Jestem zbłąkanym wilkiem. Szukam cichego miejsca. Cichego, ale nie
pustego. Z wielu watah mnie wyrzucano. Prędzej czy później po prostu
robiłem coś "zakazanego" (Co to za słowo?) i byłem za to wydalany. Jak
ostatni wyrzutek. Chyba taki też byłem. Pewnie taki też jestem, sam już
nie wiem, jestem przecież niepoczytalny.
Mimo to, los potrafi się odmienić. Zawsze w to wierzyłem. Posłuchajcie...
Gorąco. To chyba lato, dawno nie widziałem kalendarza. Na jednej z
kolejnych ścieżek, które sam wytyczam spotkałem "Brata od Ziemi". Tak
nazywam wilki, z którymi połączył mnie brak domu. Naszym domem jest
Ziemia, która jak matka nas karmi i wychowuje.
Ów Brat wyglądał na zmęczonego. Usiadł pod drzewem i odetchnął głęboko. Postanowiłem przysiąść obok.
- Witaj bracie! - szpanuje udawaną normalnością.
- Ano witaj. - odpowiada mi z mniejszym entuzjazmem.
Kontakt nawiązany! Teraz tylko udawać normalnego jak najdłużej.
- Co porabiasz w tych terenach? - Zapytałem.
- Żyję. To mój dom. A ty, szukasz czegoś? - jego grzeczność na kilometr śmierdziała wymuszeniem i złudzeniem.
- Nie, nie... Tylko przechodzę. Może dziwnie to zabrzmiało ale... Nie ma tu jakiejś grupy wilków?
Teraz to już spojrzał na mnie jak na idiotę. Widocznie mieliśmy inne spojrzenie na świat. Mimo to po chwili odpowiedział.
- Widziałem tu parę wilków, ale na co ci to wiedzieć? Wolność ci się znudziła?
W tym momencie zacząłem sam wymykać się sobie z pod kontroli.
- WILKI? W którą stronę?! - wykrzyczałem zrywając się na łapy.
Chyba mnie przejrzał. Chyba zauważył, że nie ma sensu mi tłumaczyć, żebym nie rezygnował z wolności.
- W tamtą... - odpowiedział i skinął lekko głową w przód. Szybko spojrzałem w te stronę.
- WIIIILKIII! - Krzyknąłem i zacząłem biec w pokazaną mi stronę. To był
jeden z tych momentów, kiedy nie myśli się o tym co jest teraz, tylko o
najbliższej przyszłości. A może ten Wilk mnie okłamał, żebym sobie
poszedł? Wrócę się i ukatrupię!
Biegnę tak co sił w nogach, aż widzę to. Widzę WILKIIII! Inne niż ja!
Takie kolorowe!!! I żywe! Brat nie kłamał! Entuzjazmowi nie było końca
do czasu, aż wpadłem do strumienia. Że był już zmierzch, przenocowałem w
tych terenach, a rano zgłosiłem się do Alfy. Przyjęli mnie,
dowiedziałem się że to Wataha Magicznych Wilków. Ona zaś nie dowiedziała
się, że jestem niezrównoważony. To chyba dobrze. A o dalszym życiu
opowiem wam kiedy indziej, przy innej okazji...
Uwagi: Literówki. Nie "odrzutek", tylko "wyrzutek". (Źle piszesz nawiasy. Te Spacje są zbędne). Wilki nie mają nóg, tylko łapy.
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
czwartek, 4 lutego 2016
Od Pyroxa "Dałeś się oszukać"
Urodziłem się jak
normalny szczeniak, ale to, co później się stało, zmieniło ten
fakt...
Był to zwykły dzień,
bawiłem się w swojej wiosce z przyjaciółmi w popychańca. Jak
zawsze, myślałem, że wpadnę w krzaki, ale jeden z wilków tak
mnie popchnął, że wleciałem do lasu. Tam poczułem, że leżę na
kimś, na jakimś.... Basiorze? Szybko wstałem, by powiedzieć "przepraszam", ale on wziął mnie za futro, rzucił o ziemię i
powiedział:
- Zajmijcie się nim, bo
jeszcze poleci durny do rodziców i wypapla! - krzyknął do reszty
swojej grupy.
Już mieli mnie upchać do
worka, a ja ugryzłem jednego z nich w łapę, puścił mnie i im
uciekłem. Jak najszybciej pobiegłem do swojej wsi, aby ostrzec
resztę przed nadchodzącymi oddziałami napastników. Jednak na
mojej drodze, znikąd pojawiła się dziwna istota i przemówiła:
- Ojej! Maluszek chce ocalić
dom! - Drwiła ze mnie - Urocze, ale głupie, nawet jak na
kurduplowatego psa! Oni są już atakowani, jeżeli tam dojdziesz,
również i ciebie wezmą do niewoli! - kontynuowała – Jeżeli
masz zamiar ich pokonać, musisz się mnie posłuchać! Mam da ciebie
układ, ja wejdę do twojego ciała, a ty pokonasz wszystkich wrogów!
- zakończyła swą wypowiedź.
Niby nie byłem aż tak
głupi, aby dać się skusić, jednakże chciałem uratować swoją
rodzinę. Zgodziłem się na to, co mi zaproponowała. Zaczęła
wypowiadać dziwne słowa, jakby zaklęcia. Wtem, poczułem nagły
przyrost mocy, głowa mi pękała a sam już nie potrafiłem
kontrolować tego, co się ze mną dzieje. Widziałem wszystko, co
się działo. Biegłem w stronę osady, gdy nagle napadł na mnie
jeden z wojowników. Normalnie bym uciekał, ale to "coś" kazało
dla mojego ciała wystrzelić strumień ognia, który pokonał
atakującego nieznajomego.
- Kurczę! - zachwyciłem
się ,,swoim” czynem. - Mam przeogromną moc!
Zmierzałem ku mojej
chatce, gdzie stało trzech przeciwników. Głowa bolała mnie
mocniej, a moc wzrosła do niezwykłego (jak na mnie) poziomu!
Zaatakowałem wszystkich naraz, jednak ci byli silniejsi od
pierwszego, i wgryzły się we mnie. Poczułem ból dużo mocniejszy,
niż powinien być, jednak nagle zacząłem cały płonąć. Z
przypalonymi pyskami padli na ziemię. Wszedłem do przedpokoju.
Moich rodziców tam nie było. Miałem ich szukać, jednak moje nowe
oblicze pomyślało, że podpali mi osadę!
- Stój, co ty robisz?! -
Odezwałem się do dziwnego stworzenia. - A jak myślisz? Korzystam
ze swojego nowego ciała! Nie jestem dobry, ja stoję po złej
stronie, a ty dałeś się oszukać jak ostatni frajer! -
Odpowiedziała mi z drwiną w głosie.
Próbowałem odzyskać
kontrolę nad ciałem, jednak opanowanie go było niemożliwe. Stałem
się bestią, istną maszyną do zabijania! Nim się obejrzałem, po
dawnym miejscu zamieszkania nie zostało nawet śladu. Wszędzie
walały się kamienie, niedopalone kawałki drewna, a w powietrzu
czuć było popiół.
- Co żeś najlepszego
zrobił?! Ty potworze bez serca! Nigdy ci tego nie daruję!!! -
Powiedziałem ze łzami w oczach.
- Ależ ja tylko zrobiłem
to, co chciałem. Zgodziłeś się, abym wszedł w twoje ciało. -
Powiedziało spokojnie.
Wtedy zdałem sobie sprawę
z tego, w co się wpakowałem. Właśnie wpuściłem do swojego ciała
istnego demona! Zacząłem nagle kontrolować moje ruchy. Pobiegłem
szybko do bardzo wysokiego klifu i powiedziałem:
- Jeżeli dalej będziesz
sobie kierował mną bez mojego pozwolenia, spadnę stąd, i zginiesz
razem ze mną! - szantażowałem go
- Jestem nieśmiertelny!
- odpowiedział spokojnie
- Już nie, teraz jesteś
materialny. - uśmiechnąłem się niewidocznie
- Och... No tak....
Dobra, zrobię, co każesz! - wystraszył się bardzo widocznie
- To dobrze, szkoda, że
dopiero o tym pomyślałeś po zabiciu moich rodziców!
- Nie masz pewności, czy
są martwi, mogli jednocześnie uciec z pożaru, gdy ty akurat nie
widziałeś – uspokajał mnie
Pomyślałem, że te coś
może mieć dużo racji, jednak zapytałem się o coś innego:
- Czym ty tak w ogóle
jesteś, i jak się nazywasz? - powiedziałem, jak do normalnej osoby
- Jestem Gastor, należę
do tych duchów, które przejmują ciała innych stworzeń, aby móc
nimi sterować jak marionetkami – przedstawił się duch – A ty,
kim jesteś? Cóż, trzeba przyznać, że jak na kogoś, który zabił
setki istnień, był dość uprzejmy.
- Jestem Pyrox, magiczny wilk, który już nie ma rodziców.... Chyba – również się mu przedstawiłem
- Jestem Pyrox, magiczny wilk, który już nie ma rodziców.... Chyba – również się mu przedstawiłem
Ruszyliśmy w drogę,
szukać miejsca na przenocowanie. Wędrowaliśmy dość długo
rozmawiając o różnych rzeczach. Nim zdążyliśmy to zauważyć,
już była noc. Wlazłem na drzewo, i tam zasnąłem. Kolejny
dzień, kolejna długa droga do przebycia. Wędrowaliśmy już ładne
parę godzin. Wreszcie doszliśmy na pewno piękne terytorium.
- Gastor, czy wiesz, co
to za miejsce?! - Krzyknąłem uradowany.
- Nie – odpowiedział
zgodnie z prawdą duch
- To Wrzosowa Łąka!
Jeden z terenów Watahy Magicznych wilków, o której opowiadała mi
mama! Jesteśmy uratowani! - pękałem ze szczęścia – wystarczy,
że pójdziemy dalej, a tam powinien być wilczy szpital, a potem
jaskinie i wreszcie jaskinie alf!
- I co to nam daje? -
spytał
- Ty jesteś taki głupi,
czy tylko udajesz? Możemy ich się zapytać, czy możemy... Znaczy
znaczy czy ja mogę dołączyć do watahy! - mówiłem radosnym tonem
Do jaskini Alf było
trochę daleko, jednak nie zrażaliśmy się tym. Po jakiejś
godzinie błądzenia, doszliśmy do celu.
- No cóż, jesteśmy. -
oznajmiłem – Mam nadzieję, że Alfa będzie przyjaźnie
nastawiona... No wiesz, bo jeżeli będzie coś do mnie miała, to
nawet jeżeli mnie wspomożesz, to nie damy sobie rady!
- Może nie wchodźmy tak
od razu, może robi coś ważnego, i jak tylko zobaczy kogoś obcego,
od razu zaatakuje? - Pomyślał Gastor
- Dobra, to co, mam
zapukać? Tu nie ma drzwi! - Odpowiedziałem zażenowany – Może
lepiej wejść i powiedzieć "Przepraszam, czy jest tu kto"?
- Nie brzmi to źle, ale
lepiej przygotuj się do ucieczki, może akurat będzie w złym
humorze – Powiedział mój kompan
Podszedłem do wejścia,
powiedziałem, co zaplanowałem i ku moim oczom ukazała się Alfa i
powiedziała do mnie:
- Jestem Suzanna, Alfa Watahy Magicznych Wilków, co cię tu sprowadza? - Powiedziała ze
spokojem w głosie.
- Szukam nowego domu...
Stary zniszczy... Znaczy ktoś zniszczył.. - powiedziałem
przypominając sobie, co okropnego się wtedy stało.
- Ty, ta wadera wygląda
całkiem nieźle! - Odezwał się nieproszony Gastor z głębi mojego
ciała
- Co? - zdziwiła się
Suzanna
- Nie wiesz, kiedy się
zamknąć? - Odpowiedziałem do niego szeptem – Znaczy... Czy
mógłbym wstąpić do watahy? - Zapytałem się.
- Nie mam nic przeciwko
temu, jeżeli nie będziesz przeszkadzał reszcie watahy –
odpowiedziała
Zostałem przyjęty,
wreszcie znalazłem nowy dom! Wciąż zastanawiam się, czy moi
rodzice żyją, jednak już teraz rozpocząłem nowy etap w moim
życiu.
Uwagi: Nie twórz cudzysłowie za pomocą dwóch przecinków! Wrzosowa Łąka oraz Wataha Magicznych Wilków to nazwa miejsca, więc powinno się ją zapisywać z wielkich liter.
Uwagi: Nie twórz cudzysłowie za pomocą dwóch przecinków! Wrzosowa Łąka oraz Wataha Magicznych Wilków to nazwa miejsca, więc powinno się ją zapisywać z wielkich liter.
środa, 3 lutego 2016
Od Yuki „Dziennik” nr. 1 (chętny)
(akcja toczy się jeszcze za czasu, gdy Yuki była szczeniakiem)
Dzień jak co dzień. Około południa wyszłam na spacer po terenach watahy.
Mróz mroził moje rany po ugryzieniach. Cisza uspokajała moje zmysły.
Ziemia była twarda i nie pozostawiała śladów łap. Co najwyżej pazurów. Gdy przechodziłam obok Mrocznego Lasu, potknęłam się o coś. Był to
arkusz papieru spleciony razem sznurkiem. Papier był poplamiony
atramentem zmieszanym z krwią. Z nieczytelnych
napisów przeczytałam tylko "Dzi nik nr 13". Uzupełniłam wyraz i wyszło mi
Dziennik numer trzynaście. Zaciekawiona, co się kryje w środku zabrałam go w
pysk. Poczułam twarde kartki zmarznięte od mrozu. Popędziłam w stronę
jaskini. Po kilkudziesięciu minutach dotarłam do celu. Usiadłam tak,
aby światło oświetlało dziennik. Przewróciłam stronę. Pisało tam czarnym
atramentem: „Oni na mnie patrzą, są coraz bliżej”, a pod tym napis „Nie powinienem go pisać, ale
muszę… mój ostatni dziennik”, było to niepokojące. Ale pomyślałam, że to może być jakiś taki wstęp do książki. Na następnej stronie było „Zaawansowana magia i posługa żywiołami”. Były
tam różne poradniki - jak się przeteleportować, jak wejść w przedmiot,
jak ożywić wilka, jak wejść do umysły i tak dalej. Wczytałam się. Po paru
godzinach spędzonych jak mól książkowy doszłam do rozdziału „Magiczne zwierzęta”. Książka
była na
tyle ciekawa, że nim się obejrzałam był już ranek. Nie przeczytałam
jeszcze ćwierci tej książki. Była bardzo gruba. Na niektórych stronach
czasem pismo się urywało i pisało np. „Zbliżają się” lub „Nie chcę tego”.
Nastało popołudnie. Stałam się głodna. Zamknęłam w końcu dziennik i
poszłam po coś do jedzenia. „Jeżeli jest to dziennik numer trzynaście i jego
ostatni, to musi być ich więcej” myślałam „a co jeżeli ktoś z watahy ma
dziennik?”. Zabrałam mój dawny koszyk, którym parę mieś temu niosłam
prowiant, włożyłam do jednego dziennik i spróbowałam je założyć na
siebie. Koniec końców się udało… cudem. Wyszłam z jaskini. Zaczęłam
węszyć jakiegoś wilka. Szukałam go kilkanaście minut.
<Chętny? Jeżeli ktoś się zaciekawi tym op. Proszę o zapoznaniu się z tym, że każdy dziennik ma swoją tematykę i wylew jakiejś łapy/dłoni/kopyta/szponów, w niektórych okładka może być poszarpana>
Uwagi: Po skrócie od słowa "numer" nie piszemy kropki. Liczby piszemy słownie. Mroczny Las to nazwa miejsca, więc powinno się ją pisać z wielkich liter. Powtórzenia wyrazów... Jak mogło to tam "pisać czarnym atramentem"? Jak już, to "było napisane...". Pisać a napisane to nie jest jedno i to samo. Rozwijamy skróty!
Od Yuki "Mroczny zamek" cz. 2
Wędrowałam
po nieskończonym korytarzu. Ból głowy był nieznośny więc co chwilę
przystawałam opierając się o brudne ściany poplamione jakąś mazią. Moje
futro na lewym boku było już całe poplamione od tej mazi. Jak dalej
szłam wzdłuż korytarza to ściany rozbiły się węższe. "Niech mi nie
mówią, że idę w złą drogę" powiedziałam. Gdy popatrzałam naprzód,
podczas gdy opierałam się o ścianę, zauważyłam tamtą
kobietę. Stała w rozszerzeniu ścian. Wyglądała jakby się czaiła na kogoś,
kto stał za ścianą. Zaczęłam iść wolniej i ciszej, uważając gdzie
stawiam łapy. Gdy byłam parę metrów od niej, ona odwróciła się w moją
stronę. Pokazała abym się zatrzymała. Nie rozumiałam po jakiej ona jest
stronie. Tego zamku czy mojej. "Klucz w misce... A teraz jeszcze To..."
rozmyślałam. Nagle usłyszałam dziwny odgłos, przez który przeszły mnie
ciarki. Dopiero teraz zauważyłam, że trzymała coś
w jednej ręce. Nagle to coś rzuciła za ścianę. Warczenie, piski i wycia
dobiegały zza ściany. Odwróciła się w moją stronę i pokazała, że mam za
nią iść. "Mam za nią iść? Po co?" Pomyślałam. Stałam tak zdezorientowana
aż ona nagle walnęła mnie laską. "POŻAŁUJE" krzyknęłam w myślach.
Rzuciłam się na nią, jednak chybiłam, bo uciekła za ścianę. Zaczęłam ją
gonić. Zauważyłam, że ona prowadzi mnie do schodów. Wbiegła na schody, a
ja za nią skoczyłam na pierwszy stopień. Pobiegła na
górę schodów. Podążałam za nią. Zatrzymała się przy wyjściu z klatki
schodowej. Wbiegłam na ostatni stopień, na którym stała ona. Stała i
słuchała co się dzieje za drzwiami. Usłyszałam nucenie z dołu. Kobieta
zdesperowana popatrzała na mnie swoimi oczodołami, na których była
naciągnięta brązowa skóra. "Ufasz mi?" usłyszałam głos w mojej głowie.
"TY MÓWISZ?!" krzyknęłam w myślach. "No raczej!" ten sam głos odezwał
się w mojej głowię. "Nie wiem co chcesz
zrobić... " pomyślałam niepewnie. Wyciągnęła łańcuch z pleców i kucnęła.
"Nie ruszaj się" głos zabrzmiał wtedy, kiedy zaczęła zawiązywać moje
przednie łapy. "Co Ty robisz?!" pomyślałam. "Pomagam ci wydostać się z
zamku" odpowiedziała, wtedy kiedy skończyła zawiązywać moje przednie łapy, a zaczęła zawiązywać tylne. Usłyszałam kroki z dołu schodów. Kobieta
zaczęła zawiązywać mój pysk. Gdy skończył się jej łańcuch, zabrała mnie
na ręce. "Żeby nikt mnie nie zobaczył"
pomyślałam. "Udawaj, że zemdlałaś" głos zabrzmiał w mojej głowie.
Zamknęłam oczy i puściłam swoje ciało jak bym nie miała nad nim
kontroli. Poczułam obecność kogoś lub czegoś. Kroki się zatrzymały.
Chwila ciszy. Czułam, że kobieta rozmawia z kimś w umyśle. Nagle kroki
podeszły bliżej. Poczułam okropny smród. Nagle ktoś zaczął mnie wąchać.
Po chwili napięcia kroki odeszły. Odetchnełam z ulgą. Otworzyłam
oczy. "Czekaj..." powiedziała mi w myślach. "Musimy przejść przez pokój
pielęgniarek" powiedziała. Zrozumiałam, że mam zamknąć oczy. Kobieta
weszła do pokoju. Cisza. Czułam się jak pupilek noszony na rękach.
Dyskomfort namawiał mnie do ucieczki, ale próbowałam nie uciekać. Po
chwili kobieta położyła mnie na ziemi. Otworzyłam oczy. Korytarz.
Kobieta miała ubrudzone ręce od mazi, która była na moim barku. Kucnęła i
zaczeła rozplątywać łańcuchy. Po chwili byłam już wolna.
"Musisz dalej pójść sama" zabrzmiał znów głos w moich myślach. "Tu masz
wskazówki, jak gdzie dojść" dała mi papierek, który okazał się być mapą.
Chwyciłam go w pysk. "Dziękuje ci" pomyślałam. Ona poszła do tyłu,
żegnając się. Spojrzałam na mapę."Więc... muszę iść prosto i potem
skręcić w prawo, tam są schody do parteru. Ach... mapa samej piwnicy..."
pomyślałam. Zwinęłam mapę, zabrałam ją w pysk i zaczęłam iść prosto
przez ciemny korytarz. Według mnie nie można było go nazwać ciemnym,
ponieważ doskonale widziałam w ciemności. Gdy doszłam do końca korytarza
ujrzałam stare kręcone kamienne schody. Po paru schodkach od razu
wiedziałam, że kręcone schody nie należą do moich ulubionych. Nagle
stawało się jaśniej. Doszłam do końca drzwi. Okazało się, że koło drzwi
stała pochodnia. Wyrzuciłam mapę i spróbowałam otworzyć drzwi. Musiałam
stać na tylnich łapach by tą klamkę otworzyć. Koniec końców się udało.
Weszłam do pokoju z zegarem. Tym samym co wtedy. Krótsza
wskazówka była za liczbą jeden, a dłuższa koło trzy. "Pamiętam drogę
powrotną" pomyślałam i zaczęłam iść pokojami. Doszłam w końcu do
wyjścia. "To piekło się w końcu skończy" nasyneła mi się myśl.
Popchnęłam drzwi. Nie chciały się ruszyć. Zaczęłam je pchać jeszcze
mocniej.
- No proszę... - powiedziałam, zaciskając kły i pchając na nie z
jeszcze większą siłą. Tu nie wydawały się na spróchniałe, raczej na
solidne. Usłyszałam śmiech za sobą. Był kobiecy, tak jakby
podwójny.
- Głupia - powiedział - jakbyś nie wiedziała, że stąd nie ma ucieczki... Yuko, daj spokój - "Skąd ten ktoś zna moje imię?" pomyślałam - przecież marzyłaś o miejscu, w którym będziesz szanowana i znana - nie dość, że znała moje imię to jeszcze moje marzenie, po tym jak Ripple zmarła - popatrz mi w oczy, nie stój jak słup soli - odwróciłam się. To była moja matka.
- To niemożliwe... - powiedziałam - przecież zginęłaś, Ojciec cię zabił...
- Dostałam drugą szansę - powiedziała. Naglę zauważyłam, że jej lewa tylna łapę jest niebieska. Zrozumiałam że ten zamek chce mnie wykończyć.
<C.D.N>
Uwagi: Powtórzenia again. Nie chce mi się ich poprawiać. Czemu "oplamione"? Nie powinno być "poplamione"? "Wzdłuż" piszemy razem. "Węższe" całkowicie pokręciłaś i wyszło Ci strasznie dziwne słowo, a mianowicie "węrzszę". "Naprzód" w tym kontekście piszemy razem. Po raz kolejny przekręciłaś słowo, czyli zamiast "rozszerzeniu" napisałaś mi "rozżeszeniu"... No i nie bardzo wiem, czym jest to "rozszerzenie ścian". "Warczenie, piaski i wycia"... zaraz, jakie piaski? Zapominasz o ogonkach pod "e" w niektórych czasownikach (wzięła, kucnęła, odetchnęłam, zaczęła itd.). "Kątrola"? Doprawdy, ciekawe. "Kontrola" piszemy przez "on". Nie "tylnie łapy", tylko "tylne łapy"! Napisałaś wszystko w jednym akapicie... wygodniej się czyta, gdy jest on jakoś podzielony. "Jakby" piszemy razem. "Z tond"... ja nie wierzę... trzy błędy w wyrazie czteroliterowym... "stąd", jak już.
- Głupia - powiedział - jakbyś nie wiedziała, że stąd nie ma ucieczki... Yuko, daj spokój - "Skąd ten ktoś zna moje imię?" pomyślałam - przecież marzyłaś o miejscu, w którym będziesz szanowana i znana - nie dość, że znała moje imię to jeszcze moje marzenie, po tym jak Ripple zmarła - popatrz mi w oczy, nie stój jak słup soli - odwróciłam się. To była moja matka.
- To niemożliwe... - powiedziałam - przecież zginęłaś, Ojciec cię zabił...
- Dostałam drugą szansę - powiedziała. Naglę zauważyłam, że jej lewa tylna łapę jest niebieska. Zrozumiałam że ten zamek chce mnie wykończyć.
<C.D.N>
Uwagi: Powtórzenia again. Nie chce mi się ich poprawiać. Czemu "oplamione"? Nie powinno być "poplamione"? "Wzdłuż" piszemy razem. "Węższe" całkowicie pokręciłaś i wyszło Ci strasznie dziwne słowo, a mianowicie "węrzszę". "Naprzód" w tym kontekście piszemy razem. Po raz kolejny przekręciłaś słowo, czyli zamiast "rozszerzeniu" napisałaś mi "rozżeszeniu"... No i nie bardzo wiem, czym jest to "rozszerzenie ścian". "Warczenie, piaski i wycia"... zaraz, jakie piaski? Zapominasz o ogonkach pod "e" w niektórych czasownikach (wzięła, kucnęła, odetchnęłam, zaczęła itd.). "Kątrola"? Doprawdy, ciekawe. "Kontrola" piszemy przez "on". Nie "tylnie łapy", tylko "tylne łapy"! Napisałaś wszystko w jednym akapicie... wygodniej się czyta, gdy jest on jakoś podzielony. "Jakby" piszemy razem. "Z tond"... ja nie wierzę... trzy błędy w wyrazie czteroliterowym... "stąd", jak już.
Subskrybuj:
Posty (Atom)