Dzisiaj nadszedł ten dzień. Od kilku ostatnich tygodni to
planowałem i wreszcie dałem radę to zrobić. Odchodzę z watahy. Spędziłem
tu najlepsze lata swojego życia. Zacząłem wszystko od początku, ale
teraz to kończę. Sam nie wiem dokładnie dlaczego. Tak podpowiada mi
serce. I tak zrobię. Od rana zaglądam do jaskiń przyjaciół. Żegnam się z
nimi i zostawiam po sobie pamiątki tym najbliższym. Niektórzy płaczą.
Niektórzy nie robią nic, tylko stoją i patrzą. Niektórzy pewnie w głębi
duszy się cieszą. A niektórzy nawet próbują mnie zatrzymać. Ja jednak
odchodzę i zdania już nie zmienię. Bardzo ich wszystkich kocham i z
żalem opuszczam. Tak musi być. Tak chciał los.
Wieczorem, gdy
już z wszystkimi się zobaczyłem postanawiam jeszcze raz przebiec się po
terenach i zawyć, tak jak robiłem to zawsze z przyjaciółmi. Po okrążeniu
watahy wybiegłem poza jej tereny i zacząłem iść. Szedłem i szedłem tak
dalej przez długi czas...Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dragon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dragon. Pokaż wszystkie posty
środa, 31 grudnia 2014
Od Dragona "To już koniec"
środa, 26 listopada 2014
Od Dragona "I co ja mam zrobić? cz.3" (cd. Lithium Vane/ chętny)
- Chodzi o to, że... - zacząłem - ...a z resztą nie ważne.
Spojrzałem na waderę. - Ej, zaczekaj! - krzyknęła za mną i po chwili wylądowała na przeciw mnie zagradzają drogę.
- Porozmawiajmy - zaproponowała
Ominąłem ją i szedłem dalej po ścieżce nie zwracając uwagi na to, co powiedziała. Wadera wciąż za mną leciała. Było to trochę irytujące.
"Na dodatek jeszcze pewnie teraz czyta mi w myślach."
"Na dodatek jeszcze pewnie teraz czyta mi w myślach."
Sam
przed chwilą chciałem z kimś porozmawiać, czułem taka potrzebę, ale
chyba mi się odechciało. A może nie? Może po prostu jej nie znam i nie
chcę o tym gadać z osobą poznaną dwie minuty temu? Sam już nie wiem, co
mam robić. Muszę pobyć sam, albo spotkać się z jakimś przyjacielem. Mam
nadzieję, że chociaż on czy ona mi pomoże.
niedziela, 9 listopada 2014
Od Dragona "I co ja mam zrobić?" (cd.chętny)
Wstałem dzisiaj wcześnie. Sagrina spała jak kamień. Ucałowałem ją w
czoło i wyszedłem na zewnątrz. Słońce dopiero wyłaniało się zza
horyzontu. Powoli ruszyłem w góry. Bardzo lubiłem tam przesiadywać.
Zazwyczaj nikt tam nie przychodził, więc było cicho i spokojnie. Po
godzinnej wędrówce dotarłem na miejsce. Do ogromnego, starego dęba.
Wszedłem na drzewo i usadowiłem się na gałęzi. Było widać stamtąd całą
watahę. Wszyscy jeszcze spali, gdzieś w oddali przebiegło stado jeleni i
saren. Widoki były cudowne.
Jednak po chwili przypomniałem sobie
po co tutaj przyszedłem. Chciałem spokojnie przemyśleć odejście z tego
cudownego miejsca. Nie mam innej rodziny niż oni tutaj, ale chyba nie za
bardzo odnajduję się w tym miejscu. Może i mam przyjaciół,
najwspanialszą dziewczynę pod słońcem, lecz coś podpowiada mi żeby stąd
odejść. Nie mam gdzie pójść. Na pewno nie wrócę do poprzedniego domu.
Nie mam zamiaru ich więcej widzieć. Chyba będę po prostu podróżował, póki
nikt mnie nie zabije, albo coś w tym stylu. A może jeszcze mi się
odmieni i zostanę tutaj. Kto wie? Fajnie by było z kimś o tym pogadać,
ale nie wiem czy mam na to odwagę.
<ktoś chętny?>
poniedziałek, 8 września 2014
Od Dragona "Czas wyznać prawdę cz.10" (cd. Sagrina)
Łaskotałem Sagrinę przez jakieś pięć minut. Oboje śmialiśmy się w Niebo głosy.
- Przestań! Przestań! - krzyczała śmiejąc się.
- No dobra, jak chcesz - przestałem, ale po chwili znów zacząłem.
- Ej! No przestań!
Gdy skończyłem ją łaskotać, usiadłem i śmiałem się. Wadera leżała na plecach i wyglądała tak, jakby wymyślała plan zemsty.
Miała rozczochrane włosy i trawę wplątaną w sierść. Gdy tylko odwróciłem się w drugą stronę, ona skoczyła na mnie i powaliła na ziemię.
- Leżysz - zaśmiała się.
Ja również się zaśmiałem i cmoknąłem ją w nos.
<Sagrina?>
- Przestań! Przestań! - krzyczała śmiejąc się.
- No dobra, jak chcesz - przestałem, ale po chwili znów zacząłem.
- Ej! No przestań!
Gdy skończyłem ją łaskotać, usiadłem i śmiałem się. Wadera leżała na plecach i wyglądała tak, jakby wymyślała plan zemsty.
Miała rozczochrane włosy i trawę wplątaną w sierść. Gdy tylko odwróciłem się w drugą stronę, ona skoczyła na mnie i powaliła na ziemię.
- Leżysz - zaśmiała się.
Ja również się zaśmiałem i cmoknąłem ją w nos.
<Sagrina?>
sobota, 6 września 2014
Od Dragona "Czas wyznać prawdę cz.8" (cd. Sagrina)
Doszliśmy do lasu. Drzewa rosły bardzo gęsto. Czasem nawet trudno było
się przez nie przecisnąć. Sagrina szła ze spuszczoną głową. Grzywka
zasłaniała jej twarz. Czułem, że coś jest nie tak. Prawie wcale się do
mnie nie odzywała. Zawsze gdy się spotykaliśmy śmiała się, rozmawiała, a
nawet śpiewała. Była najszczęśliwszym wilkiem jaskiego znałem. A teraz
nie wiem co się z nią dzieje. Może to przeze mnie? Nie mam pojęcia,
jednak czuję, że coś jest na rzeczy. Muszę z nią o tym szczerze
porozmawiać.
Idąc tak przez las doszliśmy do niewielkiej polany. Zatrzymałem się na skraju i usiadłem. Wadera niechętnie zrobiła to co ja. Patrzyłem na nią, ale nie wiedziałem jak zacząć.
- Sagi - przysunąłem się bliżej, tak że dotykałem ją swoim ramieniem. - Chyba musimy o czymś porozmawiać. Widzę, że jesteś smutna, nie wiem co się dzieje. Martwię się o ciebie.
Wadera spojrzała na mnie kątem oka, ale za chwilę znów odwróciła wzrok. Pojedyncza łza kapnęła na ziemię. Przytuliłem się do niej i pocałowałem w czoło.
- Skarbie co się dzieje?
<Sagrina?>
Idąc tak przez las doszliśmy do niewielkiej polany. Zatrzymałem się na skraju i usiadłem. Wadera niechętnie zrobiła to co ja. Patrzyłem na nią, ale nie wiedziałem jak zacząć.
- Sagi - przysunąłem się bliżej, tak że dotykałem ją swoim ramieniem. - Chyba musimy o czymś porozmawiać. Widzę, że jesteś smutna, nie wiem co się dzieje. Martwię się o ciebie.
Wadera spojrzała na mnie kątem oka, ale za chwilę znów odwróciła wzrok. Pojedyncza łza kapnęła na ziemię. Przytuliłem się do niej i pocałowałem w czoło.
- Skarbie co się dzieje?
<Sagrina?>
środa, 3 września 2014
Od Dragona "Czas wyznać prawdę cz.6" (cd. Sagrina)
- Dziękuję - powiedziała Sagi. - Są piękne.
- Nie ma za co - powiedziałem uśmiechnięty.
Położyłem się obok wadery krzyżując przednie łapy. Słońce powoli zachodziło. Niebo robiło się pomarańczowe.
Sagrina patrzyła przed siebie, wąchając kwiaty. Zerkałem na nią kątem oka. Była troszkę spięta.
- Masz może ochotę na spacer? - zapytałem przerywając ciszę.
- Chętnie się przejdę - spojrzała na mnie.
- To chodźmy - podniosłem się i podałem waderze łapę.
Ona przyjęła moją pomoc i ruszyliśmy w stronę lasu.
<Sagrina?>
- Nie ma za co - powiedziałem uśmiechnięty.
Położyłem się obok wadery krzyżując przednie łapy. Słońce powoli zachodziło. Niebo robiło się pomarańczowe.
Sagrina patrzyła przed siebie, wąchając kwiaty. Zerkałem na nią kątem oka. Była troszkę spięta.
- Masz może ochotę na spacer? - zapytałem przerywając ciszę.
- Chętnie się przejdę - spojrzała na mnie.
- To chodźmy - podniosłem się i podałem waderze łapę.
Ona przyjęła moją pomoc i ruszyliśmy w stronę lasu.
<Sagrina?>
Od Dragona "Czas wyznać prawdę cz.4" (cd.Sagrina)
Patrzyłem za odchodzącą, a raczej biegnącą waderą.
- Szkoda, że musiała już iść - pomyślałem - Zajrzę do niej później.
Położyłem się na łące i zacząłem myśleć o wydarzeniach sprzed dziesięciu minut. Byłem tak szczęśliwy, że nie potrafię nawet tego opisać. Bardzo ją kocham i chciałbym żeby zawsze była szczęśliwa i bezpieczna.
Będąc na łące zerwałem kilka kolorowych kwiatów i o zmierzchu ruszyłem do jaskini Sagriny. Na miejscu wszedłem do środka, ale nikogo nie zastałem. pomyślałem sobie, że może jest u siostry. Pobiegłem więc do jaskini Sory.
- Hej Sorcia - przywitałem się.
- O hej, co u ciebie? - spojrzała na mnie z uśmiechem na pysku.
- Wszystko super. Szukam właśnie twojej cudownej siostrzyczki, nie wiesz gdzie ona jest? - rozglądałem się po jaskini.
Wadera dziwnie na mnie patrzyła.
- Wiesz, chyba była nad kąpieliskiem - dojrzała, że mam kwiaty i zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Dzięki, to cześć - powiedziałem już ucieszony i wybiegłem z jaskini.
<Sagrina?>
- Szkoda, że musiała już iść - pomyślałem - Zajrzę do niej później.
Położyłem się na łące i zacząłem myśleć o wydarzeniach sprzed dziesięciu minut. Byłem tak szczęśliwy, że nie potrafię nawet tego opisać. Bardzo ją kocham i chciałbym żeby zawsze była szczęśliwa i bezpieczna.
Będąc na łące zerwałem kilka kolorowych kwiatów i o zmierzchu ruszyłem do jaskini Sagriny. Na miejscu wszedłem do środka, ale nikogo nie zastałem. pomyślałem sobie, że może jest u siostry. Pobiegłem więc do jaskini Sory.
- Hej Sorcia - przywitałem się.
- O hej, co u ciebie? - spojrzała na mnie z uśmiechem na pysku.
- Wszystko super. Szukam właśnie twojej cudownej siostrzyczki, nie wiesz gdzie ona jest? - rozglądałem się po jaskini.
Wadera dziwnie na mnie patrzyła.
- Wiesz, chyba była nad kąpieliskiem - dojrzała, że mam kwiaty i zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Dzięki, to cześć - powiedziałem już ucieszony i wybiegłem z jaskini.
<Sagrina?>
poniedziałek, 1 września 2014
Od Dragona " Czas wyznać prawdę cz.2" (cd. Sagrina)
Znieruchomiałem. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Myślałem, że się
jej nie podobam. Ja szaleję za nią odkąd się pierwszy raz spotkaliśmy.
Nie okazywałem jednak tego. Myślałem, że ona uważa mnie tylko za
przyjaciela. A tu nagle takie coś... Normalnie szok!
Gapiłem się na waderę. Ona spuściła wzrok i grzebała łapą w ziemi.
Wstałem i podszedłem bliżej . Sagi jeszcze bardziej się zaczerwieniła. Słyszałem jak szybko bije jej serce.
- Spójrz na mnie - powiedziałem delikatnie.
Przez chwilę się wahała lecz po chwili znów patrzyliśmy sobie w oczy jak z przed kilku minut. Była taka piękna. Jej wesołe, błyszczące oczy i ten słodki uśmiech. Odgarnąłem jej grzywkę. Zbliżyłem pysk do jej pyska i pocałowałem.
- Też Cię kocham - szepnąłem jej do ucha.
<Sagrina?>
Gapiłem się na waderę. Ona spuściła wzrok i grzebała łapą w ziemi.
Wstałem i podszedłem bliżej . Sagi jeszcze bardziej się zaczerwieniła. Słyszałem jak szybko bije jej serce.
- Spójrz na mnie - powiedziałem delikatnie.
Przez chwilę się wahała lecz po chwili znów patrzyliśmy sobie w oczy jak z przed kilku minut. Była taka piękna. Jej wesołe, błyszczące oczy i ten słodki uśmiech. Odgarnąłem jej grzywkę. Zbliżyłem pysk do jej pyska i pocałowałem.
- Też Cię kocham - szepnąłem jej do ucha.
<Sagrina?>
Od Dragona "A zapowiadał się całkiem udany dzień cz.7"
- Nie ma za co - podałem jej ostatnie dwie książki i usiadłem.
- Co ci się stało? - mówiła trochę przerażona patrząc na łapę.
- A to? Nic takiego. Tak to jest jak się nie patrzy pod nogi. - zaśmiałem się
- Ale na pewno?
- Tak. Nie przejmuj się.
- No jak chcesz.
Wadera usiadł na przeciwko mnie i wzdychnęła.
- Co za dzień. - mówiła
- A gdzie tak pędziłaś z tymi wszystkimi książkami? - zapytałem po chwili.
- Do biblioteki. Muszę je odnieść
- Aha - pokiwałem głową i uśmiechnąłem się pod nosem.
<Asuna?>
- Co ci się stało? - mówiła trochę przerażona patrząc na łapę.
- A to? Nic takiego. Tak to jest jak się nie patrzy pod nogi. - zaśmiałem się
- Ale na pewno?
- Tak. Nie przejmuj się.
- No jak chcesz.
Wadera usiadł na przeciwko mnie i wzdychnęła.
- Co za dzień. - mówiła
- A gdzie tak pędziłaś z tymi wszystkimi książkami? - zapytałem po chwili.
- Do biblioteki. Muszę je odnieść
- Aha - pokiwałem głową i uśmiechnąłem się pod nosem.
<Asuna?>
piątek, 29 sierpnia 2014
Od Dragona „A zapowiadał się całkiem udany dzień... cz.5" (cd.chętny)
Leżałem tak samotnie przed jaskinią dopóki nie zjawiła się Desari.
- Cześć - powiedziała jak zwykle ponuro.
- Cześć - odburknąłem.
- I jak się czujesz? Lepiej ci? - zapytała zdejmując bandaż.
- Trochę lepiej.
Wadera dokładnie obejrzała ranę i zmieniła opatrunek.
- Gotowe - oznajmiła po kilku minutach. - Rana szybko się goi. Za dwa tygodnie będziesz "zdrowy", jednak pamiętaj, że łapa nie wróci do pełnej sprawności.
- Trudno. - zbytnio się tym nie przejąłem. I tak nikt mnie nie kocha. Nie mam dla kogo być "piękny".
Ona tylko spojrzała na mnie swoimi złotymi ślepiami.
- Wpadnę jutro. - wstała i odeszła, a ja zostałem znów sam.
<jakiś chętny?>
- Cześć - powiedziała jak zwykle ponuro.
- Cześć - odburknąłem.
- I jak się czujesz? Lepiej ci? - zapytała zdejmując bandaż.
- Trochę lepiej.
Wadera dokładnie obejrzała ranę i zmieniła opatrunek.
- Gotowe - oznajmiła po kilku minutach. - Rana szybko się goi. Za dwa tygodnie będziesz "zdrowy", jednak pamiętaj, że łapa nie wróci do pełnej sprawności.
- Trudno. - zbytnio się tym nie przejąłem. I tak nikt mnie nie kocha. Nie mam dla kogo być "piękny".
Ona tylko spojrzała na mnie swoimi złotymi ślepiami.
- Wpadnę jutro. - wstała i odeszła, a ja zostałem znów sam.
<jakiś chętny?>
piątek, 1 sierpnia 2014
Od Dragona "A zapowiadał się całkiem udany dzień...cz.3" (cd. Desari)
Próbowałem zasnąć, jednak ból nie dawał zmrużyć oka. Leżałem więc w
milczeniu i patrzyłem przed siebie. Desari siedziała obok mojego
legowiska i obserwowała mnie. Byłem jej bardzo wdzięczny, ale nie miałem
nawet siły się odezwać. Uratowała mi życie kolejny raz. Muszę jej to
jakoś wynagrodzić.
Rano wadera zmieniła mi opatrunek.
- Rana powoli zaczyna się goić. Po jakichś dwóch, trzech tygodniach powrócisz do pełnej sprawności.-mówiła oglądając łapę.
- Dzięki Des. Gdyby nie ty mógłbym już nie żyć.
- Nie ma sprawy.
-Zauważyłaś, że zazwyczaj spotykamy się gdy coś mi się stanie? - zaśmiałem się.
- Tak, to prawda - uśmiechnęła się.
Próbowałem się podnieść z ziemi i wyjść na zewnątrz.
- A ty dokąd? - zapytała
- Muszę wyjść na dwór. Nie lubię siedzieć bezczynnie w jaskini, gdy na dworze jest taka piękna pogoda.
- Musisz odpoczywać.
- Położę się przed jaskinią. Obiecuję, że nigdzie nie pójdę.
- Ach. No dobra.
Desari pomogła mi wyjść na zewnątrz.
- Mogę ci się jakoś odwdzięczyć? - spytałem
<Desari?>
Rano wadera zmieniła mi opatrunek.
- Rana powoli zaczyna się goić. Po jakichś dwóch, trzech tygodniach powrócisz do pełnej sprawności.-mówiła oglądając łapę.
- Dzięki Des. Gdyby nie ty mógłbym już nie żyć.
- Nie ma sprawy.
-Zauważyłaś, że zazwyczaj spotykamy się gdy coś mi się stanie? - zaśmiałem się.
- Tak, to prawda - uśmiechnęła się.
Próbowałem się podnieść z ziemi i wyjść na zewnątrz.
- A ty dokąd? - zapytała
- Muszę wyjść na dwór. Nie lubię siedzieć bezczynnie w jaskini, gdy na dworze jest taka piękna pogoda.
- Musisz odpoczywać.
- Położę się przed jaskinią. Obiecuję, że nigdzie nie pójdę.
- Ach. No dobra.
Desari pomogła mi wyjść na zewnątrz.
- Mogę ci się jakoś odwdzięczyć? - spytałem
<Desari?>
czwartek, 31 lipca 2014
Od Dragona „A zapowiadał się całkiem udany dzień… cz.1" (Cd. chętny)
Słońce zaczęło przebijać się przez szparę w mojej jaskini. Próbowałem
znów zasnąć, jednak promienie słoneczne zatrzymały się na mojej twarzy i
nie dały zmrużyć oka.
- No cóż, trzeba wstawać - myślałem podnosząc się z miękkiego posłania.
Przeciągnąłem się i głośno ziewnąłem. Powoli ruszyłem w stronę wyjścia.
Dzień zapowiadał się piękny. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, wiał lekki i chłody wiaterek.
Moim pierwszym dzisiejszym przystankiem był jak zwykle las. Upolowałem tam swoje ulubione „danie” , czyli oczywiście sarnę. Zabrałem ją na polanę i zjadłem nigdzie się nie spiesząc. Poleżałem chwilkę w trawie i poszedłem nad wodospad się umyć. Moja sierść była pozlepiana krwią ofiary i błotem. Włosy rozczochrane jak nigdy. Wskoczyłem do ciepłej wody i zanurkowałem. Pływałem tam przez jakieś pół godziny, żeby brud odpadł z futra. Następnie wyszedłem na brzeg i otrzepałem się. Aby szybciej wyschnąć użyłem mocy. Teraz wyglądałem już jak normalny wilk. Popędziłem w góry na długi spacer. Chciałem się wyciszyć i trochę pomyśleć. Nikomu o tym nie mówiłem. Może to trochę nierozsądne z mojej strony, ale cóż. Czasem trzeba zaryzykować.
Wspinałem się po stromych skałach. Niektóre były jeszcze mokre i śliskie po ostatniej ulewie. Na szczęście bezpiecznie dotarłem na szczyt. Usiadłem na gałęzi najwyższego drzewa i rozejrzałem się dookoła. Widziałem stamtąd całą watahę. Wilki wyglądały jak mrówki.
Gdy znudziło mi się siedzenie na drzewie i „podglądanie” przyjaciół pobiegłem nad przepaść. Usiadłem sobie wygodnie i zamknąłem oczy. Spojrzałem w moją przeszłość. Przed oczami ukazywały się sceny z mojego wcześniejszego życia. Gdy byłem szczeniakiem i bawiłem się z innymi, gdy matka uczyła mnie polować, gdy odkrywałem swoje pierwsze zdolności i moce. Ciekawe czy już wszystkie znam? Chwilę się nad tym zastanawiałem. I kolejna scena. Ostatni dzień w poprzedniej watasze. Do tej pory nie mam pojęcia dlaczego ojciec mnie z niej wyrzucił. Przecież ja nic złego nie zrobiłem. A może tak mi się tylko wydaje, że nic? Nie chcę dłużej tego widzieć. Przeszedłem do następnego wydarzenia, później kolejnego. Te były już z mojego nowego życia.
- Ach, jak dobrze, że znalazłem tę watahę. – uśmiechnąłem się pod nosem. - Wreszcie mam na kim polegać. Jestem szczęśliwy.
Wstałem z miejsca i powoli wracałem do domu. Podziwiałem widoki i spoglądałem w niebo.
- Przydało by się jeszcze tylko znaleźć jakąś dziewczynę.- na samą myśl o tym śmiałem się z siebie samego.
- A która cię zechce? Nie masz u żadnej szans. - mówiłem do siebie i próbowałem zapomnieć o tej myśli.
Byłem już prawie w domu. Zaczęło się ściemniać.
- To był udany dzień. Nieważne, że spędziłem go sam - i nie dokończyłem mówić sam do siebie tylko zawyłem z bólu.
Wszedłem na pułapkę, która zatrzasnęła się na mojej łapie.
- Pomocy! - krzyczałem.
Rana zaczęła potwornie krwawić. Ból przeszywał mi łapę. Nie mogłem już dłużej wytrzymać. Przewróciłem się na ziemię i zemdlałem.
<ktoś chętny?>
- No cóż, trzeba wstawać - myślałem podnosząc się z miękkiego posłania.
Przeciągnąłem się i głośno ziewnąłem. Powoli ruszyłem w stronę wyjścia.
Dzień zapowiadał się piękny. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, wiał lekki i chłody wiaterek.
Moim pierwszym dzisiejszym przystankiem był jak zwykle las. Upolowałem tam swoje ulubione „danie” , czyli oczywiście sarnę. Zabrałem ją na polanę i zjadłem nigdzie się nie spiesząc. Poleżałem chwilkę w trawie i poszedłem nad wodospad się umyć. Moja sierść była pozlepiana krwią ofiary i błotem. Włosy rozczochrane jak nigdy. Wskoczyłem do ciepłej wody i zanurkowałem. Pływałem tam przez jakieś pół godziny, żeby brud odpadł z futra. Następnie wyszedłem na brzeg i otrzepałem się. Aby szybciej wyschnąć użyłem mocy. Teraz wyglądałem już jak normalny wilk. Popędziłem w góry na długi spacer. Chciałem się wyciszyć i trochę pomyśleć. Nikomu o tym nie mówiłem. Może to trochę nierozsądne z mojej strony, ale cóż. Czasem trzeba zaryzykować.
Wspinałem się po stromych skałach. Niektóre były jeszcze mokre i śliskie po ostatniej ulewie. Na szczęście bezpiecznie dotarłem na szczyt. Usiadłem na gałęzi najwyższego drzewa i rozejrzałem się dookoła. Widziałem stamtąd całą watahę. Wilki wyglądały jak mrówki.
Gdy znudziło mi się siedzenie na drzewie i „podglądanie” przyjaciół pobiegłem nad przepaść. Usiadłem sobie wygodnie i zamknąłem oczy. Spojrzałem w moją przeszłość. Przed oczami ukazywały się sceny z mojego wcześniejszego życia. Gdy byłem szczeniakiem i bawiłem się z innymi, gdy matka uczyła mnie polować, gdy odkrywałem swoje pierwsze zdolności i moce. Ciekawe czy już wszystkie znam? Chwilę się nad tym zastanawiałem. I kolejna scena. Ostatni dzień w poprzedniej watasze. Do tej pory nie mam pojęcia dlaczego ojciec mnie z niej wyrzucił. Przecież ja nic złego nie zrobiłem. A może tak mi się tylko wydaje, że nic? Nie chcę dłużej tego widzieć. Przeszedłem do następnego wydarzenia, później kolejnego. Te były już z mojego nowego życia.
- Ach, jak dobrze, że znalazłem tę watahę. – uśmiechnąłem się pod nosem. - Wreszcie mam na kim polegać. Jestem szczęśliwy.
Wstałem z miejsca i powoli wracałem do domu. Podziwiałem widoki i spoglądałem w niebo.
- Przydało by się jeszcze tylko znaleźć jakąś dziewczynę.- na samą myśl o tym śmiałem się z siebie samego.
- A która cię zechce? Nie masz u żadnej szans. - mówiłem do siebie i próbowałem zapomnieć o tej myśli.
Byłem już prawie w domu. Zaczęło się ściemniać.
- To był udany dzień. Nieważne, że spędziłem go sam - i nie dokończyłem mówić sam do siebie tylko zawyłem z bólu.
Wszedłem na pułapkę, która zatrzasnęła się na mojej łapie.
- Pomocy! - krzyczałem.
Rana zaczęła potwornie krwawić. Ból przeszywał mi łapę. Nie mogłem już dłużej wytrzymać. Przewróciłem się na ziemię i zemdlałem.
<ktoś chętny?>
poniedziałek, 28 lipca 2014
Od Dragon'a ''Taka sama a jednak inna cz.3" (cd. Sagrina)
- Tak, jestem siostrą Sory. Ileż razy mam ci to powtarzać? - zapytała drwiąco.
- Sora nic mi o tym nie mówiła. - zastanawiałem się nad tym.
- Ona sama niedawno się dowiedziała. Zawsze trzeba ci tyle razy powtarzać jedną rzecz?
- Zazwyczaj nie.
- Jasne - prychnęła - Jak szukałeś mojej siostry, to jest u siebie.
Wadera zaczęła odchodzić.
- Właściwie to jej nie szukałem. Myślałem, że to ona więc chciałem się przywitać, ale okazało się, że to nie ona... A może jesteś głodna? Sam nie zjem tej sarny.
- Potrafię sobie upolować sarnę. Jak będę głodna to pójdę do lasu.
- To może oprowadzić cię po terenach?
- Nie. Już ktoś mnie oprowadził.
Chyba zaczynałem ją denerwować tymi pytaniami.
- Jestem Dragon. Miło było cię poznać - krzyknąłem, ale nie wiem czy mnie jeszcze usłyszała.
<Sagrina?>
- Sora nic mi o tym nie mówiła. - zastanawiałem się nad tym.
- Ona sama niedawno się dowiedziała. Zawsze trzeba ci tyle razy powtarzać jedną rzecz?
- Zazwyczaj nie.
- Jasne - prychnęła - Jak szukałeś mojej siostry, to jest u siebie.
Wadera zaczęła odchodzić.
- Właściwie to jej nie szukałem. Myślałem, że to ona więc chciałem się przywitać, ale okazało się, że to nie ona... A może jesteś głodna? Sam nie zjem tej sarny.
- Potrafię sobie upolować sarnę. Jak będę głodna to pójdę do lasu.
- To może oprowadzić cię po terenach?
- Nie. Już ktoś mnie oprowadził.
Chyba zaczynałem ją denerwować tymi pytaniami.
- Jestem Dragon. Miło było cię poznać - krzyknąłem, ale nie wiem czy mnie jeszcze usłyszała.
<Sagrina?>
niedziela, 27 lipca 2014
Od Dragon'a ''Taka sama, a jednak inna cz.1" (cd. Sagrina)
Kolejny zwykły dzień w watasze. Miałem dzisiaj wolne, bo inny wilk
pilnował terenów watahy. Nie miałem co robić w jaskini więc wybrałem się
na spacer. Poszedłem nad kąpielisko, aby się ochłodzić bo dzień był
upalny. W końcu jest lato. Na miejscu wskoczyłem do wody i pływałem.
Woda była przyjemnie chłodna.
"Tego mi było trzeba" - pomyślałem.
Zanurkowałem ostatni raz i wypłynąłem po drugiej stronie jeziora. Wyszedłem na brzeg, otrzepałem się z wody i położyłem na piasku, aby wysuszyć futro. Przez to pływanie zrobiłem się głody. Pobiegłem do lasu po sarnę. Długo nie musiałem jej gonić. Złapałem ją gdy wbiegała na polanę. Wziąłem ją w zęby i ruszyłem do domu. Wracając przez las ujrzałem różową waderę.
"O, Sora" - pomyślałem - "Może zje ze mną. Sam nie dam rady"
Zacząłem iść w jej stronę.
"Zmieniła fryzurę?" - zastanawiałem się - "Wygląda jakoś inaczej"
- Hej Sora, to ty?
<Sagrina?>
"Tego mi było trzeba" - pomyślałem.
Zanurkowałem ostatni raz i wypłynąłem po drugiej stronie jeziora. Wyszedłem na brzeg, otrzepałem się z wody i położyłem na piasku, aby wysuszyć futro. Przez to pływanie zrobiłem się głody. Pobiegłem do lasu po sarnę. Długo nie musiałem jej gonić. Złapałem ją gdy wbiegała na polanę. Wziąłem ją w zęby i ruszyłem do domu. Wracając przez las ujrzałem różową waderę.
"O, Sora" - pomyślałem - "Może zje ze mną. Sam nie dam rady"
Zacząłem iść w jej stronę.
"Zmieniła fryzurę?" - zastanawiałem się - "Wygląda jakoś inaczej"
- Hej Sora, to ty?
<Sagrina?>
czwartek, 17 lipca 2014
Od Dragon'a "Jak dotarłem do watahy? cz.3"
Jedząc padlinę czułem, że moje rany się goją. Nie wiedziałem, że "lekarstwo" zadziała tak szybko.
- Jak nazywa się to drzewo, z którego zerwałaś liście? - zapytałem.
Ta informacja mogła się przydać w przyszłości w razie jakiegoś wypadku.
- Niestety nie pamiętam. - powiedziała wadera i siedziała wpatrując się we mnie.
- Chyba nie odpowiada ci moje towarzystwo. Praktycznie się nie odzywasz. Czy może taka już po prostu jesteś? - mruknąłem, a ona znów wzruszyła barkami.
- Ach... No nic ja się już będę zbierał. Muszę znaleźć jakieś schronienie. Wydaje mi się, że w nocy będzie padać. - powiedziałem i podniosłem się z ziemi.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję. - ruszyłem przed siebie.
- Hej! Zaczekaj! - wołała wadera po chwili.
Odwróciłem się i spojrzałem na nią.
- Tutaj jest wataha. Jak chcesz zaprowadzę cię do Alfy.
Zastanawiałem się przez chwilę czy to dobry pomysł. Nie chciałem znów stać się wyrzutkiem, ale w sumie warto spróbować.
- No dobrze. To chodźmy - rzuciłem i poszedłem za waderą.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce. Było tam sporo jaskiń. To pewnie "serce" watahy.
Nieznajoma wadera zatrzymała się przed największą jaskinią. Od razu domyśliłem się, że dotarliśmy na miejsce.
Wskazała łapą wejście i odeszła.
Wszedłem do środka. Na skale siedziała biała wadera. Była bardzo ładna.
- Kim jesteś? I co tu robisz? - zapytała
Przedstawiłem się i opowiedziałem skąd się wziąłem. Rozmawiałem z nią z godzinę i po tym czasie zgodziła się żebym został w watasze. Pokazała mi mój nowy dom i wróciła do siebie, a ja od razu położyłem się w koncie jaskini, jak to było w moim zwyczaju, i zasnąłem.
- Jak nazywa się to drzewo, z którego zerwałaś liście? - zapytałem.
Ta informacja mogła się przydać w przyszłości w razie jakiegoś wypadku.
- Niestety nie pamiętam. - powiedziała wadera i siedziała wpatrując się we mnie.
- Chyba nie odpowiada ci moje towarzystwo. Praktycznie się nie odzywasz. Czy może taka już po prostu jesteś? - mruknąłem, a ona znów wzruszyła barkami.
- Ach... No nic ja się już będę zbierał. Muszę znaleźć jakieś schronienie. Wydaje mi się, że w nocy będzie padać. - powiedziałem i podniosłem się z ziemi.
- Jeszcze raz bardzo ci dziękuję. - ruszyłem przed siebie.
- Hej! Zaczekaj! - wołała wadera po chwili.
Odwróciłem się i spojrzałem na nią.
- Tutaj jest wataha. Jak chcesz zaprowadzę cię do Alfy.
Zastanawiałem się przez chwilę czy to dobry pomysł. Nie chciałem znów stać się wyrzutkiem, ale w sumie warto spróbować.
- No dobrze. To chodźmy - rzuciłem i poszedłem za waderą.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce. Było tam sporo jaskiń. To pewnie "serce" watahy.
Nieznajoma wadera zatrzymała się przed największą jaskinią. Od razu domyśliłem się, że dotarliśmy na miejsce.
Wskazała łapą wejście i odeszła.
Wszedłem do środka. Na skale siedziała biała wadera. Była bardzo ładna.
- Kim jesteś? I co tu robisz? - zapytała
Przedstawiłem się i opowiedziałem skąd się wziąłem. Rozmawiałem z nią z godzinę i po tym czasie zgodziła się żebym został w watasze. Pokazała mi mój nowy dom i wróciła do siebie, a ja od razu położyłem się w koncie jaskini, jak to było w moim zwyczaju, i zasnąłem.
poniedziałek, 14 lipca 2014
Od Dragona "Obcy cz.2" (cd. Naaz)
Byłem na warcie pilnując terenów. Robiłem to praktycznie każdego dnia.
Chodziłem od Zielonego lasu do wodopoju i z powrotem. I tak przez pół
dnia. Na początku było to męczące, ale po kilku dniach przyzwyczaiłem
się do tego "spaceru". Dochodziłem właśnie do źródełka, gdy kątem oka
ujrzałem nieznajomego wilka, który drzemał w pobliżu wody. Podbiegłem
bliżej. Basior od razu poczuł, że ktoś jest w pobliżu i otworzył jedno
oko szczerząc kły.
- Kim jesteś? - rzuciłem się na niego
- A co cię to obchodzi?
- Pytam się jeszcze, raz jakim wilkiem jesteś ? - powtórzyłem
- Natury i cienia a nazywam się Naaz. A w ogóle kim ty jesteś? - odwarknął.
- Ja jestem Dragon. Strażnik terenów tutejszej watahy. - powiedziałem już trochę spokojniej.
Stojąc nad basiorem dojrzałem kilka krwawiących ran, ale nie mogłem od razu wpuścić go na tereny gdzie przebywają inne wilki, aby mógł obejrzeć go lekarz. Nie znałem go. Nie mogłem ryzykować.
Zszedłem z niego i stanąłem kilka kroków dalej. Wilk ledwo podniósł się z ziemi. Stanął przede mną gotowy do walki.
- Nie mam zamiaru z tobą walczyć. - mruknąłem
- Czy aby na pewno? Przed chwilą rzuciłeś się na mnie jak na sarnę, którą chcesz zjeść na obiad. - nadal był wściekły.
- No cóż. Taka moja praca. Skąd mogłem wiedzieć czy nie jesteś jakimś mordercą czy coś takiego. - byłem już spokojny.
- A skąd wiesz, że nie jestem, co?
- Jakbyś nim był, już dawno byś mnie zabił. A więc co cię tu sprowadza?
<Naaz?>
- Kim jesteś? - rzuciłem się na niego
- A co cię to obchodzi?
- Pytam się jeszcze, raz jakim wilkiem jesteś ? - powtórzyłem
- Natury i cienia a nazywam się Naaz. A w ogóle kim ty jesteś? - odwarknął.
- Ja jestem Dragon. Strażnik terenów tutejszej watahy. - powiedziałem już trochę spokojniej.
Stojąc nad basiorem dojrzałem kilka krwawiących ran, ale nie mogłem od razu wpuścić go na tereny gdzie przebywają inne wilki, aby mógł obejrzeć go lekarz. Nie znałem go. Nie mogłem ryzykować.
Zszedłem z niego i stanąłem kilka kroków dalej. Wilk ledwo podniósł się z ziemi. Stanął przede mną gotowy do walki.
- Nie mam zamiaru z tobą walczyć. - mruknąłem
- Czy aby na pewno? Przed chwilą rzuciłeś się na mnie jak na sarnę, którą chcesz zjeść na obiad. - nadal był wściekły.
- No cóż. Taka moja praca. Skąd mogłem wiedzieć czy nie jesteś jakimś mordercą czy coś takiego. - byłem już spokojny.
- A skąd wiesz, że nie jestem, co?
- Jakbyś nim był, już dawno byś mnie zabił. A więc co cię tu sprowadza?
<Naaz?>
niedziela, 13 lipca 2014
Od Dragon'a "Nowe wcielenie cz.2 " (cd.Sofferenza Morte)
- Sama uważaj! - krzyknąłem wściekły na nieznajomą mi waderę i ruszyłem dalej.
"Stop! Przecież ona nie jest stąd, muszę ją zatrzymać." - pomyślałem
Pobiegłem za nią.
- Hej, stój!
Wadera się nie zatrzymała tylko szła dalej.
- Mówię do ciebie!
- Czego ode mnie chcesz? - mówiła idąc.
- Jesteś na terenach Watahy Magicznych Wilków. Czego tutaj szukasz?
- Watahy Magicznych Wilków powiadasz? To się dobrze składa... - zamyśliła się
- Zaprowadź mnie do Alfy - powiedziała za chwilę.
- Czego tutaj szukasz? - powtórzyłem i zagrodziłem jej drogę.
- A co cię to interesuje?! Nie przyszłam tutaj do ciebie.
Odsunąłem się od niej i ruszyłem w stronę jaskini Kiiyuko.
- Chodź za mną.
<Sofferenza Morte?>
"Stop! Przecież ona nie jest stąd, muszę ją zatrzymać." - pomyślałem
Pobiegłem za nią.
- Hej, stój!
Wadera się nie zatrzymała tylko szła dalej.
- Mówię do ciebie!
- Czego ode mnie chcesz? - mówiła idąc.
- Jesteś na terenach Watahy Magicznych Wilków. Czego tutaj szukasz?
- Watahy Magicznych Wilków powiadasz? To się dobrze składa... - zamyśliła się
- Zaprowadź mnie do Alfy - powiedziała za chwilę.
- Czego tutaj szukasz? - powtórzyłem i zagrodziłem jej drogę.
- A co cię to interesuje?! Nie przyszłam tutaj do ciebie.
Odsunąłem się od niej i ruszyłem w stronę jaskini Kiiyuko.
- Chodź za mną.
<Sofferenza Morte?>
piątek, 11 lipca 2014
Od Dragon'a "Jak dotarłem do watahy? cz.1" (cd.chętny)
Zmęczony, głodny, ranny. Taki właśnie teraz jestem, ale idę. Idę dalej w
cieniu drzew nie przeszkadzając nikomu, nie zważając już na żadne
przeszkody czy niebezpieczeństwa. Mam tego wszystkiego już serdecznie
dosyć. Odkąd ojciec wyrzucił mnie z watahy i nasłał na mnie tych
wrednych i bezlitosnych strażników, świat przestał dla mnie istnieć.
Jestem po prostu nikim. Nic nie wartym śmieciem.
Idąc tak sobie i rozmyślając natrafiłem na czyjeś tereny. Nie chciałem znowu od kogoś oberwać więc nie zatrzymywałem się tylko szedłem dalej. Miałem przeczucie, że ktoś za mną idzie i mnie obserwuje. I miałem rację. W pewnym momencie usłyszałem szelest w pobliskim krzaku. Zatrzymałem się jak gdyby nigdy nic i pochyliłem . Udawałem, że wącham rosnące obok jagody. Kątem oka obserwowałem krzew. Nieznajomy wilk zauważywszy, że spoglądam w ziemię, wychylił głowę ponad roślinę i bacznie mi się przyglądał.
- Nie ładnie tak podglądać innych - powiedziałem z uśmiechem, a wilk (była to wadera) strasznie się wystraszył i znów ukrył.
- Już sobie stąd idę. Nie chcę kolejnych kłopotów.
Ruszyłem przed siebie, ale wadera wyskoczyła z krzaka i szła za mną. Nie odzywała się tylko delikatnie dreptała kilka kroków z tyłu. Przeszliśmy tak około pół kilometra. Zaczynało mnie to wkurzać. Co ona ode mnie chce?
- Mogę wiedzieć co robisz? - zapytałem już strasznie zdenerwowany.
<chętna wadera?>
Idąc tak sobie i rozmyślając natrafiłem na czyjeś tereny. Nie chciałem znowu od kogoś oberwać więc nie zatrzymywałem się tylko szedłem dalej. Miałem przeczucie, że ktoś za mną idzie i mnie obserwuje. I miałem rację. W pewnym momencie usłyszałem szelest w pobliskim krzaku. Zatrzymałem się jak gdyby nigdy nic i pochyliłem . Udawałem, że wącham rosnące obok jagody. Kątem oka obserwowałem krzew. Nieznajomy wilk zauważywszy, że spoglądam w ziemię, wychylił głowę ponad roślinę i bacznie mi się przyglądał.
- Nie ładnie tak podglądać innych - powiedziałem z uśmiechem, a wilk (była to wadera) strasznie się wystraszył i znów ukrył.
- Już sobie stąd idę. Nie chcę kolejnych kłopotów.
Ruszyłem przed siebie, ale wadera wyskoczyła z krzaka i szła za mną. Nie odzywała się tylko delikatnie dreptała kilka kroków z tyłu. Przeszliśmy tak około pół kilometra. Zaczynało mnie to wkurzać. Co ona ode mnie chce?
- Mogę wiedzieć co robisz? - zapytałem już strasznie zdenerwowany.
<chętna wadera?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)