Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2016

Od Alfie "Polowanie" cz. 4 (C.D Yuki)

No i stało się. Jak mogłam tak udawać? Prawda prędzej czy później i tak by wyszła na jaw...
Mogę zabić jelenia i zostać uratowana, ale nie mogę tego zrobić. Nie chcę. Widziałam jego oczy. Wiedział już, co go czeka. Yuki stała obok mnie, widocznie dumna z tego co właśnie zrobiła. Popatrzyłam na nią. Wiedziała, że nie dam rady.
Nie mogłam dłużej słuchać wycia tego biednego stworzenia. Pobiegłam mu na ratunek. Próbowałam podnieść drzewo, ale było za ciężkie.
- Wiedziałam! - krzyknęła szyderczo Yuki - Wiedziałam, że go nie zabijesz. Po co te kłamstwa, hę?
Nie przejmowałam się nią. Dalej próbowałam uratować jelenia. Nagle coś się ruszyło. Drzewo drgnęło i poturlało się na drugą stronę. Popatrzyłam na jelenia. Był wyraźnie zdziwiony.
- Uciekaj! - krzyknęłam.
Wadera nie wierzyła w to, co przed chwilą zrobiłam. Uratowałam czyjąś kolację. Jeleń miał całe poobijane kopyta, jednak nie krwawiły. Uciekł kulejąc.
- Nie jesteś prawdziwym wilkiem. Prawdziwy wilk by się tak nie zachował!
Zaczęłam uciekać, płacząc. Nawet nie wiedziałam, gdzie biegnę. Chciałam się ukryć od spojrzeń innych.
"Mamo, po co mnie tutaj przysłałaś?" - pomyślałam.

<Yuki?>

Uwagi: Wciąż zapominasz o jednej Spacji pisząc wypowiedzi.

środa, 8 czerwca 2016

Od Alfie "Polowanie" cz. 2 (cd. Yuki)

Udałam się na polowanie z Yuki. Chyba pierwszy raz od tak wielu lat odezwałam się do kogoś, ale tak na poważnie. Nie pamiętałam już jak cudownie jest mówić. Wiecznie żyłam w samotności. Może dlatego matka chciała abym się tu znalazła? To będzie nowy etap życia.
Nowo poznana wilczyca zaprosiła mnie na wspólne polowanie. Zgodziłam się. Jak miałam odmówić? Jednak nie powiedziałam, że tak naprawdę nie jem mięsa... No chyba, że padlinę, ale od dawna nie polowałam.
Nie chcę, aby niewinne zwierzęta ginęły dla mojej swobody. Nie chcę być taka jak ludzie... To nie wina sarny czy jelenia, że nimi są. Czy ktoś je pytał o zdanie? Czy ktoś przed ich urodzeniem powiedział: "Ej, chcesz być sarną? Będziesz żyć w ciągłym strachu aż w końcu upoluje cię jakiś wilk".
Nie mogłam się przyznać. Nie chciałam.
- Ej, coś ty taka smutna? Czy to przeze mnie? - zapytała Yuki.
- Nie... to nie przez ciebie. Po prostu tak sobie myślę.
Wyczułam nagle coś dziwnego. Coś jakby padlinę. Tak, to był jeleń. Wpadłam na genialny pomysł.
- A może niech każda z nas upoluje coś z osobna, hmm?
- No wiesz... myślałam, że w dwójkę będzie nam łatwiej, no ale zgoda.
Od razu pobiegłam w stronę martwego jelenia. Obwąchałam go. Biedak, padł dzisiejszego ranka. Dobrze się składa.
Celowo ubrudziłam krwią swój pysk i łapy. Musiałam być cierpliwa. Na pewno polowanie na jelenia nie jest tak szybkie i proste. W tym czasie podrapałam trochę jego ciało, aby wyglądało to bardziej naturalnie. Wyglądał teraz jak żywy! Albo raczej martwy... W każdym bądź razie, wyglądał jakbym go właśnie upolowała.
Jeszcze trochę powyłam i "poszczekałam". Teraz może jakoś wybrnę z tej sytuacji. Pobiegłam w stronę Yuki.
- Patrz co upolowałam! - pochwaliłam się swojej nowej koleżance.
- No, nieźle! Widać, że jesteś w tym dobra.
Yuki miała obok siebie sarnę i kilka zajęcy. Pomyślałam tylko, jak te biedaki musiały się namęczyć.
- Tobie też bardzo dobrze poszło! - Pochwaliłam ją i razem zaniosłyśmy zdobycze do jaskini, również dla innych wilków. Czułam coś na sumieniu...
"A jeśli ktoś się zorientuje?" - pomyślałam, ale te myśli szybko przenikły.

<Yuki?>

Uwagi: "Przeze mnie", a nie "prze zemnie".

poniedziałek, 2 maja 2016

Alfie "Światłość w ciemności świeci" cz. 4 (cd. Suzanna)

Dalej nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Xander tutaj? Co on tu w ogóle robił?! W dodatku chował się za krzakami. Cóż, może w chowanego nie jest najlepszy, ale na pewno nie bez powodu nadano mu tytuł szpiega.
Schowałam się w śniegu, jednak moja sierść była w nim dość widoczna. Musiałam uciec. Chciałam go zaatakować, ale nie byłam pewna, jaką ma siłę. W dodatku na pewno nie poradziłabym sobie w pojedynkę. Postanowiłam powiadomić Alfę.
Pobiegłam najszybciej jak mogłam, a powolna nie jestem. Ujrzałam w oddali Alfę, która odpoczywała w jaskini. Wiem, że była już zmęczona, ale zostałam zmuszona ją obudzić. Przecież nie mogłam podejmować za nią decyzji.
- Halooo... - zaczęłam ją po cichu budzić - Proszę, wstań! Obudź się... - po nieudanych próbach, kątem oka popatrzyłam z góry na Wrzosową Łąkę. Nie chciałam uwierzyć, ale nie był tam już tylko Xander... W końcu się zdenerwowałam i krzyknęłam głośno - SUZANNAAA!
Ocknęła się zdziwiona. Chciałam wszystko wyjaśnić, ale sama zobaczyła, co się święci.
-Wezwać wojsko! - odrzekła.
Na łące było pojawiło się całe stado wilków. Zaczęły wyć. Słychać było krzyki przestraszonych wilków. Wrogowie zaczęli z nas szydzić. Niebo spochmurniało, wiatr zaczął wiać mocniej, drzewa szumiały. Ja wpatrywałam się w ten mrok.
Alfa zaczęła działać, mi kazała zostać. Dopiero wtedy poczułam prawdziwe przywiązanie do Watahy. Zaczęłam szlochać. W końcu nie wytrzymałam. Ruszyłam na przód.
Moja długa sierść falowała na wietrze, moje łapy uderzały o ziemię. W końcu stanęłam na placu boju. Poczułam się członkiem stada, członkiem rodziny, o którą muszę walczyć.
- Oszalałaś? Co ty wyprawiasz! - usłyszałam głos Alfy, ale nie zwracałam na nie uwagi.
Zobaczyłam jak jakiś wilk zaatakował szczenię. Zdenerwowana bez zastanowienia wskoczyłam mu na plecy, wbiłam mocno swoje pazury i gryzłam jego uszy. Jęknął. Zaczęła się walka. Dostałam mocno kamieniem w głowę. Po woli traciłam świadomość. Usłyszałam tylko słowa: "Wygraliście bitwę, ale przegracie wojnę".

(CD Suzanna)

Uwagi: Nie mam pojęcia, kiedy to wtrącić w czasie... Żadne z wydarzeń mi tutaj nie pasuje do fabuły w WMW. ;/

czwartek, 14 kwietnia 2016

Od Alfie "Światłość w ciemności świeci" cz. 3

Obudziłam skraju Zielonego Lasu. Usłyszałam dochodzący z oddali szum rzeki i radosny śpiew ptaków.
- Co... co ja tu robię? - zapytałam zaskoczona szukając odpowiedzi we własnych wspomnieniach, jednak na marne. Dotknęłam łapą swojej głowy, przewróciłam się. Ból głowy nie dawał mi spokoju, byłam zaskoczona, że w ogóle zasnęłam.
- No tak... musiałam mocno się walnąć w głowę... ale co ja tu robię? Nie przypominam sobie, abym kładła się spać w lesie, ani żebym w ogóle tu przychodziła.
Ledwo wstałam, potknęłam się o swój długi ogon i runęłam w przód. Zdmuchnęła pasmo swoich fioletowych włosów opadających na oko i wstałam. Ból niespodziewanie minął.
Nagle usłyszałam szelest krzaków, schowałam się za drzewem, zobaczyłam leśnego zająca.
"Niezły kąsek jak na śniadanie" - pomyślałam, po czym ustawiłam się w pozycji bojowej. Już miałam na niego wskoczyć, kiedy zobaczyłam małe zajączki wesoło kicające wokół swojej mamy. Zrobiło mi się żal tych małych zwierzątek. Stwierdziłam, że zjem po drodze owoce leśne, a zające zostawię w spokoju.
W prawdzie już dawno nie czułam smaku mięsa w swoim pysku, udawałam przed wilkami, zawsze zjadałam jakieś owoce, żal mi było tych wszystkich niewinnych zwierząt, które giną tylko dla przyjemności drapieżników. "Przecież te jelenie także mogą mieć jakąś rodzinę?" - zawsze usprawiedliwiałam się tymi słowami.
Postanowiłam wrócić do domu, a raczej do swojego nowego "pokoju".
Nuciłam sobie piosenkę, którą grały na ostatnim koncercie wilki-piosenkarze z watahy. Nawet nie pamiętałam na jaką okazję, ale ta nuta bardzo mi się spodobała i nieodwracalnie wpadła mi w ucho.
Nawet nie zauważyłam, a już byłam na Wrzosowej Łące. Bardzo lubiłam tu malować obrazy, miałam zawsze jakąś wenę. Zawsze zrywałam świeże kwiaty wrzosu, które kładłam w swojej jaskini. Nie obeszło by się bez tego i tym razem.
Nagle zobaczyłam coś w oddali. Przypominało to... wilka? Ale nie z mojej watahy. Byłam tego pewna!
- Zaraz, zaraz... czarna sylwetka, czerwona grzywa... - próbowałam rozpoznać któregoś z jej przyjaciół - Nie... to niemożliwe... to niemożliwe! To nie może być Xander!

Uwagi: Aktualnie nie ma w WMW żadnych wilków na stanowisku "piosenkarz".

sobota, 2 kwietnia 2016

Alfie "Światłość w ciemności świeci" cz 2

Ujrzałam więcej "podobnych" wilków. Przecież każdy był innym. Każdy miał jakiś swój żywioł, moc, historię... niesamowite! W końcu znalazłam kogoś podobnego do mnie. Nie miałam już wątpliwości. To jest Wataha Magicznych Wilków.
Podeszłam bliżej. Wprawdzie nie wiem czego oczekiwałam. Pragnęłam tylko zwykłej rozmowy z jakimkolwiek wilkiem. To by mi wystarczało.
Jakiś wilk mnie zobaczył. Jego reakcja była natychmiastowa.
- Obcy wilk! - krzyknął.
- Łapać go! - odpowiedział inny i zapanował chaos.
- Nie mam złych zamiarów! - spróbowałam załagodzić sytuację.
Wilki już same nie wiedziały komu wierzyć. Oczywiście znalazło się kilka śmiałków i postanowiło mnie zaatakować. Jeden z nich podszedł bliżej. Był gotowy do ataku. Dźgnął mnie pazurem w pysk. Oddałam mu tym samym i uciekłam.
Nie mogłam pozostać na terytorium watahy. Wilki za mną pobiegły, chciały pewnie mnie zabić, ale byłam szybsza. Schowałam się w lesie. Zaczęłam płakać.
- Mogłam się domyślić, że tak właśnie będzie... - mówiłam do siebie płaczliwym głosem - przecież ja jestem im obca.... mamo? Dlaczego kazałaś mi tu przyjść? - zaczęłam głośno szlochać.
Nie wiedziałam, że śledzi mnie wilk. Byłam zrozpaczona. Nagle go ujrzałam. Automatycznie wstałam i przetarłam łapą łzy. Byłam gotowa do ataku w każdej chwili.
- Co, przyszedłeś mnie dobić, tak? - powiedziałam z pogardą.
- Taa... znaczy nie! Znaczy tak! Zaraz... co?
Zdziwiłam się i stanęłam normalnie.
- Znaczy co...? - zapytałam.
- Nie... nie chcę Cię bić... wprawdzie chciałbym Cię przeprosić...
- Za to że mnie uderzyłeś, czy za to, że mnie śledzisz?
- Za to dźgnięcie... mam nadzieję, że nic Ci nie jest?
- Nie ukrywam, że bolało, ale przeżyłam już gorsze rany.
- A jak Ci na imię?
- Alfie... - odpowiedziałam nieśmiało. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale jego lśniące oczy mnie zahipnotyzowały - A ty?

CDN

Uwagi: "Chaos" piszemy przez "ch".

czwartek, 31 marca 2016

Alfie "Światłość w ciemności świeci" cz. 1

Już od samego początku moje życie było pełne smutku. Byłam w watasze wilków... już nawet nie pamiętam jej nazwy. Byłam szczęśliwą wilczycą. Żyłam beztrosko, myślałam, że już tak będzie zawsze, ale nie wiedziałam co jeszcze mi zgotuje los...
Pewnego późnego wieczora, kiedy moi rodzice myśleli, że już śpię, wyszłam z jaskini. Pobiegłam nad jezioro. Kochałam to miejsce. Woda była tak przejrzysta i czysta, wokół rosły wysokie drzewa, z korony drzew, było słychać śpiew ptaków. Zawsze przychodziłam to we dnie, jednak nie wiedziałam, że wieczory mogą być tak piękne. Zimny, nocny wiatr podmuchiwał lekko kołysząc od czasu do czasu moją gęstą sierść. Była cisza, słychać było jedynie szum wody i głuche huczenie starej sowy. Niebo miało kolor granatowy, tysiące gwiazd mrugało niczym stado świetlików. Nie wyobrażałam sobie piękniejszego miejsca.
Nagle usłyszałam wycie wilka. Nie przypominało to jednak głosu żadnego z mojej watahy, co najgorsze, zbliżał się. Po chwili zobaczyłam czarną sylwetkę wilka o czerwonej grzywie i lśniących kłach. Zaczął warczeć. Pojawiło się jeszcze wiele innych, podobnych wilków, które mnie otoczyły i krążyły wokół mnie. Domyśliłam się, że wilk którego zobaczyłam na początku jest Alfą. Nie wiedziałam co robić.
- A kto tu nas odwiedził? - zapytał drwiąco
- Nie ważne kto, wygląda apetycznie... - powiedział inny wilk.
Prześlizgnęłam się pod jakimś wilkiem i zaczęłam uciekać.
- Jaka ja jestem cholernie głupia! - wykrzyknęłam. Właśnie zdałam sobie sprawę, że to nie jest teren mojej watahy. To jest pułapka!
Mimo tego, że całkiem szybko biegłam, stado wrogich wilków z łatwością mnie dogoniło. Uciekałam w kierunku watahy co było wielkim błędem, ale jeszcze w tedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zdążyłam jeszcze krzyknąć najgłośniej jak potrafiłam "Ratuuunku! Wroga wataha!!!".
Moi rodzice poznali ten głos. Oboje wyruszyli mi na ratunek. Nastał wielki chaos. Cała wataha drżała. Samice uciekały z dziećmi do kryjówek, samce przystąpili do ataku.
Samiec Alfa popatrzył na mnie surowo. Wrogi wilk chwycił mnie w zęby. Moja matka chciała mnie uratować, udało jej się, ale sama zginęła...
Tego dnia wszystko się zmieniło. Wataha na pewno nie chciała już widzieć głupiego szczeniaka, który sprowadził na nią wielkie kłopoty, prawdopodobnie nawet ją zniszczył. Postanowiłam uciec i zostać samotnikiem. Tak dorastałam. Nauczyłam się walczyć, nie miałam sobie równych. Czasem przydawało mi się to, gdy myśliwi chcieli mnie upolować, bo nigdy nie widzieli takiego stworzenia, lub podczas pojedynków gdzie mogłam wygrać jakieś przedmioty. Zwykle przyjmowałam lekarstwa, ponieważ miałam słabą odporność i skłonność do alergii, dlatego często chorowałam. Nauczyłam się także szybko biegać oraz pływać.
Podczas zajęć nigdy nie pomyślałam tak szczerze o swoim życiu. Gdzieś tam, w głębi duszy czułam się samotna. Bardzo samotna. Pragnęłam się do kogoś przytulić, znaleźć bratnią duszę, wystarczyłaby mi nawet zwykła rozmowa o pogodzie. Cokolwiek. Ale nic z tego, byłam nieufna.
Pewnej nocy byłam już bardzo zmęczona. Położyłam się w swojej norze i prawie natychmiast zasnęłam. We śnie ukazała mi się matka. Powiedziała: "Dość już tej żałoby. Nie możesz żyć przeszłością. Idź, dołącz do Watahy Magicznych Wilków, tam odmieni się twoje życie...". Obudziłam się. Był wczesny poranek. Słońce dopiero wschodziło. "Wataha Magicznych Wilków?" - od razu zadałam sobie to pytanie "muszę ją odnaleźć".
Przewidziałam, że to będzie długa podróż i prawdopodobnie już nigdy tu nie wrócę, więc wzięłam z nory torbę, którą wygrałam na jednym z pojedynków i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Zioła, jedzenie, puste, małe miseczki i bransoleta mojej matki... Podarowała mi ją gdy umierała. Założyłam ją na łapę. Poczułam jej obecność. Dodała mi siły. Zorientowałam się, że jedzenie nie wystarczy mi na długo, więc poszłam jeszcze do lasu pozbierać owoce leśne. Umyłam się w jeziorze, wytrzepałam z resztę kropelek z mojej sierści i napiłam się wody ze strumyka. Stwierdziłam, że nie wiadomo jakie warunki na mnie czekają, więc wlałam sobie wody do słoika, tak na wszelki wypadek.
Ruszyłam w drogę. Maszerowałam przez trzy dni, każdy dzień był taki sam, ale byłam wytrwała. Wiedziałam, że nie mogę protestować na wolę mojej matki. Ukazywała mi się każdej nocy, powtarzała ciągle te same słowa. Ale jak jeszcze daleko mam iść? Tego nie wiedziałam.
Następnego dnia zobaczyłam niezwykłą wilczycę. Miała grzywę, tak dawno nie widziałam wilka z grzywą! To musiał być magiczny wilk.
- A więc Alfie, jesteś na miejscu!

CDN

Uwagi: "Wprawdzie" piszemy razem. Wrzosowa Łąka, tak więc powinnaś ją pisać z wielkich liter.  "W wataszy"... skąd to się w ogóle wzięło? "W watasze" jak już. Można stawiać do max. 3 wykrzykników, a nie 5. "Następnego dnia zobaczyłam dwa niezwykłą wilczycę." - cooo?