Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarah. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2017

Od Sarah “Ach, te dzieci” cz. 1 (cd. chętny)

Jesień 2018
Po krótkiej pogoni skoczyłam, wbijając pazury w ciało mojej ofiary — był nią nikt inny, jak zając, którego upatrzyłam sobie na dzisiejsze śniadanie. Położyłam się na trawie i rozpoczęłam posiłek. Zostawiłam resztki na ziemi. Podniosłam się i postanowiłam czegoś się napić. Potruchtałam w stronę Wodopoju. Było tam kilka wilków, więc przywitałam się i zanurzyłam pysk w wodzie. Pijąc ją wpadłam na pomysł, żeby pójść do Mrocznego Lasu. Wtedy także przypomniałam sobie, o zdarzeniu mającym miejsce dosyć dawno, właśnie tam. Mając cichą nadzieję na spotkanie Drakena, ruszyłam w tamtym kierunku. No tak, Draken. Jedna z nielicznych osób, na których mogłam polegać, mój najlepszy przyjaciel... Czy mogłam dalej go tak nazywać? Po ucieczce nie widziałam go parę lat, a nasze ostatnie spotkanie trwało nie więcej niż parę minut. I znowu nastąpiła paromiesięczna przerwa. Wtedy nie wydawał być się innym, nadal był tym samym, słodkim basiorem, w którym się zakochałam. Ale kto wie, czy jest nim nadal?
W myślach skarciłam samą siebie. Skoro nie zmienił się kilka lat, to jaką różnicę zrobiłyby mu te miesiące? Zaczynałam myśleć, że nieco przesadzam. W pewnym momencie zatrzymałam się na chwilę. Coś usłyszałam, a ten odgłos dochodził z tyłu. Odwróciłam się w tamtym kierunku, ale po chwili uznałam, że to nic takiego, bo nawet, jeśli ktoś mnie śledził, mogę uciec. Albo w ostateczności spróbować go powalić. Przeszłam jeszcze kilka metrów i ponownie wstrzymałam wędrówkę. Czułam czyjeś spojrzenie na sobie. Rozejrzałam się dookoła. Ostrożnie weszłam między drzewa i usiadłam, znikając w ich cieniu. Chciałam dostrzec osobę, która postawiła sobie na celu podążanie za mną, a poczekanie, aż wyjdzie ze swojej kryjówki wydawało się być najlepszym pomysłem. Odczekałam niespełna minutę, i spostrzegłam, że na dróżkę między drzewami wychodzi szczeniak. Ach, te dzieci. Mentalnie poczułam ulgę, że nie jest to nikt obcy, lub co gorsza, człowiek. Uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam z cienia, a szczenię aż podskoczyło w miejscu, gdy nagle mnie zobaczyło.

<chętny?>

Uwagi: Spróbuj może pisać trochę dłuższe op. "Mroczny Las" to nazwa miejsca! Wszystkie "ochy" i "achy" zapisujemy przez "ch".

piątek, 6 stycznia 2017

Od Sarah “Przypadek?” cz. 2 (cd. Miniru)

Jesień 2018
Zobaczyłam waderę na oko młodszą ode mnie. Miała długą, jasną sierść na głowie i ogonie, a szarą na ciele. Na tylnej nodze miała jaskrawoniebieskie pasy.
— Dzień dobry... - po tym, jak się do niej odezwałam poczułam niewyjaśnioną wrogość w stosunku do niej. W mojej głowie narodziła się chęć zabicia jej. Zaczęłam wokół niej krążyć, a z mojego gardła wydobywało się głuche warczenie. Wydawała się być przerażona moim nastawieniem.
— Czego chcesz ode mnie?! — wykrzyknęła.
— Dowiesz się w swoim czasie!
Rzuciłam się na nią, zwalając ją z nóg. Przeturlałyśmy się kilka metrów dalej i wpadłyśmy do wody. Próbowała odpłynąć, ale na próżno. Szybko ją dogoniłam i z uśmiechem pociągnęłam ją na dno. Uderzyła głową o jakiś kamień. Jeszcze chwilę patrzyłam, jak traci przytomność. Zamknęłam oczy.
Gdy je otworzyłam, nadal byłam pod wodą, lecz w innym jeziorze. To było zdecydowanie mniejsze. Coś mówiło mi, że to jeszcze nie koniec z tą wilczycą. Cierpliwie zaczekałam z nosem tuż przy tafli wody. Niedługo potem ujrzałam jej pysk. Chwilę wpatrywała się w taflę wody, najpewniej patrzyła w swoje odbicie. Momentalnie jej źrenice zwęziły się i ledwo zdążyła się odsunąć, zanim wyskoczyłam z wody. Już miałam zamachnąć się na nią pazurami, ale poczułam jak coś uderza mnie w bok i wtapia się w moją skórę. Osłabłam z sił i upadłam na ziemię...
Gwałtownie otworzyłam oczy. Byłam lekko oszołomiona dziwnym snem. Zdrętwiały mi nogi, najwyraźniej spałam długo w jednej pozycji. Postanowiłam je rozprostować. Wstałam i walcząc o to, żeby się nie przewrócić wyszłam z jaskini. Ciepłe powietrze otoczyło moje ciało, słońce świeciło dzisiaj jasno. To wywołało u mnie uczucie pragnienia, gdyż od wczoraj nie miałam w pysku ani kropli wody. Skoro już chciałam się poruszać, to odpuściłam sobie przywoływanie wody i postanowiłam się napić z Wodopoju. Powoli wyruszyłam w tamtą stronę. Podczas drogi wielokrotnie zarzucałam głową, ponieważ moja grzywka musiała ułożyć się akurat tak, żeby zasłaniać mi całe otoczenie, a to niezmiernie mnie irytowało. Zapewne wyglądałam niczym wzięta żywcem z horroru. Przechodząc obok ostatnich drzew dzielących mnie od wodospadu, zauważyłam jasny ogon, prawdopodobnie innego wilka z tej watahy. Wydawał być się znajomy. Podeszłam bliżej, w celu rozpoznania go.
— Cześć... — przerwałam, kiedy — jak się okazało — wilczyca odwróciła się. Od razu wiedziałam, kim jest — tą wilczycą ze snu. Wolałam się jednak upewnić. — Czy ty mi się przypadkiem nie śniłaś?
Zmarszczyła brwi.
— Śniłam ci się? To dziwne... ty mi też.
Zamrugałam szybko. Czyżbyśmy miały ten sam sen? O co chodzi?
— Tyle pytań ciśnie mi się na język... Co było w tym śnie?
— Wiesz... — wyglądała na lekko zakłopotaną. — Byłam w lesie i nagle się pojawiłaś, zaczęłaś na mnie warczeć i zaatakowałaś mnie. Wpadłyśmy do wody, próbowałam uciec, ale rzuciłaś mną o dno... — z każdym jej słowem byłam coraz bardziej zdezorientowana. — Potem byłam w jakimś kanionie. Podeszłam do takiego małego zbiornika wody i spojrzałam na swoje odbicie, zauważyłam też ciebie. Udało mi się odsunąć, nagle z tej wody zaczęły wylatywać fioletowe perły i atakowały ciebie. Pode mną zaczęła się osuwać ziemia... i się obudziłam.
Przez chwilę nic nie mówiłam, łącząc wszystkie fakty w całość. Zabrakło mi słów, by opisać to, co czułam.
— Śniłam o tym samym — powiedziałam. — To było dziwne. Przecież jesteśmy w jednej watasze, musimy być, a ja ciebie atakowałam...
Zamyśliłam się przez chwilę. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie wiem jak się nazywa.
— Jak masz na imię? — spytałam.
— Miniru — odparła szybko. — A ty?
— Jestem Sarah.
Gdy wymówiła swoje imię, znów poczułam wrogość. Powstrzymałam się jednak od warknięcia na nią. Co się ze mną dzieje? Miałam ochotę zabić...
Gwałtownie się odsunęłam.
— Co się stało? — zdziwiła się.
Chciałam odpowiedzieć, że nie wiem. Zamiast tego spróbowałam się uśmiechnąć.
— Nie, nic. Miniru, trzymaj się, ja muszę pilnie coś załatwić.
Odwróciłam się i szybko pobiegłam prosto do mojej jaskini. Tam wyczarowałam trochę wody i wypiłam ją.
A było ją zabić...
Co się ze mną dzieje?

<Miniru? Co w tym czasie się z tobą działo?>

Uwagi: Nie "zapewnie", tylko "zapewne".

wtorek, 4 października 2016

Od Sarah "Zmiana" cz.1 (C.D. chętny)

Słońce grzało mi futro. Wybudziłam się ze snu i lekko uchyliłam powieki. Przewróciłam się na drugi bok i walnęłam nosem o kamień. Jęknęłam i szybko wstałam, klnąc pod nosem. Ewidentnie słaby początek dnia. Do tego byłam głodna. Pobiegłam do Zielonego Lasu. Gdy tam dotarłam zauważyłam jednak, że przestawał być zielony, a zaczynał nabierać jesiennych barw. Przewróciłam oczami widząc szczeniaka oglądającego kasztany i poszłam dalej. Świtało, więc zwierzęta powinny już wychodzić. Z oddali zobaczyłam sarnę, więc skryłam się w cieniu i zbliżyłam się do niej. Aby ułatwić sobie robotę, przywołałam lód i zamroziłam jej nogi. Skoczyłam na nią i zębami zgniotłam jej czaszkę. Kiwnęłam łapą i dotychczas unieruchomiona zdobycz padła na ziemię. Zjadłam tyle, ile mogłam a resztki zostawiłam na ziemi. Po sytym posiłku zaczęłam odczuwać pragnienie, więc czym prędzej pognałam do Wodopoju. Napiłam się czystej wody i spojrzałam na swoje odbicie. Zmieniłam się. Sierść mi urosła, najbardziej na grzywce. I nadal miałam te dziwnie położone runy na szyi. Za to oczy stały się dużo jaśniejsze, nie wiadomo dlaczego... Zanurzyłam łapę w wodzie. Poczułam coś w stylu ulgi, mieszanej ze spokojem. Po chwili zanurzyłam się cała i zanurkowałam. Przyjemny dotyk wody odprężał moje mięśnie. Oddychałam niczym przez skrzela, dzięki mocy. Podpłynęłam na płytsze rejony i wynurzyłam się. Machnęłam łapą, a woda uniosła się, tworząc spiralę. Potem fale i jeszcze fontannę. Bawiłam się swoim żywiołem, o którym prawie zapomniałam. Przestałam się koncentrować i ciesz wróciła do swojego pierwotnego stanu. Wyszłam z wody i otrzepałam się. Spojrzałam na Wodopój.
- Nie powiem, ładnie ci wyszło - usłyszałam głos za sobą.
Odwróciłam się.

<chętny?>

Uwagi: Jak sama pisałaś - trochę krótkie to op... Aż za krótkie. Przypominam, że akurat ty, jako stały członek WMW powinnaś pisać nie min. 20 linijek, a 30. Wyłącznie przez moje przeoczenie to op. pojawiło się na stronie. Następnym razem nie uznam.

piątek, 19 sierpnia 2016

Od Sarah “Odkrycie” cz. 7 (C.D. Kirke)

Z każdym krokiem postawionym na spaczonej mrokiem ziemi czułam się coraz dziwniej. Kirke dreptała tuż obok mnie. Do miejsca, w którym aktualnie się znajdowałyśmy, prawie nie dochodziło światło słoneczne. Nagle usłyszałam szelest za nami. Odwróciłam się, a moja towarzyszka uczyniła to samo.
– Słyszałaś? – wyszeptałam do niej.
– Tak…
– C-co to? – spytałam, a głos zamarł mi w gardle. Z pomiędzy drzew wystawała głowa jakiegoś strasznego stworzenia. Kształtem przypominała konia, a z czoła wystawał róg. Skóra wokół żółtych oczu była poobdzierana, a z nozdrzy leciała ciemnoczerwona krew. Gdzieniegdzie powyrywane były kępki czarnej sierści. Nasuwała się tylko jedna odpowiedź na moje pytanie. Mroczny jednorożec. Pionowe źrenice zwierzęcia zwęziły się. Wpatrywało się w nas, a my stałyśmy tak osłupiałe z przerażenia.
Nagle jednorożec stanął dęba. Kirke zawarczała. Czarne stworzenie ruszyło prosto na nią, wyciągając ostry jak sztylet róg przed siebie.
– Kirke, nie! – zawołałam wystraszona. Rzuciłam się przed nią, a przed nami pojawiła się nagle tarcza świecąca jasno niczym słońce, odcinając drogę zwierzęciu. Jednorożec zatrzymał się w ostatniej chwili, parskając. Zmrużył oczy i zaczął się wycofywać. Po kilku sekundach już go nie widziałam.
– Co to było? – powiedziała Kirke.
– Nie wiem – wyszeptałam. Rozbolała mnie głowa. – To nie Riven?
Wadera pokiwała przecząco głową.
– Czyli…
– Co wy tutaj robicie?! – usłyszałam ochrypły głos za nami. Odwróciłam się i ujrzałam Kazumę.
– My… No, umm… – zaczęła moja towarzyszka.
– W sumie nie obchodzi mnie to. Macie się stąd wynosić, jeżeli nie chcecie umrzeć. To, że teraz wam się udało przeżyć, graniczy z cudem – spojrzała na mnie. – Mroczne stworzenia nie lubią się bawić. Miałyście dużo szczęścia – urwała, by zakasłać. – A teraz wynocha!
– Ale…
– WYNOŚCIE SIĘ STĄD!
Niechętnie skierowałyśmy się do drogi w kierunku, z którego przyszłyśmy. Jeszcze raz spojrzałam na Kazumę, która okropnie się rozkaszlała. Zanim odwróciłam wzrok, wypluła na trawę krew. Po kilku minutach wędrówki zaczęło się rozjaśniać, a jeszcze trochę dalej było już całkiem jasno.
– Sarah, ta tarcza… – zaczęła Kirke, gdy wyszłyśmy z lasu. – Riven jej nie zrobił, powiedział mi to – uniosłam brew ku górze. – Pyta się, czy znalazłaś kiedyś jakieś kolczyki.
– Tak, takie biało-złote. To ma coś do rzeczy?
– To pewnie były Kolczyki Żywiołu. Takie, dzięki którym możesz poznać kolejny żywioł. Teraz nasuwa się jedno pytanie - jaki. Z tego, co mówi Riven wnioskuję, że może być to światło. Ale on twierdzi, że nie jest pewny.

< Kirke? >

Uwagi: Rzadkie przedmioty można nabyć gdy op. ma min. 50 linijek, a to zdecydowanie ma ich mniej. Nie uznaję odnalezienia Kolczyków.

wtorek, 19 lipca 2016

Od Sarah “Odkrycie” cz. 5 (C.D. Kirke)

Kirke powoli odwróciła się i wyszła z jaskini. Podniosłam się i uczyniłam to samo. W milczeniu brnęłyśmy przez Góry, a moją głowę zaprzątały tysiące myśli. Jaka była jej przeszłość? Opuszczono ją? Odebrano jej pamięć? Jakim cudem straciła skrzydła? Jak ktoś mógł być tak podły? To wszystko mnie przerastało, a na domiar złego korciło mnie, by spotkać się z Draken’em.
Biedna Kirke. Kiedy straciła Kasume, musiało jej być okropnie… - pomyślałam. - I jeszcze te skrzydła.
- Słuchaj... - zaczęłam. - Bolało cię to?
- Nie pamiętam - odpowiedziała - I chyba akurat tego nie chcę pamiętać… - poczułam jak wiatr szeleści każdym źdźbłem trawy. W końcu stanęłyśmy przed Mrocznym Lasem.
- Jesteś pewna? - spytała.
- Mamy inne wyjście?
- Ja mam, ale nie zostawię cię w tym samej - uśmiechnęła się lekko i weszłyśmy do lasu.
Zagłębiałyśmy się coraz dalej w las. Mijałyśmy kolejne, martwe drzewa. Przeszłyśmy obok miejsca, w którym zobaczyłam Drake’a. Po przejściu jeszcze kilkunastu kroków, poczułam się bardzo dziwnie. Jakby coś się ze mną działo… Zamknęłam na chwilę oczy, a gdy je otworzyłam, mój punkt widzenia stał się jakby… wyższy? Spojrzałam w dół, a to, co zobaczyłam sprawiło, że o mało nie zemdlałam ze strachu. Miałam nogi.
- CO TO JEST? - wydarłam się na cały las. - CO SIĘ ZE MNĄ STAŁO?!
Uniosłam przednią łapę, aby obejrzeć jej stan. Problem tkwił w tym, że to nie była łapa.
- I DLACZEGO JA MAM RĘCE? - wykrzyczałam. Przeniosłam wzrok na Kirke, która stała obok mnie. Ona również była inna. Była człowiekiem. - Co tu się, do cholery, wyprawia?

<Kirke?>

Uwagi: "Góry" w WMW to nazwa miejsca, więc powinnaś ją zapisywać z wielkiej litery.

niedziela, 22 maja 2016

Od Sarah "Odkrycie" cz. 3 (C.D. Kirke)

- Jak się czujesz? - powiedziała Kirke.
- Już lepiej, głowa mnie nie boli - spojrzałam na łapę. Była szara. Skupiłam się, a włoski znowu zaczęły przybierać biały kolor.
- Ej, co to było? - spytała zaciekawiona.
- Bo ja wiem? - odparłam. - Może to z kolczyków, może nie. Raczej to pierwsze.
Uśmiechnęłam się do wadery, po czym oznajmiłam, że idę na spacer.

***

Przesiadywałam w Mrocznym Lesie. Po ostatnich przeżyciach chciałam pobyć sama i poćwiczyć. Z moją mocą nocy było coraz lepiej - udało mi się przyzwać mroczną istotę na dwie sekundy oraz zniknąć w cieniu. Zlikwidowanie dnia zostawiłam na później. Skupiłam się i wystrzeliłam kulę mrocznej energii w pobliskie drzewo.
Do głowy wpadł mi pomysł.
A może by tak spróbować połączyć noc z lodem? - pomyślałam i tak zrobiłam. Stworzyłam lodowy wazon, który nasiąknęłam mrokiem. Naczynie przybrało ciemnogranatowy kolor. Popatrzałam chwilę na moje dzieło, po czym sprawiłam, że się rozpłynęło. Zadowolona powtórzyłam czynność, ale uformowałam ławkę, którą postawiłam w cieniu drzewa. Wskoczyłam na nią i usiadłam. Stałam się niewidzialna. Rozglądałam się dookoła: czarna kora drzew pasowała idealnie do naturalnie ciemnej trawy. Liście owych drzew rosły bardzo bujnie, przez co światło słoneczne tworzyło cienkie, świetlne smugi. To wszystko dawało temu miejscu mroczny charakterek i chęć spoglądania za siebie co sekundę. Pewnie dlatego ten las nazwano Mrocznym Lasem.
W zamyśleniu położyłam się i zasnęłam.

godzinę później

Otworzyłam oczy i podniosłam głowę. Między drzewami ktoś był. Nie był to jednak nikt z watahy, poznałabym. Pozostałam niewidzialna i przyglądałam się. Zauważyłam, że to basior. Wilk miał przy sobie amulet i najwyraźniej szukał miejsca, gdzie go schować. Położył go na ziemi i częściowo przykrył stertą liści. Wydało mi się to podejrzane.
- Ejejej! - zawołałam i wyszłam z cienia. Stałam się widzialna.
Basior odwrócił się i spojrzał na mnie z przestrachem.
- Kim jesteś?
- Ja? Jestem Sarah, od której aktualnie zależy Twój los. - powiedziałam z udawaną wyższością.
- Sarah? - spytał z niedowierzaniem. Spojrzałam na niego. Wydawał się... znajomy.
- Draken? - momentalnie zmieniłam nastawienie. Byłam równie zaskoczona. - Ty żyjesz?! Myślałam, że..
- Zdążyłem uciec. Przepraszam, że Cię tam zostawiłem, mogłem przecież...
- Spokojnie.
Chciałam podbiec do niego, przytulić się, poczuć jego zapach, jednak przypomniało mi się o amulecie.
- Będziesz ze mną szczery? - zmieniłam ton głosu.
- Tak. - odpowiedział, ale dostrzegłam kątem oka, jak zasłonił kępkę liści ogonem. Łzy napłynęły mi do oczu.
- Jak ty możesz?! - wybuchnęłam i wskazałam miejsce, w którym leżał amulet. - Co tam masz?!
Stał chwilę i patrzył na mnie wzrokiem zbitego psa. W jego miętowych oczach widać było wstyd.
- Amulet - zaczął. - ma na sobie klątwę.
Popatrzyłam na niego gniewnie.
- Czyli ty zamierzasz...
- Sarah, to nie tak! Ja muszę! Po prostu powiedz innym, żeby go nie ruszali, i tyle! Ja nie chcę was skrzywdzić, ona mi kazała! - chciałam dopytać o kogo mu właściwie chodzi, ale uprzedził mnie.
- Nie pytaj. Może kiedyś Ci to wyjaśnię.
Przysunął się do mnie i objął. Położyłam mu łeb na ramieniu. Staliśmy tak chwilę.
- Idź już - powiedziałam. - nie chcę, żeby ktoś Cię tu zobaczył.
Spojrzał na mnie i skinął głową, a potem poszedł w głąb lasu.
Zostałam sama.
Zawróciłam i udałam się w stronę jaskiń.

***

Weszłam do jaskini, w której wcześniej byłam z Kirke. Na szczęście nadal tam siedziała.
- Kirke, możemy pogadać?
- Dobrze - odpowiedziała. - Co się stało?
- Tylko nikomu nie mów - spojrzałam na waderę.
- Dobra, mów wreszcie.
Westchnęłam, zastanawiając się, od czego zacząć.
- Więc. Około rok temu dołączyłam tutaj. Wcześniej byłam w innej watasze. Miałam partnera, planowaliśmy dzieci. Wszystko było dobrze, dopóki nie zjawił się człowiek. Kłusownik. Zastrzelił wszystkie wilki, które zobaczył. Ja, jako jedyna byłam schowana w jaskini, przez co uciekłam - Kirke popatrzyła na mnie ze smutkiem. - Tak naprawdę wydawało mi się, że tylko ja przeżyłam. Dzisiaj spotkałam w Mrocznym Lesie mojego dawnego chłopaka, ale oczywiście coś musiało to zepsuć. On miał ze sobą medalion, który na polecenie miał schować na naszych terenach. To polecenie było od watahy wroga, Kirke.

<Kirke?>

Uwagi: "Po prostu" piszemy osobno.

wtorek, 8 marca 2016

Od Sarah "Odkrycie" cz.1 (cd. Kirke)

Obudziłam się dość głodna. Już kilka razy nie stawiłam się na porannym polowaniu, ale to nic. Chyba. Dzisiaj zamierzałam nadrobić zaległości, więc leniwie wstałam i udałam się do Zielonego Lasu. Po drodze złapałam i zjadłam królika, by nie polować "na głodniaka".
Doszłam na miejsce. Ekipa, a raczej kilka wilków, siedziało za krzakiem. Spojrzeli na mnie, a Tsume dał mi znak, żebym podeszła.
- Słuchajcie mnie uważnie. - zaczął nasz dowódca, gdy koło nich usiadłam. - Dzisiaj polowanie będzie nieco dłuższe. Najpierw musimy znaleźć i ubić jelenia, a potem idziemy nad Wodopój i łowimy ryby. Proste? Proste. No to do dzieła.
Szybko odszukaliśmy ładne stadko, a w nim rosłego jelenia z dość dużym porożem. Któryś z nas nastąpił na gałązkę, która cicho trzasnęła. To wystarczyło, by zwierzęta się spłoszyły, a nasza ofiara odłączyła się od stada. Pff... a ja myślałam, że to sarny są głupie. Mnie, oraz Soharze przypada funkcja goniących, więc ruszyłyśmy za nim. Był dość szybki, ale nie tak jak my. Biegnąc, starałyśmy się zapędzić jelenia do reszty. Udało się.
Kilka minut potem, ze zwierzęcia zostały same szczątki. Łowienie ryb też zakończyło się sukcesem, razem policzyliśmy ponad dziewięćdziesiąt ryb. Przy posiłku większość z grupy porannej rozmawiała ze sobą, ale ja jadłam w ciszy. Strasznie bolała mnie głowa, chciało mi się wymiotować. Tego drugiego, na szczęście, nie zrobiłam.
Wróciłam do jaskini i położyłam się. Niedługo potem usnęłam.

Niewyraźnie widzę polanę. Na niej człowiek. Dziewczyna. Ma długie włosy, szczupła i wysoka. Rozmawia z wilkiem. Waderą. To Kiiyuko. A może Suzanna? Chyba tak. Wilczyca jest zdziwiona. Dziewczyna spanikowana. Alfa uspokaja ją. Bez skutku.

Znowu byłam głodna, mimo że wcześniej jadłam. Nie mogąc się powstrzymać przed silnym uczuciem pustki w żołądku, wyszłam z jaskini i potruchtałam w stronę lasu.
Szybko dotarłam na miejsce. Słońce powoli zachodziło, a moje futro zaczęło powoli stawać się coraz ciemniejsze, a moje pasy i inne fiołkowe plamy na ciele lekko świeciły. Nie chcąc się zdradzić przed zwierzyną, ukryłam się w cieniu i zniknęłam. W milczeniu wyczekiwałam jakiegokolwiek zwierzęcia.
Po kilku minutach w zasięgu mojego wzroku pojawiła się sarna. W końcu podeszła bliżej i poczęła skubać trawę. Podbiegłam i skoczyłam na jedzenie. Uprzedziła mnie jednak pewna niebieska wilczyca, która najwyraźniej polowała na to samo zwierzę. Wpadłyśmy na siebie, a sarna rzuciła się do ucieczki. Bez zbędnych kłótni podniosłyśmy się z ziemi i ruszyłyśmy w pogoń. Wkrótce potem dorwałyśmy ją.
- To co, na pół? - zapytała wilczyca.
- Byłoby najlepiej. - odpowiedziałam. Podzieliłyśmy się ofiarą i zaczęłyśmy jeść.
- Wiesz, fajna jesteś. Większość wilków w takiej sytuacji zamiast wstać i dorwać sarnę, zaczęła by się kłócić, czyja to wina. - mimo nieustającego bólu głowy nawiązałam rozmowę. - Jestem Sarah, a ty?
- Jestem Kirke. Wiesz czemu nie zaczęłam się kłócić? Umieram z głodu.
Ja też. - pomyślałam.
- Tak szczerze, to nie do końca się najadłam. Może złapiemy coś jeszcze?
Skinęłam głową. Mój głód zamiast zmaleć, wciąż przybierał na sile. Z Kirke poszłyśmy nad Wodopój.
- Naprawdę? Ryby? - skrzywiła się.
- Tak, a co?
- Łatwiej złapać królika.
- Może i. Ale ja wolę ryby.
Mówiąc to, odwróciłam się do tafli wody. Odczekałam chwilę i gwałtownie zanurzyłam łapę. Wyciągnęłam ją, a ryba którą złapałam, miała moje pazury głęboko wbite między łuski. Rzuciłam ją Kirke i powtórzyłam czynność kilka razy. Parę minut później uzbierałam ich spory stos. Po zaspokojeniu głodu przez moją towarzyszkę, udałyśmy się w drogę powrotną.
- Słyszałaś to? - zapytała. Rzeczywiście, usłyszałam szelest. Spojrzałam na wilczycę. Miała pytający wzrok, pomieszany ze strachem. Odczuwałam to samo, tym bardziej, że głowa rozbolała mnie na tyle, że o mało nie upadłam. Odwróciłam się w kierunku dziwnego szelestu. Kiedy tylko to uczyniłam, Kirke zaczęła wrzeszczeć. Z zawrotną prędkością leciała w moim kierunku kula turkusowej many, a ja nie mogłam się ruszyć. Gdy mnie uderzyła, odrzuciło mnie do tyłu i uderzyłam plecami w drzewo. Zobaczyłam błysk, zaraz potem wszystko ucichło, łącznie z krzyczącą waderą. Przestałam czuć (w końcu) uciążliwy ból głowy i równie męczący głód. Już miałam się cieszyć, ale zdałam sobie sprawę, że nie jestem już czarna, tylko ciemnoszara, a żadna z moich naturalnych fioletowych plam nie świeciła. Blask dawał tylko koniuszek mojego ogona, który nie był fiołkowy, tylko turkusowy. Chciałam ruszyć łapą, ale zdałam sobie sprawę, że jestem sparaliżowana.
- Sarah! Co się z tobą stało?! - rzuciła się do mnie Kirke.
- Idź... po kogoś - wysapałam z trudem.
Pobiegła w kierunku jaskiń watahy, a mnie ogarnęła ciemność.

<Kirke?>

Uwagi: Nie zaczynamy zdania od "mi", tylko "mnie". Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Tym bardziej" piszemy osobno.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Od Sarah "Kiedyś nadejdzie starcia czas" cz. 6

Basior, który stał nade mną, uśmiechał się szyderczo. Jakim cudem wpadłam w jego pułapkę, tego nie wiem sama. Wyglądał na młodszego ode mnie, na pewno głupszego. Przy tym był mięczakiem z niewyparzoną gębą.
- Młodą damę to w ogóle do wojska przyjęto? - zaśmiał się. - Troszkę szybko panna wpadła w moje łapy.
- Śmiej się, śmiej - burknęłam, przyciśnięta do ziemi. Miałam gdzieś, że równie dobrze mógłby w tej chwili zadać śmiertelny dla mnie cios. Wszystko miałam gdzieś, liczyło się to, że trzeba bronić watahy. Trzeba pokazać, na co mnie stać. Uderzyłam go tylną łapą w brzuch, przednią wymierzyłam mu coś na styl policzka. Przeturlałam się na bok i wstałam. Patrzyliśmy sobie w oczy, czekając, aż któryś zaatakuje. Wilk uśmiechnął się z politowaniem.
- No dalej. Kobietom się ustępuje. - powiedział.
- Kobieta żąda, byś to ty zrobił pierwszy ruch.
- Dobrze więc.
Zamachnął się łapą, z zamiarem "podcięcia" mi nóg. Uskoczyłam. Za drugim razem jednak się mu udało i przewróciłam się na trawę. W locie zafundowałam mu trzy, krótkie rany, w okolicach płuc. Podniosłam się i rzuciłam na niego. Wbiłam pazury głęboko w jego skórę, zęby również, w okolicach karku. Usiłując mnie zrzucić, zadał mi kilka głębokich ran na nodze i brzuchu. Powstrzymując krzyk, zacisnęłam szczęki jeszcze bardziej. Usłyszałam chrupnięcie. Sparaliżowany basior opadł bez sił na ziemię, wpatrując się we mnie bolesnym wzrokiem. Próbował coś powiedzieć, ale nie mógł. Westchnęłam i mocno ugryzłam go w szyję, zabijając go. Przecież nie będę patrzeć, jak wolno umiera, mam swój honor i godność.
Poziom adrenaliny spadł, a ja poczułam tak gwałtowny ból, że o mało nie ugięły się pode mną łapy. Położyłam się na trawie i by troszkę sobie ulżyć, zamroziłam sobie łapę i podbrzusze. Leżąc chwilę, myślałam. Czy dobrze zrobiłam? Może lepiej by było, bym została w jaskini? Przecież nie jestem wojowniczką, nie powinno mnie tu być. Gdybym trafiła na silniejszego wilka, albo choćby mądrzejszego, źle by ze mną było. Trudno, czasu nie cofnę, tak jak niektóre wilki. Wrzaski na polu walki momentalnie ucichły. Dźwignęłam się i poszłam w tamtą stronę. Skryłam się za krzakiem, i wyjrzałam zza niego. Wszystkie wilki zaprzestały walki, a raczej niektóre, te, które były w centrum wydarzenia, które przyciągnęło moją uwagę.
D w ó c h   A l e k s a n d r ó w stało koło siebie, mierząc się wzrokiem. Jeden z nich, trzymał swoje pazury bardzo blisko Kiiyuko, tak, jakby zamierzał ją rozszarpać. Mówił coś bardzo cicho do tego drugiego, prawie niesłyszalnie. Nagle, ten wziął leżący koło nich miecz i odciął temu pierwszemu głowę. Przerażony swoim czynem upuścił broń i spojrzał na leżącą w kałuży krwi część ciała. Za chwilę otrząsnął się, zabrał głowę i poszedł w las. Osłupiałe wilki z Watahy Asai stały jak wryte.
- Odwrót! - wrzasnął ktoś i wataha się wycofała. Po prostu.
Wataha Magicznych Wilków natychmiast przystąpiła do rozmów i leczenia ran. Ranna Kiiyuko nie mogła się podnieść. Podbiegłam do niej i pomogłam jej wstać.
- Co ty tu najlepszego robisz? - spytała tonem zatroskanej (byłej już, co prawda) Alfy.
- Jak to co, pomagam ci wstać. - Tja, ja i moja ironia.
- Sarah, nie jesteś wojowniczką - mówiła. - Mogło ci się coś stać, i stało.
- Chwilowo sobie poradzę.
Kii, dotychczasowo stojąca niepewnie na czerech łapach, przewróciła się, znowu.
- Pójdę po Astrid - powiedziałam.
Podniosłam głowę. Moim oczom ukazał się niezbyt miły widok: pobojowisko całe w plamach krwi, leżące nieprzytomnie wilki, ranne bardziej lub mniej. Niektóre z nich krążyły między poszkodowanymi, bandażując im rany i nakładając okłady. Pośród nich zobaczyłam Astrid.
- Astrid! - zawołałam. - Chodź na chwilę.
- Zaczekaj - odkrzyknęła.
Ruszyłam w jej stronę. Klęczała nad mocno poranioną od ognia wilczycą.
- Poparzona - mówiła pod nosem. - Okłady mi się skończyły...
- Kiiyuko.
- Co Kiiyuko?
- Kiiyuko jest ranna.
- Gdzie jest?
Wskazałam miejsce, w którym leżała Kii.
- Co do okładów - zaczęłam - to mogę cię wyręczyć.
- Dobrze - powiedziała i pobiegła do byłej Alfy.
Nieprzytomna wadera ocknęła się.
- Wody... - wyszeptała.
- Już podaję. - powiedziałam żartobliwie, wykopałam dół i natychmiast przywołałam wodę. Napiła się, po czym bezwładnie położyła głowę na ziemi. Zrobiłam jej okład z lodu na wszystkich jej ranach, po czym usiadłam. Słońce niemiło piekło, co nie poprawiało stanu niektórych rannych. Skupiłam się, starając przyzwać noc. Nic się nie zadziało.
No cóż - pomyślałam - mam jeszcze wiele do nauki.

 Uwagi: "Nade mną" piszemy osobno. Nie "puapkę", tylko "pułapkę". Nie ma takiego słowa jak "poddźwignęłam". Rozwijaj skróty (WMW = Wataha Magicznych Wilków). Literówki...

środa, 3 lutego 2016

Od Sarah "Nowe stado" cz. 3 (cd. Astrid/Lihtium Vane/chętny)

Po dołączeniu do watahy na stałe, bardzo się ucieszyłam. W wilkach było jednak coś, co nie pozwalało mi długo z nimi przebywać, coś, czego nie mogłam znieść. Nie było to na pewno zbytni optymizm lub pesymizm, ani gadatliwość niektórych, tylko coś innego.
No tak. Ta wataha była ze sobą bardzo mocno zżyta, zupełnie jak moja...
Przez te smutne wspomnienia postanowiłam, że pójdę i znajdę sobie jakiś kąt, w którym poczuję się lepiej, ale dopiero po zmroku. Lubiłam spacerować kiedy było ciemno.
Co prawda, to prawda, rzucałam się wtedy w oczy przez moje białe futerko, no ale kto by na to zwracał uwagę? Jak ktoś mnie zauważy, to po prostu powiem, że idę na spacer. W sumie będzie to prawdą.
Do nocy zostało jednak sporo czasu. Postanowiłam wybrać się w góry, więc spytałam waderę, która wcześniej przedstawiła się jako Astrid, o drogę. Ta wyjaśniła mi bardzo dokładnie, a potem spytała:
- Idziesz polować?
- Nie, raczej się przejdę. Chociaż... - zamyśliłam się. - Macie tam jakąś zwierzynę? Troszkę głodna jestem.
- Hm. W górach mamy oczywiście dużo zwierząt, ale tam królują kozice. Mniam... Aż mi ślinka cieknie.
- Lubię kozice. Nawet smaczne i łatwo złapać.
- Ha! Łatwo? - zaśmiała się wilczyca. - Żartuj sobie, żartuj. Jak cię kopnie to nie będziesz już w nastroju do...
- Ja wcale nie żartuję.
- Hahaha! Ta! Na pewno! - wilczyca tak się rozchichotała, że aż musiała usiąść.
- No co? Tam gdzie mieszkałam, zwierzyny było bardzo mało. Same kozice. Szkoliłam się na polowania na nie w poprzedniej... - urwałam. Wspomnienia wróciły. Miałam przed oczami okropny widok, który zobaczyłam, zanim uciekłam jak tchórz. W moich oczach pojawiły się łzy, które szybko wytarłam.
Astrid musiała to zauważyć.
- Coś jest nie tak? - spytała.
- Wszystko dobrze... Po prostu... Nie, już nic - wytarłam kolejne łzy i twardo spojrzałam przed siebie.
- No, mam nadzieję. - powiedziała, dając wyraźny znak, że chce zmienić temat.
- Więc... Idziemy na te kozice, czy tchórzymy przed kopniakiem? - zmusiłam się do uśmiechu.
Na razie nie mogę przecież myśleć o takich sprawach, aktualnie tylko mój żołądek się liczy.

***
- Dobra, prezentuj swoje umiejętności. - powiedziała Astrid, gdy dotarłyśmy na miejsce.
Rozejrzałam się wokół. Widok cudowny, niemożliwy do opisania. Jasnoszare skały pięknie wyglądały przyprószone białym puchem. Prawie bezchmurne, niebieskie niebo silnie kontrastowało z porośniętymi partiami gór.
Dostrzegłam młodą kozicę, na półce skalnej jakieś pięć metrów nad nami. Podbiegłam trochę w prawo i zaczęłam dość zwinnie wdrapywać się na górę, omijając cel szerokim łukiem. Gdy znalazłam się około metr nad nią, upewniłam się, że nie spadnę, a potem zeskoczyłam tuż obok kozicy. Skoczyłam na nią zanim się zorientowała, że w ogóle jestem tuż obok niej. Przygwoździłam ją łapami do ziemi, a zęby zanurzyłam w jej szyi. Ale ona zrobiła coś, czego kompletnie się nie spodziewałam: zrzuciła mnie i - co prawda - krwawiąc, rzuciła się do ucieczki. Najgorsze było to, że zdążyła jeszcze zamachnąć się swoimi "ozdobami" na głowie, raniąc moje prawe ucho. Było to tylko zadrapanie, więc bólu nie czułam. Bardziej czułam tylną łapę, w którą musiała kopnąć, kiedy jeszcze leżała.
Zdezorientowana patrzałam na skałę, za którą zniknęła.
- Nic ci nie jest? - zawołała z dołu Astrid.
- Nie, nic - odparłam i zaczęłam schodzić z górki, lekko kulejąc.
- Nic? A twoje ucho? Przecież kulejesz!
- Ee, tam. To tylko zadrapanie, nogę też sobie wyliżę.
- No dobra, ta ranka niedługo zejdzie, ale nie wiem co z nogą.
- Mówiłam będzie okej. Ale... jakim cudem ta kozica mi umknęła? Ona jakaś zmutowana jest, czy co?
- Nie - wadera roześmiała się. - te nasze są po prostu wymagające. Ale było nawet okej. Nieźle ją poraniłaś.
- No może, ale nadal jestem głodna. - jęknęłam.
- Zaraz pójdziemy zapolować na coś innego - stwierdziła i uśmiechnęła się. - Jak na razie to z tą nogą trzeba coś zrobić. Powinnam mieć ze sobą jakieś bandaże...
Odwróciłam głowę, żeby znaleźć jakąś inną kozicę. Gdy znowu spojrzałam w jej stronę, zamiast zobaczyć wilczycę, dojrzałam niebieskowłosą kobietę, która szukała czegoś w kieszeniach.
- Odsuń się ode mnie! - krzyknęłam i zaczęłam się cofać z położonymi po sobie uszami.
- Sarah, co jest? - powiedziała.
- Zostaw mnie w spokoju! - obnażyłam szczęki.
Dziewczyna spojrzała za siebie, w prawo i lewo, a potem znowu na mnie. Podniosła dłoń i na nią popatrzała.
- Aha, o to ci chodzi! To ty nie wiedziałaś, że umiem zmienić się w człowieka?
- Co? Astrid?
- No raczej, baranie. - zaśmiała się.
- Ja... sory, że na ciebie nawrzeszczałam.
- Nic się nie stało. Tylko... czemu tak reagujesz na ludzi?
Nie odpowiedziałam. W sumie nawet nie musiałam, bo chyba się domyśliła.
- Dawaj łapę. Muszę ci ją zabandażować, a tak mi będzie łatwiej - powiedziała po chwili ciszy.
Przyłożyła mi bez słowa kawałek gałęzi do bolącego miejsca i starannie owinęła.
- Na razie tyle wystarczy. Kiedy wrócimy do watahy, zbadam cię lepiej - zaczęła i zmieniła się w wilka. Nareszcie. - a na razie idziemy do lasu. Złapiemy jakąś sarnę czy jelenia.
***
Gdy byłyśmy syte, wróciłyśmy na tereny mojej nowej "rodzinki". Zaprowadziła mnie do jaskini, która służyła wilkom jako szpital. Zdjęła opatrunek, zbadała mnie, coś tam mruknęła.
- Masz skręconą łapę - powiedziała w końcu. - muszę ci ją unieruchomić, a potem zdezynfekuję twoje ucho.
- Okej, cokolwiek to znaczy.
Usztywniła mi łapę, potem na chwilę poszła czegoś poszukać. Gdy wróciła (w formie człowieka), niosła malutkie pudełko. Otworzyła je, wyjęła coś podobnego do kropel do oczu, które miałam już okazję zobaczyć. Kazała mi przez chwilę mieć uszy nieruchomo. Zamknęłam na chwilę oczy, chcąc już stąd wyjść. Miałam zamiar pobiegać, nawet ze skręconą łapą, w końcu muszę troszeczkę potrenować na stanowisko goniącego. Poczułam lekkie pieczenie.
- Puścisz mnie już stąd? - spytałam, znudzona.
- Za chwilę, szczeniaku - uśmiechnęła się. - Musimy poczekać. Zaraz cię wypuszczę.
Po kilku minutach wyszłam z jaskini. Po drodze spytałam się Astrid, gdzie mogłabym troszkę udoskonalić mój żywioł lodu, choć o tym, że go posiadam na razie nie wspomniałam.
- Śnieżny Las jest doskonały. Tam jest wiecznie zimno, nawet latem. Pójdziesz na północny wschód, to dojdziesz na miejsce. Tylko jeszcze jedno: może być ci lodowato, bo aktualnie jest tam dużo na minusie.
- Przecież mój żywioł to lód. Nie odczuwam niskich temperatur.
- Naprawdę? Czemu więc nie zamroziłaś tej kozicy, na którą polowałyśmy, albo nie odcięłaś jej drogi ucieczki?
- Nie do końca znam swoje możliwości.
- Aha - ucięła. - Tak czy siak, tam pewnie poczujesz się lepiej - uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam uśmiech i utykając, ruszyłam w drogę.
O to że się zgubię, nie musiałam się przecież martwić.
Dotarłam na miejsce.
- Jak tu pięknie... - wyszeptałam. Rzeczywiście, czarne kontrasty na korze rosnących tutaj brzóz ślicznie wyglądały na tle nieskończonej bieli.
Rzuciłam się na śnieg i zaczęłam się tarzać. Zanurzyłam pysk w kryształkach lodu i położyłam się. Machnęłam kilka razy ogonem. Poczułam coś, dotyk czegoś zimnego. Obejrzałam się za siebie.
Ujrzałam częściowo zagrzebane w śniegu biało-złote kolczyki. Wstałam i im się przyjrzałam. Miały lekką, jasną poświatę. Nie miałam chwilowo gdzie je włożyć, więc postanowiłam, że schowam je w swojej jaskini. Najwyżej później popytam, czy ktoś ich nie zgubił.
kilka godzin później
Zapadał zmrok, a ja czułam to samo, co wtedy, kiedy opuściłam tereny mojej watahy.
Dlaczego o tym pomyślałam, znowu? - pytałam się w duchu. - Nigdy tego nie pojmę.
Jak już wcześniej postanowiłam, wyruszyłam na nocny spacer. Dość długo krążyłam po terenach watahy, aż natrafiłam na dużą polanę na klifie, z morzem "na widoku". Całe to miejsce było otoczone różowo-fioletową poświatą, co dodatkowo sprawiało, iż było piękne. Może nawet magiczne. Pod klifem zobaczyłam plażę, z jasnym, prawie białym piaskiem. Zeszłam na nią, i usiadłam. Piasek był ciepły, co było dość dziwne przez fakt, że była noc. Ciągnęło mnie do morza. Chciałam wejść i się porządnie zanurzyć, a jednocześnie coś podpowiadało mi, że lepiej zostać na brzegu.
Zdecydowałam się pomoczyć łapę (YOLO, jak to mówią). Woda również była ciepła, niepokój się rozwiał. Już miałam zrobić krok i wejść do morza, ale usłyszałam głos, a raczej krzyk:
- Stój! Nie wchodź do wody!
<Astrid? Lihtium Vane? Sorki, że tak długo, szkoła :/>

Uwagi: "Na pewno", "na razie", "coś tam" i "po prostu" piszemy osobno. "Przyprószone" pisze się przez "ó". Nie środkuj tekstu za pomocą Spacji! Nie pisz cudzysłowie za pomocą dwóch przecinków.

wtorek, 12 stycznia 2016

Od Sarah "Nowe stado" cz. 2 (cd. Astrid/Shiro)

- Tak w ogóle, jestem Astrid. Miło poznać. - powiedziała wadera.
- Ja Sarah... - byłam zbyt roztrzęsiona, żeby wykrztusić cokolwiek więcej.
- Co się stało? Nie płacz!
- Jak mam nie płakać? Właśnie straciłam watahę! Jedyną rodzinę...
- Ojej, przepraszam - zmieszała się
- To nie twoja wina.
- Może...
- Co może? - wychlipiałam.
- Może Alfa zgodzi się cię przyjąć na okres próbny. Wiesz, może będzie ci lepiej.
- Hm - zamyśliłam się. - Ale ja przecież dopiero...
- No właśnie o to chodzi. Nie będziesz samotna.
Rozważałam jej propozycję. Policzyłam "za" i "przeciw", wyszło na to, że "za" wygrało.
- No dobrze.
- Super! Zobaczysz, z nami jest łatwiej niż samemu.
Ruszyła przez łąkę, a ja podążałam za nią. Nie pozwalając, żeby smutne wspomnienia mnie ogarnęły, cały czas o czymś gadała. Wspomniała coś o jakimś naszyjniku, ale przyznaję się bez bicia, że jej akurat wtedy nie słuchałam.
- Jesteśmy na miejscu - powiedziała i "zapukała" o ścianę jaskini. - Alfa Suzanna?
- Tak? - odpowiedział jej żeński głos.
- Wejdź - powiedziała Astrid. - tylko nie próbuj nic kłamać. Tymbardziej, jeżeli spyta, skąd jesteś.
~kilkanaście minut później~
- I jak? - zagadnęła mnie wadera.
- Jestem na... - i nie zdążyłam powiedzieć "okresie próbnym", bo w tym samym momencie wpadła na mnie puszysta, szaro-beżowa kuleczka.
 
<Sory że tak mało, nie mam weny ;/ Astrid? Shiro?>

Uwagi: Cudzysłowie nie zapisujemy za pomocą dwóch przecinków! Do tego służy znak ". Nie środkuj za pomocą Spacji... jeśli jest przeskok w czasie, ja to wówczas wyłapuję i sama środkuję odpowiednią opcją. xd

czwartek, 7 stycznia 2016

Od Sarah "Nowe Stado" cz.1 (cd. chętny)


   Leżałam cicho na swoim miejscu przy skale. Obudziłam się i podniosłam głowę. Wstałam i postanowiłam, że pójdę poszukać stada. Wybiegłam na polankę i rozejrzałam się, lecz nikogo nie zauważyłam. Szybko pojawiłam się w lesie, lecz tam również nie było żadnego wilka, tym bardziej z mojego stada. Spuściłam nos i zaczęłam węszyć. Może wyczuję jakiś zapach...
   Usłyszałam strzał. Poderwałam głowę i postawiłam uszy na sztorc. I znowu, kolejny strzał, i następny. Mimo, iż się bałam, z podkulonym ogonem wolno podeszłam w stronę dźwięku kilka kroków. Gdy usłyszałam kolejny strzał, odskoczyłam do tyłu. Puściłam się biegiem, tam, skąd owe huki dochodziły. Gdy zatrzymałam się na skraju skały, z której mogłam widzieć całą polanę, ujrzałam okropny widok - moje stado, co do wilka, leżało na ziemi, z krwawymi ranami na bokach i głowach. Zobaczyłam człowieka, z bronią. Zapewne, to on, zabił stado dla cennego, białego futra. Nie mogąc dalej na to patrzeć, pognałam w głąb lasu. Nie wiadomo czemu, czułam nowy, niespodziewany przypływ dziwnej energii, jakby magicznej... Biegłam długo, aż do popołudnia, płakałam. Zmęczona, zaczęłam iść ze spuszczoną głową. Patrzałam na to, jak moje łapy przesuwają się, to do przodu, to do tyłu, przez co wpadłam na jakąś wilczycę.
- Z jakiej jesteś watahy? - Zapytałam odruchowo.
- Z Watahy Magicznych Wilków, co się stało? - wilczyca spytała ze zdziwieniem. W jej oczach pewnie byłam wariatką, ale widać było, że chce pomóc.
<chętny?>

Uwagi: Za mało opisów jak na moje oko... Wszystko działa na schemacie "Zrobiłam to. Poszłam tam. Usiadłam tu." itd.