- Moon! - zawołałam po raz
drugi. Czułam jej zapach od dłuższego czasu, więc wiedziałam, że musi
być w pobliżu. Wybiegłam zza drzewa i nagle się potknęłam. Przeturlałam
się kawałek.
- Żyjesz? - spytała Moon, gdy się podniosłam.
- Jak widać... - powiedziałam do wadery, a ta zaczęła się ze mnie śmiać.
- No co? - spytałam zdziwiona, ale również zaczęłam się śmiać. Otrzepałam się z śniegu, który przyległ do mojej sierści.
- Płakałaś - powiedziałam zdziwiona, a Moon w jednej chwili spoważniała. Spojrzałam na nią wyczekująco.
-
Nie, znaczy tak, no bo... przewaliłam się przed chwilą i walnęłam głową
w skałę... - powiedziała. Wiedziałam, że kłamie, ale nie wnikałam w to.
Ja też miałam wiele tajemnic, których nie znała ona, ani nikt inny.
-
Okej. To chodźmy może do watahy, bo już trochę mam dość tej zimy -
odparłam, po czym poszłam w stronę, z której przyszłam. Moon w milczeniu
poszła za mną.
- Po co tak w ogóle tu przyszłaś?
- Tak w sumie, to nie wiem - odparła szybko - A ty jak mnie znalazłaś?
- Kazuma mi powiedziała, że poszłaś w te strony.
- Powiedziała coś jeszcze?
-
Nie - powiedziałam szczerze, po czym wymyśliłam, że będziemy się
ścigać. Wieczorem dotarliśmy na nasze tereny, które przywitałam z
radością.
- Gdzie teraz idziemy? - spytałam waderę, gdy zdyszana dobiegłam do drzewa, które miało być naszą metą.
- Dolina Cudów i Marzeń? - spytała.
- Nie... Robi się ciemno. Może jutro. Jakieś inne pomysły?
- Może nad Rzekę Przyjaźni? To niedaleko.
- Okej. A tak z innej beczki, prawie skończyłam czytać tą księgę którą mi poleciłaś.
- No fajnie. - odparła wadera, ale takim tonem jakby miała mnie już dosyć. Trochę mnie to uraziło.
- Wiesz, może ja już pójdę... Trochę zmęczona jestem - powiedziałam do Moon.
-
Nie! Sorki, ale się zamyśliłam - powiedziała - Co do tej książki to
bardzo się cieszę, że tak cię wciągnęła. Znalazłaś w niej coś ciekawego?
- spytała.
- Tak... No bo wiesz. Zdarzyło mi się tak kiedyś, że
goniła mnie wroga wataha. Jak uciekałam, to w pewnym momencie nie
wyrobiłam się na zakręcie i wpadłam w krzaki. Wilki, które mnie goniły,
nie wyczuły mnie, chociaż przeszli niecały metr koło mnie. Ta moc
zalicza się do żywiołu iluzji. Byłam wtedy jeszcze dzieckiem. Na
szczęście udało mi się wtedy wrócić do rodziny. Co o tym myślisz? -
spytałam wilczycę. Przed sobą zobaczyłam rzekę. Wadera nie odpowiedziała
na moje pytanie.
- Moon? - Stanęłam na moście i spojrzałam w jej stronę.
-
Czy coś się stało? - spytałam zaniepokojona, a wadera spojrzała mi w
oczy. Byłam ciekawa czy chodzi o to, co wydarzyło się jej w górach.
<Może być, Moon? xD>
Uwagi: Nie rozumiem, dlaczego czasami stawiasz po dwie Spacje...
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blue. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 sierpnia 2015
Od Blue "Samokontrola" cz.4 (cd. Moon)
Moon pomogła mi załatwić
wszystkie formalności. Musiałam przejść też test w terenie, żeby pokazać
im, czy się nadaję. Miałam pracować w policji w wydziale Oddziałów
Specjalnych. Po dniu, w którym złożyłam papiery i takie tam, miałam
przyjść na owy test. W nocy nie potrafiłam zasnąć. Nareszcie mogłam się
zająć czymś konkretnym. Wyszłam z jaskini, rozmyślając o moim nowym
zawodzie oraz mieście. Pewnie nie zacznę pracy od razu, ale i tak się
trochę obawiałam, czy wszystko pójdzie dobrze. Moon udzieliła mi wiele
rad, kiedy wracałyśmy do watahy. Jedną z najważniejszych zasad było to,
żeby nie zdradzić, kim tak naprawdę jesteśmy. Najgorsze jest to, że nie
posiadamy ludzkiej historii. Oczywiście, że chodziliśmy do szkoły, no
ale tak jakby nie ma ich zapisanych w ludzkim "systemie"...
Poszłam na moją ulubioną polanę. Właśnie tutaj przyszłam po dołączeniu do watahy. Na niebie znowu były gwiazdy. Zasnęłam wyobrażając sobie co może się jutro wydarzyć.
- Co?! - zerwałam się na równe nogi (łapy).
Razem z Moon pognałyśmy do miasta. Na szczęście wadera znała drogę na skróty, bo policja znajdowała się po drugiej stronie miasta. Przybiegłyśmy po czasie, jednak i tak nie było jeszcze wszystkich. Moon zasypała mnie poradami. Starałam się ją słuchać, ale ja byłam bardziej zainteresowana miejscem, w którym się znalazłyśmy. Byliśmy na dużym terenie za budynkiem, który wczoraj odwiedziłyśmy. Za mną i po mojej lewej stronie był budynek, a po prawej stronie stajnia. Przede mną stało ogrodzenia, a za nim znajdowały się tereny do ćwiczeń. Ponieważ było to na obrzeżach miasta, było widać las.
- To ja już pójdę - powiedziała Moon wskazując na mężczyznę, który szedł w naszym kierunku.
- Dzień dobry wszystkim. Jestem waszym instruktorem. Dzisiaj zacznie się rekrutacja nowych pracowników. Niestety, nie wszyscy się dostaną... - tu mężczyzna zrobił krótką, żałobną ciszę po czym ciągną dalej. - Ja nazywam się Łukasz Kaczmarek. Teraz sprawdzimy sobie obecność.
Łukasz zaczął czytać nazwiska z listy, którą cały czas trzymał w dłoni. Był wysoki i masywny. Miał brązowe, trochę rozczochrane włosy i przenikliwe, piwne oczy. Włożyłam ręce w kieszenie i zaczęłam się zastanawiać, jaką mam szansę z pozostałymi osobami. Rozejrzałam się po zebranych. Raziło mnie słońce, które już sięgało zenitu. Obok mnie stał chłopak w moim wieku. Miał ciemne, blond włosy i niebieskie oczy. Nazywał się chyba Rafał, bo tak odezwał się do niego chłopak, który z nim tu przyszedł. Rafał spojrzał w moją stronę, więc odwróciłam głowę w drugą stronę.
- Weronika Rutkowska! - zawołał instruktor. Po chwili dotarło do mnie, że to moje ludzkie nazwisko.
- Jestem! - zwołałam i wbiłam wzrok w ziemię, bo zauważyłam, że Rafał się nadal na mnie patrzy.
- Czyli jest was szesnastu, a powinno być osiemnastu - mruczał pod nosem Łukasz. - Trudno! Dwóch ludzi mamy z głowy! - powiedział głośniej, po czym zaczął coś skrobać na swojej liście.
Kaczmarek zaczął nam tłumaczyć na czym to wszystko będzie polegać.
- Ponieważ wszyscy skończyliście odpowiednią szkołę i macie doświadczenie, jeśli nie dostanie cię do tego wydziału, możecie spróbować gdzieś indziej. My możemy przyjąć 8 osób, przy czym dwie najgorsze będą miały raczej papierkową robotę. Potem mogą jednak awansować i pracować z pozostałymi w terenie. Wasza praca może nie być systematyczna. Na przykład może zdarzyć się tak, że będziecie cały czas w domu, a będziecie przychodzić tylko na wezwanie. Przez ten tydzień ja i moi koledzy, będziemy patrzeć jak wam idzie. We wtorek za tydzień zostanie u nas tylko 8 wyznaczonych osób, które dostaną posadę w policji. Pod uwagę będą brane różne wasze umiejętności oraz podejście do pracy. Dzisiaj pokaże wam wszystkie miejsca na naszej placówce, a potem odbędą się dwugodzinne zajęcia. I ostrzegam was. Możecie odpaść w każdej minucie pobytu w tym miejscu. A teraz chodźcie - powiedział instruktor i ruszył w stronę koni. Gdy weszliśmy do stajnie konie zarżały. Większość patrzyła się w moją stronę. Kaczmarek wytłumaczył nam, że konie są używane do patroli w lesie, żeby nie robić hałasu poprzez radiowozy. Później udaliśmy się do kojców. Siedziały w nich owczarki niemieckie. Gdy je zobaczyłam, zrobiło mi się ich żal. Przypomniały mi się klatki. Cofnęłam się przerażona, przez co wpadłam na Rafała. Bąknęłam przeprosiny i odeszłam kawałek dalej. Instruktor wypuścił jednego z psów. Zaczął pokazywać nam, jakie pies potrafi sztuczki. Psy to nasi kuzyni, więc w pewnym sensie słyszałam co mówi. Było to coś w tym rodzaju, jakby ludzie z Polski pojechali do Słowacji i próbowali się z nimi porozumieć. Nie jest to niemożliwe, chociaż czasami trochę trudne. Owczarek siedział, leżał czy podawał łapę na rozkaz. Obeszłam ludzi i stanęłam trochę dalej od nich.
- Dlaczego to robisz? - spytałam psa w wilczej mowie, najciszej jak potrafiłam. Było to niemal nie do usłyszenia ludzkim uchem.
- Bo muszę - powiedział do mnie, co ludzie odebrali jako warczenie. Niektórzy spojrzeli w moją stronę. Mogli zacząć mnie o coś podejrzewać. Na szczęście pies podszedł do mnie, zamerdał ogonem i dał się pogłaskać. Po chwili podszedł do pozostałych.
- Widzę, że masz rękę do psów - powiedział Rafał, który właśnie wytarł zaślinioną dłoń w spodnie.
- Może - odburknęłam i poszłam za Łukaszem, który zmierzał do budynku. Szybko obeszliśmy najważniejsze pomieszczenia, po czym wyszliśmy na tereny szkoleniowe. Były tam różne rzeczy i miejsca zaczynając od torów przeszkód kończąc na łąkach i lasach. Tym razem oprócz Kaczmarka, pojawili się również Paweł Borkowski i Wojtek Kowalczyk. Pierwszym naszym zadaniem był park linowy. Według innych nie był on zbyt duży, ale ja się na tym nie znałam. Nigdy przecież nie byłam w takim miejscu. Najgorsze w tym wszystkim było odpinanie i zapinanie wszystkich zabezpieczeń. Na szczęście udało mi się to jakoś ogarnąć. Poszło mi strasznie. Nie byłam jeszcze do końca przyzwyczajona do chodzenia na dwóch nogach. O ile nie miałam z tym problemu na ziemi, idąc po linie na wysokości kilku metrów, miałam problem z utrzymaniem równowagi. Gdy zeszłam byłam w niebo wzięta. Zobaczyłam kątem oka, że instruktor zapisuje jakieś notatki. Po parku linowym przyszedł czas na coś w rodzaju toru przeszkód. Byłam prawie ostatnia w kolejce. W niektórych momentach trzeba było się przeczołgać. Były też takie przeszkody, które trzeba było przeskoczyć, lub się na nie wpiąć. Dla mnie najlepsze jednak były te odcinki, w których trzeba się było wykazać się zwinnością i szybkością. Gdy skończyłam wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Czasami bycie wilkiem się opłaca. Tego dnia nie było więcej zajęć. Chyba okularnik odpadł, bo wracał ze smutną miną. No cóż. Moim zdaniem poszło mu fatalnie. Uradowana, że nie zawaliłam sprawy ruszyłam chodnikiem. Nagle ktoś na mnie skoczył. Prawie się przewaliłam.
- Moon! - krzyknęłam w stronę przyjaciółki złoszcząc się i radując jednocześnie.
- I jak ci poszło? Po twojej minie mogę wywnioskować, że nie najgorzej - powiedziała.
- Można tak powiedzieć. Może dzisiaj też mnie gdzieś zaprowadzisz, co? Bo jakoś nie chce mi się wracać do watahy. - powiedziałam i i uśmiechnęłam się do niej.
<Moon? xD>
Uwagi: zapomniałaś o kilku przecinkach.
Poszłam na moją ulubioną polanę. Właśnie tutaj przyszłam po dołączeniu do watahy. Na niebie znowu były gwiazdy. Zasnęłam wyobrażając sobie co może się jutro wydarzyć.
- - - - - - -
- Blue! Co ty tu jeszcze robisz?! - krzyknęła mi prosto do ucha Moon. - Za godzinę zaczyna się test!- Co?! - zerwałam się na równe nogi (łapy).
Razem z Moon pognałyśmy do miasta. Na szczęście wadera znała drogę na skróty, bo policja znajdowała się po drugiej stronie miasta. Przybiegłyśmy po czasie, jednak i tak nie było jeszcze wszystkich. Moon zasypała mnie poradami. Starałam się ją słuchać, ale ja byłam bardziej zainteresowana miejscem, w którym się znalazłyśmy. Byliśmy na dużym terenie za budynkiem, który wczoraj odwiedziłyśmy. Za mną i po mojej lewej stronie był budynek, a po prawej stronie stajnia. Przede mną stało ogrodzenia, a za nim znajdowały się tereny do ćwiczeń. Ponieważ było to na obrzeżach miasta, było widać las.
- To ja już pójdę - powiedziała Moon wskazując na mężczyznę, który szedł w naszym kierunku.
- Dzień dobry wszystkim. Jestem waszym instruktorem. Dzisiaj zacznie się rekrutacja nowych pracowników. Niestety, nie wszyscy się dostaną... - tu mężczyzna zrobił krótką, żałobną ciszę po czym ciągną dalej. - Ja nazywam się Łukasz Kaczmarek. Teraz sprawdzimy sobie obecność.
Łukasz zaczął czytać nazwiska z listy, którą cały czas trzymał w dłoni. Był wysoki i masywny. Miał brązowe, trochę rozczochrane włosy i przenikliwe, piwne oczy. Włożyłam ręce w kieszenie i zaczęłam się zastanawiać, jaką mam szansę z pozostałymi osobami. Rozejrzałam się po zebranych. Raziło mnie słońce, które już sięgało zenitu. Obok mnie stał chłopak w moim wieku. Miał ciemne, blond włosy i niebieskie oczy. Nazywał się chyba Rafał, bo tak odezwał się do niego chłopak, który z nim tu przyszedł. Rafał spojrzał w moją stronę, więc odwróciłam głowę w drugą stronę.
- Weronika Rutkowska! - zawołał instruktor. Po chwili dotarło do mnie, że to moje ludzkie nazwisko.
- Jestem! - zwołałam i wbiłam wzrok w ziemię, bo zauważyłam, że Rafał się nadal na mnie patrzy.
- Czyli jest was szesnastu, a powinno być osiemnastu - mruczał pod nosem Łukasz. - Trudno! Dwóch ludzi mamy z głowy! - powiedział głośniej, po czym zaczął coś skrobać na swojej liście.
Kaczmarek zaczął nam tłumaczyć na czym to wszystko będzie polegać.
- Ponieważ wszyscy skończyliście odpowiednią szkołę i macie doświadczenie, jeśli nie dostanie cię do tego wydziału, możecie spróbować gdzieś indziej. My możemy przyjąć 8 osób, przy czym dwie najgorsze będą miały raczej papierkową robotę. Potem mogą jednak awansować i pracować z pozostałymi w terenie. Wasza praca może nie być systematyczna. Na przykład może zdarzyć się tak, że będziecie cały czas w domu, a będziecie przychodzić tylko na wezwanie. Przez ten tydzień ja i moi koledzy, będziemy patrzeć jak wam idzie. We wtorek za tydzień zostanie u nas tylko 8 wyznaczonych osób, które dostaną posadę w policji. Pod uwagę będą brane różne wasze umiejętności oraz podejście do pracy. Dzisiaj pokaże wam wszystkie miejsca na naszej placówce, a potem odbędą się dwugodzinne zajęcia. I ostrzegam was. Możecie odpaść w każdej minucie pobytu w tym miejscu. A teraz chodźcie - powiedział instruktor i ruszył w stronę koni. Gdy weszliśmy do stajnie konie zarżały. Większość patrzyła się w moją stronę. Kaczmarek wytłumaczył nam, że konie są używane do patroli w lesie, żeby nie robić hałasu poprzez radiowozy. Później udaliśmy się do kojców. Siedziały w nich owczarki niemieckie. Gdy je zobaczyłam, zrobiło mi się ich żal. Przypomniały mi się klatki. Cofnęłam się przerażona, przez co wpadłam na Rafała. Bąknęłam przeprosiny i odeszłam kawałek dalej. Instruktor wypuścił jednego z psów. Zaczął pokazywać nam, jakie pies potrafi sztuczki. Psy to nasi kuzyni, więc w pewnym sensie słyszałam co mówi. Było to coś w tym rodzaju, jakby ludzie z Polski pojechali do Słowacji i próbowali się z nimi porozumieć. Nie jest to niemożliwe, chociaż czasami trochę trudne. Owczarek siedział, leżał czy podawał łapę na rozkaz. Obeszłam ludzi i stanęłam trochę dalej od nich.
- Dlaczego to robisz? - spytałam psa w wilczej mowie, najciszej jak potrafiłam. Było to niemal nie do usłyszenia ludzkim uchem.
- Bo muszę - powiedział do mnie, co ludzie odebrali jako warczenie. Niektórzy spojrzeli w moją stronę. Mogli zacząć mnie o coś podejrzewać. Na szczęście pies podszedł do mnie, zamerdał ogonem i dał się pogłaskać. Po chwili podszedł do pozostałych.
- Widzę, że masz rękę do psów - powiedział Rafał, który właśnie wytarł zaślinioną dłoń w spodnie.
- Może - odburknęłam i poszłam za Łukaszem, który zmierzał do budynku. Szybko obeszliśmy najważniejsze pomieszczenia, po czym wyszliśmy na tereny szkoleniowe. Były tam różne rzeczy i miejsca zaczynając od torów przeszkód kończąc na łąkach i lasach. Tym razem oprócz Kaczmarka, pojawili się również Paweł Borkowski i Wojtek Kowalczyk. Pierwszym naszym zadaniem był park linowy. Według innych nie był on zbyt duży, ale ja się na tym nie znałam. Nigdy przecież nie byłam w takim miejscu. Najgorsze w tym wszystkim było odpinanie i zapinanie wszystkich zabezpieczeń. Na szczęście udało mi się to jakoś ogarnąć. Poszło mi strasznie. Nie byłam jeszcze do końca przyzwyczajona do chodzenia na dwóch nogach. O ile nie miałam z tym problemu na ziemi, idąc po linie na wysokości kilku metrów, miałam problem z utrzymaniem równowagi. Gdy zeszłam byłam w niebo wzięta. Zobaczyłam kątem oka, że instruktor zapisuje jakieś notatki. Po parku linowym przyszedł czas na coś w rodzaju toru przeszkód. Byłam prawie ostatnia w kolejce. W niektórych momentach trzeba było się przeczołgać. Były też takie przeszkody, które trzeba było przeskoczyć, lub się na nie wpiąć. Dla mnie najlepsze jednak były te odcinki, w których trzeba się było wykazać się zwinnością i szybkością. Gdy skończyłam wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Czasami bycie wilkiem się opłaca. Tego dnia nie było więcej zajęć. Chyba okularnik odpadł, bo wracał ze smutną miną. No cóż. Moim zdaniem poszło mu fatalnie. Uradowana, że nie zawaliłam sprawy ruszyłam chodnikiem. Nagle ktoś na mnie skoczył. Prawie się przewaliłam.
- Moon! - krzyknęłam w stronę przyjaciółki złoszcząc się i radując jednocześnie.
- I jak ci poszło? Po twojej minie mogę wywnioskować, że nie najgorzej - powiedziała.
- Można tak powiedzieć. Może dzisiaj też mnie gdzieś zaprowadzisz, co? Bo jakoś nie chce mi się wracać do watahy. - powiedziałam i i uśmiechnęłam się do niej.
<Moon? xD>
Uwagi: zapomniałaś o kilku przecinkach.
czwartek, 9 lipca 2015
Od Blue "Samokontrola" cz. 3 (cd. Moon)
Spojrzałam zdziwiona na Moon.
- Nie ma czegoś takiego jak żywioł chaosu! Jest woda, ogień, ziemia, wiatr, ale nie chaos...
- Blue! To co teraz wymieniłaś to są żywioły, które spotyka się najczęściej. Ty natomiast masz jedną z tych rzadszych umiejętności, a jest ich multum! Na przykład muzyka, miłość, natura lub wiedza. Wilki z żywiołem chaosu mają różne moce, które uaktywniają się najczęściej wtedy, gdy czują się zagrożone lub są wściekłe - tłumaczyła mi Moon
- A moc telekinezy? Też może do tego żywiołu należeć? - spytałam jeszcze niepewna, czy Moon mówi prawdę.
- Myślę, że tak. A w jakich okolicznościach użyłaś jej po raz pierwszy? - spytała wadera, zanurzając łapy w lodowatym jeszcze morzu.
Odpowiedź znałam doskonale. Chociaż minął od tamtego wydarzenia ponad rok, dalej przed oczami widziałam moją siostrę, leżącą bez ruchu na ziemi i wystraszonych rodziców, biegnących w naszą stronę.
- Gdy miałam około półtora roku, bawiłam się z Echo na łące... - zaczęłam niepewnie, podczas gdy wadera usiadła naprzeciw mnie. Zerknęłam na nią po czym ciągnęłam dalej patrząc na zachodzące słońce. - Miał on już wtedy z 10 miesięcy. Oprócz niego mam też młodszą siostrę - Deltę. Ona i Echo są bliźniakami.
- Jesteś od nich starsza o 8 miesięcy? - przerwała mi Moon.
- Yhm. Za dwa miesiące staną się pełnoletni.
- Spoko. Mów dalej. - powiedziała wadera, rozmyślając o czymś zaciekle.
- Echo i ja zawsze byliśmy nierozłączni. Często pakowaliśmy się w kłopoty, a odziedziczyliśmy to po naszemu tacie, który też zawsze lubił robić różne psikusy. Mama natomiast zawsze była dobrze ułożona, jak przystało na Alfę.
- Twoja mama była Alfą?! - spytała zdziwiona.
- Tak, ale to nic nadzwyczajnego. Moja wataha liczyła wtedy kilkanaście wilków, więc dorosłych par nie było zbyt wiele do wyboru - wytłumaczyłam pospiesznie bazgroląc jakieś obrazki w piasku. - Na czym to ja skończyłam... Aha. Już wiem. Matka była dobrze wychowana, nigdy nikogo nie obrażała, ani nie podnosiła głosu. Jej ukochaną córka stała się Delta. Starała się ją wychować na przyszłą Alfę. Ona jednak zawsze zazdrościła nam (mi i Echo), że się tak dobrze dogadujemy, i że jesteśmy ulubieńcami taty. Ciosem dla niej stał się jednak fakt, że szaman z zaprzyjaźnionej nam watahy, powiedział, że to ja zostałam powołana do tego stanowiska. To była najgorsza wiadomość jaką usłyszałam w życiu. Uciekłam wtedy do lasu, aż w końcu znalazł mnie Echo. Udało mu się mnie jakoś przekonać żebym z nim wróciła, ale gdy znaleźliśmy się na naszym terytorium, spotkaliśmy naszą siostrę. Delta podeszła do nas szybkim krokiem i zaczęła mnie wyzywać. Śmiesznie to wyglądało, no bo w końcu była wtedy jeszcze szczeniakiem.
W pewnej chwili nie wytrzymałam i wpadłam w furię. Rzuciłam ją za pomocą telekinezy na skałę. Zsunęła się nieprzytomna na ziemie. Echo był tak przerażony, że stał nieruchomy niczym słup i patrzył się na siostrę. Chwilę później przybiegli rodzice. Na szczęście skończyło się tylko na jednej, złamanej łapie. Od tamtego czasu działy się ze mną podobne rzeczy i ani ja, ani moi rodzice nie wiedzieliśmy jak... no wiesz... walczyć z tymi mocami.
Moon spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Potem uciekłaś? - spytała wstając.
- Skąd wiesz? - zdziwiłam się reakcją koleżanki.
- Albo mogłaś uciec albo mogli cię wyrzucić. Stawiłam na to pierwsze ze względu na twój charakter. I tak - u ciebie telekineza pochodzi dzięki żywiołowi chaosu. Ja już muszę iść, bo jestem zmęczona. Spotkajmy się jutro to nauczę cię, jak żyją ludzie i pomogę ci potem wybrać zawód. Myślę, że do ciebie najbardziej pasowałby zawód żołnierza lub policjanta. Kiedyś znałam dwa basiory, które należały do sił specjalnych dzięki temu, że jako wilki jesteśmy zwinni, szybcy i wytrzymali. Może tobie też się uda tam dostać.
- Yyy... okej. - powiedziałam niepewnie, bo nie zrozumiałam niczego co powiedziała do mnie wadera.
- Nieważne. Na razie skup się na twoim żywiole. Widziałam kiedyś w bibliotece taką świetną księgę pt. "Tajemnice wilczej magii". Wypożycz sobie ją. Wilczyca odpowiedzialna za bibliotekę powinna jeszcze tam być. Dobrej nocy! - powiedziała Moon po czym pobiegła w swoją stronę.
- Nawzajem i dzięki za pomoc! - krzyknęłam jeszcze za nią, po czym poszłam do biblioteki i wypożyczyłam ową księgę. Zasnęłam czytając 5 rozdział z możliwych 50.
<Moon?>
Uwagi: brak
- Nie ma czegoś takiego jak żywioł chaosu! Jest woda, ogień, ziemia, wiatr, ale nie chaos...
- Blue! To co teraz wymieniłaś to są żywioły, które spotyka się najczęściej. Ty natomiast masz jedną z tych rzadszych umiejętności, a jest ich multum! Na przykład muzyka, miłość, natura lub wiedza. Wilki z żywiołem chaosu mają różne moce, które uaktywniają się najczęściej wtedy, gdy czują się zagrożone lub są wściekłe - tłumaczyła mi Moon
- A moc telekinezy? Też może do tego żywiołu należeć? - spytałam jeszcze niepewna, czy Moon mówi prawdę.
- Myślę, że tak. A w jakich okolicznościach użyłaś jej po raz pierwszy? - spytała wadera, zanurzając łapy w lodowatym jeszcze morzu.
Odpowiedź znałam doskonale. Chociaż minął od tamtego wydarzenia ponad rok, dalej przed oczami widziałam moją siostrę, leżącą bez ruchu na ziemi i wystraszonych rodziców, biegnących w naszą stronę.
- Gdy miałam około półtora roku, bawiłam się z Echo na łące... - zaczęłam niepewnie, podczas gdy wadera usiadła naprzeciw mnie. Zerknęłam na nią po czym ciągnęłam dalej patrząc na zachodzące słońce. - Miał on już wtedy z 10 miesięcy. Oprócz niego mam też młodszą siostrę - Deltę. Ona i Echo są bliźniakami.
- Jesteś od nich starsza o 8 miesięcy? - przerwała mi Moon.
- Yhm. Za dwa miesiące staną się pełnoletni.
- Spoko. Mów dalej. - powiedziała wadera, rozmyślając o czymś zaciekle.
- Echo i ja zawsze byliśmy nierozłączni. Często pakowaliśmy się w kłopoty, a odziedziczyliśmy to po naszemu tacie, który też zawsze lubił robić różne psikusy. Mama natomiast zawsze była dobrze ułożona, jak przystało na Alfę.
- Twoja mama była Alfą?! - spytała zdziwiona.
- Tak, ale to nic nadzwyczajnego. Moja wataha liczyła wtedy kilkanaście wilków, więc dorosłych par nie było zbyt wiele do wyboru - wytłumaczyłam pospiesznie bazgroląc jakieś obrazki w piasku. - Na czym to ja skończyłam... Aha. Już wiem. Matka była dobrze wychowana, nigdy nikogo nie obrażała, ani nie podnosiła głosu. Jej ukochaną córka stała się Delta. Starała się ją wychować na przyszłą Alfę. Ona jednak zawsze zazdrościła nam (mi i Echo), że się tak dobrze dogadujemy, i że jesteśmy ulubieńcami taty. Ciosem dla niej stał się jednak fakt, że szaman z zaprzyjaźnionej nam watahy, powiedział, że to ja zostałam powołana do tego stanowiska. To była najgorsza wiadomość jaką usłyszałam w życiu. Uciekłam wtedy do lasu, aż w końcu znalazł mnie Echo. Udało mu się mnie jakoś przekonać żebym z nim wróciła, ale gdy znaleźliśmy się na naszym terytorium, spotkaliśmy naszą siostrę. Delta podeszła do nas szybkim krokiem i zaczęła mnie wyzywać. Śmiesznie to wyglądało, no bo w końcu była wtedy jeszcze szczeniakiem.
W pewnej chwili nie wytrzymałam i wpadłam w furię. Rzuciłam ją za pomocą telekinezy na skałę. Zsunęła się nieprzytomna na ziemie. Echo był tak przerażony, że stał nieruchomy niczym słup i patrzył się na siostrę. Chwilę później przybiegli rodzice. Na szczęście skończyło się tylko na jednej, złamanej łapie. Od tamtego czasu działy się ze mną podobne rzeczy i ani ja, ani moi rodzice nie wiedzieliśmy jak... no wiesz... walczyć z tymi mocami.
Moon spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Potem uciekłaś? - spytała wstając.
- Skąd wiesz? - zdziwiłam się reakcją koleżanki.
- Albo mogłaś uciec albo mogli cię wyrzucić. Stawiłam na to pierwsze ze względu na twój charakter. I tak - u ciebie telekineza pochodzi dzięki żywiołowi chaosu. Ja już muszę iść, bo jestem zmęczona. Spotkajmy się jutro to nauczę cię, jak żyją ludzie i pomogę ci potem wybrać zawód. Myślę, że do ciebie najbardziej pasowałby zawód żołnierza lub policjanta. Kiedyś znałam dwa basiory, które należały do sił specjalnych dzięki temu, że jako wilki jesteśmy zwinni, szybcy i wytrzymali. Może tobie też się uda tam dostać.
- Yyy... okej. - powiedziałam niepewnie, bo nie zrozumiałam niczego co powiedziała do mnie wadera.
- Nieważne. Na razie skup się na twoim żywiole. Widziałam kiedyś w bibliotece taką świetną księgę pt. "Tajemnice wilczej magii". Wypożycz sobie ją. Wilczyca odpowiedzialna za bibliotekę powinna jeszcze tam być. Dobrej nocy! - powiedziała Moon po czym pobiegła w swoją stronę.
- Nawzajem i dzięki za pomoc! - krzyknęłam jeszcze za nią, po czym poszłam do biblioteki i wypożyczyłam ową księgę. Zasnęłam czytając 5 rozdział z możliwych 50.
<Moon?>
Uwagi: brak
sobota, 27 czerwca 2015
Od Blue "Terytorium wilków" cz. 3
Kiedy Astrid
zaprowadziła mnie do Alf, bardzo się cieszyłam, że po raz pierwszy mam
szansę pozostać w jakiejś watasze na dłużej. Gdy weszłam do jaskini
Kiiyuko moja pewność siebie zmalała. Wadera nie była w zbyt dobrym
nastroju, jednak na moje szczęście zgodziła się żebym dołączyła do
stada.
Byłam w niebo wzięta! Tylko coś mi tu nie pasowało... Wydawało mi się, że w jaskini ktoś jeszcze jest. Z mojego myślenia wyrwała mnie Alfa, która powiedziała mi, żebym się pospieszyła, bo Astrid czeka na zewnątrz. Gdy wyszliśmy na powietrze Alfa poprosiła Astrid żeby ta mnie oprowadziła, po czym szybko wróciła do jamy. Była trochę zdenerwowana. Pomyślałam, że może tak naprawdę ona sobie mnie tu nie życzy, a przyjęła mnie tylko ze względu na Astrid. Podzieliłam się tą obawą z waderą, ale ona tylko się zaśmiała.
- Nie bądź głupia. Kii przyjmuje każdego wilka i jeszcze chyba nigdy się nie zdarzyło, żeby nie udzieliła pomocy innym. Jeśli już miałaby cię wywalić, to tylko z jakiegoś oczywistego powodu. Na przykład gdybyś złamała jakąś ważną zasadę obowiązującą na naszym terenie.
- Dobra już. Przekonałaś mnie. Może najpierw pokażesz mi moją jaskinię? - spytałam wilczycę.
- Jasne. Kto pierwszy przy tamtej skale! - krzyknęła nagle Astrid wskazując łapą przed siebie.
Szybko rzuciłam się do biegu. Nie usłyszałam już, jak w jaskini rozległ się głos Alfy.
- W takim wypadku pilnuj jej Kai. Jeśli ma złe zamiary i wpadnie przy jakimś wilku w furię - to może się to dla niego źle skończyć. Teraz żałuję, że ją przyjęłam.
Byłam w niebo wzięta! Tylko coś mi tu nie pasowało... Wydawało mi się, że w jaskini ktoś jeszcze jest. Z mojego myślenia wyrwała mnie Alfa, która powiedziała mi, żebym się pospieszyła, bo Astrid czeka na zewnątrz. Gdy wyszliśmy na powietrze Alfa poprosiła Astrid żeby ta mnie oprowadziła, po czym szybko wróciła do jamy. Była trochę zdenerwowana. Pomyślałam, że może tak naprawdę ona sobie mnie tu nie życzy, a przyjęła mnie tylko ze względu na Astrid. Podzieliłam się tą obawą z waderą, ale ona tylko się zaśmiała.
- Nie bądź głupia. Kii przyjmuje każdego wilka i jeszcze chyba nigdy się nie zdarzyło, żeby nie udzieliła pomocy innym. Jeśli już miałaby cię wywalić, to tylko z jakiegoś oczywistego powodu. Na przykład gdybyś złamała jakąś ważną zasadę obowiązującą na naszym terenie.
- Dobra już. Przekonałaś mnie. Może najpierw pokażesz mi moją jaskinię? - spytałam wilczycę.
- Jasne. Kto pierwszy przy tamtej skale! - krzyknęła nagle Astrid wskazując łapą przed siebie.
Szybko rzuciłam się do biegu. Nie usłyszałam już, jak w jaskini rozległ się głos Alfy.
- W takim wypadku pilnuj jej Kai. Jeśli ma złe zamiary i wpadnie przy jakimś wilku w furię - to może się to dla niego źle skończyć. Teraz żałuję, że ją przyjęłam.
***
Tego
dnia zwiedziłam z wilczycą zielony las i wodopój. Potem Astrid musiała
iść na polowanie, w którym (po długich namowach wadery) również
zgodziłam się uczestniczyć. Upolowaliśmy sarnę, więc mogłam się wreszcie
porządnie posilić się i odzyskać siły. Miałam jednak wrażenie, że nie
wszyscy cieszyli się z mojej obecności. Były jednak takie wilki, które
podchodziły do mnie i wdawały się w dyskusję. Starałam się być miła,
chociaż nie zawsze mi to wychodziło. No cóż. Taki był mój charakter.
Astrid szybko wyczaiła, że nie lubię zbytnio tłumów. Odprowadziła mnie
do mojej nowej jaskini i obiecała, że postara się znaleźć dla
mnie czas, jeszcze w tym tygodniu (był piątek). Gdy poszła, ułożyłam
się w kącie i próbowałam zasnąć. Nie byłam przyzwyczajona spać w
pomieszczeni, więc postanowiłam udać się na małą przechadzkę do lasu. Po
5 minutach dotarłam na dość dużą polanę. Był już środek nocy, więc na
niebie migotały gwiazdy. Ułożywszy się pod drzewem, szybko odpłynęłam w
krainę marzeń. Rano obudziła mnie Alfa.
- Witam, witam! Gdzie to się śpi? - powiedziała wesoło.
- Nie jestem przyzwyczajona spać w jaskini, więc przyszłam tutaj. - odpowiedziałam, ziewając przy okazji. Alfa się zaśmiała.
- Przyszłam, bo chciałam omówić z tobą jeszcze kilka spraw, ale zapomniałam, że za chwilę mam spotkanie. Może przyjdziesz na 12 do parku? Byłyście tam chyba wczoraj z Astrid, co nie?
- Nie, ale dowiem się gdzie to jest. Może już pani iść. - powiedziałam.
- Nie musisz mówić do mnie pani. Po prostu Kiiyuko. Dobrze. Ja już muszę idę, bo pewnie już na mnie czekają. Miłego dnia! - powiedziała wadera kierując się w stronę jaskiń.
- Wzajemnie. - odpowiedziałam i znów położyłam się na trawie.
- Witam, witam! Gdzie to się śpi? - powiedziała wesoło.
- Nie jestem przyzwyczajona spać w jaskini, więc przyszłam tutaj. - odpowiedziałam, ziewając przy okazji. Alfa się zaśmiała.
- Przyszłam, bo chciałam omówić z tobą jeszcze kilka spraw, ale zapomniałam, że za chwilę mam spotkanie. Może przyjdziesz na 12 do parku? Byłyście tam chyba wczoraj z Astrid, co nie?
- Nie, ale dowiem się gdzie to jest. Może już pani iść. - powiedziałam.
- Nie musisz mówić do mnie pani. Po prostu Kiiyuko. Dobrze. Ja już muszę idę, bo pewnie już na mnie czekają. Miłego dnia! - powiedziała wadera kierując się w stronę jaskiń.
- Wzajemnie. - odpowiedziałam i znów położyłam się na trawie.
piątek, 26 czerwca 2015
Od Blue "Samokontrola" cz.1 (cd. Kai lub ktoś chętny)
Słońce
powoli sięgało zenitu, ale Kiiyuko dalej nie było widać. Już od godziny
siedziałam w parku i zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam, wstępując do
tej watahy. Wszyscy tutaj byli tacy rodzinni i podejrzliwi w stosunku
do obcych. Już kilka razy tego dnia widziałam w krzakach jakiegoś wilka.
Z pewnością mnie sprawdzał. W pewnym momencie miałam zamiar krzyknąć do
niego "nic mi nie jest", ale oderwał mnie od tego pomysłu jakiś zając,
co wybiegał zza pobliskiego krzaka. Musiałam go pewnie przestraszyć.
Dziwiło mnie to, że uczepili się akurat mnie. W końcu słyszałam, że
niedawno dołączyło kilka nowych wilków, a w takim wypadku nie
zdziwiłabym się, gdyby mnie w krótkim czasie wywalili. W końcu już kilka
osobników musiało stąd odejść przez brak dyscypliny. W życiu nie
słyszałam, żeby wywali kogoś przez takie coś! Każdy tutaj musi objąć
jakieś stanowisko i na ślepo słuchać się Alfy. W mojej watasze tak nie
było. Wszyscy zawsze chodziliśmy razem, a polować musiał każdy od 2 roku
życia. Nie było wyznaczonych ról. Oczywiście był wilk Alfa (mój wujek),
ale on przeważnie decydował tylko przy najważniejszych sprawach. W
reszcie decydowało głosowanie. Poza tym tam każdy mógł być sobą, a tutaj
każdy oczekiwał ode mnie tego, że się zmienię. Nagle usłyszałam za sobą
szelest. Spojrzałam w tamtym kierunku. Nikogo tam nie było. Zdziwiona
rozejrzałam się wkoło. Ujrzałam jakiś ruch przed sobą w krzakach.
Wstałam i podeszłam trochę bliżej.
- A mi się podobasz taka jaka jesteś - Usłyszałam głos koło swojego prawego ucha i aż podskoczyłam z zaskoczenia.
- Mógłbyś się tak nie skradać?! - Krzyknęłam oburzana - I skąd w ogóle ci przyszedł do głowy taki tekst?
Wilk spojrzał na mnie ze zdziwieniem po czym zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego ze złością po czym się obróciłam i poszłam dalej uliczką.
- Ej! Czekaj! - krzyknął basior po czym mnie dogonił - Pokornie przepraszam mademoiselle.*
Przekręciłam oczami zatrzymując się przy tym.
- O co ci chodzi?! Ja tu czekam już chyba od godziny na Alfę, a w tym czasie ktoś mnie szpieguje i potem zjawiasz się ty.
- Wiem, że czekasz na Kii, ale tak się właśnie składa, że ona mnie tu przysłała, bo aktualnie jest zajęta. Po drugie nie było to szpiegowanie, a raczej towarzyszenie na odległość.
- Dla mnie nie ma różnicy między tym, a tym - spojrzałam na niego ze złością.
- Dobra, zapomnijmy już o tym. Tak w ogóle to chyba się jeszcze nie przedstawiłem... Jestem Kai. DJ i patrol naziemny. A ty jesteś Blue. Czyż nie?
- Ta... Alfa ci powiedziała? - powiedziałam od niechcenia.
- Przeczytałam w twoich myślach... - odpowiedział trochę zmieszany.
- Że co?! - krzyknęłam. - Kto ci pozwolił grzebać w moich myślach!!!
Przez chwilę wydawało mi się, że go zbiję. Spojrzałam mu głęboko w ślepia. Wykrzywił się w grymasie bólu. Przewalił się.
- Proszę! Przestań... - powiedział z trudem. Znowu użyłam tej strasznej mocy. Łzy napłynęły mi do oczu. Z trudem przestałam. Przed oczami stanął mi widok cierpiącego Echo**. Zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam gdzie, byle najdalej od wszystkich, których mogłam jeszcze skrzywdzić.
W myślach powiedziałam jeszcze "Nie chciałam tego zrobić" i miałam nadzieję, że Kai to usłyszy. Biegłam lasem przez długi czas. Nie miałam zamiaru wracać ani do Kai'ego ani do reszty watahy. Nagle dotarłam do granicy lasu. Ku mojemu zdziwieniu (i przerażeniu) przed sobą ujrzałam miasto. Nigdy jeszcze nie byłam wśród ludzi i tylko raz widziałam jak matka wchodziła w postaci człowieka do niedużego miasteczka. Gdy wróciła nie była w zbyt dobrym nastroju. Ja również potrafiłam zmieniać postać, ale w mojej watasze było to w pewien sposób zakazane. Gdy zaczęłam przywoływać myśli o mojej rodzinie, w pewnym momencie zachciało mi się płakać. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam szlochać.
- Wiem, że nie chciałaś tego zrobić. - Gdy to usłyszałam zerwałam się na równe nogi (łapy). Kawałek dalej stał Kai.
- Jaki jest twój żywioł? - spytał i podszedł do mnie.
Nie miałam siły, więc odparłam krótko:
- Nie wiem. - Basior przyjrzał mi się uważniej.
- Gdy mnie zaatakowałaś...
- Wiem, przepraszam cię... ja... ja nad tym nie panuję - przerwałam mu w połowie zdania.
- Nie o to chodzi. Gdy mnie zaatakowałaś nie potrafiłem użyć mojej mocy. Mogłem się teleportować lub użyć czegoś innego do powstrzymania cię... ale nie potrafiłem... Wiedziałem jakie mniej więcej masz zdolności, bo myślałaś o tym. Czy ty masz zdolność, no wiesz, że potrafisz stworzyć tarczę która cię chroni przed mocami innych?
- Nic mi o tym nie wiadomo - powiedziałam już trochę wkurzona jego gadaniem. Kai chyba to wyczuł, bo zmienił temat.
- Lubię przychodzić tu w nocy. Ładnie to wtedy wygląda - tyle świateł i w ogóle. Czasami brakuje mi tego, że nie potrafię zmienić się w człowieka...
- A ja z chęcią pozbyłabym się tej mocy...
- A jaką pracę sobie wybrałaś? - spytał Kai
- Co? Jaką pracę? - wyrwał mnie z zamyślenia basior.
- No... zawód. Każdy wilk który potrafi się przemienić w człowieka musi sobie wybrać pracę... w mieście...
- I co się robi w tej... pra... - spojrzałam z zakłopotaniem na basiora.
- Ty nie wiesz co to praca? - spytał zdziwiony.
- No nie... bo ja jeszcze nigdy nie byłam przy ludziach... w mojej rodzinie zmiana w człowieka była zabroniona, a poza tym bałabym się, że nie zapanuję nad sobą...
Kai spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- No to mamy problem - powiedział po czym wstał. - Chodź, zaprowadzę cię do pewnej osoby, która może będzie potrafiła ci pomóc.
*Mademoiselle - po francusku panienka, panna
**Echo - brat Blue, który został w Watasze Wilków Miłości (poprzedniej watasze Blue)
<Ktoś chętny?>
Uwagi: czasami zapominasz o przecinkach.
- A mi się podobasz taka jaka jesteś - Usłyszałam głos koło swojego prawego ucha i aż podskoczyłam z zaskoczenia.
- Mógłbyś się tak nie skradać?! - Krzyknęłam oburzana - I skąd w ogóle ci przyszedł do głowy taki tekst?
Wilk spojrzał na mnie ze zdziwieniem po czym zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego ze złością po czym się obróciłam i poszłam dalej uliczką.
- Ej! Czekaj! - krzyknął basior po czym mnie dogonił - Pokornie przepraszam mademoiselle.*
Przekręciłam oczami zatrzymując się przy tym.
- O co ci chodzi?! Ja tu czekam już chyba od godziny na Alfę, a w tym czasie ktoś mnie szpieguje i potem zjawiasz się ty.
- Wiem, że czekasz na Kii, ale tak się właśnie składa, że ona mnie tu przysłała, bo aktualnie jest zajęta. Po drugie nie było to szpiegowanie, a raczej towarzyszenie na odległość.
- Dla mnie nie ma różnicy między tym, a tym - spojrzałam na niego ze złością.
- Dobra, zapomnijmy już o tym. Tak w ogóle to chyba się jeszcze nie przedstawiłem... Jestem Kai. DJ i patrol naziemny. A ty jesteś Blue. Czyż nie?
- Ta... Alfa ci powiedziała? - powiedziałam od niechcenia.
- Przeczytałam w twoich myślach... - odpowiedział trochę zmieszany.
- Że co?! - krzyknęłam. - Kto ci pozwolił grzebać w moich myślach!!!
Przez chwilę wydawało mi się, że go zbiję. Spojrzałam mu głęboko w ślepia. Wykrzywił się w grymasie bólu. Przewalił się.
- Proszę! Przestań... - powiedział z trudem. Znowu użyłam tej strasznej mocy. Łzy napłynęły mi do oczu. Z trudem przestałam. Przed oczami stanął mi widok cierpiącego Echo**. Zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam gdzie, byle najdalej od wszystkich, których mogłam jeszcze skrzywdzić.
W myślach powiedziałam jeszcze "Nie chciałam tego zrobić" i miałam nadzieję, że Kai to usłyszy. Biegłam lasem przez długi czas. Nie miałam zamiaru wracać ani do Kai'ego ani do reszty watahy. Nagle dotarłam do granicy lasu. Ku mojemu zdziwieniu (i przerażeniu) przed sobą ujrzałam miasto. Nigdy jeszcze nie byłam wśród ludzi i tylko raz widziałam jak matka wchodziła w postaci człowieka do niedużego miasteczka. Gdy wróciła nie była w zbyt dobrym nastroju. Ja również potrafiłam zmieniać postać, ale w mojej watasze było to w pewien sposób zakazane. Gdy zaczęłam przywoływać myśli o mojej rodzinie, w pewnym momencie zachciało mi się płakać. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam szlochać.
- Wiem, że nie chciałaś tego zrobić. - Gdy to usłyszałam zerwałam się na równe nogi (łapy). Kawałek dalej stał Kai.
- Jaki jest twój żywioł? - spytał i podszedł do mnie.
Nie miałam siły, więc odparłam krótko:
- Nie wiem. - Basior przyjrzał mi się uważniej.
- Gdy mnie zaatakowałaś...
- Wiem, przepraszam cię... ja... ja nad tym nie panuję - przerwałam mu w połowie zdania.
- Nie o to chodzi. Gdy mnie zaatakowałaś nie potrafiłem użyć mojej mocy. Mogłem się teleportować lub użyć czegoś innego do powstrzymania cię... ale nie potrafiłem... Wiedziałem jakie mniej więcej masz zdolności, bo myślałaś o tym. Czy ty masz zdolność, no wiesz, że potrafisz stworzyć tarczę która cię chroni przed mocami innych?
- Nic mi o tym nie wiadomo - powiedziałam już trochę wkurzona jego gadaniem. Kai chyba to wyczuł, bo zmienił temat.
- Lubię przychodzić tu w nocy. Ładnie to wtedy wygląda - tyle świateł i w ogóle. Czasami brakuje mi tego, że nie potrafię zmienić się w człowieka...
- A ja z chęcią pozbyłabym się tej mocy...
- A jaką pracę sobie wybrałaś? - spytał Kai
- Co? Jaką pracę? - wyrwał mnie z zamyślenia basior.
- No... zawód. Każdy wilk który potrafi się przemienić w człowieka musi sobie wybrać pracę... w mieście...
- I co się robi w tej... pra... - spojrzałam z zakłopotaniem na basiora.
- Ty nie wiesz co to praca? - spytał zdziwiony.
- No nie... bo ja jeszcze nigdy nie byłam przy ludziach... w mojej rodzinie zmiana w człowieka była zabroniona, a poza tym bałabym się, że nie zapanuję nad sobą...
Kai spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- No to mamy problem - powiedział po czym wstał. - Chodź, zaprowadzę cię do pewnej osoby, która może będzie potrafiła ci pomóc.
*Mademoiselle - po francusku panienka, panna
**Echo - brat Blue, który został w Watasze Wilków Miłości (poprzedniej watasze Blue)
<Ktoś chętny?>
Uwagi: czasami zapominasz o przecinkach.
niedziela, 21 czerwca 2015
Od Blue "Terytorium wilków" cz. 1 (cd. chętny)
Wiał delikatny wietrzyk. W koło rozbrzmiewał melodyjny śpiew ptaków,
które przysiadły na pobliskim drzewie. Byłam zła na samą siebie. Już od
kilku dni chodziłam głodna, a to wszystko przez moją niezdarność, bo gdy
natrafiła się okazja żeby zabić kulawą sarnę, potknęłam się o wystające
z ziemi korzenie. Sama nie wiem jak mogła mi wtedy uciec. Byłam zbyt
zmęczona żeby ją gonić, bo gdy już wstałam, ona zdążyła zniknąć z
resztą stada za drzewami. Jedyne co dobrego przydarzyło mi się tamtego
dnia to to, że udało mi się znaleźć strumyk. Gdy już się napiłam,
położyłam się na ziemi otoczona krzakami. Szkoda tylko, że było to
terytorium innych wilków. Niestety gdy wstałam, było już za późno na
ucieczkę, a obudziło mnie pobliskie wycie wilka. Nie wiedziałam, czy
jest on tylko jeden, czy jest ich może więcej. Nie wiedziałam co się
stanie. Gdy wędrowałam przez lasy, przeważnie omijałam terytoria innych
watah. Zawsze dobrze radziłam sobie sama. Można powiedzieć, że byłam
samowystarczalna. Niestety w krótkim czasie sytuacja się zmieniła. Byłam
wycieńczona, głodna i przede wszystkim zmęczona. Podświadomie
potrzebowałam watahy - jak każdy wilk. Mimo to jak zobaczyłam przed sobą
ślepia i sierść, pokazałam kły i rzuciłam się na przeciwnika - co mogło
jednak być moim największym błędem. W końcu skąd mogłam wiedzieć czy
nie jest on ode mnie silniejszy i czy przypadkiem nie przyszedł tu z
kimś jeszcze...
<chętny?>
<chętny?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)