu na grzbiet, zanim zdążyłam jeszcze krzyknąć.

<Shiryu?>

Uwagi: Przed "że" powinno się stawiać przecinek.

niedziela, 8 stycznia 2017

Od Zirael "Czyżby zapomniany" cz. 2 (c.d Shiryu)

Wrzesień 2018 r.
Od dłuższego czasu nie widziałam Shiryu, a wcześniej dosyć często zdarzało mi się na niego natknąć. Nie przejmowałam się tym, widząc że żaden wilk w watasze nie jest zaniepokojony i zajmowałam się swoimi zadaniami. Shiryu był w watasze krócej niż ja, i zdawało mi się że nie rozmawiał z nikim oprócz mnie i Miniru. Poszłam do jego jaskini, i kiedy nie odpowiedział na moje wołanie przez jakieś piętnaście minut, zastanawiałam się czy wejść. Może śpi? Może nie ma ochoty na gości? W końcu nieco zestresowana weszłam i zdążyłam przeprosić za wejście bez pozwolenia, zanim zorientowałam się że nikogo nie ma. Były za to książki - i to wiele porozwalanych wszędzie. Chciałam wyjść, jednak ciekawość była zbyt silna. Wymyślałam zwariowane scenariusze, gdyby basior nagle wszedł do jaskini, ale nic takiego się nie wydarzyło. Obrzuciłam obojętnym wzrokiem stos książek; nie miałabym z nich żadnego pożytku, ponieważ nie umiałam czytać. Postanowiłam pójść za zapachem basiora. Była to spontaniczna decyzja, ale żal mi go było. Zostawiłam Miniru wiadomość, w której wszystko wytłumaczyłam. Obawiałam się że mogłaby pójść za mną, a nie wiadomo co zatrzymało Shiryu. Nie zabrałam nic czego od razu pożałowałam, ponieważ podróż trwała dość długo. Straciłam mnóstwo czasu, bo w międzyczasie musiałam coś upolować i znaleźć wodę i nocleg, ale w końcu całe życie byłam zdana tylko na siebie więc nie miałam najmniejszego problemu. W końcu dotarłam do jakiegoś jeziora, co bynajmniej nie kojarzyło mi się przyjemnie, więc postanowiłam się nie zbliżać. Zapach zaprowadził mnie do jaskini. W środku zastałam basiora, który pochylał się nad skrawkami papieru. Nie wiedziałam czy mam być wściekła, że uciekł bez słowa, czy cieszyć się, że żyje. Wybrałam to pierwsze.
- Cieszę się, że mości księciu nic się nie stało - wysyczałam.
- Zirael! - Shiryu w końcu mnie zauważył - Co tutaj robisz?
- To chyba ja powinnam o to zapytać! - kipiałam ze złości - Od kiedy się należy do watahy nie znika się bez słowa! Powiedziałeś komuś? Miałeś zamiar w ogóle wrócić?
Basior wydawał się zmieszany. Odwrócił wzrok.
- Dlaczego tutaj przyszedłeś? - powiedziałam już milej i przede wszystkim ciszej.
- Znalazłem mapę i postanowiłem tu przyjść. Nie uwierzysz co odkryłem.

<Shiryu? Mam nadzieję że będzie ciekawie :)>

Uwagi: Postaraj się pisać nieco dłuższe op. Brak niektórych przecinków.

Od Zirael "Nowonarodzona" cz. 7 (c.d. Miniru)

Wrzesień 2018 r.
Wrześniowe, ciepłe powietrze zawitało do mojej jaskini, niosąc ze sobą dźwięki ptaków i innych zwierząt leśnych. Było wcześnie rano, ale obudziłam się z niespokojnego snu. Czyżby poczucie winy dało o sobie znać? W prawdzie chciałam być dobrą i lojalną przyjaciółką, niezawodną. Niestety wyszło jak wyszło i Ziri po raz kolejny zepsuła sprawę.
Wyszłam z jaskini i postanowiłam się rozejrzeć. Wszystko wydawało się w porządku, jedynie wilki zwykle polujące na zające, spacerujące do wodopoju albo wykonujące swoje profesje, musiały jeszcze spać. Nic w tym dziwnego, skoro nawet słońce jeszcze nie wzeszło. Było wyjątkowo ciepło nawet jak na wrzesień, który w końcu nie był najzimniejszym miesiącem. Zima która ma niedługo nadejść, będzie prawdopodobnie łaskawa. Jednak w powietrzu unosiła się niespokojna woń. Postanowiłam zakraść się pod inne jaskinie. Nie zamierzałam zaglądać do środka a tym bardziej wchodzić. Z brzuchem przy ziemi, kroczek za kroczkiem przemieszczałam się do kolejnych jaskiń i nasłuchiwałam. Zwykle witały mnie tylko odgłosy chrapania, ciche pomruki albo szelest, kiedy wilk przewracał się na drugi bok. Kiedy została mi tylko Miniru, do której jaskini najbardziej bałam się wejść, poczułam ściśnięcie w żołądku. Zawołałam najpierw, ale odpowiedziała mi cisza. Weszłam do środka i zauważyłam waderę na środku jaskini, dygoczącą i zlaną potem. Podbiegłam do niej i próbowałam obudzić, ale zrezygnowałam z tego zauważywszy, że nie przynosi to efektu. Miniru co jakiś czas wypowiadała jakieś pojedyncze słowa jak zjawy czy luram, co tylko sprawiało, że zamartwiałam się coraz bardziej. Powtarzała również opętańczo Ziri... A jednak z naszej znajomości nie wynikało nic dobrego. Nie wiedziałam czy mam pójść po Astrid, ponieważ ostatecznie to był tylko sen, nieważne jak potworny by nie był raczej nie zagrażał jej życiu. Albo sama chciałam w to wierzyć. Słońce zdążyło już wzejść wysoko, a na zewnątrz dały się słyszeć odgłosy obudzonych wilków. W końcu Miniru zerwała się na równe łapy oddychając głęboko i rozglądając machając pyskiem we wszystkie strony. Czując niesamowitą ulgę, wstałam usiadłam naprzeciwko wadery i powiedziałam miłym, ale może za bardzo stanowczym tonem:
- Teraz powiesz mi wszystko o zjawach, o bestiach, o luram cokolwiek to znaczy, o twoich przebarwieniach, o naszyjniku, o runach i o - zawahałam się przez sekundę - twoich bliznach. - wadera wzdrygnęła się.
Nie chciałam, żeby to zabrzmiało jak rozkaz, raczej byłam strasznie zmartwiona i zła, że mi nie powiedziała o swoich problemach, ale może byłam już zbyt zmęczona, żeby być miła.

<Miniru? Mam nadzieję że Cię zaskoczyłam :)>

Uwagi: Brak kilku przecinków.

piątek, 2 grudnia 2016

Od Zirael "Nowonarodzona" cz. 5 (c.d. Miniru)

Kwiecień 2018 r.
Nie mogłam zrozumieć zachowania Miniru. Skąd to przerażenie? Czyżby miała czego się bać? Wadera zachowywała się moim zdaniem co najmniej dziwnie, jednak nie mogłam zaprzeczyć, że ją hmm... Polubiłam? Nie chciałam wyciągać pochopnych wniosków ani zbyt szybko nazywać ją przyjaciółką, ale jednocześnie miałam nadzieję, że kiedyś będziemy blisko. Odganiając te bezwartościowe myśli od siebie weszłam do jaskini Alfy. Pierwszy raz w życiu poczułam zdenerwowanie. Z nie wiadomo skąd urosła mi gula w gardle, z trudem przełykałam ślinę. No cóż - czyżby zaczęło mi na czymś zależeć?
Alfa siedziała spokojnie z tyłu jaskini. Trwała w absolutnym bezruchu, przez chwilę zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie zasnęła. Kiedy miałam już się powoli wycofać, wadera powitała mnie miłym, lecz stanowczym głosem. Wytłumaczyłam jej szybko cel mojej wizyty i czekałam niecierpliwie na odpowiedź. Suzanna jednak zadała mi najpierw parę pytań, głównie na temat mojej przeszłości. Skrzywiłam się nieco, ale odpowiedziałam na wszystkie wyczerpująco. Najbardziej niezwykłe i jednocześnie przerażające w waderze było to, że nie okazywała żadnych uczuć. Zadawała pytania i słuchała odpowiedzi, jednak jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Do ostatniej sekundy nie wiedziałam jak wypadłam, aż w końcu Alfa zgodziła się, i zostałam na okresie próbnym. Nie potrafiłam ukryć radości i ekscytacji, wyszłam z uśmieszkiem na ustach, lekko podrygując. Pomyślałam, że chyba dobrze mi poszło, ale szybko skarciłam się w myślach za ten nieuzasadniony wniosek. Nie musi pokazywać mi co o mnie myśli, w końcu sama zauważyłam, że potrafi maskować emocje. Teraz musiałam tylko odnaleźć jaskinię Miniru i wyciągnąć z niej jakieś informacje.
Nie poszłam jednak do niej od razu - potrzebowałam chwili samotności. Nie patrzyłam też do końca gdzie idę. Moją głowę przepełniały dziwne myśli. Myślałam o Shiryu, którego spotkałam w szpitalu, o Alfie, od której prawdopodobnie nigdy się nie do wiem co o mnie myśli, o Miniru, która ewidentnie coś w sobie skrywała. Chciałabym, aby zaufała mi na tyle, żeby mogła mi o tym powiedzieć. Chciałam jej pomóc, nawet nie dlatego że ona pomogła mi. Po prostu wzbudzała moje współczucie. Ona nie chciała, żeby ktoś wiedział o jej problemach. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Wędrując tam i z powrotem niczym Hobbit, natrafiłam na jakieś jezioro. Po długim spacerze poczułam się nieco spragniona, więc podeszłam bliżej, żeby się napić. Woda była mętna, nie widać było niczego co znajdowało się pod powierzchnią wody. Wyglądało na całkiem normalne, gdyby nie to, że właśnie wynurzał się z niego dwumetrowy potwór, strasząc swą bogato uzębioną paszczą. Strach mnie sparaliżował - łapy przywarły mi do zimnej ziemi. Wytrzeszczyłam oczy, próbując zmusić się do ruchu. Trwałam tak sekundy, które wydawały się wiecznością. Wreszcie oderwałam łapy od podłoża, obróciłam się niezgrabnie i rzuciłam się biegiem na śmierć i życie. Serce waliło mi jak młotem, oddech miałam szybki i nieregularny. Biegłam prawie na oślep, cudem omijając drzewa na mojej drodze. Jednak biegłam tak szybko, że kiedy zauważyłam przede mną zawalone drzewo nie było czasu się zatrzymać, skręcić nawet nie zdążyłam pomyśleć o przeskoczeniu ogromnego pnia, kiedy z impetem się z nim zderzyłam. Wstałam po - jak mi się wydawało - chwili, jednak w rzeczywistości musiało minąć trochę czasu, gdyż było zdecydowanie ciemniej. Było mi niedobrze, miałam zawroty głowy i całą drogę do jaskiń myślałam, że zwymiotuje. Co jakiś czas plątały mi się łapy i lądowałam na twardej ziemi. Leciała mi krew z nosa, ale ignorowałam to. Po drodze się obmyłam w lodowatej wodzie, która przynajmniej mnie odrobinę orzeźwiła. Zmyłam również lecącą ciurkiem krew. Kiedy dotarłam do jaskiń było już późno, a ja nie czułam się na siłach, żeby iść do Miniru. Położyłam się, ówcześnie tworząc iluzję ogniska obok mnie. Zażenowana swoją słabością, zamknęłam oczy. Miałam nadzieję, że Miniru zrozumie, dlaczego do niej nie poszłam. Miałam straszne wyrzuty sumienia. Po krótkiej chwili te i inne myśli odpłynęły, a ja zasnęłam.

<Miniru?>

Uwagi: brak.

sobota, 19 listopada 2016

Od Zirael "Nowonarodzona" cz. 3 (c.d. Miniru)

Marzec 2018 r.
Nie wiem, jak długo byłam nieprzytomna. Obudziłam się raz, w jaskini nieznanej mi wadery, potem znowu straciłam przytomność. Po ponownym odzyskaniu przytomności próbowałam sobie przypomnieć co się stało po moim zaiste nieudanym polowaniu. M... Minira? Miniro... Miniri... Miniru. Nazywała się Miniru. Była strażniczką czegoś tam i znajdowałyśmy się w watasze. W Watasze Magicznych Wilków z tego, co pamiętam. Potem przyszedł ktoś i tu urwał mi się film. Postanowiłam wstać, jednak po chwili się zachwiałam i upadłam. Bolało, ale to akurat nie było nic nowego. Po jakimś czasie ktoś przyszedł - jak mniemam, był to ten „ktoś” kto po mnie wtedy przyszedł. Astrid. Miniru prosiła, żeby ktoś ją zawołał. Wadera poinformowała mnie o tym, gdzie jestem, ile czasu minęło i w jakich okolicznościach tu trafiłam. Okazało się, że Miniru mnie odnalazła podczas swojego polowania. Później trafiłam tu, czyli do Wilczego Szpitala. Dodała również że byłam dosyć długi czas nieprzytomna, ale już jestem zdrowa. Później poszła zawołana przez kogoś, kto najprawdopodobniej potrzebował jej pomocy. Miałam tylko nadzieję, że ten wilk nie został stratowany przez jelenie jak ja. Zdecydowanie nie polecam.
Wyszłam z postanowieniem odnalezienia Miniru. Była strażniczką, czego mogą strzec strażnicy? Prawdopodobnie wszystkiego, ale i tak zamierzałam ją odszukać. Chciałam jej podziękować i - co było niestety najprawdopodobniej główną przyczyną - myślałam, że po rozmowie z nią będę wiedzieć co robić dalej. Skarciłam się w duchu za moje egoistyczne zachowanie. Oczekiwałam, że mi pomoże? Już to zrobiła. Co zrobię muszę obmyślić sama i nikt mi w tym nie pomoże, ponieważ każdy ma swoje własne problemy i nie ma ochoty zajmować się cudzymi. Tylko czasem zdarza się ktoś taki jak Miniru i ci pomaga.
Szłam tak przez jakiś czas, zastanawiając się czego to ona może strzec, kiedy ją dostrzegłam.
- Cześć - zaczęła pierwsza - cieszę się, że już wyzdrowiałaś.
- Cz-cześć - nie byłam zbytnio przystosowana do powitań - Dziękuje, że mi wtedy pomogłaś. - moje dialogi były dosyć sztywne, ale wadera zdawała się nie zwracać na to uwagi.
- Nie ma sprawy! - Uśmiechnęła się. Właściwie, cały czas wydawała się uśmiechać przez jej blizny przy ustach. Postanowiłam o nie nie pytać - przynajmniej nie teraz - Co zamierzasz teraz robić?
To pytanie mnie oprzytomniło. Zastanawiałam się przez chwilę aż w końcu sama postanowiła mi coś zaproponować.
- Wiesz, jeśli nie masz dokąd wracać to prawdopodobnie możesz do nas dołączyć. - miałam wrażenie, że uśmiechnęła się szerzej.
- Prawdopodobnie?
- Musisz iść do Alfy. Nie sądzę, żeby miała coś przeciwko, ale wolę niczego nie obiecywać.
Wstawanie rano, jedzenie i spanie zrobiło się już po prostu nudne. Dni, które nie różnią się od poprzednich i które nie będą różnić się od kolejnych. I tak okazuje się, że stratowanie przez jelenie to najlepsza rzecz, która mi się kiedykolwiek przydarzyła. Nie chciałam przebywać z dala od innych. Takie życie prowadzi tylko do zapomnienia. A ja nie chciałam zostać zapomniana. Postanowiłam przyjąć propozycję.
- Więc gdzie mogę ją znaleźć? - Tym razem Miniru na pewno się uśmiechnęła.
- Zaprowadzę Cię - powiedziała i już zaczęła zmierzać w stronę gdzie spodziewała się ją zastać.
"Miniru jest prawdopodobnie najbliższym mi wilkiem. Zainteresowała się mną bardziej niż rodzina" pomyślałam. Uśmiechnęłam się - coś nowego po tylu dniach obojętności - a po moim policzku spłynęła łza. Tym razem łza szczęścia. Szybko ją wytarłam i pobiegłam za waderą.

<Miniru?>

Uwagi: "Zaiście"? Prędzej "zaiste". Nie bardzo wiem, po co są te "dziury" w tekście.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Od Zirael "Nowonarodzona" cz. 1 (c.d. chętnego)

Marzec 2018 r.
Był to mglisty, zimny poranek. Obudziłam się dość wcześnie i postanowiłam wyjść z nory w poszukiwaniu jedzenia. Nory - pozostałości po lisach, które zdechły z głodu, nie dalej jak miesiąc temu. „Marny ze mnie wilk, skoro nawet jaskini nie mam” - ta myśl przywitała mnie wraz z chłodnym wiatrem uderzającym mnie w twarz. Nie mogłam spostrzec różnic między dzisiejszym a wczorajszym dniem - wszystkie tak samo się zaczynają i tak samo kończą. Właściwie śmierć lisów była ostatnio jedynym urozmaiceniem. Gdyby się zastanowić to trochę mi ich było szkoda. Przetrwały całą praktycznie całą zimę i zdechły pod koniec lutego. „No cóż - nie mam niczego lepszego do roboty oprócz rozmyślania nad marnym żywotem jakiś tam lisów, których nie znałam? Muszę polować i jeść, żeby nie skończyć jak one”. Potruchtałam w bardziej ustronne miejsce, położyłam się i czekałam. Liczyłam na trochę zabawy. Zając śmignął mi przed oczami, ale nie zareagowałam. Nie ma nic ciekawszego? Wstałam i już miałam łapać zająca, kiedy ukazał mi się jeleń. Właściwie nie ukazał tylko biegł panicznie w drugą stronę. Za późno. Rzuciłam się w pogoń. Był dosyć stary i sam, co było dość ciekawe. Zresztą sama jestem jakimś wyrzutkiem - zdecydowanie częściej wilki znajdują się w watahach. Biegłam coraz szybciej wiedząc, że za chwilę stracę go z oczu. Kątem oka zauważyłam, że coś wybiega z boku. Nie miałam czasu się obejrzeć - zostałam zmiażdżona pod kopytami najprawdopodobniej jego kolegów, nadziana na poroże, rzucona dalej. Jelenie zwykle nie atakują - to dopiero jest abstrakcja. Jednak ból przypominał mi, że to rzeczywistość. Jelonek, kochany pogalopował dalej z kolegami, a ja zwijałam się w bólu. Chciałam wrażeń? To je dostałam. Biały puch wokół mnie powoli zamieniał się w szkarłat. Umrę zdeptana przez moją ofiarę. Żałosny ze mnie łowca. Deptana od początku do końca. Bywa. Czułam jednak coś jeszcze oprócz zażenowania - smutek i żal.
- Nie chcę! - zapomniałam już jak brzmiał mój własny głos - Nie chcę umierać! Nie tu, nie teraz, nie w ten sposób! - łzy lały się potokami. Nie próbowałam nawet ich powstrzymywać.
- Zostanę zapomniana... Nikt nawet nie wie, że istniałam. Że tutaj byłam... A ci, co wiedzieli to albo nie żyją, albo mnie nie chcą. Albo nigdy się mną nie interesowali... - wspominałam ciotkę. Jak obiecywała, że w razie gdyby moim rodzicom się coś stało się mną zaopiekuje - WIĘC GDZIE JESTEŚ?! - Plułam krwią. Moje słowa stawały się już tylko niewyraźnym, żałosnym skowytem. Zastanawiałam się nad tym tak naprawdę, nic nigdy dla nikogo nie znaczyłam. Może z wyjątkiem rodziców.
Zobaczyłam waderę. Niewyraźną, dostojną postać. Nie wiem właściwie czy naprawdę ją zobaczyłam, czy było to tylko wyobrażenie spowodowane silną chęcią posiadania teraz kogoś przy sobie. W końcu mój żywioł to iluzja. Mimo to wydawała się taka znajoma...
Wiem, że straciłam przytomność. Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Nie rozpoznawałam miejsca, w którym się znajdowałam. Zamiast polany, wokół mnie wirowały nagie drzewa. Zamknęłam i otworzyłam oczy, chciałam, żeby obraz się uspokoił. Śnieg, na którym leżałam był tak nieskazitelnie biały, że zaczęłam się zastanawiać czy prawdziwy. Nie miałam siły się odwrócić głowy, żeby spojrzeć na moje rany. Znowu zobaczyłam wilka. Wadera? Nie, równie dobrze mógł być to basior, stał za daleko, żebym mogła dokładnie się przyjrzeć. Jeszcze ten wirujący obraz... Poczułam, że znowu odpływam.
- Zawołajcie Astrid. Szybko! - ostatnie co pamiętam to te słowa.
- Chyba się budzi... - otworzyłam powoli oczy.
- Co się stało? - miałam lukę w pamięci. Powoli przypominałam sobie zdarzenia, w moim mniemaniu, wczorajszego dnia.
- Witaj - wilk obok mnie się uśmiechnął - znajdujesz się w Watasze Magicznych Wilków.

< Kto mnie uratował :)?>

Uwagi: brak