Siedziałam w mojej komnacie znajdującej się w zamku Zakonu Quattro
Elementi. Do tego zakonu należały tylko anioły ciemności oraz wampiry.
Nie zapominajmy, oczywiście, o takich dziwolągach, jak ja. Anioł
ciemności, wampir, oraz wilk. Ale wracając do tego, co robiłam. Otóż
siedziałam w mojej komnacie i czekałam na tak zwaną przełożoną. Była ona
wnerwiającą wampirzycą. Właściwie to każdy tu, oprócz mnie był
wnerwiający. Ale takie życie, czy raczej nieżycie, ponieważ nie żyłam,
jak każdy "normalny" człowiek. Po chwili zaczęłam rozmowę z moją drugą
jaźnią. Każdy anioł ciemności ma taką.
- Długo mamy jeszcze na tą "wspaniałą i wszechmocną" przełożoną czekać?
- Skąd mamy wiedzieć?
- Stąd, że ta k*rwa nie przepuści żadnej okazji, aby nas upokorzyć.
- Lecz dzisiaj my się zemścimy.
Wyjęłam z kieszeni drewniany kołek.
- Dzisiaj ta s*ka pożałuje.
- A my zatriumfujemy.
Po chwili usłyszałam kroki. Pośpiesznie ukryłam korek. Po chwili do
komnaty weszła ona. Przełożona, jak zwykle patrzyła na mnie z pogardą, a
ja nie byłam jej dłużna. Odkąd pamiętam byłam jaj największym wrogiem i
vice versa.
- Czego chcesz?! - Syknęłam.
- Powiedzieć ci, że zostajesz wygnana. - W jej oczach widać było triumf.
- Bardzo się cieszę, bo z takimi d*bilami, jak ty, albo inni członkowie Zakonu, trudno wytrzymać!!!
Wyciągnęłam korek i rzuciłam się z nim na przełożoną. Po kilku sekundach
wbiłam jej go w serce. Potem zamieniłam się w wilka i odeszłam z
tamtego domu wariatów. Tak bowiem nazywałam Zakon.
***
Wędrowałam już kilka dni bez chwili odpoczynku. Nie zatrzymywałam się,
nawet, aby napić się czyjejś krwi. W moich oczach widać było więc, już
obłęd. Po chwili wpadłam na jakąś czarno-zieloną waderę. Moje oczy stały
się czerwone. Dzięki temu wyglądałam na jeszcze bardziej, obłąkaną.
- Uważaj jak leziesz!!! - Warknęłam do niej. - Chyba, że chcesz skończyć swój marny żywot!!
Spojrzałam na nią moim obłąkanym wzrokiem. Poczułam, że moje kły się wydłużają.
<Kazuma?>
Uwagi: Na przyszłość: mniej przekleństw. Oby to był ostatni raz, jasne?
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
sobota, 14 marca 2015
Od Tamorayna "Miriam" cz. 1 (cd. Chętna wadera)
Wstałem rano wyczerpany. W nocy nie mogłem spać. Cały czas miałem "gęsią
skórkę. Przeraźliwe zimno wydobywające się gdzieś z mojego wnętrza
rozpierało mnie całego. Nie mogłem nic z tym zrobić, czułem się bezradny
wobec tego dziwnego uczucia. Bałem się. Ale właściwie czego? Niestety
nie umiałem tego określić. Zmęczonym wzrokiem rozejrzałem się po mojej
jaskini. Nic ciekawego. Szarawe ściany tworzące niewielki "pokój"
idealnie dopasowany dla jednego wilka płci męskiej dzisiaj były jakby
ciemniejsze. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Na jednej z czterech ścian
zauważyłem podłużny cień. Na początku był rozmazany jednak przeraźliwie
szybko nabierał ostrości. Zobaczyłem coś, a raczej kogoś strasznego.
Kogoś kto prześladował mnie od dzieciństwa. Wystraszony uciekłem na
plaże. Tutejsza plaża zawsze, ale to zawsze kojarzyła mi się z czymś
przyjemnym. Teraz jest wiosna, więc tym bardziej przebywanie tam powinno
mi pomóc powstrzymać wspomnienia powracające do mnie. Biegłem
odwracając się co chwilę by spojrzeć czy nie idzie za mną. Zobaczyłem
znowu jej cień. A dokładniej elipsę cienia zbliżającą się w moją stronę.
Przyspieszyłem. To nic jednak nie dało. Elipsa tak samo jak jakieś 3
lata temu stała się jeszcze szybsza, Im szybciej uciekałem tym ona była
bliżej. W końcu dotarłem. Na plaży była jakaś wadera z watahy. Spojrzała
na mnie ze zdziwieniem, kiedy wparowałem na plaże oglądając się za
siebie.
- Cześć. - przywitała się.
Wystraszony podskoczyłem. Wadera spojrzała mi w oczy.
- Boisz się mnie? - spytała.
- Nie ciebie tylko JEJ! - wyszeptałem ze strachem malującym się w moich oczach.
- Kogo? - spytała.
- JEJ. - wskazałem za siebie.
- Nikogo tam nie widzę. - odparła.
- Przypatrz się. - rozkazałem.
Wadera spojrzała w stronę z której przybiegłem. Nic nie mówiła tylko patrzyła.
- Chodzi ci o ten cień? - zapytała.
Pomyślałem chwilę po czym powiedziałem:
- Tak.
W końcu teraz była jako postać cienia. Już nie była elipsą, a to oznaczało, że jest coraz gorzej.
- Ohh... Szczeniaczek wystraszył się cienia? - zapytała z drwiną.
- Nie. To nie jest jakiś tam zwyczajny cień. To MIRIAM! - powiedziałem szybko.
- Kto? - zapytała.
- Miriam. - powtórzyłem - Miriam jest w moich stronach ucieleśnieniem morderstwa. Była człowiekiem. Za życia była dobra. W ostatni dzień swojego życia (miała 15 lat) siedziała ze swoim szczeniaczkiem na wieloosobowej, drewnianej huśtawce. Szczeniaczek był jednym z 6 jej małych szczeniaczków, jej ulubieńcem. Wokół huśtawki rosło wiele kolorowych kwiatów. Wieczorem szczeniaczek wystraszony uciekł do pobliskiego lasu. Miriam wystraszona, że jej ulubieńcowi może coś się stać ruszyła za nim. Popełniła swój największy błąd w życiu. Właściwie to on był jej ostatnim. Po wsi, w której mieszkała grasował wtedy seryjny morderca. Uciekł z pobliskiego więzienia. Był akurat w lesie. Zabił swoim wielkim, szerokim nożem Miri i jej pieska. Posiakał ich jak cebule do pierogów! Miriam rządna zemsty zabija innych. Uwzięła się na mnie. Prześladowała mnie odkąd skończyłem 4 miesiące do czasu, aż miałem około 1 roku i 2 miesięcy. Teraz wróciła.
Jak na potwierdzenie moich słów usłyszeliśmy zachrypły głos, a potem jej właścicielkę.
- Witaj Rayn. Stęskniłeś się?
Głos oczywiście należał do Miriam.
- Że ktoś jeszcze pamięta o tym wszystkim. - uśmiechnęła się złośliwie odsłaniając równe, białe zęby.
Miriam za życia uchodziła za prawdziwą piękność. Atłasowa karnacja, długie, czarne, włosy, mały nos, ładne zawsze uśmiechnięte usta i duże oczy o nieokreślonym kolorze patrzące radośnie na świat. Była też smukła i wysoka.
Po śmierci się zmieniła. Nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. Choć może nie do końca... Włosy stały się jeszcze prostsze. Zaplątawały się tam często małe gałązki. Oczy nie zmieniły swojej barwy, ale spojrzenie stało się dzikie i patrzące na wszystko z nienawiścią. Na ciele miała blizny i strupy tworząc w kratkę.
Zawsze chodziła w białej sukience, w której zginęła. Przy sobie miała też często ten sam nóż co ją zabił.
Piesek natomiast zmienił się w wielką, ciemną świnie czy to też dzika. Zależy jak kto go zauważy. Miriam trzyma go na srebrnym łańcuchu (tego psa najpierw uduszono łańcuchem).
Wadera stająca obok mnie patrzyła wystraszona na Miriam.
- Jak masz na imię? - zwróciła się natomiast Miriam w stronę wadery.
Przypomniało mi się wtedy, że byłem tak zajęty M., że zapomniałem jej imienia.
- Jj... Jes... Jestem... - jąkała się samica.
<Wadero? Kim, żeś ty jest, bo nie pamiętam XD>
Uwagi: brak
Miriam za życia:

Po śmierci:

Mały Rayn (jak był prześladowany przez M.):
- Cześć. - przywitała się.
Wystraszony podskoczyłem. Wadera spojrzała mi w oczy.
- Boisz się mnie? - spytała.
- Nie ciebie tylko JEJ! - wyszeptałem ze strachem malującym się w moich oczach.
- Kogo? - spytała.
- JEJ. - wskazałem za siebie.
- Nikogo tam nie widzę. - odparła.
- Przypatrz się. - rozkazałem.
Wadera spojrzała w stronę z której przybiegłem. Nic nie mówiła tylko patrzyła.
- Chodzi ci o ten cień? - zapytała.
Pomyślałem chwilę po czym powiedziałem:
- Tak.
W końcu teraz była jako postać cienia. Już nie była elipsą, a to oznaczało, że jest coraz gorzej.
- Ohh... Szczeniaczek wystraszył się cienia? - zapytała z drwiną.
- Nie. To nie jest jakiś tam zwyczajny cień. To MIRIAM! - powiedziałem szybko.
- Kto? - zapytała.
- Miriam. - powtórzyłem - Miriam jest w moich stronach ucieleśnieniem morderstwa. Była człowiekiem. Za życia była dobra. W ostatni dzień swojego życia (miała 15 lat) siedziała ze swoim szczeniaczkiem na wieloosobowej, drewnianej huśtawce. Szczeniaczek był jednym z 6 jej małych szczeniaczków, jej ulubieńcem. Wokół huśtawki rosło wiele kolorowych kwiatów. Wieczorem szczeniaczek wystraszony uciekł do pobliskiego lasu. Miriam wystraszona, że jej ulubieńcowi może coś się stać ruszyła za nim. Popełniła swój największy błąd w życiu. Właściwie to on był jej ostatnim. Po wsi, w której mieszkała grasował wtedy seryjny morderca. Uciekł z pobliskiego więzienia. Był akurat w lesie. Zabił swoim wielkim, szerokim nożem Miri i jej pieska. Posiakał ich jak cebule do pierogów! Miriam rządna zemsty zabija innych. Uwzięła się na mnie. Prześladowała mnie odkąd skończyłem 4 miesiące do czasu, aż miałem około 1 roku i 2 miesięcy. Teraz wróciła.
Jak na potwierdzenie moich słów usłyszeliśmy zachrypły głos, a potem jej właścicielkę.
- Witaj Rayn. Stęskniłeś się?
Głos oczywiście należał do Miriam.
- Że ktoś jeszcze pamięta o tym wszystkim. - uśmiechnęła się złośliwie odsłaniając równe, białe zęby.
Miriam za życia uchodziła za prawdziwą piękność. Atłasowa karnacja, długie, czarne, włosy, mały nos, ładne zawsze uśmiechnięte usta i duże oczy o nieokreślonym kolorze patrzące radośnie na świat. Była też smukła i wysoka.
Po śmierci się zmieniła. Nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. Choć może nie do końca... Włosy stały się jeszcze prostsze. Zaplątawały się tam często małe gałązki. Oczy nie zmieniły swojej barwy, ale spojrzenie stało się dzikie i patrzące na wszystko z nienawiścią. Na ciele miała blizny i strupy tworząc w kratkę.
Zawsze chodziła w białej sukience, w której zginęła. Przy sobie miała też często ten sam nóż co ją zabił.
Piesek natomiast zmienił się w wielką, ciemną świnie czy to też dzika. Zależy jak kto go zauważy. Miriam trzyma go na srebrnym łańcuchu (tego psa najpierw uduszono łańcuchem).
Wadera stająca obok mnie patrzyła wystraszona na Miriam.
- Jak masz na imię? - zwróciła się natomiast Miriam w stronę wadery.
Przypomniało mi się wtedy, że byłem tak zajęty M., że zapomniałem jej imienia.
- Jj... Jes... Jestem... - jąkała się samica.
<Wadero? Kim, żeś ty jest, bo nie pamiętam XD>
Uwagi: brak
Miriam za życia:
Po śmierci:

Mały Rayn (jak był prześladowany przez M.):
Od Maddy "Jak dołączyłam" cz. 1
Pewnego dnia matka wyrzuciła mnie z domu, bo miała już nowy miot więc dla
mnie nie było miejsca. Błąkałam się po okolicy, aż napotkałam jakąś
wilczyce.
- Cześć jestem Kiiyuko. - Powiedziała wilczyca.
- Hej, ja jestem Maddy. - Odpowiedziałam.
- Skąd jesteś? - Zapytała.
- Matka mnie wyrzuciła, bo ma już nowy miot. - Odparłam.
- Pewnie teraz szukasz nowego stada, co?
- Tak, to prawda może kiedyś je znajdę. - Westchnęłam.
- Masz szczęście. Trafiłaś na właściwą wilczyce: jestem Alfą Watahy Magicznych Wilków.
- Serio?! - Spytałam.
- Serio. - Odpowiedziała mi Kiiyuko.
- Super, może byś mnie przyjęła do watahy?
- Oczywiście, poznaj tylko parę zasad.
Gdy Kiiyuko wyjaśniła mi zasady, wskazała mi moją jaskinie.
- Jaka wielka! - Powiedziałam. - W moim rodzinnym domu miałam tylko małą grotę.
- Ale jak widzisz tu masz większą. - Odparła Kiiyuko. - No kończmy już tą dyskusję. Musisz obejrzeć grotę.
Uwagi: Wypowiedzi zaczynamy od nowego akapitu, od myślnika.
- Cześć jestem Kiiyuko. - Powiedziała wilczyca.
- Hej, ja jestem Maddy. - Odpowiedziałam.
- Skąd jesteś? - Zapytała.
- Matka mnie wyrzuciła, bo ma już nowy miot. - Odparłam.
- Pewnie teraz szukasz nowego stada, co?
- Tak, to prawda może kiedyś je znajdę. - Westchnęłam.
- Masz szczęście. Trafiłaś na właściwą wilczyce: jestem Alfą Watahy Magicznych Wilków.
- Serio?! - Spytałam.
- Serio. - Odpowiedziała mi Kiiyuko.
- Super, może byś mnie przyjęła do watahy?
- Oczywiście, poznaj tylko parę zasad.
Gdy Kiiyuko wyjaśniła mi zasady, wskazała mi moją jaskinie.
- Jaka wielka! - Powiedziałam. - W moim rodzinnym domu miałam tylko małą grotę.
- Ale jak widzisz tu masz większą. - Odparła Kiiyuko. - No kończmy już tą dyskusję. Musisz obejrzeć grotę.
Uwagi: Wypowiedzi zaczynamy od nowego akapitu, od myślnika.
Od Soulisa ''Wataha i zakochanie?'' cz. 1 (cd. Norina)
Wstałem jak zwykle znudzony tą codzienną rutyną, marsz, marsz, bieg,
odpoczynek, jedzenie, picie, spanie, i tak dzień w dzień, wyruszyłem tym
razem biegiem, byłem w sumie... pełen energii, to czemu by nie? Biegłem
i biegłem aż stoczyłem się po górce wypełnionej kwiatami, gdy
''zleciałem'' do końca górki zatrzymał mnie... kamień? Kręgosłup mnie
nap****alał jak nie wiem, ledwo wstałem
- Jezu, kiedyś nie wstanę, po prostu... nie wstanę. - wyszeptałem pod nosem
- Hej. - zapytała nieśmiało nieznajoma wadera
- Witaj. - odwróciłem łeb w jej stronę, była piękna, ja chyba się zakochałem
- Kim jesteś?
- Ja? Ja jestem Soulis, a ty Aniele? - spytałem całując jej łapę
- Nie rozpędzaj się tak kochasiu. - uśmiechnęła się lekko
- A ty co tu robisz Aniołku? - uśmiechnąłem się szarmancko
- Spaceruję, nudzi mi się, a ty co tu robisz?
- A co? Przechodnie wchodzić nie mogą?
- Nie no, mogą, mogą. - zaśmiała się trochę
- Em, panienko, gdzie tu można znaleźć watahę?
- Możesz dołączyć do naszej, o ile zechcesz.
- Prowadź Królowo. - pokłoniłem się dla wadery ''Królowej''
- No bez przesady, jestem zwykłą waderą z owego morza, nie ma we mnie nic szczególnego.
- Z morza? Czyżby piratka?
- Tak, byłam piratką, w sumie to teraz też jestem.
- Ar Kapitanie! Widać chyba jakiś skarb na horyzoncie! - krzyczałem udając pirata, waderę to śmieszyło
- Czemu ty to robisz? - spytała ze śmiechem
- Kapitanie! Rekiny przegryzają pokład!
- Dobra! Dobra! Stój, zaprowadzę cie do Alfy
- Więc prowadź. A tak! Zapomniałem, jak się nazywasz?
- Nazywam się Norina.
- Piękne imię Aniele.
<Norina?>
Uwagi: "Horyzoncie" piszemy przez "n" i "h".
- Jezu, kiedyś nie wstanę, po prostu... nie wstanę. - wyszeptałem pod nosem
- Hej. - zapytała nieśmiało nieznajoma wadera
- Witaj. - odwróciłem łeb w jej stronę, była piękna, ja chyba się zakochałem
- Kim jesteś?
- Ja? Ja jestem Soulis, a ty Aniele? - spytałem całując jej łapę
- Nie rozpędzaj się tak kochasiu. - uśmiechnęła się lekko
- A ty co tu robisz Aniołku? - uśmiechnąłem się szarmancko
- Spaceruję, nudzi mi się, a ty co tu robisz?
- A co? Przechodnie wchodzić nie mogą?
- Nie no, mogą, mogą. - zaśmiała się trochę
- Em, panienko, gdzie tu można znaleźć watahę?
- Możesz dołączyć do naszej, o ile zechcesz.
- Prowadź Królowo. - pokłoniłem się dla wadery ''Królowej''
- No bez przesady, jestem zwykłą waderą z owego morza, nie ma we mnie nic szczególnego.
- Z morza? Czyżby piratka?
- Tak, byłam piratką, w sumie to teraz też jestem.
- Ar Kapitanie! Widać chyba jakiś skarb na horyzoncie! - krzyczałem udając pirata, waderę to śmieszyło
- Czemu ty to robisz? - spytała ze śmiechem
- Kapitanie! Rekiny przegryzają pokład!
- Dobra! Dobra! Stój, zaprowadzę cie do Alfy
- Więc prowadź. A tak! Zapomniałem, jak się nazywasz?
- Nazywam się Norina.
- Piękne imię Aniele.
<Norina?>
Uwagi: "Horyzoncie" piszemy przez "n" i "h".
Subskrybuj:
Posty (Atom)