Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bona Caeli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bona Caeli. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 września 2018

Od Bony "Nauka wcale nie jest nudna" cz. 3

listopad 2021
Lekko potrząsnęłam głową i zerwałam się na nogi. Przerażona chodziłam po jakimś pomieszczeniu szukając wyjścia. Nagle ktoś stanął mi na drodze. Był to czarny basior, który lekko się uśmiechał.
- Widzę, że królewna się obudziła. A teraz odpowiedz na proste pytanie. Gdzie jest twoja siostra? Jak powiesz, to cię wypuszczę i dam ci uciec.
- Nie! Możesz mnie więzić ile chcesz, ale nie mojej siostry nie wydam! Nigdy w życiu!
- Jesteś pewna? - spytał się spokojnie. Nagle zbliżył się do mnie i podrapał. - A teraz?
- Nie - warknęłam na niego. Tym razem ugryzł mnie. Syknęłam, ale byłam silna. Aż do momentu, gdy nie pojawił się drugi. Spojrzałam na niego i z przerażeniem cofnęłam się.
- Powiesz nam teraz czy mamy cię do tego zmusić? - patrzył na mnie zabójczym wzrokiem.
- Jest gdzieś w lesie. Albo w górach. Nie wiem dokładnie. - spojrzałam smutnym wzrokiem. On się uśmiechnął i dał mi wyjść. Szybko wybiegłam na zewnątrz i uciekłam. Nie gonili mnie. Wzbiłam się w powietrze.
Nie wiedziałam gdzie jestem i jak dostać się na teren watahy. Czyli to będzie długa wędrówka. Wróciłam na ziemię i powoli szłam na zachód. Może jakoś tam dojdę. Idąc śpiewałam. Zaczęło się ściemniać, a ja boje się chodzić w nocy. Znalazłam jakieś drzewo.
Wleciałam na nie i zasnęłam. Miałam dziwny sen o tym, że jestem z moją siostrą i nagle zapada się ziemia, a ona wpada do szczeliny i znika na zawsze. Potem stałam w pokoju pełnym obrazów, które się ruszały, a postacie na nich patrzyły na mnie. Obudziłam się z płaczem. Spadłam z drzewa i się poobijałam. Jęknęłam i poszłam dalej. Mogłam nacieszyć się widokiem wschodzącego słońca.
Dalej zastanawiało mnie czemu oni mi uwierzyli, przecież mogłam ich okłamać. I to właśnie zrobiłam. Byłam strasznie głodna.
- Muszę zakończyć tą sprawę z Balticą... - powiedziałam do siebie - I czego od niej chcieli?
Lekko zmrużyłam oczy widząc znajomą waderę. Podbiegłam do niej i przywitałam się.
- Hej, Leah! - uśmiechnęłam się do wilka. Chwilkę z nią porozmawiałam i poszłyśmy na teren watahy. Od razu poszłam do przytulnej jaskini i padłam ze zmęczenia. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Uwagi: Nieprawidłowo zapisany tytuł!

poniedziałek, 16 lipca 2018

Od Bony "Nauka wcale nie jest nudna" cz. 2

Marzec 2021 r.
- Czemu wszystko, co dobre tak szybko się kończy?! - westchnęłam, a Leah spojrzała na mnie ze złością. Ja tylko wyszczerzyłam zęby w sztuczny sposób.
- Och, nie narzekaj, tylko wstawaj! - krzyknęła do mnie Leah. Wstałam z grymasem i się otrzepałam, a ona się uśmiechnęła.
- A po co przyszłaś mnie obudzić? - spytałam wadery. Ona tylko na mnie spojrzała.
- No co ty? Nie pamiętasz, że dzisiaj musimy na coś zapolować. A przyszłam cię obudzić, bo wiem, że kochasz spać. - odparła. Ja ziewnęłam i przeciągnęłam. Lee kazała mi iść za nią. Po chwili byłyśmy na polanie gdzie były inne wilki. Yuko spojrzała na mnie.
- Witajcie. Czemu się spóźniłyście? - spytała. - Mam nadzieje, że to będzie ostatni raz.
Szybko odpowiedziałam, że nie mogłam znaleźć tej polany i się zgubiłam. Uwierzyła mi. Kazała gońcom schować się w krzakach pomiędzy drzewami. Gdy pojawiła się zwierzyna, zaczęłyśmy gonić jelenia w stronę wilków zabijających zwierzęta.
Po udanych łowach wróciłam do jaskini, aby odpocząć i "poczytać" pamiętnik mamy. Kiedy go otwierałam przeszyły mnie dreszcze. Lekko potrząsnęłam głową i zaczęłam czytać. Patrzyłam na piękne rysunki wilków i ludzi. Też chciałam się nauczyć tak rysować. Potem poszłam do Suzanny, by pouczyć się czytać. Dzisiaj uczyłam się alfabetu, czytania małego druku i dwuznaków. Trochę się namęczyłam ucząc się na pamięć alfabetu.
Potem znów poszłam do restauracji, ale tym razem po to, by z kimś porozmawiać. Spotkałam Gaję i Torance.
- Hej, Gaja. Jak się czujesz?
- Super. A ty? - spytała się młoda wadera. Tori była cicha jak myszka.
- Mogło być lepiej, ale nie jest najgorzej. - odparłam z lekkim uśmiechem. - Trochę boli mnie głowa. Pójdę do Alvarlega.
- Dobry pomysł - wreszcie odpowiedziała Torance. Ja tylko odwróciłam się i odeszłam. Szybko trafiłam do Alvarlega. Spojrzał na mnie i prychnął.
- Czy coś się stało? - spytał.
- Tak, boli mnie głowa. - powiedziałam albo bardziej syknęłam. Basior sięgną po jakąś buteleczkę, ale nic tam nie było.
- Chodź. Idziemy do Kai'a. On ma ten lek. - poszłam za nim. Szliśmy gdy nagle usłyszałam szelest. Odwróciłam się i zdałam sobie sprawę, że coś za mną stoi. Był to wielki basior, który szczerzył kły.
Był czarno-brązowy. Patrzył na mnie wściekłym wzrokiem.
- Gdzie jest twoja siostra!? - wysyczał ze wściekłością - Gadaj!
- N-nie wiem... - jąkałam się przez łzy - Nie wiem! Zostaw mnie!
Basior rzucił się na mnie. Alvarleg nie wiedział co zrobić. Wrzeszczałam i wyrywałam się próbując uciec. Starałam się go ugryźć i odepchnąć, ale był za silny. Po chwili szarpaniny dostałam czymś w głowę i chyba straciłam przytomność...

Uwagi: Brak daty! Cały czas dajesz wiele zbędnych Enterów. Brak niektórych przecinków. Alvarleg to nie Alvaro. Przeinaczyłaś jego charakter. Chodź nie znaczy tego samego co choć.

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Od Bony "Nauka wcale nie jest nudna"

Opowiadanie festynowe: bonus x2 więcej pkt. umiejętności i doświadczenia, 2x więcej SG za op.

 Marzec 2021
Po moich ostatnich przygodach potrzebowałam odpoczynku. Stwierdziłam, że to czas na naukę. I tak jest jeszcze chłodno, więc co mi szkodzi. Wiele nocy rozmyślałam nad tym wszystkim.
Nie mogłam się skupić i ciągle byłam zamyślona. Któregoś dnia wstałam i jak najszybciej poszłam do Suzanny. Kiedy tam doszłam, zastałam ją czytającą coś.
- Witaj, Suzanno.
- Witaj. Czy czegoś potrzebujesz?
- Nie. Chciałam się nauczyć czytać.
- Dobrze. Zaraz dam ci jakąś książkę - na chwile odeszła. Wróciła z książką - Proszę. Możesz zacząć czytać.
Książka była gruba. Miała chyba z pięćset stron. Była oprawiona w brązową skórę. Otworzyłam ją i zaczęłam czytać. Literka po literce. Litery zaczęły się ze sobą łączyć i to wszystko zaczęło nabierać sens.
Komu to się chciało pisać?! Po jakimś czasie było coraz łatwiej. Suzanna powiedziała, abym przyszła za jakiś czas. Wróciłam do jaskini bo na dworze było strasznie zimno. Aż naszła mnie ochota na wyjście na miasto.
Szybko wstałam i wybiegłam na zewnątrz. Gdy zaszłam na skraj lasu szybko zmieniłam się w człowieka. Pomyślałam, że pójdę do jakiejś kawiarni. Zadzwoniłam po taksówkę i powiedziałam, że chce jechać do najlepszej kawiarni.
Wyszłam szybko z taksówki. Zapłaciłam kierowcy i weszłam do kawiarenki. Usiadłam przy oknie. Kawiarnia była cała w bieli. Było tu pięknie. Marmurowy blat błyszczał w świetle lamp. Za oknem było już ciemno chociaż była dopiero dziewiętnasta.
Podeszła do mnie kelnerka i zapytała na co mam ochotę. Zamówiłam kawę i sernik z bezami. Po dwudziestu minutach kelnerka przyniosła moje zamówienie. Gdy skończyłam jeść zapłaciłam i wyszłam. Tym razem wróciłam na piechotę.
Gdy weszłam do lasu, znów zmieniłam się w wilka. Wróciłam do jaskini i poszłam spać. Gdy wstałam usłyszałam hałasy. Okazało się, że spałam do południa, a te odgłosy to były wilki bawiące się na festynie. Podeszłam do nich i spytałam gdzie jest bar. One wskazały łapą w stronę głębi lasu.
- Hej, Sohara. Poproszę o wilcze wino.
- Już ci nalewam. Należy się pięć srebrnych gwiazdek.
Położyłam na ladę pięć srebrnych gwiazdek, wzięłam wino i zaczęłam pić. Miało lekko gorzkawy smak. Gdy już je wypiłam odeszłam od baru. Miałam ochotę na stek lub ciasteczka, więc poszłam do restauracji i zamówiłam ciastka.
Ugryzłam jedno. Było czekoladowe. Zjadłam wszystkie i poszłam odpocząć. Wróciłam do jaskini, bo było już późno. Nie za długo musiałam czekać na sen.

Uwagi: W ogóle nie praktykujesz przecinków!  Cały czas pomijasz w wyrazach "ę". Niekoniecznie tak można nauczyć się czytać. Rozwijaj skróty - zamiast SG pisz "srebrne gwiazdki".

sobota, 12 maja 2018

Od Bony "Koniec tajemnic" cz. 3

wrzesień 2020 
- Ostatnio dzieje się z nią coś dziwnego - usłyszałam głos mojej siostry. Stała nade mną i rozmawiała z Felisity. Obydwie spoglądały na mnie.
To było trochę dziwne. Wstałam i przeciągnęłam się. Zaczęłam się rozglądać i dopiero teraz zorientowałam się że jesteśmy gdzieś indziej.
- W jaki sposób się tu znalazłam? - spytałam Balticy. Ta tylko spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Nieważne - odpowiedziała i zaczęła patrzeć na moją łapę - Aha! Już wiem czemu jesteś taka senna. Jakby to określić... Ugryzł cię wąż.
- Że co?!
- Nie przejmuj się tym, bo i tak jutro minie - powiedziała i odeszła na bok by porozmawiać z Felą. Felicity zawołała mnie i powiedziała, że musimy lecieć.
Wzbiłam się w powietrze i poleciałam do dawnego domu. Wylądowałam i usiadłam. Nagle poczułam zimno i smutek. Przymknęłam oczy i przypomniałam sobie dzieciństwo.
Siedziałam tak z piętnaście minut, gdy poczułam czyjąś łapę na plecach. Szybko odwróciłam się i spojrzałam na Balticę.
- Musimy iść. Felisiti znalazła jakąś księgę. Chodź! - powiedziała i poszła już do Feli. Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam za nimi. Skierowałyśmy się w stronę gór.
Gdy już doleciałyśmy do jaskini, w której to wszystko się zaczęło - one zaczęły czytać pamiętnik mojej mamy. Wiedziałam już wszystko.
To tata zabił tego lisa. To on chciał zabić mnie! To było przykre. Coś okropnego. Chciałam wrócić do swojej watahy i położyć się w jaskini. Dziewczyny też chciały wrócić do domu.
Droga powrotna trwała trzy dni, lecz to nie był koniec. Chciałam dowiedzieć się wszystkiego. A to była tylko część. I na razie ona mi wystarczy.
Gdy tak wracałyśmy rozmawiałyśmy o tym co było kiedyś. Najwięcej opowiadała Fela. Gadała o moim bracie i o mamie. Ciężko było tego słuchać. Nic z tego nie pamiętałam.
Parę razy wpadłam na drzewo, bo ciągle czytałam ten pamiętnik. Był on małym zeszycikiem oprawionym w skórę i ozdobiony malunkami. Dowiedziałam się o tym, że byłam bardzo nieznośnym dzieckiem. Ciągle kłóciłam się z bratem.
To było urocze jak mama opisywała nasze zachowania. Do dziś nie wiem czy ona w ogóle żyje. Ostatnia kartka była napisana dwa lata temu. Zrobiłyśmy postój, bo byłyśmy okropnie zmęczone. Wspięłam się na drzewo i zasnęłam.
Gdy obudziłam się było dalej ciemno. Zobaczyłam jakiś ruch. Po jakimś czasie mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Znowu jakiś ruch w krzakach. Po dłuższej chwili zorientowałam się, że to był smok. Stwierdziłam, że to zignoruje i pójdę dalej spać.
Rano wstałam i obudziłam Felę i Balicę. Od razu poszłyśmy dalej. Szybko coś upolowałam i zjadłam. Idąc powiedziałam waderze o smoku. Felisiti musiała lecieć. Moja siostra po jakiś czasie też musiała iść. Zostałam sama. Dalej myślałam nad tym co było w pamiętniku.
Doszłam do watahy i od razu przywitała mnie Leah. Było już dość późno więc zaraz poszłam spać.

Uwagi: Akcja opowiadania z tego co się orientuję toczy się we wrześniu, a nie grudniu! Nadal masz problem z pisaniem "ę". "Nieważne" piszemy razem. "Od razu" piszemy osobno. "Zorientowałam się" piszemy przez "en". "Kłóciłam" piszemy przez "ó". "Chodź" to nie to samo co "choć".
Opowiadanie wygląda na wykonane bardzo niestarannie, jakby ani razu nie czytane przed wysłaniem (a powinno się to robić). Występuje nawet brak konsekwencji przy pisaniu imion: raz jest Felitsity, raz Felicity, raz Felisiti. Mam też pewne pytanie - gdzie się podziała Stella? Podobno się zgadałyście, a Wasze serie są powiązane, choć w Twojej wersji jej postać się nawet nie pojawia.

czwartek, 12 kwietnia 2018

Od Bony "Koniec tajemnic" cz. 2

wrzesień 2020
- A, Feli dalej nie ma! - krzyknęłam, kopiąc kamyk - W taki sposób to my naprawdę daleko zajdziemy...
W mojej głowie zapętlało się pytanie pod tytułem "Gdzie ona jest?". Ale były też pozytywy tej wyprawy takie jak dostęp do jedzenia którego brakowało na terenie watahy. A, tu było tego od groma i ciut, ciut.
Nagle coś w krzakach zapiszczało. Baltica podskoczyła.
Z krzaków wyskoczyła wielka smoczyca, którą była Felisiti.
- Bona! Co ty tu robisz?! Nic wam nie jest?
- Spokojnie, Fela, wszystko ok.- Powiedziała Baltica, ale smoczyca nie chciała ustąpić i dalej pytała o nasz stan zdrowia i czy nic nam nie jest.
Rozmawiałyśmy z piętnaście minut, gdy Fela kazała nam wskoczyć na swój grzbiet. Poleciałyśmy gdzieś gdzie było coś na wzór ruin.
- Co to jest? - spytałam ze zdziwieniem. Felisiti spojrzała na mnie jak na ułomną.
- To twój stary dom, albo coś w tym stylu. Tu żyłaś jak byłaś mała - tłumaczyła Fela. Spojrzałam za siebie i nagle zorientowałam się, że nigdzie nie ma Baltici.
- Gdzie ona zniknęła?- zaczęłam panikować i zresztą moja przyjaciółka też. Zaczęło się latanie i szukanie. Rozdzieliłyśmy się i zaczęłyśmy szukać. Z daleka było słychać głos Felisiti.
Nagle usłyszałam krzyk, ale nie Feli. To był głos mojej siostry. Szybko poleciałam w stronę głosu i gdy już miałam zacząć wołać smoczycę, gdy nagle strasznie rozbolała mnie głowa i chciało mi się spać. Ziewnęłam i upadłam.
Szybko wstałam i otrzepałam się. Pobiegłam w stronę głosu i po jakimś czasie zobaczyłam moją siostrę stojącą tyłem do mnie, a przed nią smoka i basiora. Spojrzał na mnie. Ból głowy nasilał się coraz bardziej. Potem już tylko cisza i ciemność.

Uwagi: Brak numeru opowiadania oraz cudzysłowie w tytule. Nie ma słowa "pętliło", więc lepiej użyć "zapętlało". Podobnie sytuacja ma się z "ustępywała" - należy wykorzystać zamiennik "nie chciała ustąpić". Cały czas nie używasz "ę"! Skąd wilki znają jednostki czasu? Liczby i cyfry w op. piszemy słownie. "Rozdzieliłyśmy" piszemy przez "e".

sobota, 2 grudnia 2017

Od Bony "Koniec tajemnic" cz. 1

wrzesień 2020
Krążyłam w okół terenu watahy, by sprawdzić czy jest tu jakieś jedzenie.
- Nic, zero, pustka! - krzyknęłam z zawodem w głosie.
Latałam przez dobre dwie godziny, lecz jak nic nie było, tak nie ma. Wylądowałam na szczycie Góry by odpocząć. Zauważyłam coś ciekawego.
Mianowicie jaskinię, ale nie smoczą. Co robić? Wchodzić czy nie? Wchodzę.
- Ale tu ciemno - syknęłam - Halo, czy ktoś tu jest?!
Po jaskini rozeszło się echo. Wzdrygnęłam się. Nagle poczułam ból. Upadłam. Potem była tylko ciemność...
*3 godziny później
Otworzyłam oczy. Moje ciało było sparaliżowane, ale to pewnie tymczasowo. Starałam się wstać, lecz za każdym razem upadałam.
Po dłuższym czasie wstałam. Zakręciło mi się w głowie.
- Bona? - usłyszałam głos za plecami.
- Kto mówi?! - krzyknęłam.
- To ja, Baltica - moja siostra stałą za mną, a ja jej nie poznałam. Podbiegłam do niej i ją przytuliłam.
Nie widziałam jej przez dwa lat. Zaczęłam płakać.
- Bona, musimy stąd uciekać. On tu jest! - krzyknęła jak najciszej umiała. Zaczęła wychodzić na zewnątrz, a ja za nią. Zleciałyśmy z Góry.
- Ale kto tu jest? Chodzi ci o tatę? - spytałam przerażona. Moja przyszywana mama mówiła, że to on zabił mojego lisiego tatę.
Strach sprawił, że moje mięśnie się spięły. Biegłam przed siebie, nie patrząc co i jak. Moja siostra mnie zatrzymała.
- Bona, musimy poszukać Felisiti! Ona wie wszystko o naszej rodzinie! - zaproponowała Baltica. Ruszyłyśmy naprzód. Biegłyśmy przez las.
Biegnąc walnęłam głową o gałąź, która była nisko osadzona. Syknęłam i pobiegłam dalej. Zaczęło się robić ciemno, więc zatrzymałyśmy się, aby przespać się na drzewie.
Wskoczyłam na gałąź i poszłam spać...
* rano
Przeciągnęłam się i nagle spadłam. W ogóle zapomniałam, że spałam na drzewie. Wstałam i otrzepałam się z mokrych liści. Obudziłam Baltice i poszłyśmy dalej szukać Feli.
Zauważyłam zająca, więc zaczęłam za nim biec.
- Ej,wracaj tu! - krzyczałam za nim. Po dłuższym czasie go złapałam. Zajadałyśmy się nim jak byśmy nie jadły od roku. No trochę było w tym prawdy, ale my nie jadłyśmy od dwóch dni.
* sześć godzin później
Szłyśmy przez sześć i było już ciemno.
- Serio, jest już tak ciemno, a dopiero popołudnie - narzekałam, lecz Baltica dała i znak by być cicho. Nie wiedziałam o co jej chodzi. Zawróciła i poszła nad strumyk, a ja za nią.

<C.D.N.>

Uwagi: Nadal źle zapisujesz tytuł op. Całę mnóśtwo literówęk (tak, zapisałam to celowo, bo dokładnie takie błędy popełniasz). Góra to nazwa miejsca. "Zauważyłam" piszemy przez "ż". Źle zapisujesz Spacje przy wypowiedziach. "Stąd" piszemy razem i przez "s". "Naprzód" piszemy razem. "Szłyśmy przez sześć i było już ciemno." - sześć czego? Szyszek? Gruszek? Brakowało o informacji na końcu op., że to nie koniec serii.

poniedziałek, 2 października 2017

Od Bona "Spotkanie" cz. 1 (cd. Lind)

Sierpień 2017 r.
Obudziłam się w nocy, bo śnił mi się koszmar. Wstałam i poszłam na krótki spacer by się uspokoić choć trochę. Śniło mi się, że ludzie znajdują moją lisią mamę i ją porywają, a potem ją torturują. Miałam tak wielkie wyrzuty sumienia po tym co zrobiłam dla mojej kochanej mamy, że chciałabym tam teraz pobiec i ją przeprosić. Lecz nie wiedziałam gdzie gdzie ona jest. Gdy wróciłam starałam się zasnąć. Po pięciu minutach wiercenia się usnęłam. Spałam, i spałam, i nie mogłam się obudzić. Wreszcie wstałam.
*Po południu 
O nie, zaraz się spóźnię na polowanie. - pomyślałam. Szybko pobiegłam w miejsce spotkań i się zaczęło polowanie tym razem na zające.
Jestem atakującą, więc ukryłam się w krzakach. Leah zaczęła gonić zające, ja zaczęłam je atakować, a Dante zabił chyba dwa lub trzy. Więc polowanie udane.
- Polowanie się udało, juhu! - ucieszyłam się.
- Ty się tak nie ciesz, jeszcze dużo polowań przed tobą - powiedział Dante.
- Jak wam spłoszyłam obiad to mnie broniłeś, a teraz?
- Ja już lecę, pa - powiedział, idąc w swoją stronę.
- Pa - powiedziałam zmieszana
Ja też poszłam w swoją stronę. Miałam zamiar iść na spacer, gdy nagle usłyszałam skrzeczenie. Poszłam w stronę dźwięku. Był to hipogryf. Spojrzał na mnie i odleciał.
Moja mina mówiła pewnie wszystko i nic. Jak dobrze że nikt nie był ze mną, bo było by niezręcznie. Wróciłam do jaskini i poszłam spać.
W nocy przyśnił mi się ten sam koszmar. Chwile poleżałam i znowu zasnęłam.Obudziłam się i poszłam na spacer, lecz tym razem zamiast hipogryfa spotkałam Lind.
Trochę porozmawiałyśmy, a następnie poszłyśmy dalej. I znowu usłyszałam skrzeczenie, tylko o wiele głośniejsze i mniej piskliwe niż tamto które słyszałam wczoraj.
Gdy się odwróciłam zobaczyłam wielkiego hipogryfa.
- Zwiewamy stąd!! - krzyknęłam, biegnąc w stronę gęstego lasu.
*10 min później
- Chyba go zgubiłyśmy.
- Tak. Może wracajmy do reszty.
<Lind?>

Uwagi: Nieprawidłowy tytuł i brak daty! "Wreszcie" piszemy przez "ci". "Później" i "wróciłam" piszemy przez "ó". "Niezręcznie" piszemy razem. "Stąd" piszemy razem i przez "s". Masz poważny problem z przecinkami, a miejscami nawet z dzieleniem zdań. Nie zapisuj myśli jak normalny dialog! Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. Ten dialog nie ma zbytnio sensu, mogłabyś go kilka razy przemyśleć i zedytować tak, by miało ręce i nogi. Mnóstwo literówek, w związku z czym następnym razem nie przyjmę opowiadania w takim stanie.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Od Bony "Nowy Dom"

Sierpień 2020 r.
- Spadaj wilczku, jesteś za wielka do naszych zabaw. - powiedział Marko.
- Ale dlaczego? - zapytałam ze łzami w oczach. Nie rozumiałam dlaczego inne lisy nie chciały się ze mną bawić. Mówiły, że to przez to, bo jestem taka duża, ale ja im nie wierzyłam. Na pewno musi chodzić o coś więcej. Tylko co? Wróciłam do nory z płaczem. Moja lisia mama spytała co się stało, a ja opowiedziałam jej wszystko. Chciałam iść spać, ale po mojej głowie krążyła myśl o ucieczce. Po paru godzinach myślenia zdecydowałam o tym że opuszczę stado lisów i poszukam innego. Rano byłam już gotowa by odłączyć się od lisów. Wszyscy spali, więc miałam szansę. Zrobiłam to co miałam w planach i uciekłam.
*Pół roku później*
Niedawno skończyłam dwa i pół roku, więc jestem dorosła. Wyśmienicie. W końcu czuje się odpowiedzialna i nie mam aż takich wyrzutów sumienia po pozostawieniu przyszywanej matki. Za braćmi nie tęsknię.
Szłam sobie spokojnie przez las, gdy nagle zauważyłam łąkę na której stały łanie z młodymi. Zaczęłam biec w ich stronę, aby upolować choć jedną. Gdy tak biegłam, nagle się z kimś zderzyłam. Upadłam. Noga bolała mnie niemiłosiernie. Gdy na nią spojrzałam nic szczególnego nie zauważyłam. Podniosłam głowę. Zauważyłam stojące nade mną dwie wadery. Jedna o szaro-niebieskim, druga szaro-czarnym futrze. Spojrzałam na nie pytająco, a one one zrobiły zdziwione miny.
- Wszystko dobrze? - spytała szaro-niebieska wadera.
- Chyba tak - powiedziałam, wstając.
- Jak się nazywasz?
- Bona... Bona Caeli.
- Ja jestem Leah, a to jest Yuki - uśmiechnęła się
- UWAŻAJ JAK BIEGASZ TY SU*O!!! PRZEZ CIEBIE UCIEKŁY NAM ŁANIE!!! - wrzasnęła Yuki.
- P-rzepraszam. J-ja nie ch-chciałam - przestraszyłam się, a do moich oczu napłynęły łzy.
Nagle przybiegły dwa basiory. Jeden beżowy, a drugi niebieski.
- Co się stało!? - zapytał beżowy basior.
- TA OTO TUTAJ GÓW**ARA WŁAŚNIE POZBAWIŁA NAS OBIADU. - prychnęła Yuki, odbiegając na kilka metrów.
- Daj spokój Yuko, każdemu się zdarza. - powiedział, patrząc na mnie z uśmiechem niebieski basior.
- Tak w ogóle jak się nazywasz? Bo ja jestem Shiryu, a to jest Dante.
- Bona Caeli.
- Może zaprowadzimy cię do Alfy? - zapytała Leah
- No proszę jeszcze jej pomagacie?! - wściekła się Yuki.
Ja tylko pokiwałam łbem na znak, że się zgadzam.
No i poszliśmy.
Alfa nazywa się Suzanna. Ma miedziano-brązowe futro, które jest bardzo gęste. Przez brzuch do brody ciągnie się beżowy pasek.
Czoło przysłania jaj falowana grzywka. Czuć było od niej autorytet, choć nie była zbyt wysoka.
- Jak się nazywasz?- spytała Alfa
- Bona Caeli. Czy mogę dołączyć? - spytałam niepewnie
***
Zostałam przyjęta. Jestem atakującą. Teraz chodzę po lesie i zwiedzam. Nagle słyszę kroki. To chyba jakaś wadera.
- Hej, co tu robisz? - zapytała jasna wadera z kolorową grzywką.
- Zwiedzam teren.
- Jak się nazywasz? Bo ja jestem Lind. - uśmiechnęła się.
- Bona Caeli. - powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Może cię oprowadzę?
- Ok.
Gdy mnie oprowadziła poszłam do jaskini. I tak to się zaczęło.

Uwagi: Nie "wilczaku", tylko "wilczku". "Się" piszemy przez "ę". "Szczególnego" piszemy przez "ó". "Uśmiechnęła" piszemy przez "ę". "Prychnęła" piszemy przez "ch". Generalnie bardzo często zapominasz o "ę". Sporo literówek (a przynajmniej mam nadzieję, że to literówki). Yuko z odległości 100 m nie słyszałaby tak dobrze rozmów.