- Właściwie to nie. Ominął nas rok. Był on o wiele za długi. -
westchnęłam ciężko spoglądając na Dante - mojego przyjaciela. To właśnie
jego oraz Soharę poznałam najpierw. To oni mnie zaprowadzili do Alfy,
czyli Alexandra, gdyż trafiłam do watahy w momencie nieobecności
Kiiyuko. To z nim, nie kimś innym spędziłam tyle chwil, radosnych i tych
smutnych. Dużo razem przeżyliśmy, a ja teraz nie poznałam go. No cóż,
ostatni rok całkowicie pochłonęła mnie nauka i świat ludzi. Teraz zdałam
sobie sprawę jak bardzo zanim tęskniłam.
- Dante... - zaczęłam łamiącym się głosem, który powoli zniżał się do
szeptu - Przepraszam, że cię nie poznałam. Od dawna się z nikim nie
widziałam z watahy, a zwłaszcza z tobą.
Wykończona wszystkim, a zwłaszcza tym spotkaniem położyłam się na ziemi.
Basior nic nie mówił, nie poruszył się ani o centymetr. Myślał... Ja
też nic nie mówiłam tylko myślałam.
O życiu, szczęściu i dzieciństwie. Wszystko było wtedy takie proste. Nie
to co teraz. Miałam ochotę uciec od mego przyjaciela z dzieciństwa, od
niego i wspomnień z nich związanych, znaleźć się w jakiejś dziurze i
poddać emocjom, które mną targały. Zamiast tego siedziałam i spoglądałam
na tego od którego w myślach uciekałam, niezdolna do poruszania
czymkolwiek oprócz ogona.
Cisza zaległa wśród nas i nie chciała odejść. Czułam się nieco nieswojo,
gdy przypominałam sobie o tym jak nasze spotkania wyglądały rok temu.
W końcu targana impulsem powiedziałam łamiącym się głosem zamieniającym w szept:
- Dante, tęskniłam.
- Za czym? - spytał.
- Za tobą. - wyszeptałam czując, że łzy spływają po moim pysku.
<Dante?>
Uwagi: nie ma słowa "pochłoniła", tylko "pochłonęła".
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Od Mack'a "Wschód mroku" cz. 1 (cd. Sohara)
Mam dosyć tego mojego czarnego życia... tylko samotność, samotność i samotność.
Normalnie można rzucić się z rozpaczy z mostu.
A może to ten dzień w którym powinienem wyjść z lasu?
Tak długo tam nie byłem... od tej tragedii, gdy ona...
Najwyżej jak wejdę na jakiś teren watahy to możliwe, iż mnie zabiją, ale leje na to. W tym Mrocznym Lesie nic się nie dzieje - ZERO POLOWAŃ, ZERO ŚMIERCI... tylko te krwiożercze wiewiórki. Tak jutro wyruszam, jeśli dobrze pamiętam szło się do Rzeki Przyjaźni przez Most Nieskończoności i w lewo.
Musze się z tym przespać...
Wyszedłem z mojej jamy tuż przed wschodem słońca. Na całkiem czarnej trawie gościła rosa, była mgła i duszne powietrze, było bardzo mrocznie tak jak wszystko ale mi to nie przeszkadzało. Powoli wschodziło zupełnie nie grzejące, leniwe słońce. Zaczęły mnie gonić te krwiożercze wiewiórki. Ahh... nie mam zamiaru się z nimi użerać, przyśpieszyłem.
Ujrzałem Most Nieskończoności. Szedłem tak z 20 minut i skręciłem w lewo małą dróżką.
Ziemie coraz bardzie pokrywał biały puch. Ani się nie obejrzałem a już byłem na miejscu.
Nic się nie zmieniło. Pamiętam jak tu chadzaliśmy z... nieważne.
Woda była tak samo czysta i przejrzysta. Siedząc i wpatrując się w wodę dostrzegłem waderę... i tak nie miałem co robić, więc zacząłem ją śledzić. Dopiero z bliska dostrzegłem, iż była to wadera o ogonie w pomarańczowe paski.
<Sohara?>
Uwagi: "Dróżki" pisze się przez "ó". Często pomijasz literę "ę".
Normalnie można rzucić się z rozpaczy z mostu.
A może to ten dzień w którym powinienem wyjść z lasu?
Tak długo tam nie byłem... od tej tragedii, gdy ona...
Najwyżej jak wejdę na jakiś teren watahy to możliwe, iż mnie zabiją, ale leje na to. W tym Mrocznym Lesie nic się nie dzieje - ZERO POLOWAŃ, ZERO ŚMIERCI... tylko te krwiożercze wiewiórki. Tak jutro wyruszam, jeśli dobrze pamiętam szło się do Rzeki Przyjaźni przez Most Nieskończoności i w lewo.
Musze się z tym przespać...
***Rankiem.***
Wyszedłem z mojej jamy tuż przed wschodem słońca. Na całkiem czarnej trawie gościła rosa, była mgła i duszne powietrze, było bardzo mrocznie tak jak wszystko ale mi to nie przeszkadzało. Powoli wschodziło zupełnie nie grzejące, leniwe słońce. Zaczęły mnie gonić te krwiożercze wiewiórki. Ahh... nie mam zamiaru się z nimi użerać, przyśpieszyłem.
Ujrzałem Most Nieskończoności. Szedłem tak z 20 minut i skręciłem w lewo małą dróżką.
Ziemie coraz bardzie pokrywał biały puch. Ani się nie obejrzałem a już byłem na miejscu.
Nic się nie zmieniło. Pamiętam jak tu chadzaliśmy z... nieważne.
Woda była tak samo czysta i przejrzysta. Siedząc i wpatrując się w wodę dostrzegłem waderę... i tak nie miałem co robić, więc zacząłem ją śledzić. Dopiero z bliska dostrzegłem, iż była to wadera o ogonie w pomarańczowe paski.
<Sohara?>
Uwagi: "Dróżki" pisze się przez "ó". Często pomijasz literę "ę".
niedziela, 21 czerwca 2015
Od Blue "Terytorium wilków" cz. 1 (cd. chętny)
Wiał delikatny wietrzyk. W koło rozbrzmiewał melodyjny śpiew ptaków,
które przysiadły na pobliskim drzewie. Byłam zła na samą siebie. Już od
kilku dni chodziłam głodna, a to wszystko przez moją niezdarność, bo gdy
natrafiła się okazja żeby zabić kulawą sarnę, potknęłam się o wystające
z ziemi korzenie. Sama nie wiem jak mogła mi wtedy uciec. Byłam zbyt
zmęczona żeby ją gonić, bo gdy już wstałam, ona zdążyła zniknąć z
resztą stada za drzewami. Jedyne co dobrego przydarzyło mi się tamtego
dnia to to, że udało mi się znaleźć strumyk. Gdy już się napiłam,
położyłam się na ziemi otoczona krzakami. Szkoda tylko, że było to
terytorium innych wilków. Niestety gdy wstałam, było już za późno na
ucieczkę, a obudziło mnie pobliskie wycie wilka. Nie wiedziałam, czy
jest on tylko jeden, czy jest ich może więcej. Nie wiedziałam co się
stanie. Gdy wędrowałam przez lasy, przeważnie omijałam terytoria innych
watah. Zawsze dobrze radziłam sobie sama. Można powiedzieć, że byłam
samowystarczalna. Niestety w krótkim czasie sytuacja się zmieniła. Byłam
wycieńczona, głodna i przede wszystkim zmęczona. Podświadomie
potrzebowałam watahy - jak każdy wilk. Mimo to jak zobaczyłam przed sobą
ślepia i sierść, pokazałam kły i rzuciłam się na przeciwnika - co mogło
jednak być moim największym błędem. W końcu skąd mogłam wiedzieć czy
nie jest on ode mnie silniejszy i czy przypadkiem nie przyszedł tu z
kimś jeszcze...
<chętny?>
<chętny?>
Od Midnight'a "Dołączenie?!" cz.1 (cd. Rafael lub Kiiyuko)
Chodziłem sobie tu i z powrotem. Co robiłem? Nie wiem... to po
prostu było w mojej naturze. Czasami biegałem, pałętałem się gdzie można
było. To było ogólnie moje życie. Aż wreszcie...
Jadłem sobie spokojnie zajączka, którego upolowałem tak z 3 dni
temu. Wysuszyłem ją w dobrej temperaturze i nieźle smakował. Aż wreszcie
usłyszałem szelest... Byłem wyszkolony do takiej sytuacji.
Szedłem dalej, tylko że załadowałem kuszę. Nagle kroki... Ten ktoś nie
wiedziałem, że wiem co zrobić. Odskoczyłem w bok i strzeliłem dwa
razy w tył i wlazłem za drzewo. Zaraz... co mnie boli? Popatrzyłem na
prawy bok. Rozcięcie na 2 cm.
- WYCHODŹ! - usłyszałem głos.
- Spoko - pomyślałem. Wylazłem co sprawiało masę bólu. Był tam wilk ogólnie czarny z obrożą kolczastą. Miał tylko jedną wbitą ku mojemu zdziwieniu.
- Idziemy! - krzyknął.
- A jeśli umrę to co? A nie pomyślałeś również że strzała jest zatruta? - powiedziałem lekko zirytowany. Tak naprawdę nie była, ale zawsze można powiedzieć... Ale co tam, idziemy.
- Spoko - pomyślałem. Wylazłem co sprawiało masę bólu. Był tam wilk ogólnie czarny z obrożą kolczastą. Miał tylko jedną wbitą ku mojemu zdziwieniu.
- Idziemy! - krzyknął.
- A jeśli umrę to co? A nie pomyślałeś również że strzała jest zatruta? - powiedziałem lekko zirytowany. Tak naprawdę nie była, ale zawsze można powiedzieć... Ale co tam, idziemy.
<Rafael albo Kiiyuko?>
Uwagi: wypowiedzi pisz od nowej linii.
Uwagi: wypowiedzi pisz od nowej linii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)