Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yusuf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yusuf. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 maja 2016

Od Yusufa "Fiołkowe oczy mokre od łez" cz. 1 (c.d Desari)

Zaczynało zmierzchać, kiedy kończyłem zmieniać opatrunek Danny'emu, który w niewyjaśnionych mi okolicznościach poharatał sobie kark. Jak tak dalej pójdzie, to nic nie zostanie z zapasów w lecznicy, w sumie i tak miałem zamiar wybrać się dzisiaj do miasta. Pomogłem mu podnieść się z łóżka szpitalnego. Przybiłem z nim prostego hand shake'a na pożegnanie, którego w przeciągu dwóch tygodni częstego odwiedzania szpitala, przez nas obu wymyśliliśmy. Rzuciłem jeszcze pośpieszne "cześć" Astrid, która nadal kręciła się po szpitalu i ruszyłem na drogę przez las, która prosto prowadzi do miasta. Byłem umówiony z Eziem w barze, do którego zawsze we dwójkę chodzimy. Knieja o tej porze jest magiczna, nocą także, ale wieczorem unosi się tu zapach dziennych kwiatów, które zamykają swoje kory dalszą część doby, ale za to słodki zapach maciejki i ostry dziwaczki łączą się tworząc cudowną kompozycje. Przemieszczałem się przez ten gąszcz niezauważony nawet przez drzewa, były pochłonie w wiecznym śnie, dzięki któremu omija je widok grozy teraźniejszych czasów. Czasem krzyczą, kiedy są po kolei połykane przez języki ognia. Podziwiałem tą melodyjną ciszę, która koiła moje obolałe uszy.
***
Ezio właśnie prosił dla nas kolejną kolejkę shotów. Zaliczyłem już kamikaze, teraz pora na wściekłego psa, a potem się zobaczy. Za to Ezio ciągle pił najmocniejszą schłodzoną wódkę wstrząśniętą z sokiem cytrynowym. Opowiadał mi dużo o swojej córce, mojej chrześnicy, że wyrosła, że powinienem ich odwiedzić kiedyś, o Sofi, o ostatniej misji przydzielonej rekrutom. Z ciekawością słuchałem jego rozbudowanych opisów zdarzeń, cierpliwie czekając aż zapyta co u mnie. Zawsze bywało tak iż on pierwszy mówił co się ostatnio wydarzyło, następnie była moja kolej. Trzeci shot - teraz rekin. Dwa duże łyki i kieliszek (taki specjalny) pusty.
- Ostatnimi czasy bardzo dużo spędzam w szpitalu, łajdakom zachciało się biegać po chaszczach i wpadać nie wiadomo gdzie, a później przychodzić i prosić o pomóc. Z latami zaczyna mi się przykrzyć praca tam. I jeszcze Des...
- Czy ty mówisz o kobiecie?
- To coś dziwnego?
- Yus! Gratulacje! W końcu się doczekałem tego dnia!
- Dasz mi dokończyć? - mi jakoś w tej sytuacji nie było do śmiechu. - Desari, no cóż poznaliśmy się przez nieuwagę i moje głupie zagrania. Od tamtego pamiętliwego wspomnienia zacząłem zwracać na nią większą uwagę. Jeszcze dodatkowo jest zielarką, więc kiedy odwiedzała szpital za każdym razem starałem się jakoś zagadać. Po miesiącu zdałem sobie sprawę, że mi na niej zależy, ale głupio mi było z drugiej strony. I jeśli mam być szczery, bardziej mi na niej zależy, niż na nikim innym. Chcę dbać o jej bezpieczeństwo za córką nawet cholernej śmierci. Czy gadam jak psychol?
- Jeżeli chorobą psychiczną można nazwać to, że się zakochałeś? To tak.
- Stary, ty to umiesz pocieszać...
- Nawet nie wiesz jak. Pij, nie gadaj - podsunął mi kolejny alkohol pod nos. Zerknąłem na plonscą powierzchnie mołotowa.
***
Kiedy pożegnałem się z przyjacielem braterskim uściskiem oraz wywlokłem swoje wielkie cielsko, zamieniając terenem zabudowany na miły las, przez który tułałem się... Shit. Nie wiem ile. Za cholerę nie mogłam znaleźć drogi, a kiedy myślałem, że już Bóg się nade mną zlitował, pozwalając mi wrócić na szlak trafiam na skrzyżowanie...
Którędy to było? Poddaję się.
- CHRYSTE PANIE - wzdycham, krzyczę, czy wszystko razem, padając na ziemię jak kłoda. Ciągle moje myśli galopowały do tych czarujących fioletowych oczu. Chcę wrócić do czarnego księżyca oświecającego mu drogę, snując mu cudowne historie ranem nad głową Yusufa. Zmęczony podniósł powieki, a przed nim stała czarna, smukła sylwetka skrywająca się w cieniu.
- Nie wzywaj Pana Boga nadaremne.
Pomogła mi wstać przy okazji okalając moją twarz jej kruczo czarnymi włosami, a ona niezmiennie nadal uroczo pachniała liliami.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo cię kocham... - mówiłem w myślach czy na głos?
- Chodź...
- Zaśpiewam ci coś... - nadal nie wiem czy to moje myśli czy rzeczywistość - Na szlak moich blizn poprowadź palec, by nasze drogi spleść gwiazdom na przekór. Otwórz te rany, a potem zalecz aż w zawiły losu ułożą się wzór.
Kołysałem głową w rytm, wyobrażając sobie Des w kompozycji fiołków i fioletowych lilii. A jej zapach, jej wszystko... Zaczynałem chyba świrować, co w moim przypadku może okazać się bardzo złe. Jedna chwila nie uwagi i ramię przebite strzałą. Musiałabym jakoś uspokoić ten stukot rozpędzonych koni.
- Z moich snów uciekasz nad ranem, cierpka jak agrest, słodka jak bez. Chcę śnić czarne loki splątane, fiołkowe oczy mokre od łez. - kontynuowałem - Smutno mi się robi jak widzę twoje gorzkie łzy. Za wilczym śladem podążę w zamieć i Twoje serce wytropię uparte. Przez gniew i smutek stwardniałe w kamień, rozpalę usta smagane wiatrem. Z moich snów uciekasz nad ranem, cierpka jak agrest, słodka jak bez. Chcę śnić czarne loki splątane, fiołkowe oczy mokre od łez...
- Dalej... - powiedziała bardzo cicho, ale wystarczająco głośno, abym usłyszał.
- Nie wiem czy jesteś moim przeznaczeniem czy przez ślepy traf miłość nas związała? Kiedy wyrzekłem moje życzenie, czyś mnie wbrew sobie wtedy pokochała? Z moich snów uciekasz nad ranem, cierpka jak agrest, słodka jak bez. Chcę śnić czarne loki splątane, fiołkowe oczy mokre od łez... - skończyłem po czym najbardziej cicho jak potrafiłem mruknąłem pod nosem - Moja czarna gwiazdo zaranna.
Przez cały tekst piosenki wpatrywałem się w korony drzew nie zwracając uwagi, jak mnie wadera prowadzi. Północny księżyc wisiał na niebie, spojrzałem na nią, a jej włosy zrobiły się olśniewająco białe, skóra była jaśniejsza, niż zwykle, jednak policzki miała zaróżowione, a fiołkowe oczy błyszczały wesoło.

(Nadal wydaje mi się głupie i krótkie, ale masz)

Uwagi: Źle odmieniłaś imię Danny'ego. "Plonscą"? Co znaczy ten przymiotnik? Tak na marginesie... widzę, że spodobała Ci się piosenka z Wiedźmina. :P

sobota, 21 listopada 2015

Od Yusufa "Lawina piór" cz.1 (cd. Desari)

Szedłem samotnie na polowanie, na dzikiego króla, przemierzając Zielony Las do Wrzosowej Łąki, (bardzo oryginalne nazwy), przy okazji podziwiałem okolice, ponieważ ostatnio nie miałem czasu w niej przebywać. Chciałem nieraz się wybrać na samotny spacer po niej, jednak zawód nie wybiera, gdzie nie pójdę to albo skręcona łapa, albo wezwanie do biura z nową misją. W dodatku miałem teraz paskudnie dużo roboty, ponieważ Ice gdzieś się zapodziała. Nie widziałem jej dłuższy czas, albo unikała tylko mnie, albo unikała tylko wszystkich. Nagle moim oczom ukazał się strumyk, co z tego, że jest mróz. Nie potrafię sobie odmówić tej przyjemności, jaką jest wejście do niego. Lodowata woda na dłuższy moment sparaliżowała moje nogi i nie mogłem się ruszyć ani w przód, ani w tył, ale to tylko przez chwilę, więc zaraz szedłem w niej wraz z nurtem rzeczki. Muszę przyznać sprawiało mi to niezłomną zabawę. Coraz wpadałem głębiej, bo strumień miejscami jest głęboki aż na półtora metra. Kiedy już byłem w pobliżu polany wyszedłem na brzeg, otrzepując się z wody futro. Idąc szybkim krokiem oraz z wzrokiem wbitym w ziemię, nie zauważyłem istotnej informacji – że drogę przecina mi Desari. Uderzyłem w nią tonąc w lawinie jej piór wyrastających z nasady ogona.
- Mógłbyś patrzeć jak chodzisz, niż oglądać pazurki – mruknęła.
- Mogłaś mnie uprzedzić, że idziesz, albo przyspieszyć kroku – odrzekłem starając się zamaskować urażenie.
- Jak wiesz, damie nie przystoi ustępować mężczyźnie – uderzyła mnie w czuły punkt. Przecież zawsze staram się jak mogę, żeby zachowywać się jak dżentelmen, a ta przychodzi i niszczy mi moje zdanie na mój temat. W tym momencie Bóg się nade mną nie zlitował, więc nie obdarzył mnie jakąś cięta ripostą. Stałem patrząc się na nią jak skończony idiota. Ch*lera, co ona teraz musi sobie myśleć…
- Wybacz – mruknąłem niechętnie, po dość dłuższym czasie milczenia. Tym razem ona wygrała rundę Króla Ciszy, następnym razem ja ją wygram, o ile nadarzy się okazja. Jak należy zaczekałem, aż wadera odejdzie, jednak ta jak na złość nie zamierzała się nigdzie ruszać. Nie miałem wyboru – siedziałem i czekałem. Jestem ciekaw ile puszystych oraz tłustych królisiów przekicało przez łąkę. Bolało mnie to, że nie mogłem być teraz z nimi i ganiać za jednym z nich, a w brzuchu dalej burczy.
- Nie masz nic lepszego do zajęcia?
- Może i mam.
- To nie możesz iść się nim zająć?
- A nie możesz ty pierwszy zająć się swoimi. Słyszę, że twój kolega bardzo się niecierpliwi – powiedziała uszczypliwie, wskazując na brzuch. Zaśmiałem się ironicznie. Co za bezczelność… Jestem ciekaw jak Percy wytrzymał z nią tyle czasu.
- To są moje sprawy i mogą poczekać, a ty na pewno masz coś lepszego do roboty.
- A obmyślałeś taką opcje, że: „Możesz się mylić?” – o Boże, ten sarkastyczny uśmieszek. Nie, Yus. Chociaż…
W tej chwili chyba ją znienawidziłem, ewentualnie polubiłem. Nie wiem, nie mogę tego rozróżnić. Oba są zawsze silne. Nie wypadało mi nic innego poza cierpliwym czekaniem, aż jej się to znudzi, bądź sprawa okaże się pilniejsza, niż mówi oraz za parę minut sobie pójdzie.
**3h później**
Znudzony podniosłem na nią wzrok spod mojej szarej sierści dłuższej na czubku głowy, tworząc swego rodzaju „grzywę”. Ona nadal tak samo chytrze się na mnie patrzyła. W tym momencie mnie oświeciło i wpadłem na genialny pomysł. O tak, to będzie to! Siłą umysłu nakłoniłem roślinność, aby tuż obok mnie wyrosła fioletowa lilia… Delikatnie ją wyrwałem, aby nie uszkodzić łodygi, następnie wręczyłem jej (złośliwie) uśmiechając się:
- Jeśli tak ma to wyglądać, to może pójdziesz za mną na polowanie. Tak, wiem, to jest bardzo romantico, ale to w formie przeprosin, tylko i wyłącznie.
Jako dama nie powinna mi tego odmówić. Chcę dalej grać w tą chorą grę.

<o Lol, Des graj ze mną>

Uwagi: Dlaczego wyrazy składające się na tytuł op. piszesz Caps Lookiem? W niektórych miejscach zapominasz o przecinkach.

środa, 8 lipca 2015

Od Yusuf'a "Wieczór legend" cz.2 (cd. Lithium Vane)

Chciałem jak najciszej otworzyć drzwi z racji, iż to jednak biblioteka i tu cisza powinna być rutyną. Potrzebowałem na lato kiedy zbliża się oto sezon burz przestudiować parę ksiąg, przy blasku świeczki lub ewentualnie księżyca. Nigdy nie przychodziłem w to miejsce, gdyż posiadałam swoje księgi, ale oczywiście, wszystkich nie mogę posiadać. Wiedza na temat ziół była niezbędna przy byciu (sexy) pielęgniarką, nie to tak tylko sobie żartuje. Nie jestem aż takim narcyzem. Nie mam pojęcia dlaczego skradałem się do półki z księgami, ale w połowie drogi ktoś podłożył mi sztylet pod gardło. Ja to mam szczęście. Westchnąłem, jakby do siebie i płynnym ruchem z gracją asasyna przerzuciłem sobie napastnika przez ramię. Nóż trochę zranił mnie w ramię, ale dla mnie taka ranka to tylko draśnięcie. Moim napastnikiem okazała się wadera, a w tej postaci raczej kobieta. Kojarzyłem ją, trochę ją trudno złapać. Taki nie uchwytny wiatr. Zabrałem jej sztylecik, którym mógłbym sobie... Nie ważne.
- No proszę jaki mam łup mimo, że przyszedłem tu po coś innego. Jaki był powód napaści na moją skromną osobę?
- Bezpieczeństwa nigdy nie za wiele - mruknęła poirytowana
- Faktycznie - potwierdziłem jej słowa podając jej dłoń, żeby ją podnieść. Z widoczną niechęcią mi ją podała i pogardliwie na mnie patrząc. Delikatnie, ale jednak dynamicznie postawiłem ją na nogi.
- Mogłeś się tak nie skradać, to było podejrzliwe.
- W bibliotece chyba powinno się tak zachowywać nieprawdaż? Potrzebuję ksiąg o ziołach na poparzenia i porażenia mózgowe, czyli sezonowo burzowe, są tu takie?
Skinęła lekko głową, zaraz utonęła w szafkach i półkach pełnych nieznanych mi lektur i po chwili wróciła z dwoma lekturami w dłoni i warstwą kurzu na kruczo-czarnych włosach.
- Mam wrażenie, że należysz do tej grupy osobników nudzących się przy zbiorowisku liter, wiekowości i kurzu.
- To masz złe wrażenie. Uwielbiam książki.
Mruknęła coś do siebie niewzruszona moją odpowiedzią. Wzruszyłem tylko ramionami. Ruszyła do wyjścia, lecz ją wyprzedziłem i jak na mężczyznę przystało otworzyłem damie drzwi.
- Masz ochotę na drobne ognisko?
- Hmm. Jeśli pozwolisz mi chociaż połowę lektury przeczytać, to bardzo chętnie.
Skinęła głową w porozumieniu, a ja ślepo za nią podążałem. Nie mam się czego bać, bo błagam... Nie jestem, aż taki słaby. Nawet z najgorszych warunków potrafię się wykaraskać. Takie już moje pieprzone szczęście.

<proszę c:> 

Uwagi: LITERÓWKI! "Przerzuciłem" pisz przez "rz". "Nieznanych" piszemy razem. "Po chwili" piszemy osobno. Na przyszłość - opanuj się trochę z tymi komentarzami z typu "sexy".

piątek, 6 marca 2015

Od Yusuf'a "Wyprawa na tereny wrogów" cz.5 (ktoś z wyprawy)

Zmęczony potruchtałem z samego końca grupy do Mida na długich łapach i cholernie chudych. Bardziej przypominały patyki. Wkurzyło mnie, że pobudka nastała tak naglę, a nie tak jak lubię - nudzony przez chłodny wiatr i śpiew ptaków. Eee Yusuf rozmarzyłeś się, teraz masz misję. Ogarnij się.
- Nigdy, ale prze nigdy więcej tak nie rób, rozumiesz? - mruknąłem do niego mimo, że zmęczenie, można było też usłyszeć wkurzenie. To oczywiste. No, ale kur... nie, Yusuf nie przeklinamy... No, ale kto normalny budzi kogoś wrzeszcząc mu prosto do ucha? Tylko przegenialny Mid. Brawa dla niego, za pomysłowość (i głupotę). Rubinowe oczy pozbawione źrenic, były zmrużone. Nie, nie, nie dlatego, że zasypiałem idąc... Wcale. Na pewno. Phi.
- No wyluzuj, słodko spałeś, ale no nie czas na to czyż nie? - przeniósł rozbawiony wzrok na mnie. To nie jest w żadnym stopniu śmieszne, przynajmniej dla mnie. Reszty też, bo poza nim nikt się nie śmiał.
- Mogłeś zrobić, to delikatnie lub chociaż dyskretniej, a nie drzesz japę na okrąg o średnicy STU KILOMETRÓW - warknąłem, a ostanie słowa to już w ogóle zaakcentowałem tak wyraźnie, że o ja pierdziele.
- Jak ja uwielbiam kiedy się denerwujesz... - parsknął idąc zadowolony z siebie, przy okazji zmieniając temat.
- Mów do niego, a on i tak swoje! - fuknąłem i obrażony poszedłem do Rafael'a. Kiedy dowiedziałem się, że jest partnerem Kii, poczułem rozdarte zazdrości, bo czemu by nie? Podobała mi się? Eee trochę, ale nie będę się pchał, bo mnie odrzuci. Życie... Życie jest nowelą, coś tam coś nie pamiętam dalej. Zacząłem z nim luźną pogawędkę, na temat wyprawy, potem watahy, wader w końcu Kii.
- Ech, jest cudowna - westchnął patrząc na prowadzącą grupę złotą waderę.
- Nie zamierzam przeczyć - powiedziałem spokojnie, chowając zachwyt, bo by mi się dostało za niego, chyba. Nie wiem czy ten basior był by w stanie, mi coś zrobić. W każdym razie nie chcę, aby ktoś czuł do mnie urazę za taką błahostkę. W sumie jest tu tyle wader, masakrycznie dużo. Do wyboru, do koloru... Basiorów zresztą też, ale mniej.
- Dobra przestań, przepraszam - pociągnął mnie ktoś z ogromną siłą w bok i stanął, a ja w końcu mogłem ustalić kto mi przerwał rozmowę. Pff, któż by inny? Szary wilk z rogami patrzył na mnie błagalnym wzrokiem, mógłbym go trochę pomaltretować, ale już mi się nie chce.
- I co jutro wylejesz na mnie lodowatą wodę? Huh? - spytałem ironicznie - Nie dzięki, postoję.
- Obiecuje, to już się nie powtórzy - jęknął. Może mu zależało na mnie tylko dlatego, że oboje jesteśmy z zakonu. Tego nie wiem, ale mogę przecież to przypuszczać, Nikt mi nie broni myśleć.
- Meh, niech ci będzie - prychnąłem poirytowany i wyrwałem się z jego silnego objęcia i wymachują kościstym tyłkiem ruszyłem dalej. Kościsty tyłek cooo... Nie no w sumie racja było widać każdą możliwą kość o mnie. Bywa. Urok Percy'ego chyba za bardzo uwziął się na moją postać, bo bolało mnie to, że moje staranie zrobione pojedyncze warkoczyki na piersi były rozmemłane. Westchnąłem głośno.
- Co jest? - spytał Mid.
- Nic, a ma coś być? - zadąłem pytanie unosząc brew.
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie - zwrócił mi uwagę.
- Znawca się znalazł - prychnąłem śmiechem. Za to zostałem lekko pchnięty w bok i niechcący poleciałem na Patty. Przeprosiłem ją za to, a ona odpowiedziała:
- K**wa, patrz gdzie leziesz, cioto.
Miła grupka co nie? W odpowiedzi sam poleciałem na asasyna też powodując, że przesunął się o parę kroków

<prosz >.< > 

Uwagi: "Pobudka" piszemy przez "u". "Na pewno" piszemy osobno. Wyraz "zierenic" piszemy zupełnie inaczej, bo przez "ź"... Po znakach interpunkcyjnych używamy Spacji, to samo się tyczy "...". Wyraz "dyskretniej" nie posiada w sobie dwóch "t". "Błahostkę" piszemy przez samo "h". "Pojedynczy" piszemy przez "n". "Niechcący" piszemy razem. Dużo literówek. ZA DUŻO PRZEKLEŃSTW.

środa, 18 lutego 2015

Od Yusuf'a "Witam i przepraszam" cz.6 (cd. Vanderus)

- Vanderus... Nie panikuj, to tylko nie zbyt poważna ranka na łapie - może z "ranką" przesadziłem, no ale bez przesady. Nie umierałem, jeszcze - Rano się przejdę do lekarza. Poza tym jak tu się znalazłaś?
- Eee... Ymm, no ja chyba lunatykowałam - odwróciła wzrok.
- Z tego co wiem to zły objaw - mruknąłem, a potem wpadłem na dosyć dobry pomysł. Zrobiłem miejsce na legowisku dla wadery - Możesz spać ze mną. Przypilnuję, abyś już dziś nikogo więcej nie odwiedziła.
Wadera długi czas zastanawiała się szurając łapą po ziemi.
- To jak? - spytałem, aby ją wyrwać z tego stanu.
Wadera bez żadnej odpowiedzi położyła się obok. Uśmiechnąłem się lekko, a potem jeszcze objąłem łapą przytulając, aby w chłodną noc nie zmarzła jeszcze bardziej niż swoją wędrówką, do mojej jaskini. Wadera na początku trochę się wierciła, potem się uspokoiła, bo usnęła. Wsłuchałem się w jej rytmiczne oddychanie i jak utulony przez kołysankę wpadłem w objęcia morfeusza, po same uszy.
***
Mruknąłem coś niezrozumiałego, nadal błądząc w pół śnie do osoby, która energicznie mną potrząsała.
- Yusuf! Wstawaj do ch*olery! - wrzasnęła Vand. Wstałem jak petarda.
- Co? Co? Gdzie wojna?! - spytałem zdezorientowany i instynktownie wyjąłem odkryte ostrze. Dopiero z opóźnieniem dotarło do mnie, że była to ów stojąca przede mną wadera z grymasem niezadowolenia. Pokuśtykałem do niej.
- Masz iść do lekarza - rozkazała. W tej samej chwili przypomniało mi się to, co mi mówił wczoraj Mid, że na razie nie ma lekarza, tylko i wyłącznie pielęgniarka się ostała, bo Kii zrobiła tak jakby "czyszczenie magazynów".
- Wedle twojego uznania - skłoniłem się elegancko i na trzech łapach doszedłem do wyjścia, przy pomocy Vanderus. Po bardzo długim czasie doszliśmy do celu. Biała wadera jakby już odruchowo, poszła po wodę, alkohol (nie, nie do picia), gazy i bandaże. W mgnieniu oka miałem już bandaż na łapie. Alkohol nawet, już zakręcony pod biało-czerwoną tkaniną piekł na ranie, ale mimo to czułem się o niebo lepiej.
- Dziękuję - wstałem i pod uważnym okiem obu pań wyszedłem z tak jakby izby przyjęć.
- I co mówiłam, że pomoże, ha? - powiedziała dumnie czarna wadera.
- Tutaj się z tobą nie zgodzę, nic takiego nie mówiłaś, ha? - rzekłem uszczypliwie z bezczelnym uśmiechem.

<Vand XD?> 

Uwagi: "Poza tym" piszemy razem. "Ocięcia morfeusza" jakie ocięcia? Chyba "objęcia". "Dziękuję" ma na końcu "ę".

sobota, 14 lutego 2015

Od Yusuf'a "Witam i przepraszam" cz. 4 (cd. chętny)

Wadera kiwnęła tylko głową.
- Zastanowię się nad tym, potem dam wam znać - powiedziała poważnie. Posłałem jej lekki uśmiech, po czym spojrzałem na Mida.
- Mam wrażenie, że nasza Alfa ma ciekawsze zajęcie niż zawracanie sobie głowy nami - rzekłem.
- Może i faktycznie - przyznał mi racje basior.
- Najmocniej przepraszam za stracony na nas czas - skłoniłem się jej znowu, następnie odszedłem na pewną odległość. Mid jeszcze coś tłumaczył Kii i dopiero po chwili do mnie dołączył.
- Mam cię oprowadzić, opowiedzieć co się tu mniej więcej dzieje, powiedzieć o znanych mi wilkach i całej masie innych rzeczy - uśmiechnął się basior.
- No cóż, zaczynaj - wzruszyłem ramionami.
***
- I zapomniałbym: z tych wszystkich wolnych jaskiń jakie widziałeś wybierz jedną na swoją - powiadomił mnie jeszcze "brat". Kiwnąłem głową ze zrozumieniem i rzuciłem mu jeszcze przez bok pożegnanie. Miałem na oku już jedną wybitnie wysoko znajdującą się jaskinie nad poziomem morza. Cienka warstwa śniegu, ku mojemu nieszczęściu zostawiała ślady. Chyba nikt jeszcze nie zauważył, że przebiłem sobie łapę i krwawię. Nie pozwalałem sobie kuleć wytrwale doszedłem do wyznaczonego miejsca i tam zająłem się łapą. Miałem w niej mały kołek zawinięty w co... pergamin? Albo papier? Nie wiem, w każdym razie mało ważne. Z syknięciem go wyjąłem, a z rany wylała się ciepła krew. Zlizałem ją i czekałem moment, aż zakrzepnie. W miedzy czasie próbując odczytać cokolwiek z niewyraźnego, zaplamionego skrawka pisma. Po jakimś czasie zrezygnowałem i postanowiłem że tym zajmę się rano. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Nawet nie wiem o czym śniłem.

<wybacz, ale musiałam odpisać XD zrobi Yusuf'owi ktoś Ranne Ptaki XD Mid? Kii? Ktoś? XD?> 

Uwagi: Literówkiiii... "Cienka" piszemy przez "en". "Nie zauważył" piszemy osobno. Nie piszemy "aż się zakrzepi", tylko "aż zakrzepnie".

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Yusuf'a "Witam i przepraszam bardzo" cz. 1 (cd. Midnight lub Kiiyuko)

Był słoneczny dzień złote liście poopadały na ulice, a ja miałem do wykonania przechwyt. Super. Mój biały płaszcz w sumie trochę już ubrudzony. Powiewał na chłodnym wietrze. O, mam cel. Normalnym krokiem podszedłem do blondyna z prostymi włosami długości chyba jakoś jak ja. Wybierał jabłka ze straganu. Mhm to na pewno on. Szybko sięgnąłem do jego kieszeni, wyjąłem jakieś zawiniątko i szybszym krokiem sobie poszedłem, myśląc, że tego nie zauważył. Skręciłam do uliczki między kamienicami. A ktoś mnie przygwoździł do ściany, był to ten sam mężczyzna. Jak to, przecież jestem najlepszym złodziejem! Jak mógł poczuć?!
- Co ty sobie myślałeś?! - krzyknął.
- A bo ja wiem - uśmiechnąłem się wzruszając ramionami. Naglę na jego szyi zauważyłem znamię, miałem takie samo. Hmm... A jeśli? Nawet głupi nie jest, więc może...
- Gadaj, albo pożegnasz się z życiem - warknął i wyciągnął pistolet, którego wcześniej nie zauważyłem.
- Nie tylko ty masz takie cacko - zaśmiałem się odpychając go od siebie i sam pokazałem mu pistolet - Należysz do zakonu?
Stał moment z otwartą buzią. No tak, zwykły człowiek nie wie kim jesteśmy, w przeciwności do templariuszy i innych ludzi z bronią. Wyjął miecz.
- Spokojnie nie jestem templariuszem - uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Udowodnij - warknął.
Pokazałem znak zakonu na mieczu. Łączył moment wątki, ale zaraz znowu powrócił jego wrogi wyraz twarzy.
- Mogłeś go ukraść - nie zmieniał tonu.
- Ugh, ale ty uparty - westchnąłem i odsunąłem trochę koszule ukazując moje inicjały i znak assassynów na obojczyku. Złagodniał, schował miecz i pistolet.
- No to witam bracie - powiedział już normalnie.
- Witam i przepraszam bardzo za to - odpowiedziałem oddając mu jego własność - pomyliłem cię, wybacz.
- Zapewne jakaś misja, rozumiem - powiedział uśmiechając się. Odetchnąłem z ulgą. Po chwili zastanowienia spytał się mnie - Czy ty też umiesz tak?
Nie zdążyłem zapytać co, a on był już w postać białego wilka ze skrzydłami. Matko Boska, nie jestem sam! Zaśmiałem się i również zamieniłem się w nie wiem psa? Wilka?
- Tak umiem.
- No to cóż mam do ciebie propozycje - uśmiechnął się - Chodź!
Nie zdążyłem zapytać co, a on już ruszył biegiem w kierunku obrzeży miasta, nie miałem wyjścia, pobiegłem za nim. Trzymałem się tuż za nim. Ludzie odsuwali się krzycząc "Hycla!" albo "Co za paskudne bestie!".
- Idioci - prychnąłem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - dodał.
- Co chcesz mi pokazać zaproponować czy co tam? - spytałem się w pośpiechu.
- Zobaczysz sam - rzucił przez ramie.
***
Po godzinie biegania i sprintowania dotarliśmy do drzewa, na którym były pomarańczowe liście, może by to nie było nic nie zwykłego gdyby nie to, że powinny one już dawno opaść, a one nadal uporczywie trzymały się drzewa, zaciekawiony, zerwałem jednego, a drzewo zaskrzypiało. Ups. To chyba magiczne drzewo.
- Zostaw, to je boli - powiedziała wadera wychodząca zza drzewa.
- Kiiyuko - powiedział basior i schylił głową, naśladując go zrobiłem to samo.
-Nie wiedziałem - powiedziałem cicho w swojej obronie.
- Zauważyłam - powiedziała - Mid, mogę wiedzieć czemu przyprowadziłeś tutaj tego wilka?
- Chciałbym, aby dołączył - powiedział poważnie.
Aby dołączył do czego? A dobra, już wiem.
- Ja też - dodałem.
- Hmm niech się zastanowię-mruknęła okrążając mnie, na pewno mnie oceniała.

<Kii? Mid?>