Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 18 września 2015

Od Kiiyuko "W poszukiwaniu szczęścia" cz.4 (cd. chętny)

 Trzecie op. na wrześniowy Tematyczny Weekend!
- Ma ktoś urządzenie do strojenia gitary? - zapytała Li Vane.
- Urządzenie do strojenia... czego? - odpowiedziałam w osłupieniu.
- No, gitary... - mruknęła dziewczyna, unosząc instrument do góry. Dopiero po chwili zorientowałam się, o czym mówiła. Patrzyłam z zainteresowaniem na gitarę elektryczną, zupełnie jakby była niezwykle magicznym i zaskakującym przedmiotem. Co prawda wiedziałam, do czego służy i jak się nią posługiwać, ale i tak zastanowiło mnie to, jak jakieś urządzenie może stroić instrument. A może jednak? W końcu straciłam pamięć i mogłam wielu rzeczy nie wiedzieć. Może po prostu zapomniałam.
- No cóż, nie jestem człowiekiem, więc nawet nie mam pojęcia, jak się czymś takim posłużyć. - uśmiechnęłam się do niej serdecznie. - Może ktoś inny ma coś takiego? - zwróciłam się do pozostałych wilków. Ci popatrzyli na siebie, jakby namyślali się, co odpowiedzieć.
- Kiiyuko, ależ ty potrafisz zmieniać się w człowieka... - powiedziała ze spokojem stojąca za mną Astrid.
- Och, naprawdę? - uradowałam się. Chyba naprawdę wiele rzeczy musiało mnie ominąć, począwszy od tego, że niegdyś byłam tutejszą Alfą, a skończywszy właśnie na tej wiadomości.
Zastanawiające było jeszcze, kto jest obecnie Alfą. Mój zaufany przyjaciel? Może po prostu już nie miałam ochoty zajmować się nowicjuszami i wolałam imprezować? Zapewne tak właśnie było. Nie doszły do mnie słuchy, bym się z kimkolwiek hajtnęła.
- Naprawdę, naprawdę. Możesz nawet sprawdzić. - machnęła nonszalancko łapą.
- Ok! - wykrzyknęłam i po chwili zesztywniałam. Jak mogłam się o tym upewnić? Najczęstszym sposobem na uaktywnienie zaklęć było chyba zamknięcie oczu, skupienie się i wyobrażenie danego zjawiska, jakie chciało się wywołać. Zrobiłam więc tak, jak podawała większość wskazówek, które uroiłam sobie w moim wyczyszczonym umyśle. Gdy uchyliłam powieki, górowała nad głowami innych wilków, które bacznie mnie obserwowały. Wyciągnęłam przed siebie łapy... a raczej jasne i delikatne dłonie, zwieńczone smukłymi palcami. Udało się! Uniosłam najpierw jedną, później drugą nogę. Byłam zachwycona swoim nowym ciałem. Mój wzrost nie był większy, niż ten osiągalny przez ludzką formę Li Vane, ale i tak dostatecznie zadowalający, że nie robiłam sobie z tego powodu wywodów. Wilki nie spuszczały mnie z oczu nawet wtedy, gdy poprawiłam sobie niesforną grzywkę, przeczesując palcami włosy. Zaśmiałam się lekko, gdy włoski połaskotały moją skórę. Ciało wilka było mniej czułe na zmysł dotyku, dlatego nowe odczucie wydało mi się niezwykle fascynujące.
Li Vane zdawała się nie zauważać mojego radosnego zaskoczenia, bo była do reszty pochłonięta do reszty samodzielnym strojeniem gitary. Dante i Astrid również zmienili się w ludzi, gdyż przyjęli do wiadomości, że reszta przebywających tam wilków zrobiła chwilę temu to samo, ponieważ używanie rąk do wszelkich prac przygotowawczych były dużo łatwiejsze, niźli przy użyciu nieudolnych łap. Patrząc na tą dwójkę zaczęłam odnosić wrażenie, że są parą. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Chyba nie zauważyli, że ich obserwuję. Wiązali teraz balony, siedząc na jeszcze ciepłym piasku, który już niebawem miał się drastycznie ochłodzić, bo jesień była sprawcą niższych temperatur powietrza, szczególnie wieczorem i nocą. Rozmawiali między sobą, śmiejąc się co jakiś czas. Byli naprawdę uroczą parą.
Gdy stałam tak zamyślona, dopiero "obudziła mnie" Li Vane, która niespodziewanie postukała mnie palcem po ramieniu. Odwróciłam się w jej stronę.
- Coś się stało?
- Nie, tylko tak sobie pomyślałam... Skoro masz żywioł energii, to mogłabyś spróbować ruszyć wzmacniacz? - wyjaśniła nieśmiało.
- Ja mam żywioł energii? - zdziwiłam się.
- Tak... - mruknęła.
- Super!
Li Vane dalej patrzyła na mnie z oczekiwaniem. Otrząsnęłam się i odpowiedziałam:
- I jasne, mogę spróbować coś z tym zrobić.
Zbliżyłam się do drewnianej skrzyni, z jednej strony pokrytej czarną, drobną siateczką, którą Li nazywała wzmacniaczem. Przyłożyłam dłoń do jednej ze ścianek i postąpiłam w podobny sposób, co w przypadku przemiany do ludzkiej formy. Już po chwili poczułam lekkie mrowienie w żyłach, przechodzące do czubków moich palców. Gdy zaczęło się nasilać, odsunęłam dłoń, by nie uszkodzić urządzenia.
- I jak? - zapytałam, strzepując iskry sypiące z się z moich palców. Czarnowłosa dziewczyna podłączyła jakiś kabelek do jednego z wejść i zagrała akord na gitarze. Z wzmacniacza wydobył się głośny dźwięk, który na nieszczęście natychmiast skierował się w moją stronę. Zakryłam rękoma uszy. Li Vane patrzyła na mnie z przestrachem.
- Wszystko w porządku? Nie bolą cię uszy? To nie było celowe, przepraszam...
Wzięłam ręce i opuściłam je swobodnie wzdłuż ciała. Zaśmiałam się ciepło.
- Tak, jest ok. Zaraz przestanie boleć. Może już wracajmy do przygotowań? - mówiąc to odwróciłam się w kierunku innych obecnych. Miło było patrzeć, jak wszyscy się ze sobą dogadują i nie mają żadnych problemów z komunikacją. - Już niedługo słońce zajdzie, a wtedy reszta watahy zacznie się schodzić.

<Ciąg dalszy może napisać chętny, a raczej dwóch chętnych. Jedna wersja niech nosi tytuł "Przygotowania do imprezy", a druga "Oczekiwanie na zabawę". Mogą opowiadać o zdarzeniach tego dnia w innym miejscu lub z perspektywy innej osoby, która dołączy do nich dopiero później. Do dokończenia możecie dać op. komukolwiek, bądź tak jak ja: do dwóch osób. Chcę, aby jak najwięcej osób zaangażowało się do pisania. :)>

Od Yuki „Podróż” cz.2 (cd. Shayle)

Biegłam przez las w poszukiwaniu ofiar. Przez ten pośpiech byłam zmęczona, więc zwolniłam. Usłyszałam za sobą szelest. „Dopadnę cię” pomyślałam i wskoczyłam w krzaki. Zaczęłam się skradać w tamtą stronę. Poczułam zapach… dziwny zapach. Usłyszałam wzdychanie. Przygotowałam się i skoczyłam. Ku mojemu zdziwieniu był to wilk, a raczej szczeniak. Naskoczyłam mu na grzbiet.
- Ej!!! - krzyknął szczeniak. Jeśli ona chodziła za mną to znaczy, że mnie śledziła. Pewnie od Asai, żeby mnie opierniczyć za nieprzychodzenie do Śnieżnego Lasu
- Czemu mnie śledzisz? - Zapytałam wściekła. Położyła uszy po sobie i zrobiła słodkie oczka. Eh, jak ja nie lubię siebie. Puściłam ją, a ona od razu wstała i zaczęła uciekać. Ruszyłam w pogoń. Nie była dosyć szybka, dlatego dogoniłam ją. Miałam już skoczyć, jak niespodziewanie wskoczyła na drzewo. Nie zorientowałam się i walnęłam w pniak drzewa. Zachichotała, wyszłam na głupka. Czuje taki gniew, że zaraz mogłabym ją rozszarpać na kawałki. Szybkim ruchem wstałam i zaczęłam się wdrapywać na drzewo. Nie szło mi to zbyt dobrze, ale po paru minutkach weszłam w wprawę. A ona stała i się gapiła. Popatrzałam jej prosto w oczy przestraszyła się. Co, aż tak brzydko wyglądam? Zaczęła biec po drzewach. Wkurzyłam się nie na żarty. Czas odblokować ciężki kaliber. Żeby tylko nie zawiodło. Zaczęłam się teleportować. I przeteleportowałam się przed nią. Poczułam jak jej głowa puknęła o moją głowę.


<Shayle?>

Uwagi: powtórzenia wyrazów. Śnieżny Las to nazwa! "Sklapnęła uszy"? Coś jest chyba tutaj nie tak... Poćwicz nad przecinkami. Niektóre zdania wyglądają na niedokończone.

poniedziałek, 14 września 2015

Od Chestera "Zawsze znajdzie się ktoś..." cz. 1 (cd. Ice)

Chodzę po lasach już bardzo długo. Znam je praktycznie na pamięć, wszystkie drzewa, krzaki, paprotki, znam wszystko. Wiem gdzie i w jakim lesie jest wodospad ze źródełkiem... wiem gdzie najlepsza zwierzyna. Kręcę się po znanej mi okolicy, ale dostrzegam za drzewami jakiegoś wilka. Co on tutaj robi, na moim terytorium?! To skandal! Czaję się w krzakach i skaczę na wilka.
- Co ty robisz?! - krzyknął wilk.
Patrzę na niego z pogardą.
- To moje tereny... - warczę.
- Ha, chyba śnisz! Tutaj jest wataha a nie jakieś śmieszne twoje terytorium...
- Co ? Znam te lasy jak własny ogon... nikogo tutaj nigdy nie było .. 
- To chyba las pomyliłeś - zaśmiał mi się w pysk i na mnie splunął.
Biorę głęboki oddech. Chamstwa nie toleruje z niczyjej strony. Rzucam się na niego i lekko kaleczę, za to on mnie atakuje boleśnie. To młody basior, ma więcej siły ode mnie, nie mam co się dziwić. Nagle koło nas staje pełno wilków. No to mam prze**ane...
Uciekam jak najszybciej. Nie mam zamiaru rozstać przekąską. Kaleczę się po drodze i uciekam do kolejnego lasu. Oglądam się za siebie czy mnie nie gonią i wpadam na jakieś futro...
Dlaczego ja mam dzisiaj takiego pecha?!
Wilk na mnie patrzy, jakbym był jakiś inny.
- Cześć, nie szukam kłopotów... ju... już sobie idę... - mówię szybko i odchodzę.
- Jesteś ranny - słyszę za sobą.
- I? Co, dobijesz mnie? - warczę.
- Pomogę ci, jeśli chcesz oczywiście...
- Nie potrzebuje pomocy... chyba.
- Okey, a ty sam wędrujesz? - pyta.
- Tak. Chyba mogę, nie? 
- Oczywiście, a jak masz na imię?
- Chester...
- Miło mi, jestem Ice - odwracam łeb w jej stronę i lekko się uśmiecham.
- Mi też miło.
- Szukasz może watahy? - pyta nagle, a ja się zatrzymuje. Czy ona właśnie oferuje mi jakieś schronienie, "rodzinę"?
- W sumie...
- Super! Chodź - nawet nie pozwoliła mi dokończyć. Ruszyłem za waderą i po dość długiej wędrówce dotarliśmy na miejsce.

<Ice ? ^^> 

Uwagi: Co niektóre zdania piszesz nieco za długie i zapominasz o przecinkach... No i przez znakami interpunkcyjnymi (tak, mówię tu też o wykrzykniku, trzykropku czy znaku zapytania) nie piszemy Spacji.

Od Astrid "Obca czy znajoma?" cz. 11 (cd. Dante)

Kiedy Dante skoczył na Shadow'a, ja po cichu wyszeptałam zaklęcie i stworzyłam swojego klona. Szybko, lecz uważnie przyjrzałam się wilczycy, która się przede mną ukazała. Byłam dość... kolorowa.
Prędko wycofałam się w zarośla. Mój plan był prosty: Znaleźć kogoś i poprosić go o pomoc. Tymczasem mój klon będzie obserwował sytuacje, bym mogła wiedzieć co się tam wydarzyło. Później wessam w siebie swoją kopię i będę znać jego/jej wspomnienia.
Biegłam najszybciej, jak umiałam. Musiałam to zrobić szybko.
Niestety, ale nikogo wokół nie było. czemu zawsze jak potrzebuję kogoś spotkać wokół pustki, a jak potrzebuję samotności na około kręci się masa wilków?
Postanowiłam, że zawrócę. Tak też zrobiłam. Po drodze spotkałam Kazumę. Waderze widocznie się nudziło, ponieważ jak tylko pojawiłam się nie daleko niej wlepiała we mnie wzrok. Odwróciłam się od niej, co okazało się błędem. Kazuma skoczyła na mój grzbiet wbijając w niego ostre pazury. Próbowałam ją zrzucić. Czułam się jak jakiś konik. Po długim wywijaniu się udało mi się ją strącić. Ruszyłam do biegu, musiałam uciec, bo inaczej ona mnie zabije. Kazuma zawzięcie mnie goniła. Udało jej się dosięgnąć mnie swoimi pazurami, które szybko wbiła. Wrzasnęłam z bólu i przyspieszyłam. Samicy po chwili znudziło się gonienie mnie i zawróciła, by poczekać na inną ofiarę. Uff...
Po chwili znalazłam się na miejscu. Mój klon wyszedł mi na przeciw. Wciągnęłam go w siebie, by zobaczyć co się stało pod moją nieobecność. Zobaczyłam, że Dante od tyłu zaatakował Xardon, który wziął się nie wiadomo skąd (widziałam tylko to, co widział mój klon). Iiii... Już nic. Mój sobowtór odwrócił wzrok od walki i widziałam tylko ziemię.
Zdenerwowana warknęłam, po czym rozejrzałam się za Danny'm. Leżał nieprzytomny na ziemi. Jego sierść pokryta była krwią. Szybko zarzuciłam go sobie na grzbiet i doszłam do niedaleko położonej jaskini, która należała do mnie. Kiedy odstawiłam samca, szybko zaczęłam się krzątać wokół. Szukałam różnych ziół, bandaży i innych tego typu rzeczy. Po chwili udało mi się dość nieudolnie zatrzymać krwotok. Łapy trzęsły mi się ze zdenerwowania. Dante dalej był nieprzytomny. Postanowiłam poczekać, aż się obudzi. Położyłam się na ziemi i chyba trochę przysnęłam. Obudziło mnie lekkie szturchanie w bok. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Dante, który rozmazywał się na niebiesko. Od razu zrozumiałam co się dzieje. Dante wstał, a ja na jego oczach wracam do zwyczajnego wyglądu. Uff... Już się bałam, że będę taka kolorowa przez 14 dni...
- Astrid? - spytał basior, kiedy wszystko wróciło do normalnych barw.
- Tak?

<Dante?> 

Uwagi: Prócz drobnych literówek nie zauważyłem poważniejszych błędów. Xardon czy Xander? Zastanawiałem się, lecz uznałem, że to może być inny wilk, niż ten, o którym wspominałaś wcześniej. Jeśli jednak nie, to daj mi znać. ;)