- Może tak, może nie... - odparł Alex. Wygląda na to, że nie jest dziś w najlepszym humorze.
- Telleni, możesz już iść. Pobaw się z Dante. - rzuciłam przez ramię do małej waderki. Mała wykonała moje polecenie i w podskokach pobiegła na Szczenięcą Polanką. Jest tak samo energiczna jak Dante.
- A więc wujku, Telleni może zostać?
- Daj mi na razie święty spokój. Muszę... nad czymś pomyśleć.
- Nad czym?
- Nad niczym.
- Coś się stało? - zmartwiłam się. Nie na co dzień jest taki bojowy... Jestem jego siostrzenicą, więc to z doświadczenia wiem.
- Nic.
- No proszę, powiedz. Co ci szkodzi? - rzekłam idąc nadal za nim. Tak, byłam od niego mniejsza, ale na szczęście zostałam szkolona do walki zupełnie jak basior, dlatego też udawało mi się jakoś dotrzymać mu kroku. Chociaż przyznam, że nie było to łatwe. Alex milczał.
- Wujku...
- Iloriel odeszła.
Zatrzymałam się, bo aż zatkało mnie z wrażenia.
- Jak to odeszła? A co z Valką?!
- Ma jakieś poważne problemy i musiała wracać w swoje rodzinne strony. Na razie nie liczymy na to, że wróci. A nawet jeśli, to Valka wówczas będzie już pełnoletnia. - wyjaśnił z kamiennym wyrazem pyska. Wyglądało na to, że właśnie ta wiadomość jest powodem jego nieczułości.
- A co jeżeli ty też odejdziesz? Co wtedy z nią będzie?
- Zajmą się nią inne wilki lub... ty.
- Ja? - zdziwiłam się.
- Szczeniaki cię uwielbiają. Umiesz się nimi zająć.
- A-ale...
- Nie stękaj. Tak ma być, rozumiesz? Ja tak chcę. Mówię to w imieniu Valixy i Leo.
- Historia lubi się powtarzać... - wyszeptałam. Zauważyłam, iż moja historia jest bardzo podobna do Valki. No może pomijając fakt, że jej mama żyje, a moja już nie. Ojca też już nie mam... Nad delikatnym Leo przezwyciężyła jego mroczna strona: Shadow. Teraz terroryzuje naszą całą watahę. Moja i Dante mama nie wytrzymała tego wszystkiego i po prostu... Popełniła samobójstwo. Na szczęście mną i bratem zaopiekował się Alexander: brat bliźniak Valixy. Mimo tego, że momentami jest ciężko, jakoś dajemy sobie radę.
Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero głos wujka. Przyjęłam jego propozycję i poszłam później z nim na Wschodni Klif. Przysiedliśmy na skale i rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Głównie to były wspominki starych dobrych czasów. Gdy zaczęło się już ściemniać w końcu (bo wcześniej mi po prostu wypadło to z głowy) zapytałam:
- To Telleni może u nas zostać?
- Może. Nie zostawimy przecież jej samej na lodzie, prawda?
- Masz rację.
- A teraz już powinnaś iść się kłaść spać. Jutro kolejny trening.
- Muszę jeszcze coś załatwić... - odparłam podnosząc się na równe łapy.
- Ok, byle szybko.
- Się rozumie! - rzuciłam już gnając w swoim kierunku. Domyśliłam się, że skoro Telleni do tej pory ufa najbardziej mi i Ice, to powinna być w okolicach jej jaskini, bo mnie w swojej nie było. No dobra, w mojej jaskini spał zapewne Dante, ale ona raczej wolała przytulić się do swojej... opiekunki.
Miałam rację... Drzemała w najlepsze wtulona w jej futro. Nie chcąc już jej budzić poszłam do siebie. Wieczorny spacer (a raczej sprint) pozwolił mi szybko zasnąć.
***
Z samego rana, jeszcze przed codzienną pobudką z wiadrem zimnej wody, sama wstałam i zawędrowałam pod jaskinię Ice cierpliwie oczekując, aż moja mała przyjaciółka się zbudzi. W okolicach godziny ósmej (twierdząc po położeniu słońca) w końcu ocknęła się. Uśmiechnęła się szeroko widząc mnie i wygramoliła się z uścisku lekarki.
- Sohara! - powiedziała zachwycona.
- Cii... Bo ją obudzisz.
- Ok. - szepnęła obracając łepek za siebie sprawdzając, czy czasem jej nie zbudziła. Nic takiego jednak się nie zdarzyło. Ice spała jak suseł. Wyszłyśmy na zewnątrz.
- Telleni, mam dla ciebie dobrą wiadomość. - oznajmiłam uroczyście.
- Jaką?
- Jesteś przyjęta do watahy!
- Naprawdę?
- Naprawdę!
- Taaak! - pisnęła skacząc z radości jak wariatka. Musiała się niezwykle cieszyć. No ale co się dziwić, skoro nie ma nikogo innego?... Po upływie minuty, Telleni w końcu spoważniała, a nawet może i posmutniała i powiedziała:
- Sohara... Śniło mi się coś strasznego.
- A cóż takiego?
I wtedy Telleni zaczęła swoją opowieść o swojej przerażającej przeszłości.
- Oh... Tak mi przykro... - szepnęłam przytulając Telleni do swojej piersi ledwie co powstrzymując łzy. - Ale wiedz, że teraz my jesteśmy twoją rodziną i zostaniemy przy tobie na dobre i na złe.
<Telleni?>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Od Nutelli "Skąd jestem?" cz.1 (cd. chętny szczeniak)
Chodziłam sobie drogą wesoła jak codziennie, nie będę pisać całej mojej
historii, najważniejsze fragmenty dowiecie się później, teraz przejdźmy
do reszty spraw.
- Gdzie tu może być jakaś wolna jaskinia? - wyszeptałam sama do siebie
Nagle usłyszałam jakieś głosy, jakby szczeniaki, duużo szczeniaków bawiących się razem. Wyjrzałam ukradkiem zza krzaków. Tam ujrzałam pięć wader i dwóch basiorów. Dwie wadery nie bawiły się tylko leżały, większa miała ponad rok, a mniejsza, około trzy miesiące, mniejsza podgryzała ucho większej, basiory gadały w najlepsze, reszta wader przewalały się na ziemie. Po chwili jedna z tamtych wader podeszła do pierwszych dwóch, mała waderka powiedziała:
- Coś tam jest. - powiedziała chowając się
- Ale co? - oparła największa
- Jakiś wilk.
Nagle ta największa wstała i podchodziła do mnie i powiedziała:
- Kim jesteś?! - warknęła.
- Jestem Nutella.
- Że jak?
- No Nutella, a co? Przeszkadza?
- Nie, nie... nic takiego - powiedziała powstrzymując swój śmiech
- A ty jak się nazywasz?
- O... tak... jestem Sohara, wiesz w ogóle gdzie jesteś?
- Nie, właściwie, nie mam zielonego pojęcia.
- Jesteś na terenie Watahy Magicznych Wilków!
- No... nieźle, a Ci tam to kto?
- A to jest cała nasza duma, czyli wszystkie szczeniaki jakie się w ogóle znajdują w tej watasze.
- Dużo was jest, prawda?
- Tak całkiem sporo, mamy w szczeniakach dwa basiory i pięć wader.
- No to wadery prowadzą. - uśmiechnęłam się nieco.
- Kochani, to jest Nutella. - zwróciła się do reszty.
- Cześć Nutella, jestem Dante! - wyszczerzył swoją mordkę.
- To mój brat, nie przejmuj się nim. - powiedziała
- To jest Astrid, niedawno dołączyła
- Hejka - odpowiedziała Astrid
- To Wissy i Valka
- Siemka! - powiedziały razem
- Wissy jest ślepa na jedno oko - powiedziała mi do ucha
- A to maleństwo to Telleni, najmłodsza z nas.
- Dzień Dobry - powiedziała przestraszona Telleni
- A... jeszcze trochę i nie pokazała Ci Wondersa!
Basiorek się raptownie odezwał:
- Cześć Nutella, jestem Wonders
- Cześć, Wonders.
- Ej... Sohara?
- O co gra Nutella?
- A w ogóle mogę tu zostać?
- Oczywiście! Teraz można do nas dołączyć! Jak chcesz to zostań członkinią.
Przez chwile milczałam namyślając się, ale w końcu powiedziałam:
- TAK! Zostanę tu!
Wszyscy zaczęli sie cieszyć, oprócz małej Telleni.
-Hej mała, o co chodzi, czemu się nie cieszysz?
- Chce mi sie baardzo spać - mruknęła mała po czym od razu ziewnęła.
- Ej, Sohara.
- Co Nutella?
- Mała chce spać.
- No faktycznie, późno jest.
- Hej Tell, chodź tu, idziemy już!
- Dobrze Sohara!
- A czemu jesteście tu sami? Bez opiekunów? - spytałam z ciekawością - A zwłaszcza ta mała?
- Bo to jest teren tylko dla nas.
- Aha... Chyba że tak - mruknęłam pod nosem
- Coś mówiłaś? - rzekła Sohara
- Nie nic.
No i tak szliśmy, i szliśmy aż doszliśmy do serca watahy
- To mówisz Sohara, że mogę dołączyć?
- Tak, możesz.
- A Alfy nie trzeba się spytać?
- Nie... Zresztą i tak naszą Alfą tymczasowo jest Alexander.
- A kto jest takim... stałym Alfą? - No bo przecież nie mogłam dołączyć i nie wiedzieć jak nazywa się Alfa.
- Jest nią Kiiyuko.
- Aha... A gdzie mogę zamieszkać?
- Nie wiem, Telleni czasem śpi u mnie, lub Ice, częściej u mnie, jak Kiiyuko wróci to się spytamy. Alexander ma mnóstwo roboty.
- Ja chyba zanocuje dzisiaj na świeżym powietrzu, nie raz tak spałam, więc jestem przyzwyczajona. - uśmiechnęłam się do wszystkich
- No jak wolisz. - rzekła Sohara
<Któryś szczeniak?>
- Gdzie tu może być jakaś wolna jaskinia? - wyszeptałam sama do siebie
Nagle usłyszałam jakieś głosy, jakby szczeniaki, duużo szczeniaków bawiących się razem. Wyjrzałam ukradkiem zza krzaków. Tam ujrzałam pięć wader i dwóch basiorów. Dwie wadery nie bawiły się tylko leżały, większa miała ponad rok, a mniejsza, około trzy miesiące, mniejsza podgryzała ucho większej, basiory gadały w najlepsze, reszta wader przewalały się na ziemie. Po chwili jedna z tamtych wader podeszła do pierwszych dwóch, mała waderka powiedziała:
- Coś tam jest. - powiedziała chowając się
- Ale co? - oparła największa
- Jakiś wilk.
Nagle ta największa wstała i podchodziła do mnie i powiedziała:
- Kim jesteś?! - warknęła.
- Jestem Nutella.
- Że jak?
- No Nutella, a co? Przeszkadza?
- Nie, nie... nic takiego - powiedziała powstrzymując swój śmiech
- A ty jak się nazywasz?
- O... tak... jestem Sohara, wiesz w ogóle gdzie jesteś?
- Nie, właściwie, nie mam zielonego pojęcia.
- Jesteś na terenie Watahy Magicznych Wilków!
- No... nieźle, a Ci tam to kto?
- A to jest cała nasza duma, czyli wszystkie szczeniaki jakie się w ogóle znajdują w tej watasze.
- Dużo was jest, prawda?
- Tak całkiem sporo, mamy w szczeniakach dwa basiory i pięć wader.
- No to wadery prowadzą. - uśmiechnęłam się nieco.
- Kochani, to jest Nutella. - zwróciła się do reszty.
- Cześć Nutella, jestem Dante! - wyszczerzył swoją mordkę.
- To mój brat, nie przejmuj się nim. - powiedziała
- To jest Astrid, niedawno dołączyła
- Hejka - odpowiedziała Astrid
- To Wissy i Valka
- Siemka! - powiedziały razem
- Wissy jest ślepa na jedno oko - powiedziała mi do ucha
- A to maleństwo to Telleni, najmłodsza z nas.
- Dzień Dobry - powiedziała przestraszona Telleni
- A... jeszcze trochę i nie pokazała Ci Wondersa!
Basiorek się raptownie odezwał:
- Cześć Nutella, jestem Wonders
- Cześć, Wonders.
- Ej... Sohara?
- O co gra Nutella?
- A w ogóle mogę tu zostać?
- Oczywiście! Teraz można do nas dołączyć! Jak chcesz to zostań członkinią.
Przez chwile milczałam namyślając się, ale w końcu powiedziałam:
- TAK! Zostanę tu!
Wszyscy zaczęli sie cieszyć, oprócz małej Telleni.
-Hej mała, o co chodzi, czemu się nie cieszysz?
- Chce mi sie baardzo spać - mruknęła mała po czym od razu ziewnęła.
- Ej, Sohara.
- Co Nutella?
- Mała chce spać.
- No faktycznie, późno jest.
- Hej Tell, chodź tu, idziemy już!
- Dobrze Sohara!
- A czemu jesteście tu sami? Bez opiekunów? - spytałam z ciekawością - A zwłaszcza ta mała?
- Bo to jest teren tylko dla nas.
- Aha... Chyba że tak - mruknęłam pod nosem
- Coś mówiłaś? - rzekła Sohara
- Nie nic.
No i tak szliśmy, i szliśmy aż doszliśmy do serca watahy
- To mówisz Sohara, że mogę dołączyć?
- Tak, możesz.
- A Alfy nie trzeba się spytać?
- Nie... Zresztą i tak naszą Alfą tymczasowo jest Alexander.
- A kto jest takim... stałym Alfą? - No bo przecież nie mogłam dołączyć i nie wiedzieć jak nazywa się Alfa.
- Jest nią Kiiyuko.
- Aha... A gdzie mogę zamieszkać?
- Nie wiem, Telleni czasem śpi u mnie, lub Ice, częściej u mnie, jak Kiiyuko wróci to się spytamy. Alexander ma mnóstwo roboty.
- Ja chyba zanocuje dzisiaj na świeżym powietrzu, nie raz tak spałam, więc jestem przyzwyczajona. - uśmiechnęłam się do wszystkich
- No jak wolisz. - rzekła Sohara
<Któryś szczeniak?>
Od Ajaxa "Tajemnica starej księgi" cz.14 (cd. Rose)
- Lepiej myślę w kątach. Usiądę w kącie i pomyślę. - Powiedziałem i tak
zrobiłem. Rose była odwrócona do mnie tyłem, także myślała.
Po kilku sekundach myślenia na moją głowę spadła czarna, gładka szmata, zasłaniając mi oczy. Była dokładnie taka sama, jak ta, którą miała na sobie Liferia (a przynajmniej na taką wyglądała z bliska).
Przerażony natychmiast stargałem ją z głowy. Okropnie śmierdziała! Trzymając ją za koniuszek popatrzyłem na nią jednym okiem. Była cała pokryta krwią (nie wiem czyją) i poszarpana. Puściłem ją na ziemię i oparłem się o ścianę.
Coś mówiło mi, bym skierował wzrok w górę, więc to zrobiłem. Pod sufitem, na wysokim regale leżała ONA! Tajemnicza wadera, Liferia...
Jej pysk i łapy pokryte tą samą krwią, co szmata... A w jej pysku... Odcięta głowa... Jakiegoś wilka...
Jego krew kilka razy kapnęła na mój pysk. Byłem tak przerażony, że nie byłem w stanie się ruszyć, ani nic powiedzieć.
- A więc zaglądnęliście? - Uśmiechnęła się - Wasz błąd. Będziecie następni.
Wziąłem pierwszą lepszą książkę i w nią rzuciłem, a ona zniknęła.
- Ajax, co w ciebie wstąpiło? Czemu rzucasz książkami? - Zapytała Rose zdezorientowana.
- T-ty... Ty jej nie widziałaś?
- Kogo?
- Liferii... Była tam na regale i trzymała w głowie odciętą głowę wilka... P-powiedziała, że będziemy następni... - Powiedziałem cicho. Zaraz zorientowałem się, że krew tego wilka i szmata zniknęły...
<Rose?>
Po kilku sekundach myślenia na moją głowę spadła czarna, gładka szmata, zasłaniając mi oczy. Była dokładnie taka sama, jak ta, którą miała na sobie Liferia (a przynajmniej na taką wyglądała z bliska).
Przerażony natychmiast stargałem ją z głowy. Okropnie śmierdziała! Trzymając ją za koniuszek popatrzyłem na nią jednym okiem. Była cała pokryta krwią (nie wiem czyją) i poszarpana. Puściłem ją na ziemię i oparłem się o ścianę.
Coś mówiło mi, bym skierował wzrok w górę, więc to zrobiłem. Pod sufitem, na wysokim regale leżała ONA! Tajemnicza wadera, Liferia...
Jej pysk i łapy pokryte tą samą krwią, co szmata... A w jej pysku... Odcięta głowa... Jakiegoś wilka...
Jego krew kilka razy kapnęła na mój pysk. Byłem tak przerażony, że nie byłem w stanie się ruszyć, ani nic powiedzieć.
- A więc zaglądnęliście? - Uśmiechnęła się - Wasz błąd. Będziecie następni.
Wziąłem pierwszą lepszą książkę i w nią rzuciłem, a ona zniknęła.
- Ajax, co w ciebie wstąpiło? Czemu rzucasz książkami? - Zapytała Rose zdezorientowana.
- T-ty... Ty jej nie widziałaś?
- Kogo?
- Liferii... Była tam na regale i trzymała w głowie odciętą głowę wilka... P-powiedziała, że będziemy następni... - Powiedziałem cicho. Zaraz zorientowałem się, że krew tego wilka i szmata zniknęły...
<Rose?>
Od Sagriny " Powrót..." cz.1 (cd. Alexander)
Szłam powoli między drzewami. Słyszałam śpiew ptaków, szum traw. Wiatr
lekko łaskotał mnie w pysk. Czułam woń wilków z "mojej watahy" .
Przyśpieszyłam chód, po chwili zaczęła bieg. Ujrzałam Sorę, ale jak
najszybciej ominęłam ją i pobiegłam dalej. Chyba mnie zauważyła, ale nie
mogę spojrzeć jej w oczy. To co zrobiłam było niewybaczalne,
przynajmniej ja tak myślałam. Odeszłam bez słowa nie żegnając się z
nikim, ale musiałam odejść. Udałam się do jaskini Kii. Nikogo tam nie
zastałam. Zrobiłam trzy kroki w tył. Ktoś stał za mną. Powoli się
odwróciłam, ujrzałam Alexandra.
- Witaj Alexandrze, nie wiem czy mnie pamiętasz... - położyłam uszy po sobie
- Pamiętam, aż tak nie mam słabej pamięci...
- Chciałam prosić o "pozwolenie" powrócenia do watahy. - próbowałam nie patrzeć mu w oczy.
<Alexnader?>
- Witaj Alexandrze, nie wiem czy mnie pamiętasz... - położyłam uszy po sobie
- Pamiętam, aż tak nie mam słabej pamięci...
- Chciałam prosić o "pozwolenie" powrócenia do watahy. - próbowałam nie patrzeć mu w oczy.
<Alexnader?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)