Wieczorem podeszłam do znajomego krzewu. Poczułam woń cudownego zapachu wydobywającego się z jego kwiatów. Wdychając ich piękny zapach, przypomniałam sobie o bibliotece, która znajduje się niedaleko. Miałam ochotę poczytać sobie o magii, oraz nauczyć się co nie co.
Po kilkuminutowej wędrówce przez tereny watahy, zobaczyłam jak na horyzoncie pojawił się budynek. Przyspieszyłam kroku i po chwili znalazłam się przed drzwiami. Biblioteka była stara, ale w dobrym stanie. Otworzyłam skrzypiące drzwi i weszłam do środka pełna podziwu dla tego miejsca. Zobaczyłam książkę, która leżała na ziemi zakurzona i bez swojego miejsca na regałach. Podniosłam ją chcąc usadowić na jakieś miejsce. Odłożyłam ją na półkę obok pewnej grubej księgi.
Poszłam szukać tego, co mnie interesowało. Przeczesywałam dziesiątki regałów, gdy natrafiłam na "MAGIA". Uradowana podbiegłam do napisu i zaczęłam szukać. Znalazłam tylko 4 książki. Jedna nosiła tytuł "Magia i jej zasoby", druga "Trochę na temat magii i myśloform z nią związanych", trzecia "10 żywiołów magicznych", i ostatnia - czwarta zaciekawiła mnie najbardziej. Miała tytuł zapisany dziwnymi literami: "ƬΛJΣMПIᄃΣ".
Wyciągnęłam grubą i potężną książkę, położyłem na stole i zdmuchnęłam warstwę kurzu. Otworzyłam ją delikatnie. Wszystko było pisane runicznymi znakami, jedyne, co zdołałam odczytać to:
"... magia to tylko powierzchowna nazwa całych ƬΛJΣMПIᄃ. Nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego i w jakich okolicznościach powstała. Nawet... nie umiem stwierdzić rzeczy zwięzło strateregiczne... bla, bla... ". Jedynie tyle zdołałam odczytać. Postanowiłam więc poszukać słownika, w którym znalazłoby się podobne pismo.
Po kilkukrotnym i długim przeszukiwaniu biblioteki i tak nic nie znalazłam. Tracąc nadzieję ponownie zasiadłam do książki. Skupiłam się, i otworzyłam na kolejnej stronie. Symbole były jeszcze bardziej nieczytelne. Najbardziej rzuciło mi się w oczy napisane wytłuszczonym i pogrubionym drukiem słowo ".ɥʇɐp ɥnoʎ". Ten wyraz był inny. Nie był pisany symbolami, lecz odwróconym pismem. Youh dath. Brzmiało podobnie do "You death", lecz to było nieco inne. Pomyślałam, że lepiej byłoby odłożyć książkę, i poczytać inną. Wzięłam więc pierwszą lepszą i otworzyłam ją. Była to historia pisma runicznego. Co za fart. Od razu rozpoczęłam naukę.
MΛᄂЦƬKI - Malutki
ƧMЦƬПY - Smutny
ƧZᄃZllᄂIЩY - Szczęśliwy
BIΛllY - Biały
ᄃZΛЯПY - Czarny
Uczyłam się w bardzo szybkim tempie. Najpierw podstawowe słowa i czynności, później bardziej skomplikowane. Interesowało mnie to, a jednocześnie ciekawiło. Nim się obejrzałam nastała późna noc. Znużona ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je i poczułam chłodny powiew wiatru napływający do ciepłego wnętrza. Ruszyłam ku mojej jaskini.
<C.D.N.>
Uwagi: brak
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wissy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wissy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 25 kwietnia 2015
sobota, 21 marca 2015
Od Wissy "Czarna Chwila" cz.2
Wilk niósł mnie w pysku przez całą drogę. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego
mnie wziął, po co mu byłam potrzebna? Chciał mnie zabić? Co się w ogóle
stało? Chciałam po prostu napić się wody... na szarym pustkowiu... No
nic, to moja wina, że znalazłam się w takiej sytuacji, gdyby nie to
oddalenie się od terenów watahy to... Eh... Nie skończyłabym tutaj.
Wreszcie zrozumiałam, iż moje miejsce jest w watasze, jednak co tam mogę
robić? Patrzeć jak inne szczeniaki bawią się w najlepsze odrzucając
mnie? Małą strachliwą, bojącą się wszystkiego waderę... Postanowiłam się
zmienić, teraz będzie inaczej. Stanowczo inaczej. Nie będę tym samym
popychadłem co kiedyś. NIE. W końcu to zrozumiałam, i tego trzymać się
będę. Każdy się zmienia, to ja też. Mam już ponad rok, muszę wreszcie
się usamodzielnić... Zresztą, już tego dokonałam...
Nie wytrzymam!
- PUSZCZAJ MNIE! W TEJ CHWILI! I TAK, JEST TO GROŹBA!
Wilk zatrzymał się. Był wyraźnie zdziwiony, zapewne myślał, że ktoś taki jak ja nie będzie groźny. Pff... Będzie malutki i potulny. Mylił się! Jestem teraz w pełni uświadomiona tego, że pora na zmiany.
- Słuchaj młoda, nie czas na...
- Nie nazywaj mnie "młoda"!
- Więc mam nazywać Cię "stara"?
- Wypchaj się.
- Emm... Sama tego chciałaś. - po tych słowach wilk mi coś zrobił, nawet nie pamiętałam, co się później działo...
Kolejną rzeczą był fakt, iż obudziłam się w przytulnym, ale ciemnym miejscu. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że to był las. Obok mnie przepływał strumień, a drzewa były bardzo wysokie. Rosła tu przerośnięta trawa. Było tutaj nawet przyjemnie, nawet ciemno nie było.
- Tutaj robimy postój. - usłyszałam głos zza siebie. Gdy się obróciłam, mój koszmar się spełnił; to był ten wilk.
- Po co mnie w ogóle brałeś?...
- Poznasz kogoś. - odrzekł wilk.
- Kogo?!
- Kogoś, kogo dobrze znasz, ale również kogoś, kogo nie pamiętasz. - odpowiedział tajemniczo.
Pierwszą moją myślą byli rodzice, ale oni...
- O co Ci chodzi? - zapytałam z łzami w oczach - Kim jesteś? Jak się nazywasz? Czego chcesz?...
- Może później się dowiesz..
Zaniemówiłam i poszłam napić się wody.
<C.D.N.>
Uwagi: brak
Nie wytrzymam!
- PUSZCZAJ MNIE! W TEJ CHWILI! I TAK, JEST TO GROŹBA!
Wilk zatrzymał się. Był wyraźnie zdziwiony, zapewne myślał, że ktoś taki jak ja nie będzie groźny. Pff... Będzie malutki i potulny. Mylił się! Jestem teraz w pełni uświadomiona tego, że pora na zmiany.
- Słuchaj młoda, nie czas na...
- Nie nazywaj mnie "młoda"!
- Więc mam nazywać Cię "stara"?
- Wypchaj się.
- Emm... Sama tego chciałaś. - po tych słowach wilk mi coś zrobił, nawet nie pamiętałam, co się później działo...
Kolejną rzeczą był fakt, iż obudziłam się w przytulnym, ale ciemnym miejscu. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że to był las. Obok mnie przepływał strumień, a drzewa były bardzo wysokie. Rosła tu przerośnięta trawa. Było tutaj nawet przyjemnie, nawet ciemno nie było.
- Tutaj robimy postój. - usłyszałam głos zza siebie. Gdy się obróciłam, mój koszmar się spełnił; to był ten wilk.
- Po co mnie w ogóle brałeś?...
- Poznasz kogoś. - odrzekł wilk.
- Kogo?!
- Kogoś, kogo dobrze znasz, ale również kogoś, kogo nie pamiętasz. - odpowiedział tajemniczo.
Pierwszą moją myślą byli rodzice, ale oni...
- O co Ci chodzi? - zapytałam z łzami w oczach - Kim jesteś? Jak się nazywasz? Czego chcesz?...
- Może później się dowiesz..
Zaniemówiłam i poszłam napić się wody.
<C.D.N.>
Uwagi: brak
środa, 18 lutego 2015
Od Wissy "Czarna chwila" cz. 2
Biegliśmy długo. Księżyc rozpoczął się ujawniać na coraz to ciemniejszym
niebie. Gwiazdy zaczęły świecić, a my nadal biegliśmy w stronę
największej z nich: Gwiazdy Polarnej. Nim się obejrzałam była już późna
godzina nocna. Niebo było już całkowicie czarne, a moje serce biło coraz
szybciej. Wilk cały czas niósł mnie w swoim pysku. Skóra na karku z
każdą sekundą coraz bardziej mnie bolała, ale nie ośmieliłam się
powiedzieć ani słowa. W końcu dobiegliśmy do rozłożystego dębu, gdzie
wśród jego widocznych korzeni była malutka norka. W norce znajdowały się
lisy.
- Tutaj zanocujesz. - odezwał się wilk.
- Że co? - zapytałam się zdenerwowana. Nie wiedziałam, dlaczego mam nocować z lisami. A jak mnie zjedzą? Albo zabiją? Ja chcę jeszcze trochę pożyć na tym świecie. Zdecydowanie nie chcę z nimi być w jednej norze.
- To co słyszałaś, zanocujesz tutaj. W swojej torbie masz dzisiejszą kolację. Zobaczymy się rano. A, i wszelkie pytania zadawaj lisom. - mówiąc to, wilk odbiegł w głąb ciemności.
Podeszłam bliżej nory.
- Chodź, nie bój się. - odezwał się jeden z nich.
- No chodź, przecież Cię nie zjemy. - odpowiedział inny.
- No właśnie. - odpowiedział jeszcze inny.
Wyobraźcie sobie, jak musiałam się bać. Kilka lisów mówiło o jedzeniu, inne zaś żebym przyszła. Ale z drugiej strony, wilk chyba musiał wiedzieć kim one są, i pod kogo opieką mnie zostawił. Czułam, że on wie co robi, ale moja dusza kazała mi uciec. Zaczęłam więc zbliżać się do nory, i kiedy byłam już przy wejściu, jednym susem odskoczyłam i zaczęłam biec.
Nie wiedziałam dobrze, gdzie ja biegnę, w nocy widziałam słabo, mrok się nasilał, zwolniłam trochę tempo. Mój oddech był coraz szybszy, serce biło mi coraz mocniej, wokoło była cisza... Stanęłam w miejscu. Rozejrzałam się, myślałam, że oślepłam.
Nagle poczułam jak coś przygwoździło mnie do ziemi.
- TO NASZ TEREN! POŻAŁUJESZ! NIKT NIE MA PRAWA WEJŚĆ NA NASZ TEREN NIEPROSZONY! - powiedziało "coś" (raczej wilk) warcząc szaleńczo.
- N- n- n -nie w - wie- wiedziałam...
- Ale teraz już wiesz! - odpowiedział ściszając ton.
Usłyszałam wycie kilkudziesięciu wilków. Każdy z nich wył równie szaleńczo i agresywnie. Wilk który mnie zaatakował chwycił moją szyję swoimi szczękami. Zaciskał coraz mocniej, zaczęło kręcić mi się w głowie, usłyszałam nikłe głosy typu "stój!", albo "nie, zostaw ją!", a nawet "będzie z niej kolacja"... Potem już tylko czekałam na nadchodzącą śmierć.
<C.D.N.>
Uwagi: Nie powtarzaj wyrazów. "W końcu" piszemy osobno. "Nieproszony" piszemy razem. "Ściszając" piszemy używając litery "ś".
- Tutaj zanocujesz. - odezwał się wilk.
- Że co? - zapytałam się zdenerwowana. Nie wiedziałam, dlaczego mam nocować z lisami. A jak mnie zjedzą? Albo zabiją? Ja chcę jeszcze trochę pożyć na tym świecie. Zdecydowanie nie chcę z nimi być w jednej norze.
- To co słyszałaś, zanocujesz tutaj. W swojej torbie masz dzisiejszą kolację. Zobaczymy się rano. A, i wszelkie pytania zadawaj lisom. - mówiąc to, wilk odbiegł w głąb ciemności.
Podeszłam bliżej nory.
- Chodź, nie bój się. - odezwał się jeden z nich.
- No chodź, przecież Cię nie zjemy. - odpowiedział inny.
- No właśnie. - odpowiedział jeszcze inny.
Wyobraźcie sobie, jak musiałam się bać. Kilka lisów mówiło o jedzeniu, inne zaś żebym przyszła. Ale z drugiej strony, wilk chyba musiał wiedzieć kim one są, i pod kogo opieką mnie zostawił. Czułam, że on wie co robi, ale moja dusza kazała mi uciec. Zaczęłam więc zbliżać się do nory, i kiedy byłam już przy wejściu, jednym susem odskoczyłam i zaczęłam biec.
Nie wiedziałam dobrze, gdzie ja biegnę, w nocy widziałam słabo, mrok się nasilał, zwolniłam trochę tempo. Mój oddech był coraz szybszy, serce biło mi coraz mocniej, wokoło była cisza... Stanęłam w miejscu. Rozejrzałam się, myślałam, że oślepłam.
Nagle poczułam jak coś przygwoździło mnie do ziemi.
- TO NASZ TEREN! POŻAŁUJESZ! NIKT NIE MA PRAWA WEJŚĆ NA NASZ TEREN NIEPROSZONY! - powiedziało "coś" (raczej wilk) warcząc szaleńczo.
- N- n- n -nie w - wie- wiedziałam...
- Ale teraz już wiesz! - odpowiedział ściszając ton.
Usłyszałam wycie kilkudziesięciu wilków. Każdy z nich wył równie szaleńczo i agresywnie. Wilk który mnie zaatakował chwycił moją szyję swoimi szczękami. Zaciskał coraz mocniej, zaczęło kręcić mi się w głowie, usłyszałam nikłe głosy typu "stój!", albo "nie, zostaw ją!", a nawet "będzie z niej kolacja"... Potem już tylko czekałam na nadchodzącą śmierć.
<C.D.N.>
Uwagi: Nie powtarzaj wyrazów. "W końcu" piszemy osobno. "Nieproszony" piszemy razem. "Ściszając" piszemy używając litery "ś".
sobota, 7 lutego 2015
Od Wissy "Szczenięca przygoda cz. 8" (cd. Telleni)
Postanowiłyśmy więc znaleźć na noc schronienie. Ta, była wyjątkowo ciemna i nawet ja, młoda wilczyca słabo widziałam. Nigdy za dobrze nie widziałam w nocy, a ta przechodziła samą siebie. Mimo to, nie dałam po sobie tego poznać i szłam krok w krok za Telleni, kiedy powiedziała do mnie:
- Wis... Tam jest... Wilk...
- Gdzie? - zapytałam się drżącym, a jednocześnie zdziwionym głosem.
- NO TAM! - odpowiedziała wskazując łapą w (chyba) lewą stronę. Nie zajarzyłam dokładnie o co jej chodziło, gdy chwyciła mnie za ogon i zaczęła biec. Nie słyszałam, żeby ktoś biegł za nami, dlatego też zaparłam się łapami.
- Wis, co ty robisz, musimy uciekać!
- Ale nikogo tam nie było!
- Był wilk! Chyba wiem jak wyglądają wilki!
- A może to był szop? Albo... Jakiś Duży Wielki Kot?
- Ale Duże Wielkie Koty są czarne! Albo żółte!
- A może jest jakiś nowy w tym miejscu?!
- Duże Wielkie Koty tu tak w ogóle nie mieszkają!
- A masz dowód, że był to jednak wilk?
- Tak! Miał złote oczy i był biało-szary, oraz poszarpaną sierść! I duże uszy! Oraz długi pysk!
- Czyli wszystko jasne! To był Duży Szczur!
- ŻADEN SZCZUR!
- Ale co wilk miał by robić tak blisko naszej... W...
- Nie jesteśmy blisko watahy! Nie wiadomo gdzie jesteśmy!
- T-Tel...Tel-l-ee....
Właśnie przed ułamkiem sekundy, przed moimi oczami, za Telleni stało ogromne zwierzę. Miało coś długiego, podobne było to do gałęzi bez liści. Jego łeb było widać pod światło księżyca, było straszne. Dopiero po głębokim wpatrywaniu się w niego, zobaczyłam, że to jest jeleń. Wyjątkowo ogromny i okazały. Jeszcze nigdy nie widziałam tak okazałego osobnika. A skoro jest jeden, to w pobliżu musi być całe stado.
- Wissy... Czy... Coś za mną jest...? - zapytała mnie Telleni.
- T-t-t-a-a-k...- Mówiąc to zaczęłam uciekać.
Nie zwróciłam nawet uwagi na to, że Telleni za mną nie biegnie. Jednak moje łapy same mnie unosiły, byłam tak przerażona, że nie zauważyłam, iż wpadłam na wilka. Zobaczyłam jego świecące oczy, i zrozumiałam, że Tell miała rację, faktycznie, był tam wilk... Popatrzył się na mnie, po czym powiedział z całkowitym spokojem:
- Czy ty, zdajesz sobie sprawę, że Twoja towarzyszka umarła? Jeleń ją zabił, a ty mu na to pozwoliłaś. Dzięki Tobie, jej rodzina również nie żyje. Telleni jest tutaj, martwa, zobacz. - powiedział wskazując łapą na... Telleni...
- Że co...?! - już zbierało mi się na płacz, gdy...
Obudziłam się ze snu. Leżałam w małej norce, obok mnie była (na szczęście żywa) Tell.
***
Nazajutrz opowiedziałam jej o moim śnie.
- Że ja umarłam?... - zapytała zdziwiona wadera.
- Tak. Ten jeleń był gigantyczny!
- Jeleń...
- Co?
- Mam z nim złe wspomnienia...
- Aha... Ej, zobacz! - mówiąc to, wskazałam na zająca.
- Pogonimy go? - zapytała wesoło Telleni.
- Okej! - Odpowiedziałam, i tak właśnie zaczęłyśmy wesoło biegać za zajęczakiem.
<Telleni? Brak pomysłu xd>
Uwagi: brak
- Wis... Tam jest... Wilk...
- Gdzie? - zapytałam się drżącym, a jednocześnie zdziwionym głosem.
- NO TAM! - odpowiedziała wskazując łapą w (chyba) lewą stronę. Nie zajarzyłam dokładnie o co jej chodziło, gdy chwyciła mnie za ogon i zaczęła biec. Nie słyszałam, żeby ktoś biegł za nami, dlatego też zaparłam się łapami.
- Wis, co ty robisz, musimy uciekać!
- Ale nikogo tam nie było!
- Był wilk! Chyba wiem jak wyglądają wilki!
- A może to był szop? Albo... Jakiś Duży Wielki Kot?
- Ale Duże Wielkie Koty są czarne! Albo żółte!
- A może jest jakiś nowy w tym miejscu?!
- Duże Wielkie Koty tu tak w ogóle nie mieszkają!
- A masz dowód, że był to jednak wilk?
- Tak! Miał złote oczy i był biało-szary, oraz poszarpaną sierść! I duże uszy! Oraz długi pysk!
- Czyli wszystko jasne! To był Duży Szczur!
- ŻADEN SZCZUR!
- Ale co wilk miał by robić tak blisko naszej... W...
- Nie jesteśmy blisko watahy! Nie wiadomo gdzie jesteśmy!
- T-Tel...Tel-l-ee....
Właśnie przed ułamkiem sekundy, przed moimi oczami, za Telleni stało ogromne zwierzę. Miało coś długiego, podobne było to do gałęzi bez liści. Jego łeb było widać pod światło księżyca, było straszne. Dopiero po głębokim wpatrywaniu się w niego, zobaczyłam, że to jest jeleń. Wyjątkowo ogromny i okazały. Jeszcze nigdy nie widziałam tak okazałego osobnika. A skoro jest jeden, to w pobliżu musi być całe stado.
- Wissy... Czy... Coś za mną jest...? - zapytała mnie Telleni.
- T-t-t-a-a-k...- Mówiąc to zaczęłam uciekać.
Nie zwróciłam nawet uwagi na to, że Telleni za mną nie biegnie. Jednak moje łapy same mnie unosiły, byłam tak przerażona, że nie zauważyłam, iż wpadłam na wilka. Zobaczyłam jego świecące oczy, i zrozumiałam, że Tell miała rację, faktycznie, był tam wilk... Popatrzył się na mnie, po czym powiedział z całkowitym spokojem:
- Czy ty, zdajesz sobie sprawę, że Twoja towarzyszka umarła? Jeleń ją zabił, a ty mu na to pozwoliłaś. Dzięki Tobie, jej rodzina również nie żyje. Telleni jest tutaj, martwa, zobacz. - powiedział wskazując łapą na... Telleni...
- Że co...?! - już zbierało mi się na płacz, gdy...
Obudziłam się ze snu. Leżałam w małej norce, obok mnie była (na szczęście żywa) Tell.
***
Nazajutrz opowiedziałam jej o moim śnie.
- Że ja umarłam?... - zapytała zdziwiona wadera.
- Tak. Ten jeleń był gigantyczny!
- Jeleń...
- Co?
- Mam z nim złe wspomnienia...
- Aha... Ej, zobacz! - mówiąc to, wskazałam na zająca.
- Pogonimy go? - zapytała wesoło Telleni.
- Okej! - Odpowiedziałam, i tak właśnie zaczęłyśmy wesoło biegać za zajęczakiem.
<Telleni? Brak pomysłu xd>
Uwagi: brak
sobota, 17 stycznia 2015
Od Wissy "Szczenięca przygoda cz. 6" do Telleni
Śmiałam się tak, że myślałam że się uduszę. Powoli zaczęłam moją drżącą ze śmiechu łapą ściągać z pyska Telleni tą substancję, ale nie przemyślałam tego, że i moje łapy zaczną się całe kleić. Po kilku minutach byłyśmy obie całe poklejone. Ugrzęzłyśmy. Ale moja towarzyszka okryła, że to "coś" da się zniszczyć.
- Ej, popatrz, jak to naciągnę, to pęka! - próbowała powiedzieć przez poklejony pyszczek.
- Faktycznie - powiedziałam naciągając moje łapy - pękło! - uradowane zaczęłyśmy ściągać to tworzywo.
- Tel, nie uważasz, że to ma znajomy smak?
- Hm... Może i masz rację... To... TO... TRUSKAWKI! Mniam! - Wadera zaczęła zjadać resztki tego czegoś różowego.
- Mmmm... Pycha - i ja zaczęłam zajadać wraz z wilczycą.
***
Rozbolał nas strasznie brzuch, to chyba jest szkodliwe... No ale trudno, kiedyś przejdzie.
Nagle zobaczyłyśmy ludzkie szczenię, które zbliżało się do nas. Schowałyśmy się w krzakach i oczekiwałyśmy reakcji ludzia. Najwidoczniej czegoś szukał, chyba tego co zjadłyśmy. Szukał, szukał i zaczął płakać. Chyba się zdenerwował.
- Wis, jak myślisz, szuka tych klejących truskawek? - wyszeptała do mnie Tel.
- Nie wiem.
- A jak nas znajdzie?
- No to siedźmy cicho...
- A jakby nas znalazł?
- No nie wie...
Nie zdążyłam dokończyć, kiedy zuważyłyśmy, że wyciągnął ze swojej odzieży jeszcze jedną klejącą truskawkę i ją zaczął zjadać. Byłyśmy niemało zdziwnione widząc to zjawisko.
<Telleni?>
Uwagi: Zamiast ".." pisz "...". Licz kropki. ;p
- Ej, popatrz, jak to naciągnę, to pęka! - próbowała powiedzieć przez poklejony pyszczek.
- Faktycznie - powiedziałam naciągając moje łapy - pękło! - uradowane zaczęłyśmy ściągać to tworzywo.
- Tel, nie uważasz, że to ma znajomy smak?
- Hm... Może i masz rację... To... TO... TRUSKAWKI! Mniam! - Wadera zaczęła zjadać resztki tego czegoś różowego.
- Mmmm... Pycha - i ja zaczęłam zajadać wraz z wilczycą.
***
Rozbolał nas strasznie brzuch, to chyba jest szkodliwe... No ale trudno, kiedyś przejdzie.
Nagle zobaczyłyśmy ludzkie szczenię, które zbliżało się do nas. Schowałyśmy się w krzakach i oczekiwałyśmy reakcji ludzia. Najwidoczniej czegoś szukał, chyba tego co zjadłyśmy. Szukał, szukał i zaczął płakać. Chyba się zdenerwował.
- Wis, jak myślisz, szuka tych klejących truskawek? - wyszeptała do mnie Tel.
- Nie wiem.
- A jak nas znajdzie?
- No to siedźmy cicho...
- A jakby nas znalazł?
- No nie wie...
Nie zdążyłam dokończyć, kiedy zuważyłyśmy, że wyciągnął ze swojej odzieży jeszcze jedną klejącą truskawkę i ją zaczął zjadać. Byłyśmy niemało zdziwnione widząc to zjawisko.
<Telleni?>
Uwagi: Zamiast ".." pisz "...". Licz kropki. ;p
środa, 7 stycznia 2015
Od Wissy "Czarna Chwila" cz.1
Chodzę samotnie po terenach watahy, jak zwykle bez skutecznie i bez
żadnego powodu. Lubię takie samotne spacery, zwłaszcza po pięknym
złocistym lesie.
Nudno. Nie ma tutaj zupełnie nic interesującego, żadnej nowej rzeczy, wszystkie Alfy poznikały, szczenięta wolą bawić się ze sobą, każdego akceptują - oprócz mnie... - małej, bojaźliwej waderki. Jak tak sobie pomyślę... po co ja tu jestem? W jakim celu? W watasze dzieje się wiele rzeczy, i miło mi nawet popatrzeć na nie wszystkie... Tylko po co?
- Sama dałabym radę, bez nikogo. Jestem w tej watasze jak piąte koło od wozu - czyli bez znaczenia i większych możliwości - powiedziałam sama do siebie idąc dalej.
Właśnie wkroczyłam w pewien las. Dość ciemny i nieprzyjazny... Ja - jak to ja - popatrzyłam się i bez chwili większego namysłu uciekłam. Cisza tam była przerażająca i głucha, nie czułam tam żadnego żywego zwierzęcia.. Nie lubię takich miejsc, więc postanowiłam po prostu odejść. Tamorayn nauczył mnie polować. Niedaleko wyczułam świeżo upolowane mięso, bez wahania zaczęłam iść w kierunku zapachu. Szłam pewnym szlakiem, a raczej ścieżką. Doszłam w końcu do oczekiwanej ofiary. Był to najzwyczajniejszy w świecie biały, puszysty królik, który ku mojemu zdziwieniu był jeszcze żywy. Machał błagalnie swoimi mięciutkimi łapkami o pomoc, o darowanie życia.. Ale przypomniałam sobie, jak to mojej rodzinie nikt go nie darował, a także prosili o pomoc, o łaskę. Wzięłam królika do pyska, i zacisnęłam na nim mój pyszczek tak mocno, jak tylko potrafiłam. Jego krew napływała do mojego pyska... A ten zapiszczał, powierzgał trochę łapkami i najzwyczajniej w świecie - zdechł. Odstawiłam ciało na ziemię i zaczęłam zjadać.
Po zakończonym posiłku oblizałam się i poszłam dalej zostawiając za sobą resztki królika.
Nagle zdałam sobie sprawę, że nie jestem na terenach watahy. Nie wiem, gdzie jestem. Szłam przed siebie tak długo, że straciłam orientację, a byłam na terenach obszernych, pustych, ciemnych. Co jakiś kawałek rosła pojedyncza trawa, a w oddali widziałam drzewo. No cóż, tam gdzie drzewo, tam musi być wodopój. Pobiegłam w jego stronę, już dobiegałam, zobaczyłam malutkie jeziorko, już czułam smak pysznej wody w pyszczku...
Ale nagle wyskoczył przede mnie biały jak śnieg wilk, z perłowymi oczyma, futrem ułożonym w jak najlepszym porządku i z zębami jak mniejsza wersja sztyletu.
Wydawał mi się znajomy...
- K-kim jesteś? - zapytałam niepewnie oczekując na odpowiedź.
- Twoim koszmarem... - odpowiedział, a już po chwili leżałam, nieprzytomna.
***
Ocknęłam się w tym samym miejscu, w którym go spotkałam. Ta sama szara gleba, ten sam kamień leżący obok mnie, to samo drzewo, to samo malutkie jeziorko... Ale wilka brak. Nie było go nigdzie, a przynajmniej pod moim kątem widzenia. W końcu dla pewności poruszyłam lekko łapą.
Nie, nie było nikogo. Byłam sama.
Czym prędzej się podniosłam, i po cichu podeszłam do jeziorka się napić. Piłam, cały czas w niepewności.
- Pij, pij malutka, przyda Ci się, przed Tobą długa podróż. - Usłyszałam głos dochodzący zza moich pleców.
- Ż- że co?!
- W tej torbie masz wszystkie potrzebne rzeczy, a teraz chodź, nie ma czasu. - nie zdążyłam nawet zapytać o co dokładnie chodzi, kiedy biały wilk chwycił mnie za kark i pobiegliśmy w głąb tego szarego pustkowia.
<C.D.N.>
Nudno. Nie ma tutaj zupełnie nic interesującego, żadnej nowej rzeczy, wszystkie Alfy poznikały, szczenięta wolą bawić się ze sobą, każdego akceptują - oprócz mnie... - małej, bojaźliwej waderki. Jak tak sobie pomyślę... po co ja tu jestem? W jakim celu? W watasze dzieje się wiele rzeczy, i miło mi nawet popatrzeć na nie wszystkie... Tylko po co?
- Sama dałabym radę, bez nikogo. Jestem w tej watasze jak piąte koło od wozu - czyli bez znaczenia i większych możliwości - powiedziałam sama do siebie idąc dalej.
Właśnie wkroczyłam w pewien las. Dość ciemny i nieprzyjazny... Ja - jak to ja - popatrzyłam się i bez chwili większego namysłu uciekłam. Cisza tam była przerażająca i głucha, nie czułam tam żadnego żywego zwierzęcia.. Nie lubię takich miejsc, więc postanowiłam po prostu odejść. Tamorayn nauczył mnie polować. Niedaleko wyczułam świeżo upolowane mięso, bez wahania zaczęłam iść w kierunku zapachu. Szłam pewnym szlakiem, a raczej ścieżką. Doszłam w końcu do oczekiwanej ofiary. Był to najzwyczajniejszy w świecie biały, puszysty królik, który ku mojemu zdziwieniu był jeszcze żywy. Machał błagalnie swoimi mięciutkimi łapkami o pomoc, o darowanie życia.. Ale przypomniałam sobie, jak to mojej rodzinie nikt go nie darował, a także prosili o pomoc, o łaskę. Wzięłam królika do pyska, i zacisnęłam na nim mój pyszczek tak mocno, jak tylko potrafiłam. Jego krew napływała do mojego pyska... A ten zapiszczał, powierzgał trochę łapkami i najzwyczajniej w świecie - zdechł. Odstawiłam ciało na ziemię i zaczęłam zjadać.
Po zakończonym posiłku oblizałam się i poszłam dalej zostawiając za sobą resztki królika.
Nagle zdałam sobie sprawę, że nie jestem na terenach watahy. Nie wiem, gdzie jestem. Szłam przed siebie tak długo, że straciłam orientację, a byłam na terenach obszernych, pustych, ciemnych. Co jakiś kawałek rosła pojedyncza trawa, a w oddali widziałam drzewo. No cóż, tam gdzie drzewo, tam musi być wodopój. Pobiegłam w jego stronę, już dobiegałam, zobaczyłam malutkie jeziorko, już czułam smak pysznej wody w pyszczku...
Ale nagle wyskoczył przede mnie biały jak śnieg wilk, z perłowymi oczyma, futrem ułożonym w jak najlepszym porządku i z zębami jak mniejsza wersja sztyletu.
Wydawał mi się znajomy...
- K-kim jesteś? - zapytałam niepewnie oczekując na odpowiedź.
- Twoim koszmarem... - odpowiedział, a już po chwili leżałam, nieprzytomna.
***
Ocknęłam się w tym samym miejscu, w którym go spotkałam. Ta sama szara gleba, ten sam kamień leżący obok mnie, to samo drzewo, to samo malutkie jeziorko... Ale wilka brak. Nie było go nigdzie, a przynajmniej pod moim kątem widzenia. W końcu dla pewności poruszyłam lekko łapą.
Nie, nie było nikogo. Byłam sama.
Czym prędzej się podniosłam, i po cichu podeszłam do jeziorka się napić. Piłam, cały czas w niepewności.
- Pij, pij malutka, przyda Ci się, przed Tobą długa podróż. - Usłyszałam głos dochodzący zza moich pleców.
- Ż- że co?!
- W tej torbie masz wszystkie potrzebne rzeczy, a teraz chodź, nie ma czasu. - nie zdążyłam nawet zapytać o co dokładnie chodzi, kiedy biały wilk chwycił mnie za kark i pobiegliśmy w głąb tego szarego pustkowia.
<C.D.N.>
niedziela, 4 stycznia 2015
Od Wissy "Szczenięca przygoda" cz. 4 (cd. Telleni)
Obudziłam się w nocy. Nie wiem dlaczego, ale coś kazało mi zejść z
drzewa. Zeszłam, wokoło przerażający mrok, nic nie widać, noc, była
oświetlana tylko przez lekkie promienie księżyca. Byłam głodna i chciało
mi się pić. Nagle potknęłam się o coś, była to torba, lekko podrapana.
Otworzyłam ją, a w środku znalazłam kamień. Postanowiłam, że wezmę tą
torbę i pokażę ją Telleni. Ale był mały problem. Zgubiłam drzewo, na
którym była moja towarzyszka. Wokoło było tak cicho, że ani jeden owad
nie ośmielił się wydać żadnego dźwięku. Trzęsłam się ze strachu, bałam
się, że kiedy te wilki wrócą, to Telleni nie będzie.. Ciszę przerwał
szelest w krzakach, znowu stałam jak wbita w ziemię, znowu podmuch
wiatru... Silny podmuch... Przewróciłam się. Usłyszałam głos niesiony
przez wiatr, Nie rozumiałam go, aż w końcu zapytałam się samą siebie:
- Jak wrócimy do domu? Przecież nie znamy w ogóle drogi powrotnej...
- Nie martw się.. Zaprowadzę Was. - Wyszeptał odpowiedź wiatr niosąc ją do moich uszu.
Nie bałam się, czułam, że wiatr nigdy nie kłamie, zna każdą norę, każdą miliłapę lasu. Wiem to, wiem że nas zaprowadzi. Wiem, że damy radę. Uworzyłam malutkie gniazdko, w którym skuliłam się i zasnęłam.
Następnego ranka, Telleni obudziła mnie.
- Wis, idziemy dalej? - zapytała się zadowolona.
- No chyba oszalałaś! Te wilki prawie nas zabiły, a ty jeszcze chcesz iść dalej?! - zapytałam bardzo zdziwiona, myślałam, że pójdziemy do domu, a nie dalej.
- Ale nie zabiły, przecież mogę równie dobrze użyć jeszcze raz mojej nowej mocy i po sprawie. - odpowiedziała uśmiechając się wadera.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, ja już chciałam wrócić na tereny znajome, na tereny watahy.
- Tell, wybacz, ale ja chcę poszukać wat.. - nie zdążyłam dokończyć zdania, a Telleni znowu chwyciła mnie za ogon i ciągnęła dalej. Słońce było już wysoko, a my dalej szłyśmy przez las. To znaczy wadera szła, a ja byłam przez nią ciągnięta. Tak właśnie nadszedł kolejny wieczór, a my umierałyśmy z głodu i pragnienia. Nagle przypomniałam sobie o torbie którą znalazłam. Była malutka, to nie rzucała się za bardzo w oczy.
- Telleni, stój na chwilę.
- Tak?
- Zapomniałam o tym, ale proszę, zobacz. - w tej chwili wyciągnęłam z torby kamień, który był w środku. Teraz można było go zobaczyć, był koloru turkusowego, był przezroczysty i z lekko potłuczonymi krawędziami.
- Wow, ale ładny, gdzie go znalazłaś?
- W nocy znalazłam taką torbę, w której był ten kamień.
- Jak myślisz, to kryształ?
- Możliwe.
- Wissy! Tam jest wodopój!
Od razu ruszyłyśmy do niego jak dwa rozpędzone byki. Piłyśmy bez końca, byłyśmy wyczerpane.
Kiedy zaspokoiłyśmy pragnienie, trzeba było pomyśleć o jedzeniu. Wokoło nie było niczego ani nikogo oprócz nas i drzew, a przynajmniej tak nam się wydawało.
<Telleni?>
- Jak wrócimy do domu? Przecież nie znamy w ogóle drogi powrotnej...
- Nie martw się.. Zaprowadzę Was. - Wyszeptał odpowiedź wiatr niosąc ją do moich uszu.
Nie bałam się, czułam, że wiatr nigdy nie kłamie, zna każdą norę, każdą miliłapę lasu. Wiem to, wiem że nas zaprowadzi. Wiem, że damy radę. Uworzyłam malutkie gniazdko, w którym skuliłam się i zasnęłam.
Następnego ranka, Telleni obudziła mnie.
- Wis, idziemy dalej? - zapytała się zadowolona.
- No chyba oszalałaś! Te wilki prawie nas zabiły, a ty jeszcze chcesz iść dalej?! - zapytałam bardzo zdziwiona, myślałam, że pójdziemy do domu, a nie dalej.
- Ale nie zabiły, przecież mogę równie dobrze użyć jeszcze raz mojej nowej mocy i po sprawie. - odpowiedziała uśmiechając się wadera.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, ja już chciałam wrócić na tereny znajome, na tereny watahy.
- Tell, wybacz, ale ja chcę poszukać wat.. - nie zdążyłam dokończyć zdania, a Telleni znowu chwyciła mnie za ogon i ciągnęła dalej. Słońce było już wysoko, a my dalej szłyśmy przez las. To znaczy wadera szła, a ja byłam przez nią ciągnięta. Tak właśnie nadszedł kolejny wieczór, a my umierałyśmy z głodu i pragnienia. Nagle przypomniałam sobie o torbie którą znalazłam. Była malutka, to nie rzucała się za bardzo w oczy.
- Telleni, stój na chwilę.
- Tak?
- Zapomniałam o tym, ale proszę, zobacz. - w tej chwili wyciągnęłam z torby kamień, który był w środku. Teraz można było go zobaczyć, był koloru turkusowego, był przezroczysty i z lekko potłuczonymi krawędziami.
- Wow, ale ładny, gdzie go znalazłaś?
- W nocy znalazłam taką torbę, w której był ten kamień.
- Jak myślisz, to kryształ?
- Możliwe.
- Wissy! Tam jest wodopój!
Od razu ruszyłyśmy do niego jak dwa rozpędzone byki. Piłyśmy bez końca, byłyśmy wyczerpane.
Kiedy zaspokoiłyśmy pragnienie, trzeba było pomyśleć o jedzeniu. Wokoło nie było niczego ani nikogo oprócz nas i drzew, a przynajmniej tak nam się wydawało.
<Telleni?>
sobota, 3 stycznia 2015
Od Wissy "Pierwszy dzień w watasze cz. 5" do Tamorayn
- No bo... - jąkałam się nie wiedząc co powiedzieć. Fajnie się przed nim uciekało. Chyba go polubiłam.
- No bo...? - powtórzył Tamorayn.
- No bo... - Wypowiadając te przeciągnięte słowa uciekłam do drugiego krzaka, tak tylko, żeby myślał, że uciekłam. Z tego drugiego krzaka patrzyłam się nadal na tego dużego wilka. Ale on chyba nie dał mi się zmylić, bo również on, patrzył się na mnie.
- Wissy?
- T-tak?
- Wiesz, że nie musisz się mnie bać.
- T-t-tak..
- No to może na dobry początek nauczę Cię polować na myszy?
Trochę się wystraszyłam, ale coś mnie pchało, żeby się jednak zgodzić. Nauczyłabym się w końcu czegoś nowego. Chociaż z tylko jednym okiem łatwo nie będzie... Jednak wiedziałam, że dam radę!
***
- Nigdy mi się nie uda! - powiedziałam po 47 próbie upolowania czegokolwiek.
- Bo do tego potrzeba czasu... - Mówił Tamorayn
Wilk ten jest chyba bardzo cierpliwy, komu by się chciało uczyć małego szczeniaka polować przez cały dzień. Nikomu.
- Spokojnie, masz dopiero 6 miesięcy, jestem pewien, że dasz radę - powiedział basior.
- No nie wiem.. - nie wierzyłam, że mi się uda.. Ani trochę.
- Wilk, który kiedyś mnie uczył, powiedział mi, że nie mam szans na upolowanie czegokolwiek, a że musiałam jeść to, co upolowałam samodzielnie, jadłam tylko stare mięso, które znalazłam. Nie potrafiłam nawet wtedy upolować czegoś takiego jak mysz. I nadal nie potrafię. Ja nic nie potrafię oprócz psychicznego bania się wszystkiego. - Powiedziałam Tamoraynowi zrezygnowana.
- To musiał być chyba jakiś kretyn. Nie martw się. Spróbujemy jeszcze raz. - odpowiedział spokojnie basior.
<Tamorayn?>
- No bo...? - powtórzył Tamorayn.
- No bo... - Wypowiadając te przeciągnięte słowa uciekłam do drugiego krzaka, tak tylko, żeby myślał, że uciekłam. Z tego drugiego krzaka patrzyłam się nadal na tego dużego wilka. Ale on chyba nie dał mi się zmylić, bo również on, patrzył się na mnie.
- Wissy?
- T-tak?
- Wiesz, że nie musisz się mnie bać.
- T-t-tak..
- No to może na dobry początek nauczę Cię polować na myszy?
Trochę się wystraszyłam, ale coś mnie pchało, żeby się jednak zgodzić. Nauczyłabym się w końcu czegoś nowego. Chociaż z tylko jednym okiem łatwo nie będzie... Jednak wiedziałam, że dam radę!
***
- Nigdy mi się nie uda! - powiedziałam po 47 próbie upolowania czegokolwiek.
- Bo do tego potrzeba czasu... - Mówił Tamorayn
Wilk ten jest chyba bardzo cierpliwy, komu by się chciało uczyć małego szczeniaka polować przez cały dzień. Nikomu.
- Spokojnie, masz dopiero 6 miesięcy, jestem pewien, że dasz radę - powiedział basior.
- No nie wiem.. - nie wierzyłam, że mi się uda.. Ani trochę.
- Wilk, który kiedyś mnie uczył, powiedział mi, że nie mam szans na upolowanie czegokolwiek, a że musiałam jeść to, co upolowałam samodzielnie, jadłam tylko stare mięso, które znalazłam. Nie potrafiłam nawet wtedy upolować czegoś takiego jak mysz. I nadal nie potrafię. Ja nic nie potrafię oprócz psychicznego bania się wszystkiego. - Powiedziałam Tamoraynowi zrezygnowana.
- To musiał być chyba jakiś kretyn. Nie martw się. Spróbujemy jeszcze raz. - odpowiedział spokojnie basior.
<Tamorayn?>
piątek, 2 stycznia 2015
Od Wissy "Szczenięca przygoda cz.2" (cd. Telleni)
- Ale j-ja.. Się boję. - Próbowałam szybko coś wymyślić, aby jednak nie
iść. Nie poznałam dobrze terenów watahy, a co dopiero wyjść poza nie.
Chociaż z drugiej strony pomyślałam, że skoro wokoło nie było od dawna
żywej duszy oprócz patrolów, no to czemu by nie? To tak jakby
przedłużony teren.
- Boże wilczy... Przestań w końcu! Jestem młodsza a się nie boję! - Odpowiedziała groźnie Telleni.
- Zamilkłam i pozwoliłam, aby wadera nadal ciągła mnie za ogon. Trochę byłam podrapana na brzuchu, ale w sumie to nic. W końcu przekroczyłyśmy granicę. Serce mi chyba wyskoczyło z przerażenia. Powiedziałam:
- Dość! Ja n-ni-nie chcę! - Orzekłam już groźnie i zasłoniłam moje prawe oko łapą, bo lewego nie musiałam..
- To pójdę sama! - Powiedziała Telleni puszczając nareszcie mój ogon. - Jeżeli chcesz, to proszę, ale pamiętaj, że będziesz tutaj sama. - Dodała wilczyca odchodząc. Zostałam sama.
Głucha cisza. Patrzyłam jak Telleni się oddala. Aż w końcu pobiegłam za nią, postanowiłam z nią iść.
- Widzę, że się zdecydowałaś.
- T-tak.. No dobrze, p-pójdę jednak.
- No nareszcie - Odpowiedziała wadera uśmiechając się - Będziemy się świetnie bawić! - dodała Telleni.
'No myślę..' - Powiedziałam w myśli.
***
Szłyśmy dość długo, coraz to bardziej oddalając się od naszej watahy, która już dawno znikła z pola widzenia. Widziałyśmy wiele różnych i zadziwiających zwierząt, kolorowe motyle, piękne, tęczowe ptaki, wiele różnych kwiatów, roślin, chyba każdą z nich powąchałyśmy. Jednym słowem - Raj. Zobaczyłyśmy także wiele innych zwierząt - czarne koty, żółte koty z plamkami, wiele różnorodnych węży, wszystkie w jak najpiękniejszych kolorach.
- Jeju.. Jak tu pięknie! - Wykrzyknęła szczęśliwa Tell. Ja potaknęłam i zaczęłyśmy obie skakać jak wariatki. Wystraszyłyśmy chyba każdego owada, jaki tam był.
- No i co? Warto było iść? - zapytała się mnie szczęśliwa Telleni.
- Oczywiście! - Wykrzyknęłam i zaczęłam skakać naokoło jakiegoś drzewa. Towarzyszka od razu się do mnie przyłączyła.
Nasze szczęście jednak nie trwało długo.. Zobaczyłam w oddali czarnego wilka, cały był czarny, jego złote oczy odbijały się od słońca. Zamarłam. Wszystkie wspomnienia wróciły, każdy szczegół. Stałam tam i wpatrywałam się moim jednym okiem na jego dwoje oczu. Uchyliłam lekko pyszczek, stałam, jakby ktoś przybił mi gwoździami łapy do ziemi, czułam się jakby na tym świecie istniałam tylko ja i ten wilk. Telleni mówiła coś do mnie, ale ja tego nie słyszałam. Moje serce stanęło w miejscu. Patrzyłam się na niego, a on na mnie, nawet nie mrugnęłam, nie drgnęłam, nie oddychałam, byłam jak posąg. Telleni próbowała mnie "wybudzić", ale ja nadal stałam.
- Wissy! Musimy uciekać! Wis! - krzyczała Tel coraz głośniej. Wilk zaczął biec w naszą stronę, zaczął wiać silny wiatr. Z pięknej pogody zrobiła się deszczowa.
- WISSY! JEST ICH WIĘCEJ! - Krzyczała do mnie. Ja nadal stałam jak wryta w ziemię.
<Telleni? Nie miałam za bardzo pomysłu :I>
- Boże wilczy... Przestań w końcu! Jestem młodsza a się nie boję! - Odpowiedziała groźnie Telleni.
- Zamilkłam i pozwoliłam, aby wadera nadal ciągła mnie za ogon. Trochę byłam podrapana na brzuchu, ale w sumie to nic. W końcu przekroczyłyśmy granicę. Serce mi chyba wyskoczyło z przerażenia. Powiedziałam:
- Dość! Ja n-ni-nie chcę! - Orzekłam już groźnie i zasłoniłam moje prawe oko łapą, bo lewego nie musiałam..
- To pójdę sama! - Powiedziała Telleni puszczając nareszcie mój ogon. - Jeżeli chcesz, to proszę, ale pamiętaj, że będziesz tutaj sama. - Dodała wilczyca odchodząc. Zostałam sama.
Głucha cisza. Patrzyłam jak Telleni się oddala. Aż w końcu pobiegłam za nią, postanowiłam z nią iść.
- Widzę, że się zdecydowałaś.
- T-tak.. No dobrze, p-pójdę jednak.
- No nareszcie - Odpowiedziała wadera uśmiechając się - Będziemy się świetnie bawić! - dodała Telleni.
'No myślę..' - Powiedziałam w myśli.
***
Szłyśmy dość długo, coraz to bardziej oddalając się od naszej watahy, która już dawno znikła z pola widzenia. Widziałyśmy wiele różnych i zadziwiających zwierząt, kolorowe motyle, piękne, tęczowe ptaki, wiele różnych kwiatów, roślin, chyba każdą z nich powąchałyśmy. Jednym słowem - Raj. Zobaczyłyśmy także wiele innych zwierząt - czarne koty, żółte koty z plamkami, wiele różnorodnych węży, wszystkie w jak najpiękniejszych kolorach.
- Jeju.. Jak tu pięknie! - Wykrzyknęła szczęśliwa Tell. Ja potaknęłam i zaczęłyśmy obie skakać jak wariatki. Wystraszyłyśmy chyba każdego owada, jaki tam był.
- No i co? Warto było iść? - zapytała się mnie szczęśliwa Telleni.
- Oczywiście! - Wykrzyknęłam i zaczęłam skakać naokoło jakiegoś drzewa. Towarzyszka od razu się do mnie przyłączyła.
Nasze szczęście jednak nie trwało długo.. Zobaczyłam w oddali czarnego wilka, cały był czarny, jego złote oczy odbijały się od słońca. Zamarłam. Wszystkie wspomnienia wróciły, każdy szczegół. Stałam tam i wpatrywałam się moim jednym okiem na jego dwoje oczu. Uchyliłam lekko pyszczek, stałam, jakby ktoś przybił mi gwoździami łapy do ziemi, czułam się jakby na tym świecie istniałam tylko ja i ten wilk. Telleni mówiła coś do mnie, ale ja tego nie słyszałam. Moje serce stanęło w miejscu. Patrzyłam się na niego, a on na mnie, nawet nie mrugnęłam, nie drgnęłam, nie oddychałam, byłam jak posąg. Telleni próbowała mnie "wybudzić", ale ja nadal stałam.
- Wissy! Musimy uciekać! Wis! - krzyczała Tel coraz głośniej. Wilk zaczął biec w naszą stronę, zaczął wiać silny wiatr. Z pięknej pogody zrobiła się deszczowa.
- WISSY! JEST ICH WIĘCEJ! - Krzyczała do mnie. Ja nadal stałam jak wryta w ziemię.
<Telleni? Nie miałam za bardzo pomysłu :I>
wtorek, 30 grudnia 2014
Od Wissy "Skąd jestem?" cz.2 (cd. Nutella)
Była noc. Zauważyłam brązową wilczycę, która spała na dworze, trochę się
trzęsła z zimna. W końcu jest jesień. Zrobiło mi się jej szkoda, więc
ostrożnie, stawiając łapę za łapą, krok za krokiem podeszłam tak cicho
jak tylko mogłam i najostrożniej dotknęłam ją swoją łapą. Poruszyła się.
Spróbowałam jeszcze raz. Nic. W końcu ugryzłam ją lekko w ucho, wadera
się ponownie poruszyła, i w końcu obudziła się, ja cofnęłam się trochę,
bo nie chciałam, żeby się przestraszyła.
- Um... Cześć - wyszeptałam przewracając oczyma.
- Czego chcesz? - odpowiedziała ziewając. Ja nie za bardzo wiedziałam co w zasadzie mam teraz odpowiedzieć, nie miałam pojęcia jak zacząć rozmowę, aż w końcu przestraszyłam się i zaczęłam się cofać, aż potknęłam się o kamień i upadłam. Leżałam sobie tak chwilę, aż nagle zapytałam się:
- Jesteś tam jeszcze?
- Nie, nie ma mnie - odpowiedziała ironicznie wilczyca jeszcze raz ziewając.
- Ah, um.. to.. ten... dobra, już nic.
- No dobra... Daj mi spaaać.. - rzekła wadera ziewając.
- Ty jesteś... Nutella? Tak? - zapytałam w końcu wahając się.
- No.
- Aha.. No to... Ten... Zimno Ci?
- Nie raz już przeżywałam takie rzeczy.
Zamyśliłam się, czy ona też miała takie życie jak moje? Czy mamy ze sobą coś wspólnego? Nie odpowiedziałam, zapytałam się tylko o to, o co miałam:
- Ch..Chcia..Chciałabyś moż..może przen...n.. przenocować u mnie? W mojej jaskini? Tam w każdym razie jest cieplej.. - Wykrztusiłam to..
- Pewnie! - odpowiedziała Nutella podnosząc uszy i machając ogonem.
<Nutella?>
- Um... Cześć - wyszeptałam przewracając oczyma.
- Czego chcesz? - odpowiedziała ziewając. Ja nie za bardzo wiedziałam co w zasadzie mam teraz odpowiedzieć, nie miałam pojęcia jak zacząć rozmowę, aż w końcu przestraszyłam się i zaczęłam się cofać, aż potknęłam się o kamień i upadłam. Leżałam sobie tak chwilę, aż nagle zapytałam się:
- Jesteś tam jeszcze?
- Nie, nie ma mnie - odpowiedziała ironicznie wilczyca jeszcze raz ziewając.
- Ah, um.. to.. ten... dobra, już nic.
- No dobra... Daj mi spaaać.. - rzekła wadera ziewając.
- Ty jesteś... Nutella? Tak? - zapytałam w końcu wahając się.
- No.
- Aha.. No to... Ten... Zimno Ci?
- Nie raz już przeżywałam takie rzeczy.
Zamyśliłam się, czy ona też miała takie życie jak moje? Czy mamy ze sobą coś wspólnego? Nie odpowiedziałam, zapytałam się tylko o to, o co miałam:
- Ch..Chcia..Chciałabyś moż..może przen...n.. przenocować u mnie? W mojej jaskini? Tam w każdym razie jest cieplej.. - Wykrztusiłam to..
- Pewnie! - odpowiedziała Nutella podnosząc uszy i machając ogonem.
<Nutella?>
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Od Wissy "Pierwszy dzień w watasze cz.3" (cd. Tamorayn)
Patrzyłam się na tego dużego wilka z wielkim przerażeniem. Nie
wiedziałam co robić, moje serce z przerażenia tak mocno biło, że
myślałam, iż wyskoczy. Wilk był biało - czarny, miałam już uciekać, ale
zdałam sobie sprawę, że to nic nie da, w końcu i tak mnie dogoni. I
pomyślałam "dlaczego milczał, kiedy go spytałam o to, czy kogoś zabił?".
Teraz przelatywały po mojej głowie setki myśli, "czy był jednym z nich,
czy wrócił po mnie, czy kłamał z tym, że chce mnie zjeść, a może po
prostu chce się mnie pozbyć?". Patrzyłam na niego, zaczęłam się cofać,
on szedł w moją stronę... Pogroziłam mu tylko...
- Odejdź albo Cię ugryzę! - powiedziałam drżącym głosem cicho, ale wystarczająco głośno, żeby usłyszał.
- Ale ja Ci nic nie chcę zrobić. - odpowiedział spokojnie i stanął w miejscu. Ja cofnęłam się jeszcze trochę, po czym on krzyknął:
- Uważaj! Tam jest wo... - nie zdążył dokończyć, a ja potknęłam się i zrobiłam fikołka do kałuży... Ale nie zdążyłam zrozumieć co się stało, bo zauważyłam, że unoszę się nad kałużą, w między czasie poczułam uszczypnięcie.. Trzymał mnie delikatnie w pysku, myślałam że chce mnie zjeść, zdrętwiałam, myślałam że już po mnie, ale poczułam grunt pod łapami. To nie zmienia faktu, że bałam się jeszcze bardziej... Nagle powiedział do mnie:
- No i widzisz? Nie ma się czego bać. A teraz chodź do jaskini, trzeba Cię osuszyć. - mówił z uśmiechem. Ja teraz myślałam że chyba padnę. Chciał mnie wziąć do jaskini i mógł przecież zjeść mnie tam, żeby nikt nie widział. Rozszerzyłam swoje oczy, lekko uchyliłam pysk, i czym prędzej uciekłam, biegłam tak szybko, że myślałam, że go zgubiłam. Myliłam się, bo zauważyłam, że tak naprawdę biegnie cały czas koło mnie.
- Źle mnie zrozumiałaś! - rzekł do mnie, ja w końcu zrozumiałam, że on mnie chyba prześladuje.
<Tamorayn?>
- Odejdź albo Cię ugryzę! - powiedziałam drżącym głosem cicho, ale wystarczająco głośno, żeby usłyszał.
- Ale ja Ci nic nie chcę zrobić. - odpowiedział spokojnie i stanął w miejscu. Ja cofnęłam się jeszcze trochę, po czym on krzyknął:
- Uważaj! Tam jest wo... - nie zdążył dokończyć, a ja potknęłam się i zrobiłam fikołka do kałuży... Ale nie zdążyłam zrozumieć co się stało, bo zauważyłam, że unoszę się nad kałużą, w między czasie poczułam uszczypnięcie.. Trzymał mnie delikatnie w pysku, myślałam że chce mnie zjeść, zdrętwiałam, myślałam że już po mnie, ale poczułam grunt pod łapami. To nie zmienia faktu, że bałam się jeszcze bardziej... Nagle powiedział do mnie:
- No i widzisz? Nie ma się czego bać. A teraz chodź do jaskini, trzeba Cię osuszyć. - mówił z uśmiechem. Ja teraz myślałam że chyba padnę. Chciał mnie wziąć do jaskini i mógł przecież zjeść mnie tam, żeby nikt nie widział. Rozszerzyłam swoje oczy, lekko uchyliłam pysk, i czym prędzej uciekłam, biegłam tak szybko, że myślałam, że go zgubiłam. Myliłam się, bo zauważyłam, że tak naprawdę biegnie cały czas koło mnie.
- Źle mnie zrozumiałaś! - rzekł do mnie, ja w końcu zrozumiałam, że on mnie chyba prześladuje.
<Tamorayn?>
piątek, 26 grudnia 2014
Od Wissy "Pierwszy dzień w watasze" cz.1 (cd. chętny)
Czułam się osamotniona, wszyscy patrzyli się na mnie, jak na
niewiadomo kogo, ale pomyślałam, że to normalne, zawsze tak było, jest i
chyba będzie. Zapewne każdy nowy wilk tak się czuł. Boję się, że któryś
mnie uzna za coś smacznego, no bo jak tu się nie oprzeć młodemu mięsie?
Sama lubie świeże, pyszne mięso. Zresztą - co kogo obchodzi malutka
istota, mała i niedoceniana, przesadnie nieśmiała, z wieloma ranami na
psychice, po wielu przejściach, patrząca na wszystko jak na zagrożenie,
niewidoma na lewe oko, mała, smutna wilczyca? Nie chcę zagadywać do
kogoś pierwsza, bowiem chcę, żeby ktoś podszedł do mnie. Ale mam wobec
tego pewne postanowienie - dopóki tutaj będę, nie mam zamiaru nikomu
ufać, boję się, że jest tu ktoś, kto zabił moje rodzeństwo i rodziców,
że ten ktoś, wróci i po mnie, nigdzie nie czuję się bezpiecznie,
wszędzie widzę te same czarne wilki, z połyskującymi w mroku oczyma,
poszarpanymi uszami, pozlepianym krwią futrem, lekko błyszczącym w
świetle... Pamiętam, jakby to było wczoraj, a tak naprawdę aż 4
miesiące temu...
Spałam, nie działo się kompletnie nic, byłam przytulona do moich dwóch braci. Wszyscy zapadli w głęboki sen. Śniło mi się, że ja i mama pływałyśmy w wodzie, której nawet nie widziałam na oczy. Miałam wtedy 1 miesiąc, nie wychodziłam nawet z norki, norka była ciasna, spali tam tylko moi bracia, siostra i ja. Obudziłam się, bo usłyszałam huczenie sowy. Byłam tak przestraszona, że wtuliłam się bardziej i trzęsąc się patrzyłam się w granatowe niebo. Było bardzo ciemno, widać było tylko białe światło, dokładnie biały okrąg. Właśnie rozmyślałam, co będę robić jutro - może będę dokuczać moim braciom? Albo podgryzać uszy mojej mamie? Albo może gryźć ogon taty? Albo wykopywać większą norę? Miałam dużo ciekawych pomysłów, chciałam, żeby było już rano, żebym mogła się w końcu pobawić. Ale nagle zobaczyłam małe zwierzątko, nie widziałam go wcześniej, ale teraz mogę powiedzieć, że była to mysz.. Patrzyła się na mnie, nie mogłam się powstrzymać i pomyślałam - zawsze mama mi przynosiła jedzenie, pokażę jej, że sama umiem! - po czym po raz pierwszy wyszłam z nory. Nie mogłam uwierzyć, dotknęłam łapką trawy, poczułam tą wilgoć, bez wahania wyskoczyłam z norki. Trochę niezręcznie stawiałam kroki, ale w końcu doszłam do małego krzaczku. Myszka wbiegła do niego, ja też postanowiłam, że to zrobię. Trochę się poraniłam ostrymi gałęziami, miałam pełno niebolesnych ran, które później dokładnie wylizałam. Coś mnie nagle tknęło, czułam w sercu, że muszę tutaj zostać, że nie mogę się ruszyć, nie mogę zaszczekać, zapiszczeć.. Że nie mogę robić nic oprócz oddychania i patrzenia na śpiących rodziców. Wokoło panowała głucha cisza, obok moich uszu ocierał się przelatujący obok mnie wiatr, popadłam w coś, co nazwałabym "stanem ciszy", siedziałam, przekrzywiłam swoją głowę w stronę księżyca. Usłyszałam coś, co na zawsze mnie zmieniło - mnie, i moje życie. Wszystko działo się szybko, nie zdążyłam się zapoznać z sytuacją, a już widziałam moją rodzinę, nie ruszającą się, którą rozszarpywały czarne wilki, widziałam wszystko, moją siostrę, braci, mamę, tatę... Widziałam, jak z ich ciał wylatywały dusze, jak podmuch wiatru zabrał ciała, jak księżyc nagle zamarł, wszystko stanęło w miejscu, nawet ja.
Ostatnią rzeczą było to, że wiatr zabrał i mnie, z moich łez byłaby największa rzeka, najdłuższa i najgrubsza. Czułam, jakbym leciała, popadłam w depresję, nie mogłam ruszyć pyskiem, ani łapą. Ocknęłam się dopiero po kilku godzinach, kiedy podszedł do mnie biały wilk. Pamiętam, że tłumaczył mi, co teraz ze mną zrobi, że nauczy mnie wszystkiego, czego powinni nauczyć mnie rodzice. Początki były trudne, przed oczami nadal miałam te obrazy, bałam się każdego ruchu białego wilka, nie wiedziałam czego się spodziewać, wszystko było inne niż zawsze, nie mogłam przestać myśleć o ich śmierci, wiedziałam, że jestem inna, niż inne szczenięta, z którymi wilk chciał mnie zapoznać, siedziałam cicho, każdego dnia leciały z moich oczu żałosne łzy, powracała ta sama sytuacja, jak byłam szczęśliwa... kiedy bawiłam się z rodzeństwem... kiedy ja i mama lizałyśmy się nawzajem... Teraz jest już koniec tych wszystkich wspaniałych chwil spędzonych wraz z rodziną, przez kogoś, na kim się zemszczę, ale boję się, że będą zbyt silni...
Wilk po miesiącach nauki uznał, że muszę zacząć już inne życie, bez żadnych wspomnień, trafiłam tutaj, jestem tu i boję się, że tutaj będzie gorzej, że będą powracać smutne wspomnienia, widząc wilki spokrewnione ze sobą i szczęśliwe. Każdego kogo widzę, to myślę, że mnie zabije, pierwszy dzień mija, wilki będące tu, rzucają na mnie krzywe spojrzenia, będę się raczej trzymać na uboczu, dopóki nie przyzwyczaję się do tego, że jestem wśród nieznajomych.
<Kto chce?>
Spałam, nie działo się kompletnie nic, byłam przytulona do moich dwóch braci. Wszyscy zapadli w głęboki sen. Śniło mi się, że ja i mama pływałyśmy w wodzie, której nawet nie widziałam na oczy. Miałam wtedy 1 miesiąc, nie wychodziłam nawet z norki, norka była ciasna, spali tam tylko moi bracia, siostra i ja. Obudziłam się, bo usłyszałam huczenie sowy. Byłam tak przestraszona, że wtuliłam się bardziej i trzęsąc się patrzyłam się w granatowe niebo. Było bardzo ciemno, widać było tylko białe światło, dokładnie biały okrąg. Właśnie rozmyślałam, co będę robić jutro - może będę dokuczać moim braciom? Albo podgryzać uszy mojej mamie? Albo może gryźć ogon taty? Albo wykopywać większą norę? Miałam dużo ciekawych pomysłów, chciałam, żeby było już rano, żebym mogła się w końcu pobawić. Ale nagle zobaczyłam małe zwierzątko, nie widziałam go wcześniej, ale teraz mogę powiedzieć, że była to mysz.. Patrzyła się na mnie, nie mogłam się powstrzymać i pomyślałam - zawsze mama mi przynosiła jedzenie, pokażę jej, że sama umiem! - po czym po raz pierwszy wyszłam z nory. Nie mogłam uwierzyć, dotknęłam łapką trawy, poczułam tą wilgoć, bez wahania wyskoczyłam z norki. Trochę niezręcznie stawiałam kroki, ale w końcu doszłam do małego krzaczku. Myszka wbiegła do niego, ja też postanowiłam, że to zrobię. Trochę się poraniłam ostrymi gałęziami, miałam pełno niebolesnych ran, które później dokładnie wylizałam. Coś mnie nagle tknęło, czułam w sercu, że muszę tutaj zostać, że nie mogę się ruszyć, nie mogę zaszczekać, zapiszczeć.. Że nie mogę robić nic oprócz oddychania i patrzenia na śpiących rodziców. Wokoło panowała głucha cisza, obok moich uszu ocierał się przelatujący obok mnie wiatr, popadłam w coś, co nazwałabym "stanem ciszy", siedziałam, przekrzywiłam swoją głowę w stronę księżyca. Usłyszałam coś, co na zawsze mnie zmieniło - mnie, i moje życie. Wszystko działo się szybko, nie zdążyłam się zapoznać z sytuacją, a już widziałam moją rodzinę, nie ruszającą się, którą rozszarpywały czarne wilki, widziałam wszystko, moją siostrę, braci, mamę, tatę... Widziałam, jak z ich ciał wylatywały dusze, jak podmuch wiatru zabrał ciała, jak księżyc nagle zamarł, wszystko stanęło w miejscu, nawet ja.
Ostatnią rzeczą było to, że wiatr zabrał i mnie, z moich łez byłaby największa rzeka, najdłuższa i najgrubsza. Czułam, jakbym leciała, popadłam w depresję, nie mogłam ruszyć pyskiem, ani łapą. Ocknęłam się dopiero po kilku godzinach, kiedy podszedł do mnie biały wilk. Pamiętam, że tłumaczył mi, co teraz ze mną zrobi, że nauczy mnie wszystkiego, czego powinni nauczyć mnie rodzice. Początki były trudne, przed oczami nadal miałam te obrazy, bałam się każdego ruchu białego wilka, nie wiedziałam czego się spodziewać, wszystko było inne niż zawsze, nie mogłam przestać myśleć o ich śmierci, wiedziałam, że jestem inna, niż inne szczenięta, z którymi wilk chciał mnie zapoznać, siedziałam cicho, każdego dnia leciały z moich oczu żałosne łzy, powracała ta sama sytuacja, jak byłam szczęśliwa... kiedy bawiłam się z rodzeństwem... kiedy ja i mama lizałyśmy się nawzajem... Teraz jest już koniec tych wszystkich wspaniałych chwil spędzonych wraz z rodziną, przez kogoś, na kim się zemszczę, ale boję się, że będą zbyt silni...
Wilk po miesiącach nauki uznał, że muszę zacząć już inne życie, bez żadnych wspomnień, trafiłam tutaj, jestem tu i boję się, że tutaj będzie gorzej, że będą powracać smutne wspomnienia, widząc wilki spokrewnione ze sobą i szczęśliwe. Każdego kogo widzę, to myślę, że mnie zabije, pierwszy dzień mija, wilki będące tu, rzucają na mnie krzywe spojrzenia, będę się raczej trzymać na uboczu, dopóki nie przyzwyczaję się do tego, że jestem wśród nieznajomych.
<Kto chce?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)