Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shayle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shayle. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lutego 2016

Od Shayle "Dziennik" cz. 2 (cd. Yuki)

 Leżałam sobie właśnie pod krzakiem odpoczywając po dość męczącym dniu, kiedy nagle ktoś wyskoczył zza krzaków, kopnął mnie w głowę i upadł na ziemię. Chyba się o mnie potknął. Wstałam odruchowo i pogładziłam łapą po bolącej głowie. Rzuciłam gniewne spojrzenie w stronę wilka, którym okazała się być Yuki.
- Ał, Yuki, co ty robisz? - wadera wstała, otrzepała się i podniosła jakąś rzecz, którą niosła.
- Nic nie robię, poczułam kogoś i zaczęłam węszyć... A ty co tu robisz?
- Leżałam sobie aż mi przerwano... Dokąd idziesz?
- Emm.. Do nikąd, szukam czegoś - powiedziała i odwróciła się, chcąc odejść.
- A czego? - podeszłam do niej. Wadera przewróciła oczami.
- Takich książek - włożyła pysk do koszyka i wyciągnęła dość sporą księgę.
- Po co ci książki? Idź do biblioteki, może tam znajdziesz coś dla siebie...
- To nie książka - westchnęła. - To jest dziennik. I nie byle jaki...
Yuki zaczęła kartkować dziennik i czytać niektóre fragmenty. Potem zamknęła go, a ja miałam okazję by przyjrzeć się okładce.
- Ten jest trzynasty, i ostatni. Czyli musiały być poprzednie - oznajmiła. A ja coś sobie nagle przypomniałam.
- Wiesz, chyba widziałam kiedyś taką książkę...
- Gdzie?
- Znalazłam taką na granicy Mrocznego Lasu, chyba mam ją w jaskini.
- To na co czekamy? Chodźmy! - powiedziała Yuko, ruszając w stronę jaskini i ciągnąc mnie za sobą.

<Yuki?>

Uwagi: Mroczny Las to nazwa miejsca, więc powinno się ją pisać wielkimi literami.
Nieprawidłowo:
-A czego?- podeszłam do niej.
Prawidłowo:
- A czego? - podeszłam do niej.
Znajdź różnice i zacznij stosować myślniki w wypowiedziach jak należy.

wtorek, 12 stycznia 2016

Od Shayle "Nowa ja" cz. 3 (c.d. Kazuma)

 Zaklęłam cicho pod nosem. Miała rację. Robiło mi się słabo i myślałam, że zaraz się przewrócę. Stanęłam twardo na podłożu i wbiłam pazury w ziemię, aby utrzymać równowagę. Patrzyłam raz w stronę Mrocznego, a raz Zielonego Lasu. Obie opcje są równie niebezpieczne. Ale Mroczny Las jest bliżej. Zerknęłam kątem oka na Kazumę. Jeśli pójdę w stronę Zielonego Lasu, mogę tam nie dojść. A zwijająca się co chwila z bólu wadera mnie tam nie doniesie. Został Mroczny Las. Westchnęłam głęboko. Po chwili okazało się to wielkim błędem, bo wdychanie trujących oparów to nie najlepszy pomysł. Zakaszlałam krótko i ruszyłam w stronę Mrocznego Lasu. Zatrzymałam się jednak po kilku krokach i obejrzałam do tyłu. Nie mogę jej tak zostawić... Opary może nic jej nie zrobią, ale widać, że jest słaba. Nie miałam pewności czy da radę się stąd ruszyć. Chociaż, jak wrócę to mogę nie dać rady dojść do lasu. Po chwili jednak dotarło do mnie, że im więcej się zastanawiam, tym gorzej. Ruszyłam chwiejąc się w stronę wadery i stojąc obok niej odezwałam się lekko drżącym głosem, nie ukrywam, że czułam się w jej towarzystwie nie do końca bezpiecznie.
- Wejdź mi na grzbiet.
- Co?
Zniżyłam się aby mogła wdrapać mi się łatwiej na plecy.
- Wejdź mi na grzbiet, pomogę ci tam dojść - wskazałam ruchem głowy na Mroczny Las. Kazuma patrzyła na mnie chwile, chyba nieco zdziwiona. Po dłuższym zastanowieniu postanowiła jednak wejść na mój grzbiet. Podniosłam się chwiejąc jeszcze bardziej niż wcześniej. Już przedtem nie mogłam utrzymać równowagi, a z waderą na plecach to jeszcze trudniejsze. Wyprostowałam się jednak i chwiejnym krokiem ruszyłam przed siebie. Jakieś dwa metry dalej upadłam. Nie, nie poddam się! Dam radę tam dojść! Ścisnęłam załzawione oczy i wstałam. Z zamkniętymi oczami i wstrzymanym oddechem szłam dalej. Łzy szczypały mnie w oczy. Stawiałam kolejne, niepewne kroki. Myślałam, że zaraz się przewrócę. Przyśpieszyłam z trudem i pognałam przed siebie na oślep. Po krótkiej chwili potknęłam się o coś i przewróciłam. Poczułam jak Kazuma spada z mojego grzbietu i ląduje gdzieś obok. Nie dam rady się teraz podnieść. Leżałam dysząc z zamkniętymi oczami i czekając na śmierć, która nie nadeszła.
****
 Leżałam chyba dobre piętnaście minut, wciąż nie otwierając oczu. Umarłam już? Czy śmierć, nieubłagana, okrutna śmierć, jest... Bezbolesna? Niee, nie możliwe. W końcu odważyłam się spojrzeć na miejsce w którym się obecnie znajdowałam. Był to Mroczny Las. Podniosłam głowę i zaczęłam się rozglądać. Udało mi się! Obejrzałam się za siebie. Znajdowałam się zaledwie trzy metry od granicy Mrocznego Lasu. Blisko było. Przeniosłam wzrok na Kazumę. Patrzyła na mnie marszcząc brwi. Rozejrzałam się czy nie ma za mną, lub obok mnie czegoś co mogło tak skupić jej uwagę. Nic tu nie było. Popatrzyłam na ziemię. Moje łzy, które skapnęły z mojego pyska wsiąkały właśnie w ziemię, wysyłając od siebie słabą poświatę. Gdy wsiąkły całkiem, świat znów odzyskiwał kolory. Właściwie to nawet nie zauważyłam, że wokół mnie cokolwiek się stało, Mroczny Las i tak jest w podobnej kolorystyce. Gdy świat odzyskał barwy popatrzyłam na waderę unosząc brew.
- No co? Mój żywioł.
Kazuma przekrzywiła lekko głowę.
- A polega on na? Nie widziałam nigdy czegoś takiego...
- Nie mam pojęcia. Nie jestem pewna czy cokolwiek robi... - po tych słowach znów obejrzałam się za siebie. Patrzyłam tak przez chwilę, kiedy usłyszałam lekko przerywany głos.
- Pomogłaś mi... I udało ci się przeżyć... Jestem pod wrażeniem...

<Kazuma?>

Uwagi: Mroczny i Zielony Las to nazwy miejsc, więc powinno się je zapisywać z wielkiej litery. Liczby i cyfry zapisujemy w op. słownie.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Od Shayle "Beznadzieja świata" cz. 1 (cd. Kirke)

 Dlaczego świat jest tak beznadziejny? Czemu nic tutaj nie może być normalne? Te pytania chodzą mi po głowie od dnia, w którym po raz pierwszy otworzyłam oczy. Wszyscy są tacy... Zadowoleni z  życia, i najmniejszych miłych zdarzeń. Nie potrafię podzielać ich szczęścia. To jakby moje oczy były lustrem. Wszędzie gdzie jest szczęście, ja dostrzegam smutek. Siedziałam na plaży i popatrzyłam w wodę przed sobą. Czasem mam wrażenie, że nawet moje własne odbicie poważnieje kiedy mnie widzi. Ale zaraz, tutaj przecież nikt mnie nie traktuje poważnie. Gdy tylko dorosły basior lub wadera mnie widzi, zaczyna głupio się szczerzyć. Nie wiem o co im chodzi. Ma mi to poprawić humor? Czy może raczej uważają szczeniaki za wilki wokół, których bezwzględnie musi panować szczęście... Tylko po co? Po co szukać szczęśliwych zdarzeń tam gdzie ich nie ma? Im szybciej pogodzimy się z beznadzieją tego świata, tym lepiej. Wstałam z miejsca i szłam z opuszczoną głową, patrząc kątem oka w swoje odbicie. Co jakiś czas mijałam się z różnymi wilkami, które albo tylko na mnie zerkały chcąc uniknąć rozmowy, albo zatrzymywały się, nie wiedząc co powiedzieć i wznawiały wędrówkę. Gdy patrzyłam na nie z ukosa, widziałam jak wesołe dotychczas wilki, smutniały gdy tylko przeszły obok mnie. To chyba mój talent... Psucie humoru wszystkim wokół mnie. Uniosłam głowę zdając sobie sprawę, że doszłam już dość daleko i wypadałoby zawrócić. Odwróciłam się więc i powędrowałam tam, skąd przyszłam. Przyśpieszyłam kroku wiedząc, że Kirke pewnie będzie się o mnie martwić i wkrótce znalazłam się przy wodospadzie. Kąpało się właśnie kilka wilków. Postanowiłam, że daruje sobie kąpiel dopóki nie pójdą i przysiadłam w krzakach  obok. Siedziałam dość długo, wilki chyba postanowiły urządzić sobie imprezę nad basenem, bo nie dawały za wygraną i nawet nie wyszły z wody. Nagle usłyszałam rozmowę dwóch wilków.
- Słyszałaś o Shayle?
- Tak, a co coś nie tak z nią?
- Nie, ale podobno jej rodziców zabił niedźwiedź.
- Niedźwiedź? Zwykły niedźwiedź? Tak po prostu zabił dwa magiczne wilki?
- Tak. Shayle chyba pochodzi z rodziny zwykłych wilków... Szkoda mi jej.
- A skąd to wiesz?
- Kirke wypaplała jak z nią rozmawiałam.
 Nie wytrzymałam już. Właśnie wspomniały nie dość, że o moich rodzicach, to jeszcze o tym, że nie mam żadnych mocy. Rozpłakałam się. Po chwili poczułam pod sobą zimno. Ale nie zimno, jakbym dotykała śnieg, lub weszła do zimnej wody. To było bardzo dziwne uczucie. Siedziałam szlochając cicho z zamkniętymi oczami, gdy nagle usłyszałam, że wilki wychodzą z wody. Nie przestawałam jednak płakać. Gdy mi przeszło, otworzyłam oczy i patrząc przed siebie ujrzałam wilcze łapy. Uniosłam wzrok i zobaczyłam kilka wilków patrzące na mnie w osłupieniu. Rozejrzałam się i zorientowałam, że świat jest... Szary. Woda zrobiła się czarna, a trawa i liście, tak samo jak inne rzeczy wokół były szare. Jednak gdy już całkiem się uspokoiłam i przestałam cicho szlochać, świat zaczął wracać do normalności, aż ostatnie szare źdźbło trawy pod moimi łapami wróciło do normalnych kolorów. 
- Shayle! Jak to zrobiłaś?! - Usłyszałam głos pochodzący z gromady wilków stojących przede mną. 
Ledwo wszystko do mnie docierało. Bo po głowie chodziła mi tylko jedna myśl.
"Czy ja właśnie.. Odkryłam swój żywioł?"

<Kirke? xd>

sobota, 10 października 2015

Od Shayle "Nowa ja" cz. 1 (cd. Kazuma)

Doszłam właśnie do podnóża góry. Zaczęłam się rozglądać, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Powinnam teraz kogoś poszukać... Tylko kogo? Jedno jest pewne: z dala od różowych wilków... Nie mam nic do nich, po prostu źle kojarzy mi się ten kolor. Jak jakaś tęcza, miłość... Ugh... Ja chciałabym być twarda, bezlitosna... A nie jakaś zniewieściała waderka. Poszłam więc przed siebie. Nie widziałam żadnego wilka, który sprostałby moim "oczekiwaniom". Szłam w tej chwili po lesie. Czułam zimną ziemię pod łapami. Postanowiłam wejść na drzewo. Wdrapałam się na najniższe w okolicy i zaczęłam skakać na kolejne gałęzie. Trochę to było męczące. Po dłuższej chwili zeszłam i zobaczyłam granicę ciemnego, czarnego lasu.
"Idealnie..." - Pomyślałam. Z nieco podkulonym ogonem weszłam do Mrocznego Lasu i zaczęłam się rozglądać za jakąkolwiek żywą duszą. Wyglądało na to, że nikogo w tym lesie nie ma. Wszystko tu wyglądało na takie... Martwe. Coraz bardziej się bałam.
"Nie Shayle... Masz być twarda! Dasz radę... Ty się nie boisz..."
Stawiałam kolejne, niepewne kroki. Bałam się, że coś wyskoczy zza krzaków i się na mnie rzuci. Nagle zauważyłam ogon. Byłam pewna, że był to ogon wilka. Pobiegłam więc w tamtą stronę. Przez własną nieuwagę, wpadłam na właściciela owego ogona. Była to szaro-zielono-fioletowa wadera, zdaje się, że z drutem w ogonie. Już sam jej wygląd mi zaimponował. Ona odwróciła się w moją stronę i warknęła:
- Patrz gdzie leziesz, durny szczeniaku!
- Przepraszam... Szukałam tylko kogoś, kto może mi pomóc...
- Pomóc? - prychnęła. - To nie do mnie... Ja nie pomagam.
Wstałam z ziemi z nadzieją, że może ktoś w końcu pomoże mi się zmienić, chociaż w tym przypadku były to marne szanse.
- Ale nie... Nie o taką pomoc chodzi.
Szara wadera odwróciła się w moją stronę.
- A jaką? Przeczytać ci bajkę na dobranoc? - warknęła z pogardą. Przewróciłam oczami.
- Naucz mnie być taka jak ty - popatrzyłam na nią z nutą nadziei.
- W jakim sensie? - zapytała zdziwiona.
- No taka jak ty... Nie boisz się, i w ogóle... Proszę, ktoś musi mi pomóc...
<Kazuma?>

Uwagi: Przecinkiiiii... Mroczny Las to nazwa. "W ogóle" piszemy osobno.

piątek, 9 października 2015

Od Shayle "Kim jestem?" cz. 2 (cd. Kirke)

- Kirke! Zaczekaj! - krzyknęłam. Niebieska wadera się odwróciła i popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Shayle?! A co ty tu robisz? - zapytała, przekrzywiając lekko głowę. Dobiegłam do niej w końcu zdyszana.
- Widziałam, że gdzieś idziesz i pomyślałam, że może być ciekawie i pójdę za tobą...
- Ehh... No dobra, to chodź - powiedziała i wznowiła wędrówkę. Ledwo zdążyłam się zatrzymać, a już trzeba znowu iść... Ugh...
- A w ogóle... Dokąd idziemy?
- Nie mam pojęcia... Chyba w Góry, coś mi mówi, że powinnam tam pójść...
- No dobra... Ale nie wejdę z tobą na szczyt - odparłam po chwili.
- Dlaczego? - odwróciła głowę w moją stronę, nie zatrzymując się.
- Bo... Powiedzmy, że muszę kogoś poszukać...
- A kogo? - dopytywała się. Zaczęło mnie to denerwować... Znowu.
- Aj no, nie mam pojęcia... Po prostu chce znaleźć kogoś kto może mi pomóc się zmienić... W sensie... Mój charakter...
Wadera pokiwała głową. Ucieszył mnie fakt, że taka odpowiedź jej wystarczy. Doszłyśmy do urwiska. Dalej prowadził tylko most. Nie było innej drogi. Nie mogłam się powstrzymać... Musiałam wykrzyknąć to, co pomyślałam.
- Co za idiota stawia urwisko na środku ścieżki!
Kirke popatrzyła na mnie z dziwnym wyrazem pyska. Po chwili jednak zaśmiała się z tego co powiedziałam. Rozbujałam lekko linę i weszłam na pierwszą deskę, która lekko zaskrzypiała pod moim ciężarem.
- Chyba wytrzyma... - mówiłam, stawiając kolejne kroki.
- Jeżeli będziemy iść... - w połowie drogi odwróciłam się i zobaczyłam tuż za sobą Kirke. Westchnęłam.
- Pojedynczo...
Nagle deska pode mną zerwała się. Pisnęłam z przerażenia, ale zdążyłam się złapać zębami liny. Wisiałam teraz nad głębokim wąwozem.
- Shayle! Czekaj, pomogę ci! - Kirke podała mi ogon. Jakoś się go złapałam, ale wtedy lina się urwała. Most złamał się na dwie połowy, które poleciały w dwie różne strony. Na szczęście obie wylądowałyśmy na ziemi... Tyle, że po przeciwnych stronach...
- Idź dalej! Nie ma innego przejścia! Ja zawrócę do innego wyjścia, bo chyba takiego nie ma! - krzyknęłam do niej. Zauważyłam, że pokiwała głową na znak, że rozumie. Patrzyłam jeszcze chwilę jak odchodzi, potem zwróciłam i poszłam w swoją stronę.
<Kirke?>

Uwagi: "W ogóle" piszemy osobno, a "pojedynczo" przez "n". Wilki nie mają twarzy! Przed "ale", "który", "że", "więc" i "bo" stawiamy przecinek. Jest jeszcze więcej sytuacji, w których warto ich używać, ale ja podałam tylko te podstawowe i najprostsze do zapamiętania, bo zauważyłam, że ty praktycznie z nich nie korzystasz.

niedziela, 27 września 2015

Od Shayle "Przygotowania do imprezy" cz. 2 (cd. Kiiyuko)

Piąte op. na wrześniowy Tematyczny Weekend!

Chowałam się w krzakach i patrzyłam na wszystkich ludzi... To znaczy wszystkie wilki... Znaczy ludzi, znaczy wilki jako ludzi! Znaczy.... A nie ważne... Chodzili po plaży i przygotowywali jakieś... Nie do końca wiem co to jest. Mój wilczy mózg zaczął już się przegrzewać od tych wszystkich nowych rzeczy. Widziałam część z nich już wcześniej ale... Jakim słowem je nazwać? Zdaje się, że ludzie to nazywali...
- Podobają ci się dekoracje? - Usłyszałam głos za mną. Tak się przestraszyłam, że wskoczyłam w krzaki i schowałam się głęboko między nimi. Ugh... Jak ja nienawidzę siebie... Wiele bym dała, żeby nie być już tylko strachliwym szczeniakiem.  Łzy napłynęły mi do oczu. Miałam ochotę teraz zostać w tych krzakach i spokojnie się wypłakać, jak zwykle bez powodu. Jednak nie zdążyłam jeszcze do końca zebrać myśli, a znowu usłyszałam głos.
- Jesteś tam? - spytała dziewczyna pochylając się, żeby mogła zobaczyć czy nadal siedzę w tych krzakach. Z niechęcią wyszłam i stanęłam przed nią z podkulonym ogonem. Przede mną stała dziewczyna ubrana w czarną sukienkę z czarnymi włosami.
Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam bać się jeszcze bardziej. Potajemnie kopnęłam się we własną łapę.
"Shayle... Weź się ogarnij!"
- Kim jesteś? - zapytała. Nie znosiłam tego pytania. Może i było to najzwyklejsze w świecie przedstawienie się ale nie lubiłam na nie odpowiadać. No bo w końcu, dlaczego mam zdradzać swoje imię komuś kogo nie znam? Ale patrząc na nią przez dłuższą chwilę, i pozostając nadal w jednym kawałku postanowiłam jednak się przedstawić.
- Jestem Shayle. A ty jesteś...?
- Li Vane. Nie widziałam Cię wcześniej...
No, czyli wracamy do kolejnej serii pytań których nie znoszę. Grr....
- Jestem tu nowa... Co oni robią?-  zapytałam odwracając głowę do tych wszystkich ludzi i... Dekoracji.
- Emm... Nasza emerytowana Alfa urządza imprezę, nie do końca wiemy z jakiego powodu... Może chcesz pomóc?
To pytanie dało mi do myślenia. Pomóc? Ja? Jako wilk i tak jestem wystarczająco bezużyteczna, a nawet jeśli potrafię zmieniać się w człowieka, to nie wiem jak to zrobić.
- No jasne - zmusiłam się na sztuczny uśmiech.
- Świetnie! Idź na scenę i pomóż rozwieszać dekoracje - powiedziała, odchodząc. Westchnęłam i mój uśmiech momentalnie znikł. Może i jestem nieśmiała, ale nawet jak kogoś znam, nie lubię towarzystwa... Dotrzymując jednak obietnicy, spokojnym truchtem zaczęłam iść w stronę sceny.
Patrzyłam na pudło pełne dekoracji każdego rodzaju. Od czego by tu zacząć? Wszystkiego tu pełno... Lampki, jakieś papierki, konfetti, wstążki, kartki, kredki, ołówki, serpentyny...
"Zaraz... Kredki i ołówki?!" Wreszcie jedyna dobra rzecz jaka mnie dziś spotkała. Uwielbiałam rysować. Wzięłam dość sporą kartkę, położyłam na środku sceny i wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy. Biorąc ołówek w pysk chciałam zacząć rysować ale ołówek zatrzymał się centymetr od kartki... Co ja mam narysować? Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu czegoś ciekawego. W sumie to zwyczajne rzeczy. Piasek, drzewa, woda... Ale mój wzrok zatrzymał się na zachodzie słońca. Nigdy nie widziałam piękniejszego. Słońce odbijało się od tafli wody, powoli znikając za horyzontem... W tej chwili mnie olśniło. Zaczęłam robić szkic i po chwili przeszłam do kolorowania. Minęła chwila czasu i zdałam sobie sprawę, że właśnie zasnęłam.
                    *****
Słyszałam nad sobą jakieś szepty. Na początku zbytnio mnie to nie obchodziło, ale gdy usłyszałam swoje imię, podniosłam głowę i zobaczyłam, że nade mną stoi kilku ludzi i patrzą na mnie... Nie potrafię określić tego jak... Ze zdziwieniem? Z niedowierzaniem? Jednak zdałam sobie sprawę, że patrzą to na mnie, to na coś co najwidoczniej znajdowało się przede mną. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam swój rysunek. No w sumie nic specjalnego... Zachód słońca, woda i odbijające się w niej promienie a w słońcu, wystający kawałek ponad jego krawędź mikrofon.
"Co oni w tym widzą? Tylko kolejny mój bazgroł..."
Po chwili jednak zdałam sobie sprawę, że to jeden z moich lepszych rysunków. Cudem co prawda to to nie jest, ale jak na szczeniaka to było dzieło sztuki... W końcu ktoś z ludzi się odezwał.
- Shayle, ty to narysowałaś?
"Nie, magiczny elf z lasu przyszedł i narysował za mnie, po czym umazał mnie kredkami żeby myśleli, że to ja..." Zażartowałam w myślach.
- Tak... I skąd znasz moje imię? - odpowiedziałam nieco zmęczona.
- Li Vane mi powiedziała. Jestem Kiiyuko. Masz prawdziwy talent - powiedziała z uśmiechem. W sumie wydawała się być miła. Dałam sobie spokój z komentowaniem tej sytuacji, choć i tak moje myśli ponownie zostały przerwane.
- Zgodzisz się, żebyśmy powiesili twój rysunek nad sceną?
Czy się zgodzę? Będę zaszczycona mój Panie... Mianuj mnie jeszcze na rycerza... Ugh... Znowu zaczęłam żartować z byle czego. Dlaczego ja to robię? Czy we wszystkim muszę dostrzegać śmieszną sytuację której tam nie ma? Nie mam pojęcia. Ale za to, wiem, że ktoś docenia mój talent. Chociaż... Czy można to nazwać talentem? Raczej śmiesznym przypadkiem który pozwolił szczeniakowi narysować coś podobnego. Ale właściwie, niedługo kończę 2 lata. Wtedy już zaczną traktować mnie poważniej niż robią to teraz. Nie pragnę chwały ani tym bardziej władzy, w sumie jestem tu po to żeby znaleźć przyjaciół. Tylko jakoś nie korzystam zbytnio z tej okazji...
- Jasne. Możecie go powiesić gdzie chcecie, jest wasz - uśmiechnęłam się. W końcu zdobyłam się na szczery uśmiech. Jednak nagle usłyszałam jakiś głośny trzask. Przestraszyłam się i schowałam się za scenę. Grr... Nienawidzę tego... Dlaczego ja się tego boję? Czas w końcu się zmienić...
"Shayle, ty durna wadero... Komuś po prostu coś spadło... Ogarnij się"
<Kiiyuko?>

Uwagi: Nie jesteśmy w krajach anglojęzycznych! "Alfa" piszemy w spolszczonej wersji. Poćwicz nad przecinkami. :)

środa, 23 września 2015

Od Shayle "Podróż" cz. 3 (cd. Kirke)

 Patrzyłam ze strachem na białą waderę. Była niewiele większa ode mnie, jednak nie chciałam osądzać kogoś po wyglądzie. Mogła być silniejsza. Pomyślałam, że mnie rozszarpie, ale odezwała się.
- Zadałam pytanie! Czemu mnie śledzisz?! - warknęła. Klapnęły mi uszy, ale odezwałam się niepewnie:
- Nie chciałam cię śledzić... Poczułam coś i pobiegłam za zapachem.
- Bzdura! Kto ci kazał mnie szpiegować?!
Przewróciłam oczami. Zrobiło się to dla mnie irytujące. Podniosłam się z ziemi, otrzepałam i powiedziałam ze spokojem:
- Jak już mówiłam, nikt mi nie kazał cię szpiegować. Jestem w tym lesie pierwszy raz. Nawet nie wiem, kim jesteś.
Wadera lekko warknęła na mnie. Starałam się ukryć to, że nadal się boję.
- Jak się nazywasz?
- Yuki- odpowiedziała obojętnie.
- Jestem Shayle... Albo Thunder, albo Shy albo Blacky - uśmiechnęłam się sztucznie. Wadera przewróciła oczami. Nie mam pojęcia czemu, ale mimo, że boję się wielu rzeczy, lubiłam czasami kogoś denerwować.
- Wiesz może gdzie można znaleźć coś do jedzenia? Albo picia?
- W pobliżu jest jedna wataha, mogę cię zaprowadzić, bo pewnie i tak się ode mnie nie odczepisz... - po tych słowach wstała i spokojnym krokiem poszła w głąb lasu.
- No i masz rację - podbiegłam żeby dorównać jej kroku.
                                                      *********
Doszłyśmy w końcu do jakiejś starej biblioteki. Wadera przystanęła i odezwała się do mnie.
- Powinna tam być obecna Alfa, Suzanna. Zapytaj czy możesz zostać... Ja spadam...
Wydawało mi się przez chwilę, że po kilku krokach mruknęła "Byle dalej od ciebie". Parsknęłam śmiechem. Może w tym miejscu znajdę jakichkolwiek przyjaciół. Weszłam niepewnie do biblioteki. Przeszłam kilka kroków i zaczęłam się rozglądać. Byłam pewna, że nikogo tu nie ma, ale nie zauważyłam siedzącej w cieniu wadery.
- Hej!
Przestraszyłam się tak, że z piskiem odskoczyłam do tyłu. Nie znoszę jak ktoś mnie tak zachodzi od boku.
- Ej, spokojnie! Kim jesteś? - zapytała, wstając z ziemi.
- J-jestem Shayle... Szukam nowego domu...
- W takim razie wydaje mi się, że dobrze trafiłaś... Witaj w Watasze Magicznych Wilków!
Zamerdałam radośnie ogonem. Wydawała się być całkiem miła.
- Jednak jeśli chcesz tu zostać, to pamiętaj, że przez miesiąc będziesz obserwowana. Więc nie wywiń mi tu głupstwa.
Zamyśliłam się na chwilę. A co takiego może zrobić szczeniak mojego wzrostu? I w dodatku co może zrobić szczeniak który jest taką słabą ciamajdą, jak ja... Nie raz zdarza się, że się potknę o własne łapy albo przestraszę złamanego patyka w lesie. Ale pokiwałam głową i pobiegłam z radością obejrzeć nowe tereny. Biegłam dość szybko i na chwilę przymrużyłam oczy, bo słońce mnie raziło. Przebiegałam właśnie obok jakiegoś pagórka kiedy nagle wpadłam na niebiesko-czarną waderę. Przewróciłyśmy się obie a ona pisnęła. Chyba coś jej było. Wstałam i się otrzepałam, a ona tylko prychnęła w moją stronę.
- Hej! Patrz gdzie leziesz!

<Kirke? Swoją drogą wszystkiego najlepszego>

Uwagi: Zauważyłem literówki i nieprawidłowe stawianie Spacji w przypadku zapisu dialogu.

piątek, 4 września 2015

Od Shayle "Podróż" cz.1 (cd. chętny)

Szłam przez las już około tydzień... A może miesiąc? Nie jestem pewna. Trwało to jednak na tyle długo, abym straciła poczucie czasu. Co jakiś czas zatrzymałam się żeby coś zjeść. Nie potrafiłam jeszcze polować, więc musiałam zadowolić się jagodami zerwanymi z krzaka. Nie znosiłam ich smaku. Według mnie były ohydne, no ale zdążyłam do tego przywyknąć. Czymś żywić się trzeba.
Idąc tak po leśnej ściółce, usłyszałam szelest w krzakach. W pierwszej chwili pomyślałam, że to zając albo wiewiórka, więc zbytnio się tym nie przejęłam. Jednak po przejściu kolejnych kilku kroków usłyszałam kroki owego zwierzęcia. Były dość głośne jak na wiewiórkę. Ze strachu zatrzymałam się i spojrzałam powoli w prawo. Zza krzaków wystawała łapa tajemniczego stworzenia. Była brązowa, masywna, co najmniej 5 razy większa od mojej i wystawały z niej dość długie pazury. Byłam teraz święcie przekonana co to jest.
- Niedźwiedź... - wyszeptałam do siebie ze strachu. Bardziej to przypominało pisk niż jakiekolwiek słowo. Zdałam sobie od razu sprawę z tego, jaki wielki błąd popełniłam, i ile on może mnie kosztować. Zza mojej zawsze opadającej na oczy grzywki zobaczyłam, że staje na tylnych łapach i patrzy w moją stronę. Zanim zdążyłam pomyśleć o tym, żeby uciekać niedźwiedź zaryczał i postawił przednie łapy na ziemi łamiąc krzaki, za którymi wcześniej się chował. Dopiero w tej chwili zaczęłam uciekać. Nie patrzyłam dokąd biegnę. Moim celem była tylko jedna rzecz. Przeżyć.
"Nie chcę skończyć tak jak..." pomyślałam w biegu i przerwałam wpół moje myśli. Skarciłam się za to, że po raz kolejny pomyślałam o rodzicach i ugryzłam się w język. Więcej dawało to przy rozmowie z innym wilkiem, ale nie miałam teraz czasu się w nic uderzyć. W sumie i tak dawno z nikim nie rozmawiałam. Gdy tak biegłam, nagle zdałam sobie sprawę z tego, że zwierzę sobie już odpuściło. Zwolniłam i popatrzyłam za siebie. Niczego nie było. Odwracając wzrok zauważyłam, że wkraczam do pięknego zielonego lasu. Przeszłam kawałek, nie myśląc właściwie o niczym i oglądając otoczenie. Pomyślałam sobie w końcu, że mogłabym tu zamieszkać. No ale najpierw trzeba się rozejrzeć. Wdrapałam się na najbliższe drzewo i zaczęłam oglądać najbliższą okolicę. Poczułam jednak jakiś dziwny zapach. To był zapach wilka. Zobaczyłam, że coś przebiegło przez krzaki. Nie wiedziałam co to jest, zauważyłam tylko cień owego zwierzęcia. Jak zaczarowana poszłam w stronę zapachu.

<Chętny? Nie wiem czy inne wilki mogą pisać ciąg dalszy pierwszego opowiadania, ale nie wiem kogo mogłabym spotkać...> 

Uwagi: Popracuj nad przecinkami. "Ohydne" pisze się przez "h". Odnoszę wrażenie, jakby Twój wilk był Terminatorem - szczeniak przebiegł duży dystans i nigdzie nie było wspomniane, że się chociaż trochę zmęczył? Zwróć na to uwagę na przyszłość.