- Musimy jak najszybciej dostać się do naszej jaskini. - powiedziałem. - Chodź!
Ruszyliśmy. Biegłem ile sił w łapach. Nie mogę dopuścić, aby ten
oślizgły gad, który aktualnie siedzi w moim ciele zrobił Kii krzywdę.
Nie zniósłbym tego. Starałem się odpędzić od siebie wszystkie złe myśli
związane z moją partnerką. Pędziłem przed siebie, ocierając się o ostre
gałęzie i krzewy nie zwalniając tępa, ani na chwilę.
- Muszę tam być! Teraz, zaraz, natychmiast!
***
Gdy dotarłem na miejsce zorientowałem się, że Suzi zniknęła.
- Ch*lera, przecież biegła tuż za mną. - myślałem. - Pewnie zaraz mnie dogoni.
Wszedłem do jaskini i...zabolało.
Tak bardzo nie chciałem tego widzieć. Jasper obejmował Kiiyuko. Całowali
się. Na jej policzkach błyszczały już suche ślady po łzach. Płakała. Co
on jej naopowiadał?! Poczułem ogarniającą mnie złość.
- Nosz k*rwa mać zabije gnoja!
Cały zesztywniałem. Sierść na grzbiecie mi się zjeżyła. Zawarczałem
ukazując rząd ostrych kłów. W tym samym momencie "para" oderwała się od
siebie i spojrzała w moim kierunku.
- Ty... - wyszeptała Kii. - TY!!!
Rzuciła się na mnie.
- CO?!
W jej oczach widziałem tyle nienawiści. Wadera chciała zadać pierwszy
cios, lecz w porę udało mi się zrobić unik. Nie chciałem z nią walczyć.
- PRZEZ CIEBIE MOJA CÓRKA NIE ŻYJE! - wrzasnęła odwracając się w moją stronę.
Wyglądała jak opętana.
- Nie! Kiiyuko to ja...RAFAEL! - starałem się wybronić, ale ona zaczęła się śmiać.
- Niby mam ci uwierzyć?! -była jak w transie.
Po raz kolejny zaatakowała. Starannie unikałem płonących kul, którymi we mnie rzucała.
- Kii przestań! Nie chcę cię skrzywdzić!
- JUŻ TO ZROBIŁEŚ! ZABIŁEŚ MOJE DZIECKO, A TERAZ JA ZABIJĘ CIEBIE!!!
Nagle wilczyca zniknęła mi z pola widzenia. Rozglądałem się gorączkowo
jej wypatrując, ale nigdzie jej nie było. Chwilę później poczułem ostry
ból w kręgosłupie, z którego zaczęła lecieć krew. Wadera rozcięła mi
plecy. Upadłem na ziemię. Poczułem metaliczny posmak czerwonej cieczy w
pysku.
Nie miałem z nią najmniejszych szans.
- Kiiyuko proszę wysłuchaj mnie. - powiedziałem cicho. Czułem jak
uchodzi ze mnie życie. No tak...w ciele Jaspera nie jestem już
nieśmiertelny, czyli...to KONIEC.
- Nie ma o czym mówić. - odparła lodowatym tonem, powoli zmierzając w moją stronę.
Spojrzałem jeszcze w stronę wejścia do jaskini, gdzie stał Jasper. Patrzył. Śmiał się.
- Nienawidzę cię. - mówiąc to, obcięła mi ucho.
Jej oczy były czarne jak noc.
- Jesteś nic nie wartym śmieciem. - straciłem łapę.
- Zasługujesz na śmierć. - wypaliła mi oko.
- Proszę... - wykrztusiłem to jedno słowo razem z krwią.
Nagle zza drzew wyłoniła się Suzi.
- Nie mamo, nie!
- GIŃ!!!
<Suzi?>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rafael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rafael. Pokaż wszystkie posty
środa, 1 lipca 2015
wtorek, 30 czerwca 2015
Od Rafaela "Łzy beznadziei" cz.4 (cd. Suzanna/Kiiyuko)
Obudziłem się w jakimś zatęchłym lochu. Próbowałem się podnieść, ale
ból, który przeszył całe moje ciało był tak silny, że z powrotem opadłem
na posadzki. Nie miałem siły na nic. Najdrobniejszy ruch sprawiał mi
wielką trudność. Byłem zmęczony, jakby ktoś wypompował ze mnie całą
energię. Zamknąłem oczy. Nagle do moich uszu doszedł czyjś głos. Na
początku był on niewyraźny, później coraz bardziej zrozumiały.
- Tato! Tatusiu ocknij się!
Ktoś mnie wołał. To była Suzi. Momentalnie uchyliłem powieki i spojrzałem na sylwetkę mojej córki, która stała nade mną, a w jej oczach widziałem smutek i przerażenie.
- Jak się czujesz? - zapytała z troską.
- W porządku - uśmiechnąłem się słabo. Nic ci nie zrobili
Wadera pokręciła jedynie głową zaprzeczając. Odetchnąłem z ulgą. Chociaż jej nic nie jest.
- Jak długo leżałem nieprzytomny?
- Jeden dzień. - powiedziała cicho.
Przechodzący koło nas strażnik przystanął na chwilę.
- O..widzę, że nasza śpiąca królewna się obudziła. - parsknął szyderczym śmiechem.
Na ten dźwięk moje mięśnie mimowolnie się napięły.
- Szykuj się Rafaelu. - mruknął i odszedł.
Spojrzałem w oczy wilczycy. Majaczyły w nich łzy. Bała się. Zebrałem w sobie wszystkie siły i podniosłem się z ziemi. Potem przytuliłem moją małą dziewczynkę, szepcząc jej na ucho.
- Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. Nie pozwolę im cię skrzywdzić. - mówiłem kołysząc jej drobnym ciałem.
Cela w której się znajdowaliśmy została otwarta, a w wejściu pojawił się nie kto inny, jak Jasper oraz jego władczyni, Asai.
- Nie ważcie się jej tknąć. Zrobicie to, a pożałujecie. - warknąłem zasłaniając Suzi.
- Na razie ty nam wystarczysz Rafaelu. - odparła lodowatym tonem czarna wadera.
Podeszło do mnie dwóch strażników zagradzając mi drogę jakiejkolwiek ucieczki.
- Kocham cię. - szepnąłem do Suzi rzucając jej ostatnie tęskne spojrzenie, po czym razem z resztą wyszedłem z lochu.
***
- Co macie zamiar ze mną zrobić? - zapytałem bez ogródek. Poddałem się. Idąc do komnaty, w której aktualnie się znajdowałem, pogodziłem się z tym, że najprawdopodobniej zginę. Zastanawiałem się tylko, czy Asai ma taką moc, żeby pozbawić życia nieśmiertelnego.
- Niespodzianka. - uśmiechnął się Jasper, przykuwając kajdankami moje łapy w kapsule, tak abym nie mógł się ruszyć.
Przewróciłem oczami i czekałem na koniec. Jednak ten nie nastąpił.
- Okej, teraz ja.
Ze zdziwieniem przyglądałem się, jak dwa inne wilki przykuwają również jego do drugiej, identycznej kapsuły. Asai stała w rogu patrząc na cały ten cyrk. Jasper wydawał się być tym wszystkim strasznie podekscytowany. Dlaczego?
- Teraz uważaj Rafaelu, bo trochę zaboli. - parsknął w moją stronę.
Skinął głową do jednego z wilków stojących obok, który uruchomił jakąś dziwną maszynę. Drzwi kapsuły sie zamknęły. Poczułem dziwne mrowienie w łapach, a potem taki ból, że aż ciężko to opisać. Krzyczałem, a w moich oczach pojawiły się łzy. Ze wszystkich sił próbowałem się wyrwać, ale kajdanki na łapach nie drgnęły. Po raz kolejny potem straciłem na chwilę przytomność. Ocknąłem się dopiero, gdy było już po wszystkim. Wyszedłem z kabiny "pijanym" krokiem. Miałem mroczki przed oczami, nie miałem pojęcia, co się tak właściwie wydarzyło. Dopiero, gdy z kapsuły obok wyłonił się... JA?!
Stanąłem jak wryty. To je mnie DWÓCH?!
- O CO DO CHOLERY CHODZI?! - wrzasnąłem wstrząśnięty.
- Spójrz w lustro księżniczko. - powiedział drugi ja.
Podszedłem niepewnie do brudnego, popękanego lustra w końcu pokoju. Spojrzałem w jego taflę i zobaczyłem...
<Córcia, bądź mamuśka? :P>
- Tato! Tatusiu ocknij się!
Ktoś mnie wołał. To była Suzi. Momentalnie uchyliłem powieki i spojrzałem na sylwetkę mojej córki, która stała nade mną, a w jej oczach widziałem smutek i przerażenie.
- Jak się czujesz? - zapytała z troską.
- W porządku - uśmiechnąłem się słabo. Nic ci nie zrobili
Wadera pokręciła jedynie głową zaprzeczając. Odetchnąłem z ulgą. Chociaż jej nic nie jest.
- Jak długo leżałem nieprzytomny?
- Jeden dzień. - powiedziała cicho.
Przechodzący koło nas strażnik przystanął na chwilę.
- O..widzę, że nasza śpiąca królewna się obudziła. - parsknął szyderczym śmiechem.
Na ten dźwięk moje mięśnie mimowolnie się napięły.
- Szykuj się Rafaelu. - mruknął i odszedł.
Spojrzałem w oczy wilczycy. Majaczyły w nich łzy. Bała się. Zebrałem w sobie wszystkie siły i podniosłem się z ziemi. Potem przytuliłem moją małą dziewczynkę, szepcząc jej na ucho.
- Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. Nie pozwolę im cię skrzywdzić. - mówiłem kołysząc jej drobnym ciałem.
Cela w której się znajdowaliśmy została otwarta, a w wejściu pojawił się nie kto inny, jak Jasper oraz jego władczyni, Asai.
- Nie ważcie się jej tknąć. Zrobicie to, a pożałujecie. - warknąłem zasłaniając Suzi.
- Na razie ty nam wystarczysz Rafaelu. - odparła lodowatym tonem czarna wadera.
Podeszło do mnie dwóch strażników zagradzając mi drogę jakiejkolwiek ucieczki.
- Kocham cię. - szepnąłem do Suzi rzucając jej ostatnie tęskne spojrzenie, po czym razem z resztą wyszedłem z lochu.
***
- Co macie zamiar ze mną zrobić? - zapytałem bez ogródek. Poddałem się. Idąc do komnaty, w której aktualnie się znajdowałem, pogodziłem się z tym, że najprawdopodobniej zginę. Zastanawiałem się tylko, czy Asai ma taką moc, żeby pozbawić życia nieśmiertelnego.
- Niespodzianka. - uśmiechnął się Jasper, przykuwając kajdankami moje łapy w kapsule, tak abym nie mógł się ruszyć.
Przewróciłem oczami i czekałem na koniec. Jednak ten nie nastąpił.
- Okej, teraz ja.
Ze zdziwieniem przyglądałem się, jak dwa inne wilki przykuwają również jego do drugiej, identycznej kapsuły. Asai stała w rogu patrząc na cały ten cyrk. Jasper wydawał się być tym wszystkim strasznie podekscytowany. Dlaczego?
- Teraz uważaj Rafaelu, bo trochę zaboli. - parsknął w moją stronę.
Skinął głową do jednego z wilków stojących obok, który uruchomił jakąś dziwną maszynę. Drzwi kapsuły sie zamknęły. Poczułem dziwne mrowienie w łapach, a potem taki ból, że aż ciężko to opisać. Krzyczałem, a w moich oczach pojawiły się łzy. Ze wszystkich sił próbowałem się wyrwać, ale kajdanki na łapach nie drgnęły. Po raz kolejny potem straciłem na chwilę przytomność. Ocknąłem się dopiero, gdy było już po wszystkim. Wyszedłem z kabiny "pijanym" krokiem. Miałem mroczki przed oczami, nie miałem pojęcia, co się tak właściwie wydarzyło. Dopiero, gdy z kapsuły obok wyłonił się... JA?!
Stanąłem jak wryty. To je mnie DWÓCH?!
- O CO DO CHOLERY CHODZI?! - wrzasnąłem wstrząśnięty.
- Spójrz w lustro księżniczko. - powiedział drugi ja.
Podszedłem niepewnie do brudnego, popękanego lustra w końcu pokoju. Spojrzałem w jego taflę i zobaczyłem...
<Córcia, bądź mamuśka? :P>
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Od Rafaela "Łzy beznadziei" cz.2 cd. Suzanna
- To podaj choć jeden przykład pomocy z twojej strony! - nie wytrzymałem i wydarłem się.
Złość wzięła nade mną górę. Suzi aż się skuliła słysząc mój krzyk. Bardzo rzadko podnosiłem na nią głos. Widziałem łzy w oczach mojej córki. Nie lubiłem gdy płakała, a wręcz nie cierpiałem. Ten widok mnie ranił. Mimo wszystko jednak musiałem jakoś do niej dotrzeć, nie ważne w jaki sposób. Młoda wilczyca spuściła pysk i szlochając pobiegła przed siebie. Chciałem pobiec za nią, przytulić, ale musiałem pozostać twardym. Zwyczajnie duma mi na to nie pozwalała. Dziecko nie będzie mną manipulowało!
Nagle koło mnie pojawiła się zmartwiona i przestraszona Kii.
- Rafael, gdzie ona poszła?! - krzyknęła.
Chciała biec za nią, ale zatrzymałem ją, gdy już chciała rzucić się w pogoń.
- Przejdzie jej i wróci. - mruknąłem i wróciłem do jaskini.
***
Kiedy moja złość się ulotniła, jej miejsce zastąpiły smutek i wyrzuty sumienia.
- Może za bardzo na nią nawrzeszczałem? Może powinienem być delikatniejszy? Przecież mimo wszystko...to jeszcze dziecko . - myślałem przecierając od czasu do czasu pysk. Moja partnerka siedziała jak na szpilkach wyczekując naszej córki. Spojrzałem na nią. W oddali słychać było zbliżającą się burzę.
- Rafi... - powiedziała zmartwiona patrząc pusto w przestrzeń.
Usiadłem koło niej i przyciągnąłem ją do siebie. Wadera ufnie wtuliła się w moje futro.
- Idź po nią. Boję się, że coś może jej się stać. - wyszeptała ciągnąc nosem.
- Dobrze. - potarłem jej grzbiet. - Niedługo wrócę.
***
Szwendałem się po lesie, szukając zapachu Suzi.
Po paru minutach krążenia w kółko znalazłem trop. Niebo rozbłysła pierwsza błyskawica, a za nią pojawił się grzmot. Pędem udałem się drogą zapachu. Miałem jednak dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Przedzierając się przez chaszcze dotarłem na klif, gdzie leżała młoda wilczyca. Przystanąłem na chwilę i patrzyłem na nią. Nie wiedziałem co mam zrobić. W końcu zdecydowałem się do niej podejść.
- Suzi. - powiedziałem cicho, na co ta odwróciła głowę w moją stronę. - Idziemy do domu.
Wadera podniosła się z ziemi. Ze spuszczonym łbem i niepewnym krokiem ruszyła w moją stronę. Kiedy stała już na przeciwko mnie, zamknąłem ją w niedźwiedzim uścisku.
- Przepraszam. - szepnąłem i pocałowałem ją w czoło.
- Ja ciebie też tatusiu. - powiedziała mocno mnie obejmując.
Ulżyło mi gdy o powiedziała. Szczerze...po drodze też zaczynałem tworzyć różne scenariusze, tego, co mogłem zastać, ale na całe szczęście nic jej się nie stało.
Kiedy mieliśmy wracać, z gęstwiny wyłoniła się ponura postać jakiegoś wilka. Nie należał on do naszej watahy, a mimo to, go znałem.
- No proszę, proszę...kogo ja widzę. - uśmiechnął się cwaniacko.
Odwróciłem się w jego stronę zasłaniając swoim ciałem moją córkę i jeżąc sierść na grzbiecie.
- Czego tutaj chcesz Jasper? - warknąłem.
- Ja? - zapytał.
Potem zaniósł się psychopatycznym śmiechem i podszedł do mnie.
- Ja chcę tylko waszej śmierci.
<Suzi?>
Złość wzięła nade mną górę. Suzi aż się skuliła słysząc mój krzyk. Bardzo rzadko podnosiłem na nią głos. Widziałem łzy w oczach mojej córki. Nie lubiłem gdy płakała, a wręcz nie cierpiałem. Ten widok mnie ranił. Mimo wszystko jednak musiałem jakoś do niej dotrzeć, nie ważne w jaki sposób. Młoda wilczyca spuściła pysk i szlochając pobiegła przed siebie. Chciałem pobiec za nią, przytulić, ale musiałem pozostać twardym. Zwyczajnie duma mi na to nie pozwalała. Dziecko nie będzie mną manipulowało!
Nagle koło mnie pojawiła się zmartwiona i przestraszona Kii.
- Rafael, gdzie ona poszła?! - krzyknęła.
Chciała biec za nią, ale zatrzymałem ją, gdy już chciała rzucić się w pogoń.
- Przejdzie jej i wróci. - mruknąłem i wróciłem do jaskini.
***
Kiedy moja złość się ulotniła, jej miejsce zastąpiły smutek i wyrzuty sumienia.
- Może za bardzo na nią nawrzeszczałem? Może powinienem być delikatniejszy? Przecież mimo wszystko...to jeszcze dziecko . - myślałem przecierając od czasu do czasu pysk. Moja partnerka siedziała jak na szpilkach wyczekując naszej córki. Spojrzałem na nią. W oddali słychać było zbliżającą się burzę.
- Rafi... - powiedziała zmartwiona patrząc pusto w przestrzeń.
Usiadłem koło niej i przyciągnąłem ją do siebie. Wadera ufnie wtuliła się w moje futro.
- Idź po nią. Boję się, że coś może jej się stać. - wyszeptała ciągnąc nosem.
- Dobrze. - potarłem jej grzbiet. - Niedługo wrócę.
***
Szwendałem się po lesie, szukając zapachu Suzi.
Po paru minutach krążenia w kółko znalazłem trop. Niebo rozbłysła pierwsza błyskawica, a za nią pojawił się grzmot. Pędem udałem się drogą zapachu. Miałem jednak dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Przedzierając się przez chaszcze dotarłem na klif, gdzie leżała młoda wilczyca. Przystanąłem na chwilę i patrzyłem na nią. Nie wiedziałem co mam zrobić. W końcu zdecydowałem się do niej podejść.
- Suzi. - powiedziałem cicho, na co ta odwróciła głowę w moją stronę. - Idziemy do domu.
Wadera podniosła się z ziemi. Ze spuszczonym łbem i niepewnym krokiem ruszyła w moją stronę. Kiedy stała już na przeciwko mnie, zamknąłem ją w niedźwiedzim uścisku.
- Przepraszam. - szepnąłem i pocałowałem ją w czoło.
- Ja ciebie też tatusiu. - powiedziała mocno mnie obejmując.
Ulżyło mi gdy o powiedziała. Szczerze...po drodze też zaczynałem tworzyć różne scenariusze, tego, co mogłem zastać, ale na całe szczęście nic jej się nie stało.
Kiedy mieliśmy wracać, z gęstwiny wyłoniła się ponura postać jakiegoś wilka. Nie należał on do naszej watahy, a mimo to, go znałem.
- No proszę, proszę...kogo ja widzę. - uśmiechnął się cwaniacko.
Odwróciłem się w jego stronę zasłaniając swoim ciałem moją córkę i jeżąc sierść na grzbiecie.
- Czego tutaj chcesz Jasper? - warknąłem.
- Ja? - zapytał.
Potem zaniósł się psychopatycznym śmiechem i podszedł do mnie.
- Ja chcę tylko waszej śmierci.
<Suzi?>
środa, 24 czerwca 2015
Od Rafaela "Co ja tu robię?" cz. 2 (cd. Syriusz)
Siedziałem w jaskini i przeglądałem jedną z wielu ksiąg, które walały
się po kątach. Wszystkie zawierały akta wilków należących do naszej
watahy. Był tam również spis tych, co odeszli. Kiiyuko wyszła z Suzi na
lekcję polowania. Trzeba było przyznać, mała szybko się uczy.
***
Nagle w wejściu stanęła Sora z jakimś basiorem u boku.
- Rafi, ktoś do ciebie. - powiedziała.
Szepnęła coś jeszcze do szarego i poszła.
- Kim jesteś? - zapytałem, zamknąłem księgę i podszedłem do niego.
- Jestem Syriusz.
A, więc Syriuszu, skąd pochodzisz?
- Nie wiem, jedyne co pamiętam, to moje imię oraz rodzina, która mnie wygnała. - powiedział.
Nie wiedziałem, co powiedzieć, dlatego też pokiwałem tylko głową.
- Rozumiem, że chciałbyś dołączyć do naszej watahy.
- Owszem. Nie mam się gdzie podziać, a wędrówka samemu jest dla mnie dość ryzykowna.
- Mhm...dobrze. Wejdź do środka, nie będziemy stać w wejściu.
Basior podreptał za mną do wnętrza groty. Razem uzgodniliśmy wszystkie szczegóły, takie jak stanowisko i ogólne zasady panujące u nas. Niedługo potem wróciła Kii z naszą córeczką.
- Hej kochanie. - przytuliłem ją i zmierzwiłem małej grzywkę. - Pozwól, że ci przedstawię...to jest Syriusz. Dołączył do nas dzisiaj. Pójdę teraz pokazać mu nasze tereny i jego jaskinię, trochę to zajmie, więc wrócę wieczorem. - powiedziałem i wyszedłem razem z szarym.
<Syriusz?>
Uwagi: pisz częściej op. ._.
***
Nagle w wejściu stanęła Sora z jakimś basiorem u boku.
- Rafi, ktoś do ciebie. - powiedziała.
Szepnęła coś jeszcze do szarego i poszła.
- Kim jesteś? - zapytałem, zamknąłem księgę i podszedłem do niego.
- Jestem Syriusz.
A, więc Syriuszu, skąd pochodzisz?
- Nie wiem, jedyne co pamiętam, to moje imię oraz rodzina, która mnie wygnała. - powiedział.
Nie wiedziałem, co powiedzieć, dlatego też pokiwałem tylko głową.
- Rozumiem, że chciałbyś dołączyć do naszej watahy.
- Owszem. Nie mam się gdzie podziać, a wędrówka samemu jest dla mnie dość ryzykowna.
- Mhm...dobrze. Wejdź do środka, nie będziemy stać w wejściu.
Basior podreptał za mną do wnętrza groty. Razem uzgodniliśmy wszystkie szczegóły, takie jak stanowisko i ogólne zasady panujące u nas. Niedługo potem wróciła Kii z naszą córeczką.
- Hej kochanie. - przytuliłem ją i zmierzwiłem małej grzywkę. - Pozwól, że ci przedstawię...to jest Syriusz. Dołączył do nas dzisiaj. Pójdę teraz pokazać mu nasze tereny i jego jaskinię, trochę to zajmie, więc wrócę wieczorem. - powiedziałem i wyszedłem razem z szarym.
<Syriusz?>
Uwagi: pisz częściej op. ._.
poniedziałek, 23 lutego 2015
Od Rafaela "Wycieczka na basen" cz.3
Odwróciłem się na pięcie i chwyciłem Kii za dłoń, którą uniosłem na wysokość swoich ust i pocałowałem.
- Więc chodźmy. - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę restauracji
- Co ona ma, czego nie mam ja? - dziewczyna trochę się spięła, co znaczy że również usłyszała słowa brunetki za nami tak jak ja.
- Ciekawa jestem, jak to jest z nim w "tych sprawach". - powiedziała druga.
- Ale ciacho - mruknęła jeszcze jedna.
Kiiyuko obróciła się w ich stronę ze złośliwym uśmiechem.
- To ciacho jest niesamowite w "tych sprawach", mogłabym nawet powiedzieć, że jest najlepszy. - odezwała się.
- Nie tylko "tych". - dodałem z głupim uśmiechem.
- Tsa, racja. - zaśmiała się. - Więc macie mi czego pozazdrościć.
- S**a. - powiedziała cała trójka "Barbie" jednocześnie. Kii parsknęła głośnym śmiechem.
- Słyszałeś jak mnie nazwały? - powiedziała z niedowierzaniem.
- Mam ochotę je za to uderzyć, ale to kobiety. - burknąłem.
Ruszyliśmy w stronę restauracji. Zamówiliśmy smażonego kurczaka z warzywami, po szklance soku pomarańczowego i czekaliśmy aż dostaniemy swoje porcje. Nie było nudno, bo cały czas rzucałem jakimiś głupimi żartami.
- Późno się robi. - powiedziałem po skończonym posiłku. - Wracamy?
- Tak. - dziewczyna wtuliła się we mnie i opuściliśmy lokal.
- Muszę ci powiedzieć, że bosko wyglądałaś w tym czarnym bikini. - powiedziałem i cmoknąłem ją w czubek głowy. Zauważyłem, że lekko się zarumieniła. - Dzięki za cudne widoki. - dodałem poruszając zabawnie brwiami. Dziewczyna w akcie desperacji rzuciła we mnie poduszką i zaczęła się śmiać.
Uwagi: brak
- Więc chodźmy. - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę restauracji
- Co ona ma, czego nie mam ja? - dziewczyna trochę się spięła, co znaczy że również usłyszała słowa brunetki za nami tak jak ja.
- Ciekawa jestem, jak to jest z nim w "tych sprawach". - powiedziała druga.
- Ale ciacho - mruknęła jeszcze jedna.
Kiiyuko obróciła się w ich stronę ze złośliwym uśmiechem.
- To ciacho jest niesamowite w "tych sprawach", mogłabym nawet powiedzieć, że jest najlepszy. - odezwała się.
- Nie tylko "tych". - dodałem z głupim uśmiechem.
- Tsa, racja. - zaśmiała się. - Więc macie mi czego pozazdrościć.
- S**a. - powiedziała cała trójka "Barbie" jednocześnie. Kii parsknęła głośnym śmiechem.
- Słyszałeś jak mnie nazwały? - powiedziała z niedowierzaniem.
- Mam ochotę je za to uderzyć, ale to kobiety. - burknąłem.
Ruszyliśmy w stronę restauracji. Zamówiliśmy smażonego kurczaka z warzywami, po szklance soku pomarańczowego i czekaliśmy aż dostaniemy swoje porcje. Nie było nudno, bo cały czas rzucałem jakimiś głupimi żartami.
- Późno się robi. - powiedziałem po skończonym posiłku. - Wracamy?
- Tak. - dziewczyna wtuliła się we mnie i opuściliśmy lokal.
***
Wieczorem, kiedy wróciliśmy do domu zrobiłem nam kakao i położyłem się obok partnerki przykrywając nas oboje puszystym kocem. - Muszę ci powiedzieć, że bosko wyglądałaś w tym czarnym bikini. - powiedziałem i cmoknąłem ją w czubek głowy. Zauważyłem, że lekko się zarumieniła. - Dzięki za cudne widoki. - dodałem poruszając zabawnie brwiami. Dziewczyna w akcie desperacji rzuciła we mnie poduszką i zaczęła się śmiać.
Uwagi: brak
niedziela, 15 lutego 2015
Od Rafaela "Wycieczka na basen" cz. 1 (cd. Kiiyuko)
Pewnego dnia, mając już serdecznie dość żałoby, dla ocieplenia trochę klimatu postanowiłem, że zabiorę Kii razem ze sobą do pracy. Tym razem miałem dyżur na basenie.
- Pakuj się! - powiedziałem do Kii, gdy znalazłem się w naszej jaskini.
- A po co? Przeprowadzamy się gdzieś? - zapytała zdziwiona.
- Jedziemy na termy poza miasto. - wyszczerzyłem się. - Po pierwsze mam tam dzisiaj dyżur. Po drugie jest to świetne zajęcie spędzać czas w ciepłej wodzie w taki dzień, jak ten, a po trzecie... - podszedłem do niej blisko - chcę cię zobaczyć w samym bikini. - musnąłem swoim nosem jej. Wadera się zaśmiała, po czym zaczęła się szykować.
***
Dwie godziny później, znajdowaliśmy się na termach gdzieś na obrzeżach miasta. Kiedy się przebrałem w kąpielówki i zmoczyłem pod prysznicem, poszedłem ścieżką, która prowadziła mnie na baseny. Rozejrzałem się, ale dziewczyny jeszcze nie było. Stwierdziłem, że poczekam na nią w jaccuzzi. Po paru minutach zauważyłem Kiiyuko wchodzącą na salę. Jeju... nie mogłem od niej oderwać oczu. Mogę się przyznać tutaj przed wszystkimi, że dosłownie pożerałem ją wzrokiem. Jest tak cholernie piękna. Pomachałem do niej i gdy mnie zauważyła uśmiechnęła się, po czym ruszyła w moim kierunku.
- Przepraszam skarbie, ale jak widzisz, nie zmieścisz się już tutaj. - odezwała się jedna z blondynek siedzących koło mnie.
<Kii?>
- Pakuj się! - powiedziałem do Kii, gdy znalazłem się w naszej jaskini.
- A po co? Przeprowadzamy się gdzieś? - zapytała zdziwiona.
- Jedziemy na termy poza miasto. - wyszczerzyłem się. - Po pierwsze mam tam dzisiaj dyżur. Po drugie jest to świetne zajęcie spędzać czas w ciepłej wodzie w taki dzień, jak ten, a po trzecie... - podszedłem do niej blisko - chcę cię zobaczyć w samym bikini. - musnąłem swoim nosem jej. Wadera się zaśmiała, po czym zaczęła się szykować.
***
Dwie godziny później, znajdowaliśmy się na termach gdzieś na obrzeżach miasta. Kiedy się przebrałem w kąpielówki i zmoczyłem pod prysznicem, poszedłem ścieżką, która prowadziła mnie na baseny. Rozejrzałem się, ale dziewczyny jeszcze nie było. Stwierdziłem, że poczekam na nią w jaccuzzi. Po paru minutach zauważyłem Kiiyuko wchodzącą na salę. Jeju... nie mogłem od niej oderwać oczu. Mogę się przyznać tutaj przed wszystkimi, że dosłownie pożerałem ją wzrokiem. Jest tak cholernie piękna. Pomachałem do niej i gdy mnie zauważyła uśmiechnęła się, po czym ruszyła w moim kierunku.
- Przepraszam skarbie, ale jak widzisz, nie zmieścisz się już tutaj. - odezwała się jedna z blondynek siedzących koło mnie.
<Kii?>
sobota, 7 lutego 2015
Od Rafaela "(Chyba) dobra nowina" cz.2
- I jak? - spojrzałem na moją partnerkę wychodzącą z jaskini lekarki.
- Posłuchaj... jest taka sprawa. - zaczęła niepewnie.
- Jaka? - zapytałem pełen obaw. W głowie pojawiły mi się najgorsze scenariusze. Wadera najpierw spuściła głowę i zaczęła nerwowo grzebać łapą w ziemi, a później westchnęła i spojrzała na mnie.
- Jestem w ciąży.
To zdanie obiło się echem w mojej głowie.
- Co?! - krzyknąłem. Kii skuliła się przestraszona.
"No stary, chyba przegiąłeś" - odezwała się moja podświadomość. Podszedłem do partnerki i przytuliłem ją mocno. Wadera przylgnęła swoim ciałem, zmniejszając dzielącą nas przestrzeń. Chwilę tak staliśmy w kompletnej ciszy. Starałem się sobie wszystko poukładać. Zaakceptować myśl, że niedługo będzie nas o jednego więcej. Wyobraziłem sobie małego szczeniaka fikającego po całej naszej jaskini. Mimowolnie się uśmiechnąłem i pocałowałem Kii we włosy.
- Będę tatą. - rzekłem. Wadera podniosła oczy ku górze i spojrzała na mnie.
- N... nie jesteś na mnie zły? - zapytała przełykając ślinę.
- Oh, skarbie. Dlaczego miałbym być na ciebie zły? - pogłaskałem ją po głowie.
- Myślałam, że... - zaczęła, ale szybko jej przerwałem.
- Za dużo myślisz kochanie. Po prostu byłem trochę zaskoczony takim obrotem sytuacji. Nie mniej jednak dziecko powinno być powodem do radości, a nie smutku. - otarłem jej twarz z łez. - Cieszę się, że stworzymy własną rodzinę. - uśmiechnąłem się, co wadera nieśmiało odwzajemniła.
- Kocham cię, wiesz? - powiedziała tuląc się do mnie.
- Ja ciebie też. - pocałowałem ją namiętnie. - Chodźmy do domu, co? - zapytałem, gdy się od siebie oderwaliśmy. Ona przytaknęła i ruszyliśmy w stronę naszej jaskini.
"Już niedługo na świat przyjdzie mój syn lub córka... nie mogę się doczekać"
Uwagi: brak
- Posłuchaj... jest taka sprawa. - zaczęła niepewnie.
- Jaka? - zapytałem pełen obaw. W głowie pojawiły mi się najgorsze scenariusze. Wadera najpierw spuściła głowę i zaczęła nerwowo grzebać łapą w ziemi, a później westchnęła i spojrzała na mnie.
- Jestem w ciąży.
To zdanie obiło się echem w mojej głowie.
- Co?! - krzyknąłem. Kii skuliła się przestraszona.
"No stary, chyba przegiąłeś" - odezwała się moja podświadomość. Podszedłem do partnerki i przytuliłem ją mocno. Wadera przylgnęła swoim ciałem, zmniejszając dzielącą nas przestrzeń. Chwilę tak staliśmy w kompletnej ciszy. Starałem się sobie wszystko poukładać. Zaakceptować myśl, że niedługo będzie nas o jednego więcej. Wyobraziłem sobie małego szczeniaka fikającego po całej naszej jaskini. Mimowolnie się uśmiechnąłem i pocałowałem Kii we włosy.
- Będę tatą. - rzekłem. Wadera podniosła oczy ku górze i spojrzała na mnie.
- N... nie jesteś na mnie zły? - zapytała przełykając ślinę.
- Oh, skarbie. Dlaczego miałbym być na ciebie zły? - pogłaskałem ją po głowie.
- Myślałam, że... - zaczęła, ale szybko jej przerwałem.
- Za dużo myślisz kochanie. Po prostu byłem trochę zaskoczony takim obrotem sytuacji. Nie mniej jednak dziecko powinno być powodem do radości, a nie smutku. - otarłem jej twarz z łez. - Cieszę się, że stworzymy własną rodzinę. - uśmiechnąłem się, co wadera nieśmiało odwzajemniła.
- Kocham cię, wiesz? - powiedziała tuląc się do mnie.
- Ja ciebie też. - pocałowałem ją namiętnie. - Chodźmy do domu, co? - zapytałem, gdy się od siebie oderwaliśmy. Ona przytaknęła i ruszyliśmy w stronę naszej jaskini.
"Już niedługo na świat przyjdzie mój syn lub córka... nie mogę się doczekać"
Uwagi: brak
poniedziałek, 2 lutego 2015
Od Rafaela "Love story" cz.13
- No co ty nie powiesz? Zaraz będziesz miał ten pysk wciśnięty do środka tak, że wyjdzie odbytem.
- Em... Możecie się przestać kłócić? - zapytała niepewnie Kiiyuko.
- Ciekawe jak to zrobisz? - przewróciłem oczami.
- O tak! - krzyknęła wadera, po czym rzuciła się na mnie z pazurami. Nawet nie poczułem jak przebija mi tchawicę i skręca kark...Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i upadłem z hukiem na ziemię. Zdążyłem jeszcze usłyszeć krzyk Kii i śmiech jej cudownej siostrzyczki. Tak...wyczujcie ten sarkazm.
***
Po chwili poczułem jak w moim ciele na nowo zaczyna krążyć krew i wszystkie kości wracają na miejsce. Moje ciało zaczęło się rekonstruować w bardzo szybkim tempie. Otworzyłem oczy i jakby nigdy nic podniosłem się na cztery łapy.
- Co do...? Czym ty k*rwa jesteś? - zapytała Kazuma z wymalowanym zdziwieniem na twarzy. Kiiyuko miała podobną minę.
- Może z gumy? - zaśmiałem się.
- Jaja sobie ze mnie robisz? Ty nawet nie krwawiłeś! - wadera momentalnie zrobiła się czerwona.
- Możliwe. - wystawiłem jej język. "To było bardzo dojrzałe Rafi" - ah, ta moja niezawodna podświadomość.
- Woda.....woda z ciebie leciała. - wykrztusiła jej siostra ocierając łzy.
- Wiesz co Raf? Jesteś do niczego! Zepsułeś mi zabawę. - Kazia wydęła wargi z udawanym smutkiem.
- Oj nie łam się. Będziesz mogła to kiedyś powtórzyć. - uśmiechnąłem się głupio.
- Pff....idiota. Idę się położyć, bo szkoda mi czasu, żeby się teraz z tobą użerać. - mruknęła i pobiegła w krzaki.
- Wszystko w porządku? - zapytałem z troską widząc Kii, która nadal próbowała się uspokoić po tym wszystkim.
- T-tak tylko... myślałam, że już po tobie. - powiedziała pociągając nosem.
- Hej... - podniosłem jej podbródek do góry, żeby na mnie spojrzała. - Jestem tu i nic mi nie jest. - uśmiechnąłem się. Wyciągnąłem z powrotem naszyjnik.
- To znaczy, że... wyjdziesz za mnie? - powtórzyłem pytanie trochę się wahając. Kii patrzyła na mnie nie wypowiadając żadnego słowa. Już chciałem odejść, gdy ta nagle rzuciła się na mnie powalając mnie na ziemię.
- Oczywiście że tak głuptasie! - zaśmiała się i złączyła nasze usta ze sobą w namiętnym pocałunku.
"Jestem najszczęśliwszy na świecie" - jak zawsze głos w mojej głowie ma rację.
Uwagi: brak
- Em... Możecie się przestać kłócić? - zapytała niepewnie Kiiyuko.
- Ciekawe jak to zrobisz? - przewróciłem oczami.
- O tak! - krzyknęła wadera, po czym rzuciła się na mnie z pazurami. Nawet nie poczułem jak przebija mi tchawicę i skręca kark...Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i upadłem z hukiem na ziemię. Zdążyłem jeszcze usłyszeć krzyk Kii i śmiech jej cudownej siostrzyczki. Tak...wyczujcie ten sarkazm.
***
Po chwili poczułem jak w moim ciele na nowo zaczyna krążyć krew i wszystkie kości wracają na miejsce. Moje ciało zaczęło się rekonstruować w bardzo szybkim tempie. Otworzyłem oczy i jakby nigdy nic podniosłem się na cztery łapy.
- Co do...? Czym ty k*rwa jesteś? - zapytała Kazuma z wymalowanym zdziwieniem na twarzy. Kiiyuko miała podobną minę.
- Może z gumy? - zaśmiałem się.
- Jaja sobie ze mnie robisz? Ty nawet nie krwawiłeś! - wadera momentalnie zrobiła się czerwona.
- Możliwe. - wystawiłem jej język. "To było bardzo dojrzałe Rafi" - ah, ta moja niezawodna podświadomość.
- Woda.....woda z ciebie leciała. - wykrztusiła jej siostra ocierając łzy.
- Wiesz co Raf? Jesteś do niczego! Zepsułeś mi zabawę. - Kazia wydęła wargi z udawanym smutkiem.
- Oj nie łam się. Będziesz mogła to kiedyś powtórzyć. - uśmiechnąłem się głupio.
- Pff....idiota. Idę się położyć, bo szkoda mi czasu, żeby się teraz z tobą użerać. - mruknęła i pobiegła w krzaki.
- Wszystko w porządku? - zapytałem z troską widząc Kii, która nadal próbowała się uspokoić po tym wszystkim.
- T-tak tylko... myślałam, że już po tobie. - powiedziała pociągając nosem.
- Hej... - podniosłem jej podbródek do góry, żeby na mnie spojrzała. - Jestem tu i nic mi nie jest. - uśmiechnąłem się. Wyciągnąłem z powrotem naszyjnik.
- To znaczy, że... wyjdziesz za mnie? - powtórzyłem pytanie trochę się wahając. Kii patrzyła na mnie nie wypowiadając żadnego słowa. Już chciałem odejść, gdy ta nagle rzuciła się na mnie powalając mnie na ziemię.
- Oczywiście że tak głuptasie! - zaśmiała się i złączyła nasze usta ze sobą w namiętnym pocałunku.
"Jestem najszczęśliwszy na świecie" - jak zawsze głos w mojej głowie ma rację.
Uwagi: brak
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Od Rafaela "Love story" cz. 11 (cd. Kiiyuko)
To był TEN dzień! Dzisiaj miałem się oświadczyć najwspanialszej waderze jaką kiedykolwiek w życiu spotkałem. Cały dzień uwijałem się jak mrówka, żeby wszystko wyszło idealnie. Wypucowałem się jak nigdy. Wziąłem długą kąpiel w jeziorze, jakoś ogarnąłem swoje futro, które i tak ułożyłem w artystycznym nieładzie. Na polanie w Różowym Lesie przygotowałem kilka świec...
Kiedy wszystko było gotowe musiałem jedynie zaczekać do zachodu słońca. Ta noc miała być wyjątkowa nie tylko z powodu mojego postanowienia, ale także dlatego, że była to noc spadających gwiazd. Wiem jak Kiiyuko je uwielbia.
Gdy na niebie pojawił się księżyc wybrałem się do jaskini Kii. Wyglądała nieziemsko! Zaprosiłem ją na spacer.... po drodze wiele rozmawialiśmy. W Różowym Lesie zaczęliśmy biegać między drzewami śmiejąc się praktycznie ze wszystkiego. Kiedy znaleźliśmy, a raczej wturlaliśmy się na polanę, waderze chyba odebrało mowę. Miałem nadzieję, że właśnie taką reakcję otrzymam. Cała polana była upstrzona świecami! Położyliśmy się na miękkiej trawie i razem oglądaliśmy migoczące gwiazdy. Kiiyuko uśmiechała się za każdym razem, gdy jedna z nich spadała w dół. Widząc ją uśmiechniętą to najpiękniejsze, co mogło mi się przytrafić. Miałem z tego ogromną satysfakcję. W pewnym momencie podniosłem się i popatrzyłem jej w oczy.
- Słuchaj...jesteś piękną, mądrą i ... kurczę aż brak mi słów. Jesteś wspaniała! Twój uśmiech, twoje oczy... to wszystko jest cudowne. Chciałbym móc widzieć ciebie taką już zawsze, a mówiąc zawsze...- wyciągnąłem naszyjnik z medalionem w kształcie gwiazdy wyrzeźbionej z diamentu. - wyjdziesz za mnie? czekałem na jej reakcję zamykając oczy, gdy nagle usłyszałem słowo, które obiło mi się echem po głowie.
- NIE!
<Kiiyuko?>
Gdy na niebie pojawił się księżyc wybrałem się do jaskini Kii. Wyglądała nieziemsko! Zaprosiłem ją na spacer.... po drodze wiele rozmawialiśmy. W Różowym Lesie zaczęliśmy biegać między drzewami śmiejąc się praktycznie ze wszystkiego. Kiedy znaleźliśmy, a raczej wturlaliśmy się na polanę, waderze chyba odebrało mowę. Miałem nadzieję, że właśnie taką reakcję otrzymam. Cała polana była upstrzona świecami! Położyliśmy się na miękkiej trawie i razem oglądaliśmy migoczące gwiazdy. Kiiyuko uśmiechała się za każdym razem, gdy jedna z nich spadała w dół. Widząc ją uśmiechniętą to najpiękniejsze, co mogło mi się przytrafić. Miałem z tego ogromną satysfakcję. W pewnym momencie podniosłem się i popatrzyłem jej w oczy.
- Słuchaj...jesteś piękną, mądrą i ... kurczę aż brak mi słów. Jesteś wspaniała! Twój uśmiech, twoje oczy... to wszystko jest cudowne. Chciałbym móc widzieć ciebie taką już zawsze, a mówiąc zawsze...- wyciągnąłem naszyjnik z medalionem w kształcie gwiazdy wyrzeźbionej z diamentu. - wyjdziesz za mnie? czekałem na jej reakcję zamykając oczy, gdy nagle usłyszałem słowo, które obiło mi się echem po głowie.
- NIE!
<Kiiyuko?>
niedziela, 21 grudnia 2014
Od Rafaela "Impreza w klubie cz.9" (cd. Kiiyuko)
Uśmiechnąłem się...
Po niedługim czasie znaleźliśmy się na terenach watahy, o której kiedyś mogłem jedynie pomarzyć.
- Może oprowadziłabyś mnie po terenach? No wiesz... chyba, że nie chcesz? - powiedziałem i spojrzałem w błękitne tęczówki wadery.
- Mam to uznać za zaproszenie...?
- Na spacer. - mrugnąłem do niej. - Więc?
- Akurat tak się składa, że nikt nie potrzebuje mojej pomocy, a nie chce mi się samej siedzieć w jaskini... więc z chęcią przyjmę twoje zaproszenie. - rzekła. Ledwo to do mnie dotarło, bo znowu się zagapiłem podziwiając jej urodę. Dopiero kiedy zaczęła machać mi łapą przed oczami, ocknąłem się.
- No, to chodźmy. - zaśmiała się. Ruszyliśmy przed siebie. Przechadzaliśmy się polną drogą, rozmawiając na różne tematy. Śmialiśmy się z żartów i szczerze mogę powiedzieć, że gadaliśmy ze sobą, jakbyśmy się znali od lat... tak... tak...szczerze, jakbyśmy byli dobrymi przyjaciółmi.
Jej humor trochę się zepsuł, gdy zaczynałem wypytywać o jej stanowisko w watasze i sprawy z nią związane, więc starałem się zgrabnie omijać ten temat...
- Naprawdę tu pięknie. - powiedziałem, gdy stanęliśmy przed jaskinią Kiiyuko. Nasz spacer zajął mnóstwo czasu, a myślałem, że będzie on niedługi.
- Też tak uważam. - uśmiechnęła się. Spojrzałem w niebo. Było ciemne i... takie gwieździste.
- "W mieście nie ma takich widoków" - pomyślałem.
- To...dobranoc. - podeszła do mnie blisko... jak dla mnie trochę za BLISKO! Moje serce zaczęło bić głośniej i znacznie szybciej. Myślałem, że zaraz zejdę na zawał!
- "Pożegnaj się tylko ładnie i wracaj do domu." - mówiła moja podświadomość. Jednak coś innego sprawiło, że sam również do niej podszedłem. Nasze nosy praktycznie się stykały. Miałem wrażenie, że jej oddech momentalnie przyspieszył. Pochyliłem się i delikatnie musnąłem jej usta swoimi. Po chwili zamknąłem je w namiętnym pocałunku.
- "Co ty ku**a wyprawiasz?!" - darła się moja "cudowna" podświadomość.
<Kii?...tylko nie po twarzy XD>
Po niedługim czasie znaleźliśmy się na terenach watahy, o której kiedyś mogłem jedynie pomarzyć.
- Może oprowadziłabyś mnie po terenach? No wiesz... chyba, że nie chcesz? - powiedziałem i spojrzałem w błękitne tęczówki wadery.
- Mam to uznać za zaproszenie...?
- Na spacer. - mrugnąłem do niej. - Więc?
- Akurat tak się składa, że nikt nie potrzebuje mojej pomocy, a nie chce mi się samej siedzieć w jaskini... więc z chęcią przyjmę twoje zaproszenie. - rzekła. Ledwo to do mnie dotarło, bo znowu się zagapiłem podziwiając jej urodę. Dopiero kiedy zaczęła machać mi łapą przed oczami, ocknąłem się.
- No, to chodźmy. - zaśmiała się. Ruszyliśmy przed siebie. Przechadzaliśmy się polną drogą, rozmawiając na różne tematy. Śmialiśmy się z żartów i szczerze mogę powiedzieć, że gadaliśmy ze sobą, jakbyśmy się znali od lat... tak... tak...szczerze, jakbyśmy byli dobrymi przyjaciółmi.
Jej humor trochę się zepsuł, gdy zaczynałem wypytywać o jej stanowisko w watasze i sprawy z nią związane, więc starałem się zgrabnie omijać ten temat...
- Naprawdę tu pięknie. - powiedziałem, gdy stanęliśmy przed jaskinią Kiiyuko. Nasz spacer zajął mnóstwo czasu, a myślałem, że będzie on niedługi.
- Też tak uważam. - uśmiechnęła się. Spojrzałem w niebo. Było ciemne i... takie gwieździste.
- "W mieście nie ma takich widoków" - pomyślałem.
- To...dobranoc. - podeszła do mnie blisko... jak dla mnie trochę za BLISKO! Moje serce zaczęło bić głośniej i znacznie szybciej. Myślałem, że zaraz zejdę na zawał!
- "Pożegnaj się tylko ładnie i wracaj do domu." - mówiła moja podświadomość. Jednak coś innego sprawiło, że sam również do niej podszedłem. Nasze nosy praktycznie się stykały. Miałem wrażenie, że jej oddech momentalnie przyspieszył. Pochyliłem się i delikatnie musnąłem jej usta swoimi. Po chwili zamknąłem je w namiętnym pocałunku.
- "Co ty ku**a wyprawiasz?!" - darła się moja "cudowna" podświadomość.
<Kii?...tylko nie po twarzy XD>
wtorek, 2 grudnia 2014
Od Rafaela "Impreza w klubie cz.7" (cd. Kiiyuko)
- Bo zawsze chciałem należeć to takiej watahy. - powiedziałem
uśmiechając się od ucha do ucha. - Czy szanowna Alfa stojąca tu przede
mną pozwoliłaby biednemu i zagubionemu wilczkowi dołączyć do swojej
"świty"?
Kii stała przede mną z szeroko otwartymi oczami, ale po chwili chyba zrozumiała, co przed chwilą powiedziałem i zaczęła się głośno śmiać. Zaraz jednak spoważniała.
- Jeżeli ten "biedny i zagubiony wilczek" będzie grzeczny, to czemu nie. - rzekła. Spojrzała na mnie czekając na moją reakcję...
- JEJ! - krzyknąłem na całe gardło, zupełnie jak dzieciak, które właśnie otrzymało swoją wymarzoną zabawkę. Zacząłem skakać wokół niej. - PEŁNIA SZCZĘŚCIA!
- No dobrze, już dobrze. - wadera zatrzymała mnie. - Chodź, może pokażę Ci "powód" twojej "pełni szczęścia". - machnęła łapą i pobiegła przed siebie. Ruszyłem za nią, a po chwili byłem już koło niej.
- Cieszę się, że udało mi się choć trochę poprawić jej humor. - pomyślałem patrząc na jej twarz. Zacząłem się jej uważnie przyglądać. Była cholernie piękna. Piękna, to nawet mało powiedziane. Jasne, różowe włosy spływały falami po jej ramionach, a grzywka na czole wpadała do jej dużych, błękitnych oczu. Nie można mieć takich oczu, to zabronione! Wyglądały jak dwa błękitne skrawki nieba albo jak dwa stawy o czystej, niezmąconej wodzie. Normalnie patrząc w nie, można się zapaść, utopić, zapomnieć o otaczającym cie świecie. I to chyba zrobiłem, bo po chwili wpadłem na drzewo...
<Kii?>
Kii stała przede mną z szeroko otwartymi oczami, ale po chwili chyba zrozumiała, co przed chwilą powiedziałem i zaczęła się głośno śmiać. Zaraz jednak spoważniała.
- Jeżeli ten "biedny i zagubiony wilczek" będzie grzeczny, to czemu nie. - rzekła. Spojrzała na mnie czekając na moją reakcję...
- JEJ! - krzyknąłem na całe gardło, zupełnie jak dzieciak, które właśnie otrzymało swoją wymarzoną zabawkę. Zacząłem skakać wokół niej. - PEŁNIA SZCZĘŚCIA!
- No dobrze, już dobrze. - wadera zatrzymała mnie. - Chodź, może pokażę Ci "powód" twojej "pełni szczęścia". - machnęła łapą i pobiegła przed siebie. Ruszyłem za nią, a po chwili byłem już koło niej.
- Cieszę się, że udało mi się choć trochę poprawić jej humor. - pomyślałem patrząc na jej twarz. Zacząłem się jej uważnie przyglądać. Była cholernie piękna. Piękna, to nawet mało powiedziane. Jasne, różowe włosy spływały falami po jej ramionach, a grzywka na czole wpadała do jej dużych, błękitnych oczu. Nie można mieć takich oczu, to zabronione! Wyglądały jak dwa błękitne skrawki nieba albo jak dwa stawy o czystej, niezmąconej wodzie. Normalnie patrząc w nie, można się zapaść, utopić, zapomnieć o otaczającym cie świecie. I to chyba zrobiłem, bo po chwili wpadłem na drzewo...
<Kii?>
piątek, 1 sierpnia 2014
Od Rafaela "Impreza w klubie cz.5" (cd. Kiiyuko)
Pobiegłem za nią.
- Trudno. Inni mogą myśleć o mnie co chcą. - pomyślałem. - Kiiyuko! Zaczekaj! - dziewczyna dalej uciekała. Zgubiłem ją w parku. - Pewnie pobiegła do pobliskiego lasu. - zmieniłem się w wilka i zacząłem węszyć. Zacząłem chodzić w kółko. Kiedy złapałem trop, ruszyłem. Było bardzo ciemno. Biegałem między drzewami, gdy nagle... - KIIYUKO!? - wadera leżała nieruchomo na ziemi. Szybko podbiegłem do niej. - Nic Ci nie jest?! Odezwij się?! - cisza. Nie wiedziałem co robić...Po chwili się ocknęła.
- Co...co się stało? - wadera podniosła głowę rozglądając się dookoła.
- Zaczęłaś płakać i uciekłaś. Nie chciałem Cię zostawić w tym stanie, więc pobiegłem za tobą. Zemdlałaś. - powiedziałem.
- Aha...a Ty to? - zapytała kręcąc głową.
- Rafael, ten gość z niebieskimi głosami. Poznaliśmy się w klubie, jeszcze dzisiaj.
- Ale, to Ty też jesteś wilkołakiem?
- No, na to wygląda. -uśmiechnąłem się.
<Kiiyuko?>
- Trudno. Inni mogą myśleć o mnie co chcą. - pomyślałem. - Kiiyuko! Zaczekaj! - dziewczyna dalej uciekała. Zgubiłem ją w parku. - Pewnie pobiegła do pobliskiego lasu. - zmieniłem się w wilka i zacząłem węszyć. Zacząłem chodzić w kółko. Kiedy złapałem trop, ruszyłem. Było bardzo ciemno. Biegałem między drzewami, gdy nagle... - KIIYUKO!? - wadera leżała nieruchomo na ziemi. Szybko podbiegłem do niej. - Nic Ci nie jest?! Odezwij się?! - cisza. Nie wiedziałem co robić...Po chwili się ocknęła.
- Co...co się stało? - wadera podniosła głowę rozglądając się dookoła.
- Zaczęłaś płakać i uciekłaś. Nie chciałem Cię zostawić w tym stanie, więc pobiegłem za tobą. Zemdlałaś. - powiedziałem.
- Aha...a Ty to? - zapytała kręcąc głową.
- Rafael, ten gość z niebieskimi głosami. Poznaliśmy się w klubie, jeszcze dzisiaj.
- Ale, to Ty też jesteś wilkołakiem?
- No, na to wygląda. -uśmiechnąłem się.
<Kiiyuko?>
Od Rafaela "Impreza w klubie cz.3" (cd. Kiiyuko)
Staliśmy tak przez dłuższą chwilę. Czułem się trochę niezręcznie, bo tak
na prawdę nie wiem, czemu ją wyciągnąłem na zewnątrz. Co jej
powiedzieć? Przecież ledwo się znamy, nie mogę od razu wyskoczyć z
pytaniem, czy poszłaby ze mną na spacer lub...RANDKĘ. Pomyślałaby, że
jestem jakimś pedofilem i chcę ją zgwałcić, czy coś w tym stylu. W
sumie, wychodząc z nią z budynku już wyglądałem na kogoś takiego.
Patrzyłem na nią nie mogąc wykrztusić z siebie żadnego słowa.
- Eee... Przepraszam, że Cię tu zaciągnąłem. Zupełnie, jakby mnie przy tym nie było. - powiedziałem cicho.
- Nic nie szkodzi. To się czasem zdarza. - znów to niezręczne milczenie.
- Chcesz wrócić do środka?
<Kiiyuko?>
- Eee... Przepraszam, że Cię tu zaciągnąłem. Zupełnie, jakby mnie przy tym nie było. - powiedziałem cicho.
- Nic nie szkodzi. To się czasem zdarza. - znów to niezręczne milczenie.
- Chcesz wrócić do środka?
<Kiiyuko?>
Od Rafaela "Konkurencja cz.7" (cd. Kai lub Alexander)
Ocknąłem się. Dwie pary świecących oczu patrzyły prosto na mnie.
- No co? - zapytałam zdezorientowany.
- Podoba Ci się jakaś wadera? - zapytał Alex.
- Gadaj! - wrzasnął Kai.
- Eee... - nie mogłem z siebie wykrztusić żadnego słowa.
- Mów! Zabrakło Ci języka w gębie? - Kai skakał wokół mnie, jak opętany.
- No...podoba mi się taka jedna. A poza tym... Co Wam do tego? - mruknąłem.
- Ja nie mogę. Ale która? Konkret jakiś... - ten basior z czerwonymi pasemkami nie dawał za wygraną. Kiedy patrzyłem jak skacze w tę i wewtę zrobiło mi się niedobrze.
- Możesz przestać fikać?! Zaraz pawia puszczę... Oczopląs mam! - Alex pociągnął Kai'a za ogon, a ten wreszcie zaparkował swoje cztery litery na ziemi.
- Dobra stary, ale powiedz... Która wpadła Ci w oko. - spytał Alexander.
- Okey, okey... Jeśli to sprawi, że się odwalicie... Kiiyuko mi się strasznie podoba, zadowoleni?
<Kai? Alexander?>
- No co? - zapytałam zdezorientowany.
- Podoba Ci się jakaś wadera? - zapytał Alex.
- Gadaj! - wrzasnął Kai.
- Eee... - nie mogłem z siebie wykrztusić żadnego słowa.
- Mów! Zabrakło Ci języka w gębie? - Kai skakał wokół mnie, jak opętany.
- No...podoba mi się taka jedna. A poza tym... Co Wam do tego? - mruknąłem.
- Ja nie mogę. Ale która? Konkret jakiś... - ten basior z czerwonymi pasemkami nie dawał za wygraną. Kiedy patrzyłem jak skacze w tę i wewtę zrobiło mi się niedobrze.
- Możesz przestać fikać?! Zaraz pawia puszczę... Oczopląs mam! - Alex pociągnął Kai'a za ogon, a ten wreszcie zaparkował swoje cztery litery na ziemi.
- Dobra stary, ale powiedz... Która wpadła Ci w oko. - spytał Alexander.
- Okey, okey... Jeśli to sprawi, że się odwalicie... Kiiyuko mi się strasznie podoba, zadowoleni?
<Kai? Alexander?>
niedziela, 6 lipca 2014
Od Rafael'a "Konkurencja cz.4" (cd. Kai)
- Hejka, jestem Kai, nowicjusz w wataszce. A ty?
- Jestem Rafael. - odparłem.
- Jak sądzisz, który z nas znajdzie jako pierwszy znajdzie sobie dziewczynę? Zakład, że ja? - walnął "prosto z mostu" jak mówią.
- A co to niby miało być za pytanie? Nie, nie. Czekaj... - spojrzałem na basiora. - ...co ty dziś brałeś? - zapytałem.
- Ja...nic. A co? - przewrócił oczami.
- Aha...okey.
- To co? Zakład, że ja będę pierwszy?
- Pff...czy to wyzwanie?
- Tak. - zaśmiał się.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnąłem się zadziornie.
<Kai?>
- Jestem Rafael. - odparłem.
- Jak sądzisz, który z nas znajdzie jako pierwszy znajdzie sobie dziewczynę? Zakład, że ja? - walnął "prosto z mostu" jak mówią.
- A co to niby miało być za pytanie? Nie, nie. Czekaj... - spojrzałem na basiora. - ...co ty dziś brałeś? - zapytałem.
- Ja...nic. A co? - przewrócił oczami.
- Aha...okey.
- To co? Zakład, że ja będę pierwszy?
- Pff...czy to wyzwanie?
- Tak. - zaśmiał się.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnąłem się zadziornie.
<Kai?>
czwartek, 5 czerwca 2014
Od Rafaela "Impreza w klubie cz.1" (cd. Kiiyuko)
Szedłem ulicami miasta. Właśnie miałem wejść do klubu na imprezę z
kolegami. Chciałem się trochę rozerwać. Przed wejściem zauważyłem grupkę
dziewczyn. Śmiały się i coś tam gadały, wiecie "babskie sprawy". Moją
uwagę przykuła jedna z nich. Była naprawdę śliczna. Chciałem do niej
podejść, ale właśnie wtedy zjawili się moi kumple.
- Rafi, idziemy się zabawić? - zapytali.
- Tak. - powiedziałem.
Weszliśmy do środka. Było tam tłoczno i bardzo głośno. Usiedliśmy przy zarezerwowanym stoliku.
- Na co macie ochotę? Piwo, czy drinka? - zapytał Alex.
- Piwo! - wykrzyknął Shin.
- A ja chcę drinka. - zawołał Rix.
- Piwo. - powiedziałem.
Czekałem aż te dziewczyny sprzed klubu wejdą. Może i "ona" przyjdzie i wejdzie na parkiet. Dziewczyny lubią tańczyć. No i jeśli tak zrobi, to może uda mi się ją poznać... - myślałem. Po paru minutach weszły. Tak jak myślałem...wszystkie poszły tańczyć. Teraz tylko musiałem czekać na wolny kawałek. No i się doczekałem. Odstawiłem flaszkę piwa.
- Idę potańczyć. - powiedziałem.
- O! Już sobie wypatrzyłeś jakąś lalunie? - zapytał Alex.
- A żebyś wiedział, że tak!
Podszedłem do tej dziewczyny.
- Może zatańczymy? - uśmiechnąłem się i wyciągnąłem w jej kierunku swoją dłoń. Na początku chyba nie wiedziała, co powiedzieć. Patrzyła pytająco na swoje koleżanki. Była speszona.
- Ta...tak. - powiedziała. Ruszyliśmy na parkiet. Piosenka była naprawdę wolna. Tańczyłem z nią "przytulanego".
- Jak masz na imię? - zapytałem.
- Kiiyuko. A ty?
- Rafael. - powiedziałem....Gadaliśmy sobie o różnych rzeczach. Było naprawdę bardzo miło.
Wtedy skończyła się piosenka. Usiadłem na swoim miejscu.
- A może się do nich przysiądziemy? - zapytał Rix.
- Nie wiem, czy tego chcą. - powiedziałem i spojrzałem na dziewczyny.
- Oj no weź. Chodź. Widać, że tamta Ci się podoba.
- To prawda. Podobała mi się. Nawet bardzo. - myślałem. Tak się zagapiłem, że nie widziałem jak chłopacy wstali i chwycili mnie za ręce.
- Witam drogie panie. Czy moglibyśmy się do was dosiąść? - spytał jak zwykle Rix. One zaczęły chichotać, ale o dziwo się zgodziły. Oczywiście co...? Wepchnęli mnie koło Kiiyuko. Teraz wszyscy gadali. A ja niekoniecznie chciałem rozmawiać z Kii przy wszystkich. Jakoś tak wyszło, że chwyciłem ją za rękę i powoli wyszliśmy z budynku. Miałem wrażenie, że wyglądam jak jakiś pedofil... No trudno. Ale co powie dziewczyna, którą właśnie ciągnę za sobą i która tak mi się podoba?...
<Kiiyuko?>
- Rafi, idziemy się zabawić? - zapytali.
- Tak. - powiedziałem.
Weszliśmy do środka. Było tam tłoczno i bardzo głośno. Usiedliśmy przy zarezerwowanym stoliku.
- Na co macie ochotę? Piwo, czy drinka? - zapytał Alex.
- Piwo! - wykrzyknął Shin.
- A ja chcę drinka. - zawołał Rix.
- Piwo. - powiedziałem.
Czekałem aż te dziewczyny sprzed klubu wejdą. Może i "ona" przyjdzie i wejdzie na parkiet. Dziewczyny lubią tańczyć. No i jeśli tak zrobi, to może uda mi się ją poznać... - myślałem. Po paru minutach weszły. Tak jak myślałem...wszystkie poszły tańczyć. Teraz tylko musiałem czekać na wolny kawałek. No i się doczekałem. Odstawiłem flaszkę piwa.
- Idę potańczyć. - powiedziałem.
- O! Już sobie wypatrzyłeś jakąś lalunie? - zapytał Alex.
- A żebyś wiedział, że tak!
Podszedłem do tej dziewczyny.
- Może zatańczymy? - uśmiechnąłem się i wyciągnąłem w jej kierunku swoją dłoń. Na początku chyba nie wiedziała, co powiedzieć. Patrzyła pytająco na swoje koleżanki. Była speszona.
- Ta...tak. - powiedziała. Ruszyliśmy na parkiet. Piosenka była naprawdę wolna. Tańczyłem z nią "przytulanego".
- Jak masz na imię? - zapytałem.
- Kiiyuko. A ty?
- Rafael. - powiedziałem....Gadaliśmy sobie o różnych rzeczach. Było naprawdę bardzo miło.
Wtedy skończyła się piosenka. Usiadłem na swoim miejscu.
- A może się do nich przysiądziemy? - zapytał Rix.
- Nie wiem, czy tego chcą. - powiedziałem i spojrzałem na dziewczyny.
- Oj no weź. Chodź. Widać, że tamta Ci się podoba.
- To prawda. Podobała mi się. Nawet bardzo. - myślałem. Tak się zagapiłem, że nie widziałem jak chłopacy wstali i chwycili mnie za ręce.
- Witam drogie panie. Czy moglibyśmy się do was dosiąść? - spytał jak zwykle Rix. One zaczęły chichotać, ale o dziwo się zgodziły. Oczywiście co...? Wepchnęli mnie koło Kiiyuko. Teraz wszyscy gadali. A ja niekoniecznie chciałem rozmawiać z Kii przy wszystkich. Jakoś tak wyszło, że chwyciłem ją za rękę i powoli wyszliśmy z budynku. Miałem wrażenie, że wyglądam jak jakiś pedofil... No trudno. Ale co powie dziewczyna, którą właśnie ciągnę za sobą i która tak mi się podoba?...
<Kiiyuko?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)