- Śpij. -Powiedział basior głębokim, spokojnym głosem.
Podniosłam głowę by dostrzec wilka, który zlitował się nad moim marnym istnieniem.
Nic. Moje oczy były zbyt wyczerpane.
- Dziękuję... - powiedziałam słabo i opadłam w ciemną nicość.
Od tak długiego czasu nie miałam snów, wirowałam tylko w ciemnym
bezruchu i próbowałam wyrwać się z tego nieruchomego świata. Otworzyłam
gwałtownie oczy, obraz zaczynał nabierać kształtów i kolorów. Moim oczom
ukazał się wysoki basior.
- Gdzie jestem? - zapytałam cicho i zwinęłam się w kłębek.
- W bezpiecznym miejscu. - powiedział cicho.
Powoli próbowałam podnieść się z miękkiej leży, na którą bez wątpienia przyniósł mnie basior.
- Lepiej jeszcze nie wstawaj. - usłyszałam głos samca.
- Kim jesteś? Z kim mam przyjemność? - zapytałam ze zmęczeniem.
- Tsume. - szybko powiedział basior.
<Tsume ?>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katiko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katiko. Pokaż wszystkie posty
środa, 30 lipca 2014
Od Katiko "Moje nowe życie cz.2" (cd. Onurix)
Podnoszę się z brudnej, mokrej ziemi by znów podążać przez niegościnny i
nie chcący mnie już świat. Czas biegnie powoli by mógł stopniowo i bez
pośpiechu zadawać mi ból.
Znów upadam, moje łapy błądzą w wilgotnym podłożu. Próbuje podnieść swoje zmizerniałe i wychudłe ciało, ale tylko pogarszam nagły atak choroby.
Otwieram oczy by móc coś zobaczyć. Nic. Tylko zamazane, drżące kształty przyprawiające mnie o torsje.
Zamykam oczy. Na tle ciemności tańczą w szaleńczych drganiach jasne refleksy światła. Znów opadam na dno, na peryferie wszechświata, by zmieszać się z resztą nic nie znaczącego pyłu, pyłu przeszłości.
Ból odchodzi jak zrezygnowany morderca dzierżąc w swych szponach moją mękę. Zastygam w bezruchu, ostatnia fala choroby przechodzi moje ciało i zostawia samą, zupełnie samą.
Czuje zapach mokrego mchu, wrzosów oraz gęstych krzaczków jagód i coś jeszcze. Tak.. coś znajomego.
Czuje woń wilka.
Słyszę, że nadchodzi, ale nie mam siły wstać, nie mam siły nawet lekko się poruszyć. Widzę czarne skrzydła, próbuję coś jeszcze dostrzec ale to nie możliwe mój wzrok jest już za bardzo wyczerpany.
<Onurix, odpiszesz?>
Znów upadam, moje łapy błądzą w wilgotnym podłożu. Próbuje podnieść swoje zmizerniałe i wychudłe ciało, ale tylko pogarszam nagły atak choroby.
Otwieram oczy by móc coś zobaczyć. Nic. Tylko zamazane, drżące kształty przyprawiające mnie o torsje.
Zamykam oczy. Na tle ciemności tańczą w szaleńczych drganiach jasne refleksy światła. Znów opadam na dno, na peryferie wszechświata, by zmieszać się z resztą nic nie znaczącego pyłu, pyłu przeszłości.
Ból odchodzi jak zrezygnowany morderca dzierżąc w swych szponach moją mękę. Zastygam w bezruchu, ostatnia fala choroby przechodzi moje ciało i zostawia samą, zupełnie samą.
Czuje zapach mokrego mchu, wrzosów oraz gęstych krzaczków jagód i coś jeszcze. Tak.. coś znajomego.
Czuje woń wilka.
Słyszę, że nadchodzi, ale nie mam siły wstać, nie mam siły nawet lekko się poruszyć. Widzę czarne skrzydła, próbuję coś jeszcze dostrzec ale to nie możliwe mój wzrok jest już za bardzo wyczerpany.
<Onurix, odpiszesz?>
środa, 2 lipca 2014
Od Katiko "Sprzeciwić się śmierci... cz.1" (c.d. chętny basior)
Podążałam powoli przez tereny stada. Nie miałam co z sobą zrobić. Moje ostatnie tygodnie były ciężkie, byłam osłabiona a moje łapy ledwo unosiły moje wychudzone ciało. Choroba zmogła mnie i toczyła jak czerw toczy suche drzewo.
Podniosłam wzrok, moim oczom ukazał się mglisty las. Usiadłam ze zrezygnowaniem i wpatrzyłam się w pustkę.
Mój oddech przeszywał cichy szelest moich zmęczonych płuc. Zaległam na ciepłej trawie i zagłębiłam się w moich myślach.
Już tak dawno nie szukałam nawet najmniejszego kontaktu z żadnym wilkiem, trwałam w bezczynnym, stabilnym, moim zamglonym świecie. Wśród obcych działałam jak zepsuty automat wydając z siebie tylko potaknięcia i zaprzeczenia. Tylko tyle mogłam z siebie dać ? Byłam sama na siebie zła ale nie miałam siły nawet się teraz podnieść.
Moje ciało było zmęczone, zmęczone chorobą, pogodą i samą mną.
Nie mogłam jeść, nie mogłam nawet się zmusić by wziąć coś do pyska a co mówić o upolowaniu czegoś, nie miałam szans nawet znaleźć zepsutej padliny.
Zwinęłam się w kłębek i zanurzyłam się w moich myślach. Wypominałam sobie cały czas to, że gdy miałam siłę i mogłam żyć bez strachu nie robiłam tego. Teraz wiedziałam już, że to błąd.
Choroba mnie wykańczała, skurcze brzucha przeszywały mnie tworząc dreszcze na moim karku, moja klatka piersiowa podnosiła się w miarowym, płytkim, świszczącym oddechu a łapy zmęczone nawet unoszeniem mojego ciężaru przechodził chłodny ból.
Skrzywiłam się i przyjęłam kolejny atak choroby ze zrezygnowaniem.
Nie miałam już siły jej stawiać oporu, próbowałam wszystkiego, wszystkich leków, ziół. Zrezygnowałam, poddałam się.
Czy tak się to skończy? - zapytałam sama siebie w myślach.
To dość żałosny koniec, ale czy koniec może być żałosny, czy może być straszny, zasłużony. Koniec to koniec, koniec tego świata, koniec nas, koniec naszych zmysłów, koniec cierpienia, radości, miłości, bólu.
A więc czy koniec może mieć jakiś oddźwięk, czy może być pozytywny lub negatywny ? Jeżeli zakańczają się nasze dobre i złe przeżycia, dobre i złe uczucia, emocje to koniec jest neutralny, obojętny, nie opowiadający się za żadną z naszych wyimaginowanych stron.
Kolejny atak bólu przeszył moja klatkę piersiową jak zatruta strzała. Otworzyłam oczy i przechyliłam głowę tak by móc zobaczyć pokryty mgłą las.
Jasny opar mgły otulał wszystko co znajdowało się w lesie sprawiając wrażenie bezpieczeństwa i osłonięcia przed całym światem. Niedługo zostanę tu na zawsze by liście wzięły moje ciało a mgła przykryła moje mizerne resztki.
Nagle do moich uszu doszedł dźwięk kroków, drgnęłam, nie miałam siły uciekać, poddałam się. Dźwięk łap uderzających o leśne podszycie wzbierał a na tle mgły zaczęła rysować się sylwetka wilka. Zamknęłam oczy nie chciałam już wiedzieć, nie chciałam widzieć, zamknęłam się w sobie i czekałam.
<Jakiś basior?>
Podniosłam wzrok, moim oczom ukazał się mglisty las. Usiadłam ze zrezygnowaniem i wpatrzyłam się w pustkę.
Mój oddech przeszywał cichy szelest moich zmęczonych płuc. Zaległam na ciepłej trawie i zagłębiłam się w moich myślach.
Już tak dawno nie szukałam nawet najmniejszego kontaktu z żadnym wilkiem, trwałam w bezczynnym, stabilnym, moim zamglonym świecie. Wśród obcych działałam jak zepsuty automat wydając z siebie tylko potaknięcia i zaprzeczenia. Tylko tyle mogłam z siebie dać ? Byłam sama na siebie zła ale nie miałam siły nawet się teraz podnieść.
Moje ciało było zmęczone, zmęczone chorobą, pogodą i samą mną.
Nie mogłam jeść, nie mogłam nawet się zmusić by wziąć coś do pyska a co mówić o upolowaniu czegoś, nie miałam szans nawet znaleźć zepsutej padliny.
Zwinęłam się w kłębek i zanurzyłam się w moich myślach. Wypominałam sobie cały czas to, że gdy miałam siłę i mogłam żyć bez strachu nie robiłam tego. Teraz wiedziałam już, że to błąd.
Choroba mnie wykańczała, skurcze brzucha przeszywały mnie tworząc dreszcze na moim karku, moja klatka piersiowa podnosiła się w miarowym, płytkim, świszczącym oddechu a łapy zmęczone nawet unoszeniem mojego ciężaru przechodził chłodny ból.
Skrzywiłam się i przyjęłam kolejny atak choroby ze zrezygnowaniem.
Nie miałam już siły jej stawiać oporu, próbowałam wszystkiego, wszystkich leków, ziół. Zrezygnowałam, poddałam się.
Czy tak się to skończy? - zapytałam sama siebie w myślach.
To dość żałosny koniec, ale czy koniec może być żałosny, czy może być straszny, zasłużony. Koniec to koniec, koniec tego świata, koniec nas, koniec naszych zmysłów, koniec cierpienia, radości, miłości, bólu.
A więc czy koniec może mieć jakiś oddźwięk, czy może być pozytywny lub negatywny ? Jeżeli zakańczają się nasze dobre i złe przeżycia, dobre i złe uczucia, emocje to koniec jest neutralny, obojętny, nie opowiadający się za żadną z naszych wyimaginowanych stron.
Kolejny atak bólu przeszył moja klatkę piersiową jak zatruta strzała. Otworzyłam oczy i przechyliłam głowę tak by móc zobaczyć pokryty mgłą las.
Jasny opar mgły otulał wszystko co znajdowało się w lesie sprawiając wrażenie bezpieczeństwa i osłonięcia przed całym światem. Niedługo zostanę tu na zawsze by liście wzięły moje ciało a mgła przykryła moje mizerne resztki.
Nagle do moich uszu doszedł dźwięk kroków, drgnęłam, nie miałam siły uciekać, poddałam się. Dźwięk łap uderzających o leśne podszycie wzbierał a na tle mgły zaczęła rysować się sylwetka wilka. Zamknęłam oczy nie chciałam już wiedzieć, nie chciałam widzieć, zamknęłam się w sobie i czekałam.
<Jakiś basior?>
czwartek, 6 lutego 2014
Cd. Katiko "Będziemy.. parą? cz.2." (cd. Vane)
W lesie zaczepił mnie Vane. Nie zwróciłam na niego szczególnej uwagi i
zajmując się swoimi sprawami, w zamyśleniu udałam się dalej tam gdzie
mnie łapy niosły.
Czego on ode mnie chciał? Przecież nawet go dobrze nie znałam. Powoli odchodziłam z pola widzenia wilka i kierowałam się na wrzosowiska. Chciałam oddać się swoim myślom i w spokoju i samotności rozważyć parę kwestii.
Moje myśli daleko odeszły już od Vena i zagłębiłam się w inną stronę gdy nagle zza drzew wyłoniła się postać wilka i usłyszałam krzyki. Wilk nie zaprzestał akcji.
- Katiko, Katiko, stój!
Odwróciłam się i obrzuciłam basiora wymownym spojrzeniem.
Wilk uśmiechnął się do mnie i rzekł:
- To dla ciebie. - Podał mi piękną żółtą różę i spojrzał mi prosto w oczy.
Odwróciłam wzrok od natrętnego samca ale nie wiedziałam co powiedzieć.
Nawet nie znałam dobrze tego basiora!
Widzieliśmy się może parę razy a przy tej okazji wymieniliśmy parę krótkich rozmów o pokroju "pogawędki o pogodzie".
Przyjęłam różę od wilka.
- To mój ulubiony kolor, ale ...- Zatrzymałam się i spojrzałam na kwiat. Nie wiedziałam co mogę powiedzieć.
Przez chwilę nie odzywaliśmy się do siebie a las rozbrzmiewał tylko głosem ptaków.
Nagle Vane niespodziewanie zbliżył się do mnie i pocałował mnie. Jego wargi dotknęły moich a łapa objęła mnie delikatnie.
Wbiłam pazury w jego pierś i odepchnęłam się ale wilk nie przestawał.
Coś powoli się stało. Nawet nie poczułam jak stopniowo chowałam pazury i teraz opierałam łapę o jego pierś. Mój ogon dotknął jego ogona.
Powoli wilk przestał i teraz patrzyłam na niego oniemiałymi oczami zarumieniona jak diabli. Przynajmniej futro chroniło mnie przed jego wzrokiem.
- Teraz ci się podoba ? -Zapytał wilk spoglądając na mnie.
-Hmmrf. - Odchrząknęłam i odwróciłam wzrok od samca zagryzając zęby.
Vane zbliżył się do mnie.
-Wrrrrrrrry!!! Nie podchodź. Jeżeli podejdziesz to się rozmyślę a jeżeli się rozmyślę zakończysz swój żywot właśnie tu z roztrzaskanym łbem. - Warknęłam
Powoli zażenowanie ustąpiło i staliśmy dalej w głuchym milczeniu. Z jednej strony nie wyobrażałam sobie, że można zrobić coś takiego ale z drugiej coś we mnie pękło i przy pocałunku... nie wiedziałam nawet co pomyśleć.
Odwróciłam głowę. Wilk nadal patrzył na mnie wyczekująco.
- Słuchaj... Vane. Nie wiem co myśleć. Nawet przecież się dobrze nie znamy... - Zatrzymałam się. Nie mogłam zklecić nawet dalszej odpowiedzi.
<Vane? Uważaj na siebie. Potrafię się wściec. ;3>
Czego on ode mnie chciał? Przecież nawet go dobrze nie znałam. Powoli odchodziłam z pola widzenia wilka i kierowałam się na wrzosowiska. Chciałam oddać się swoim myślom i w spokoju i samotności rozważyć parę kwestii.
Moje myśli daleko odeszły już od Vena i zagłębiłam się w inną stronę gdy nagle zza drzew wyłoniła się postać wilka i usłyszałam krzyki. Wilk nie zaprzestał akcji.
- Katiko, Katiko, stój!
Odwróciłam się i obrzuciłam basiora wymownym spojrzeniem.
Wilk uśmiechnął się do mnie i rzekł:
- To dla ciebie. - Podał mi piękną żółtą różę i spojrzał mi prosto w oczy.
Odwróciłam wzrok od natrętnego samca ale nie wiedziałam co powiedzieć.
Nawet nie znałam dobrze tego basiora!
Widzieliśmy się może parę razy a przy tej okazji wymieniliśmy parę krótkich rozmów o pokroju "pogawędki o pogodzie".
Przyjęłam różę od wilka.
- To mój ulubiony kolor, ale ...- Zatrzymałam się i spojrzałam na kwiat. Nie wiedziałam co mogę powiedzieć.
Przez chwilę nie odzywaliśmy się do siebie a las rozbrzmiewał tylko głosem ptaków.
Nagle Vane niespodziewanie zbliżył się do mnie i pocałował mnie. Jego wargi dotknęły moich a łapa objęła mnie delikatnie.
Wbiłam pazury w jego pierś i odepchnęłam się ale wilk nie przestawał.
Coś powoli się stało. Nawet nie poczułam jak stopniowo chowałam pazury i teraz opierałam łapę o jego pierś. Mój ogon dotknął jego ogona.
Powoli wilk przestał i teraz patrzyłam na niego oniemiałymi oczami zarumieniona jak diabli. Przynajmniej futro chroniło mnie przed jego wzrokiem.
- Teraz ci się podoba ? -Zapytał wilk spoglądając na mnie.
-Hmmrf. - Odchrząknęłam i odwróciłam wzrok od samca zagryzając zęby.
Vane zbliżył się do mnie.
-Wrrrrrrrry!!! Nie podchodź. Jeżeli podejdziesz to się rozmyślę a jeżeli się rozmyślę zakończysz swój żywot właśnie tu z roztrzaskanym łbem. - Warknęłam
Powoli zażenowanie ustąpiło i staliśmy dalej w głuchym milczeniu. Z jednej strony nie wyobrażałam sobie, że można zrobić coś takiego ale z drugiej coś we mnie pękło i przy pocałunku... nie wiedziałam nawet co pomyśleć.
Odwróciłam głowę. Wilk nadal patrzył na mnie wyczekująco.
- Słuchaj... Vane. Nie wiem co myśleć. Nawet przecież się dobrze nie znamy... - Zatrzymałam się. Nie mogłam zklecić nawet dalszej odpowiedzi.
<Vane? Uważaj na siebie. Potrafię się wściec. ;3>
piątek, 31 stycznia 2014
Cd. Kaitko "Nowa znajomość cz.3" (cd. Picallo)
Przez chwilę milczeliśmy. Ciszy nie przerwał nawet głośny oddech lecz
nasze oczy się spotkały. Niebieskie ślepia owiodły mnie wesołym
spojrzeniem i spotkały się z zielenią moich. Nagle ciszę przerwała rozmowa, a my wpadliśmy sobie w słowo
- Sorry... Mów pierwsza. - powiedział Picallo i wbił we mnie wzrok.
- No cóż, chciałam powiedzieć, że miło mi Cię poznać i zaproponować spacer. Dasz się zaprosić? -
- Zapytałam z łobuzerskim uśmieszkiem
Chciałam go lepiej poznać, na razie był jedynym wilkiem jakiego spotkałam oprócz przywódczyni w tym stadzie. Wszyscy omiatali mnie dziwnym spojrzeniem i nie kwapili się do rozmowy. Może potrzebowali czasu?
Wilk spojrzał na mnie i podszedł w moim kierunku. Wstałam i zeskakując z kamienia jednym susem znalazłam się u podnóża wodospadu. Wilk spojrzał przed siebie i rzekł:
<Picallo? Przepraszam za opóźnienie.>
- Sorry... Mów pierwsza. - powiedział Picallo i wbił we mnie wzrok.
- No cóż, chciałam powiedzieć, że miło mi Cię poznać i zaproponować spacer. Dasz się zaprosić? -
- Zapytałam z łobuzerskim uśmieszkiem
Chciałam go lepiej poznać, na razie był jedynym wilkiem jakiego spotkałam oprócz przywódczyni w tym stadzie. Wszyscy omiatali mnie dziwnym spojrzeniem i nie kwapili się do rozmowy. Może potrzebowali czasu?
Wilk spojrzał na mnie i podszedł w moim kierunku. Wstałam i zeskakując z kamienia jednym susem znalazłam się u podnóża wodospadu. Wilk spojrzał przed siebie i rzekł:
<Picallo? Przepraszam za opóźnienie.>
wtorek, 7 stycznia 2014
Od Katiko "Nowa znajomość cz.1" (cd. Picallo)
Siedziałam przy wodospadzie, lekka bryza owiewała mi kufę.
Słońce tworzyło różnokolorowe refleksy na wodzie i rozgrzewało spragnioną ziemię. Był ranek, początek dnia, wiatr przyniósł świeżą woń żywicy i kory.
Włożyłam łapy do wody i przeciągając się rozłożyłam sennie na głazie gęsto obrośniętym suchym, zielonym mchem.
Poranna mgła, która toczyła się z nad łąk przyniosła rosę, kamień na którym siedziałam okrył się wilgocią.
Trawy zrzucały z siebie noc powoli wstając z ziemi.
Wszystko żyło.
Patrzyłam w toń wody i na wpadający do niej chłodny wodospad, kotłował się i walczył o przetrwanie wpadając gwałtownie do tak spokojnej rzeki.
Słyszałam jak las budził się do życia
Nagle nieznajomy zapach wyrwał mnie z zamyślenia.
Nieznana mi woń przybrała lekką sylwetkę i jasno brązową barwę.
Ciemna postać zbliżała się powoli i słyszałam tylko uderzanie jej pazurów o ziemie. Zmrużyłam oczy i przyjrzałam się uważnie nadchodzącemu wilkowi.
Z mgły wyłonił się basior o jasno brązowym furze i lekkim chodzie. Gdy ujrzał mnie siedzącą przy wodospadzie wyraźnie było widać, że nie spodziewał się tu żadnego wilka o tej porze.
-Witaj? - uśmiechnęłam się do nieznajomego. - Nie znamy się prawda ? - zagadnęłam wilka I zmierzyłam go uważnym wzrokiem. Basior wyglądał na dość sympatycznego i dowcipnego.
Wilk rozejrzał się dookoła a potem wbił we mnie niebieskie oczy osadzone na długim pysku i rzekł:
<Picallo? Zechcesz dokończyć?>
Słońce tworzyło różnokolorowe refleksy na wodzie i rozgrzewało spragnioną ziemię. Był ranek, początek dnia, wiatr przyniósł świeżą woń żywicy i kory.
Włożyłam łapy do wody i przeciągając się rozłożyłam sennie na głazie gęsto obrośniętym suchym, zielonym mchem.
Poranna mgła, która toczyła się z nad łąk przyniosła rosę, kamień na którym siedziałam okrył się wilgocią.
Trawy zrzucały z siebie noc powoli wstając z ziemi.
Wszystko żyło.
Patrzyłam w toń wody i na wpadający do niej chłodny wodospad, kotłował się i walczył o przetrwanie wpadając gwałtownie do tak spokojnej rzeki.
Słyszałam jak las budził się do życia
Nagle nieznajomy zapach wyrwał mnie z zamyślenia.
Nieznana mi woń przybrała lekką sylwetkę i jasno brązową barwę.
Ciemna postać zbliżała się powoli i słyszałam tylko uderzanie jej pazurów o ziemie. Zmrużyłam oczy i przyjrzałam się uważnie nadchodzącemu wilkowi.
Z mgły wyłonił się basior o jasno brązowym furze i lekkim chodzie. Gdy ujrzał mnie siedzącą przy wodospadzie wyraźnie było widać, że nie spodziewał się tu żadnego wilka o tej porze.
-Witaj? - uśmiechnęłam się do nieznajomego. - Nie znamy się prawda ? - zagadnęłam wilka I zmierzyłam go uważnym wzrokiem. Basior wyglądał na dość sympatycznego i dowcipnego.
Wilk rozejrzał się dookoła a potem wbił we mnie niebieskie oczy osadzone na długim pysku i rzekł:
<Picallo? Zechcesz dokończyć?>
czwartek, 2 stycznia 2014
Od Katiko "Przybycie do stada cz.1" (cd. Kiiyuko)
Pochodzę z daleka. Moje dotychczasowe życie nigdy nie było miłe i radosne.
Nigdy nie poznałam swoich rodziców i swojej przeszłości lecz mogę z pewnością powiedzieć, że miałam szczęście spotykając na swojej drodze pewna watahę, która zmieniła moje życie.
Wędrowałam od wschodu. Zimny wiatr owiewał moje żółte futro i przynosił daleki zapach lasu.
Zmęczona długą wędrówką i bielą gór przysiadłam na skale i patrzyłam na horyzont. Prawie nic nie dostrzegłam. Ciemne kształty rysujące się na tle gór i mgła otulająca ich wierzchołki.
Zatrzęsłam się z zimna i podniosłam się ze śniegu pokrywającego zimne góry.
Ostatni raz spojrzałam na przełęcz dzielącą mnie od dawnego życia i pognałam przed siebie, zbiegając z grzbietu szczytu porośniętego roślinami, które próbowały przetrwać mróz i wywalczyć sobie odrobinę słońca w tej niegościnnej okolicy.
Gdy zestawiłam ostatni krok z górskich turni powoli i z ostrożnością ruszyłam przed siebie.
Niebieski ranek panujący na nizinach przykrył świat gęstym oparem mgły.
Bezszelestnie szłam przed siebie próbując wypatrzeć coś przed sobą.
Nagle niespodziewane moje łapy natrafiły na pustkę i zsunęłam się na polanę wolną od białej płachty mgły.
Obejrzałam się dokoła.
Drzewa pokryte były grubą warstwa śniegu a pod moimi łapami chrzęścił lód.
Nagle zauważyłam lekki ruch i na ścieżkę wyszła biała wilczyca.
Jej biało-czarny kształt zbliżył się do mnie a we mnie wbiło się dwoje oczu, błyszczących radością i rezolutnością.
- Witaj. - powiedziałam niepewnie nie wiedząc czego mam się spodziewać.
- Witaj. - odrzekła wilczyca cały czas dobrze mi się przypatrując.
Weszłaś na tereny Watahy Magicznych Wilków. Czy przychodzisz w dobrych zamiarach? -zapytała cały czas nie spuszczając mnie z wzroku.
Nie odpowiadałam chwilę a potem odrzekłam:
- Tak, jestem nastawiona pokojowo. A na marginesie jestem Katiko, ale i tak wszyscy mówią mi Kati, pochodzę z daleka. -powiedziałam nieco weselej uśmiechając się do wadery.
- Ja jestem Kiiyuko - samica alfa właśnie tej watahy. -powiedziała
- Jakże mi miło, nie wiedziałam z kim mam do czynienia. - powiedziałam i ukłoniłam się lekko
- Ach nie ma sprawy. - roześmiała się Kiiyuko podnosząc moją łapę na przywitanie i uśmiechając się do mnie promiennie.
Pomyślałam czy może nie chciałabyś dołączyć do naszej watahy ? - dodała za chwilę nie przestając się uśmiechać.
- Oczywiście ! - odpowiedziałam czekając na to pytanie i odwzajemniając jej uśmiech.
Zamerdałam ogonem i rzekłam
-Jest mi niezmiernie miło, że zapytałaś.
-To witaj w naszej watasze. A teraz pozwól za mną oprowadzę Cię po naszych terenach i zapoznam z wszystkimi członkami.
<Kiiyuko? Zechciałabyś dokończyć?>
Nigdy nie poznałam swoich rodziców i swojej przeszłości lecz mogę z pewnością powiedzieć, że miałam szczęście spotykając na swojej drodze pewna watahę, która zmieniła moje życie.
Wędrowałam od wschodu. Zimny wiatr owiewał moje żółte futro i przynosił daleki zapach lasu.
Zmęczona długą wędrówką i bielą gór przysiadłam na skale i patrzyłam na horyzont. Prawie nic nie dostrzegłam. Ciemne kształty rysujące się na tle gór i mgła otulająca ich wierzchołki.
Zatrzęsłam się z zimna i podniosłam się ze śniegu pokrywającego zimne góry.
Ostatni raz spojrzałam na przełęcz dzielącą mnie od dawnego życia i pognałam przed siebie, zbiegając z grzbietu szczytu porośniętego roślinami, które próbowały przetrwać mróz i wywalczyć sobie odrobinę słońca w tej niegościnnej okolicy.
Gdy zestawiłam ostatni krok z górskich turni powoli i z ostrożnością ruszyłam przed siebie.
Niebieski ranek panujący na nizinach przykrył świat gęstym oparem mgły.
Bezszelestnie szłam przed siebie próbując wypatrzeć coś przed sobą.
Nagle niespodziewane moje łapy natrafiły na pustkę i zsunęłam się na polanę wolną od białej płachty mgły.
Obejrzałam się dokoła.
Drzewa pokryte były grubą warstwa śniegu a pod moimi łapami chrzęścił lód.
Nagle zauważyłam lekki ruch i na ścieżkę wyszła biała wilczyca.
Jej biało-czarny kształt zbliżył się do mnie a we mnie wbiło się dwoje oczu, błyszczących radością i rezolutnością.
- Witaj. - powiedziałam niepewnie nie wiedząc czego mam się spodziewać.
- Witaj. - odrzekła wilczyca cały czas dobrze mi się przypatrując.
Weszłaś na tereny Watahy Magicznych Wilków. Czy przychodzisz w dobrych zamiarach? -zapytała cały czas nie spuszczając mnie z wzroku.
Nie odpowiadałam chwilę a potem odrzekłam:
- Tak, jestem nastawiona pokojowo. A na marginesie jestem Katiko, ale i tak wszyscy mówią mi Kati, pochodzę z daleka. -powiedziałam nieco weselej uśmiechając się do wadery.
- Ja jestem Kiiyuko - samica alfa właśnie tej watahy. -powiedziała
- Jakże mi miło, nie wiedziałam z kim mam do czynienia. - powiedziałam i ukłoniłam się lekko
- Ach nie ma sprawy. - roześmiała się Kiiyuko podnosząc moją łapę na przywitanie i uśmiechając się do mnie promiennie.
Pomyślałam czy może nie chciałabyś dołączyć do naszej watahy ? - dodała za chwilę nie przestając się uśmiechać.
- Oczywiście ! - odpowiedziałam czekając na to pytanie i odwzajemniając jej uśmiech.
Zamerdałam ogonem i rzekłam
-Jest mi niezmiernie miło, że zapytałaś.
-To witaj w naszej watasze. A teraz pozwól za mną oprowadzę Cię po naszych terenach i zapoznam z wszystkimi członkami.
<Kiiyuko? Zechciałabyś dokończyć?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)