Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

czwartek, 27 sierpnia 2015

Od Ivette "Przyjaciel" cz.2

Spojrzałam jeszcze raz na szczeniaka. W dość słabym świetle było widać czekoladową sierść z beżowym pyszczkiem. Niebieskie oczy zdawały się oświetlać bladym, błękitnym światłem wszystko wokół. Nagle wilk-grabarz obrócił się w moją stronę. Jego oczy groźnie zabłysły. Zaraz będzie po mnie - pomyślałam. Nie byłam w stanie wydusić choćby słowa, poruszyć delikatnie ogonem, nie wspominając o biegu. Po prostu stałam jak słup soli i gapiłam się na wilka, który ze złośliwym uśmiechem zaczął do mnie podchodzić. Powoli i spokojnie, nigdzie mu się nie śpieszyło, wiedział jakie wywarł na mnie wrażenie. Poczułam dreszcz na ciele, po czym zamknęłam oczy...

***

Obudziłam się cała obolała. Coś mnie mocno ściskało na pysku i łapach. Spojrzałem na łapy, były związane. Rozejrzałam się. Wilk-grabarz dalej kopał, a ja leżałam w skrzyni razem z brązowym szczeniakiem.
- Czemu nie uciekłaś? - spytał wilczek.
- Nie mogłam tego zrobić. - wyszeptałam. Sznur, który ściskał mój pysk był bardziej poluźniony niż u mojego towarzysza, dzięki czemu mogłam mówić.
- Co, w bohaterkę chciałaś się bawić? - spytał znowu.
- Nie. - odpowiedziałam krótko. Nie będę mu się zwierzać ze swojego strachu. Nie ma mowy.
- Jak masz na imię?
- Iv, a właściwie Ivette. - powiedziałam przewracając oczami kiedy wymawiałam swoje pełne imię.
- Aha. Ja jestem Nico, dokładniej Nicolas. - przedstawił się szczeniak ta samo jak ja przewracając oczyma przy pełnym imieniu.
- Nie jesteś z Watahy Magicznych Wilków. - stwierdziłam.
- Nie, należę do Watahy Asai, wrogiej Watahy Magicznych Wilków. - wyjaśnił zabawnie marszcząc nos. Stłumiłam śmiech.
- Czyli jesteśmy wrogami... - mruknęłam - Ja jestem z Watahy Magicznych Wilków.
Nico nie odpowiedział.
- Jak się tu znalazłeś? - spytałam.
- Mama mnie oddała temu o. - skierował wzrok na wilka-grabarza - Była załamana, że tata ją zostawił, kiedy była w ciąży. Myślała, że on wróci, ale to się nie stało. Umarł nie aż tak dawno. Zabiły go Alfy twojej watahy. - skończył zdenerwowany. Zamurowało mnie. Wiem, że wrogowie i w ogóle, ale...
- Kim był twój tata? - spytałam nie myśląc - No wiesz, jak miał na imię...
- Jasper. - odparł trochę zdziwiony.
Jasper, Jasper... Coś słyszałam na jego temat. Podobno był beznadziejnie zakochany w Kiiyuko. Uważał, że Rafael (podobno partner Kiiyuko i ojciec Suzanny) zabrał mu wybrankę jego serca sprzed nosa. Owoc tego związku, obecną Alfę znienawidził od dnia jej narodzin. Takie były najbardziej rzeczywiste plotki na jego temat. Teraz miałam przed sobą jego syna.
Moje rozmyślanie przerwał wilk.
- Hej, maluchy. Czas na sen. - powiedział. Po chwili ja i Nico byliśmy w ziemi, powoli zakopywani.
Nadstawiłam pysk ku łap Nico i kazałam mu zdrapać ze mnie linę. Basiorek spojrzał na mnie jak na wariatkę jednak wypełnił moją prośbę. Miałam wolny pysk. Szybko przegryzłam sznur blokujący moje łapy po czym zrobiłam to samo ze sznurem oplatającym Nicolas'a.
Byliśmy wolni... i zasypani ziemią.
- Nabierz tlenu. - rozkazałam. Po chwili wyglądaliśmy jak przerośnięte chomiki.
- Co teraz? - spytał Nico znowu wkradając się do mojego umysłu. W odpowiedzi zaczęłam kopać. Basior skinął głową i zabrał się także za kopanie. Po jakimś czasie zaczęło nam brakować tlenu.
Co teraz? Co teraz? - gorączkowo myślałam.

<C.D.N.> 

Uwagi: Przecinkiii... Rozwijaj skrót "WMW".

Od Yui "Podróż" cz. 1

W jeden z upalnych, letnich dni postanowiłam wyjść poza tereny watahy i pozwiedzać trochę. Nie wiedziałam ile ta podróż będzie trwała i czy po drodze będzie coś jadalnego, więc musiałam poświęcić sporo czasu na przygotowania. Po obładowaniu się torbami z prowiantem i innymi drobiazgami mogłam nareszcie wyruszyć! Postanowiłam kierować się w stronę gór i stamtąd wyszukiwać czegoś interesującego. Po całodniowej tułaczce przez górski krajobraz powoli zaczynało się ściemniać. Musiałam na szybko znaleźć jakieś schronienie, gdzie będę mogła przeczekać noc. Jest! Niedaleko znajdowała się mała jaskinia, którą, całe szczęście, wypatrzyłam. Niestety okazała się zamieszkana przez jakieś dziwne małe stworzonko. Wyglądało tak uroczo! Zachwycona słodkim maluchem, przestałam być czujna. Istota widocznie to zauważyła i zaatakowała. Z jego ucha wyrósł wielki, ostry kolec, który wbił się w moje ciało. Poczułam przeszywający ból. Wszędzie było pełno krwi, a ja bardzo szybko traciłam siły. Póki jeszcze stałam o własnych siłach, rzuciłam w jego stronę liną z mroku, która przytwierdziła go do ściany jaskini. Chciałam uciec jak najdalej, zanim ten dziwaczny stwór się uwolni, niestety po kilku krokach upadłam. Rana okropnie bolała, a mi kręciło się w głowie. Chwilę później straciłam przytomność. Ponownie obudziłam się w... jaskini? Nie była to ta sama, co wcześniej. Ta była większa, a wokół mnie leżało sporo głazów. Chciałam wstać, lecz ból zmusił mnie do ponownego położenia się. Wtedy zauważyłam, że mam na sobie bandaż.
- Gdzie j-ja jestem? - wymamrotałam
- Och, obudziłaś się już! - Usłyszałam z daleka nieznany, kobiecy głos.
- Co ja tu robię? Skąd ten bandaż? - zaczęłam zadawać pytania
- Jesteś na terenie naszej watahy. Pewien basior znalazł cię niedaleko naszych terenów z okropną raną na brzuchu. Postanowił cię tu przynieść, bym zerknęła na to. Miło z jego strony, prawda?
- T-tak... - powiedziałam lekko zmieszana, po czym dodałam. - Dziękuję za pomoc, jednak powinnam już iść...
- O nie, nie, nie! Zostaniesz tu, póki to paskudztwo się nie zagoi. Nie byłabym mądra, gdybym cię teraz puściła. Nie powinno potrwać to długo, a ten czas spędzisz tutaj. - Rzekła stanowczo wadera. Chciałabym odmówić, chociaż pewnie i tak by mnie nie puściła... No nic, kilka dni mi nie zaszkodzi, pewnie nikt nie zauważy. W sumie to dobrze, że mnie znaleźli... Ciekawe co by się stało, gdybym tam została? Właśnie! Muszę podziękować temu wilkowi.
- A ten wilk... Gdzie go znajdę? - spytałam
- Mieszka trzy jaskinie dalej, chociaż przebywa w niej tylko nocą. Na imię mu Mateo, raczej łatwo znajdziesz. - Podziękowałam za informacje i znów próbowałam wstać. Tym razem mi się udało, ból nie był już tak silny. Trzy jaskinie dalej... Tak? Jest dopiero ranek, ale może jeszcze nie wyszedł? Przegryzłam coś na szybko i poszłam w wyznaczone miejsce. Niestety, basiora już nie było... No nic, postanowiłam, iż wrócę wieczorem. Żeby nie nudzić się przez ten czas poszłam na spacer między terenami. Były piękne! Szkoda, że oglądam je w takich okolicznościach. Dzień powoli dobiegał końca...

<C.D.N.>

Uwagi: brak

środa, 26 sierpnia 2015

Od Astrid "Praca" cz. 1

- Boże, już sierpień, a ja sobie nawet pracy nie znalazłam. Już długo siedzę i nic nie robię. Super, po prostu super. Czas wyruszyć do miasta i szukać jakieś szkoły, która mnie przyjmie... - mówiłam do... skały.
Przemieniłam się w człowieka i wyszłam do miasta na poszukiwania jakieś pracy. Dawno tam nie byłam, więc trudno było mi się tam odnaleźć. W końcu znalazłam się pod szkołą w której byłam na praktykach. Weszłam do środka i pokierowałam do sekretariatu. Zapukałam w drzwi po czym je otworzyłam. Zobaczyłam tam kobietę w krótkiej blond-różowej fryzurze. Zamurowało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć.
- D-Dzień dobry. - wydukałam.
- Dzień dobry. - odpowiedziała kobieta.
- Ma pani ładne włosy, jaki żywy kolor. - pomyślałam. Kiedy kobieta podziękowała dotarło do mnie, że powiedziałam to na głos. Jęknęłam w duchu.
- Ja w sprawie pracy. - powiedziałam.
- To nie do mnie, tylko dyrektorki. - powiedziała wskazując drzwi - A tak w ogóle jestem Sycylia, możesz mi mówić po imieniu.
- D-Dobrze… - powiedziałam uśmiechając się nie pewnie.
Skierowałam kroki do drzwi i weszłam do środka.
- Czemu nie zrobimy po prostu szkoły o profilu mag… - mówiła jakaś kobieta do drugiej, kiedy mnie spostrzegła zamilkła.
- Dzień dobry. Jestem Astrid Wolf, ja w sprawie pracy. – powiedziałam starając się, by mój głos był jak najbardziej pewny. Kobieta, która wcześniej mówiła teraz przesłała spojrzenie mówiące „Słyszała coś?” do drugiej kobiety. Obie wyglądały na bardzo zdenerwowane, w końcu ta co się jeszcze nie odezwała spojrzała jakby przeze mnie i powiedziała:
- A… Astrid, podobno byłaś tu na praktykach.
- Tak. – potwierdziłam jej stwierdzenie – Pani Matylda miała załatwić tu pracę w następnym roku szkolnym.
- Zarząd szkoły się zmienił i ja nic nie słyszałam na ten temat. Jeśli wolno mi spytać, jaka pani Matylda?
- Pyłek. – powiedziałam niepewna, czy nie przekręcam nazwiska.
- Och, no tak. Pani Pyłek umarła niedługo po pani praktykach. – odparła kobieta jak gdyby nigdy nic. Wytrzeszczyłam na nią oczy.
- J… Jak to? – spytałam.
- No cóż, to było tragiczne. Mogłabym powiedzieć ci coś więcej, ale najpierw muszę wiedzieć czym jesteś.
- Że co proszę?! – wykrzyknęłam przerażona, ona mnie przeczuwała.
- No, czym jesteś. Człowiekiem? – pytała dalej kobieta. Coś w jej wyrazie twarzy kazało mi powiedzieć to, co według zasad panujących we Watasze Magicznych Wilków nie powinnam.
- Jestem Magicznym Wilkiem. – wyznałam.
- To wspaniale! Tak myślałam, że nie jesteś człowiekiem. Tak samo jak ja i reszta pracowników, oraz większość uczniów.
Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- Tak w ogóle jestem Rachel Landow, jestem wampirem i dyrektorką.
- Nie jest pani taka blada. – wypaliłam.
- A, no tak. Maskuje kolor skóry pod makijażem. – wyjaśniła – Tutaj z boku jest Emily Craton, anielica.
Spojrzałam na kobietę, która nie wyglądała za ślicznie. Garbaty nos, wąskie usta, włosy wyglądające na tłuste (taki kolor), mnóstwo piegów, wszystko to nie dawało zbyt pięknego efektu.
- Zmieniam swój wygląd, dla niepoznaki. – odparła pani Emily.
- Sycylia, którą już poznałaś jest elfem. Stąd jej szalony kolor włosów. Uparta osóbka, nie chcę się maskować. – mówiła dalej pani Rachel.
- Po tobie czuć lasem, więc od razu pomyślałam, że jest pani wilkiem, wilkołakiem, elfem, wróżką lub też człowiekiem lubiącym spacery po lesie. Stawiałam jednak najbardziej na elfa lub magicznego wilka, ze względu na włosy. Jednak wyczułam, że ma pani w sobie mrok, skryty bardzo głęboko, jednak nie w sercu. Wydaje mi się, że to w wątrobie chowają się demony, choć pewności nie mam. No więc wtedy pomyślałam, że ta cała Astrid to chyba wilk. Znaczy się pani.
- Aha… - wydusiłam tylko – To kim była w takim razie pani Matylda?
- Czarownicą oczywiście. Zmarła przez to, że wyszła ze swojego ciała, ponieważ była w połowie medium. Jej ojciec był nieżywy, kiedy no wie pani, chodzi mi o TE sprawy. Jednak to jej biologiczny, po prostu jej matka z duchem. – mówiła kobieta nazbyt pewnie – Tak to, to oprócz tego kobieta władała magią 4 żywiołów, była najpotężniejsza na świecie. I to właśnie ją zabiło. Przed samą emeryturą. A wracając do pracy, możemy panią przyjąć nie ma problemu. Jest pani po studiach?
Odpowiedziałam, że tak i wyjaśniłam jakiej specjalizacji.
- To wspaniale! Właśnie nam brakuje nauczycielki do klasy II a. Pani ją przejmie.
- Mam rozumieć, że są dwie klasy: a i b…? – spytałam.
- Tak, klasę b przejął pan Seth Teuron, zmiennokształtny. – oświadczyła kobieta. - Nie wiem czy się nie powtarzam, ale proszę mówić wszystkim po imieniu.
- Dobrze. – powiedziałam. Gdyby nawet powiedziała to i tak bym nie zapamiętała, przez jej ciągłą bieganinę słów.
- W takim razie proszę przyjść jutro dopełnić formalności. – powiedziała.
- Dobrze, do widzenia! – odpowiedziałam i wybiegłam ze szkoły.
Gadanina pani… Tfu! Rachel mnie zmęczyła, więc szybko wróciłam do mojego wspaniałego domu, którym jest teren Watahy Magicznych Wilków…

<C.D.N> 

Uwagi: "Dla niepoznaki", "nieżywy" piszemy razem.

Od Toboe "Beztroska" cz.3 (cd. Suzanna)

Zrobiłem biłem krok do tyłu na oślep bardziej wpadając w wodę. Moje oczy niemal wychodziły z oczodołów, patrząc na ogromny cień. Postać podeszła bliżej, a my coraz bardziej cofaliśmy się na oślep. Za nami było słuchać warkot oraz podmuch zimnego i wilgotnego powiewu lub... Oddechu? Widząc, że lepiej nie wiedzieć co za nami jest powoli odkręciłem głowę. Za mną przebrzydle szczerzyła się łuskowata kreatura z zębami jak moja łapa. Wzdrygnąłem się i złapałem Suzi ciągnąc w bok.
- A dokąd to towarzystwo się wybiera? Nie zdążyliśmy się nawet przedstawić, a wy już uciekacie? - zasyczał drugi, a pierwszy zagrodził nam drogę ucieczki. W wodzie nie mieliśmy szans.
- Wiecie zwiedzamy, bardzo fajnie jest tak szukać nowych nie poznanych dotąd miejsc. Próbowaliście kiedyś wyjść na brzeg? Powąchać kwiatków? A jedliście jagody? Mmm pycha. Musicie spróbować. A maliny? Och, jeszcze lepsze! - zacząłem gadać, tylko aby znaleźć cenny czas, aby wymyślić sensowną ucieczkę.
- A-a te maliny są z mięsa? - spytał się ten pierwszy.
- N-i... -zaczęła Ish, ale zatkałem jej pysk.
- Naturalnie. Najlepsze mięso pod słońcem! Pojawia się raz na rok i jest go bardzo dużo w lesie. Musicie spróbować. Może chodźcie z nami to wam pokażemy. Co? - uśmiechnąłem się sztucznie jak ładna pani na bilbordach w mieście reklamująca nowiuśki płyn do płukania prania. Suzi spojrzała na mnie jak na wariata. Przyłożyłem łapę do pyska na znak, aby była cicho. Chyba rozumiała, bo razem ze mną zaczęła w to grać. Obie kreatury pokazały szpono-płetwy.
- Nie możemy się ruszać, ale za to wy możecie przynieść - zauważył ten z czerwonymi ślepiami.
- JASNE! Znaczy... To żaden problem - ucieszyłem się. "Co za głupki" - pomyślałem, kiedy utworzyli coś na wygląd przypominającego smycz. Zdziwiłem się.
- Tak na wszelki wypadek, gdyby zachciało się wam uciekać.
- My? Uciekać? Żartujesz sobie? ZDEJMUJ TO! TO JEST NIEWYGODNE - zbulwersowałem się próbując ściągnąć to coś z mojej szyi wierzgając i robiąc przedziwne pozycje.

****

Naburmuszony szedłem obok spochmurniałej Suzi. Próbowałem ją przekonać, że jeszcze się z tego wymigamy. Zawsze jest cień szansy, że nam się uda. Musimy im coś upolować i nazwać to malinami, gdyż inaczej nas zjedzą te paskudy. Matko, w co my się wpakowaliśmy? Przydałby się nam, ktoś kto umie łamać zaklęcia. Podzieliłem się z tym pomysłem z przyjaciółką. Chyba znała kogoś takiego.

<Suzi?> 

Uwagi: Nie ma czegoś takiego jak czterokropek, plus wcześniej wspomniane przeze mnie szczegóły (niezbyt grzeczne wyrazy w tekście).