Kiedy Dante skoczył na Shadow'a, ja po cichu wyszeptałam zaklęcie i
stworzyłam swojego klona. Szybko, lecz uważnie przyjrzałam się wilczycy,
która się przede mną ukazała. Byłam dość... kolorowa.
Prędko wycofałam się w zarośla. Mój plan był prosty: Znaleźć kogoś i
poprosić go o pomoc. Tymczasem mój klon będzie obserwował sytuacje, bym
mogła wiedzieć co się tam wydarzyło. Później wessam w siebie swoją kopię
i będę znać jego/jej wspomnienia.
Biegłam najszybciej, jak umiałam. Musiałam to zrobić szybko.
Niestety, ale nikogo wokół nie było. czemu zawsze jak potrzebuję kogoś
spotkać wokół pustki, a jak potrzebuję samotności na około kręci się
masa wilków?
Postanowiłam, że zawrócę. Tak też zrobiłam. Po drodze spotkałam Kazumę.
Waderze widocznie się nudziło, ponieważ jak tylko pojawiłam się nie
daleko niej wlepiała we mnie wzrok. Odwróciłam się od niej, co okazało
się błędem. Kazuma skoczyła na mój grzbiet wbijając w niego ostre
pazury. Próbowałam ją zrzucić. Czułam się jak jakiś konik. Po długim
wywijaniu się udało mi się ją strącić. Ruszyłam do biegu, musiałam
uciec, bo inaczej ona mnie zabije. Kazuma zawzięcie mnie goniła. Udało
jej się dosięgnąć mnie swoimi pazurami, które szybko wbiła. Wrzasnęłam z
bólu i przyspieszyłam. Samicy po chwili znudziło się gonienie mnie i
zawróciła, by poczekać na inną ofiarę. Uff...
Po chwili znalazłam się na miejscu. Mój klon wyszedł mi na przeciw.
Wciągnęłam go w siebie, by zobaczyć co się stało pod moją nieobecność.
Zobaczyłam, że Dante od tyłu zaatakował Xardon, który wziął się nie
wiadomo skąd (widziałam tylko to, co widział mój klon). Iiii... Już nic.
Mój sobowtór odwrócił wzrok od walki i widziałam tylko ziemię.
Zdenerwowana warknęłam, po czym rozejrzałam się za Danny'm. Leżał
nieprzytomny na ziemi. Jego sierść pokryta była krwią. Szybko zarzuciłam
go sobie na grzbiet i doszłam do niedaleko położonej jaskini, która
należała do mnie. Kiedy odstawiłam samca, szybko zaczęłam się krzątać
wokół. Szukałam różnych ziół, bandaży i innych tego typu rzeczy. Po
chwili udało mi się dość nieudolnie zatrzymać krwotok. Łapy trzęsły mi
się ze zdenerwowania. Dante dalej był nieprzytomny. Postanowiłam
poczekać, aż się obudzi. Położyłam się na ziemi i chyba trochę
przysnęłam. Obudziło mnie lekkie szturchanie w bok. Otworzyłam oczy i
zobaczyłam Dante, który rozmazywał się na niebiesko. Od razu zrozumiałam
co się dzieje. Dante wstał, a ja na jego oczach wracam do zwyczajnego
wyglądu. Uff... Już się bałam, że będę taka kolorowa przez 14 dni...
- Astrid? - spytał basior, kiedy wszystko wróciło do normalnych barw.
- Tak?
<Dante?>
Uwagi: Prócz drobnych literówek nie zauważyłem poważniejszych błędów. Xardon czy Xander? Zastanawiałem się, lecz uznałem, że to może być inny wilk, niż ten, o którym wspominałaś wcześniej. Jeśli jednak nie, to daj mi znać. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz