Gdy dotarłam do jaskini, byłam śpiąca. Gdy następnego dnia się
obudziłam, widziałam jak roślinki rosną. Wyszłam na dwór, zobaczyłam jak
inne szczeniaki bawią się na łące. Zauwarzyłam tam też Toboe'go. Był
taki uroczy! Tak słodko tarzał się w topniejącym śniegu...
- Ale słodziak... - zakochana sobie myślałam.
Był taki zabawny, uśmiechnięty, no i... rozgadany!
- Takiego basiorka miałam w marzeniach...- byłam tak zapatrzona na
niego, że aż spadłam z kamienia, o którego się opierałam. W końcu się
odwarzyłam i podeszłam. Troszkę się jąkałam, no ale próbowałam gadać
normalnie.
- Cześć, jestem Ripple. Co robisz?
- Hej, ja Toboe. Bawię się. Chcesz dołączyć?
- Jasne!
W końcu mam pierwszego znajomego, potem przyjaciela, a gdy się uda, nawet chłopaka...
<Toboe?>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
sobota, 27 czerwca 2015
Od Blue "Terytorium wilków" cz. 3
Kiedy Astrid
zaprowadziła mnie do Alf, bardzo się cieszyłam, że po raz pierwszy mam
szansę pozostać w jakiejś watasze na dłużej. Gdy weszłam do jaskini
Kiiyuko moja pewność siebie zmalała. Wadera nie była w zbyt dobrym
nastroju, jednak na moje szczęście zgodziła się żebym dołączyła do
stada.
Byłam w niebo wzięta! Tylko coś mi tu nie pasowało... Wydawało mi się, że w jaskini ktoś jeszcze jest. Z mojego myślenia wyrwała mnie Alfa, która powiedziała mi, żebym się pospieszyła, bo Astrid czeka na zewnątrz. Gdy wyszliśmy na powietrze Alfa poprosiła Astrid żeby ta mnie oprowadziła, po czym szybko wróciła do jamy. Była trochę zdenerwowana. Pomyślałam, że może tak naprawdę ona sobie mnie tu nie życzy, a przyjęła mnie tylko ze względu na Astrid. Podzieliłam się tą obawą z waderą, ale ona tylko się zaśmiała.
- Nie bądź głupia. Kii przyjmuje każdego wilka i jeszcze chyba nigdy się nie zdarzyło, żeby nie udzieliła pomocy innym. Jeśli już miałaby cię wywalić, to tylko z jakiegoś oczywistego powodu. Na przykład gdybyś złamała jakąś ważną zasadę obowiązującą na naszym terenie.
- Dobra już. Przekonałaś mnie. Może najpierw pokażesz mi moją jaskinię? - spytałam wilczycę.
- Jasne. Kto pierwszy przy tamtej skale! - krzyknęła nagle Astrid wskazując łapą przed siebie.
Szybko rzuciłam się do biegu. Nie usłyszałam już, jak w jaskini rozległ się głos Alfy.
- W takim wypadku pilnuj jej Kai. Jeśli ma złe zamiary i wpadnie przy jakimś wilku w furię - to może się to dla niego źle skończyć. Teraz żałuję, że ją przyjęłam.
Byłam w niebo wzięta! Tylko coś mi tu nie pasowało... Wydawało mi się, że w jaskini ktoś jeszcze jest. Z mojego myślenia wyrwała mnie Alfa, która powiedziała mi, żebym się pospieszyła, bo Astrid czeka na zewnątrz. Gdy wyszliśmy na powietrze Alfa poprosiła Astrid żeby ta mnie oprowadziła, po czym szybko wróciła do jamy. Była trochę zdenerwowana. Pomyślałam, że może tak naprawdę ona sobie mnie tu nie życzy, a przyjęła mnie tylko ze względu na Astrid. Podzieliłam się tą obawą z waderą, ale ona tylko się zaśmiała.
- Nie bądź głupia. Kii przyjmuje każdego wilka i jeszcze chyba nigdy się nie zdarzyło, żeby nie udzieliła pomocy innym. Jeśli już miałaby cię wywalić, to tylko z jakiegoś oczywistego powodu. Na przykład gdybyś złamała jakąś ważną zasadę obowiązującą na naszym terenie.
- Dobra już. Przekonałaś mnie. Może najpierw pokażesz mi moją jaskinię? - spytałam wilczycę.
- Jasne. Kto pierwszy przy tamtej skale! - krzyknęła nagle Astrid wskazując łapą przed siebie.
Szybko rzuciłam się do biegu. Nie usłyszałam już, jak w jaskini rozległ się głos Alfy.
- W takim wypadku pilnuj jej Kai. Jeśli ma złe zamiary i wpadnie przy jakimś wilku w furię - to może się to dla niego źle skończyć. Teraz żałuję, że ją przyjęłam.
***
Tego
dnia zwiedziłam z wilczycą zielony las i wodopój. Potem Astrid musiała
iść na polowanie, w którym (po długich namowach wadery) również
zgodziłam się uczestniczyć. Upolowaliśmy sarnę, więc mogłam się wreszcie
porządnie posilić się i odzyskać siły. Miałam jednak wrażenie, że nie
wszyscy cieszyli się z mojej obecności. Były jednak takie wilki, które
podchodziły do mnie i wdawały się w dyskusję. Starałam się być miła,
chociaż nie zawsze mi to wychodziło. No cóż. Taki był mój charakter.
Astrid szybko wyczaiła, że nie lubię zbytnio tłumów. Odprowadziła mnie
do mojej nowej jaskini i obiecała, że postara się znaleźć dla
mnie czas, jeszcze w tym tygodniu (był piątek). Gdy poszła, ułożyłam
się w kącie i próbowałam zasnąć. Nie byłam przyzwyczajona spać w
pomieszczeni, więc postanowiłam udać się na małą przechadzkę do lasu. Po
5 minutach dotarłam na dość dużą polanę. Był już środek nocy, więc na
niebie migotały gwiazdy. Ułożywszy się pod drzewem, szybko odpłynęłam w
krainę marzeń. Rano obudziła mnie Alfa.
- Witam, witam! Gdzie to się śpi? - powiedziała wesoło.
- Nie jestem przyzwyczajona spać w jaskini, więc przyszłam tutaj. - odpowiedziałam, ziewając przy okazji. Alfa się zaśmiała.
- Przyszłam, bo chciałam omówić z tobą jeszcze kilka spraw, ale zapomniałam, że za chwilę mam spotkanie. Może przyjdziesz na 12 do parku? Byłyście tam chyba wczoraj z Astrid, co nie?
- Nie, ale dowiem się gdzie to jest. Może już pani iść. - powiedziałam.
- Nie musisz mówić do mnie pani. Po prostu Kiiyuko. Dobrze. Ja już muszę idę, bo pewnie już na mnie czekają. Miłego dnia! - powiedziała wadera kierując się w stronę jaskiń.
- Wzajemnie. - odpowiedziałam i znów położyłam się na trawie.
- Witam, witam! Gdzie to się śpi? - powiedziała wesoło.
- Nie jestem przyzwyczajona spać w jaskini, więc przyszłam tutaj. - odpowiedziałam, ziewając przy okazji. Alfa się zaśmiała.
- Przyszłam, bo chciałam omówić z tobą jeszcze kilka spraw, ale zapomniałam, że za chwilę mam spotkanie. Może przyjdziesz na 12 do parku? Byłyście tam chyba wczoraj z Astrid, co nie?
- Nie, ale dowiem się gdzie to jest. Może już pani iść. - powiedziałam.
- Nie musisz mówić do mnie pani. Po prostu Kiiyuko. Dobrze. Ja już muszę idę, bo pewnie już na mnie czekają. Miłego dnia! - powiedziała wadera kierując się w stronę jaskiń.
- Wzajemnie. - odpowiedziałam i znów położyłam się na trawie.
piątek, 26 czerwca 2015
Od Mizuki "Prawdziwa historia pełna krwi" cz.3
Po tych słowach coś mi w sercu pękło... Moje oczy z niebieskich zrobiły
się czerwone, dookoła mnie zaczął unosić się lód tworząc osłonę
całkowitą. Lód przyjął formę zaostrzonych sopli lodu, po chwili sople te
zabiły wszystkie basiory znajdujące się w moim polu rażenia. Tym
atakiem sprowadziłam na siebie nieszczęście. W cieniu nocy zobaczyłam
mnóstwo czerwonych oczu, wtedy wiedziałam że moje oczy były tak samo
pełne nienawiści jak ich. Wilki zaczęły iść w moją stronę, było ich
około 20. Przez chwilę wmurowało mnie w ziemię, jednak po chwili
zaczęłam uciekać. Dobiegłam do klifu i wtedy ujrzałam tereny mojej
watahy stojące w płomieniach. Gdy się odwróciłam ujrzałam trzy basiory.
Cofnęłam się do samej krawędzi klifu, kilka kamieni spadło na ziemię
wtedy zdałam sobie sprawę że jestem jakieś 20 metrów nad ziemią.
- Księżniczko chyba nie jesteś na tyle głupia by skoczyć? - powiedział jeden basior uśmiechając się pod nosem
- Odsuńcie się albo skoczę! - wykrzyknęłam przez łzy.
Dwa z basiorów cofnęło łapę, ale ten trzeci stał nieugięty.
- Sprawiasz nam wiele problemów - powiedział
Najchętniej bym ich zabiła, jednak nie miałam już siły. Moje łapy zaczęły drżeć i strasznie kręciło mi się w głowie, mój oddech przyśpieszył. Nim się spostrzegłam runęłam na ziemię, która zaczęła pękać. Zaczęłam spadać, jednak jeden z tych basiorów rozłożył swe wielkie skrzydła i złapał mnie w locie. Wylądował obok swoich towarzyszy i położył mnie na ziemi. W mgnieniu oka obok nich zjawiły się wszystkie wilki. Mój oddech był strasznie szybki, ja byłam nie przytomna jednak i tak wszystko słyszałam.
- To hiperwentylacja - powiedział wilk, który mnie uratował
- Same z nią problemy - powiedział ich przywódca - No Romeo, masz nowe zadanie, weź swoją Julię na plecy i chodź.
Jeden z wilków wybuchnął śmiechem.
- Masz jakiś problem!? - Spytał się śmiejącego wilka pokazując kły
- Obaj przestańcie, nastaje wschód słońca. Musimy dojść na miejsce za 48 godziny, więc może ruszycie tyłki? - powiedział ich przywódca
Wilk wziął mnie na plecy i pobiegł za resztą.
<C.D.N.>
Uwagi: "Chodź" a "choć" to nie to samo słowo!
- Księżniczko chyba nie jesteś na tyle głupia by skoczyć? - powiedział jeden basior uśmiechając się pod nosem
- Odsuńcie się albo skoczę! - wykrzyknęłam przez łzy.
Dwa z basiorów cofnęło łapę, ale ten trzeci stał nieugięty.
- Sprawiasz nam wiele problemów - powiedział
Najchętniej bym ich zabiła, jednak nie miałam już siły. Moje łapy zaczęły drżeć i strasznie kręciło mi się w głowie, mój oddech przyśpieszył. Nim się spostrzegłam runęłam na ziemię, która zaczęła pękać. Zaczęłam spadać, jednak jeden z tych basiorów rozłożył swe wielkie skrzydła i złapał mnie w locie. Wylądował obok swoich towarzyszy i położył mnie na ziemi. W mgnieniu oka obok nich zjawiły się wszystkie wilki. Mój oddech był strasznie szybki, ja byłam nie przytomna jednak i tak wszystko słyszałam.
- To hiperwentylacja - powiedział wilk, który mnie uratował
- Same z nią problemy - powiedział ich przywódca - No Romeo, masz nowe zadanie, weź swoją Julię na plecy i chodź.
Jeden z wilków wybuchnął śmiechem.
- Masz jakiś problem!? - Spytał się śmiejącego wilka pokazując kły
- Obaj przestańcie, nastaje wschód słońca. Musimy dojść na miejsce za 48 godziny, więc może ruszycie tyłki? - powiedział ich przywódca
Wilk wziął mnie na plecy i pobiegł za resztą.
<C.D.N.>
Uwagi: "Chodź" a "choć" to nie to samo słowo!
Od Blue "Samokontrola" cz.1 (cd. Kai lub ktoś chętny)
Słońce
powoli sięgało zenitu, ale Kiiyuko dalej nie było widać. Już od godziny
siedziałam w parku i zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam, wstępując do
tej watahy. Wszyscy tutaj byli tacy rodzinni i podejrzliwi w stosunku
do obcych. Już kilka razy tego dnia widziałam w krzakach jakiegoś wilka.
Z pewnością mnie sprawdzał. W pewnym momencie miałam zamiar krzyknąć do
niego "nic mi nie jest", ale oderwał mnie od tego pomysłu jakiś zając,
co wybiegał zza pobliskiego krzaka. Musiałam go pewnie przestraszyć.
Dziwiło mnie to, że uczepili się akurat mnie. W końcu słyszałam, że
niedawno dołączyło kilka nowych wilków, a w takim wypadku nie
zdziwiłabym się, gdyby mnie w krótkim czasie wywalili. W końcu już kilka
osobników musiało stąd odejść przez brak dyscypliny. W życiu nie
słyszałam, żeby wywali kogoś przez takie coś! Każdy tutaj musi objąć
jakieś stanowisko i na ślepo słuchać się Alfy. W mojej watasze tak nie
było. Wszyscy zawsze chodziliśmy razem, a polować musiał każdy od 2 roku
życia. Nie było wyznaczonych ról. Oczywiście był wilk Alfa (mój wujek),
ale on przeważnie decydował tylko przy najważniejszych sprawach. W
reszcie decydowało głosowanie. Poza tym tam każdy mógł być sobą, a tutaj
każdy oczekiwał ode mnie tego, że się zmienię. Nagle usłyszałam za sobą
szelest. Spojrzałam w tamtym kierunku. Nikogo tam nie było. Zdziwiona
rozejrzałam się wkoło. Ujrzałam jakiś ruch przed sobą w krzakach.
Wstałam i podeszłam trochę bliżej.
- A mi się podobasz taka jaka jesteś - Usłyszałam głos koło swojego prawego ucha i aż podskoczyłam z zaskoczenia.
- Mógłbyś się tak nie skradać?! - Krzyknęłam oburzana - I skąd w ogóle ci przyszedł do głowy taki tekst?
Wilk spojrzał na mnie ze zdziwieniem po czym zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego ze złością po czym się obróciłam i poszłam dalej uliczką.
- Ej! Czekaj! - krzyknął basior po czym mnie dogonił - Pokornie przepraszam mademoiselle.*
Przekręciłam oczami zatrzymując się przy tym.
- O co ci chodzi?! Ja tu czekam już chyba od godziny na Alfę, a w tym czasie ktoś mnie szpieguje i potem zjawiasz się ty.
- Wiem, że czekasz na Kii, ale tak się właśnie składa, że ona mnie tu przysłała, bo aktualnie jest zajęta. Po drugie nie było to szpiegowanie, a raczej towarzyszenie na odległość.
- Dla mnie nie ma różnicy między tym, a tym - spojrzałam na niego ze złością.
- Dobra, zapomnijmy już o tym. Tak w ogóle to chyba się jeszcze nie przedstawiłem... Jestem Kai. DJ i patrol naziemny. A ty jesteś Blue. Czyż nie?
- Ta... Alfa ci powiedziała? - powiedziałam od niechcenia.
- Przeczytałam w twoich myślach... - odpowiedział trochę zmieszany.
- Że co?! - krzyknęłam. - Kto ci pozwolił grzebać w moich myślach!!!
Przez chwilę wydawało mi się, że go zbiję. Spojrzałam mu głęboko w ślepia. Wykrzywił się w grymasie bólu. Przewalił się.
- Proszę! Przestań... - powiedział z trudem. Znowu użyłam tej strasznej mocy. Łzy napłynęły mi do oczu. Z trudem przestałam. Przed oczami stanął mi widok cierpiącego Echo**. Zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam gdzie, byle najdalej od wszystkich, których mogłam jeszcze skrzywdzić.
W myślach powiedziałam jeszcze "Nie chciałam tego zrobić" i miałam nadzieję, że Kai to usłyszy. Biegłam lasem przez długi czas. Nie miałam zamiaru wracać ani do Kai'ego ani do reszty watahy. Nagle dotarłam do granicy lasu. Ku mojemu zdziwieniu (i przerażeniu) przed sobą ujrzałam miasto. Nigdy jeszcze nie byłam wśród ludzi i tylko raz widziałam jak matka wchodziła w postaci człowieka do niedużego miasteczka. Gdy wróciła nie była w zbyt dobrym nastroju. Ja również potrafiłam zmieniać postać, ale w mojej watasze było to w pewien sposób zakazane. Gdy zaczęłam przywoływać myśli o mojej rodzinie, w pewnym momencie zachciało mi się płakać. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam szlochać.
- Wiem, że nie chciałaś tego zrobić. - Gdy to usłyszałam zerwałam się na równe nogi (łapy). Kawałek dalej stał Kai.
- Jaki jest twój żywioł? - spytał i podszedł do mnie.
Nie miałam siły, więc odparłam krótko:
- Nie wiem. - Basior przyjrzał mi się uważniej.
- Gdy mnie zaatakowałaś...
- Wiem, przepraszam cię... ja... ja nad tym nie panuję - przerwałam mu w połowie zdania.
- Nie o to chodzi. Gdy mnie zaatakowałaś nie potrafiłem użyć mojej mocy. Mogłem się teleportować lub użyć czegoś innego do powstrzymania cię... ale nie potrafiłem... Wiedziałem jakie mniej więcej masz zdolności, bo myślałaś o tym. Czy ty masz zdolność, no wiesz, że potrafisz stworzyć tarczę która cię chroni przed mocami innych?
- Nic mi o tym nie wiadomo - powiedziałam już trochę wkurzona jego gadaniem. Kai chyba to wyczuł, bo zmienił temat.
- Lubię przychodzić tu w nocy. Ładnie to wtedy wygląda - tyle świateł i w ogóle. Czasami brakuje mi tego, że nie potrafię zmienić się w człowieka...
- A ja z chęcią pozbyłabym się tej mocy...
- A jaką pracę sobie wybrałaś? - spytał Kai
- Co? Jaką pracę? - wyrwał mnie z zamyślenia basior.
- No... zawód. Każdy wilk który potrafi się przemienić w człowieka musi sobie wybrać pracę... w mieście...
- I co się robi w tej... pra... - spojrzałam z zakłopotaniem na basiora.
- Ty nie wiesz co to praca? - spytał zdziwiony.
- No nie... bo ja jeszcze nigdy nie byłam przy ludziach... w mojej rodzinie zmiana w człowieka była zabroniona, a poza tym bałabym się, że nie zapanuję nad sobą...
Kai spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- No to mamy problem - powiedział po czym wstał. - Chodź, zaprowadzę cię do pewnej osoby, która może będzie potrafiła ci pomóc.
*Mademoiselle - po francusku panienka, panna
**Echo - brat Blue, który został w Watasze Wilków Miłości (poprzedniej watasze Blue)
<Ktoś chętny?>
Uwagi: czasami zapominasz o przecinkach.
- A mi się podobasz taka jaka jesteś - Usłyszałam głos koło swojego prawego ucha i aż podskoczyłam z zaskoczenia.
- Mógłbyś się tak nie skradać?! - Krzyknęłam oburzana - I skąd w ogóle ci przyszedł do głowy taki tekst?
Wilk spojrzał na mnie ze zdziwieniem po czym zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego ze złością po czym się obróciłam i poszłam dalej uliczką.
- Ej! Czekaj! - krzyknął basior po czym mnie dogonił - Pokornie przepraszam mademoiselle.*
Przekręciłam oczami zatrzymując się przy tym.
- O co ci chodzi?! Ja tu czekam już chyba od godziny na Alfę, a w tym czasie ktoś mnie szpieguje i potem zjawiasz się ty.
- Wiem, że czekasz na Kii, ale tak się właśnie składa, że ona mnie tu przysłała, bo aktualnie jest zajęta. Po drugie nie było to szpiegowanie, a raczej towarzyszenie na odległość.
- Dla mnie nie ma różnicy między tym, a tym - spojrzałam na niego ze złością.
- Dobra, zapomnijmy już o tym. Tak w ogóle to chyba się jeszcze nie przedstawiłem... Jestem Kai. DJ i patrol naziemny. A ty jesteś Blue. Czyż nie?
- Ta... Alfa ci powiedziała? - powiedziałam od niechcenia.
- Przeczytałam w twoich myślach... - odpowiedział trochę zmieszany.
- Że co?! - krzyknęłam. - Kto ci pozwolił grzebać w moich myślach!!!
Przez chwilę wydawało mi się, że go zbiję. Spojrzałam mu głęboko w ślepia. Wykrzywił się w grymasie bólu. Przewalił się.
- Proszę! Przestań... - powiedział z trudem. Znowu użyłam tej strasznej mocy. Łzy napłynęły mi do oczu. Z trudem przestałam. Przed oczami stanął mi widok cierpiącego Echo**. Zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam gdzie, byle najdalej od wszystkich, których mogłam jeszcze skrzywdzić.
W myślach powiedziałam jeszcze "Nie chciałam tego zrobić" i miałam nadzieję, że Kai to usłyszy. Biegłam lasem przez długi czas. Nie miałam zamiaru wracać ani do Kai'ego ani do reszty watahy. Nagle dotarłam do granicy lasu. Ku mojemu zdziwieniu (i przerażeniu) przed sobą ujrzałam miasto. Nigdy jeszcze nie byłam wśród ludzi i tylko raz widziałam jak matka wchodziła w postaci człowieka do niedużego miasteczka. Gdy wróciła nie była w zbyt dobrym nastroju. Ja również potrafiłam zmieniać postać, ale w mojej watasze było to w pewien sposób zakazane. Gdy zaczęłam przywoływać myśli o mojej rodzinie, w pewnym momencie zachciało mi się płakać. Usiadłam pod drzewem i zaczęłam szlochać.
- Wiem, że nie chciałaś tego zrobić. - Gdy to usłyszałam zerwałam się na równe nogi (łapy). Kawałek dalej stał Kai.
- Jaki jest twój żywioł? - spytał i podszedł do mnie.
Nie miałam siły, więc odparłam krótko:
- Nie wiem. - Basior przyjrzał mi się uważniej.
- Gdy mnie zaatakowałaś...
- Wiem, przepraszam cię... ja... ja nad tym nie panuję - przerwałam mu w połowie zdania.
- Nie o to chodzi. Gdy mnie zaatakowałaś nie potrafiłem użyć mojej mocy. Mogłem się teleportować lub użyć czegoś innego do powstrzymania cię... ale nie potrafiłem... Wiedziałem jakie mniej więcej masz zdolności, bo myślałaś o tym. Czy ty masz zdolność, no wiesz, że potrafisz stworzyć tarczę która cię chroni przed mocami innych?
- Nic mi o tym nie wiadomo - powiedziałam już trochę wkurzona jego gadaniem. Kai chyba to wyczuł, bo zmienił temat.
- Lubię przychodzić tu w nocy. Ładnie to wtedy wygląda - tyle świateł i w ogóle. Czasami brakuje mi tego, że nie potrafię zmienić się w człowieka...
- A ja z chęcią pozbyłabym się tej mocy...
- A jaką pracę sobie wybrałaś? - spytał Kai
- Co? Jaką pracę? - wyrwał mnie z zamyślenia basior.
- No... zawód. Każdy wilk który potrafi się przemienić w człowieka musi sobie wybrać pracę... w mieście...
- I co się robi w tej... pra... - spojrzałam z zakłopotaniem na basiora.
- Ty nie wiesz co to praca? - spytał zdziwiony.
- No nie... bo ja jeszcze nigdy nie byłam przy ludziach... w mojej rodzinie zmiana w człowieka była zabroniona, a poza tym bałabym się, że nie zapanuję nad sobą...
Kai spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- No to mamy problem - powiedział po czym wstał. - Chodź, zaprowadzę cię do pewnej osoby, która może będzie potrafiła ci pomóc.
*Mademoiselle - po francusku panienka, panna
**Echo - brat Blue, który został w Watasze Wilków Miłości (poprzedniej watasze Blue)
<Ktoś chętny?>
Uwagi: czasami zapominasz o przecinkach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)