Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tamorayn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tamorayn. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 marca 2015

Od Tamorayna "Miriam" cz. 1 (cd. Chętna wadera)

Wstałem rano wyczerpany. W nocy nie mogłem spać. Cały czas miałem "gęsią skórkę. Przeraźliwe zimno wydobywające się gdzieś z mojego wnętrza rozpierało mnie całego. Nie mogłem nic z tym zrobić, czułem się bezradny wobec tego dziwnego uczucia. Bałem się. Ale właściwie czego? Niestety nie umiałem tego określić. Zmęczonym wzrokiem rozejrzałem się po mojej jaskini. Nic ciekawego. Szarawe ściany tworzące niewielki "pokój" idealnie dopasowany dla jednego wilka płci męskiej dzisiaj były jakby ciemniejsze. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Na jednej z czterech ścian zauważyłem podłużny cień. Na początku był rozmazany jednak przeraźliwie szybko nabierał ostrości. Zobaczyłem coś, a raczej kogoś strasznego. Kogoś kto prześladował mnie od dzieciństwa. Wystraszony uciekłem na plaże. Tutejsza plaża zawsze, ale to zawsze kojarzyła mi się z czymś przyjemnym. Teraz jest wiosna, więc tym bardziej przebywanie tam powinno mi pomóc powstrzymać wspomnienia powracające do mnie. Biegłem odwracając się co chwilę by spojrzeć czy nie idzie za mną. Zobaczyłem znowu jej cień. A dokładniej elipsę cienia zbliżającą się w moją stronę. Przyspieszyłem. To nic jednak nie dało. Elipsa tak samo jak jakieś 3 lata temu stała się jeszcze szybsza, Im szybciej uciekałem tym ona była bliżej. W końcu dotarłem. Na plaży była jakaś wadera z watahy. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, kiedy wparowałem na plaże oglądając się za siebie.
- Cześć. - przywitała się.
Wystraszony podskoczyłem. Wadera spojrzała mi w oczy.
- Boisz się mnie? - spytała.
- Nie ciebie tylko JEJ! - wyszeptałem ze strachem malującym się w moich oczach.
- Kogo? - spytała.
- JEJ. - wskazałem za siebie.
- Nikogo tam nie widzę. - odparła.
- Przypatrz się. - rozkazałem.
Wadera spojrzała w stronę z której przybiegłem. Nic nie mówiła tylko patrzyła.
- Chodzi ci o ten cień? - zapytała.
Pomyślałem chwilę po czym powiedziałem:
- Tak.
W końcu teraz była jako postać cienia. Już nie była elipsą, a to oznaczało, że jest coraz gorzej.
- Ohh... Szczeniaczek wystraszył się cienia? - zapytała z drwiną.
- Nie. To nie jest jakiś tam zwyczajny cień. To MIRIAM! - powiedziałem szybko.
- Kto? - zapytała.
- Miriam. - powtórzyłem - Miriam jest w moich stronach ucieleśnieniem morderstwa. Była człowiekiem. Za życia była dobra. W ostatni dzień swojego życia (miała 15 lat) siedziała ze swoim szczeniaczkiem na wieloosobowej, drewnianej huśtawce. Szczeniaczek był jednym z 6 jej małych szczeniaczków, jej ulubieńcem. Wokół huśtawki rosło wiele kolorowych kwiatów. Wieczorem szczeniaczek wystraszony uciekł do pobliskiego lasu. Miriam wystraszona, że jej ulubieńcowi może coś się stać ruszyła za nim. Popełniła swój największy błąd w życiu. Właściwie to on był jej ostatnim. Po wsi, w której mieszkała grasował wtedy seryjny morderca. Uciekł z pobliskiego więzienia. Był akurat w lesie. Zabił swoim wielkim, szerokim nożem Miri i jej pieska. Posiakał ich jak cebule do pierogów! Miriam rządna zemsty zabija innych. Uwzięła się na mnie. Prześladowała mnie odkąd skończyłem 4 miesiące do czasu, aż miałem około 1 roku i 2 miesięcy. Teraz wróciła.
Jak na potwierdzenie moich słów usłyszeliśmy zachrypły głos, a potem jej właścicielkę.
- Witaj Rayn. Stęskniłeś się?
Głos oczywiście należał do Miriam.
- Że ktoś jeszcze pamięta o tym wszystkim. - uśmiechnęła się złośliwie odsłaniając równe, białe zęby.
Miriam za życia uchodziła za prawdziwą piękność. Atłasowa karnacja, długie, czarne, włosy, mały nos, ładne zawsze uśmiechnięte usta i duże oczy o nieokreślonym kolorze patrzące radośnie na świat. Była też smukła i wysoka.
Po śmierci się zmieniła. Nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. Choć może nie do końca... Włosy stały się jeszcze prostsze. Zaplątawały się tam często małe gałązki. Oczy nie zmieniły swojej barwy, ale spojrzenie stało się dzikie i patrzące na wszystko z nienawiścią. Na ciele miała blizny i strupy tworząc w kratkę.
Zawsze chodziła w białej sukience, w której zginęła. Przy sobie miała też często ten sam nóż co ją zabił.
Piesek natomiast zmienił się w wielką, ciemną świnie czy to też dzika. Zależy jak kto go zauważy. Miriam trzyma go na srebrnym łańcuchu (tego psa najpierw uduszono łańcuchem).
Wadera stająca obok mnie patrzyła wystraszona na Miriam.
- Jak masz na imię? - zwróciła się natomiast Miriam w stronę wadery.
Przypomniało mi się wtedy, że byłem tak zajęty M., że zapomniałem jej imienia.
- Jj... Jes... Jestem... - jąkała się samica.

<Wadero? Kim, żeś ty jest, bo nie pamiętam XD>




Uwagi: brak


Miriam za życia:
https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQ5Nzx6WHWx3hco7fwo_KiIIGumFAfDUbbvJxpEqWVlzahiTtzgBA

Po śmierci:
http://us.123rf.com/450wm/lario76/lario761212/lario76121200019/17057183-kobieta-z-d%C5%82ugimi-czarnymi-w%C5%82osami,-w-bia%C5%82ej-sukni-w-upiorny-ciemny-las.jpg

Mały Rayn (jak był prześladowany przez M.):
http://fc02.deviantart.net/fs71/i/2009/349/8/9/_holiday_gift__Tamorayn_by_DemonSnake.png

wtorek, 10 lutego 2015

Od Tamorayn'a "Jak dołączyłem do watahy?" cz.3 (Cd.Wonders)

- No to witaj w watasze Wonders! - zaśmiałem się
- Dzięki. - powiedział basiorek
- Pokazać ci tereny? - spytałem
- Tak! - wstał gotowy do drogi Wonders
- Ok. - powiedziałem i ruszyłem w stronę Wrzosowej Łąki. - To tutaj, ta łąka...
- Jaka łąka?! Ja tu nic nie widzę. - przerwał mi Wonders
- Śnieg. - wyjaśniłem krótko - To jest Wrzosowa Łąka. We wrześniu jest tu niewyobrażalna moc kwiatów.
- A wrzosy to...?
- Fioletowe kwiatki. Dużo ci o nich nie powiem, bo się po prostu nie znam na kwiatach. Jak chcesz wiedzieć coś o nich więcej zapytaj lepiej jakąś waderę. - powiedziałem
- Nie będę raczej chciał. - odparł maluch
- Jak uważasz. - wzruszyłem ramionami.
Ruszyliśmy dalej. Pokazałem małemu kolejno prawie wszystkie miejsca w watasze.
- Pora na Śnieżny Las. - powiedziałem
- Ale teraz wszędzie jest śnieg. - zauważył Wonders
- Tak, ale w Śnieżnym Lesie śnieg jest przez cały rok.
- Cały? - zrobił wielkie oczy
- Tak. - odpowiedziałem
- Gdzie teraz idziemy? - zapytał Wonders
- Na cmentarz. - powiedziałem krótko.
- Na... Na... Na cmentarz?!
Skinąłem głową.
- Tak, a co boisz się? - spytałem
- Nie. Pomyślałem tylko, że może ty się boisz. - zmieszał się Wol
- Ta, jasne. - roześmiałem się
- A właśnie, że tak! - zdenerwował się na niby
- Już jesteśmy. - odparłem
Wol rozejrzał się dookoła.
- Szaro tu. - zauważył
Nie odpowiedziałem. Basior postanowił pooglądać groby. Po paru minutach stanął przy małym, jeszcze "świeżym" grobem.
- "Michael. Urodzony 7 lutego 2015 roku, zmarły 7 lutego 2015 roku." - przeczytał z tablicy nagrobnej - Kto to?
- Michael, pierworodny i jak na razie jedyny syn Kiiyuko i Rafaela, Alf. - wyjaśniłem - Nie ujrzał tego świata.
- Idźmy stąd. - powiedział maluch
- No to chodźmy. - ruszyłem ku wyjściu.
Całą drogę żaden z nas się nie odzywał.
- Gdzie teraz idziemy? - przerwał ciszę szczeniak
- Zaprowadzę cię na Szczenięcą Polankę, tam poznasz resztę szczeniaków. - powiedziałem
Po dłuższej chwili oznajmiłem:
- Jesteśmy. Idź, ja też już idę.
Wonders ruszył ku wejściu. Już się odwróciłem i zamierzałem pójść. Cały czas myślałem o małym Michaelu, co nie dane mu było ujrzeć świata.
- Tamorayn? - zapytał Wonders
Odwróciłem się w jego stronę.
- Tak? - zapytałem

<Wonders?> 

Uwagi: brak

piątek, 30 stycznia 2015

Od Tamorayn'a "Miłostki" cz. 1 (Cd. Lilly)

Ostatnio zdałem sobie sprawę, że Desari już mi się nie podoba. To nie była CHYBA miłość. Szybciej zauroczenie. Wszystko przez ten sen....
Jestem nad rzeką. Czuje niepokój. Wszystko jest szare, a nad moją głową latają białe kruki. Odczuwam strach. Po drugiej stronie rzeki dostrzegam Desari. Przeskakuje przez wodę i do niej biegnę. Wadera spogląda na mnie, ja na nią. Nagle coś zmienia się w jej postaci. Jej sierść robi się biała, wyrastają jej szare, duże, masywne skrzydła. Jej pysk jest cały w krwi, tak samo jak łapy. W pysku trzyma 4 głowy wilków. Głowy należą do mojej rodziny. Jedna z nich należy do mnie.
Obudziłem się z dreszczem przerażenia. Od teraz boję się spojrzeć na Desie. Jednak muszę ją znaleźć. Jest, widzę ją! Podbiegam nerwowo do niej.
- Cześć. - powiedziałem drżąc od strachu
- Hej. Zimno ci? - spytała obojętnie
- Nie. Desari wysłuchaj mnie. - powiedziałem unikając jej wzroku.
- Co?
- Pamiętasz mówiłem ci, że cię k... kocham. - zacząłem
- No i?...
- To już nieaktualne. - powiedziałem szybko i uciekłem
- Tamorayn! - usłyszałem za sobą. Nawet się nie odwróciłem. Bałem się, że ona zamieniła się w jego... Po 4 minutach biegu odwróciłem głowę, na parę sekund. Tyle wystarczyło, by mocno przywalić łbem w drzewo. Nie wiem, co się stało, ale jak się obudziłem byłem w jaskini Ice. Niedaleko stały 2 wadery. Ice i jakaś inna. Nie znam tej drugiej... Podniosłem się.
- Co się stało? - spytałem
- Zemdlałeś. - wyjaśniła krótko Ice. - Lilly cię znalazła, jak leżałeś pod jakimś drzewem.
- Lilly? - spytałem. - Kto to?
- Tak mam na imię. - powiedziała wadera
- Jesteś nowa? - spytałem
- Tak. Pokazać ci coś? - zwróciła się do mnie.
- Pokaż. - kiwnąłem głową. Wyszliśmy z jaskini.
- To chodź. - pokazała głową kierunek i ruszyła, ja za nią.
- Jestem Tamorayn. - powiedziałem
- Wiem. Ice mi powiedziała
- Jestem Tamorayn. - powtórzyłem jak kretyn. Ta cała Lilly spodobała mi się. Poczułem "motylki" w brzuchu,
- Już to mówiłeś. - roześmiała się
- Gdzie idziemy? - spytałem
- Do drzewa. - powiedziała
- Ale chyba nie wiedzy?!
- Nie spokojnie. Do innego.
- Uff.... - odetchnąłem z ulgą
- Już jesteśmy. - oznajmiła.
- Co jest takiego ciekawego w tym drzewie? - zaciekawiłem się
- Przyjrzyj się. - powiedziała
- Dobrze... - zacząłem się przyglądać. Z jednej strony odpadła kora, chodziły tam obrzydliwe robale.
- To w nie się walnąłeś. - powiedziała
- Kto je tak...?
- Ty, a raczej twoja głowa. - roześmiała się
- Ha-ha-ha. - powiedziałem niby złośliwie

<Lilly?>

Uwagi: brak

niedziela, 4 stycznia 2015

Od Tamorayna "Pierwszy dzień w watasze" cz.6 (cd. Wissy)

- No dobra. Ale i tak mi się nie uda. - westchnęła
- Trochę wiary w siebie! - uśmiechnąłem się
- Spróbuje. - powiedziała Wissy i wzięła się do rzeczy. Widocznie w to nie wierzyła. Znowu jej się nie wierzyło. Spróbowała jeszcze raz.
- Widzisz?!
- Spróbuj jeszcze raz. Do 3 razy sztuka. - roześmiałem się
- Spróbowałam już 49 razy. - powiedziała
- To spróbuj raz 50. - zaśmiałem się znowu
- Dobrze. Z góry wiem, że się uda. Ty też to wiesz. - powiedziała
- Nie. Ja wierze, że ci się uda. - powiedziałem
Wissy święcie wierzyła w to, że jej się uda. Duże było jej zdziwienie, gdy jej się udało.
- Udało mi się! - zapiszczała zachwycona.
- Mówiłem. Może spróbuj jeszcze raz. Tak dla wprawy.
- Chętnie! - krzyknęła i tym razem wesoło ponowiła czynność. - Znowu mi się udało!!
- Spróbujemy do większego zwierzęcia? - spytałem
- Niee..... Kiedy indziej. - roześmiała się - Głodna jestem.
- To jedz to co upolowałaś. - dałem radę
- Przecież wiem! - zaśmiała się i skosztowała delikatnie myszki. Przeżuwała ją spokojnie. Przełknęła i rzuciła się na świeże mięso. Jak już nic nie zostało, ziewnęła.
- Co śpiąca? - spytałem
- Nie! - szybko zaprzeczyła
- Dobra, Wissy. Co teraz robimy? - spytałem
- Co powiesz na wyścig? - zamerdała ogonem
- Chętnie. - powiedziałem
- Meta, będzie przy tym dębie. - powiedziała Wissy
- Na trzy. Raz. Dwa.
- Trzy - krzyknęliśmy razem i ruszyliśmy. Mała była naprawdę szybka. Uczciwie (no prawie) był remis.

<Wissy?>

środa, 31 grudnia 2014

Od Tamorayna "Powrót Rodzinki cz.3 " (cd. Kiiyuko)

Stałem zdziwiony. Ostra jest.
- Pff.... Nic. - powiedział Jasper (ten powalony przez Kii) i się wyrwał. Teraz on ją przygwoździł do ziemi. - No mała tylko na to cie stać? - zapytał. I spojrzał na nią, potem na Altara i na końcu na mnie. Ujrzałem w jego oczach coś, czego nigdy tam nie było. A co widziałem w nie raz. Miał maślane oczy. Oooo..... Mojemu braciszkowi spodobała się Kiiyuko.
- Altar co tak się gapisz? Bierz Rayna. - syknął. Altar posłusznie rzucił się na mnie. Mam szczęście, że na niego trafiłem. Jasper był od niego silniejszy. Altar miał mniej, więcej tyle samo siły co ja, więc walka będzie równa.
- Co się go tak słuchasz? Ty jesteś przecież starszy. - syknąłem podczas walki do brata. Nie odpowiedział, ale zaczął się na tym skupiać. Szybko go obaliłem. Parę metrów dalej z Jasperem biła się Kiiyuko. Jasper widocznie dawał jej fory. Nie gryzł jej tylko delikatnie muskał jej sierść.
- Nie wiem czemu, słucham się tego pomiotu diabelskiego. - powiedział Altar, kiedy ja byłem na ziemi. Puścił mnie.
- Co ty robisz?! Bierz go! - warknął Jasper
- Nie. - powiedział Altar
- Co proszę?! - warknął. Zostawił Kii i rzucił się na brata (nie na mnie). Drapnął go pazurami po pysku i uciekł. Altar zawył z bólu i upadł na ziemie.
- Altar! - krzyknąłem i rzuciłem się DO niego. Kiiyuko spojrzała na mnie wymownie. Jej spojrzenie mówiło "On w końcu dobry czy zły?".
- Mam go dość. Zawsze tylko na mnie warczy i mnie gryzie i drapie. Ale nie tak dla zabawy. Na poważnie. To był jego pomysł by tutaj przyjść i zemścić się na Raynie i tej watasze. Ja nie chciałem i... Iii...... nie chcę. - zaniósł się płaczem

<Kiiyuko?>

Od Tamorayna "Pierwszy dzień w watasze cz.4 " (cd. Wissy)

- Nie idź za mną! - warknęła
Posłusznie stanąłem.
- Wissy. Ja nie chcę ci nic zrobić. Przysięgam. - powiedziałem. Ta mała wszystko źle odebrała. Myślała, że co? Chcę ją zabić, zjeść czy coś podobnego?
Ona na nic nie czekała. Wiała, że aż się za nią kurzyło. Ja się z miejsca nie ruszałem. Po paru minutach nudnego siedzenia, zobaczyłem Wissy zaglądającą zza krzewu. Wstałem i ruszyłem do tej roślinki i małej waderki, która się za nim kryła.
- O! Wissy. Co tak zaglądasz za mną? – spytałem z najbardziej miłym uśmiechem jaki tylko umiałem zrobić. – Uciekałaś przecież w inną stronę.
- Bo ja….. – jąkała się już mniej wystraszona.
- Tak? – spojrzałem na nią wyczekująco

<Wissy? Przestań się mnie bać pliss…..>

piątek, 26 grudnia 2014

Od Tamorayna "Pierwszy dzień w watasze cz.2 " (cd. Wissy)

Ujrzałem małą waderę. Siedziała zamyślona przyglądając się innym przerażonymi oczami. Podszedłem do niej.
- Witaj. - powiedziałem stając za nią.
Odwróciła się wystraszone.
- Kkk... Kim jesteś? - spytała
- Jestem Tamorayn. Przepraszam nie chciałem cię wystraszyć. Jak ty się nazywasz? - uśmiechnąłem się. Wadera źle to odebrała.
- W.... Wissy.
- Nie bój się mnie. Nie zjem cię przecież. - powiedziałem
Wadera nie odpowiedziała tylko uciekła.
- Wissy! - zawołałem ją. Uciekała jeszcze szybciej. Ruszyłem za nią. Szybko ją dogoniłem.
- Zostaw mnie! - powiedziała
- Mała. Ja ci nic nie zrobię.
- Zabiłeś kiedyś kogoś? - zapytała. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Chciałem powiedzieć "nie", ale to nie byłaby prawda. Siedziałem cicho.
- Wissy. Proszę, nie bój się mnie. Chciałem cię tylko zagadać, dodać otuchy, bo tak siedziałaś wystraszona. Nie chciałem cię jeszcze bardziej wystraszyć. Rozumiesz?

<Wissy?>

Od Tamorayna "Powrót Rodzinki cz.1 " (cd. Kiiyuko)

Spacerowałem po watasze. Ostatnio było spokojnie, w watasze panowała mała melancholia . Przynajmniej koło mnie. Nagle podbiegł do mnie Kai. Przywitaliśmy się po czym powiedział:
- Tamorayn. Kiiyuko cię szuka.
- Mnie? Po co? - spytałem. Zrobiłem coś złego?
- Nn... Nie... Nie wiem. - powiedział
- Ok. Dzięki za wiadomość. Gdzie ona? - spytałem\
- W jaskini. - powiedział szybko odbiegłem. Weszłem do jaskini w takich nerwach jak wtedy, kiedy miałem się jej pytać czy mogę dołączyć do watahy.
- Dobrze, że jesteś. - powiedziała
- O co chodzi? - spytałem
- Są problemy w watasze.... - mówiła, nie dałem jej dokończyć
- Czemu mi to mówisz? - spytałem
- Bo to po części chodzi o ciebie. - powiedziała
- O mnie? Jak? - nie rozumiałem.
- Do watahy pojawiło się dwóch wilków. Mają wiele zadrapań. Jest to 2 basiorów. Niszczą tereny i mogą zaatakować członków. Mówią, że cię znają. Mało tego, mówią, że jesteś ich bratem.
- Co?? Oni przecież nie żyją.
- Widocznie jednak żyją. - powiedziała Alfa. - Chcę, byś pogadał z braćmi.
- Spróbuje. - powiedziałem i wyszedłem. Pobiegłem do lasu. Byli tam. Obydwaj. Altar i Jasper.
- Ooo.... Jest nasz braciszek. - uśmiechnęli się chytrze
- Czego chcecie? - warknąłem
- A nic. - powiedział Jasper. - Nic. Tylko zemsty.
- Chciałeś nas zabić. I zabiłeś ojca. Z nami ci się nie udało. - powiedział Altar i rzucili się na mnie. Obaliłem ich i pobiegłem do Alfy.
- I co? - zapytała - Jak ci poszło?
Opowiedziałem jej o tym zdarzeniu i o mojej przeszłości. Wadera była zamyślona.

<Kiiyuko?>

wtorek, 4 listopada 2014

Od Tamorayna "Lekcja Uśmiechania cz.10" (Cd. Desari)

- Desari. - dogoniłem ją
- Idź sobie. - powiedziała
- Desari proszę zaczekaj. - powiedziałem. Nagle Des zniknęła. "Ohh... Ta niewidzialność" pomyślałem. Zacząłem chodzić w kółko nawołując ją.
- Desari proszę. Wysłuchaj mnie. - mówiłem, ale odpowiadała mi jedynie cisza. Z każdą minutą traciłem nadzieję. W końcu zdesperowany poszukiwaniami położyłem się pod drzewem. Czułem, że ktoś mnie obserwuje, ale nikogo nie widziałem. "Des już sobie poszła" myślałem.
- Czemu to mnie spotkało. Wadera w której zakochałem się na zabój stała się niewidzialna. Przede mną. - westchnąłem, mówiąc do siebie. Nagle zobaczyłem nad sobą Desari. Stała widocznie tam cały czas.

<Des?>

wtorek, 7 października 2014

Od Tamorayna "Jak dołączyłem do watahy" cz. 2 (Cd. Ajax)

- Koleś, spokojnie. Przepraszam, że wszedłem ci w drogę, ale nie zauważyłem cię. - uśmiechnąłem się - A tak w ogóle jestem Tamorayn.
- Ajax. Też cię nie zauważyłem, więc sorry. - powiedział - Wiesz gdzie jesteśmy? - spytał Ajax
- Tak. - odpowiedziałem
- To gdzie? - spytał energicznie
- Na Wrzosowej Łące. Na terenie Watahy Magicznych Wilków. - uśmiechnąłem się - Chcesz dołączyć, jak tak to zaprowadzę cię...
- Co ty Alfa jesteś? - przerwał mi. Zacząłem się śmiać.
- Nie, chciałem powiedzieć, że zaprowadzę cię do Alfy. - powiedziałem nadal ze śmiechem
- Czemu tak się chichrasz? - spytał Ajax
- Ech... bo pomyślałeś, że Alfą jestem. A ja się raczej nie nadaje. - przekrzywiłem głowę - To co, zaprowadzić cię do Alfy?

<Ajax?>

poniedziałek, 15 września 2014

Od Tamorayna "Lekcja Uśmiechania cz.8" (Cd. Desari)

- Nie ma za co. - powiedziałem. Zaczęliśmy rozmawiać o różnych rzeczach.
- Co powie pani na pływanie? - spytałem z udawaną powagą
- Chętnie. - zaśmiała się Des.
- Kto pierwszy na środek jeziora! - krzyknąłem
- Nie masz co startować, bo i tak będę pierwsza. - powiedziała Des
- Zobaczymy. - mruknąłem i zacząłem pływać. Desari płynęła naprawdę szybko, ale udało mi się ją prześcignąć. W pewnym momencie zanurkowałem.
- Tamorayn?! Gdzie ty... - Desari nie udało się skończyć, bo pociągnąłem ją za nogę
- Ej...
Chcę ci coś pokazać. Chodź. - powiedziałem i zanurkowałem. Wadera nie poruszyła się.
- To idziesz?
- Idę. - westchnęła i zanurkowała. Pokazałem jej gestem by podążała za mną. Po jakieś minucie znaleźliśmy się w podwodnej jaskini.
Wyglądała tak:
 http://www.zaszafie.pl/system/redactor_assets/pictures/216/127B.tmp.jpg
 Po chwili wypłynęliśmy.
- I jak? - spytałem

<Desari?>

środa, 3 września 2014

Od Tamorayna "Lekcja Uśmiechania cz.6" (Cd. Desari)

Po tym jak odprowadziłem Desari, do zaśnięcia o niej myślałem. "Jej, jak ona ślicznie się uśmiechnęła" myślałem, "Wydaje się naprawdę słodka, na swój sposób" i tak do chwili w której sen zabrał mnie ze sobą. Choć w sumie nie. Widziałem ją także podczas snu. Ten jej delikatny uśmiech. Ohh.... Rano gdy wstałem i zjadłem na śniadanie, poszedłem nad Jezioro. Spotkałem tam Desari. Prawdziwy fart!!
- Cześć. - podszedłem do niej - Jak się spało?
- Hej. Dobrze. A tobie? - powiedziała
- Super. Miałem piękny sen. - westchnąłem z uśmiechem przypominając sobie sen. Nastała chwila milczenia. Po czym wadera weszła do wody. Ja zostałem na brzegu. Zacząłem rozmyślać o przeszłości. Na wspomnienie spadających głazów wzdrygnąłem się. W końcu postanowiłem wejść do wody. Wskoczyłem "na bombę", ochlapując Desari.
- Ej...!!! - krzyknęła
- Oj przepraszam. Bardzo mi przykro. - przepraszałem. Wadera nie odpowiedziała tylko na mnie chlapnęła.

<Des?> 

piątek, 29 sierpnia 2014

Od Tamorayn'a "Moja historia cz.3" (cd. Kiiyuko lub Desari)

Wszedłem do jaskini. Naprawdę miałem nadzieje, że zobaczę jeszcze tę waderę. W środku była dość ładna, biała wadera z prążkami na grzbiecie i różowo-białymi włosami.
- Co tu robisz? - warknęła
- Yyyy... Hej... Jestem Tamorayn. Jedna wadera, Des. Pokazała mi twoją grotę, chciałem cię zapytać czy mogę dołączyć. To mogę? - mówiłem jednym tchem.
- Tak. - powiedziała spokojniej - A tak w ogóle jestem Kiiyuko.
- Tamorayn, czyli po prostu Rayn. - uśmiechnąłem się.
- Chodź pokaże ci tereny - powiedziała i wyszła. Chodziliśmy po wielu pięknych miejscach. Wadera co rusz opowiadała o nich. Kiedy dochodziliśmy do końca "wycieczki", jaskiń. Zobaczyliśmy Des. Uśmiechnąłem się promiennie mówiąc do wadery:
- Hej
- Cześć - przywitała się z waderą Kiiyuko.
- Siema - odpowiedziała Des.

<Desari? Kiiyuko?> 

wtorek, 29 lipca 2014

Od Tamorayn'a "Moja Historia cz.1" (cd. Desari)

Urodziłem się w według innych kochającej rodzinie, ale to była nie prawda. Matka z siostrą były jedynie dobre, dwóch starszych braci i ojciec byli tylko z pozoru dobrzy. W rzeczywistości ojciec bił i poniżał matkę i siostrę - Lisę, a bracia mu pomagali. Kiedy zacząłem przymusowe nauki od ojca, uczyłem się bez wymówek, jemu jednak nigdy się nic nie podobało chwalił jedynie moich starszych braci – Jaspera i Altara. Po jakimś czasie urodził się jeszcze mały wilczek, miałem wtedy rok. Dostał na imię Wolverine. Wolverine był także dobry jak ja, Lisa i mama. On jednak był bardziej pewny siebie, odważny i szczerze nienawidził Ojca, Jaspera i Altara. On jako pierwszy zawsze się im postawiał. Kiedyś ojciec (nazywał się Kasper) tak się zdenerwował że mocno ugryzł mnie, Wolverina i jeszcze mocniej Lise i mamę. Zabił je. Nawet się z tego ucieszył.
Minęło trochę czasu, kiedy z bratem udało nam się uciec. Biegliśmy i biegliśmy coraz szybciej gdy zobaczyliśmy że bracia i ojciec nas gonią. Jednak Wolverin zwalniał w końcu go dopadli. Słyszałem jak mówi żebym biegł coraz szybciej. Następnie był tylko pisk. Odwróciłem się i zobaczyłem że mój najmłodszy brat leży na ziemi martwy. Wtedy naprawdę się wnerwiłem. Pobiegłem do nich i zrobiłem im cele. Ona jednak nie była mocna i się zawaliła, zabijając złą trójkę. Jestem mordercą – pomyślałem. Podszedłem do brata i go ożywiłem. Powiedział jednak, że chce zostać duchem i zawsze być przy mnie, powiedział że odnajdzie Lise i mamę i zawsze będą obok mnie. Wzruszyłem się. Powiedziałem że nie, niech żyje i cieszy się wolnością. Jednak taka była jego wola. Spełniłem ją i odtąd zawsze są przy mnie, czasem ich widzę i zawsze słyszę.
Chodziłem tak zamyślony, wspominając. Kiedy przez przypadek prawie „potrąciłem” waderę. Była czarna i według mnie powalająco piękna.
- Przepraszam, że cię nie zauważyłem. Jest tu gdzieś jakaś wataha? – uśmiechnąłem się – A tak w ogóle nazywam się Tamorayn, czyli po prostu Rayn. A ty?

<Desari?>