Myśli, od których nie umiem się odpędzić. Najpierw pojedyncze słowa, a
potem krótkie zdania. Jest ich coraz więcej. W pewnym momencie tworzą
barierę, przez którą nie mogę się czasem przedrzeć. Niektórzy nazywają
to rozmarzeniem, ja nadałam temu stanowi miano smutku. Nie wiem,
dlaczego. Im więcej siedzę sama, tym więcej myślę. A im więcej myślę,
tym bardziej jestem rozczarowana sobą.
"To koniec, zabiliśmy w sobie wszystko.
To koniec... Mogliśmy więcej,
przykro."
Otworzyłam oczy. Jestem sama, w swojej jaskini. Towarzyszy mi tylko
wszechobecna cisza, która pewnie niedługo także odejdzie. Nie wiem, co
się ze mną dzieje... Może powinnam wyjść i się przewietrzyć? Być może
dobrze mi to zrobi. A może napatoczy się ktoś do rozmowy? Ciekawe.
Ostatnio zauważyłam, że zaczynam bardziej wychodzić do innych. Coś
czuję, że pewnie nadejdzie taki dzień, kiedy to się na tym przejadę. To
nie bez tego.
Dziwiło mnie to poruszenie wśród wilków. Nie lubię plotek, przez co
zwykle nie wiem, co się dzieje w watasze. Moje zajęcia sprowadzają się
do polowań, opieki nad szczeniętami, zajmowaniem się biblioteką i
egzystencją. Czasami lubię porozmawiać z innymi, ale to nie oznacza, że
udzielam się cały czas.
I tyle.
Do moich uszu dobiegło wycie. Co się dzieje? Czyżby mobilizacja? To
wycie oznaczało, że czas walki nadchodzi... W takim wypadku...
Szczenięta! Jestem za nie odpowiedzialna... A może to ćwiczenia? W
głowie tysiące myśli na sekundę. Ale... gdzie one teraz mogą być?
Chwila, przecież Kiiyuko ma mieć z nimi logikę. Rozłożyłam skrzydła i
wzbiłam się jak najprędzej. Leciałam w stronę Szczenięcej Polany.
Wszystko było takie małe... Jak pragnę, by takie stały się moje
"problemy" - małe, nic nieznaczące z perspektywy Wszechświata.
Uświadomiłam, że tak naprawdę nie znaczymy nic. Kiedy odejdziemy, nikt
nie będzie pamiętał o naszych mogiłach.
Przeleciałam przez Zielony Las, wpatrując się w rozłożyste korony drzew.
Minęłam Wodospad, widziałam, jak niektóre wilki biegły w stronę
centrum.Wylądowałam w końcu z głuchym łoskotem na Polanie. Dzieci oraz
ich nauczyciel popatrzyli na mnie jak na zbiega z psychiatryka.
- Li Vane? Co ty tutaj robisz? - zapytała nagle wadera.
- Nie słyszałaś wycia? - zapytałam ze zdziwieniem. - Mobilizacja sił
watahy. Biegnij! Ja w tym momencie jestem odpowiedzialna za dzieci. -
powiedziałam. Kiiyuko spojrzała na mnie i pobiegła ile sił w stronę
centrum watahy.
- A co my robimy? - usłyszałam pytanie ze strony Shiro. W jej oczach dostrzegłam zadziwienie, zdenerwowanie.
Przez dobrą chwilę myślałam, co mam zrobić. Nie pójdę z nimi do mojej
jaskini, Wilczy Szpital może być celem ataku. Popatrzyłam po pyszczkach
szczeniąt, kiedy do głowy wpadło mi pewne rozwiązanie. Mogę zaprowadzić
je do biblioteki i zamknąć ją, a my zostaniemy w czytelni.
- A my idziemy do biblioteki. - odparłam z uśmiechem, nie dając po sobie poznać, że coś jest nie tak.
Ruszyłam z dziećmi przed siebie. By mieć szczenięta na oku, szły
przodem. Rozłożyłam skrzydła, aby chronić je przed ewentualnymi
zagrożeniami. Z Polanki wyszliśmy na Jezioro. Wszystko było takie
puste... wszyscy widocznie już formowali szyki. Tylko ja i hałaśliwa
banda. Zawsze chciałam, by otaczała mnie taka gromadka własnych dzieci.
Lubię je. Ale raczej nie zanosi się na to, bym miała mieć swoje...
<chętny? Cierpię na przebrzydłego brakowenusa. ;-;>
Uwagi: brak
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lithium Vane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lithium Vane. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 12 stycznia 2016
sobota, 12 września 2015
Od Lithium „W poszukiwaniu szczęścia” cz.3 (Cd. Kiiyuko)
Drugie op. na wrześniowy Tematyczny Weekend!
Ni z gruszki, ni z pietruszki zjawiła się Kii, pytając nas o pomoc przy imprezie. W tym momencie moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
- Witaj, Kiiyuko… - przywitałam się co najmniej zszokowana. – Jasne, mogę pomóc z muzyką, gram na gitarze elektrycznej…
- To świetnie! – zachwyciła się, po czym spojrzała na mnie z pytaniem. – A tak na marginesie, to skąd znasz moje imię?
- Byłaś kiedyś Alfą tej watahy, zanim przekazałaś władzę… - tu się zawiesiłam, gdyż miałam przeczucie, że jak na tę chwilę to za dużo informacji. – Czyli nie pamiętasz nikogo, ani nic… - dodałam po cichu.
- Więc wypadałoby zacząć od nowa? – zapytała z uśmiechem, chyba mnie usłyszała. – Jak się nazywasz?
- Jestem Lithium Vane. Mów mi Lith albo Li Vane. – uśmiechnęłam się blado, postanowiłam przy okazji „przedstawić” jej Dantego i Astrid. - To jest Dante, a to…
- A to Astrid. Zdążyłyśmy się zapoznać! – uśmiechnęła się od ucha do ucha, a potem lekko spoważniała. – Czyli jest ostrzej, niż myślałam.
- Nie przejmuj się, Kiiyuko. Niedługo przyjdę z gitarą i wzmacniaczem, ok? – powiedziałam.
- Dobra! A więc dzięki, Lith!
I tyle jej widziałam. Po chwili Dante i Astrid stwierdzili, że idą pomóc Kii z przygotowaniami. A ja postanowiłam pójść po gitarę i wzmacniacz, które trzymałam na zapleczu biblioteki. Może po drodze zastanowię się, jakie działania powinnam podjąć. Nie miałam ochoty na lot. Spokojny spacer był najlepszym rozwiązaniem. Pozwalał mi poskładać myśli.
W ludzkiej formie wtaszczyłam wzmacniacz na plażę. Z gitarą miałam lepiej, bo mogłam ją sobie nałożyć jak kołczan dzięki pasowi nabytemu przy jej zakupie. Patrzyłam na Kii, Astrid, Dantego i inne wilki krzątające się przy obszarze, na którym miała się odbyć dyskoteka. Były już balony, serpentynki, i porozkładane stoliki. No, nieźle się uwinęli! Tylko zasadnicze pytanie: Gdzie okablowanie? A może mamy tu jakiegoś wilka panującego nad elektrycznością czy tam prądem? Ale nie wiem, czy niechcąco nie spali mi wzmacniacza. Kurde, no!
Rozejrzałam się po Plaży Wschodniej. Kii bawiła się świetnie. Lekko spuściłam głowę, po czym westchnęłam. Ale co mogło spowodować taki stan rzeczy? Przecież ona jest, a raczej była rozważna, no i nie umoczyłaby łapy w Jeziorze Zapomnienia! A może?
Vane, weź się puknij w baniaka! Kii nie jest głupia, wiedziała, czym to może się skończyć!
Kiedy tak stałam, ktoś zdążył rzucić trochę okablowania. Z lekkim uśmiechem, choć dalej z umysłem przesłoniętym wszystkimi tymi myślami, podpięłam wzmacniacz i na próbę przetestowałam akordy. Nie grałam od miesiąca, miała prawo się rozstroić. Pierwsze dwa były ok. Reszta… niekoniecznie.
- Czy ma ktoś urządzenie do strojenia gitary? – zapytałam. W moją stronę odwróciło się kilka wilków...
<Kiiyuko? Wiem, marnie wyszło, wybacz>
Uwagi: Kilka literówek, a tak poza tym wydaje się być w porządku. :)
czwartek, 2 lipca 2015
Od Lithium Vane "Wieczór legend" cz.1 (cd.chętny)
Chłodne powietrze przenikało do szpiku kości. Siedziałam na jednej z
gór, cicho rozmyślając nad wydarzeniami ostatniego czasu. Eter nagle
zniknął, zostawiając mnie samą z tym wszystkim. Ja...? Córką samego pana
Śmierci? To wydawało się nierealne. Chociaż teraz wiedziałam, dlaczego
mój przyszywany ojciec traktował mnie z rezerwą od czasu ujawnienia się
moich mocy.
Wpatrzona we wczesnowiosenny krajobraz, nie miałam pojęcia, co mogę robić. Niechętnie omiotłam wzrokiem otoczenie, po czym rozłożyłam skrzydła. Kochałam to uczucie, kiedy stałam na szczycie góry, czując wiatr. Wybiłam się gwałtownie i wzleciałam. Obrałam kierunek na tereny naszej watahy, chcąc zaszyć się w ciemnej jaskini. To było na razie moim jedynym pragnieniem. Uśmiechnęłam się pod nosem - od niedawna zaczęłam bardziej wychodzić do innych. W ludzkim mieście zostałam gitarzystką, w watasze mam funkcję atakującej i bibliotekarki.
Stwierdziłam, że należałoby zajrzeć do biblioteki. Cóż, to co przyjemne, nie trwa wiecznie. Ale muszę przyznać, że przesiadując w bibliotece, mam okazję poczytać coś ciekawego, jak np. "Biały płomień na magię". Wciągnęło mnie, nie powiem. Śnieg powoli topniał, tworząc niezłe błocko. Przekonałam się o tym, kiedy wylądowałam na ziemi. Nie dość, że zimno, to jeszcze wyrżnęłam orła i leżałam przez chwilę, cała tak utytłana błotnistą mazią. Zdałam sobie po chwili sprawę z komizmu sytuacji i zaśmiałam się cicho.
"Lith, artystko. Co jeszcze odwalisz?"
Powoli wstałam i otrzepałam się ile dałam rady. Z futra brud raczył zejść, ze skrzydeł - niekoniecznie. Zauważając niezłą gromagę śniegu w promieniu dziesięciu metrów, podeszłam do niej powoli i... dałam w nią nura! Poczułam się jak dzieciak, kulkując się w białym puchu. To uczucie... ono było wspaniałe! Z niechęcią wtedy wstałam, po czym otrzepałam się ponownie. Ponoć była wiosna, ale ja jej nie widzę. Bo śnieg jak leżał - tak leży.
Wróciłam do jaskini, w której zastałam pustkę oraz powieszoną bandankę, którą zawiązywałam w ludzkiej formie. Szara, kamienna jama, a przywoływała tyle pięknych wspomnień i legend. Pierwszą, jaką usłyszałam, była historia Rei, córki bożka ciemności. Uśmiechnęłam się, przywołując jej słowa. Następna legenda o pani deszczu i smutku, Raisad... Znałam ich tak wiele... a po chwili w mojej głowie zaświtał pomysł, który miał się zaraz stać rzeczywistością... jeżeli oczywiście się uda i ktokolwiek skusi się na małe ognisko...
Jak burza pognałam do biblioteki, zgarnęłam jakieś kilka książek, po czym z szuflady wytrzasnęłam kilka kartek i ołówków. Usłyszałam po chwili, jak stare, podniszczone drzwi zaczynają skrzypieć.
- Jest tu kto?
<Ktoś chętny na małe ognisko? :D>
Wpatrzona we wczesnowiosenny krajobraz, nie miałam pojęcia, co mogę robić. Niechętnie omiotłam wzrokiem otoczenie, po czym rozłożyłam skrzydła. Kochałam to uczucie, kiedy stałam na szczycie góry, czując wiatr. Wybiłam się gwałtownie i wzleciałam. Obrałam kierunek na tereny naszej watahy, chcąc zaszyć się w ciemnej jaskini. To było na razie moim jedynym pragnieniem. Uśmiechnęłam się pod nosem - od niedawna zaczęłam bardziej wychodzić do innych. W ludzkim mieście zostałam gitarzystką, w watasze mam funkcję atakującej i bibliotekarki.
Stwierdziłam, że należałoby zajrzeć do biblioteki. Cóż, to co przyjemne, nie trwa wiecznie. Ale muszę przyznać, że przesiadując w bibliotece, mam okazję poczytać coś ciekawego, jak np. "Biały płomień na magię". Wciągnęło mnie, nie powiem. Śnieg powoli topniał, tworząc niezłe błocko. Przekonałam się o tym, kiedy wylądowałam na ziemi. Nie dość, że zimno, to jeszcze wyrżnęłam orła i leżałam przez chwilę, cała tak utytłana błotnistą mazią. Zdałam sobie po chwili sprawę z komizmu sytuacji i zaśmiałam się cicho.
"Lith, artystko. Co jeszcze odwalisz?"
Powoli wstałam i otrzepałam się ile dałam rady. Z futra brud raczył zejść, ze skrzydeł - niekoniecznie. Zauważając niezłą gromagę śniegu w promieniu dziesięciu metrów, podeszłam do niej powoli i... dałam w nią nura! Poczułam się jak dzieciak, kulkując się w białym puchu. To uczucie... ono było wspaniałe! Z niechęcią wtedy wstałam, po czym otrzepałam się ponownie. Ponoć była wiosna, ale ja jej nie widzę. Bo śnieg jak leżał - tak leży.
Wróciłam do jaskini, w której zastałam pustkę oraz powieszoną bandankę, którą zawiązywałam w ludzkiej formie. Szara, kamienna jama, a przywoływała tyle pięknych wspomnień i legend. Pierwszą, jaką usłyszałam, była historia Rei, córki bożka ciemności. Uśmiechnęłam się, przywołując jej słowa. Następna legenda o pani deszczu i smutku, Raisad... Znałam ich tak wiele... a po chwili w mojej głowie zaświtał pomysł, który miał się zaraz stać rzeczywistością... jeżeli oczywiście się uda i ktokolwiek skusi się na małe ognisko...
Jak burza pognałam do biblioteki, zgarnęłam jakieś kilka książek, po czym z szuflady wytrzasnęłam kilka kartek i ołówków. Usłyszałam po chwili, jak stare, podniszczone drzwi zaczynają skrzypieć.
- Jest tu kto?
<Ktoś chętny na małe ognisko? :D>
wtorek, 23 czerwca 2015
Od Lithium Vane "Gitarzystka" cz.1
Powoli nudziła mnie praca w bibliotece. Prawie nic się nie działo, a
podczas polowań nie mogłam dać upustowi energii gromadzącej się we mnie
od bardzo długiego czasu. Nie powiem, żeby to było miłe, gdyż z byle
okazji potrafiłam do kogoś szastnąć mordą. Miałam ochotę gdzieś się
wyrwać, porobić coś ciekawszego... Ale cały czas coś. W końcu przyszedł
taki dzień, że powiedziałam to, co myślę. Stwierdziłam, że jeżeli nie
mogę znaleźć zajęcia tutaj, to poszukam czegoś do roboty w mieście
ludzi. Szczerze mówiąc, miałam przez jakiś czas co do tego wątpliwości.
- Lithium, a myślałaś o grze na gitarze?
Szczerze mówiąc, pytanie Astrid mnie zdziwiło. Zwykle nie odzywałyśmy się za bardzo do siebie. O ile w ogóle zamieniłyśmy ze sobą jakieś słowo.
- Nie... - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Ale... na gitarze... Gitara elektryczna! Astrid! Jesteś wielka!
Zostawiłam waderę z niemałym zdziwieniem na pysku i pobiegłam w stronę miasta. Po drodze, zanim przekroczyłam jego granicę, zmieniłam się w człowieka, po raz pierwszy w życiu. Po jakimś czasie dotarłam do centrum... i przypomniałam sobie, że nie umiem grać na gitarze. Przeczesałam palcami kruczoczarną czuprynę i postanowiłam pójść do... nie wiem, dokąd. Naprzeciwko zauważyłam bar. Miałam ochotę pójść tam, nawalić się, a potem zdychać, gdy kac nie będzie oszczędzał mojego organizmu. I poszłam. Usiadłam przy stoliku i wlepiłam oczy w nadawane wiadomości. Boże, mój ratunku... dlaczego mnie tak karzesz i nie przypomniałeś wcześniej, że najpierw muszę nauczyć się grać na gitarze, żeby o niej myśleć? Niechętnie omiotłam wzrokiem lokal, po czym moje oczy dostrzegły witrynę sklepu muzycznego. Jestem uratowana? Po wypiciu drinka opuściłam bar i skierowałam się do miejsca, którym w tej chwili byłam zainteresowana. Otworzyłam drzwi sklepu, a do moich uszu dobiegł słodki dźwięk muzyki. Zauważyłam obiekt mego pożądania - czarną gitarę elektryczną.
Podniosłam ją ze stojaka. Czułam, że mogę. Że potrafię. Prawa ręka obejmowałam gryf, lewą podtrzymywałam resztę instrumentu. Postanowiłam sprawdzić. Najpierw zagrałam cicho, a po chwili...
- Kim pani jest?
Pytanie zmroziło mnie lekko. Spojrzałam na ubranego w czarny garnitur i przeciwsłoneczne okulary faceta. Przełknęłam głośno ślinę...
- Ja... Zaraz mnie tu nie będzie... - plątałam się.
- Nie o to chodzi! Masz umiejętności, masz siłę. - zaczął gadać mężczyzna. - Szukam gitarzystki do zespołu rockowego. Pozwól, że się przedstawię, nazywam się Paul Strike i jestem managerem zespołu "Virino" Może jesteś zainteresowana?
- Ja... - chwilę się zawahałam, ale przyjęłam propozycję. - Tak. Chcę. Lithium Vane. - podałam rękę.
- Lithium, a myślałaś o grze na gitarze?
Szczerze mówiąc, pytanie Astrid mnie zdziwiło. Zwykle nie odzywałyśmy się za bardzo do siebie. O ile w ogóle zamieniłyśmy ze sobą jakieś słowo.
- Nie... - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Ale... na gitarze... Gitara elektryczna! Astrid! Jesteś wielka!
Zostawiłam waderę z niemałym zdziwieniem na pysku i pobiegłam w stronę miasta. Po drodze, zanim przekroczyłam jego granicę, zmieniłam się w człowieka, po raz pierwszy w życiu. Po jakimś czasie dotarłam do centrum... i przypomniałam sobie, że nie umiem grać na gitarze. Przeczesałam palcami kruczoczarną czuprynę i postanowiłam pójść do... nie wiem, dokąd. Naprzeciwko zauważyłam bar. Miałam ochotę pójść tam, nawalić się, a potem zdychać, gdy kac nie będzie oszczędzał mojego organizmu. I poszłam. Usiadłam przy stoliku i wlepiłam oczy w nadawane wiadomości. Boże, mój ratunku... dlaczego mnie tak karzesz i nie przypomniałeś wcześniej, że najpierw muszę nauczyć się grać na gitarze, żeby o niej myśleć? Niechętnie omiotłam wzrokiem lokal, po czym moje oczy dostrzegły witrynę sklepu muzycznego. Jestem uratowana? Po wypiciu drinka opuściłam bar i skierowałam się do miejsca, którym w tej chwili byłam zainteresowana. Otworzyłam drzwi sklepu, a do moich uszu dobiegł słodki dźwięk muzyki. Zauważyłam obiekt mego pożądania - czarną gitarę elektryczną.
Podniosłam ją ze stojaka. Czułam, że mogę. Że potrafię. Prawa ręka obejmowałam gryf, lewą podtrzymywałam resztę instrumentu. Postanowiłam sprawdzić. Najpierw zagrałam cicho, a po chwili...
- Kim pani jest?
Pytanie zmroziło mnie lekko. Spojrzałam na ubranego w czarny garnitur i przeciwsłoneczne okulary faceta. Przełknęłam głośno ślinę...
- Ja... Zaraz mnie tu nie będzie... - plątałam się.
- Nie o to chodzi! Masz umiejętności, masz siłę. - zaczął gadać mężczyzna. - Szukam gitarzystki do zespołu rockowego. Pozwól, że się przedstawię, nazywam się Paul Strike i jestem managerem zespołu "Virino" Może jesteś zainteresowana?
- Ja... - chwilę się zawahałam, ale przyjęłam propozycję. - Tak. Chcę. Lithium Vane. - podałam rękę.
środa, 3 czerwca 2015
Od Lithium Vane "Cierpiała za tych, którzy próbowali ją uratować" cz.7 (cd.Eter)
Głowa mnie bolała tak, jakbym obudziła się po niezłych batetach. No cóż,
tego, co się działo, nie można było nazwać "baletami", bo byłoby to
kłamstwo z mojej strony. Dźwignęłam się powoli na łapy i zamglonym
wzrokiem spojrzałam na walczące wilki. W jednym z nich rozpoznałam
Debiru, ale ten drugi... Kim on jest? Zajrzałam w jego myśli...
Wściekłość, żal... pojawiające się moje imię...
W tej chwili mój umysł przeszył jakby strzał. Oświeciło mnie, że tym drugim wilkiem jest Eter... On... walczy z wilkiem Śmierci? Kręciło mi się w głowie. Nie mogę tak stać bezczynnie i patrzeć na krew mego... przyjaciela...? Nie... to coś więcej.
- Dziecię zesłane do Otchłani, przybądź tu, gotowe na moje rozkazy.
Zaklęcie nie zadziałało. Co on mi zrobił?
- Córeczko... słyszysz mnie...? Lithium... - ten głos rozpoznałabym wszędzie... mama...?
- Mamo...? Gdzie jesteś!? - zapytałam półgłosem.
- Przypomnij sobie moją opowieść... O Rei...
Wszystko zaczęłam powoli rozumieć. Ta opowieść miała być o mnie! Wszystko uzyskało sens, a wtedy ruszyłam do ataku...
- Zabiję cię tak, jak zabiłeś moją matkę!
Wilk był zdezorientowany, gdy wbiłam kły w jego kark. Krew była tak samo czarna, jak jego sierść, jak jego serce. To jest pewne, że ja i Eter sami sobie nie damy rady.
- Eter, powstrzymam go przez chwilę! Biegnij po innych! Raz! - wykrzyczałam.
<Eter? Zrób to o co Cię dama prosi XD>
Uwagi: brak
W tej chwili mój umysł przeszył jakby strzał. Oświeciło mnie, że tym drugim wilkiem jest Eter... On... walczy z wilkiem Śmierci? Kręciło mi się w głowie. Nie mogę tak stać bezczynnie i patrzeć na krew mego... przyjaciela...? Nie... to coś więcej.
- Dziecię zesłane do Otchłani, przybądź tu, gotowe na moje rozkazy.
Zaklęcie nie zadziałało. Co on mi zrobił?
- Córeczko... słyszysz mnie...? Lithium... - ten głos rozpoznałabym wszędzie... mama...?
- Mamo...? Gdzie jesteś!? - zapytałam półgłosem.
- Przypomnij sobie moją opowieść... O Rei...
Wszystko zaczęłam powoli rozumieć. Ta opowieść miała być o mnie! Wszystko uzyskało sens, a wtedy ruszyłam do ataku...
- Zabiję cię tak, jak zabiłeś moją matkę!
Wilk był zdezorientowany, gdy wbiłam kły w jego kark. Krew była tak samo czarna, jak jego sierść, jak jego serce. To jest pewne, że ja i Eter sami sobie nie damy rady.
- Eter, powstrzymam go przez chwilę! Biegnij po innych! Raz! - wykrzyczałam.
<Eter? Zrób to o co Cię dama prosi XD>
Uwagi: brak
sobota, 25 kwietnia 2015
Od Lithium "Cierpiała za tych, którzy próbowali ją uratować" cz.5 (cd. Eter)
Widząc Etera, mało nie fiknęłam ze szczęścia! Wrócił! Żyje! Matko, tak się bałam, chciałam już niedługo ruszać, ale usłyszałam jego myśli. Cierpliwie czekałam, aż w końcu stał teraz przede mną ze zdziwieniem w oczach.
- Tęskniłam, idioto! Tęskniłam! - krzyknęłam i rzuciłam się basiorowi na szyję. - Miałam zamiar użyć zaraz medalionu. Bałam się...
- Że co? - zapytał zaskoczony.
- Że nie wrócisz... - szepnęłam. - Eterze...
Teraz zaczynały się schodki. Było mi ciężko się tym podzielić. Trzeba przyznać, nie było to łatwe. Ale on podzielił się ze mną kawałkiem siebie. Ja też jestem mu takie coś winna.
"Falla powróciła do swojego normalnego wcielenia - Rei. Widząc zwłoki Spirit'a, nie miała pojęcia, co ma zrobić. Najpierw pochowała swego przyjaciela, później odeszła. Nocami wyła, zrozpaczona po ogromnej stracie. Wilki mawiają, że do dziś słychać pełne żalu wycie Falli, a deszcz symbolizuje łzy Rei."
"Czyli teraz, gdy pada deszcz, to Rea płacze?"
"Nie wiem. Może... Chodź mój Duszku!"
Puściłam basiora, po czym spojrzałam mu głęboko w oczy. Nie byłam pewna, czy jeśli pozna prawdę o mnie, nie zostawi mnie. Nie mogę mieć pewności, czy na pewno zostanie.
- Co się stało...? - zapytał z przejęciem.
W tej chwili coś we mnie pękło. Uciekłam jak najszybciej i zaszyłam się w lesie przy tamtym jeziorku. Słońce powoli wschodziło, oświetlając moją osobę pierwszymi swoimi promieniami. Usłyszałam szelest liści. Machinalnie odwróciłam się, może myślałam, że zobaczę Etera. Jednak... zobaczyłam coś, właściwie kogoś, kogo nie powinnam już nigdy zobaczyć. Czarna postać. Wielki, czarny jak serce Otchłani, ze skrzydłami zdolnymi zakryć połowę świata, gdy tylko On tego zechce.

- Pamiętasz mnie, moje dziecię?
W tej chwili czas się dla mnie zatrzymał. Stał przede mną ten, który powinien przeklinać swój parszywy los. Podszedł niebezpiecznie blisko, mogłam poczuć woń Jego sierści. Ale... Duchy nie wydzielają zapachu. Czy to... czy mój koszmar właśnie się spełnia...?
- Pamiętasz mnie, moja córeczko? Witaj, Black Spirit.
Rzucił się na mnie, potem pamiętam, jak ledwo uciekałam. Nie mam pojęcia, jakim cudem znalazłam się w jaskini Etera. Byłam cała we krwi, na moim ciele widać było wiele śladów bójki. Basior popatrzył na mnie ze strachem w oczach. Zanim straciłam przytomność, zdążyłam coś powiedzieć.
- On powrócił. Debiru...
Potem urwał mi się film. Dalej ciemność, pustka i tak dalej.
<Eter?>
Uwagi: literówki
- Tęskniłam, idioto! Tęskniłam! - krzyknęłam i rzuciłam się basiorowi na szyję. - Miałam zamiar użyć zaraz medalionu. Bałam się...
- Że co? - zapytał zaskoczony.
- Że nie wrócisz... - szepnęłam. - Eterze...
Teraz zaczynały się schodki. Było mi ciężko się tym podzielić. Trzeba przyznać, nie było to łatwe. Ale on podzielił się ze mną kawałkiem siebie. Ja też jestem mu takie coś winna.
"Falla powróciła do swojego normalnego wcielenia - Rei. Widząc zwłoki Spirit'a, nie miała pojęcia, co ma zrobić. Najpierw pochowała swego przyjaciela, później odeszła. Nocami wyła, zrozpaczona po ogromnej stracie. Wilki mawiają, że do dziś słychać pełne żalu wycie Falli, a deszcz symbolizuje łzy Rei."
"Czyli teraz, gdy pada deszcz, to Rea płacze?"
"Nie wiem. Może... Chodź mój Duszku!"
Puściłam basiora, po czym spojrzałam mu głęboko w oczy. Nie byłam pewna, czy jeśli pozna prawdę o mnie, nie zostawi mnie. Nie mogę mieć pewności, czy na pewno zostanie.
- Co się stało...? - zapytał z przejęciem.
W tej chwili coś we mnie pękło. Uciekłam jak najszybciej i zaszyłam się w lesie przy tamtym jeziorku. Słońce powoli wschodziło, oświetlając moją osobę pierwszymi swoimi promieniami. Usłyszałam szelest liści. Machinalnie odwróciłam się, może myślałam, że zobaczę Etera. Jednak... zobaczyłam coś, właściwie kogoś, kogo nie powinnam już nigdy zobaczyć. Czarna postać. Wielki, czarny jak serce Otchłani, ze skrzydłami zdolnymi zakryć połowę świata, gdy tylko On tego zechce.

- Pamiętasz mnie, moje dziecię?
W tej chwili czas się dla mnie zatrzymał. Stał przede mną ten, który powinien przeklinać swój parszywy los. Podszedł niebezpiecznie blisko, mogłam poczuć woń Jego sierści. Ale... Duchy nie wydzielają zapachu. Czy to... czy mój koszmar właśnie się spełnia...?
- Pamiętasz mnie, moja córeczko? Witaj, Black Spirit.
Rzucił się na mnie, potem pamiętam, jak ledwo uciekałam. Nie mam pojęcia, jakim cudem znalazłam się w jaskini Etera. Byłam cała we krwi, na moim ciele widać było wiele śladów bójki. Basior popatrzył na mnie ze strachem w oczach. Zanim straciłam przytomność, zdążyłam coś powiedzieć.
- On powrócił. Debiru...
Potem urwał mi się film. Dalej ciemność, pustka i tak dalej.
<Eter?>
Uwagi: literówki
sobota, 21 marca 2015
Od Lithium Vane "Cierpiała za tych, którzy próbowali ją uratować" cz.3 (cd. Eter)
To miejsce... ono było cudowne. Piękne, małe jeziorko, góra, z której
właśnie zbiegaliśmy i drzewa. Zapach igiełek sosnowych, który
rozpoznałabym wszędzie. Eter biegł w szaleńczym tempie w dół góry, więc
żeby go wyprzedzić rozłożyłam skrzydła i poleciałam za nim. Dzięki temu,
byłam od niego szybsza i zanim się obejrzał, stałam przed nim. Tylko
źle zrobiłam, bo biedny nie zdążył zahamować. Hamulce, please! Był
krzyk, jęk i potem tylko salwy śmiechu... nie pamiętam, kiedy ostatnio
byłam tak szczęśliwa.
- Lithium... - zaczął lekko zawstydzony Eter.
- Tak?
- Nie chcę cię martwić, ale... no... - chłopak nie mógł z siebie tego wydusić, ale wreszcie poszło. - No tak dwuznacznie to wygląda...
Spojrzałam na siebie i Etera leżącego na mnie. Basior miał rację, więc zawstydzona wstałam z jego pomocą i otrzepałam się z trawy. Spojrzałam w oczy Etera, w których mogłam na dobrą sprawę utonąć. Spojrzałam na jeziorko, które wyglądało magicznie.
"Ale pewnego dnia woda stała się czerwona niczym krew..."
Zastygłam w bezruchu. To jeziorko było całkiem jak tamto z opowiadania mamy. Słońce, które od niego się odbijało, nadawało mu barwę krwi.
"Mamo? A czy inne wilki szukały Rei?"
"Tak, skarbie. Bardzo się o nią martwiły, a najbardziej jej rodzice i przyjaciele. Jeden z nich - Spirit - wyruszył za nią w podróż. Znał tajemnicę Rei, więc było mu łatwiej. Znalazł ją jako Fallę, kiedy stała nad przepaścią. Chciała w nią wskoczyć bo bała się, że kogoś skrzywdzi."
"Ale czy skrzywdziła?"
"Nie. Haru - jej ojciec - chciał zobaczyć, czy jego dziecię nadaje się na bożka ciemności. Jednak nie umiała zabić niewinnego stworzenia. Pożegnała się ze Spiritem i skoczyła. Ale nie zginęła. Spirit skoczył za nią i zanim Falla spadła na dno, on złapał ją i oddał swoje życie za nią - ochronił przed śmiertelnym upadkiem..."
- Lithium, słyszysz mnie?
Głos Etera wyrwał mnie z opowieści o córce Haru. Basior patrzył na mnie uważnie, a w jego oczach widziałam... zmartwienie? Odpowiedziałam, że wszystko jest okej i przysiadłam nad brzegiem jeziorka.
"Panna Lithium mała, dzisiaj cała czarna..."
- Co to było!? - Eter podskoczył na miejscu. Przerażona odwróciłam się w stronę ścieżki.
"W plecach ma nóż, nie może płakać już..."
Rozejrzałam się wokół siebie. Nikogo nie widziałam, nie słyszałam żadnych myśli świadczących o obecności kogoś obcego.
"Oddechu ma ćwierć, więc błaga o śmierć!"
Mój oddech przyspieszył, a serce waliło młotem. Wstrząsały mną dreszcze, a z moich oczu popłynęły łzy. Eter przypadł do mnie i pozwolił, by mój czarny łeb spoczął na jego piersi.
<Eter? Zapowiada się niezła jazda ^^>
Uwagi: brak
- Lithium... - zaczął lekko zawstydzony Eter.
- Tak?
- Nie chcę cię martwić, ale... no... - chłopak nie mógł z siebie tego wydusić, ale wreszcie poszło. - No tak dwuznacznie to wygląda...
Spojrzałam na siebie i Etera leżącego na mnie. Basior miał rację, więc zawstydzona wstałam z jego pomocą i otrzepałam się z trawy. Spojrzałam w oczy Etera, w których mogłam na dobrą sprawę utonąć. Spojrzałam na jeziorko, które wyglądało magicznie.
"Ale pewnego dnia woda stała się czerwona niczym krew..."
Zastygłam w bezruchu. To jeziorko było całkiem jak tamto z opowiadania mamy. Słońce, które od niego się odbijało, nadawało mu barwę krwi.
"Mamo? A czy inne wilki szukały Rei?"
"Tak, skarbie. Bardzo się o nią martwiły, a najbardziej jej rodzice i przyjaciele. Jeden z nich - Spirit - wyruszył za nią w podróż. Znał tajemnicę Rei, więc było mu łatwiej. Znalazł ją jako Fallę, kiedy stała nad przepaścią. Chciała w nią wskoczyć bo bała się, że kogoś skrzywdzi."
"Ale czy skrzywdziła?"
"Nie. Haru - jej ojciec - chciał zobaczyć, czy jego dziecię nadaje się na bożka ciemności. Jednak nie umiała zabić niewinnego stworzenia. Pożegnała się ze Spiritem i skoczyła. Ale nie zginęła. Spirit skoczył za nią i zanim Falla spadła na dno, on złapał ją i oddał swoje życie za nią - ochronił przed śmiertelnym upadkiem..."
- Lithium, słyszysz mnie?
Głos Etera wyrwał mnie z opowieści o córce Haru. Basior patrzył na mnie uważnie, a w jego oczach widziałam... zmartwienie? Odpowiedziałam, że wszystko jest okej i przysiadłam nad brzegiem jeziorka.
"Panna Lithium mała, dzisiaj cała czarna..."
- Co to było!? - Eter podskoczył na miejscu. Przerażona odwróciłam się w stronę ścieżki.
"W plecach ma nóż, nie może płakać już..."
Rozejrzałam się wokół siebie. Nikogo nie widziałam, nie słyszałam żadnych myśli świadczących o obecności kogoś obcego.
"Oddechu ma ćwierć, więc błaga o śmierć!"
Mój oddech przyspieszył, a serce waliło młotem. Wstrząsały mną dreszcze, a z moich oczu popłynęły łzy. Eter przypadł do mnie i pozwolił, by mój czarny łeb spoczął na jego piersi.
<Eter? Zapowiada się niezła jazda ^^>
Uwagi: brak
wtorek, 17 marca 2015
Od Lithium Vane "Miriam" cz.2 (cd. Tamorayn)
- J... Je... Jestem... Lithium... - nie wiem, jakim świętym cudem to wydusiłam z siebie.
Nie widziałam jeszcze Tamorayna w takim stanie. Trząsł się jak galareta i ledwo stał na nogach. W sumie, ja mogłam o sobie powiedzieć to samo. Nigdy jeszcze nie widziałam czegoś... takiego. Nawet kiedy przebywałam w Otchłani, tak samo kiedy zobaczyłam Debiru. Ogarnął mnie czysty strach. Miriam patrzyła na mnie z rządzą mordu w oczach. No to już się nie dziwię, że Rayn wyglądał jak wyglądał. W białej sukni, poplamionej krwią... mogłabym przysiąc, że nie widziałam nic równie strasznego.
- Lithium... jak słodko. Będziesz miała śliczny nagrobek. - mój oddech przyspieszył. Czułam, że zaraz nogi się pode mną ugną.
- Teraz widzisz!? - syknął Tamorayn.
- Widzę, ok!? Widzę! - wrzasnęłam na basiora. - Uciekamy!
- Ale Miriam i tak nas dogoni. - szepnął.
- Nie zaszkodzi spróbować! - Zerwałam się do biegu, no... właściwie do lotu.
Tamorayn biegł jak strzała, niemal mnie wyprzedzając. Przy takiej prędkości go doganiała? O świetnie. To kto będzie śpiewał na moim pogrzebie pieśni żałobne? Chętnych już szukam. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale zahaczyłam lewym skrzydłem o jakieś pnącza zmieszane z gałązkami ostrymi niczym brzytwy. Krzyknęłam z bólu i próbowałam się wyplątać z chaszczy. Przyniosło to za sobą tylko więcej cierpienia niż to potrzeba.
- Odejdź dziecko Cienia tam... - wyszeptałam słowa zaklęcia odesłania ducha. Nie podziałało jednak, a Miriam była coraz bliżej.
- Lithium! Żyjesz? - Tamorayn zauważył chyba, że nie lecę obok niego.
- Jeszcze żyję! Ale błagam, pomóż mi! - krzyknęłam.
Tamorayn powoli zbliżył się do mnie i chciał pomóc mi wyplątać się z krzaków. Krwi było co nie miara, a nagle usłyszałam chichot. Należał do tej całej Mary przebrzydłej. Basior cofnął się, a ja popatrzyłam na niego z błaganiem w oczach. Ja nie chcę umierać! Jeden raz mi w zupełności wystarczy, a mama mi już teraz nie pójdzie do bogów i nie będzie błagała dla mnie o trzecie już życie.
Zobaczyłam cień na kształt elipsy. Zamarłam. Nie słyszałam żadnych kroków, więc nie wiedziałam, kiedy to Śmierć po mnie przyjdzie. Serce zabiło mi mocniej. Tamorayn nie wiedział co robić - pomóc czy uciec.
<Tamorayn? Pomóż damie w potrzebie XD>
Uwagi: brak
Nie widziałam jeszcze Tamorayna w takim stanie. Trząsł się jak galareta i ledwo stał na nogach. W sumie, ja mogłam o sobie powiedzieć to samo. Nigdy jeszcze nie widziałam czegoś... takiego. Nawet kiedy przebywałam w Otchłani, tak samo kiedy zobaczyłam Debiru. Ogarnął mnie czysty strach. Miriam patrzyła na mnie z rządzą mordu w oczach. No to już się nie dziwię, że Rayn wyglądał jak wyglądał. W białej sukni, poplamionej krwią... mogłabym przysiąc, że nie widziałam nic równie strasznego.
- Lithium... jak słodko. Będziesz miała śliczny nagrobek. - mój oddech przyspieszył. Czułam, że zaraz nogi się pode mną ugną.
- Teraz widzisz!? - syknął Tamorayn.
- Widzę, ok!? Widzę! - wrzasnęłam na basiora. - Uciekamy!
- Ale Miriam i tak nas dogoni. - szepnął.
- Nie zaszkodzi spróbować! - Zerwałam się do biegu, no... właściwie do lotu.
Tamorayn biegł jak strzała, niemal mnie wyprzedzając. Przy takiej prędkości go doganiała? O świetnie. To kto będzie śpiewał na moim pogrzebie pieśni żałobne? Chętnych już szukam. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale zahaczyłam lewym skrzydłem o jakieś pnącza zmieszane z gałązkami ostrymi niczym brzytwy. Krzyknęłam z bólu i próbowałam się wyplątać z chaszczy. Przyniosło to za sobą tylko więcej cierpienia niż to potrzeba.
- Odejdź dziecko Cienia tam... - wyszeptałam słowa zaklęcia odesłania ducha. Nie podziałało jednak, a Miriam była coraz bliżej.
- Lithium! Żyjesz? - Tamorayn zauważył chyba, że nie lecę obok niego.
- Jeszcze żyję! Ale błagam, pomóż mi! - krzyknęłam.
Tamorayn powoli zbliżył się do mnie i chciał pomóc mi wyplątać się z krzaków. Krwi było co nie miara, a nagle usłyszałam chichot. Należał do tej całej Mary przebrzydłej. Basior cofnął się, a ja popatrzyłam na niego z błaganiem w oczach. Ja nie chcę umierać! Jeden raz mi w zupełności wystarczy, a mama mi już teraz nie pójdzie do bogów i nie będzie błagała dla mnie o trzecie już życie.
Zobaczyłam cień na kształt elipsy. Zamarłam. Nie słyszałam żadnych kroków, więc nie wiedziałam, kiedy to Śmierć po mnie przyjdzie. Serce zabiło mi mocniej. Tamorayn nie wiedział co robić - pomóc czy uciec.
<Tamorayn? Pomóż damie w potrzebie XD>
Uwagi: brak
piątek, 13 marca 2015
Od Lithium Vane "Cierpiała za tych, którzy próbowali ją uratować" cz.1 (cd. Eter)
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po jaskini. Jak zwykle była pusta, nie
licząc mnie. W samotności przyszło mi spędzić cały ranek, potem wyszłam
z tej nory. Byłam jakoś tak...nieswoja. To chyba dobre określenie.
Głucha na głosy innych, choć wszystko dobrze widziałam. Przypomniało mi
się, jak mama opowiadała mi pewną historię.
"Mamo? Opowiesz mi coś?"
"Dobrze, mój mały Duszku. Historię te niosły pewne krople deszczu, szeptem przekazując ją tym młodszym kropelkom. Usłyszałam ją w czasie burzy, a pioruny i grzmoty co chwilę coś dodawały. Mówiły o pewnej wilczycy."
"Mamo, a jak ona się nazywała?"
"Nazywała się Rea. Była piękną waderą o białym, grubym futrze, a na boku miała sześć czarnych kropek. Deszcz, który niósł tę opowieść, nie mógł przestać mówić o jej urodzie i charakterze bez skazy. Rea widziała w sobie jednak czyste, nieprzeniknione zło."
"A czemu? Przecież była taka dobra."
"Do tego niedługo dojdziemy... W jej watasze wierzono w to, że wadera z sześcioma kropkami jest córką bożka Ciemności - Haru. W jej wypadku starszyzna nie myliła się. Kiedy przychodziła pełnia, Haru wzywał swoje dziecko, a Rea zmieniała się w Fallę - stawała się cała czarna, z jej grzbietu wystawały kolce, a za jej uchem pojawiała się biała róża. Tego samego koloru były te kropki na boku."
"A komuś robiła krzywdę?"
"Nie, córeczko. Falla wtedy wybiegała do lasu i wyła nad brzegiem jeziorka w samym sercu tego lasu. Wtedy, kiedy przychodził ranek, znów stawała się białą jak śnieg Reą. Ale pewnego dnia jeziorko stawało czerwone niczym krew, co miało być dla niej znakiem, że kiedyś przeleje krew niewinnego stworzenia. Wadera bała się tego i postanowiła uciec..."
Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos. Kiedy odwróciłam się, stałam twarzą w twarz z... Eterem.
<Eter?>
Uwagi: brak
"Mamo? Opowiesz mi coś?"
"Dobrze, mój mały Duszku. Historię te niosły pewne krople deszczu, szeptem przekazując ją tym młodszym kropelkom. Usłyszałam ją w czasie burzy, a pioruny i grzmoty co chwilę coś dodawały. Mówiły o pewnej wilczycy."
"Mamo, a jak ona się nazywała?"
"Nazywała się Rea. Była piękną waderą o białym, grubym futrze, a na boku miała sześć czarnych kropek. Deszcz, który niósł tę opowieść, nie mógł przestać mówić o jej urodzie i charakterze bez skazy. Rea widziała w sobie jednak czyste, nieprzeniknione zło."
"A czemu? Przecież była taka dobra."
"Do tego niedługo dojdziemy... W jej watasze wierzono w to, że wadera z sześcioma kropkami jest córką bożka Ciemności - Haru. W jej wypadku starszyzna nie myliła się. Kiedy przychodziła pełnia, Haru wzywał swoje dziecko, a Rea zmieniała się w Fallę - stawała się cała czarna, z jej grzbietu wystawały kolce, a za jej uchem pojawiała się biała róża. Tego samego koloru były te kropki na boku."
"A komuś robiła krzywdę?"
"Nie, córeczko. Falla wtedy wybiegała do lasu i wyła nad brzegiem jeziorka w samym sercu tego lasu. Wtedy, kiedy przychodził ranek, znów stawała się białą jak śnieg Reą. Ale pewnego dnia jeziorko stawało czerwone niczym krew, co miało być dla niej znakiem, że kiedyś przeleje krew niewinnego stworzenia. Wadera bała się tego i postanowiła uciec..."
Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos. Kiedy odwróciłam się, stałam twarzą w twarz z... Eterem.
<Eter?>
Uwagi: brak
czwartek, 12 lutego 2015
Od Lithium Vane "Słodkie sny" cz. 1 (cd. Eter)
"Nad moją głową unosił się rój czarnych jak noc motyli. Patrzyłam się na
nie jak zaczarowana i odprowadzałam wzrokiem w stronę lśniącego
księżyca. Poczułam jednak, że stoję w jakiejś... wodzie. Kiedy chciałam
zobaczyć co to, ujrzałam... krew. Jej źródłem była jaskinia moja i mojej
mamy. Nad nią krążyły drapieżne ptaki razem ze znanym mi feniksem nocy -
Urumi. Kiedy weszłam tam zobaczyłam zwłoki mojej mamy i stojącego nad
nią Debiru.
Czas się zatrzymał..."
- ...ium... Lithium, słyszysz mnie?
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Etera, który także był atakującym. Widocznie nie kontaktowałam przez jakiś czas.
- Tak? Przepraszam, zamyśliłam się. - odpowiedziałam.
- Coś ci to się często zdarza. Coś cię trapi?
- Ech... Długa historia.
Odwróciłam się i poszłam w kierunku swojej jaskini. Wspomnienia wracały zawsze, kiedy nie trzeba. Pomyślałam, by jeszcze trochę połazić trochę po terenach watahy. Byłam przy wodospadzie, przystałam na chwilę by napić się wody. Chyba słońce i moje czarne futro nie było dobrym połączeniem. Wracając do jaskini, po drodze spotykając drugiego atakującego na polowaniach.
- Lithium, coś jest nie tak. Powiesz w końcu o co chodzi? - zapytał
- Możesz przestać!?
- Nie, nie mogę.
Westchnęłam cicho. Wiedziałam, że teraz będę musiała to wszystko z siebie wyrzucić.
- Ok... Jeśli chcesz wiedzieć, to powiem ci. Wszystko, ok? Ale może wejdźmy do jaskini. - zaproponowałam
- Dobrze.
Weszliśmy do mojej jaskini. Kiedy Eter się usadowił naprzeciw mnie, czułam się co najmniej...dziwnie. Ale cóż.
- Więc...
<Eter? Sorki, że to nie ma ładu ani składu ale...>
Uwagi: Po "..." używamy Spacji.
Czas się zatrzymał..."
- ...ium... Lithium, słyszysz mnie?
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Etera, który także był atakującym. Widocznie nie kontaktowałam przez jakiś czas.
- Tak? Przepraszam, zamyśliłam się. - odpowiedziałam.
- Coś ci to się często zdarza. Coś cię trapi?
- Ech... Długa historia.
Odwróciłam się i poszłam w kierunku swojej jaskini. Wspomnienia wracały zawsze, kiedy nie trzeba. Pomyślałam, by jeszcze trochę połazić trochę po terenach watahy. Byłam przy wodospadzie, przystałam na chwilę by napić się wody. Chyba słońce i moje czarne futro nie było dobrym połączeniem. Wracając do jaskini, po drodze spotykając drugiego atakującego na polowaniach.
- Lithium, coś jest nie tak. Powiesz w końcu o co chodzi? - zapytał
- Możesz przestać!?
- Nie, nie mogę.
Westchnęłam cicho. Wiedziałam, że teraz będę musiała to wszystko z siebie wyrzucić.
- Ok... Jeśli chcesz wiedzieć, to powiem ci. Wszystko, ok? Ale może wejdźmy do jaskini. - zaproponowałam
- Dobrze.
Weszliśmy do mojej jaskini. Kiedy Eter się usadowił naprzeciw mnie, czułam się co najmniej...dziwnie. Ale cóż.
- Więc...
<Eter? Sorki, że to nie ma ładu ani składu ale...>
Uwagi: Po "..." używamy Spacji.
piątek, 9 stycznia 2015
Od Lithium Vane "Za tych, których odebrał nam los." cz.1 (cd. Kiiyuko)
Minęło sporo czasu zanim zrozumiałam, że Alexander tak naprawdę nie był
szpiegiem. On się poświęcił za swego przywódcę. Co ja narobiłam?
Rzuciłam się na Boga ducha winnego wilka. Czy tylko ja jestem tak
świetna i wspaniała, by rzucać się na pierwszego i oskarżać go o bycie
szpiclem?
Czy tylko ja...wpędzam innych w sidła wroga...?
Nie było mi łatwo, ale teraz wiem, że Black Spirit musi powrócić. Bez względu na wszystko. Zrobię to dla tych, którym jestem to winna. Mamie, Alexandrowi... tym, których odebrał mi los. Powiem Alfie, że mam wobec niektórych dług.
Było już ciemno, kiedy wymknęłam się do lasu. Chciałam zobaczyć, czy zdołam przywołać ducha z Otchłani i go tam znów odesłać. Zaczęłam od chochlika.
- Dziecię zesłane do Otchłani, przybądź tu, gotowe na moje rozkazy. - wyrecytowałam zaklęcie przywołania, oczekując na znak od ducha.
Nagle ziemia lekko zadrżała, a z niej wydostał się chochlik. Podziałało. Teraz musiałam go jedynie odesłać tam, skąd go przyniosło.
- Odejdź dziecko Cienia tam...
- Vane?
<Kiiyuko?>
Czy tylko ja...wpędzam innych w sidła wroga...?
Nie było mi łatwo, ale teraz wiem, że Black Spirit musi powrócić. Bez względu na wszystko. Zrobię to dla tych, którym jestem to winna. Mamie, Alexandrowi... tym, których odebrał mi los. Powiem Alfie, że mam wobec niektórych dług.
Było już ciemno, kiedy wymknęłam się do lasu. Chciałam zobaczyć, czy zdołam przywołać ducha z Otchłani i go tam znów odesłać. Zaczęłam od chochlika.
- Dziecię zesłane do Otchłani, przybądź tu, gotowe na moje rozkazy. - wyrecytowałam zaklęcie przywołania, oczekując na znak od ducha.
Nagle ziemia lekko zadrżała, a z niej wydostał się chochlik. Podziałało. Teraz musiałam go jedynie odesłać tam, skąd go przyniosło.
- Odejdź dziecko Cienia tam...
- Vane?
<Kiiyuko?>
czwartek, 1 stycznia 2015
Od Lithium Vane "Li Vane vel. Black Spirit" cz. 3 (CD. Alexander)
Wyszłam z jaskini Alfy i pobiegłam prosto do lasu. Ten cały Alexander...
coś mi tu śmierdzi. To musi być szpieg Asai lub co gorsza - jakiś
fanatyk Debiru dążący do władzy. Jeśli moje przypuszczenia okażą się
słuszne...
Lithium. Nie myśl tak. Może i jestem nieufna, ale... jeszcze nigdy nie rzuciłam się na nikogo. No chyba że chodzi się o samego Debiru. Tak. Rzuciłam się na wilka Śmierci.
Chciałam porozmawiać z mamą, ona wiedziałaby co robić. Czuję się zagubiona w raju. Przeszłość znowu powróciła.
- NIE!
Wypuściłam potężną falę mocy w stronę drzewa, które złamało się pod jej wpływem. Miałam ochotę pójść do tego całego "Alexandra" o ile to jego prawdziwe imię i skręcić mu kark. Od jakiegoś czasu miałam takie mordercze zapędy. Zacnie. Postanowiłam obserwować go przez jakiś czas. W tym celu wróciłam się i ukryta w pobliskich krzakach obserwowałam prawdopodobnego szpiega Asai bądź też fanatyka Debiru.
Chyba mam paranoję.
<Alexander? Sorki, nie miałam lepszego pomysłu.>
Lithium. Nie myśl tak. Może i jestem nieufna, ale... jeszcze nigdy nie rzuciłam się na nikogo. No chyba że chodzi się o samego Debiru. Tak. Rzuciłam się na wilka Śmierci.
Chciałam porozmawiać z mamą, ona wiedziałaby co robić. Czuję się zagubiona w raju. Przeszłość znowu powróciła.
- NIE!
Wypuściłam potężną falę mocy w stronę drzewa, które złamało się pod jej wpływem. Miałam ochotę pójść do tego całego "Alexandra" o ile to jego prawdziwe imię i skręcić mu kark. Od jakiegoś czasu miałam takie mordercze zapędy. Zacnie. Postanowiłam obserwować go przez jakiś czas. W tym celu wróciłam się i ukryta w pobliskich krzakach obserwowałam prawdopodobnego szpiega Asai bądź też fanatyka Debiru.
Chyba mam paranoję.
<Alexander? Sorki, nie miałam lepszego pomysłu.>
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Od Lithium Vane "Li Vane vel. Black Spirit" cz.1 (cd. Alexander)
Musiałam powiedzieć Alfie o czymś. Muszę na jakiś czas jakby... zniknąć. Chodzi o coś, co jest moją powinnością.
"Naznaczona Czarnym Duchem"
Wyszeptałam to i te trzy słowa znów zaczęły dzwonić mi w uszach. Śmierć Mamy. Debiru w jej jaskini. Krew...
Stop. To dla mnie za dużo. Przeszłość znów zaczęła powracać.
"Swej matki ostatnim oddechem"
To było pewne, Black Spirit musi powrócić. I to właśnie muszę przekazać Alfie.
Znikam.
Weszłam do jaskini Alfy i rozejrzałam się. Gdzie jest Alfa Kiiyuko?
- Alfo...?
<Alexander?>
"Naznaczona Czarnym Duchem"
Wyszeptałam to i te trzy słowa znów zaczęły dzwonić mi w uszach. Śmierć Mamy. Debiru w jej jaskini. Krew...
Stop. To dla mnie za dużo. Przeszłość znów zaczęła powracać.
"Swej matki ostatnim oddechem"
To było pewne, Black Spirit musi powrócić. I to właśnie muszę przekazać Alfie.
Znikam.
Weszłam do jaskini Alfy i rozejrzałam się. Gdzie jest Alfa Kiiyuko?
- Alfo...?
<Alexander?>
poniedziałek, 24 listopada 2014
Od Lithium Vane "Powracam" cz.2 (cd. Onurix)
- On wraca.
Nie miałam pojęcia o kogo chodzi. Mama mówiła tylko o tym, gdy byłam w Otchłani. Zanim powróciłam do życia, moja rodzicielka powiedziała to:
- Znajdź go. On ci pomoże.
Teraz, kiedy wpatrywałam się w tego wilka, byłam pewna, że to o nim była mowa. Podświadomie cały czas widziałam go.
- Kim jesteś?
"Lithium Vane. Od dziś nazywasz się tak. Już nie jesteś Black Spirit. Ona nie żyje. Zabił ją Debiru, mimo to zesłała go do Otchłani. Ostatnimi słowami, swoim ostatnim zaklęciem. Wtedy umarła Black Spirit."
"Narodziła się jako Lithium Vane, jej matka Akane wyprosiła jej drugie życie, ojciec Castiel odwrócił się. Miała za cel znaleźć GO. To była jej misja. Ale kim on jest?"
Przypomniałam sobie swoje ostatnie chwile poprzedniego życia. To prawda, nazywano mnie Black Spirit. W poprzedniej watasze były dziwne rytuały. Takie jak "chrzest bojowy". Na takim "chrzcie" nazwano mnie Black Spirit, i że niby tym imieniem zawoła nas walka.
Mnie tym imieniem nie zawołał ten dziki zew, tylko ON.
- Jestem Onurix. Witaj, Black Spirit.
Więc spełnia się przepowiednia Szamanki.
Black Spirit powraca.
<Onurix?>
Nie miałam pojęcia o kogo chodzi. Mama mówiła tylko o tym, gdy byłam w Otchłani. Zanim powróciłam do życia, moja rodzicielka powiedziała to:
- Znajdź go. On ci pomoże.
Teraz, kiedy wpatrywałam się w tego wilka, byłam pewna, że to o nim była mowa. Podświadomie cały czas widziałam go.
- Kim jesteś?
"Lithium Vane. Od dziś nazywasz się tak. Już nie jesteś Black Spirit. Ona nie żyje. Zabił ją Debiru, mimo to zesłała go do Otchłani. Ostatnimi słowami, swoim ostatnim zaklęciem. Wtedy umarła Black Spirit."
"Narodziła się jako Lithium Vane, jej matka Akane wyprosiła jej drugie życie, ojciec Castiel odwrócił się. Miała za cel znaleźć GO. To była jej misja. Ale kim on jest?"
Przypomniałam sobie swoje ostatnie chwile poprzedniego życia. To prawda, nazywano mnie Black Spirit. W poprzedniej watasze były dziwne rytuały. Takie jak "chrzest bojowy". Na takim "chrzcie" nazwano mnie Black Spirit, i że niby tym imieniem zawoła nas walka.
Mnie tym imieniem nie zawołał ten dziki zew, tylko ON.
- Jestem Onurix. Witaj, Black Spirit.
Więc spełnia się przepowiednia Szamanki.
Black Spirit powraca.
<Onurix?>
czwartek, 20 listopada 2014
Od Lithium Vane "I co ja mam zrobić? cz.2" (cd.Dragon)
Z powodu braku zajęcia wybrałam się na wycieczkę w góry. Rozłożyłam
skrzydła i kierując się na wyczucie, dotarłam na miejsce w jakieś... pół
godziny? W sumie, czy to aż takie ważne, w ile tam doleciałam?
Po kilku minutach od przylotu uznałam, że trzeba schować się w cień - słońce mnie tam paliło, już nie wspomnę o moim grubym, czarnym futrze...
Zauważyłam duży, rozłożysty dąb i bez chwili zastanowienia niezdarnie, ale PRAWIE wdrapałam się na to drzewo. No... nie przewidziałam, że ktoś tam będzie. Ja to mam szczęście do takich rzeczy.
- Kim jesteś? - zapytał nagle basior, chyba lekko zaskoczony moją obecnością.
- Lithium Vane. Pomożesz? - wisiałam na gałęzi, nie mogąc wejść dalej.
- Dragon. - wilk złapał mnie za łapę i wciągnął na gałąź.
Chcąc sprawdzić, jakie ten cały Dragon ma zamiary, zajrzałam w jego myśli. Był wilkiem z naszej watahy, jednak... chciał odejść?
- Czemu chcesz odejść? - nagle zapytałam.
- Skąd o tym wiesz? - basior spojrzał na mnie przerażony.
- Przepraszam, czytam w myślach. Chciałam sprawdzić, czy nie jesteś jakimś szpiegiem czy coś w tym stylu. No i niechcący natknęłam się na tę myśl.
Dragon posmutniał. Patrzył się na watahę. Szczerze? O tej porze wyglądała pięknie.
- Chodzi o to, że...
<Dragon?>
Po kilku minutach od przylotu uznałam, że trzeba schować się w cień - słońce mnie tam paliło, już nie wspomnę o moim grubym, czarnym futrze...
Zauważyłam duży, rozłożysty dąb i bez chwili zastanowienia niezdarnie, ale PRAWIE wdrapałam się na to drzewo. No... nie przewidziałam, że ktoś tam będzie. Ja to mam szczęście do takich rzeczy.
- Kim jesteś? - zapytał nagle basior, chyba lekko zaskoczony moją obecnością.
- Lithium Vane. Pomożesz? - wisiałam na gałęzi, nie mogąc wejść dalej.
- Dragon. - wilk złapał mnie za łapę i wciągnął na gałąź.
Chcąc sprawdzić, jakie ten cały Dragon ma zamiary, zajrzałam w jego myśli. Był wilkiem z naszej watahy, jednak... chciał odejść?
- Czemu chcesz odejść? - nagle zapytałam.
- Skąd o tym wiesz? - basior spojrzał na mnie przerażony.
- Przepraszam, czytam w myślach. Chciałam sprawdzić, czy nie jesteś jakimś szpiegiem czy coś w tym stylu. No i niechcący natknęłam się na tę myśl.
Dragon posmutniał. Patrzył się na watahę. Szczerze? O tej porze wyglądała pięknie.
- Chodzi o to, że...
<Dragon?>
niedziela, 9 listopada 2014
Od Lithium Vane "Rodzicielskie obowiązki cz.2" (cd. Desoto)
Niby jestem dopiero dwa dni w watasze, a już się dzieje... Więc to było tak:
Zwiedzałam tereny watahy, chciałam ją lepiej poznać no i poszukać sobie jakiejś ładnej, lekko zaciemnionej jaskini i inne takie. Nagle coś poruszyło się w krzakach. Zastygłam w miejscu i nasłuchiwałam.
- No podejdź, no, dawaj... - szepnęłam, kiedy zza krzaków wyłonił się... szczeniak!? Taka malutka wadera, słodziutka!
Stałam przez chwilę jak wryta, a po chwili to mała się do mnie odezwała. Trzeba dodać, że przedtem przyczepiła mi się do nogi.
- Dzień dobry! - po czym puściła mnie. Ja po prostu się tam rozpływałam! Była taka słodka...
- Dzień dobry. Gdzie twoja mama?
- Mama robiła obiadek, a wyszłam z tatą. Bawiliśmy się puzzlami, i przyszedł taty kolega, a ja żeby nie przeszkadzać to poszłam.
Mała mnie rozbroiła!
- Aha... Tata cię pewnie szuka, wiesz?
Biała wadera przedstawiła się jako Serena. Jedyne, co na tę chwilę przyszło mi do głowy, to pójść za małą tam, gdzie bawiła się ze swoim ojcem. Kiedy miałam wskoczyć z Sereną w krzaki... coś, a raczej ktoś wylądował na mnie!
- SERENA!
- Złaź ze mnie!!!
Basior spojrzał na mnie jak na UFO i zszedł ze mnie. Pozbierałam się z ziemi i przyjrzałam mu się. Miał szaro-niebieskie futro i jasnoniebieskie znaki.
<Desoto? Ktoś chętny?>
Zwiedzałam tereny watahy, chciałam ją lepiej poznać no i poszukać sobie jakiejś ładnej, lekko zaciemnionej jaskini i inne takie. Nagle coś poruszyło się w krzakach. Zastygłam w miejscu i nasłuchiwałam.
- No podejdź, no, dawaj... - szepnęłam, kiedy zza krzaków wyłonił się... szczeniak!? Taka malutka wadera, słodziutka!
Stałam przez chwilę jak wryta, a po chwili to mała się do mnie odezwała. Trzeba dodać, że przedtem przyczepiła mi się do nogi.
- Dzień dobry! - po czym puściła mnie. Ja po prostu się tam rozpływałam! Była taka słodka...
- Dzień dobry. Gdzie twoja mama?
- Mama robiła obiadek, a wyszłam z tatą. Bawiliśmy się puzzlami, i przyszedł taty kolega, a ja żeby nie przeszkadzać to poszłam.
Mała mnie rozbroiła!
- Aha... Tata cię pewnie szuka, wiesz?
Biała wadera przedstawiła się jako Serena. Jedyne, co na tę chwilę przyszło mi do głowy, to pójść za małą tam, gdzie bawiła się ze swoim ojcem. Kiedy miałam wskoczyć z Sereną w krzaki... coś, a raczej ktoś wylądował na mnie!
- SERENA!
- Złaź ze mnie!!!
Basior spojrzał na mnie jak na UFO i zszedł ze mnie. Pozbierałam się z ziemi i przyjrzałam mu się. Miał szaro-niebieskie futro i jasnoniebieskie znaki.
<Desoto? Ktoś chętny?>
wtorek, 4 listopada 2014
Od Lithium Vane "Kochamy żyć, ale też kochamy umierać cz.1" (cd. Sofferenza Morte)
Miałam dosyć! To już mnie przerastało! Nie dość, że umarła mi matka,
zostałam wygnana z watahy... Z resztą, długo by tak wymieniać. Chciałam
już tylko zasnąć i nie obudzić się. Zalana łzami zaczęłam ściągać
nieszczęścia na innych. W nocy zgasiłam gwiazdy, księżyc był w nowiu.
Gwiazdy, jakie było widać, pochodziły z moich skrzydeł. Wtedy chciałam
przywołać ducha Debiru - Wilka Śmierci.
To mnie zmieniło.
Kiedy zrozumiałam swój błąd, chciałam zesłać Debiru tam, skąd go przywołałam - prosto do Otchłani. Jednak to nie było takie proste. Zginęłam. Także zostałam zesłana do otchłani.
Zlitował się nade mną duch mojej matki. Wyprosiła mi drugie życie. Obiecałam jej, że nie popełnię tego samego błędu. Chciałam być porządną wilczycą, więc postanowiłam znaleźć nową watahę. Jednak nie było to takie łatwe. Wreszcie jednak, po długich miesiącach od mojego zmartwychwstania, napotkałam pewną wilczycę - czarną, z białą końcówką ogona i czarnymi włosami. Nazywano ją Sofferenza Morte.
<Sofferenza Morte? (chyba dobrze napisałam, a jak nie, to z góry przepraszam)>
To mnie zmieniło.
Kiedy zrozumiałam swój błąd, chciałam zesłać Debiru tam, skąd go przywołałam - prosto do Otchłani. Jednak to nie było takie proste. Zginęłam. Także zostałam zesłana do otchłani.
Zlitował się nade mną duch mojej matki. Wyprosiła mi drugie życie. Obiecałam jej, że nie popełnię tego samego błędu. Chciałam być porządną wilczycą, więc postanowiłam znaleźć nową watahę. Jednak nie było to takie łatwe. Wreszcie jednak, po długich miesiącach od mojego zmartwychwstania, napotkałam pewną wilczycę - czarną, z białą końcówką ogona i czarnymi włosami. Nazywano ją Sofferenza Morte.
<Sofferenza Morte? (chyba dobrze napisałam, a jak nie, to z góry przepraszam)>
Subskrybuj:
Posty (Atom)