Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

środa, 5 sierpnia 2015

Od Valixy "Gdzie ja jestem?" cz.1 (cd. Moon)

Kiedy zrobił się nowy dzień, wyszłam z groty jak reszta wilków.
- Czy są tu jakieś szczeniaki oprócz mnie? - zapytałam, trochę jakby sama do siebie.
- Tak, są na okresie próbnym - odpowiedział niespodziewanie tajemniczy głos. Wystraszyłam się trochę, więc uciekłam tam, gdzie mnie on nie znajdzie. Jak wybiegłam z groty, nie było w moim polu widzenia ani jednego wilka.
- Gdzie ja jestem? - spytałam.
Dopiero wtedy zauważyłam, że było tam tak pięknie. Nie dało się tego opisać.
- Gdzie ja jestem? Ktoś mi powie? - zapytałam z gniewem, jednak nikt nie odpowiedział, więc zdenerwowałam się jeszcze bardziej.
- Raz... dwa... trzy... - liczyłam, żeby się uspokoić. - ...osiem... dziewięć... dziesięć.
Rozpoczęłam poszukiwania groty, żeby gdzieś mieć dom. Po jakimś czasie znalazłam jakąś jaskinię. Zrobiło się późno, więc poszłam spać. Kolejnego dnia poszłam szukać wyjścia, gdyż grota była wprost olbrzymia.

<Moon?> 

Uwagi: Pisz dłuższe op.! Wiem, że niekiedy każę pisać krótsze zdania... ale bez przesady (Bałam się trochę .Więc uciekłam .Tam gdzie mnie nie znajdzie ten tajemniczy głos.). W op. nie używamy wyrazów potocznych (np. wkurzyłam się). Cyfry i liczby w op. piszemy słownie (1 = jeden). W momencie, kiedy postać liczy, nie warto wpisywać wszystkich cyfr po kolei, można większość pominąć wtrącając narrację. Czytelnik sam się domyśli, jakie liczby wówczas występowały, bo raczej umie liczyć. Notorycznie rozpoczynasz zdania od "więc".

Od Mizuki "Co tu robisz?" cz. 7 (cd. Nari)

- Nie chodzi tylko o jednego wilka, szukam dwóch. Jeden z nich to Hans, a drugi, a raczej druga to Norie - odpowiedziałam błądząc myślami w moich wspomnieniach.
- Kim są te wilki? - ciągnęła dalej Nari
Powstała chwila ciszy, którą przerwała Nari ponownie zadając pytanie.
- Nie lubię mówić o swej przeszłości - powiedziałam krótko odwracając wzrok.
Zaczęłam myślami wracać do wydarzeń sprzed roku. Był to czas w którym moje serce zalał mrok. Miałam wrażenie, jakby moje ciało i dusza całkowicie pochłaniała ciemność i mrok. Nie szukałam zrozumienia ani współczucia, jedyne co trzymało mnie przy życiu było moje marzenie. Wiele wilków nigdy mnie nie zrozumie, ale w sumie to nie zależy mi na tym. Zostało już tylko kilku zabójców. Zadbam o to by każdy z nich trafił do piekła! Wilki w watahach takich jak ta, nie znają uczucia jak jego najbliżsi giną na oczach szczeniaka, żyją w beztrosce ciesząc się dzieciństwem, żaden z nich za szczeniaka nie poczuł tej ulgi po zabiciu kogoś, kogo się nienawidzi, tego zapachu krwi unoszącego nad ich plugawymi ciałami. Po bardzo długiej ciszy Nari odezwała się:
- Hej Mizuki, nic ci nie jest!? - spytała przerażona
- Dlaczego miało by mi coś być?
- Z twojego pyska leci krew - odpowiedziała
- To nic takiego, wystarczy że odpocznę i nic mi nie będzie - powiedziałam ocierając krew łapą
Powoli ruszyłam w kierunku Śnieżnego Lasu. Było to jedyne miejsce, w którym cały czas jest śnieg i oczywiście lód. Lubiłam otaczający mnie chłód śniegu. Nari z oddali coś do mnie mówiła, lecz już jej nie słuchałam. Miałam ochotę pobyć w samotności. Kiedy dotarłam na miejsce upewniłam się że nikogo nie ma w pobliżu i oddaliłam się w głąb lasu, by nikt mnie nie znalazł. Położyłam się w chłodnym puchu i zamknęłam oczy. Nie usnęłam, po prostu musiałam przemyśleć kilka spraw.

<Nari, co porabiasz? A, i nie przejmuj się zimnym charakterkiem Mizu. Ona już tak jest xd) 

Uwagi: "...niema nikogo w pobliżu"? Niema jest osoba, która nie potrafi mówić. "Nie ma czegoś" to zupełnie inna sprawa. Zwróć uwagę na te różnice. Miałaś dwa identyczne zdania. Ty i Shayd jesteście w jakiejś zmowie? Popełniacie identyczne błędy.

Od Shayd'a "Pierwsze spotkanie" cz. 7 (cd Mizuki)

Po pożegnaniu się z Mizuki wróciłem do swojej jaskini.
Urządziłem prowizoryczne legowisko i położyłem się. Sen ogarnął mnie w szybkim tempie, jednak nie dał ukojenia. W mojej głowie pojawiały się wspomnienia z poprzedniej watahy, sprawiały ból, a szczególnie wizje o Mey.
***
Biegałem po lesie ciesząc się ostatnimi promieniami słońca, które ogrzewały moje ciało. Zbliżała się wielka chmura burzowa, dlatego zacząłem kierować się w stronę Watahy Górskiego Pyłu, mojego domu. Kiedy biegłem, zauważyłem samotną łanię na polanie. Przyczaiłem się, chcąc upolować zwierzynę. Zaciągnąłem się ostatni raz świeżym powietrzem, wymieszanym z zapachem łani i skoczyłem. Ofiara uciekła, więc postanowiłem pobiec za nią. Biegłem ile sił w łapach. Kiedy pogoń na lądzie nic nie dała, wzleciałem ponad korony drzew i leciałem nad łanią skupiając się kiedy mogę spikować w dół i zaatakować. Przez moją nadmierną uwagę na łani nie zauważyłem nieco większego drzewa od pozostałych, uderzyłem w korę i zacząłem spadać w dół, tracąc powoli przytomność. Upadłem z ogromną siłą na korzenie drzew i ziemię. Zemdlałem, a niebo przecięła pierwsza błyskawica. Nie wiem jak długo byłem nieprzytomny, obudziłem się w sporej jaskini, obok mnie paliło się ognisko. Rozejrzałem się po pomieszczeniu chcąc wstać.
- Lepiej leż - usłyszałem głos z wejścia do jaskini. Spojrzałem w tamtym kierunku. Na dworze padał deszcz, do mnie podeszła mokra wadera. Miała szare futro, wielkie skrzydła i niebieskie znaki na ciele. Była ode mnie starsza, uratowała mi życie.
- Co ja tutaj robię? - spytałem nieśmiało. Byłem jeszcze szczeniakiem, więc moje przerażenie nie było niczym niezwykłym. Wadera uśmiechnęła się otrzepując futro z deszczu, usiadła obok mnie przy ognisku i powiedziała wesoło:
- Znalazłam Cię nieprzytomnego w lesie, złamałeś skrzydło. Przez parę miesięcy nie będziesz mógł latać - wydawała się być taka miła. Podziękowałem za ratunek i chciałem iść, jednak wilczyca mnie zatrzymała.
- Nie możesz iść w taką pogodę, nie znajdziesz drogi do swojej watahy. Kiedy tylko przestanie padać zaprowadzę Cię do domu, zgoda? - spytała. Przystanąłem na jej propozycję. Mey, bo tak miała na imię owa wilczyca zaproponowała, żebyśmy zjedli łanię. Okazało się, że zwierzyna to ta sama, którą ja starałem się upolować. Po zjedzonym posiłku Mey opowiedziała mi nieco o sobie. Jak się dowiedziałem, należała kiedyś do naszej watahy. Niestety ona jak i jej ojciec byli zmiennokształtni, więc musieli uciec. Ojciec Mey ochronił córkę poświęcając samego siebie. Wilczyca była ode mnie starsza jedynie o rok, a tak wiele przeżyła w swoim życiu. Szaro-niebieska samica pokazała mi, że potrafi przemieniać się w człowieka, także chciałem jej zaprezentować swoje umiejętności, jednak przemiana nie wychodziła mi kiedy tylko chciałem. Mey w swojej jaskini miała dużo ludzkich przedmiotów, urządziła prowizoryczny pokój ludzki.
- A to moje ulubione, nazywa się gramofon - powiedziała wskazując jakiś kawał drewna wycięty w kwadrat. W środku tajemniczej rzeczy leżało coś czarnego, Mey nazwała to płytą winylową. Wilczyca wcisnęła jakiś przycisk, przypominający okrągły kamyk. Na tak zwaną płytę upadło coś ostrego, z tego czegoś wydobył się dźwięk. Był dziwny ale jednak taki spokojny.
- Jedyna piosenka jaką mam, zespół Phoenix z utworem ''Run run run" - wytłumaczyła Mey. Za bardzo nie wiedziałem o czym mówi, ale uśmiechnąłem się jedynie i skinąłem głową. Położyłem się słuchając pięknego śpiewu i spokojnej muzyki. Uspokoiłem się, rozluźniłem. Byłem taki szczęśliwy.
- Shayd! Udało Ci się! - krzyknęła uradowana wilczyca. Spojrzałem na nią zdziwiony, a ona podała mi coś, co nazywało się lustro. To jak tafla wody tylko nie ruszająca się. Zobaczyłem w odbiciu, że jestem człowiekiem. Miałem platynowe włosy, wystające kości policzkowe i jasną cerę, sińce pod oczami.
- Muszę się szybko zmienić, nikt nie może widzieć mnie w takim stanie! - krzyknąłem czując przerażenie wzbierające się we mnie.
***
Obudziłem się z krzykiem, gdyż moje wspomnienia były tak silne i wyraźne. Mey zawsze wiedziała jak wywołać u mnie przemianę, bez niej nie udawało mi się tego zrobić. Postanowiłem przejść się gdzieś, żeby oczyścić umysł. Chodziłem bez celu po lesie, co jakiś czas przystawałem, żeby ogrzać się w ciepłych promieniach słońca. Kiedy tak sobie spacerowałem, zauważyłem biegnącą w moją stronę wilczycę. Nie zatrzymała się tylko zaczęła mnie okrążać, nie zwalniając.
- Mizuki? - spytałem nieco zdziwiony.
- Tak, dalej choć a nie zadajesz dziwne pytania - powiedziała ruszając z tą samą prędkością przed siebie. Patrzyłem chwilę zdziwiony za oddalającą się wilczycą. Po odrobinie namysłu ruszyłem za Mizuki. Była taka szybka. Chciałem dotrzymać jej kroku, w miarę udawało mi się to. Uwielbiałem biegać, czułem się taki wolny, niczym nie ograniczony. Lepsze od biegania jest tylko latanie. Po godzinie biegu wraz z wilczycą przystanęliśmy przy górskim strumieniu. Byłem nieco zmęczony, położyłem się na trawie obserwując Mizuki, która jadła jagody. Wadera obmyła swój pyszczek w wodzie ze źródła. Wziąłem głęboki wdech i postanowiłem zaryzykować.
- Mizuki? - powiedziałem nieco niepewnie i wstałem.
- Tak? - spytała wadera patrząc mi w oczy. Staliśmy chwilę w ciszy patrząc sobie w oczy. Poczułem się tak dobrze i spokojnie. Chciałem już powiedzieć coś z pewnością  głupiego. Ugryzłem się w język i poruszyłem się niespokojnie.
- Chci...chciałem zaproponować Ci mały wyścig, co ty na to? - zaproponowałem nie mogąc wymyślić nic lepszego. Wilczyca wydawała się być przez chwilę nieco osłupiała, lecz po namyśle przystała na moją propozycję.  Mieliśmy się ścigać od tego górskiego źródła do małej polany, o której opowiedziała mi Mizuki. Ustawiliśmy się przy jednym z drzew, gotowi do biegu. Na mój znak ruszyliśmy. Z początku udało mi się osiągnąć prowadzenie, lecz w pewnym momencie moja towarzyszka wyprzedziła mnie. Dobiegaliśmy już do polany. Wydawać by się mogło, że Mizuki wygra, gdyby nie mój "genialny" pomysł.  Przed polaną rzuciłem się na waderę. Zaczęliśmy się turlać po trawie, polana wypełniła się naszymi śmiechami. W pewnym momencie Mizuki dość zdecydowanie przyszpiliła mnie do podłoża.
- Wygrałam - sapnęła uradowana, na jej pyszczku gościł uśmiech triumfu.
- Brawo, co chcesz w nagrodę? - spytałem i uśmiechnąłem się zawadiacko, wciąż leżałem pod silnymi łapami wadery.

<Mizuki? Przemyśl dobrze swoją nagrodę>

Uwagi: przecinki. Niektóre zdania lepiej podzielić na dwa, niż mieć jedno na dwa różne tematy. Częste powtórzenia wyrazów. Dwa razy napisałeś (napisałaś?) dokładnie to samo zdanie, a dokładniej "Była taka szybka".

Od Ripple "Pierwsza przyjaźń" cz. 1 (cd. Yuko)

Któregoś dnia, gdy przeczytałam książkę o "Wilkach, które zabijały smoki" zachciało mi się nazbierać na przykład jagód, malin żeby zrobić z nich sok. A że było wolne od szkoły, mogłam robić co chcę. Wzięłam kartkę z liścia i patyczek, który rysuję, żeby napisać, co nazbierać. A lista wyglądała tak:
5 jagód
8 borówek
5 malin
3 listki mięty
5 jeżyn
2 owoce róży
Poszłam też nazbierać giętkich, długich i nadających się do plecenia koszyka patyków. Przy Wodopoju było ich pełno. Gdy przyszłam do domu, zaczęłam pleść koszyczek.
- Jak na pierwszy raz to ładnie wyszedł.
Zrobiłam takie 2 i połączyłam je tak, żeby szło nosić je na plecach. Dorobiłam jeszcze "daszek" koszyczkom, żeby mogły się zamknąć i otworzyć. Włożyłam do jednego kartkę i poszłam. Skusiły mnie kwiatki na łące, więc je zerwałam i zrobiłam z nich bukiecik. Po drodze spotkałam Yuko, moją nową koleżankę.
- Hej Ripple, gdzie idziesz? - spytała.
- Nazbierać leśne owoce do soku, którego chcę zrobić. - odparłam.
- Może ci pomóc?
- Nie. Dzięki. Poradzę sobie. - odpowiedziałam i poszłam.
Nagle usłyszałam bzyczenie. Stanęłam i nie ruszałam się. Patrzę, a na nos siada mi pszczoła.
- Aaaa!!! - krzyknęłam.
Skakałam, odpędzałam ją, a ona jeszcze mnie użądliła. Straszny ból. Po paru minutach pszczoła odleciała. Ja piszcząc i liżąc nos szłam dalej. Weszłam do lasu. Nazbierałam borówki i jeżyny. Bałam się być w tym lesie, bo wydawał mi się nawiedzony.
- O nie! Zabłądziłam... - zasmuciłam się - Yuko!!!

<Yuko, ok?> 

Uwagi: pisząc op. lepiej rozwijać skróty, np. zamiast itd. pisać i tak dalej. Nie "plecić", tylko "pleść" i zamiast "plecienia" "plecenia". Zrobiła z kwiatków kwiatek? "Użądliła" piszemy przez "ż". "Jeżyny" piszemy przez "ż". 
Co do samej treści, to bardzo nienaturalny wydał mi się fakt, że wilk przy użyciu łap za pierwszym razem zrobił wiklinowy koszyk. Czy nie wydaje to się TROSZKĘ dziwne? Robinson Cruzoe zrobił swój pierwszy, nierozpadający się (ale jednak koślawy) dopiero po kilku (jeśli dobrze pamiętam) tygodniach prób i błędów.