Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

niedziela, 29 lipca 2018

Od Asgrima "Powrót do młodości" cz. 1

Lipiec 2021r.
Rozglądałem się po Wrzosowej Łące w poszukiwaniu stanowiska, które zajmowała moja przyjaciółka. Miałem małe problemy przez natłok wilków. W końcu nasza wataha była naprawdę liczna, a festyn był czymś bardzo wyjątkowym, więc nic dziwnego, że po jego terenach chodziło tak wiele wilków. Obserwowanie różnorodnych sylwetek należących do wilków, których imion nie znali nawet starsi członkowie, było czymś niesamowitym. Znałem większość wilków z części, do której sam należałem, jednak reszta była dla mnie całkowitą zagadką. A było ich tak wielu! Kilkakrotnie więcej niż nas.
W końcu dostrzegłem niewielką ladę ze starego konara oraz rozłożyste drzewo, a przy nim równie małą wilczycę o rudym, puchatym futrze. Uśmiechnąłem się lekko i skierowałem swoje kroki w tamtą stronę.
- Tori, hej! - zawołałem przechodząc między wilkami, które słysząc mój krzyk, spoglądały na mnie to z zaciekawieniem, irytacją lub po prostu obojętnością.
Wilczyca zdawała się mnie nie usłyszeć, ale równie dobrze mogła udawać. Ta samica miała czasem durne pomysły.
W końcu dopchałem się do stojącej do mnie tyłem wilczycy. Poprawiała właśnie artykuły, które sprzedawała.
- Cześć – powiedziałem klepiąc ją łapą w grzbiet. Wadera wzdrygnęła się i zdecydowanie zbyt szybko rzuciła w moją stronę. W jednej chwili normalnie stałem uśmiechając się szeroko, a w następnej leżałem na trawie przygnieciony silnymi łapami małej samicy - Tori, hej. To tylko ja.
Wadera potrząsnęła pyskiem i spojrzała na mnie zaskoczona.
- As? Co chciałeś?
- Porozmawiać po prostu. Jesteśmy jak na razie nieźle zapracowani i nie licząc prywatnych lekcji podczas których jedyne na czym się skupiasz to polowanie, niewiele rozmawiamy... - wytłumaczyłem uśmiechając się.
- Tak, masz rację...
- No jak zwykle – roześmiałem się, po czym poprosiłem trochę niepewnie – Mogłabyś ze mnie zejść? Proszę?
- Och, faktycznie. Przepraszam. Wystraszyłeś mnie – tłumaczyła nerwowo Torance. Słysząc to, nie mogłem opanować śmiechu. Była taka śmieszna, kiedy się zawstydziła.
Wypuściła mnie równie nerwowym ruchem, bo praktycznie odskakując ode mnie. Wstałem z ziemi i otrzepałem się. Następnie nie przestając się uśmiechać, puściłem jej oczko.
- Spokojnie. Nie przeszkadzało mi to szczególnie. Na szczęście jesteś lekka. Jeśli mnie nie zabijesz, to możesz to robić częściej.
- Idiota – mruknęła pod nosem przewracając oczami.
Postanowiłem udać, że nie słyszałem, w jaki sposób mnie nazwała. Zamiast tego rozsiadłem się tuż przy końcu lady. Tori po krótkim zastanowieniu również usiadła, tyle że po drugiej stronie.
- Opowiadaj, Młoda. Jak ci idzie praca sprzedawczyni? - wskazałem łapą na towar znajdujący się za nią.
- Nawet w porządku, chociaż chciałabym w końcu sprzedać te zwykłe artykuły. Albo ktoś przychodzi pytać o losy, albo o nagrody za zbieranie kart. Leah wspominała, że u niej sytuacja wygląda podobnie, zwłaszcza jeśli chodzi o losowanie. Zdaje się, że to właśnie zaoferowało najbardziej wilki.
Roześmiałem się.
- Dziwisz się? Ten dreszczyk emocji jest niesamowity! Co dostanę, czy warto było wydawać pieniądze na to? Jaka karta mi się trafi? Czy będzie to powtórka? - starałem się, żeby mój głos brzmiał najbardziej radośnie jak by mógł.
Tori przewróciła oczami, jednak na jej pysk i tak wkradł się uśmiech.
- Nie dziwię się. Sama próbowałam szczęścia, ale zdobyłam jedynie ozdoby, które nieszczególnie pasują do wystroju mojej jaskini. A ty już próbowałeś?
- Nie mam gwiazdek, ale kiedy uda mi się uzbierać odpowiednią kwotę z chęcią coś kupię. Ale najpierw chciałbym spróbować tych pyszności, które tworzą dla nas Karou i Sohara. Na samą myśl ślinka mi cieknie – powiedziałem wywalając język i wzdychając z rozmarzeniem.
- Niegłupie. Też muszę w końcu się tam wybrać.
- Możemy pójść razem, jeśli chcesz – zaproponowałem. Dopiero gdy Tori zmierzyła mnie dziwnym spojrzeniem, zmieszany pokręciłem pyskiem – Nie ciesz się tak, Mała. Przyjacielskie wyjście, nic więcej. Chociaż wiem, jak bardzo chciałabyś, żeby było inaczej.
Kiedy tylko skończyłem mówić, poczułem szturchnięcie pierś.
- Musisz mnie obmacywać? - mruknąłem rozbawiony, kiedy odzyskałem równowagę.
Tori zmierzyła mnie groźnym spojrzeniem, jednak widziałem, jak ukrywa zawstydzenie. Byłem w jej głowie tyle razy, że raczej potrafiłem ją rozgryźć.
- Miało być w pysk, ale nie dosięgnęłabym – uśmiechnęła się słodko.
W odpowiedzi tylko prychnąłem i pokręciłem łbem z niedowierzaniem. Co za wadera...
- To idziesz czy nie?
Tori podniosła spojrzenie w niebo. Westchnęła teatralnie.
- Nie jest to oczywiste? Jasne, że tak – odpowiedziała – Ale tylko jako przyjaciele.
- Jeszcze czego? Nie jesteś w moim typie, Młoda – roześmiałem się, a moja przyjaciółka jedynie przewróciła oczami.
- Idealnie, bo ty w moim też nie. Jesteś zdecydowanie zbyt irytujący – mruknęła.
- Nie bardziej niż ty – wyszczerzyłem zęby w, jak miałem nadzieję, uroczym uśmiechu.
- Od kogoś się uczę.
- Na pewno nie ode mnie!
- Ty tak myślisz – widziałem jak próbuje nabrać powagi, co nie szło jej zbyt dobrze – W każdym razie... Jutro po twoim patrolu?
- Może być.
Między nami nastała cisza. Był to jednak ten szczególny rodzaj ciszy, gdy choć chcesz jeszcze porozmawiać, to nie wypowiadasz ani słowa. Było w niej coś takiego, co sprawiało, że nie chciałem jej przerywać. Czasem miło było trochę pomilczeć...
- Em... As?
Podskoczyłem słysząc głos mojej przyjaciółki. Oczywiście, ta wilczyca nie potrafiła być zbyt długo cicho i musiała, po prostu musiała, się odezwać.
- Psuja – mruknąłem, żeby mnie nie usłyszała. Tori widząc, że coś mówię posłała mi pytające spojrzenie. Ja natomiast jak przystało na bardzo prawdomównego samca, zmieniłem temat z uśmiechem na pysku – Coś nie tak?
- Jednak nieważne – odpowiedziała zmieszana.
Zmarszczyłem brwi. O co chodziło?
Wadera widząc moje zaciekawienie, pokręciła głową, dając mi znak, żebym nie pytał. Zmierzyłem ją wzrokiem i kiwnąłem. Jej szczęście, że nie miałem ochoty naciskać.
- Chyba będę już iść. Chciałbym skorzystać z tego, co oferuje nam festyn. Nie miałem zbytnio okazji. Do zobaczenia.
Tori nie odpowiedziała od razu. Zdawała się być myślami gdzieś bardzo daleko i kusiło mnie, żeby zobaczyć, co myśli, ale opanowałem się. Od jakiegoś czasu była niechętna, żebym wchodził do jej umysłu, a ja postanowiłem to uszanować. Sam też nie lubiłem, gdy ktoś czytał mi w myślach, a przecież potrafiłem się obronić. Ona była bezbronna.
- Tak, widzimy się potem – mruknęła po chwili.
Pokręciłem głową w zamyśleniu i jeszcze raz spojrzałem na przyjaciółkę. Samica nie odrywała wzroku od swoich łap. Jej wyraz pyska był nadzwyczaj poważny. Bez uśmiechu i błyszczących oczu, wydawała się być znacznie starsza. Martwiło mnie, że nie chciała powiedzieć, co się dzieje. Z doświadczenia wiedziałem jednak, że jeśli chciałem się czegoś dowiedzieć, musiałem dać jej czas. Cokolwiek to było, najpierw sama musi to przemyśleć
Westchnąłem cicho i odwróciłem się w stronę festynu. Postanowiłem nie martwić się zanadto, a za to cieszyć festynem. Miałem zamiar wypróbować kilka konkurencji i pozbierać karty, które tak zafascynowały innych. Byłem ciekaw, co w nich było, że tak wciągały wilki. No i miałem nadzieję na wygranie czegoś interesującego

C.D.N.

Uwagi: "Tori podniosła spojrzała w niebo westchnęła teatralnie." - gdzieś tu uciekła składnia.

sobota, 28 lipca 2018

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 17

Lipiec 2020 r.
Shen niedawno odszedł. Nikt do końca nie wie dlaczego, ale pewne jest jedno - raczej nieprędko wróci. Minęło kilka tygodni, a słuch po nim zaginął. Nie chciałabym aby coś go zagryzło na śmierć, ale moje życzenia pewnie na nic się nie zdadzą. Wciąż w głowie brzmiały mi słowa Kai'ego - że moja moc nie ma nic wspólnego z umysłem. Nie miałam co się w ogóle trudzić... Mimo to nadal widziałam jego pysk, jak tylko zamykałam oczy. W końcu w tym ostatnim miesiącu dotrzymał słowa i dość często witał w mojej jaskini. Miałam wrażenie, że wykorzystywał dosłownie każdą chwilę wolną, byleby mnie odwiedzić. Pod warunkiem oczywiście, że nie było zbyt późno. Bywało to męczące, ale nigdy mu tego nie powiedziałam. Zdawał się tak bardzo cieszyć, że okrucieństwem by było mu to zepsuć. Poniekąd doceniałam jego starania, choć nadal nie byłam pewna zamiarów. Czasem było nawet zabawnie. Szczególnie wtedy, kiedy ja na swoich znacznie krótszych łapkach zdołałam go prześcigać, kiedy biegaliśmy przez las. Wydawał się oburzony, kiedy już docieraliśmy do umówionej mety, ale raczej tylko udawał. Chyba się trochę cieszył. Nawet, jeśli patrzyłam wtedy na niego z góry mimo bycia wciąż o głowę niższą. Czasem przynosił mi kwiaty, co tata kwitował uśmiechem. Niekiedy wracałam z całym wieńcem na głowie, czasem z bukietem w pysku... W pewnym momencie uzbierało się ich tyle, że mogliśmy na spokojnie ozdabiać nimi ściany jaskini.
Później zniknął. Lekcje stały się jeszcze bardziej smętne, jeszcze bardziej puste. Nawet, jeśli tak naprawdę tylko mnie tak dotykało zniknięcie Shena. Zawsze umiał wprowadzić trochę szczęścia, nawet niespodziewanego. Może właśnie to, że tak bardzo lubił zaskakiwać swoimi głupimi pomysłami sprawiało, że zapałałam do niego sympatią. Wszyscy, choć tak bardzo różni, zdawali się być do siebie podobni. Shen był inny. Od zawsze. Kompletnie różny ode mnie samej, zupełne przeciwieństwo. Sama nie wiedziałam, czy jestem w jakiejś żałobie czy w sumie mało mnie to obchodzi. Jak to mawiają - nie ma osób niezastąpionych. Zawsze mogę zaprzyjaźnić się z kimś innym.
Spojrzałam na Torance, teraz wpatrzoną jak zaczarowana na Hitama. Przyszedł wcześniej na lekcje, a jako, że nadal nie było połowy grupy, pozwolił sobie na opowieść z dnia poprzedniego. Nieszczególnie mnie ona interesowała, bo mówił o jakimś zagubionym na patrolu wilku, który okazał się być nad Wodospadem, zwyczajnie zapominając o swoim dyżurze. Pozwoliłam sobie na wyłączenie się. Dopiero w momencie, kiedy kończył historię, a Torance skomentowała to głośnym śmiechem, dostrzegłam Sakurę radośnie wybiegającą zza krzaków. Najpierw na jej pysku dostrzegłam szczerze przerażenie. Prawdopodobnie pomyślała, że się spóźniła, dlatego przyspieszyła, ale widząc łagodny wyraz twarzy Hitama chyba zrozumiała, że to my przybyłyśmy wcześniej.
- Coś mnie ominęło? - zapytała po zwyczajowym przywitaniu się z Alfą.
- Nie - Odparł Hitam, kręcąc głową - Jeszcze nawet nie zaczęliśmy. Czekamy na Moone i Aoki. Przyszłaś na czas.
Sakura słysząc to, rozpromieniła się. Alfa także odpowiedział uśmiechem, ale wyglądał na dziwnie zamyślonego. Zerkał w kierunku krzaków zza których zwykle wyłaniała się Aoki i Moone. Torance rozmawiała o czymś cicho z Sakurą, ale nie słuchałam. Zbyt wpatrzona byłam w pysk Hitama. Miał w sobie jakąś dziwną... nostalgię. Wyglądał młodo i staro jednocześnie. Być może był po prostu zmęczony. Mówi się, że zmęczone wilki wyglądają na starszych... Moje rozmyślania przerwało pojawienie się spóźnionych wader. Krzyknęły głośno "dzień dobry" i zajęły swoje miejsca. Hitam odpowiedział skinieniem głowy i jeszcze przez chwilę w zadumie się im przyglądał, a później rozpoczął swój wykład na temat obrony.
Jak zwykle słuchałam w maksymalnym skupieniu. Hitam posiadał zdolność rzeczowego i interesującego za razem mówienia. Było widać, że mówi o sprawach, o których ma jak największe pojęcie. Miałam wrażenie, że po lekcjach, we wszystkich wolnych chwilach od obowiązków Alfy, chodzi i pyta starsze wilki o wskazówki odnośnie potworów. W innym wypadku nie pojawiałby się na lekcjach z coraz to większą wiedzą. Czasem coś dopowiadał do poprzednich tematów. Według mnie wyróżniał się spośród innych nauczycieli. Suzanna i Yuki wydawały się wykonywać swoją pracę za karę. Kai może i miał w sobie pasję, ale momentami traktował nas jak małe szczeniaki, którymi przecież większość już nie była. Hitam był inny. Miał odpowiednie podejście, zupełnie jak do młodzieży. Temat prowadził zawsze lekko i zgrabnie...
Po lekcji postanowiłam zostać. Czekałam aż wszyscy się rozejdą. Miałam do Hitama pewne pytanie. Zdawał się on być być wilkiem bardzo inteligentnym, ale jednocześnie odpowiednio młodym, by umieć odpowiedzieć na moje pytanie dość elastycznie. Między innymi dlatego też po odpowiedź nie udałam się do Kai'ego. Ponadto Hitam wzbudził u mnie nieco większe zaufanie, a nawet trochę zainteresował.
- Proszę pana... - Zaczęłam, gdy nawet Torance i Sakura sobie poszły. Hitam, dotychczas wpatrzony w swoje własne łapy, podniósł głowę i się uśmiechnął.
- Tak?
- Co pan sądzi o miłości?
Miałam wrażenie, że uleciało z niego nieco powietrza. Mną to jednak nie wzruszyło. Nie mówiłam przecież, że będzie to proste pytanie.
- Co sądzę o miłości... - odchylił nieco głowę i przymknął oczy - Daj mi pomyśleć.
Czekałam. Wpatrywałam się w niego w skupieniu. Miałam czas. Przerwa między lekcjami trwała długo. Dopiero po upływie kilku minut na mnie popatrzył.
- Nie wiem, Navri. Nigdy się nie zakochałem. Mówi się, że to przyjemne uczucie. Chciałbym się kiedyś dowiedzieć jak to jest.
- Zakochać się w Suzannie? - dopytywałam, nie spuszczając z niego wzroku.
- Nie wiem... Traktuję ją bardziej jak przyjaciółkę. Wątpię, bym mógł ją pokochać w inny sposób - Uśmiechnął się blado.
- Mimo małżeństwa chce się pan zakochać w innej waderze?
- Wątpię, aby wasza Alfa miała coś przeciwko temu. Rozmawialiśmy już o tym. Mówiła, że mogę w tej kwestii robić co chcę.
Pokiwałam głową w zadumie. Związek naszych Alf od początku wydawał mi się czymś... ciekawym. Wyjątkowo chłodnym. Brakowało tego ciepła, jakim tata obdarzał mamę w każdej ze swoich opowieści. Opowiadał o niej z zapałem. Hitamowi i Suzannie brakowało tej iskry... Nie umiałam powiedzieć, czym ona dokładnie była, ale czegoś zdecydowanie było za mało. Tata mówił, że miłość polega na chęci bycia blisko. Nasze Alfy nie były sobie bliskie.
- Uważam, że nie ważne kogo się kocha. Grunt, by to uczucie było prawdziwe. Wtedy nie liczy się już nic - oznajmił w końcu.
- Rozumiem... - mruknęłam. Znowu zapanowała cisza. Tylko lekki, lipcowy wiatr cicho szumiał w moich uszach.
- Wybacz, Navri, ale muszę już iść... Obowiązki wzywają. Możemy dokończyć temat innym razem. Mogę zastanowić się nad tym pytaniem, jeśli chcesz.
W odpowiedzi wzruszyłam ramionami.
- Zależy czy pan chce.
Uśmiechnął się jeszcze i wstał, by odejść. Kiedy już się obrócił i przeszedł kilka kroków, znowu się odezwałam:
- Proszę pana...
Obrócił się do mnie z pytaniem wymalowanym na pysku.
- Chciałabym zostać nauczycielką. Nauczycielką obrony.
Teraz jego uśmiech był szerszy, uszczęśliwiony. Skinął głową, mówiąc nieme "cieszę się" i odszedł.

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.

piątek, 27 lipca 2018

Od Asgrima "Utracone wspomnienia" cz. 6

Marzec 2021r.
Moja przyjaciółka była dobrą przewodniczką. Nie przekazywała mi historii miejsc, w których się znajdowaliśmy. Swoją opowieść kończyła na nazwie miejsca oraz jaką funkcję ono spełnia. Wodospad, który mieliśmy odwiedzić, był miejscem, w którym mogliśmy się wykąpać. Tori wspomniała, że woda jest tam zawsze ciepła. Musiałem przyznać, że trochę mnie to zaskoczyło. Gorące źródła jako miejsce kąpieli... Tak, to miało sens. Miałem jednak wrażenie, że wcześniej się z tym nie spotkałem. Widocznie kąpiele w miejscu, w którym wcześniej byłem, nie były zbyt przyjemne i gorące. Nie to co tutaj, o czym przekonałem się, kiedy moja kochana przyjaciółka wepchnęła mnie do wody.
Zszokowany takim obrotem akcji, czym prędzej starałem się wynurzyć z jeziorka tworzącego się pod Wodospadem. Kiedy mi się to udało, podpłynąłem do samicy chlapiąc przy tym najbardziej jak umiałem. Gdy w końcu woda jej dosięgła, wadera zapiszczała i rzuciła się do wody. I nici z ochlapywania tego szczura lądowego.
Szukałem wzrokiem wilczycy. Musiała gdzieś być pod tą wodą, przecież nie wyparowała. Niestety, nigdzie nie potrafiłem zauważyć jej małej, puszystej sylwetki. Minęło kilka chwil, a ja dalej nie potrafiłem jej odnaleźć. Miałem nadzieję, że się nie utopiła w tym jeziorze...
Nagle poczułem jak coś wbija mi się w moją tylną łapę. Zawołałem krótkie „au” bardziej z szoku, niż z bólu. Szybko pożałowałem, że nie stłumiłem okrzyku, bo coś – lub ktoś – pociągnęło mnie w dół. Mój pysk zapełnił się wodą, która raczej nie była na tyle czysta, żeby ją pić.
Obróciłem się w wodzie, żeby zobaczyć jak Tori trzyma moją łapę w pysku. Co za...
Puść to – chciałem zawołać, jednak szybko się opanowałem. To chyba nie byłby zbyt dobry pomysł.
Czułem jak zaczyna brakować mi tlenu. Woda, która nadal znajdowała się w moim pysku zaczynała smakować okropnie. Otworzyłem szerzej oczy czując, że po moim ciele rozchodzi się strach. Nie chciałem tutaj utonąć.
Tori chyba dostrzegła moje spanikowanie, bo puściła moją nogę i podpłynęła bliżej karku gotowa w razie czego mnie pochwycić i wyciągnąć nad taflę wody. Nie czekałem na jej pomoc. Poruszałem łapami rytmicznie, starając się opanować natężające się przerażenie. Musiałem wypłynąć jak najszybciej, a paniczne ruchy bez ładu i składu mi w tym nie pomogą.
Miałem wrażenie, że płuca zaraz mi eksplodują, kiedy w końcu wynurzyłem pysk. Wyplułem wodę zalegającą w pysku i wziąłem ogromny haust cudownego powietrza. Dzięki niech będą Eydis, że przeżyłem.
Tuż obok mnie pojawił się łeb Tori. Długa sierść wilczycy skleiła się pod wpływem wody i wadera wydawała się jeszcze bardziej drobna. Jej niebieskie oczy błyszczały troską.
- Nie rób tak więcej, proszę – zwróciłem się do niej, kiedy mój oddech się w miarę wyrównał.
Tori wydukała przeprosiny. Słyszałem w jej głosie strach oraz zmartwienie.
- Jak dałaś radę tak długo tam być? - przerwałem jej. Woda w pysku z pewnością skróciła czas, który potrafiłbym spędzić pod wodą. Czułem jednak, że w zawodach na długie nurkowanie nie miałem zbyt dużych szans z tą waderą. Na Eydis, czy ona musiała być ode mnie lepsza we wszystkim? To było bardzo nie fair.
Wilczyca zmrużyła oczy.
- Normalnie. Dobrze pływam i nurkuję odkąd pamiętam. Myślałam, że wyniosłam to z watahy, do której wcześniej należeliśmy, ale patrząc na twoje umiejętności, to chyba jednak nie. Chociaż może po prostu byłeś złym uczniem w tej dziedzinie.
- Wypraszam sobie! - zawołałem ochlapując samicę wodą. - To wszystko wina tej wody w pysku! Normalnie jestem mistrzem!
Tori zmierzyła mnie rozbawionym spojrzeniem.
- Chcesz się zmierzyć? - zapytała niewinnym głosem. Wiedziałem, że chciała dobitnie pokazać mi, że była lepsza, a nie mogłem się na to zgodzić. Nie zniósłbym jej docinek na ten temat. Teraz z pewnością jakieś będą, ale nie będzie miała dowodów, których dostarczyłyby jej te nieszczęsne zawody.
- Nie muszę ci nic udowadniać.
- Ale możesz.
- Nie ma takiej potrzeby – uciąłem. Zabrzmiało to trochę zbyt ostro, więc uśmiechnąłem się wesoło, żeby załagodzić efekt.
Wadera pokręciła głową z rozbawieniem.
- Tchórzysz.
- Nieprawda. Nie wiem jak ty, ale ja czuję się już bardzo czysty. Chodźmy lepiej do Hitama, dobra?
Zmiana tematu zadziałała perfekcyjnie. Tori pokiwała głową i zaczęła płynąć do brzegu. Podążyłem za nią.
Teraz to dopiero będzie ciekawie – pomyślałem.

Tak jak jakiś czas wcześniej, znajdowałem się pod dość sporą jaskinią należącą do tutejszych Alf. Musiałem przyznać, że robiła ona wrażenie. Znajdowała się odrobinę wyżej od innych, więc widok z niej był obłędny. Tym razem miałem więcej czasu na podziwianie tego miejsca oraz cieszenie się piękną, wiosenną pogodą, niż było to w przypadku mojej wspaniałej podróży z Panem Idealnym.
Moja przyjaciółka wkroczyła do jaskini jak gdyby nigdy nic, co mnie trochę zaskoczyło. Jak mogła czuć się tak swobodnie mając przed sobą nieuchronną konfrontację z samicą Alfa i jej przerażającymi, ciemnymi oczyma?
Musi zdać raport tak jak każdego innego dnia. To dla niej rutyna – przypomniałem sobie – Chociaż według mnie do tego spojrzenia nie da się przyzwyczaić.
Usłyszawszy jak Tori się wita, westchnąłem i wkroczyłem do jaskini.
- Dzień dobry – przywitałem się już po raz drugi tego dnia.
Mój wzrok krążył po grocie w poszukiwaniu pary Alfa. Dość szybko dostrzegłem Hitama, który właśnie odwracał się w naszą stronę. Na jego pysku widniał lekki uśmiech, a oczy lekko rozbłysły. Pod jego spojrzeniem poczułem się lekko niezręcznie, więc czym prędzej skinąłem głową i odwróciłem wzrok.
- Witajcie. Cieszę się, że w końcu przybyliście – przemówił Hitam.
Skinąłem głową nie do końca słuchając, co mówił. W dalszym ciągu rozglądałem się po jaskini próbując odnaleźć wzrokiem Suzannę. Nie chciałem jej jeszcze bardziej podpaść, a nieprzywitanie się z nią mogło się dla mnie źle skończyć. Nigdzie jednak nie mogłem jej dostrzec. Gdzie poszła ta przerażająca wilczyca?
- Suzanna jest w trakcie zajęć – Hitam chyba zauważył moje poszukiwania.
- Zajęć? - zapytałem zanim ugryzłem się w język.
- Owszem. Jest nauczycielką sztuk kreatywnych oraz logiki – wyjaśnił samiec Alfa. Widząc moje zainteresowanie dodał – Tylko dla szczeniaków.
- Ach, dobrze.
Chwila... Czy on nie pomyślał, że podoba mi się jego partnerka? - przeraziłem się - O rany, oby nie. Nie to, żeby coś. Suzanna wygląda ślicznie, ale ma partnera. I trochę za bardzo mnie przeraża. Nie, to nie mój typ. Zdecydowanie nie.
Miałem nadzieję, że ta cała sytuacja nie skojarzyła mu się z czymś takim, bo wówczas moje szanse na przyjęcie do tej watahy mogłyby mocno zmaleć. I to przez moją durną ciekawość...
- Hitamie? - moje rozmyślania przerwał głos Tori. - Powinnam zdać dokładny raport teraz?
Czarny basior pokręcił głową.
- Najpierw chciałbym porozmawiać z twoim przyjacielem. O ile nie masz nic przeciwko.
Ruda samica zaprzeczyła i spojrzała na mnie wymownie.
Tylko tego nie spapraj – zdawała się mówić.
Posłałem jej w odpowiedzi uśmiech. Ja miałbym coś zepsuć? Phi, niedoczekanie twoje.
- W dalszym ciągu chciałbyś dołączyć do naszej watahy? - zapytał samiec. Pokiwałem głową z niepewnym uśmiechem. Obawiałem się, że nie uzyskam zgody i będę musiał stąd odejść. Niby Hitam udzielił mi wstępnej zgody, ale co jeśli się rozmyślił? - Świetnie. Wspomniałem Suzannie o twojej prośbie. Razem ustaliliśmy, że możemy przyjąć cię na okres próbny. W zależności od twojego zachowania, mógłbyś w przyszłości zostać przyjęty jako pełnoprawny członek.
Poczułem jak wypełnia mnie radość. Miałem ochotę tańczyć i skakać z radości. Zgodzili się! Mogłem tutaj zostać!
- Czym właściwie jest ten cały okres próbny? - zapytałem, kiedy udało mi się w miarę opanować.
- Nic nadzwyczajnego. Nasza wataha jest dość liczna, więc przyjmując nowych członków zwracamy szczególną uwagę na to, jak się sprawują. Jedyna niedogodność wiążąca się z byciem na próbnym jest to, że częściej jesteś kontrolowany w jaki sposób spełniasz swoje obowiązki. Ewentualnie niektórzy starsi członkowie mogą być wobec ciebie podejrzliwi.
Pokiwałem głową ze zrozumieniem. To miało całkiem sporo sensu.
- Teraz musimy wybrać dla ciebie stanowisko. Nowi członkowie mają do wyboru stanowiska polowań oraz zostaniem wojownikiem lub strażnikiem terenów. Są to jedne z najprostszych funkcji. W zależności od twoich umiejętności, chęci oraz przede wszystkim zaufania, które zdobędziesz, możesz zmienić stanowisko na inne – kontynuował samiec Alfa. Chyba to była dla niego dość standardowa gadka, bo nawet się nie zająknął. - Z tego co mówiłeś, stanowiska polowań jak na razie odpadają. Masz więc do wyboru funkcję wojownika lub strażnika.
Basior zakończył swój wywód i zaczął się we mnie wpatrywać oczekując odpowiedzi.
Musiałem z bólem serca przyznać, że polowania nie były moją dobrą stroną. Najlepsze co mogłem zrobić, żeby pomóc w zdobywaniu świeżej zwierzyny dla watahy, było trzymanie się jak najdalej od polujących. W takim razie nie miałem zbyt dużego wyboru. Patrolowanie albo codzienne zbiórki i inne takie rzeczy, które nieszczególnie napawały mnie optymizmem. W razie jakiejś bitwy chciałbym pomóc, ale codzienne ćwiczenia mające szkolić mnie jak dobrze atakować? Cóż, to chyba nie dla mnie. Łażąc po terenach miałem chociaż szansę, że wydarzy się coś interesującego.
- Chciałbym zostać strażnikiem, jeśli to nie problem – powiedziałem, kiedy w końcu się namyśliłem.
- Jasne, że nie. Za jakiś czas powiem ci, kiedy i które tereny będziesz patrolować, dobrze? - zapytał Hitam.
- Dobrze – odpowiedziałem. Nagle przypomniało mi się coś, o co koniecznie chciałem zapytać. - Co do tej pracy... Może mógłbym w jakiś sposób z tym festynem?
Czarny basior uśmiechnął się słysząc moje słowa.
- Oczywiście. Chciałbyś robić coś konkretnego?
Zamyśliłem się. W sumie nie wiedziałem, co mógłbym robić. Chciałem mieć w to wszystko spory wkład, jednak nie znałem swoich talentów na tyle dobrze, żeby wiedzieć czy nadawałbym się na jakieś stanowiska rozrywkowe. Poza tym... Byłem nowy i trochę obawiałem się, w jaki sposób zostanę przyjęty przez innych członków. Tak, to zdecydowanie odpada.
- Może mógłbym w jakiś sposób stale pomagać? Organizacja i te sprawy?
- Masz na myśli technika? - zapytał, a gdy zobaczył moją minę wyrażającą czyste niezrozumienie, dodał: – Technicy są odpowiedzialni za między innymi za wystrój. Kiedy kucharzom czegoś zabraknie, muszą to przynieść. Pilnują porządku i ładu.
- Tak, to chyba to.
- W porządku. Myślę, że znajdzie się dla ciebie jakaś praca. Technicy zawsze mają dużo do roboty – mówił samiec. W pewnej chwili zobaczyłem, że coś mu się przypomniało. - Znasz już Magnusa. Jest jednym z techników. Myślę, że w razie czego chętnie ci pomoże.
Stłumiłem jęknięcie. Czy mój pobyt w tej watasze równał się ciągłemu spędzania czasu z Panem Idealnym? Nie na to się pisałem...
Chciałem jakoś delikatnie wytłumaczyć Hitamowi, że to może się nie sprawdzić, ale nawet nie miałem takiej okazji. Alfa zwrócił się już w stronę mojej przyjaciółki, która dotychczas siedziała tak cicho, że prawie zapomniałem o jej obecności. Trudno, chyba przeżyje z tym całym Magnusem. Jest też szansa, że on również.
– Torance, chciałbym żebyś znalazła Asowi jakąś wolną jaskinię. Następnie wróć tutaj i zdaj w końcu ten nieszczęsny raport. Och, i wybacz, że cały dzień cię tak ganiam.
- Nic się nie stało, Hitamie – schyliła łeb w lekkim ukłonie, a następnie spojrzała na mnie. – Asgrim, chodź.
- Musisz pełnym imieniem? - jęknąłem krzywiąc się.
- Tak.
Westchnąłem ciężko i pożegnawszy się z Hitamem, wyszedłem z jaskini. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz, Tori wyprzedziła mnie. Mruczała coś pod nosem w czystym skupieniu. Widocznie miała problem z przypomnieniem sobie, gdzie może znaleźć jakąś niezamieszkaną grotę. Po jakimś – moim zdaniem zdecydowanie zbyt długim – czasie podskoczyła i ruszyła szybkim tempem w jakąś stronę. Co miałem innego zrobić jak nie popędzić za nią?

- To chyba tutaj.
Tori wskazała łapą na jedną z jaskiń. Żeby móc się jej przyjrzeć, musiałem podnieść lekko łeb. Podobnie jak Jaskinia Alf znajdowała się na lekkim – chociaż nie tak dużym jak przy jaskini Hitama i Suzanny - podwyższeniu względem innych. Jednak ścieżka do niej prowadząca nie była tak szeroka i dobrze wydeptana. O ile wąską dróżkę wiodącą przez niezarośnięte jeszcze krzaki można było nazwać ścieżką. Widać było, że poprzedni właściciel albo odszedł stąd dawno temu, albo nie miał zbyt często gości.
Zaciekawiony ruszyłem w stronę jaskini. Gałązki krzaczków ocierały się o moje łapy, ale prawie tego nie zauważałem. Jedyne co mnie w tamtej chwili interesowało, to moje nowe lokum. Kiedy w końcu wspiąłem się na ten pagórek, przeszedłem przez stosunkowo niskie wejście. Mijając je bałem się, że przywalę o nie łbem, co na szczęście się nie wydarzyło. Otwór kończył się niewiele powyżej czubków moich uszu.
Wewnątrz grota była raczej niewielka, jednak nie przeszkadzało mi to. Jak dla mnie była wystarczająca. W końcu miałem miejsce, gdzie mógłbym się wygodnie umieścić i nadal zostawało trochę miejsca na moje osobiste przedmioty, których tak właściwie w ogóle nie miałem.
Co prawda dostrzegłem kilka pajęczyn, ale nieszczególnie mnie to obchodziło. Pająki też zwierzęta, jeśli będą wyłapywać co gorsze owady, to mogą zostać – pomyślałem uśmiechając się lekko.
- I jak ci się podoba?
Odwróciłem się do mojej przyjaciółki. Oczy wilczycy błyszczały się radośnie, a na pysku widniał uśmiech. Nie wiedziałem jak długo tutaj była. Może cały czas szła tuż za mną?
- Jest idealna.

Uwagi: Brak.

czwartek, 26 lipca 2018

Od Torance "Czarne chmury imigrują do nas jak uchodźcy" cz. 6

Listopad 2019r.
Moje rozmowy z Moone tego dnia były dość... mało interesujące. Wilczyca bez Aokigahary wydawała się być znacznie bardziej nieprzyjemna, niż zwykle. Niby nic się nie zmieniło, ale jednak wyczuwałam jej niechęć względem mnie. Stosunkowo szybko zrozumiałam, że ta tolerowała mnie jedynie ze względu na Aoki. Kiedy byłyśmy z Shenem ciężej było to odczuć, bo przy nim Moone zawsze była bardziej powściągliwa. Jak widać przy mnie sytuacja wyglądała podobnie...
Było mi przykro z tego powodu. Myślałam, że mam koleżankę, a teraz okazało się, że ta tak naprawdę nieszczególnie mnie lubiła. Koniec końców siedziałyśmy niedaleko siebie jak zawsze, ale rozmowy się nie kleiły. Po jakimś czasie całkiem zabrakło nam tematów.
Natomiast Shen jak zwykle starał siedzieć jak najbliżej Navri. Wydawał się bardzo z siebie zadowolony, bo mała wilczyca od jakiegoś czasu częściej zgadzała się na spędzanie z nim czasu.
W wolnych chwilach przyglądałam się im z zainteresowaniem. Shen co rusz próbował z nią porozmawiać. A kiedy mała obdarzyła go uśmiechem lub chociaż mu odpowiedziała, samiec z pewnością był najbardziej szczęśliwym szczeniakiem na świecie.
W sumie to pomimo znacznej różnicy wieku, mogliby być całkiem uroczą parą. Zresztą, Shen i tak był dziecinny jak na swój wiek, a Navri z kolei była nad wyraz dojrzała. Czasem miałam wrażenie, że jest ona najmądrzejsza z nas wszystkich. Nigdy nie mieszała się w żadne spory, ogólnie niewiele mówiła, więc wszystkie szczenięce dramaty zdawały się ją omijać. Wydawała się być z tego całkiem zadowolona.
Kilkakrotnie kusiło mnie, żeby podejść i porozmawiać z tą dwójką, jednak się nie odważyłam. Bałam się ich reakcji. Niby Navri nie miałaby nic przeciwko temu, żebyśmy porozmawiały, a Shen zdawał odnosić się do mnie znacznie milej niż przed naszą akcją ratunkową, ale i tak miałam duże obawy. W końcu kolegowałam się z Aoki, a ta nie cieszyła się zbyt dużą sympatią u tej dwójki...
Moje rozmyślania przerwał głos Suzanny, która oznajmiła nam, że lekcja się skończyła i możemy już iść.
- Pójdę zapytać Shena, dobra? - niemal od razu zwróciłam się do Moone.
Wilczyca mruknęła coś na znak zgody i wstała lekko się przy tym przeciągając.
- Będę u Aoki – powiedziała i nie czekając na odpowiedź ruszyła w stronę wyjścia z naszej polany.
Westchnęłam cicho i podeszłam do Shena, który w dalszym ciągu próbował zagadać białą samicę. Głupio było mi przerywać ich rozmowę – o ile tak można było nazwać długie wypowiedzi basiora i oszczędne słowa Navri – ale nie miałam wyjścia. I tak zwlekałam z tym bardzo długo.
- Shen?
Samiec – zresztą podobnie jak jego towarzyszka - zastrzygł uszami i zwrócił łeb w moją stronę.
- Tak? - w jego głosie bez trudu można było dostrzec zdziwienie i zainteresowanie.
- Chciałbyś iść zobaczyć jak miewa się Aoki?
Basior w pierwszej chwili spojrzał na mnie jak na wariatkę, ale już po chwili się zreflektował i zaczął zastanawiać. Ja natomiast czułam jak robi mi się głupio. Przecież nie ma szans, żeby się zgodził.
- Chyba powinienem, prawda? - westchnął głośno.
- Jak chcesz. Do niczego cię nie zmuszam.
Shen ponownie westchnął i zerknął na Navri, która stała pozornie niewzruszona. Widziałam jednak w jej oczach tłumioną ciekawość. No tak, ona o niczym nie wiedziała. Przydałoby się jej to wytłumaczyć w najbliższym czasie...
- Dobra. Pójdę – odezwał się w końcu samiec. - Do jutra, Navri.
- Cześć – uśmiechnęłam się lekko do samicy, która jedynie pokiwała nam głową i poszła w swoją stronę.
- Nie spodziewałam się, że się zgodzisz – powiedziałam po dłuższej ciszy.
Basior zmarszczył brwi.
- Czemu?
- Z tego co wiem, nieszczególnie lubisz Aoki. Zresztą tak samo jak mnie oraz Moone.
Słysząc to, roześmiał się, jednak w jego głosie nie dostrzegłam ani odrobinki rozbawienia.
- Wiesz w ogóle dlaczego? - spytał sucho.
Pokręciłam łbem. Nie miałam pojęcia. Odkąd dołączyłam do tej watahy, ta trójka nie dogadywała się zbyt dobrze. A kiedy pytałam o to Aoki i Moone, te odpowiadały mi zawsze w podobny sposób: „Shen to kretyn. Nie warto się z nim zadawać”. A ze względu na to, że jako pierwsze wyciągnęły do mnie pomocną łapę, wierzyłam im i nie dopytałam więcej. Widocznie nie było o czym mówić.
Jednak w tej chwili Shen zbudził dawno uśpioną ciekawość.
- Nie chciały mi powiedzieć, a z tobą... Powiedzmy, że nie rozmawiałam zbyt wiele, o ile nie liczyć obrażania się wzajemnie – skrzywiłam się.
- Nic dziwnego, że ci nie mówiły – westchnął. - To ten moment, w którym powinienem ci wszystko wyjaśnić, nie?
- Tak, chyba tak – pokiwałam łbem.
Basior ponownie westchnął, jednak nic nie powiedział. Wydawał się być całkowicie pogrążony w myślach. Obawiając się, że odzywając się przerwę naszą cienką nić porozumienia, milczałam.
Po jakimś czasie, Shen przerwał ciszę, która między nami zagościła. Gdy przemówił, jego głos brzmiał całkowicie inaczej niż zwykle. Brakowało w nim rozbawienia i kpiny, tak typowej dla niego.
- Kiedy dołączyłem, bardzo mi się podobały. Zwłaszcza Aoki. Chciałem się z nimi zaprzyjaźnić, jednak na każdą moją próbę, reagowały niechęcią. Ba, były po prostu niewyobrażalnie chamskie. Moone od początku nawet nie udawała, że mnie lubi. Natomiast Aokigahara... - zamilkł na chwilę - Któregoś dnia zebrałem się na odwagę i zapytałem, czy moglibyśmy się spotkać. Zgodziła się. Czekałem na nią cały wieczór i jak pewnie się domyślasz, nie przyszła. Od tego czasu zaczęły mnie jeszcze bardziej prześladować, a ja nie mogłem przecież pozwolić się poniżać. Musiałem się bronić.
Nie wiedziałam kiedy, ale w którymś momencie jego opowieści poczułam łzy w oczach. Było mi go tak mocno żal... Czułam, że nie kłamał i to jeszcze bardziej mnie poruszyło. Zwierzył się mi, przyjaciółce wader, które się nad nim znęcały.
- Jeny, Shen... Nie miałam pojęcia. Przepraszam...
- Przepraszasz? Za co? - zamrugał ze zdezorientowaniem.
- Za wszystko. Miałam cię za dupka. Trzymałam ich stronę, chociaż nie wiedziałam nic o tym wszystkim. Zachowałam się jak idealna przedstawicielka mojego gatunku, jeżeli wiesz, co mam na myśli.
- Może trochę – roześmiał się basior, a ja mu wtórowałam – Też nie zachowałem się w porządku. Kiedy zobaczyłem, że dogadujesz się dobrze z tamtymi dwoma, poczułem do ciebie ogromną niechęć. Stwierdziłem, że musisz być taka jak one, tak naprawdę w ogóle cię nie znając. Nawet nie wyobrażasz sobie jak trudno jest przyznanie się do błędu.
- Błędu? - powtórzyłam zdezorientowana. Totalnie się zgubiłam w tym wszystkim.
Co tu się odwala? - pomyślałam.
Godzisz się ze Skrzydlatym... - uraczył mnie odpowiedzią As.
Pokręciłam łbem z niedowierzaniem. Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo.
- Musisz wszystko utrudniać? - westchnął samiec. Wydawał się być zirytowany, jednak nietrudno było dostrzec, że jedynie udawał – Tak, do błędu. Możliwe, że nie jesteś aż tak zła, jak myślałem. Zadowolona?
- Zadowolona – roześmiałam się – Ty również. Chociaż mogłeś darować sobie te wszystkie uwagi względem mojego pochodzenia. To nie było za miłe...
- Och, no tak. Przepraszam? Może zaczniemy wszystko od nowa, co?
- Spoko. W takim razie... Tori jestem – zatrzymałam się i wyciągnęłam łapę w stronę samca.
- Shen – basior również wyciągnął swoją. Zderzyliśmy się lekko łapami naśladując ludzkie powitanie, które czasem można było dostrzec u wilków zmieniających się w ludzi. Oboje uśmiechaliśmy się szeroko.
- Ciekawe ile wytrzymamy bez kłócenia się. Obstawiam jeden dzień.
- Aż tyle? Jeszcze dzisiaj pokłócimy się przynajmniej raz! - zawołał samiec.
- No już bez przesady. Zostawmy ten jeden dzień spokoju.
- Nie da rady.
- Niby dlaczego?
- Bo się nie da.
- Nieprawda.
- Prawda. Już teraz się kłócimy, zauważyłaś?
Zrobiłam głupią minę. Miał rację, ale postanowiłam tego nie przyznać, więc tylko prychnęłam. Shen widząc moje niezadowolenie, roześmiał się.
- Chodź lepiej, co? Moonia pewnie za nami tęskni – powiedział, kiedy się opanował.
Pokiwałam głową. Tak, z pewnością bardzo się niecierpliwiła.
- Za tobą w szczególności – uśmiechnęłam się, żeby basior nie odebrał tego w zły sposób.
- Oczywiście, że tak – mruknął i ruszył biegiem w stronę Wilczego Szpitala.
Roześmiałam się cicho i pobiegłam za moim nowym kolegą. Byłam naprawdę szczęśliwa z tego obrotu akcji...

C.D.N.

Uwagi: Brak.