Gdy kazałam się im uspokoić obydwaj popatrzyli się w moją stronę:
- Kerni, nie rozumiem Cię... Tyle razy Ci powtarzam, że nie powinieneś
wchodzić na tereny naszej watahy, a ty co? Ja nie potrafię wybaczyć
osobie, która kiedyś mnie zraniła - krzyknęłam - Przez Ciebie moja siostra
uciekła i kto wie gdzie ona teraz jest!? To twoja wina, że jej teraz z
nami nie ma! Jesteś złym samcem Alfa, bo wyrzucasz wilki ze swojego
stada bez jakichkolwiek argumentów! - po moim policzku zaczęła płynąć łza.
Kerni najwyraźniej lekko speszony powiedział:
- Chciałem znaleźć kogoś z kim mógłbym się zaprzyjaźnić!
- Chcesz powiedzieć, że najpierw komuś robisz krzywdę, a potem chcesz się z nim "zaprzyjaźniać"? - powiedział mój nowy znajomy z premedytacją.
Basior popatrzył na mnie ze smutkiem i pobiegł w stronę swojej watahy.
Było mi go trochę żal, ale Itachi miał rację. Nie da się przyjaźnić z
kimś kto Ci zrobił krzywdę. Przemieniłam się w człowieka i usiadłam pod
ścianą. Chwyciłam się za głowę i myślałam nad tym czy dobrze zrobiłam.
Po chwili podszedł do mnie Itachi i usiadł obok.
- Nie martw się... Każdy postąpił by tak samo.
- Wiem... Dziękuję, że mi pomagasz, bo mnie to wszystko przerasta. Straciłam przez niego siostrę, którą dopiero co odnalazłam.
- Nie ujdzie mu to na sucho... Nie przejmuj się nim. W naszej watasze jest wiele ciekawszych osób od niego.
- Nie wiesz do czego on jest zdolny! Może na ciebie nasłać wilki ze
swojej watahy. Co wtedy zrobisz? Nie chcę żeby coś Ci się stało!
- O to się nie martw. Dam sobie z nim radę - uśmiechnął się przekonująco.
- Mam nadzieję...
Itachi wstał i usiadł przy biurku. Kontynuował czytanie książki. Po
kilku minutach też wstałam i wybrałam jakąś interesującą mnie lekturę.
Znalazłam książkę pt. "Opowieści i legendy". Były tam opisane ciekawe
historie. Na przykład jak powstał nasz świat. Usiadłam przy drugim
biurku i również zaczęłam czytać. Siedzieliśmy tak dwie może trzy
godziny w ciszy. Moja książka nie była bardzo gruba, więc szybko ją
przeczytałam. Natomiast mojemu znajomemu zajęło to nieco dłużej.
- Nie wiedziałam, że są tu takie ciekawe książki... - powiedziałam i popatrzyłam na zakurzone półki.
- Należę do tej watahy od kilku dni. Myślisz, że ja o niej wiedziałem? - uśmiechnął się.
Zbliżał się wieczór, więc przemieniłam się w wilka. Itachi wciąż
siedział nad książką. Przed spaniem chciałam jeszcze pójść na górę.
- Ja... Muszę już iść. Pa - powiedziałam
- Pa... Widzimy się jutro?
- No pewnie.
Pobiegłam w stronę gór. Nie miałam czasu na wspinaczkę, bo kto wie ile
by mi to zajęło? Czekałam na jedno, aż się zjawi Kerni. Wtedy chciałam z
nim porozmawiać, żeby nie robił Itachi'emu nic złego. Nie myliłam się:
basior zaczął wchodzić na szczyt.
- Kerni... co tu robisz... - powiedziałam niczym jak zjawa.
- Kim jesteś? Rey czy to ty? - powiedział najwyraźniej speszony.
- Hah... Ale się przestraszyłeś-zaczęłam się śmiać.
- Bardzo śmieszne. Ha...Ha...-wycedził.
- Mam do ciebie tylko jedną prośbę. NIE ZBLIŻAJ SIĘ NIGDY WIĘCEJ DO MNIE ANI DO ITACHI'EGO! ROZUMIESZ?!
- Spokojnie, księżniczko - powiedział tym swoim flirciarskim tonem.
- Nie mów tak do mnie - przewróciłam oczami.
Zaczął iść w moją stronę, a ja się cofałam.
- Nie zrobię Ci nic złego. Pod warunkiem, że dasz sobie spokój od Itachi'ego.
- On jest więcej wart od ciebie! - krzyknęłam już naprawdę zdenerwowana.
- Twój wybór... - zawył.
Po chwili obok niego pojawili się czterej żołnierze. Zaczęli krążyć
wokół mnie. Byłam na tyle zdenerwowana, że stworzyłam wokół siebie
barierę z ognia. Wrogowie szybko uciekli z piskiem, a ja podeszłam do
Kerni'ego i powiedziałam:
- Zostaw mnie i moich przyjaciół, bo pożałujesz!
Moje białe elementy futra zaczęły płonąć. Nic nie czułam, żadnego bólu,
ani gorąca. Jak ktoś mnie na tyle zdenerwuje, że zaczynam płonąć, to
znaczy tylko jedno... Jest moim wrogiem!
- Teraz to ty pożałujesz! - krzyknęłam.
Stworzyłam wokół niego mur z ognia. Zaśmiałam się i uciekłam w stronę
jaskini. Pewna siebie siedziałam przed jaskinią. Zauważyłam Itachi'ego
który zbliżał się do mnie w postaci wilka. Usiadł obok mnie i
powiedział:
- Gdzie byłaś? U Kerni'ego?
- Tak... Sprałam mu tyłek - odpowiedziałam, uśmiechając się.
- To dobrze... Nie zbliżaj się do niego. Ja już idę się położyć. Pa...
- Dobranoc.
Weszłam do jaskini i usiadłam w swoim ulubionym miejscu. Po paru minutach zasnęłam.
/CD. Itachi?/
Uwagi: "Dobranoc" piszemy razem. Pominęłaś kilka przecinków.
Wypowiedź zapisana nieprawidłowo:
-Tak... Sprałam mu tyłek-odpowiedziałam uśmiechając się.
Wypowiedź zapisana prawidłowo:
- Tak... Sprałam mu tyłek - odpowiedziałam uśmiechając się.
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rey. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 maja 2016
poniedziałek, 9 maja 2016
Od Rey "Miłosne zagrywki wroga" cz. 2 (cd. Itachi)
Siedzieliśmy w ciszy... Ja nie odważyłam się nic powiedzieć, a on
przyglądał się zachodowi słońca. Kerni w końcu postanowił rozpocząć
rozmowę:
- A ty co siedzisz tak cicho? - zapytał z uśmiechem.
- To moja sprawa, kim jestem! - krzyknęłam.
- Spokojnie... Nie chciałem Cię urazić.
- Najwyraźniej już to zrobiłeś!
- Rey... Przepraszam - powiedział ze smutkiem.
Znowu nastała cisza... Słońce już zaszło, a my siedzieliśmy na zimnej ziemi. Nagle zaczęłam się trząść z zimna. Wiedziałam, że mogę wzniecić ogień, ale chciałam zobaczyć co powie Kerni:
- Zimno Ci? Może już wracajmy...
- A po co? - bez zastanowienia poszłam po kilka gałęzi, ułożyłam je w stożek i podpaliłam.
- Wow... Sprytna z ciebie waderka.
- Eh... A z ciebie głupi basior - powiedziałam ze śmiechem.
- Głupi basior? Ja wiem, że mnie lubisz.
- Co?! - krzyknęłam - No dobra, może trochę...
- Robi się późno, może wracamy? - zapytał.
- Nie... Ja wracam do swojej watahy, a ty do swojej!
- No dobra... To daj mi się chociaż odprowadzić do granicy.
- Pójdę sama...
Odeszłam bez pożegnania. Pobiegłam w stronę watahy. Gdy doszłam już do jaskini, położyłam się na swoje miejsce i zasnęłam.
- Cześć... Jesteś tu nowy? - zapytałam.
- E... Hej, tak, niedawno dołączyłem.
- Jestem Rey, miło mi Cię poznać.
- Ja jestem Itachi. Mnie też miło cię poznać.
- Oprowadzić Cię po okolicy? - zapytałam.
- No... Dobra.
Na początku postanowiłam, że pokażę mu Góry. Szliśmy przez Zielony Las, aż doszliśmy do podnóży góry.
- Chcesz wejść na szczyt? - zapytałam z uśmiechem.
- No pewnie!
- Wyścig?
- Okay. Trzy... dwa... jeden... START.
Zaczął się wyścig. Biegliśmy po dróżce, która była zrobiona przez wilki. Nagle zaczął padać deszcz. Błoto zrobiło się śliskie. Ja przez przypadek poślizgnęłam się o nie i poturlałam się w dół góry, kilka metrów dalej.
- Rey, nic Ci nie jest?
- Nie, nic... - wstałam na swoje cztery łapy, otrzepałam się i biegliśmy dalej.
Gdy dobiegliśmy na szczyt usiedliśmy na skraju i obserwowaliśmy widoki. Czułam się nie pewnie, bo wiedziałam, że może zaraz tu przyjść Kerni. Siedzieliśmy trochę czasu w ciszy. Czekałam aż Itachi się odezwie...
/C.D <Itachi?>/
Uwagi: Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Niedawno" piszemy razem. Nie zaczynamy zdania od "mi", tylko dłuższej formy, czyli "mnie". "Zielony Las" to nazwa miejsca, więc powinno się ją zapisywać z wielkich liter.
Wypowiedź zapisana nieprawidłowo:
-A ty co siedzisz tak cicho?-zapytał z uśmiechem.
Wypowiedź zapisana prawidłowo:
- A ty co siedzisz tak cicho? - zapytał z uśmiechem.
Znajdź różnice.
- A ty co siedzisz tak cicho? - zapytał z uśmiechem.
- To moja sprawa, kim jestem! - krzyknęłam.
- Spokojnie... Nie chciałem Cię urazić.
- Najwyraźniej już to zrobiłeś!
- Rey... Przepraszam - powiedział ze smutkiem.
Znowu nastała cisza... Słońce już zaszło, a my siedzieliśmy na zimnej ziemi. Nagle zaczęłam się trząść z zimna. Wiedziałam, że mogę wzniecić ogień, ale chciałam zobaczyć co powie Kerni:
- Zimno Ci? Może już wracajmy...
- A po co? - bez zastanowienia poszłam po kilka gałęzi, ułożyłam je w stożek i podpaliłam.
- Wow... Sprytna z ciebie waderka.
- Eh... A z ciebie głupi basior - powiedziałam ze śmiechem.
- Głupi basior? Ja wiem, że mnie lubisz.
- Co?! - krzyknęłam - No dobra, może trochę...
- Robi się późno, może wracamy? - zapytał.
- Nie... Ja wracam do swojej watahy, a ty do swojej!
- No dobra... To daj mi się chociaż odprowadzić do granicy.
- Pójdę sama...
Odeszłam bez pożegnania. Pobiegłam w stronę watahy. Gdy doszłam już do jaskini, położyłam się na swoje miejsce i zasnęłam.
---
Rano gdy wstałam zauważyłam przed jaskinią jakiegoś nowego wilka. Podeszłam do niego i zaczęłam rozmowę:- Cześć... Jesteś tu nowy? - zapytałam.
- E... Hej, tak, niedawno dołączyłem.
- Jestem Rey, miło mi Cię poznać.
- Ja jestem Itachi. Mnie też miło cię poznać.
- Oprowadzić Cię po okolicy? - zapytałam.
- No... Dobra.
Na początku postanowiłam, że pokażę mu Góry. Szliśmy przez Zielony Las, aż doszliśmy do podnóży góry.
- Chcesz wejść na szczyt? - zapytałam z uśmiechem.
- No pewnie!
- Wyścig?
- Okay. Trzy... dwa... jeden... START.
Zaczął się wyścig. Biegliśmy po dróżce, która była zrobiona przez wilki. Nagle zaczął padać deszcz. Błoto zrobiło się śliskie. Ja przez przypadek poślizgnęłam się o nie i poturlałam się w dół góry, kilka metrów dalej.
- Rey, nic Ci nie jest?
- Nie, nic... - wstałam na swoje cztery łapy, otrzepałam się i biegliśmy dalej.
Gdy dobiegliśmy na szczyt usiedliśmy na skraju i obserwowaliśmy widoki. Czułam się nie pewnie, bo wiedziałam, że może zaraz tu przyjść Kerni. Siedzieliśmy trochę czasu w ciszy. Czekałam aż Itachi się odezwie...
/C.D <Itachi?>/
Uwagi: Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Niedawno" piszemy razem. Nie zaczynamy zdania od "mi", tylko dłuższej formy, czyli "mnie". "Zielony Las" to nazwa miejsca, więc powinno się ją zapisywać z wielkich liter.
Wypowiedź zapisana nieprawidłowo:
-A ty co siedzisz tak cicho?-zapytał z uśmiechem.
Wypowiedź zapisana prawidłowo:
- A ty co siedzisz tak cicho? - zapytał z uśmiechem.
Znajdź różnice.
niedziela, 24 kwietnia 2016
Od Rey "Nowa znajomość" cz. 1 (cd. Sohara)
Pewnego ranka gdy się obudziłam pomyślałam, że warto było by poznać kogoś
nowego. Poszłam do lasu poszukać jakiejś wadery z którą mogłabym się
zaprzyjaźnić. Szłam dobre pół dnia po lesie, ale nie znalazłam nikogo
kto by chciał pogadać. Gdy szłam zamyślona nagle wpadłam na jakąś
waderę:
- Oj, przepraszam - powiedziałam zawstydzona.
- Nic się nie stało... Jestem Sohara.
- Ja nazywam się Rey... miło mi cię poznać - powiedziałam uśmiechnięta.
- Kiedy dotarłaś do naszej watahy? Jeszcze nigdy cię tu nie widziałam.
- Chyba jakieś trzy, cztery tygodnie temu poznałam Ishi, która mi zaproponowała dołączenie do watahy.
- To fajnie... A jak tu dotarłaś? - zapytała.
- Długa historia, ale Ci ją opowiem...
Zaczęłam jej opowiadać o rodzicach potem o Kle, a na końcu doszłam do siostry i Kerniego. Powiedziałam jej również o tym co mi mówiła siostra.
- Hm... Dużo w życiu przeszłaś - powiedziała po cichu.
- A ty... jak tu się dostałaś? - zapytałam.
- Wolę o tym nie mówić...
- Przepraszam, jak cię uraziłam...
- Nie nic się nie stało - uśmiechnęła się.
- Może pójdziemy na klif? Bardzo fajne miejsce.
- No pewnie chodźmy! Kto będzie tam ostatni, to zgniłe jajo!
- Nie mogę biec... Moja łapa jeszcze nie wyzdrowiała - powiedziałam po cichu.
- Zapomniałam. Chodźmy powoli - uśmiechnęła się.
Już dobrze znałam drogę na klif, więc zaprowadziłam tam Sohare. Gdy doszłyśmy i usiadłyśmy na brzegu urwiska zaczęłyśmy rozmowę:
- Aaa... Masz jakąś moc? - zapytałam.
- Tak, potrafię przenosić się w czasie.
- Naprawdę!? Ja umiem tylko wzniecać ogień.
- To też coś! Cały czas przy sobie masz broń, i to taką której nie trzeba dźwigać - zaśmiała się.
- Heh... W sumie lepsze to niż nic - uśmiechnęłam się.
- Ja umiem też się teleportować.
- Wow, też bym chciała tak umieć. Nie musisz nigdzie chodzić wystarczy, że pomyślisz o tym miejscu i już tam jesteś.
- Jaki piękny zachód słońca... Dawno takiego nie widziałam.
- Piękny, ale zbliża się noc, musimy wracać do watahy.
- Niestety... Musimy już iść, po ciemku nie za dużo widać - zaśmiała się.
- Chodźmy.
Szybkim krokiem wróciłyśmy do jaskini. Po drodze znalazłyśmy krzaki z borówkami. Zjadłyśmy trochę i poszłyśmy dalej.
- To co, widzimy się jutro? - zapytała Sohara.
- No pewnie, a czemu nie.
- To do jutra, pa!
- Do zobaczenia - pożegnałam się i odeszłam.
Weszłam do jaskini położyłam się w swoim ulubionym miejscu i zasnęłam.
<Sohara?>
Uwagi: Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Choć" a "chodź" to nie jedno i to samo. Ze spraw czysto technicznych... Sohara urodziła się w WMW, więc właściwie nie ma czego opowiadać, jak tu się dostała... tym bardziej, że należy do watahy od 5-ciu lat i zna wszystkie tereny.
- Oj, przepraszam - powiedziałam zawstydzona.
- Nic się nie stało... Jestem Sohara.
- Ja nazywam się Rey... miło mi cię poznać - powiedziałam uśmiechnięta.
- Kiedy dotarłaś do naszej watahy? Jeszcze nigdy cię tu nie widziałam.
- Chyba jakieś trzy, cztery tygodnie temu poznałam Ishi, która mi zaproponowała dołączenie do watahy.
- To fajnie... A jak tu dotarłaś? - zapytała.
- Długa historia, ale Ci ją opowiem...
Zaczęłam jej opowiadać o rodzicach potem o Kle, a na końcu doszłam do siostry i Kerniego. Powiedziałam jej również o tym co mi mówiła siostra.
- Hm... Dużo w życiu przeszłaś - powiedziała po cichu.
- A ty... jak tu się dostałaś? - zapytałam.
- Wolę o tym nie mówić...
- Przepraszam, jak cię uraziłam...
- Nie nic się nie stało - uśmiechnęła się.
- Może pójdziemy na klif? Bardzo fajne miejsce.
- No pewnie chodźmy! Kto będzie tam ostatni, to zgniłe jajo!
- Nie mogę biec... Moja łapa jeszcze nie wyzdrowiała - powiedziałam po cichu.
- Zapomniałam. Chodźmy powoli - uśmiechnęła się.
Już dobrze znałam drogę na klif, więc zaprowadziłam tam Sohare. Gdy doszłyśmy i usiadłyśmy na brzegu urwiska zaczęłyśmy rozmowę:
- Aaa... Masz jakąś moc? - zapytałam.
- Tak, potrafię przenosić się w czasie.
- Naprawdę!? Ja umiem tylko wzniecać ogień.
- To też coś! Cały czas przy sobie masz broń, i to taką której nie trzeba dźwigać - zaśmiała się.
- Heh... W sumie lepsze to niż nic - uśmiechnęłam się.
- Ja umiem też się teleportować.
- Wow, też bym chciała tak umieć. Nie musisz nigdzie chodzić wystarczy, że pomyślisz o tym miejscu i już tam jesteś.
- Jaki piękny zachód słońca... Dawno takiego nie widziałam.
- Piękny, ale zbliża się noc, musimy wracać do watahy.
- Niestety... Musimy już iść, po ciemku nie za dużo widać - zaśmiała się.
- Chodźmy.
Szybkim krokiem wróciłyśmy do jaskini. Po drodze znalazłyśmy krzaki z borówkami. Zjadłyśmy trochę i poszłyśmy dalej.
- To co, widzimy się jutro? - zapytała Sohara.
- No pewnie, a czemu nie.
- To do jutra, pa!
- Do zobaczenia - pożegnałam się i odeszłam.
Weszłam do jaskini położyłam się w swoim ulubionym miejscu i zasnęłam.
<Sohara?>
Uwagi: Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Choć" a "chodź" to nie jedno i to samo. Ze spraw czysto technicznych... Sohara urodziła się w WMW, więc właściwie nie ma czego opowiadać, jak tu się dostała... tym bardziej, że należy do watahy od 5-ciu lat i zna wszystkie tereny.
sobota, 23 kwietnia 2016
Od Rey "Miłosne zagrywki wroga" cz.1
Wczesnym rankiem postanowiłam, że muszę w końcu wstać i iść dalej. Szłam
powoli przez las, cały czas mówiłam do siebie "Proszę, niech nikt mnie
nie zaatakuje". Gdy wyszłam z lasu zobaczyłam Wrzosową Łąkę, stąd droga
była już prosta. Zdecydowałam, że muszę wyleczyć chorą nogę. Skierowałam
się w stronę szpitala. Gdy w końcu tam weszłam podeszła do mnie
pielęgniarka:
- Co Ci się stało? Masz szczęście, że doszłaś tu przed zmrokiem... Późnym wieczorem rzadko ktoś ranny przeżywa.
- Zaatakował mnie wilk... nie chcę o tym rozmawiać... Czy można coś z tą łapą zrobić? - podniosłam łapę i skierowałam ją w stronę pielęgniarki.
- Hmm... Poczekaj, pójdę po lekarza
Usiadłam na ziemi i czekałam aż oni łaskawie tu przyjdą:
- Co się pani stało? - zapytał stary wilk.
-Ktoś mnie zaatakował i od razu mówię, NIE CHCĘ o tym rozmawiać!
- Dobrze... Pokaż mi swoją łapę.
Po raz kolejny podniosłam łapę i skierowałam w kierunku tej dwójki. Lekarz zaczął oglądać ranę, a potem ją dotykać! Boże, jak to bolało. Tak czy siak próbowałam ukryć ból i moją skwaszoną minę.
- Myślę że trzeba będzie amputować...
- ŻE CO!? - krzyknęłam.
- Ha ha ha, żartuję!
- Dobre mi żarty... To co pan zrobi z tą łapą?
- Trzeba będzie ją przemyć i zabandażować. Siostro, zajmiesz się tym? - zapytał stojącą obok pielęgniarkę.
- Dobrze, panie doktorze! - wzięła wodę i zaczęła płukać moją ranę. Później wzięła bandaż i zaczęła owijać nim moją ranę.
- Gotowe! Teraz musisz dużo odpoczywać - powiedziała z uśmiechem.
Odeszłam od niej. Gdy chciałam wyjść ze szpitala, ale zauważyła mnie i powiedziała:
- Gdzie się wybierasz? Już do łóżka!
- Eh... No dobra...
Odwróciłam się i położyłam na najniżej umiejscowionym łóżku. Cały czas zadawałam sobie pytania: Gdzie jest siostra? Co z Kernim? I co znaczyły jego ostatnie słowa? Postanowiłam, że na razie nie będę zawracać tym sobie głowy. Gdy w końcu zasnęłam zauważyłam siebie leżącą obok Kerniego. Mówił on do mnie... Później gdy on odszedł i ja zamknęłam oczy, podszedł do mnie i powiedział coś. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi... Po za tym nie mogłam wierzyć we wszystko co widzę w snach. Obudziłam się rano. Pielęgniarka podeszła do mnie i podała mi coś w stylu miski z wodą. Napiłam się z niechęcią. Gdy tylko pielęgniarka odeszła wstałam, żeby wydostać się z jaskini. "Udało mi się! Jestem wolna!" Zaczęłam biec. Gdy zaczynałam przyspieszać zaczęła mnie strasznie boleć łapa. Nie zwracałam na to uwagi biegłam dalej, aż w końcu... wywróciłam się. Poturlałam się aż pod jaskinię Alfy. Tuż obok mieszkania Ishi było drzewo, do którego dobiłam z hukiem. Popatrzyło się na mnie kilka wilków, w tym Ishi, która wyszła z jaskini.
- Nic Ci nie jest, Rey? - zapytała Ishi.
- Nie, nic... - wstałam powoli.
- Uważaj jak biegniesz! A po za tym co Ci się stało w nogę?
- A... Nic... po prostu jakiś wilk mnie zaatakował - powiedziałam po cichu.
- Wilk? Opowiesz mi tą jakże ekscytującą opowieść? - zachichotała.
- No pewnie - uśmiechnęłam się i podeszłam do Ishi.
Zaczęłam jej opowiadać jak to było z siostrą i z Kernim. Ishi słuchała mnie z powagą. Gdy skończyłam jej opowiadać moją "jakże ekscytującą opowieść" Ishi powiedziała do mnie:
- To widać że dużo się u ciebie działo... Ja już muszę iść, ale dzięki za wspólnie spędzony czas. Do zobaczenia!
- Pa!
Poszłam w głąb lasu. Szłam do miejsca gdzie ostatnio spotkałam Kerniego. O dziwo był on tam... Siedział dokładnie w tym samym miejscu gdzie ostatnio.

- A ty co tu robisz?
- O, witaj Rey. Jak z twoją łapą?
Popatrzyłam się na niego z lekkim niedowierzaniem.
- Zrobiłeś mi to i jeszcze śmiesz się mnie pytać co ze mną?!
- Spokojnie... Sory za wczoraj, poniosło mnie...
Nadal patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Postanowiłam się opanować
- Nic mi nie jest. Nie odpowiedziałeś mi wciąż na pytanie: CO TY TU ROBISZ?!
- Czekam na ciebie - powiedział do mnie, jakby chciał zacząć ze mną flirtować.
- Na mnie? Nie chcę Cię znać po tym, co mi zrobiłeś!
- Przyniosłem coś dla ciebie.
Podał mi różę którą wzięłam do pyska i odłożyłam na bok.
- Czy ty myślisz że jestem taka naiwna i tam Ci się uwieść?
- No nie wiem.
Zaczęłam powoli od niego odchodzić. Kerni zaczął iść za mną:
- Gdzie się wybierasz? Choć ze mną nad wodospad...
- Z tobą? Nigdy w życiu! - krzyknęłam do niego.
- No cóż, to pójdę sam...
- Nie możesz tam iść! To nie jest twój teren!
- A co niby może mi się stać?
- Mogę wtedy Cię zaatakować. Nie chciałbyś tego! - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie boję się ciebie... Co mi taka mała wadera może zrobić? - zaśmiał się.
- Mała wadera?! - rzuciłam się na niego.
- Spokojnie!-zachichotał - A po za tym nie musisz się tak na mnie rzucać.
- Nie masz prawa iść tam! Wilki Cię zaatakują i zginiesz!
- Dobrze, to nie pójdziemy nad wodospad - zaśmiał się.
- Nie ma żadnego MY! Okay? - zdenerwowałam się.
Odsunęłam się od niego. Kerni wstał i popatrzył mi się prosto w oczy. Poczułam, że między nami iskrzy. Po minucie ciszy powiedziałam do niego:
- Jednak nie jesteś taki zły...
- Zaczynasz mi mówić komplementy?
- Nie zaczynaj, bo się to skończy tak jak ostatnio! - krzyknęłam.
- No dobra... To może pójdziemy na klif?
Chwilę musiałam się zastanowić. W sumie na klifie spotyka się samych samotników... Zgodziłam się i poszliśmy. Doszliśmy tam dopiero wieczorem. Usiadłam na brzegu klifu, Kerni podszedł do mnie i powiedział:
- Wiem, że ty tylko udajesz groźną... Nie chcesz, żeby inni poznali w tobie strach.
Zaczęło mocno walić mi serce. Czy w końcu pojawił się ktoś kto mnie rozumiał?
/C.D.N/
Uwagi: Wrzosowa Łąka to nazwa miejsca, więc należy ją zapisywać z wielkich liter. Przed "że" powinno się stawiać przecinek. Alfa to tytuł, więc powinnaś go zapisywać z wielkiej litery. "Jakże", "chciałbyś" i "niedowierzanie" piszemy razem.
- Co Ci się stało? Masz szczęście, że doszłaś tu przed zmrokiem... Późnym wieczorem rzadko ktoś ranny przeżywa.
- Zaatakował mnie wilk... nie chcę o tym rozmawiać... Czy można coś z tą łapą zrobić? - podniosłam łapę i skierowałam ją w stronę pielęgniarki.
- Hmm... Poczekaj, pójdę po lekarza
Usiadłam na ziemi i czekałam aż oni łaskawie tu przyjdą:
- Co się pani stało? - zapytał stary wilk.
-Ktoś mnie zaatakował i od razu mówię, NIE CHCĘ o tym rozmawiać!
- Dobrze... Pokaż mi swoją łapę.
Po raz kolejny podniosłam łapę i skierowałam w kierunku tej dwójki. Lekarz zaczął oglądać ranę, a potem ją dotykać! Boże, jak to bolało. Tak czy siak próbowałam ukryć ból i moją skwaszoną minę.
- Myślę że trzeba będzie amputować...
- ŻE CO!? - krzyknęłam.
- Ha ha ha, żartuję!
- Dobre mi żarty... To co pan zrobi z tą łapą?
- Trzeba będzie ją przemyć i zabandażować. Siostro, zajmiesz się tym? - zapytał stojącą obok pielęgniarkę.
- Dobrze, panie doktorze! - wzięła wodę i zaczęła płukać moją ranę. Później wzięła bandaż i zaczęła owijać nim moją ranę.
- Gotowe! Teraz musisz dużo odpoczywać - powiedziała z uśmiechem.
Odeszłam od niej. Gdy chciałam wyjść ze szpitala, ale zauważyła mnie i powiedziała:
- Gdzie się wybierasz? Już do łóżka!
- Eh... No dobra...
Odwróciłam się i położyłam na najniżej umiejscowionym łóżku. Cały czas zadawałam sobie pytania: Gdzie jest siostra? Co z Kernim? I co znaczyły jego ostatnie słowa? Postanowiłam, że na razie nie będę zawracać tym sobie głowy. Gdy w końcu zasnęłam zauważyłam siebie leżącą obok Kerniego. Mówił on do mnie... Później gdy on odszedł i ja zamknęłam oczy, podszedł do mnie i powiedział coś. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi... Po za tym nie mogłam wierzyć we wszystko co widzę w snach. Obudziłam się rano. Pielęgniarka podeszła do mnie i podała mi coś w stylu miski z wodą. Napiłam się z niechęcią. Gdy tylko pielęgniarka odeszła wstałam, żeby wydostać się z jaskini. "Udało mi się! Jestem wolna!" Zaczęłam biec. Gdy zaczynałam przyspieszać zaczęła mnie strasznie boleć łapa. Nie zwracałam na to uwagi biegłam dalej, aż w końcu... wywróciłam się. Poturlałam się aż pod jaskinię Alfy. Tuż obok mieszkania Ishi było drzewo, do którego dobiłam z hukiem. Popatrzyło się na mnie kilka wilków, w tym Ishi, która wyszła z jaskini.
- Nic Ci nie jest, Rey? - zapytała Ishi.
- Nie, nic... - wstałam powoli.
- Uważaj jak biegniesz! A po za tym co Ci się stało w nogę?
- A... Nic... po prostu jakiś wilk mnie zaatakował - powiedziałam po cichu.
- Wilk? Opowiesz mi tą jakże ekscytującą opowieść? - zachichotała.
- No pewnie - uśmiechnęłam się i podeszłam do Ishi.
Zaczęłam jej opowiadać jak to było z siostrą i z Kernim. Ishi słuchała mnie z powagą. Gdy skończyłam jej opowiadać moją "jakże ekscytującą opowieść" Ishi powiedziała do mnie:
- To widać że dużo się u ciebie działo... Ja już muszę iść, ale dzięki za wspólnie spędzony czas. Do zobaczenia!
- Pa!
Poszłam w głąb lasu. Szłam do miejsca gdzie ostatnio spotkałam Kerniego. O dziwo był on tam... Siedział dokładnie w tym samym miejscu gdzie ostatnio.

- A ty co tu robisz?
- O, witaj Rey. Jak z twoją łapą?
Popatrzyłam się na niego z lekkim niedowierzaniem.
- Zrobiłeś mi to i jeszcze śmiesz się mnie pytać co ze mną?!
- Spokojnie... Sory za wczoraj, poniosło mnie...
Nadal patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Postanowiłam się opanować
- Nic mi nie jest. Nie odpowiedziałeś mi wciąż na pytanie: CO TY TU ROBISZ?!
- Czekam na ciebie - powiedział do mnie, jakby chciał zacząć ze mną flirtować.
- Na mnie? Nie chcę Cię znać po tym, co mi zrobiłeś!
- Przyniosłem coś dla ciebie.
Podał mi różę którą wzięłam do pyska i odłożyłam na bok.
- Czy ty myślisz że jestem taka naiwna i tam Ci się uwieść?
- No nie wiem.
Zaczęłam powoli od niego odchodzić. Kerni zaczął iść za mną:
- Gdzie się wybierasz? Choć ze mną nad wodospad...
- Z tobą? Nigdy w życiu! - krzyknęłam do niego.
- No cóż, to pójdę sam...
- Nie możesz tam iść! To nie jest twój teren!
- A co niby może mi się stać?
- Mogę wtedy Cię zaatakować. Nie chciałbyś tego! - powiedziałam z uśmiechem.
- Nie boję się ciebie... Co mi taka mała wadera może zrobić? - zaśmiał się.
- Mała wadera?! - rzuciłam się na niego.
- Spokojnie!-zachichotał - A po za tym nie musisz się tak na mnie rzucać.
- Nie masz prawa iść tam! Wilki Cię zaatakują i zginiesz!
- Dobrze, to nie pójdziemy nad wodospad - zaśmiał się.
- Nie ma żadnego MY! Okay? - zdenerwowałam się.
Odsunęłam się od niego. Kerni wstał i popatrzył mi się prosto w oczy. Poczułam, że między nami iskrzy. Po minucie ciszy powiedziałam do niego:
- Jednak nie jesteś taki zły...
- Zaczynasz mi mówić komplementy?
- Nie zaczynaj, bo się to skończy tak jak ostatnio! - krzyknęłam.
- No dobra... To może pójdziemy na klif?
Chwilę musiałam się zastanowić. W sumie na klifie spotyka się samych samotników... Zgodziłam się i poszliśmy. Doszliśmy tam dopiero wieczorem. Usiadłam na brzegu klifu, Kerni podszedł do mnie i powiedział:
- Wiem, że ty tylko udajesz groźną... Nie chcesz, żeby inni poznali w tobie strach.
Zaczęło mocno walić mi serce. Czy w końcu pojawił się ktoś kto mnie rozumiał?
/C.D.N/
Uwagi: Wrzosowa Łąka to nazwa miejsca, więc należy ją zapisywać z wielkich liter. Przed "że" powinno się stawiać przecinek. Alfa to tytuł, więc powinnaś go zapisywać z wielkiej litery. "Jakże", "chciałbyś" i "niedowierzanie" piszemy razem.
wtorek, 12 kwietnia 2016
Od Rey "Moja siostro!" cz.5
- Mey, powiedziałem Ci już, że masz stąd odejść! - wykrzyknął.
- Hola, Hola... Czemu na nią krzyczysz?!
- Ona miała odejść z naszej watahy i nigdy tu nie wracać! Po za tym kim ty jesteś, że ją tak strasznie bronisz? - zapytał, patrząc na mnie.
- Jestem jej siostrą! Nie masz prawa się na nią tak wydzierać!
- Ojoj, siostrunie się znalazły. Jak Cię zwą?
- Jestem Rey i nic Ci do tego wiem kim jesteś. Masz na imię Kerni.
- To też Ci Mey powiedziała? A mówiła Ci, co robię jak się zdenerwuję!? - krzyknął.
- Zabijesz nas?! Wiem, że chcesz to zrobić!!!
Nagle zrobiło się cicho... Jak by nikogo nie było
- Bystra jesteś... Przydałabyś się w mojej watasze.
- Chyba śnisz! Mam lepszą watahę od twojej.
- Nie to nie... Teraz muszę coś zrobić...
- Ani się waż jej dotknąć! - odepchnęłam go jak najmocniej potrafiłam.
- Chcesz walczyć? Hah! Alfa kontra nikt? Proszę bardzo!
Zaczął mnie okrążać na znak, że szykuje się do walki. Nagle podrapał mnie w łapę. Gdy podniosłam się chwyciłam go za ogon, zaczęłam się kręcić. W pewnej chwili puściłam jego ogon, a on dobił głową w drzewo.
- Tak się chcesz bawić?
- Twój ruch...
Zadał mi drugi cios w tą samą łapę tak samo jak było wcześniej. Upadłam nie mogłam się podnieść.
- Tak się kończy zabawa z Alfą! Mey masz stąd iść, bo spotka cię to samo co twoją siostrę!
- Mey, uciekaj... - powiedziałam resztką sił.
Mey jak najszybciej pobiegła przed siebie nie zwracając uwagi na mnie. Moja łapa zaczęła mocno krwawić. Próbowałam wstać, ale nie mogłam.
Kerni stał obok mnie, po chwili ciszy powiedział:
- Warto było zadzierać ze mną? Twoja siostra Cię zostawiła. Pomyśleć sobie, że ty ją przed chwilą broniłaś... Po co Ci to było? - popatrzył się na mnie.
- Widziałam, że jak tego nie zrobię, ona umrze...
- A może teraz to ty umrzesz? Nikt Cię tu nie znajdzie!
- Są osoby które będą mnie szukać...
- Wiesz... zadziorna z ciebie wadera. Na pewno nie chcesz dołączyć do mojej watahy? - zapytał z uśmiechem.
- Czy ty sobie żartujesz!? Po tym co mi zrobiłeś?
- Nie to nie... Niestety musimy się pożegnać, piękna... - powiedział
Kerni wstał i pobiegł. Nie rozumiałam o co mu chodziło z tym "Musimy się pożegnać, piękna". Czy on mnie uważa za jakąś pierwszą lepszą? Byłam strasznie zmęczona i zasnęłam.
Uwagi: Odnoszę wrażenie, że nie uznajesz przecinków. Cudzysłowie nie tworzymy za pomocą dwóch przecinków! "Stąd: piszemy razem, przez "s" i "ą". Co robi wilk po skończonej walce z rozoraną łapą? Zasypia. Wybacz, ale to mnie nieco rozbawiło. xd
- Hola, Hola... Czemu na nią krzyczysz?!
- Ona miała odejść z naszej watahy i nigdy tu nie wracać! Po za tym kim ty jesteś, że ją tak strasznie bronisz? - zapytał, patrząc na mnie.
- Jestem jej siostrą! Nie masz prawa się na nią tak wydzierać!
- Ojoj, siostrunie się znalazły. Jak Cię zwą?
- Jestem Rey i nic Ci do tego wiem kim jesteś. Masz na imię Kerni.
- To też Ci Mey powiedziała? A mówiła Ci, co robię jak się zdenerwuję!? - krzyknął.
- Zabijesz nas?! Wiem, że chcesz to zrobić!!!
Nagle zrobiło się cicho... Jak by nikogo nie było
- Bystra jesteś... Przydałabyś się w mojej watasze.
- Chyba śnisz! Mam lepszą watahę od twojej.
- Nie to nie... Teraz muszę coś zrobić...
- Ani się waż jej dotknąć! - odepchnęłam go jak najmocniej potrafiłam.
- Chcesz walczyć? Hah! Alfa kontra nikt? Proszę bardzo!
Zaczął mnie okrążać na znak, że szykuje się do walki. Nagle podrapał mnie w łapę. Gdy podniosłam się chwyciłam go za ogon, zaczęłam się kręcić. W pewnej chwili puściłam jego ogon, a on dobił głową w drzewo.
- Tak się chcesz bawić?
- Twój ruch...
Zadał mi drugi cios w tą samą łapę tak samo jak było wcześniej. Upadłam nie mogłam się podnieść.
- Tak się kończy zabawa z Alfą! Mey masz stąd iść, bo spotka cię to samo co twoją siostrę!
- Mey, uciekaj... - powiedziałam resztką sił.
Mey jak najszybciej pobiegła przed siebie nie zwracając uwagi na mnie. Moja łapa zaczęła mocno krwawić. Próbowałam wstać, ale nie mogłam.
Kerni stał obok mnie, po chwili ciszy powiedział:
- Warto było zadzierać ze mną? Twoja siostra Cię zostawiła. Pomyśleć sobie, że ty ją przed chwilą broniłaś... Po co Ci to było? - popatrzył się na mnie.
- Widziałam, że jak tego nie zrobię, ona umrze...
- A może teraz to ty umrzesz? Nikt Cię tu nie znajdzie!
- Są osoby które będą mnie szukać...
- Wiesz... zadziorna z ciebie wadera. Na pewno nie chcesz dołączyć do mojej watahy? - zapytał z uśmiechem.
- Czy ty sobie żartujesz!? Po tym co mi zrobiłeś?
- Nie to nie... Niestety musimy się pożegnać, piękna... - powiedział
Kerni wstał i pobiegł. Nie rozumiałam o co mu chodziło z tym "Musimy się pożegnać, piękna". Czy on mnie uważa za jakąś pierwszą lepszą? Byłam strasznie zmęczona i zasnęłam.
Uwagi: Odnoszę wrażenie, że nie uznajesz przecinków. Cudzysłowie nie tworzymy za pomocą dwóch przecinków! "Stąd: piszemy razem, przez "s" i "ą". Co robi wilk po skończonej walce z rozoraną łapą? Zasypia. Wybacz, ale to mnie nieco rozbawiło. xd
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
Od Rey "Moja Siostro!" cz.4
Gdy obudziłam się rano, szybko wstałam, żeby móc przygotować się na
spotkanie z siostrą. Dokładnie o dwunastej wyszłam przed jaskinię, gdzie czekała
moja siostra.
- Hej! - powiedziałam ze smutkiem.
- Cześć... Coś się stało?
- Nie nic... miałam zły sen.
- Opowiesz mi go? - zapytała.
- No dobra. Widziałam ciebie, stało Ci się coś złego... - powiedziałam po cichu.
- Ale co mi się stało?
- Nic okropnego, po prostu się przewróciłaś...
- Aha... Dobra, idziemy na Górę?
- No pewnie! - uśmiechnęłam się i pobiegłam za siostrą.
Gdy biegłam na górę, rozmyślałam nad tym, że źle zrobiłam okłamując siostrę. Mey dziwnie się zachowywała, była smutna... Gdy dotarłyśmy na górę usiadłyśmy na skale i zaczęłyśmy rozmowę:
- Rey... Ja muszę Ci coś powiedzieć... - powiedziała z niepewnością.
- Co się stało?
- No bo ja muszę odejść...
- Ale Mey, dlaczego? Dopiero co odnalazłam swoją siostrę, a mam ją już stracić?
- Niestety... Zostałam wygnana z watahy i kazano mi odejść najdalej jak się da - powiedziała.
- Dlaczego Cię usunęli? Nie rozumiem o czym ty teraz do mnie mówisz.
- Może ty nie pamiętasz... Ale nasi rodzice byli Alfami...
- ALFAMI!? Ale niby... jak? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Wiem, że to się wydaje dziwne, ale tak było... Pewnego słonecznego dnia gdy ty i rodzice poszliście na spacer zaatakowano was...
- Tyle to ja wiem, byłam tam.
- Dobra, opowiem Ci co było wcześniej. Gdy urodziłyśmy się my nasi rodzice mieli nas oddać do innej watahy. Arsi, Alfa wrogiej nam watahy porwał naszych rodziców, bo nie oddali im nas...
- Skąd ty niby to wszystko wiesz? Nie wiem, czy mogę Ci uwierzyć w tę historię - odpowiedziałam z niechęcią.
- Siostrze nie uwierzysz?
- Dobra, wierzę Ci... Ale wytłumacz mi z jakiego powodu Cię wygnali?
- Gdy Kerni usłyszał, że kiedyś byłam córką Alf, kazał mi odejść...
- Kerni? Jaki znowu Kerni? - zapytałam.
- Alfa naszej watahy... Przepraszam, on tu idzie, muszę już iść.
- Ja sobie z nim porozmawiam! - powiedziałam stanowczo.
- Nie! Nie idź, on Ci zrobi krzywdę!
Krzyknęła do mnie ale było już za późno. Od razu zobaczył Mey, szybko podbiegł do nas i powiedział...
C.D.N
Uwagi: Odnoszę wrażenie, że nie uznajesz przecinków. Skąd wilki wiedzą, która jest godzina? Góra to nazwa miejsca, więc powinno się ją zapisywać w wielkiej litery.
- Hej! - powiedziałam ze smutkiem.
- Cześć... Coś się stało?
- Nie nic... miałam zły sen.
- Opowiesz mi go? - zapytała.
- No dobra. Widziałam ciebie, stało Ci się coś złego... - powiedziałam po cichu.
- Ale co mi się stało?
- Nic okropnego, po prostu się przewróciłaś...
- Aha... Dobra, idziemy na Górę?
- No pewnie! - uśmiechnęłam się i pobiegłam za siostrą.
Gdy biegłam na górę, rozmyślałam nad tym, że źle zrobiłam okłamując siostrę. Mey dziwnie się zachowywała, była smutna... Gdy dotarłyśmy na górę usiadłyśmy na skale i zaczęłyśmy rozmowę:
- Rey... Ja muszę Ci coś powiedzieć... - powiedziała z niepewnością.
- Co się stało?
- No bo ja muszę odejść...
- Ale Mey, dlaczego? Dopiero co odnalazłam swoją siostrę, a mam ją już stracić?
- Niestety... Zostałam wygnana z watahy i kazano mi odejść najdalej jak się da - powiedziała.
- Dlaczego Cię usunęli? Nie rozumiem o czym ty teraz do mnie mówisz.
- Może ty nie pamiętasz... Ale nasi rodzice byli Alfami...
- ALFAMI!? Ale niby... jak? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Wiem, że to się wydaje dziwne, ale tak było... Pewnego słonecznego dnia gdy ty i rodzice poszliście na spacer zaatakowano was...
- Tyle to ja wiem, byłam tam.
- Dobra, opowiem Ci co było wcześniej. Gdy urodziłyśmy się my nasi rodzice mieli nas oddać do innej watahy. Arsi, Alfa wrogiej nam watahy porwał naszych rodziców, bo nie oddali im nas...
- Skąd ty niby to wszystko wiesz? Nie wiem, czy mogę Ci uwierzyć w tę historię - odpowiedziałam z niechęcią.
- Siostrze nie uwierzysz?
- Dobra, wierzę Ci... Ale wytłumacz mi z jakiego powodu Cię wygnali?
- Gdy Kerni usłyszał, że kiedyś byłam córką Alf, kazał mi odejść...
- Kerni? Jaki znowu Kerni? - zapytałam.
- Alfa naszej watahy... Przepraszam, on tu idzie, muszę już iść.
- Ja sobie z nim porozmawiam! - powiedziałam stanowczo.
- Nie! Nie idź, on Ci zrobi krzywdę!
Krzyknęła do mnie ale było już za późno. Od razu zobaczył Mey, szybko podbiegł do nas i powiedział...
C.D.N
Uwagi: Odnoszę wrażenie, że nie uznajesz przecinków. Skąd wilki wiedzą, która jest godzina? Góra to nazwa miejsca, więc powinno się ją zapisywać w wielkiej litery.
niedziela, 3 kwietnia 2016
Od Rey "Moja Siostro!" cz. 3
Gdy Mey wstała, szturchnęła mnie, żebym popatrzyła na to co ona:
- Myśliwi...
- Mey, to nie myśliwi, przyszli zrobić "Przegląd" wilków.
- Ale... po co? - zapytała.
- Sprawdzają czy urodziły się nowe młode. Często jest tak że zabierają wilki i przywożą je do innych parków - odpowiedziałam.
- Nie rozumiem ludzi, i nigdy nie zrozumiem.
Zajęłyśmy się rozmową, przez to nie zauważyłyśmy, że myśliwi już celowali do nas. Spoglądnęłyśmy w ich stronę, na szczęście nie było zbyt mało czasu na ucieczkę. Pobiegłyśmy do Alfy i szybko oznajmiłyśmy:
- Myśliwi są tu - powiedziałam stanowczo.
- Gdzie? Niech zgadnę... w lesie?
- Tak. Ostrzec innych? - zapytałam.
- Powiedz tym, których spotkasz w lesie, żeby dla swojego bezpieczeństwa wrócili na dwie godziny do jaskiń - odpowiedziała.
Pobiegłyśmy do lasu i zaczęłyśmy krzyczeć:
- Do jaskiń! Myśliwi idą! - wykrzyczałam.
- Zostańcie w jaskiniach przynajmniej na dwie godziny! - krzyknęła Mey.
Po dwóch godzinach wszystko się uspokoiło. Wszyscy wrócili do swoich zajęć.
Ja z Mey postanowiłyśmy przejść się na spacer:
- Dobrze, że myśliwi w nas nie trafili - powiedziała Mey.
- No... Nie wiadomo co by z nami zrobili.
- Wywieźliby nas... Daleko stąd - powiedziała po cichu.
- Robi się późno. Dziś muszę spać z watahą, tak jak prosiła mnie Suzi.
- Widzimy się jutro?
- No pewnie! Przyjdziesz po mnie? - zapytałam.
- Ok, będę około dwunastej - odpowiedziała.
- To pa - powiedziałam po cichu.
- Do jutra!
Rzuciłam się Mey na ramiona. Pobiegłam szybko do jaskini. Gdy poszłam spać przyśniła mi się siostra. Ktoś ją zaatakował... ja stałam nad nią i płakałam. Zaczęłam wyć na znak że umarła. Obudziłam się w środku nocy i powiedziałam do siebie:
- Nie... To nie może być prawda.
Spróbowałam zasnąć, cały czas się wierciłam bo nie mogłam znaleźć odpowiedniej pozycji do spania. Gdy w końcu zasnęłam zobaczyłam pięknego Wilka. Skojarzyłam sobie go z kimś... Jak on się nazywał? Nie pamiętam. Pomyślałam sobie: Kto by mnie pokochał? Zakręciła mi się łezka w oku. Inne wilczyce już się upodobały innym, nie chce im przeszkadzać...
Uwagi: Nie tworzymy cudzysłowie za pomocą dwóch przecinków! Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. Nie zapominaj o stawianiu przecinków. "Stąd" piszemy razem, przez "s" i "ą". WMW nie mieści się w żadnym parku narodowym, a ludzie raczej tam nie zaglądają... Zwykle to faktycznie są myśliwi, ale rzecz jasna nie są tam mile widziani. A dlaczego? Głównie dlatego, żeby nie wydało się, że w Zielonym Lesie mieszkają tajemnicze istoty zwane magicznymi wilkami...
- Myśliwi...
- Mey, to nie myśliwi, przyszli zrobić "Przegląd" wilków.
- Ale... po co? - zapytała.
- Sprawdzają czy urodziły się nowe młode. Często jest tak że zabierają wilki i przywożą je do innych parków - odpowiedziałam.
- Nie rozumiem ludzi, i nigdy nie zrozumiem.
Zajęłyśmy się rozmową, przez to nie zauważyłyśmy, że myśliwi już celowali do nas. Spoglądnęłyśmy w ich stronę, na szczęście nie było zbyt mało czasu na ucieczkę. Pobiegłyśmy do Alfy i szybko oznajmiłyśmy:
- Myśliwi są tu - powiedziałam stanowczo.
- Gdzie? Niech zgadnę... w lesie?
- Tak. Ostrzec innych? - zapytałam.
- Powiedz tym, których spotkasz w lesie, żeby dla swojego bezpieczeństwa wrócili na dwie godziny do jaskiń - odpowiedziała.
Pobiegłyśmy do lasu i zaczęłyśmy krzyczeć:
- Do jaskiń! Myśliwi idą! - wykrzyczałam.
- Zostańcie w jaskiniach przynajmniej na dwie godziny! - krzyknęła Mey.
Po dwóch godzinach wszystko się uspokoiło. Wszyscy wrócili do swoich zajęć.
Ja z Mey postanowiłyśmy przejść się na spacer:
- Dobrze, że myśliwi w nas nie trafili - powiedziała Mey.
- No... Nie wiadomo co by z nami zrobili.
- Wywieźliby nas... Daleko stąd - powiedziała po cichu.
- Robi się późno. Dziś muszę spać z watahą, tak jak prosiła mnie Suzi.
- Widzimy się jutro?
- No pewnie! Przyjdziesz po mnie? - zapytałam.
- Ok, będę około dwunastej - odpowiedziała.
- To pa - powiedziałam po cichu.
- Do jutra!
Rzuciłam się Mey na ramiona. Pobiegłam szybko do jaskini. Gdy poszłam spać przyśniła mi się siostra. Ktoś ją zaatakował... ja stałam nad nią i płakałam. Zaczęłam wyć na znak że umarła. Obudziłam się w środku nocy i powiedziałam do siebie:
- Nie... To nie może być prawda.
Spróbowałam zasnąć, cały czas się wierciłam bo nie mogłam znaleźć odpowiedniej pozycji do spania. Gdy w końcu zasnęłam zobaczyłam pięknego Wilka. Skojarzyłam sobie go z kimś... Jak on się nazywał? Nie pamiętam. Pomyślałam sobie: Kto by mnie pokochał? Zakręciła mi się łezka w oku. Inne wilczyce już się upodobały innym, nie chce im przeszkadzać...
Uwagi: Nie tworzymy cudzysłowie za pomocą dwóch przecinków! Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. Nie zapominaj o stawianiu przecinków. "Stąd" piszemy razem, przez "s" i "ą". WMW nie mieści się w żadnym parku narodowym, a ludzie raczej tam nie zaglądają... Zwykle to faktycznie są myśliwi, ale rzecz jasna nie są tam mile widziani. A dlaczego? Głównie dlatego, żeby nie wydało się, że w Zielonym Lesie mieszkają tajemnicze istoty zwane magicznymi wilkami...
wtorek, 29 marca 2016
Od Rey "Moja Siostro!" cz. 2
Obudziłam się około godziny siódmej trzydzieści. Przestraszyłam się gdy zobaczyłam, że
mojej siostry nie ma obok mnie. Szybko zerwałam się na równe nogi i
zawołałam:
- Mey?! Mey, gdzie ty jesteś?! - obróciłam się w prawą i lewą stronę nigdzie jej nie widziałam.
Obrazu pomyślałam, że ktoś jej mógł zrobić krzywdę. Szybko wybiegłam z nory i rozejrzałam się wokół siebie. Nagle za sobą usłyszałam kroki:
- BUUU!!! - wykrzyknęła Mey.
- Aaa! Mey, chcesz żebym zawału dostała!? Gdzie ty byłaś? - odpowiedziałam zarówno wściekła jak i przerażona.
- Przepraszam... Musiałam gdzieś pójść...
- Zapewne do tej "Watahy Wilków Zgody" - odrzekłam przewracając oczami.
- Może i tak... Nieważne, co dziś porobimy? - zapytała.
- Chyba muszę się pokazać w watasze, takie znikanie na noc może mi przysporzyć wile kłopotów...
- Mogę iść z tobą? - poprosiła.
- No dobra, chodź, ale trzymaj się mnie.
Zaprowadziłam moją siostrę w stronę Alfy:
- Witaj Ishi - przywitałam się.
- Miło Cię widzieć, Rey. Kto stoi obok ciebie? Jest bardzo podobna do ciebie... - zapytała z ciekawością.
- To jest Mey, moja siostra... Spotkałam ją w Górach - odpowiedziałam z uśmiechem.
- A więc Mey... Opowiesz mi coś o sobie?
- Jak już wiesz nazywam się Mey, mam trzy lata, lubię mieszać różne zioła - odpowiedziała niepewnie.
- Powiedz mi, należysz do jakiejś watahy? - zapytała
-Tak... Należę do Watahy Wilków Zgody - odpowiedziała.
- Hmm... Nie słyszałam o takiej watasze. Czy macie zamiar nas atakować?
- Wbrew pozorom nie ważylibyśmy się atakować tak licznej watahy - powiedziała.
- To dobrze... Rey możesz odwiedzać nasze tereny ze swoją siostrą kiedy chcesz - odparła stanowczo.
- Dziękuję! - powiedziałam szczęśliwa.
- Jeszcze jedno...
- Tak? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Nie opuszczaj watahy na noc bez powiedzenia innym, dobrze?
- Nigdy się to nie powtórzy, obiecuję! - powiedziałam stanowczo.
- Bawcie się dobrze! - pożegnała nas Ishi.
Pobiegłam z Mey do Zielonego lasu. Większość wilków patrzyła na nas ze zdziwieniem. Pewnie sobie pomyśleli: "Hmm... Te wadery są bardzo podobne, pewnie są siostrami."
Biegłyśmy przed siebie, a po piętnastu minutach postanowiłyśmy odpocząć pod drzewem.
Uwagi: Liczby, cyfry i godziny w op. zapisujemy słownie. "Choć" a "chodź" nie znaczy tego samego! "Wbrew" piszemy razem. Czemu każdy pierwszą rzeczą o której mówi/myśli widząc siostry Mey i Rey o tym, że są podobne? To trochę tak, jakby każdy miał jednakowy tok myślenia...
- Mey?! Mey, gdzie ty jesteś?! - obróciłam się w prawą i lewą stronę nigdzie jej nie widziałam.
Obrazu pomyślałam, że ktoś jej mógł zrobić krzywdę. Szybko wybiegłam z nory i rozejrzałam się wokół siebie. Nagle za sobą usłyszałam kroki:
- BUUU!!! - wykrzyknęła Mey.
- Aaa! Mey, chcesz żebym zawału dostała!? Gdzie ty byłaś? - odpowiedziałam zarówno wściekła jak i przerażona.
- Przepraszam... Musiałam gdzieś pójść...
- Zapewne do tej "Watahy Wilków Zgody" - odrzekłam przewracając oczami.
- Może i tak... Nieważne, co dziś porobimy? - zapytała.
- Chyba muszę się pokazać w watasze, takie znikanie na noc może mi przysporzyć wile kłopotów...
- Mogę iść z tobą? - poprosiła.
- No dobra, chodź, ale trzymaj się mnie.
Zaprowadziłam moją siostrę w stronę Alfy:
- Witaj Ishi - przywitałam się.
- Miło Cię widzieć, Rey. Kto stoi obok ciebie? Jest bardzo podobna do ciebie... - zapytała z ciekawością.
- To jest Mey, moja siostra... Spotkałam ją w Górach - odpowiedziałam z uśmiechem.
- A więc Mey... Opowiesz mi coś o sobie?
- Jak już wiesz nazywam się Mey, mam trzy lata, lubię mieszać różne zioła - odpowiedziała niepewnie.
- Powiedz mi, należysz do jakiejś watahy? - zapytała
-Tak... Należę do Watahy Wilków Zgody - odpowiedziała.
- Hmm... Nie słyszałam o takiej watasze. Czy macie zamiar nas atakować?
- Wbrew pozorom nie ważylibyśmy się atakować tak licznej watahy - powiedziała.
- To dobrze... Rey możesz odwiedzać nasze tereny ze swoją siostrą kiedy chcesz - odparła stanowczo.
- Dziękuję! - powiedziałam szczęśliwa.
- Jeszcze jedno...
- Tak? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Nie opuszczaj watahy na noc bez powiedzenia innym, dobrze?
- Nigdy się to nie powtórzy, obiecuję! - powiedziałam stanowczo.
- Bawcie się dobrze! - pożegnała nas Ishi.
Pobiegłam z Mey do Zielonego lasu. Większość wilków patrzyła na nas ze zdziwieniem. Pewnie sobie pomyśleli: "Hmm... Te wadery są bardzo podobne, pewnie są siostrami."
Biegłyśmy przed siebie, a po piętnastu minutach postanowiłyśmy odpocząć pod drzewem.
Uwagi: Liczby, cyfry i godziny w op. zapisujemy słownie. "Choć" a "chodź" nie znaczy tego samego! "Wbrew" piszemy razem. Czemu każdy pierwszą rzeczą o której mówi/myśli widząc siostry Mey i Rey o tym, że są podobne? To trochę tak, jakby każdy miał jednakowy tok myślenia...
wtorek, 22 marca 2016
Od Rey "Moja siostro!" cz. 1
Jak niektórzy wiedzą mam siostrę. O tym będzie ta historia...
Gdy rano obudziłam się postanowiłam wybrać się na polowanie. Jak szłam przed siebie zobaczyłam góry. Musiałam się wspiąć trochę wyżej żeby móc wyczuć jakieś jedzenie. Gdy byłam około w połowie drogi na szczyt, zatrzymałam się gwałtownie i zaczęłam węszyć. Od razu wyczułam kozice, skoczyłam na nią i chyba nie muszę mówić co było dalej... Po posiłku chciałam znaleźć coś na deser. Nieopodal miejsca w którym się znajdowałam zauważyłam krzaczki z jagodami. Nie zastanawiałam się długo, zjadłam około siedem owoców. Postanowiłam się na chwilę zdrzemnąć, a potem iść dalej. Gdy zaczęłam otwierać oczy zauważyłam waderę nad sobą. Od razu zerwałam się na równe nogi i zapytałam:
- Kim wy jesteście?
- Ja jestem Mei - odpowiedziała wadera całkiem podobna do mnie.
- Jestem Rey, miło poznać-odpowiedziałam z nie do wierzeniem
- Czy my się znamy, Rey? Jesteś bardzo podobna do mnie - zapytała stanowczo
- No wiesz... Ja kiedyś miałam siostrę... Ale... - wyszeptałam
- Ale? Ja też miałam siostrę ojca Luka i matkę Bellę...
- Naprawdę?! Moi rodzice się tak samo nazywali! - powiedziałam z entuzjazmem
- Czy to możliwe że jesteśmy...
- Siostrami! - powiedziały w tej samej chwili.
Potem zaczęły się pytania typu: Skąd jesteś? Masz chłopka? Co lubisz? Jak się tu znalazłaś? oraz Czy masz watahę?
- Ja? - wyszeptałam - Należę do Watahy Magicznych Wilków, może ty też chciałabyś?
Mey zawahała się ale odpowiedziała:
- Jestem w Watasze Wilków Zgody...
- Nie słyszałam o takiej watasze... Ale ok - powiedziałam zamyślona
Mey wyglądała na smutną, więc postanowiłam skończyć ten temat.
- Może po ścigamy się? Stąd na dół góry - zapytałam
- No pewnie! - uśmiechnęła się.
Stanęłyśmy na narysowanej linii krzyknęłam:
- DO BIEGU... GOTOWI... START!!!
Mey była tak samo szybka jak ja, ale z trudnością przeskoczyła pieniek drzewa znajdujący się na zboczach góry. Byłam szybsza i zwinniejsza od Mey, więc wygrałam.
- Świetnie sobie poradziłaś - powiedziała Mey
- Dzięki...
- Może znajdziemy miejsce, w którym się prześpimy? - zapytała Mey
- Dobrze - odpowiedziałam dysząc
Znalazłyśmy jakąś małą opuszczoną norę. Położyłyśmy się obok siebie i zasnęłyśmy.
Uwagi: Nie musisz na początku każdego op. pisać wstępu z typu "Opowiem Wam pewną historię". Mnie osobiście bardzo odpycha coś takiego. Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Niedowierzanie" piszemy razem. Nazwy watah zapisujemy z wielkich liter. "Z tond na duł góry" - nie ma co, to zdanie mnie po prostu zmiotło z powierzchni ziemi... "Stąd" piszemy razem przez "s"i "ą", a "dół" przez "ó".
Gdy rano obudziłam się postanowiłam wybrać się na polowanie. Jak szłam przed siebie zobaczyłam góry. Musiałam się wspiąć trochę wyżej żeby móc wyczuć jakieś jedzenie. Gdy byłam około w połowie drogi na szczyt, zatrzymałam się gwałtownie i zaczęłam węszyć. Od razu wyczułam kozice, skoczyłam na nią i chyba nie muszę mówić co było dalej... Po posiłku chciałam znaleźć coś na deser. Nieopodal miejsca w którym się znajdowałam zauważyłam krzaczki z jagodami. Nie zastanawiałam się długo, zjadłam około siedem owoców. Postanowiłam się na chwilę zdrzemnąć, a potem iść dalej. Gdy zaczęłam otwierać oczy zauważyłam waderę nad sobą. Od razu zerwałam się na równe nogi i zapytałam:
- Kim wy jesteście?
- Ja jestem Mei - odpowiedziała wadera całkiem podobna do mnie.
- Jestem Rey, miło poznać-odpowiedziałam z nie do wierzeniem
- Czy my się znamy, Rey? Jesteś bardzo podobna do mnie - zapytała stanowczo
- No wiesz... Ja kiedyś miałam siostrę... Ale... - wyszeptałam
- Ale? Ja też miałam siostrę ojca Luka i matkę Bellę...
- Naprawdę?! Moi rodzice się tak samo nazywali! - powiedziałam z entuzjazmem
- Czy to możliwe że jesteśmy...
- Siostrami! - powiedziały w tej samej chwili.
Potem zaczęły się pytania typu: Skąd jesteś? Masz chłopka? Co lubisz? Jak się tu znalazłaś? oraz Czy masz watahę?
- Ja? - wyszeptałam - Należę do Watahy Magicznych Wilków, może ty też chciałabyś?
Mey zawahała się ale odpowiedziała:
- Jestem w Watasze Wilków Zgody...
- Nie słyszałam o takiej watasze... Ale ok - powiedziałam zamyślona
Mey wyglądała na smutną, więc postanowiłam skończyć ten temat.
- Może po ścigamy się? Stąd na dół góry - zapytałam
- No pewnie! - uśmiechnęła się.
Stanęłyśmy na narysowanej linii krzyknęłam:
- DO BIEGU... GOTOWI... START!!!
Mey była tak samo szybka jak ja, ale z trudnością przeskoczyła pieniek drzewa znajdujący się na zboczach góry. Byłam szybsza i zwinniejsza od Mey, więc wygrałam.
- Świetnie sobie poradziłaś - powiedziała Mey
- Dzięki...
- Może znajdziemy miejsce, w którym się prześpimy? - zapytała Mey
- Dobrze - odpowiedziałam dysząc
Znalazłyśmy jakąś małą opuszczoną norę. Położyłyśmy się obok siebie i zasnęłyśmy.
Uwagi: Nie musisz na początku każdego op. pisać wstępu z typu "Opowiem Wam pewną historię". Mnie osobiście bardzo odpycha coś takiego. Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Niedowierzanie" piszemy razem. Nazwy watah zapisujemy z wielkich liter. "Z tond na duł góry" - nie ma co, to zdanie mnie po prostu zmiotło z powierzchni ziemi... "Stąd" piszemy razem przez "s"i "ą", a "dół" przez "ó".
piątek, 11 marca 2016
Od Rey "Znalazłam i Straciłam"
Kiedy miałam zaledwie kilka miesięcy straciłam swoich rodziców. Podczas
spokojnego spaceru z rodzicami Bellą i Lukiem przydarzyła się tragedia -
wroga wataha wilków zaatakowała nas. Widok rodziców, których zabierali był
okropny. Dlaczego mnie to musiało spotkać? Rodziców porwali i mnie
zostawili sama.
Przez wiele tygodni nie zbliżałam się do żadnego z wilków, każdego się bałam. Cały czas uciekałam.
Pewnego chłodnego dnia, kiedy nie mogłam znaleźć pożywienia, weszłam do jakiejś dziwnej groty, aby się schować przed mrozem. Spotkałam tam wilka o imieniu Kieł. Z początku przeglądałam się mu jak tworzy eliksiry. Wyglądał na szamana, podeszłam do niego i przywitałam się.
- Dzień Dobry... - powiedziałam po cichu.
- Witaj. Co cię sprowadza do mej groty tajemnic? - zapytał z uśmiechem.
- Szukam schronienia i jakiegoś pożywienia, a tak przy okazji - jestem Rey.
- Piękne imię. Ja jestem Kieł. Rey, powiedz mi, nie masz rodziców? - zapytał ze zdziwieniem.
- Porwali ich... Nie chcę o tym rozmawiać... - spuściłam głowę w wyrazie smutku - Jesteś szamanem?
- Tak, tworzę różne leki, eliksiry - odrzekł, po czym zaczął mieszać w kotle różne składniki.
- Czy mogę u ciebie zostać? - zapytałam.
- Oczywiście! Szukam od dawna towarzysza - odpowiedział.
Tak zaczęła się moja historia z żywiołami. Kieł nauczył mnie jak władać wodą i powietrzem, nauczył mnie również wielu sztuczek np. tworzenia wichur, władania wodą oraz latania.
- Rey, pokochałem cię jak swą córkę, ale na mnie już czas - tymi słowami pożegnał się ze mną i odszedł.
- Zostań ze mną, proszę cię! Nie odchodź! - wykrzyknęłam płacząc.
Aby zapomnieć o swym przyjacielu postanowiłam się wyprowadzić gdzieś indziej, wędrowałam po pustkowiach, lasach i różnych krainach. Spotkałam wiele wilków.
Pewnego dnia spotkałam wilka, który podsunął mi pewien pomysł.
- Posłuchaj, jeśli nie masz miejsca na ziemi - znajdź watahę. Tam znajdziesz schronienie - powiedział, po czym poszedł.
Zainspirowana wypowiedzią nieznajomego. Postanowiłam znaleźć watahę. Prosiłam o miejsce w wielu watahach, ale nikt mnie nie chciał.
- Suzanna... Czy mogła bym dołączyć do twojej watahy?
- No pewnie! - odpowiedziała wilczyca.
- Zostań tu Rey, kiedyś po ciebie wrócimy.
Uwagi: Stella, Stella... a ja nie wiem, o co chodzi. Dopiero po czasie zorientowałam się, że wysłałaś to op. do innych watah, gdzie masz waderę o imieniu Stella i napisałaś o tym tylko jedno op... lecz nie poprawiłaś tego... i we watasze nie ma żadnej Suzan, jest tylko Suzanna, Suzi, Suza czy jak tam ją jeszcze nazwiesz... ale nie Suzan.
Przez wiele tygodni nie zbliżałam się do żadnego z wilków, każdego się bałam. Cały czas uciekałam.
Pewnego chłodnego dnia, kiedy nie mogłam znaleźć pożywienia, weszłam do jakiejś dziwnej groty, aby się schować przed mrozem. Spotkałam tam wilka o imieniu Kieł. Z początku przeglądałam się mu jak tworzy eliksiry. Wyglądał na szamana, podeszłam do niego i przywitałam się.
- Dzień Dobry... - powiedziałam po cichu.
- Witaj. Co cię sprowadza do mej groty tajemnic? - zapytał z uśmiechem.
- Szukam schronienia i jakiegoś pożywienia, a tak przy okazji - jestem Rey.
- Piękne imię. Ja jestem Kieł. Rey, powiedz mi, nie masz rodziców? - zapytał ze zdziwieniem.
- Porwali ich... Nie chcę o tym rozmawiać... - spuściłam głowę w wyrazie smutku - Jesteś szamanem?
- Tak, tworzę różne leki, eliksiry - odrzekł, po czym zaczął mieszać w kotle różne składniki.
- Czy mogę u ciebie zostać? - zapytałam.
- Oczywiście! Szukam od dawna towarzysza - odpowiedział.
Tak zaczęła się moja historia z żywiołami. Kieł nauczył mnie jak władać wodą i powietrzem, nauczył mnie również wielu sztuczek np. tworzenia wichur, władania wodą oraz latania.
-----------------------------------------------
Miesiące mijały nam spokojnie, aż wkrótce nadszedł czas Kła.- Rey, pokochałem cię jak swą córkę, ale na mnie już czas - tymi słowami pożegnał się ze mną i odszedł.
- Zostań ze mną, proszę cię! Nie odchodź! - wykrzyknęłam płacząc.
Aby zapomnieć o swym przyjacielu postanowiłam się wyprowadzić gdzieś indziej, wędrowałam po pustkowiach, lasach i różnych krainach. Spotkałam wiele wilków.
Pewnego dnia spotkałam wilka, który podsunął mi pewien pomysł.
- Posłuchaj, jeśli nie masz miejsca na ziemi - znajdź watahę. Tam znajdziesz schronienie - powiedział, po czym poszedł.
Zainspirowana wypowiedzią nieznajomego. Postanowiłam znaleźć watahę. Prosiłam o miejsce w wielu watahach, ale nikt mnie nie chciał.
----------------------------------------------
Pewnego słonecznego dnia znalazłam się na Wrzosowej Łące gdzie poznałam
Suzannę. Opowiedziałam jej moją historię po czym zapytałam:- Suzanna... Czy mogła bym dołączyć do twojej watahy?
- No pewnie! - odpowiedziała wilczyca.
-------------------------------------------------
Gdy pierwszy raz spałam ze świadomością iż jestem w watasze przyśnili mi się rodzice, którzy powiedzieli:- Zostań tu Rey, kiedyś po ciebie wrócimy.
Uwagi: Stella, Stella... a ja nie wiem, o co chodzi. Dopiero po czasie zorientowałam się, że wysłałaś to op. do innych watah, gdzie masz waderę o imieniu Stella i napisałaś o tym tylko jedno op... lecz nie poprawiłaś tego... i we watasze nie ma żadnej Suzan, jest tylko Suzanna, Suzi, Suza czy jak tam ją jeszcze nazwiesz... ale nie Suzan.
Subskrybuj:
Posty (Atom)