Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Midnight. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Midnight. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lipca 2015

Od Midnight'a "Bohater cz.2" (cd. Vicky)

Chodziłem sobie normalnie po watasze, jak to zawsze. Nie miałem co robić, więc bawiłem się w straszenie ciemności. Fajna zabawa, tylko dość głupia, bo na poziomie szczeniaka. No, ale zabawy za moje dzieciństwo mi się należą, prawda? 
Nagle usłyszałem potężny ryk, więc wytrenowanie wskazywało na ukrycie za drzewem. Poczekałem tam chwilkę i doznałem osłupienia. Zapach krwi i wejście szponów do ciała. Pobiegłem w ich stronę i... rzuciłem zaklęciem światła. On na chwile osłupiał i padł martwy. Zobaczyłem wreszcie ofiarę ataku.
           Leżała głową do ziemi. Złapałem ją i spytałem czy wszystko w porządku. Ona tylko coś wybełkotała i zwymiotowała. Wziąłem ją na grzbiet i pognałem do szpitala. Na szczęście był blisko, więc miałem szczęście. Gdy już tam byłem zrobiłem chyba najgłupszą rzecz na świecie. Wyważyłem drzwi i wszedłem do środka. Stał tam jeden lekarz patrzący na mnie jak na przybysza z kosmosu.
- Jest ranna, potrzebuje lekarza! - krzyknąłem. Wbiegliśmy na sale gdzie nikogo nie było i położyłem ją na leżaku. Sprawdzałem już wcześniej kilka razy czy oddycha i ma puls, więc zobaczyłem jeszcze raz.
- Wszystko w porządku - powiedział lekarz - wyjdzie z tego.
- To dobrze - zaśmiałem się. Tak naprawdę chciało mi się płakać, więc wyszedłem robić to gdzie indziej. 
         Szedłem właśnie do domu. Nie płakałem, bo to było by dziecinne. Teraz chciałem sobie usiąść i odpocząć, jednak znowu ją zobaczyłem. Miała niezłe blizny po tym demonie. 
- To ty mnie dzisiaj uratowałeś? - spytała z dziwnymi oczyma. 
- Dokładnie tak - zaśmiałem się - jak cię zwą?
- Vicky, a ciebie? 
- Mam na imię Midni... Mid, po prostu Mid - ponownie się zaśmiałem - chcesz się przejść?
- Okej - odpowiedziała i poszliśmy w stronę Plaży. Tylko teraz: o czym z nią gadać?
<Vicky brak weny :( ledwo co napisałem do końca xd?>

Uwagi: jeszcze chwilę temu była w szpitalu, a już z niego wyszła i jej rany są zabliźnione? Popracuj nad dialogami.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Od Midnight'a "Dołączenie?!" cz.3 (cd. Suzanna lub Kiiyuko)

Co miałem zrobić? Wróciłem do starej watahy, która wzbogacała się beze mnie. No i jeszcze Shaylin odeszła. No ale Yusuf chociaż jest, więc jest z kim pogadać. Ogólnie nie odebrałem jeszcze broni, ale to szczegół. Większość jest w mojej jaskini. Pobiegłem nad wodospad gdzie zauważyłem tego szarego wilka, który rzucał kamieniami. Zacząłem się okropnie śmiać. On popatrzył się na mnie i powiedział:
- Witaj w domu! - odpowiedział żartobliwym tonem.
- No chyba... - powiedziałem niepewnym głosem.
- A co się stało? - spytał.
- Widziałeś Shaylin? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Nieco go zdziwiło, ale co tam.
- No nie... - odpowiedział jakoś niepewnie - A co się stało? - spytał po raz kolejny.
Jednak ja nie chciałem go już słuchać. Miałem już wszystkich dość. Shaylin mnie opuściła - taka jest prawda. Wyrwałem się do lotu i odleciałem w siną dal. Nie mógł mnie dogonić, bo nie miał skrzydeł. Tym lepiej.
Leciałem gdzie skrzydła mnie poniosą. W gardle czułem ogromną gulę. Musiałem ją gdzieś wypłakać. Przecież nie mogę pokazywać jakim mięczakiem jestem. Pierwsze co mi wpadło do głowy to Mroczny Las. Tam nikt nie będzie mi przeszkadzał. Tak więc tam się udałem. Byłem bardzo od niego oddalony, lecz nie czułem zmęczenia. Po chwili rozpacz zamieniła się w totalną złość. Miałem ochotę wszystkich pozabijać winiąc ich za nią. Jednak było to chwilowe, bo gdy zjawiłem się w Mrocznym Lesie nie miałem na nikim się wyżyć.
Siadłem na najbliższym drzewie. Płakałem, nie wstydzę się tego. Robiłem to co mogło wyrzucić ze mnie tą rozpacz. Robiłem to sekundy, minuty, a może nawet godziny sugerując się słońcem. Jednak uczucie minęło z dziwnym akcentem. Coś świeciło na gałęzi tak okropnie jak oko demona. Jednak podniosłem się z ziemi, na której nie było niczego. Nawet trawy. Podszedłem po cichu i sięgnąłem po przedmiot. Był to taki pierścień z czarnym kamieniem w środku. Był ładny, a zarazem tajemniczy i ujęty klątwą. Jednak założyłem go, ponieważ i tak było mi to wszystko obojętne. Pierwsze wrażenie? Zwykły pierścionek.
Dziwiąc się tym pierścieniem nie usłyszałem jak jakieś kreatury podchodziły do mnie. Machnąłem nim tak dla zabawy, no i się zaczęło.
- Ja go zabije i zjem mózg - powiedział jeden głośnym szeptem.
- A dlaczego niby ty?! - oburzył się drugi.
- Bo jestem od ciebie lepszy! - powiedział wkurzony - Ty nawet mrówki byś nie zabił!
- Ta?! to ciebie ZABIJE I ZJEM Z WIELKĄ CHĘCIĄ! - krzyknął i rzucił się na pierwszego. Nie zauważyli, że ja już oddalałem się od nich z ogromnym zdziwieniem. Co mogło się stać? Ten temat nie dawał mi spokoju.
Byłem już na "normalnych" terenach naszej watahy. Wczoraj była koronacja Suzanny na Alfę. Nawet dobrze. Może będą nowe rzeczy. Nie lubię zmian, ale niektóre czasami są fajne. Postanowiłem również spytać się jej co to za pierścień. Tylko nie wiedziałem co może się stać.
Gdy byłem już koło ich jaskini jakoś zaswędziła mi się łapa, więc podrapałem się tą łapą na której miałem pierścień. 
- Dlaczego zdjęłaś naszyjnik? - usłyszałem lekko podniesiony głos Kiiyuko.
- Przeszkadzał mi - powiedziała zdenerwowana Suzanna - i dlaczego jest taki ciężki?! - wkurzyła się.
- A diament to piórko?! - zaczęli już ogólnie krzyczeć na siebie. 
-Co cię tutaj sprowadza? - powiedziała Kiiyuko, która nagle popatrzyła się na moją łapę, gdzie miałem pierścień - Z TYM?!.
- Eee... nic... - nie wiedziałem o co jej chodzi.
- Skąd to masz? - pokazała na mój pierścień Kiiyuko.
- No… z Mrocznego Lasu... - nie wiedziałem o co chodzi.
- Widziałem to kiedyś… - pomyślałem.
- To było jakiejś książce - dopowiedziała Suzanna.
- Ja wam powiem co to jest! - powiedziała donośnym tonem "emerytowana" Alfa Kiiyuko.
- Wiem co to! - oznajmiła.
- To pierścień Niezgody! - krzyknęła "nowa" Alfa trzymając otwierając książkę na jakiejś stronie.
- A dokładniej co to jest? - spytałem ciągle nie wiedząc o co im chodzi.
<Kiiyuko albo Suzanna jak chcecie xd?>

Uwagi: Zapominasz o przecinkach. Unikaj powtórzeń wyrazów. "Niepewnie", "nieco" piszemy razem. Mroczny Las to miejsce, więc nazwę piszemy z wielkiej litery. Nie "podeszłem" tylko "podszedłem". Cudzysłowia nie tworzymy z przecinków!

niedziela, 21 czerwca 2015

Od Midnight'a "Dołączenie?!" cz.1 (cd. Rafael lub Kiiyuko)

Chodziłem sobie tu i z powrotem. Co robiłem? Nie wiem... to po prostu było w mojej naturze. Czasami biegałem, pałętałem się gdzie można było. To było ogólnie moje życie. Aż wreszcie...
Jadłem sobie spokojnie zajączka, którego upolowałem tak z 3 dni temu. Wysuszyłem ją w dobrej temperaturze i nieźle smakował. Aż wreszcie usłyszałem szelest... Byłem wyszkolony do takiej sytuacji. Szedłem dalej, tylko że załadowałem kuszę. Nagle kroki... Ten ktoś nie wiedziałem, że wiem co zrobić. Odskoczyłem w bok i strzeliłem dwa razy w tył i wlazłem za drzewo. Zaraz... co mnie boli? Popatrzyłem na prawy bok. Rozcięcie na 2 cm. 
- WYCHODŹ! - usłyszałem głos.
- Spoko - pomyślałem. Wylazłem co sprawiało masę bólu. Był tam wilk ogólnie czarny z obrożą kolczastą. Miał tylko jedną wbitą ku mojemu zdziwieniu.
- Idziemy! - krzyknął.
- A jeśli umrę to co? A nie pomyślałeś również że strzała jest zatruta? - powiedziałem lekko zirytowany. Tak naprawdę nie była, ale zawsze można powiedzieć... Ale co tam, idziemy.
<Rafael albo Kiiyuko?>

Uwagi: wypowiedzi pisz od nowej linii.

sobota, 11 kwietnia 2015

Od Midnight'a "Wyprawa na tereny wrogów" cz.6

- Co ty taki dzisiaj nie rozważny?! - krzyknąłem odpychając Yusufa. Wkurzyłem się na niego, bo ciągle mu po ranku odwalało.
- Spokój! - krzyknęła Kiiyuko. Była wyraźnie oburzona całym tym zajściem, więc postanowiłem dać sobie z tym spokój. Szliśmy ciągle przez kamieniste drogi, a przed nami roztaczały się szerokie pasma gór. Łapy przez kamienie krwawiły czasami, ale nie chcieliśmy zatrzymywać pochodu. Droga była mozolna, aż wreszcie coś się stało...
Ujrzeliśmy wysoką wieże strażniczą, która mierzyła prawie 75 metrów.
- Czy ktoś z was umie wejść na te drzewo aby sprawdzić czy jesteśmy na miejscu? - mówiąc na to popatrzyła się na mnie i Yusufa, a on kątem oka popatrzył się na mnie. No kurde no... Wbiegłem na nie, a następnie wspinałem się po każdej grubej gałęzi. Wreszcie ujrzałem ogromne królestwo promieniujące mrokiem. Wszędzie było widać solidne mury i wieże strażnicze.
- I co widzisz? - krzyknął ktoś z dołu.
- Nasz cel...-odpowiedziałem krótko i zwięźle. Drzewo nagle zaczęło się mocno bujać. Popatrzyłem na pobliskie drzewo i wskoczyłem na nie raniąc sobie ręce.
- Ale ze mnie wiewiórka - zaśmiałem się po cichu. Zeskoczyłem z gruchotem na ziemię. Zamieniłem się w wilka.
- Rozbijemy tutaj obóz... - powiedział Rafael.
- ...a jutro pójdziemy do miasta - dokończyła Kiiyuko. Położyłem się ciężko na ziemię i odpiąłem apteczkę. Przemyłem sobie dwie rany na łapie. Teraz patrzyłem na gwiazdy, a one mieniły się na wszystkie kolory.
- Ah, Shaylin... - powiedziałem po cichu i zasnąłem powoli zsuwając się z leża...
Obudził mnie jakiś dziwny szmer koło mnie. Otworzyłem szybko oczy, a tam stał Yusuf oblewający mnie lodowatą wodą. Wstałem piszcząc z zimna.
- Zemsta jest słodka! - zaśmiał się głośno i okrutnie. Popatrzyłem się na niego w stylu "to tyle?" Otrzepałem się z wody i poszedłem zapolować. Jakoś ta pobudka nie zrobiła na mnie wrażenia. Od kilku chwil obserwowałem jedzącą trawę jelonka na skraju lasu. Po cichu zakradłem się do niego i wgryzłem w gardło. Śmierć była natychmiastowa. Przytargałem moją zdobycz do obozowiska. Wszyscy byli już przebudzeni.
- Macie śniadanie! - krzyknąłem i cisnąłem między Rafaela, a Percy'iego. Ja nie miałem ochoty jeść.
- A ty nie jesz? - krzyknęła Patty odgryzając duży kawał mięsa.
- Ja już jadłem - odpowiedziałem spokojnie i zająłem się zeskrobywaniem kory z drzewa. Chociaż takie zajęcie mogłem sobie znaleźć. Wyjąłem z torby małe zdjęcie mojej rodziny. Był tam mój ojciec, matka, siostra i ja...
- No dobra! Zbieramy się! - krzyknął Rafael donośnym i twardym głosem. Spakowałem wszystko, Yusuf zgasił ognisko, a Percy dojadł swój kawałek.
- No to w drogę! - powiedziałem i poszliśmy wszyscy w stronę dużej wieży prowadzącej do złej watahy...

<Ktoś z wyprawy?>

Uwagi: Tradycyjnie literówki. Znowu te "dziury" w tekście.

Od Midnight'a "Praca" cz.1

- No dobra. Zajmij się tym, a później złóż raport. - powiedział mój szef dając mi pomarańczową teczkę z napisem "Detektyw nr 3". Wkurza mnie ta dziwna nazwa. Powinno być napisane tłustym drukiem moje imię i nazwisko, a nie jakieś numerki. Ale takie jest życie, prawda? Wszedłem do samochodu, a tam czekał na mnie Yusuf. No chociaż miło, że ma się kolegę.
- To gdzie jedziemy? - spytał dojadając swoją kanapkę.
- Mamy sprawdzić jakieś magazyny na bezludziu - odpowiedziałem wyraźnie znużony, mówiąc te bezsensowne słowa. Inaczej sobie wyobrażałem tą pracę. Wyjechałem nowiutkim, srebrnym sedanem z parkingu firmy. Pozostało tylko połapać się, gdzie to jest...
- No jedź w lewo! - powiedział Yusuf patrząc na ogromną mapę naszpikowaną dziwnymi znakami.
- NO NIE MOGĘ NO! - krzyknąłem i nagle zobaczyłem te wielkie, zielone magazyny ułożone w rzędzie. On popatrzył się na mnie w stylu "a nie mówiłem". Nie cierpię tego, nawet jeśli ktoś miał rację. Wjechałem na mały chodnik mierzący dwa metry. Wysiadłem szybko z samochodu nie zważając, czy mój towarzysz również go opuścił. Do magazynu wszedłem dużymi, metalowymi drzwiami skrzypiącymi jak ze stu lat. Wszędzie leżały pudła i inne niepotrzebne nikomu rzeczy. W oddali spostrzegłem ogromne pudło, które pomieściłoby dwudziestu ludzi. Podbiegłem do niego i z hukiem je otworzyłem. W środku jak na złość nic nie było. Usłyszałem za mną kroki, więc szybko się odwróciłem. Tam stał Yusuf zalany potem i jeszcze czymś zielonym.
- Upadłem na puszki z farbą, a później uciekałem, bo wszystko się waliło - wydusił z siebie ledwo słyszalne słowa.
- Gdybyś poszedł za mną nie było by tego - odpowiedziałem z wielką ironią. Sam sobie to zrobił, więc ja do tego nic nie mam.
- Najwyraźniej ktoś już uciekł słysząc nas - powiedziałem i właśnie w tej chwili usłyszeliśmy kroki wychodzące z magazynu. Natychmiastowo pobiegliśmy w stronę drzwi i ujrzeliśmy odjeżdżający nowiutki, srebrny sedan. Nim zdążyliśmy coś zrobić już go nie było.
- Eee... co teraz? - spytaliśmy siebie jednocześnie. Wiedzieliśmy co musieliśmy zrobić. Drałować na piechotę piętnaście kilometrów. Zaczęliśmy natychmiastowo...
Deszcz lał i lał. Cali ociekaliśmy wodą i zimnem, gdy stanęliśmy przed biurem szefa. Wszedłem do niego powoli, bardzo powoli.
- Huhuhu... gadać co się stało - powiedział podnosząc wzrok znad gazety.

Uwagi: Literówki. Cudzysłowie piszemy za pomocą ", a nie podwójnych przecinków. "Dojedzając"? Nigdy nie słyszałam takiego słowa. Jak już to "dojadając". Zapominasz o przecinkach. Po co takie "dziury" w tekście? "Mierzący" piszemy przez "rz". Poćwicz pisanie wyrazów z cząstką "by". Ile razy mam ci mówić, że nie mówimy "weszedłem", tylko "wszedłem"? Momentami źle dobrałeś słowa, gdyż np. zdanie "wyciągając wzrok spod gazety" można zastąpić lepiej brzmiącym "podnosząc wzrok znad gazety".

czwartek, 19 lutego 2015

Od Midnight'a "Wyprawa na tereny wrogów" cz. 4 (cd. ktoś z wyprawy)

- Może Imortal? - zapytałem Patty po krótkiej ciszy.
- Może być! - znowu odwróciła się w strone drzewa. Podszedłem do Yusufa.
- Co jej jest? - spytałem go po cichu.
- Nie wiem, jakaś dziwna jest od początku - odpowiedział Aszaszyn.
Nagle sobie coś przypomniałem. Coś ważnego.
- Zaraz wrócę, tylko muszę coś wziąć z jaskini. Nie zdążyłem popatrzyć się na ich reakcje. Już biegłem do jaskini. Musiałem niektóre rzeczy wziąć. Pędem wbiegłem do jaskini. Zabrałem zapasowe ukryte ostrza, do naprawy, opatrunki itp. Nagle z torby wypadło zdjęcie mojej rodziny. Podniosłem je i zobaczyłem wszystkich... Mamę, tatę i siostrę... Wziąłem zdjęcie i pobiegłem pod Pomarańczowe Drzewo. Jednak tam ich nie było. "Włączyłem" wzrok orła. Byli 2-3 km ode mnie. Zacząłem szybko biec w ich stronę. Nie było łatwo ich dogonić, ale ich złapałem nad jakimś pagórkiem.
- BEZE MNIE?! - krzyknąłem.
- Wiesz ile ty tam siedziałeś?! - odpowiedziała ze złością Kiiyuko.
- Byłem bardzo szybko!
- Uspokójcie się! - krzyknął Rafael. Ugryzłem się w język i zamikłem.
- Dobra, idziemy! - wykrzyknął Yusuf. No to szliśmy w strone zachodzącego Słońca http://www.tapetus.pl/obrazki/n/121874_spokojne-jezioro-niebo-zachodzace-slonce.jpg
******************
Szliśmy i szliśmy ciągle. Już myślałem że nigdy nie dojdziemy do tych terenów wroga. Po mozolnej wędrówce znaleźliśmy się na pomarańczowej łące. Było widać przełomy czerwonych róż i zielonych kwiatów. 
- Zostajemy tutaj na nocleg! - zarządziła Kiiyuko. Zrzuciliśmy wszystko i rozdzielaliśmy kto co ma robić.
- Mid, Rafael i Yusuf idą po drewno! - powiedziała Kiiyuko. Więc poszedłem w raz z Aszaszynem i Alfą do lasu. Zebrałem mase drewna i wróciłem. Patty zebrała chrust, a Percy z Kiiyuko używali krzemieni. Tak rozpaliliśmy szybko i sprawnie ognisko. 
Gdy inni poszli spać wybrałem się w raz z torbą do lasu, zmieniając się po drodze w człowieka. Tam na ściętym pniu położyłem materiały na "automatyczną kusze i broń palną". To był mój stary pomysł i ciągle go doskonalałem. Gdy tak robiłem nie zauważyłem gdy przyszedł Yusuf. 
- HAHAH! Ładne urządzenie! - zaśmiał się nagle. 
Wyskoczyło mi wszystko z rąk i spadło na wilgotną ziemie. Podniosłem je szybko i zwróciłem się do niego.
- Staram się to zrobić, ale ciężko.
- A co to tak w ogóle jest?
- "Automatyczna kusza i broń palna" jest prawie gotowa. Skończe tej nocy. - odpowiedziałem zajęty układaniem części.
- To ja lece spać. Cześć! - powiedział i sobie poszedł. 
Włożyłem magazynek do kuszy i dołączyłem do ukrytego ostrza. Tak samo postąpiłem z bronią palną. Tak powstał prototyp "AKIBP".
*************
Nie wiem kiedy nastał ranek. Obudziłem się oparty o pień wyciętego drzewa. Na rękach miałem bronie. Poszedłem szybko w stronę obozowiska. ONI JESZCZE SPALI. Podbiegłem do nich i wybudziłem Percy'iego.
- Co... jest? - spytał zaspany.
- JUŻ 10! wstawaj! - potrząsnąłem nim. Wstał szybko. Po minucie wstali też inni. Tylko Aszaszyn wylegiwał się. Podszedłem do niego i tak nim potrząsłem, że aż z krzykiem się obudził. Zacząłem się śmiać. 
- Dobra, idziemy? - spytała Kiiyuko.
<Ktoś z wyprawy?>


Kto ile napisał op. w tej przygodzie?
- Kiiyuko: 1
- Rafael: 0
- Midnight: 2
- Patty: 1
- Yusuf: 0 
- Percy: 0
  
Uwagi: "Pędem" piszemy przez "ę". No i znowu to "...............", które mnie po prostu dobija. Czasami zapominasz o "ę". "Pomarańczowe Drzewo" to nazwa, dlatego piszemy to od wielkiej litery. "Alfa" piszemy przez "f", a nie "ph". To nie Anglia. Nie "zciętym", tylko "ściętym". Cudzysłowie piszemy za pomocą ", a nie dwóch przecinków. Zrozumcie to w końcu! Twój wilk za dużo czasu spędza w formie ludzkiej, bo więcej niż w wilczej. Nie powinno być na odwrót?

wtorek, 10 lutego 2015

Od Midnight'a "Witam i przepraszam" cz.3 (cd. Kiiyuko)

- To bractwo skrytobójców, które walczy z zakonem templariuszy, aby doprowadzić do pokoju. Pomimo tego, że walczą o to samo, mają zupełnie różne metody. Templariusze chcą uzyskać pokój przez władzę i strach, a asasyni – prawdą i wolnością. - odpowiedziałem niezbyt zmęczony tą wypowiedzią. Popatrzyłem na Kiiyuko, a później na Yusufa.
- Mamy trzy zasady - ciągnąłem dalej - Powstrzymaj swe ostrze nim zabije niewinnego. Działaj w ukryciu i wtapiaj się w tłum. Nie narażaj dobra bractwa ani jego członków. Chyba wystarczy taka wypowiedź nieprawdasz? - zaśmiałem się. Poczułem że zaraz nastąpi odpowiedź.

<Kiiyuko, dokończ XD> 

Uwagi: "Niezbyt" piszemy razem. Twoje op. to zlepek jednej wypowiedzi. Nie uważasz, że to trochę za mało?

czwartek, 5 lutego 2015

Od Midnight'a "Wyprawa na tereny wrogów" cz.1 (cd. wilki z wyprawy)

Wstałem tak jak zawsze znużony snem. Śniła mi się wataha gdy napadli nas templariusze wtedy... Coś nagle wyskoczyło mi w drzwiach jaskini. Chyba jakiś wilk, ale czy obcy?
- Wstawaj! Dzisiaj wyprawa! - to był Yusuf. Do niego okazywałem szacunek, dlatego że był Assassinem, tak jak ja.
- Dobra idę, tylko się spakuję! - odpowiedziałem i zszedłem z kamienia na którym codziennie spałem. Na łapy założyłem ukryte ostrza, które były schowane pod moim futrem. Wziąłem jeszcze krótki miecz na plecy, aby czasami go użyć w celach walki. Spakowany wyszedłem z ciepłej jaskini i wyruszyłem przed siebie do miejsca narady.
******************
Pod Pomarańczowym Drzewem, pod którym wcześniej byliśmy umówieni, znajdowały się znajome mi osoby.
- Wreszcie jesteś! - krzyknął Yusuf siedzący koło Kiiyuko i Rafaela.

<Kiiyuko? Rafael? Patty? Yusuf? Percy?>

Uwagi: Zamiast "zeszłem" pisze się "zszedłem". Unikaj powtórzeń wyrazów. Nie wiem, o jaki okrągły stół chodzi, trzymaj się tego, co jest zawarte w zakładce "Tereny", nie wymyślaj mi nowych. Cytat z zakładki "Przygody": Op. wymagam, które mają min. 30 linijek każde i były w miarę porządne. Za każde op.: 20 pkt., co oznacza, że Twoje op. łapie się na zaledwie 5 pkt. i nie powinnam była go wcale zaliczyć, ale już się nad Tobą zlituję.

Od Midnight'a "Kapitan musi odejść" cz.3 (cd. Shaylin)

- Eee... Hi? - powiedziałem zdziwiony całym wydarzeniem. Była tam Patty i jakaś nowa. Nie mam do nikogo zaufania oprócz Kiiyuko, Yusufa oraz... Gdy pomyślałem o Shaylin tak się dziwnie poczułem.
- Ej, ziemia do Mida! - powiedziała ostro tamta wadera. Wyrzucony z wyobraźni natychmiastowo i odruchowo wysunąłem z rękawa ukryte ostrze.
- Eee... cześć? - odpowiedziałem odpuszczając broń. Popatrzyłem się głębiej na jej ubiór. Była piratką jak było widać.
- Ja byłem piratem ale częściowo powracam do tego. Na razie jestem Assassynem więc nie zajmuje się tym. - odezwałem się po krótkiej ciszy.
-Czyli nadal jesteś piratem? - zapytała ta nowa.
- No... czasami wracam. A jak masz na imię piratko?
- Norina.
- Ładne imię... coś pomóc, przynieść?
- Nie, nie trzeba dzięki!
- Cześć! - wyskoczyłem po tej mozolnej rozmowie do Shaylin. Jeżeli będzie w tym internacie, to musi mieć zapas broni, nie?
*******************
- Shaylin! - krzyknąłem widząc ją na peronie. Nie usłyszała mnie.
- SHAYLIN! - rozdarłem całe gardło. Nie usłyszała mnie znowu i wsiadła do pociągu. Gdy dobiegłem motorniczy właśnie odjeżdżał, gdy wskoczyłem na pociąg. No i właśnie tak przejechałem piętnaście kilometrów.
**********************
Byłem cały zmęczony i zasapany. LUDZIE! 15 KILOMETRÓW. Wreszcie pociąg się zatrzymał, a ja zsiadłem. Wszyscy gapili się na mnie jak na przybłędę. Popatrzyłem na siebie. Tylko lekko brudna bluza. Gdy poprawiłem sobie ubranie, Shaylin weszła do internatu. Tyle razy ją pomijam! Wbiegłem tam i spotkałem ją na schodach. Szła najwidoczniej do swojego pokoju.
- Shaylin! - powiedziałem koło niej.
- Mid?! - krzyknęła i ją przytuliłem. - A co ty tutaj robisz? - zapytała.
- Słyszałem, że wiele dresiarzy się tu pałęta. Musisz mieć zabezpieczenie.
Wszedłem z innymi dziewczynami i nią do pokoju. Rzuciłem jej na łóżko różne bronie. Znajdywało się tam: ukryte ostrza dwie ręce, dmuchawka z pociskami usypiającymi i odurzającymi i strzałka z liną.
- Heehehe - zaśmiałem się.

<Shaylin?>

Uwagi: Pisz mniej treści dużymi literami i ogranicz ich powtarzanie się, np. "EEEEEEEEEEEEEE", można łatwo zastąpić krótkim "Eee...". "Ubiór" piszemy przez "ó". Zamiast ".............." wystarczy po prostu "...". Zamiast "ssapany" piszemy "zasapany". Po co tyle razy używać "AAAA" i "EEEE"? Wydaje mi się, że coraz mniej rozumiem tok myślenia chłopaków. Jako przedstawiciel płci męskiej powinieneś wiedzieć, że zamiast "weszłem" używa się określenia "wszedłem".

sobota, 17 stycznia 2015

Od Midnight'a "Wyprawa" cz. 1

Słońce powoli kryło się za linią horyzontu, by ustąpić miejsca księżycowi. I kolejny dzień żmudnego lotu za mną. Tyle tygodni już wędrowałem, że straciłem nadzieję, na spotkanie jakiegokolwiek innego wilka. Zmęczony zniżyłem lot, by gładko wylądować na polanie, skąpanej z płomieniach zachodzącego słońca. Rozejrzałam się w poszukiwaniu choćby niewielkiego schronienia, gdzie mógłbym odzyskać siły. W okół niestety były jedynie góry i widoki, które były już dla mnie męczące. Nie chciałem tego robić, ale nie było innego wyjścia. Przypaliłem pień jednej z sosen stojących niedaleko wielkiego kamienia, a ta osunęła się na niego, dzięki czemu jej gałęzie zapewniały mi ochronę od góry. Wcisnąłem się między kamień, a drzewo, po czym wygodnie ułożyłem na miękkim mchu. Moje oczy powoli się zamykały. Czułem jak odpływam do krainy snu, gdy usłyszałem ciche wycie wilka. Uniosłem się gwałtownie, nasłuchując wycia. Szukać go teraz, czy zająć się tym później? Tak dawno nie widziałem, żadnego ze swoich… może on również jest sam? Ostatkiem sił dałem odpowiedź. Odgłos rozszedł się echem po okolicy, a ja w napięciu czekałem na odpowiedź, gdy doszła ona do mych uszu. Mimowolnie uśmiechnąłem się i ruszyłem w ostatnią wędrówkę. Choć miałem silne skrzydła, czułem, że robią się miękkie i nie będą w stanie dłużej pracować. Wylądowałem niezgrabnie, ale sylwetka w dole dodawała mi otuchy. W końcu… dotarłem.
- Co tu robisz?- jego szorstki głos kierował się w moją stronę, wyczekując odpowiedzi.
- Szukam schronienia. Jestem już znużony długimi wędrówkami i pragnę zagrzać miejsca wśród innych wilków.
Mówiłem zmęczony, nie dając po sobie tego poznać.
- No coś takiego - wilk okrążył mnie. Ja tylko wodziłem za nim wzrokiem, gotowy na ewentualny atak.
- A więc coś za jeden? - zapytał, gdy stanął przede mną.
- Zwą mnie Midnight. - przedstawiłem się. - A Ciebie jak nazywają?
- Helfi... Mam, więc rozumieć, że szukasz schronienia.
- Dokładnie.
- Wyglądasz na silnego. Przyda nam się ktoś taki jak ty. Jeśli chcesz schronienia, chodź za mną. Jeśli nie… znikaj stąd - przymrużył oczy.
-A więc prowadź Helfi - skinąłem lekko łbem, podążając za postawnym basiorem.

<C.D.N.>

Uwagi: Tytułuj op. "Księżyc" piszemy od małej litery, tak samo jak "słońce". "Mówiłem zmęczony, nie dając po sobie poznać zmęczenia." - czy tylko moim zdaniem coś tutaj jest nie tak?

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Midnight'a "Pierwsze spotkanie" cz. 7 (cd. Shaylin)

- WTF, WHAT ARE YOU DOING?! - krzyknąłem pełen złości i odpychnąłem Patty od Shaylin.
- Shaylin... Co ty zrobiłaś, że wszyscy chcą mnie zabić wzrokiem?! - spytałem szybko.
- Norwegian wyznał mi miłość, a Patty narzeka, że wybrałeś mnie! - powiedziała w pościechu. Jednak ja usłyszałem tylko końcówke jej wypowiedzenia. Zrobiłem unik przed dzidą Norwegiana. Wyjąłem miecz, a tak dokładnie prosty miecz, bo mi kordelasy gdzieś pouciekały. Zacząłem próbować atakować przeciwka. Był on jednak nawet wyszkolony w walce. Pomyślałem jeszcze o Patty, która drasnęła mnie mieczem w biodro. Zaczęła się mocna walka. Po pięciu minutach walenia o miecze i zgrzytanie metalu o metal zjawił się ktoś, kogo już znałem. Yusuf we własnej osobie. Szybko wyjął miecz i przegonił Norwegiana, a ja mu zrzuciłem miecz Patty.
- Dzięki! - krzyknęliśmy oboje w tym samym czasie.
Nagle pomyślałem:
- Gdzie Shaylin?!
- Puśćcie miecz albo ją zabije! - krzyknęła za moimi plecami Patty. Przytrzymywała Shaylin w objęciach (jak by to powiedzieć), trzymając nóż koło jej gardła.
- PUŚĆCIE BROŃ! - krzyknęła. Niestety musiałem to zrobić, ponieważ mógłby ją zabić. Yusuf zrobił tak samo.
- Jakiś plan? - zapytałem Shaylin.
 
<Shaylin?>
 
P.S. Szczerze? Jeżeli się nie pogodzicie w najbliższym czasie w op., za tą "wojenkę" czeka was sąd. Kii będzie robić za sędzię. ;_;

Od Midnight'a "Warto było tutaj przyłazić?" cz.9 (cd. Shaylin lub Norwegian)

- No chodźm Mid... Oprowadzę cię po terenach. - odpowiedziała i poszliśmy oglądać te terenowiska. Chodziliśmy tam i spowrotem. NUDA!!!
****************
- A tu dotarliśmy do... - nie dałem jej dokończyć.
- SKOK WIARY!!! - krzyknąłem i skoczyłem w wodospad. Patrzyła się z góry na mnie jak na idiotę. Pf... Kogo to wkurza niby?! Byłem w wodzie w mgnieniu oka. Wyszedłem jak najszybciej z wody i pobiegłem na tereny mojej ulubionej watahy.
*********************
Wędrował tu i tam odkrywając tereny. Nagle zobaczyłem coś co prawie zniszczyło mi serce. Jakiś wilk dowalał się do Shaylin. NIE MOGŁEM NA TO POZWOLIĆ! Pobiegłem najszybciej w ich strone. Rzuciłem się na tego nowego i przytrzasnąłem go do ziemi. 
- CO TY ROBISZ Z MOJĄ D... KOLEŻANKĄ?! - krzyknąłem.
 
<Shaylin lub Norwegian? Brak weny :(>

niedziela, 4 stycznia 2015

Od Midnight "Warto było tutaj przyłazić?" cz.6 (cd. Kiiyuko)

- JA PEDAŁ?! - krzyknąłem. Wiedziałem trochę że mnie nie usłyszała ale to nie moja wina. Jakaś siła zatrzymywała wszystkie słowa na pięciu metrach.
- No troszkę... - odpowiedziała niepewnie ale groźnie. Wyraźnie była zła trochę na mnie.
- Dobra... - zdjąłem kaptur - Gdzie jesteśmy? - zapytałem wyraźnie zdziwiony klimatami miejsca.
- TY POWINIENEŚ WIEDZIEĆ! - krzyknęła do mnie podchodząc i próbując mnie popchnąć. Zrobiłem unik i wyjąłem pistolet. Popatrzyła się na mnie z ogólnym zdziwieniem. Wycelowałem w nią i STRZELIŁEM. Tylko że nie w nią. Za nią stał jakiś potwór. Zabić go jednak musiałem. Ta się odwróciła, popatrzyła na mnie, odwróciła się, a później spojrzała na mnie.
- Mam jeszcze ich z trzy a co? - zapytałem się trochę zdziwiony.
- JA CIE PO PROSTU!... AH dobra idziemy dalej? - z jednej strony była wkurzona, a z drugiej chciała uciec.
- No tak... - podszedłem do niej i dałem jej szpadę. Była trochę zdziwiona... nie trochę tylko BARDZO.
- Dla samoobrony! - odpowiedziałem uśmiechając się i wyruszyłem na wschód. Poszła najwyraźniej za mną.
**************
- WODY!... - krzyczałem co jakiś czas. Byliśmy tak zmęczeni podróżą, że ledwie co dychaliśmy ze zmęczenia. Kiiyuko też chyba potrzebowała czegoś do picia. Magię próbowałem uruchomić z dwadzieścia razy. Bez spodziewanego skutku. Nagle po dwóch godzinach ciężkiego marszu wypatrzyłem niezłą zwierzynę. Właśnie piła wodę z strumyka. NIE MOŻNA POMINĄĆ TAKIEJ SYTUACJI. Podbiegłem do niej po cichu. Nic nie usłyszała, aż wreszcie popatrzyła na mnie. Jednak za późno. Wycelowałem w nią i trafiłem prosto między oczy. Spadła na ziemie martwa. Nagle Kiiyuko pojawiła się tuż koło mnie. Zaczęła jeść łapczywie zwierzynę oraz pić wodę. Nagle w strumyku zobaczyłem twarz mojego ojca.
- Nie pij wody oraz nie jedz mięsa! - krzyknął mi w myślach i odpłynął razem z prądem. NATYCHMIASTOWO wypchnąłem Kiiyuko na ziemie. Zaczęła się urywać i próbowała uciekać. 
- PUŚĆ MNIE! JESTEM TWOJĄ ALPHĄ. NAKAZUJE CI GŁUPCZE! - krzyczała. Padałem z sił. Wreszcie wypchnęła mnie z siebie. Popatrzyła się tam gdzie było jedzenie i picie. Była tam nicość... Spojrzała na mnie.
- ZABIJE CIĘ!!! - krzyknęła z całego gardła i spróbowała mnie ściąć szpadą. Zrobiłem unik i przyjąłem postawę obroną. Zaczęliśmy zaciętą walkę. Była bardzo dobra. Aż wreszcie zrobiła na mnie kontre i przytrzasnęła mnie do gleby. Wyjąłem ukryte ostrze i wbiłem jej w rękę. Okazało się, że jest nieśmiertelna. Jedyne wyjscie to... PRZEPAŚĆ. Poleciałem na nią. Zrobiłem pierwsze kroki kontry, ale ją wypchnąłem na przepaść. Zdążyłą mnie złapać za ubranie i spadłem razem z nią.
 
<Sory że próbowałaś mnie zabić ale nie miałem innego pomysłu. Kiiyuko?>

piątek, 26 grudnia 2014

Od Midnight'a "Dołączam" cz.3 (cd. Kiiyuko)

- Poradzę sobie! - krzyknęła i uciekła. Powiedziała to tak bez uczuć że trochę się zasmuciłem. Ale takie jest życie! Byłem jeszcze trochę rozkojarzony ale jakoś sobie radziłem. Nocowałem w jakiejś jaskini, której podłoże była bardzo twarde. Jednak lepsze to niż leżenie na ziemi, nie? Obudziłem się tak nad ranem. Zauważyłem że moja noga ciągle krwawi. NO KURDE. Chciałem wziąć bandaż i środki dezynfekcji, ale zauważyłem jedną okropną rzecz. NIE MAM ICH! Trzeba skądś skołować. Pobiegłem szybko przed siebie. Z nogą nie było tak źle, ale infekcja mogła się już pojawić. Wbiegłem po kryjomu do jakiegoś szpitala. Wszędzie było ciemno. Mam szczęście! - pomyślałem. Nagle po prostu ktoś przytrzasnął mnie do ziemi. Popatrzyłem się szybko w górę. JAKAŚ WADERA MA TAKĄ KRZEPĘ?!
- Co się robi tutaj w nocy?! - zapytała wyraźnie wkurzona.

<Kiiyuko?>

czwartek, 18 grudnia 2014

Od Midnight'a "Misja cz.1" (cd. chętna wadera)

- Widzisz ich? - zapytał Rackie. - Na wzgórzu. 160 stóp. Na północnym wschodzie. 
- Atakujemy! - krzyknął dowódca. Zaatakowali centrum U.N.C.M. Zjechałem na linie i zniszczyłem wieże zwiadowczą. Wszędzie była krwawa rzeźnia. Batalion Światła był moim oddziałem. Byłem ich pułkownikiem. 
- Niszcz drzwi! - nakazałem bojowo Nickowi. Z hukiem wyłamywanych zawiasów weszliśmy do sali, gdzie czekały na nas uzbrojeni żołnierze armii naszego wroga i sam parszywy Diabeł. 
- HAHAHAHA! Witajcie w moich progach! - odparł pijąc swoje zaduszałe wino. 
- Wal się! - krzyknął Nick.
- Dobra, nie tak agresywnie... Teraz z nimi do lochu! - syknął ten podstępny asshole. 
- Nie! - wyszedłem z uścisku i rzuciłem flesz. Razem z Nickiem uciekliśmy przez okno, gdy pozostali byli nadal oślepieni światłem. Na zewnątrz Batalion świętował zwycięstwo. Ale... Teraz nic nie było takie jak wcześniej. W pewnym momencie spadła bomba, która nas wszystkich odrzuciła w różne strony. Leżałem dobre 15 minut. Nagle wstałem i podszedłem do Nicka. Nie żył. Gdy podnosiłem głowę, po minutowej ciszy po stracie przyjaciela, stwierdziłem, że znaleźli mnie. Biegłem ile sił do stacji teleportowania. Zacząłem być ostrzeliwany ze wszystkich stron. Dostałem w brzuch, w łapę przednią i tylną. Zacząłem padać na siłach. TERAZ! Wystrzeliłem się. Jednak strzał zepchnął mnie z kursu i trafiłem... Już nie wiem gdzie, bo zemdlałem. Obudziłem się w jakiejś przychodni. Podeszła do mnie jakaś wadera.
- Gdzie ja jestem? - zapytałem patrząc na nią.
<Jakaś wadera?>