- Mamo! - zawołałam przerażona.
- Co się stało Ivette? - zapytała moja mama.
- Zo... b-b... Zobacz! - rzuciłam z płaczem.
Mama zmartwiona przybiegła.
- Co znow...? - nie skończyła, ponieważ zobaczyła martwe ciało mojego ojca. Leżał cały w krwi.
Chwilę potem był prowizoryczny pogrzeb.
- Margo zawsze zostanie w naszych wspomnieniach. - powiedział samiec Alfa watahy, do której należałam razem z rodzicami.
- Tata. - wyszeptałam płacząc stojąc nad grobem ojca.
I wtedy się obudziłam.
- Co się stało Iv? - zapytała mama.
- Znowu śniła mi się śmierć taty. - przyznałam.
- Oj. Zapomnij o tym. - powiedziała niewzruszona wadera.
- Jak mam to niby zrobić?! Jak mam zapomnieć o tacie?! - wykrzyczałam z
rozpaczą. Mama nie wytrzymała już takich moich reakcji na wspominki o
tacie.
- Normalnie. On żyje! - wykrzyczała. Myślałam, że będzie gadka o tym, że
jest w moim sercu itp. Ale nie, nie tym razem. Mama znowu wykrzyczała,
że moim ojciec nie jest Margo tylko Tenebris - samiec Alfa. Że akurat
przechodziła koło naszej jaskini Sasha (która była okropnie agresywna i
łatwo oddawała się emocjom) - partnerka Tenebrisa nagle wpadła do
jaskini i na miejscu zamordowała moją mamę. Potem pobiegła do swojego
partnera, który też zginął od jej kłów.
- Co pani zrobiła?! Ty wariatko! Co ty sobie uważasz! Matka dobrze
mówiła, że jesteś okropna, ale nie myślałam, że aż tak! - zawołałam
zdenerwowana na Sashe.
- Radzę ci uciekać póki możesz. - wysyczała wadera. Wykonałam jej
polecenie. Uciekłam jak najdalej się dało. Byłam zdenerwowana i
zrozpaczona. W końcu wykończona usiadłam gdzieś pod drzewem.
Nie wiem co było, dalej obudziłam się rano szturchana przez jakiegoś dorosłego wilka.
- Kim jesteś?! - zawołałam.
- Jestem Yusuf, a ty jesteś...? - powiedział wilk.
- Zagubiona w tym terenie. Jest tu jakaś wataha? - wypaliłam.
- Jest, jeśli chcesz zaprowadzę cię do Alfy.
- Spoko. - wzruszyłam ramionami.
- Ale najpierw powiedz swe imię. - dał warunek Yusuf.
- Ok. Mam na imię Iv. Zadowolony? - zapytałam.
- Tak. Jesteś okropnie pyskata, wiesz?
- Wiem. To gdzie ta Alfa?
- Chodź. - mruknął basior i ruszył.
Truchtałam za nim. W końcu doszliśmy do jaskini. Przed nią stała biało-różowa wadera.
- Dzień dobry Kiiyuko. To jest Iv, chcę dołączyć do watahy. - powiedział basior z szacunkiem. To była ta Alfa?
- Dobrze. Suzanna jest w środku. Idź tam, mała. - powiedziała wadera. Czyli jednak nie ona.
- Suzi. - zawołała jeszcze wadera nazwana Kiiyuko.
- Nie jestem mała. - mruknęłam.
- Co mamo?! - wykrzyczała wspomniana Suzi.
- Masz gościa. - powiedziała Kiiyuko.
- Kogo? - spytała.
Wtedy tam weszłam.
- Yyy... Dzień dobry, mogę dołączyć do watahy? - spytałam już mniej
pewna siebie. Ta wadera z niesamowitą szybkością wzbudziła mój strach i
jednocześnie szacunek, którego boję się okazać.
<Suzanna?>
Uwagi: nie wiedzieć czemu, to op. wydaje mi się strasznie plastikowe. Co się stało z Twoją dotychczasową swobodą pisania?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz