Krew płynęła we mnie tak szybko że myślałam że wybuchnę, uspokoiłam się i od razu na myśl nadszedł mi pomysł
- Norwegian, wiem że jesteś jeszcze głupi, nie wiesz co możesz ze mną mieć, każdy kogo spotkasz będzie Ci się kłaniał, będą oddawać Ci swoje rzeczy, pożywienie... co tylko zapragniesz!
Norwegian stał i na mnie patrzył, nie mogłam uwierzyć że rezygnuje z tego wszystkiego
- Nigdy do ciebie nie dołączę! Ja ją kocham!
- Jesteś jeszcze głupi! Nie wiesz co to miłość! I nigdy się nie dowiesz.
Norwegian zamyślił się bo nic nie mówił, była wręcz ''boląca'' cisza
- Masz ostatnią szanse, przyłącz się do mnie.
- Nigdy!!!
Ze złości teraz tak mocno zamachałam skrzydłami że Norwegian padł na ziemie
- Jeszcze raz się pytam... dołączysz do mnie?!
- Mówiłem już że nie!
- Jak wolisz... teraz odwal się ode mnie, mam coś do załatwienia.
Odwróciłam się miałam zacząć odchodzić gdy ON na nieszczęście się spytał:
- Co masz do załatwienia?
- Porozmawiać z kimś... lub inaczej to powiem, zniszczyć kogoś kogo ''znasz''.
- Czy to... Shaylin?!
- Brawo, zgadłeś. Jesteś mądrzejszy niż myślałam.
Norwegian wstał z złością
- Debil, bez mózg, ćwok, złośnik, cymbał... - pomyślałam
Norweg rzucił się na mnie, przygwoździł mnie do ziemi
- Widzę że piesek się denerwuje, no co mi zrobisz kundelku?
Odkopnęłam go od siebie z taką siłą, że odleciał do drzewa, był tak zdenerwowany... no ale bez przesady, nikt nie jest bardziej zdenerwowany niż Kazia.
- Zostaw Shaylin w spokoju!
- Tak, chyba po moim trupie... piesiu. - uśmiechnęłam się złośliwie
<Norwegian? No złap mnie piesiu :P>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
sobota, 7 lutego 2015
Od Noriny "Poszukiwania cz.1"
Obudziłam się bardzo wcześnie rano. Nagle zauważyłam, że obok mnie siedzi Ariane. Zaskoczona, a zarazem przerażona, skoczyłam na równe nogi.
- Witaj, Nori.
- Witaj. Co tu robisz?
- Mam zadanie dla ciebie.
- Jakie?
- Otóż musisz znaleźć pewien przedmiot. Składa się on z dwóch części. Pierwszą posiada James i musisz mu ją odebrać, a drugą musisz znaleźć sama.
- Coś jeszcze?
- Owszem. Najpierw, gdy już będziesz miała dwie części sprawdzisz jakie ma właściwości i potem zaniesiesz twojej Alfie.
- Dobrze.
Wyrocznia zniknęła. Westchnęłam i zaczęłam się przygotowywać do drogi. Wzięłam kordelas i muszkiet. Potem, niepostrzeżenie, pobiegłam w stronę lasu. Gdy byłam poza granicami watahy, udałam się do pewnej jaskini, gdzie kiedyś chowałam zdobycze z abordaży i wypraw. Na szczęście wiedziałam o niej tylko ja. Weszłam do środka i podeszłam do dzbana z pieniędzmi. Wzięłam tyle, ile powinno mi starczyć na miesiąc na jedzenie. Zabrałam jeszcze płaszcz, garłacz i mapę. Potem zamieniłam się w człowieka. Spojrzałam na mapę. Postanowiłam, że najpierw postaram się o część przedmiotu, którą ma James. Pobiegłam w miejsce, gdzie ostatnio był zacumowany statek. Gdy byłam na miejscu odkryłam, że niedługo odpływają. Wskoczyłam więc do pustego kosza, w którym później będzie złoto, czy coś w tym stylu. Po jakimś czasie poczułam, że dwie osoby podnoszą kosz. Gdy postawili go, chyba, pod pokładem odetchnęłam z ulgą. Udało mi się. Lecz po chwili usłyszałam kroki i głos James'a. Sądząc po odgłosach był upity.
- Reven, co sprowadziliście... - Zaczął czkać. - Co sprowadziliście z jaskini Noriny?
"A więc jednak ktoś wiedział." - Pomyślałam.
- Mapy, busolę, kordelasy, wino, rum i liny.
- Dobra... - Kolejne czknięcie. - Dobra robota.
- Kapitanie, czy wszystko w porządku?
- Owszem. - I znowu czknął.
- To ja idę powiedzieć kucharzowi, żeby zaczął przygotowywać kolację dla was, kapitanie.
- Dobrze... - I znowu czknięcie.
Zostałam sama z James'em w ładowni. Kiedyś cieszyłabym się z tego, a teraz bałam się, że zostanę odkryta, potem zabita i nie zrobię tego o co prosiła mnie Wyrocznia. Nagle James podniósł wieko od kosza, w którym się znajdowałam.
- No proszę, Norina przyszła się przywitać.
A więc oszukiwał, że się upił.
- I tu się mylisz.
Wyskoczyłam z kosza i wyciągnęłam kordelas.
- A więc co tu robisz?
- Nie twoja sprawa.
- Owszem, moja, bo to jest mój statek.
Wyciągnął również kordelas.
- A czy ktoś powiedział, że chcę ci go odebrać?
- Nie, lecz to jest wiadome.
- I znowu się mylisz.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Mówisz prawdę?
- Na sto bałwanów morskich! Tak, mówię prawdę.
- To się ciesz. To co wtedy tu robisz?
- Obiecaj najpierw, że cokolwiek usłyszysz nie zabijesz mnie, albo nie każesz zrobić tego komuś innemu.
- No dobrze.
- No więc, Ariane kazała mi zdobyć pewien przedmiot, który podobno składa się z dwóch części. Z tego co wiem, jedną część posiadasz ty i dlatego tutaj jestem.
- Ariane to ta Wyrocznia, która się tobą zajmowała?
- Owszem. To jak pomożesz mi?
- Daj mi czas do zastanowienia się. - Widząc moją przerażoną minę dodał:
- Chodź. Ja, ani nikt z załogi nic ci nie zrobi.
- Skąd mogę mieć pewność?
- Słowo pirata.
Westchnęłam.
- No dobrze.
Poszliśmy na pokład. Cała załoga, gdy mnie zauważyła, wyciągnęła kordelasy, albo garłacze.
- Spokojnie. Ona jest tu gościem.
Schowali broń, a James zaprowadził mnie do swojej, a kiedyś mojej, kajuty.
- Widzę, że trochę pozmieniałeś.
- Owszem. Zjesz coś? Dzisiaj Killiam przygotowuje kolację.
- Chętnie.
Po chwili do kajuty wbiegł Reven.
- Dla niej też przygotować?
- Tak i pośpiesz się.
- Tak jest kapitanie!
Reven wybiegł, a my usiedliśmy przy stole, gdzie za moich czasów zawsze leżały mapy. Zamyśliłam się.
- Norina?
- Tak?
- Powiedzieć ci, czemu ciebie zdegradowałem ze stanowiska kapitana?
- Owszem.
- Po prostu byłem zazdrosny.
- Ciekawe o co? Bycie kapitanem to nic ciekawego.
(C.D.N)
Uwagi: Po znakach interpunkcyjnych używamy Spacji.
- Witaj, Nori.
- Witaj. Co tu robisz?
- Mam zadanie dla ciebie.
- Jakie?
- Otóż musisz znaleźć pewien przedmiot. Składa się on z dwóch części. Pierwszą posiada James i musisz mu ją odebrać, a drugą musisz znaleźć sama.
- Coś jeszcze?
- Owszem. Najpierw, gdy już będziesz miała dwie części sprawdzisz jakie ma właściwości i potem zaniesiesz twojej Alfie.
- Dobrze.
Wyrocznia zniknęła. Westchnęłam i zaczęłam się przygotowywać do drogi. Wzięłam kordelas i muszkiet. Potem, niepostrzeżenie, pobiegłam w stronę lasu. Gdy byłam poza granicami watahy, udałam się do pewnej jaskini, gdzie kiedyś chowałam zdobycze z abordaży i wypraw. Na szczęście wiedziałam o niej tylko ja. Weszłam do środka i podeszłam do dzbana z pieniędzmi. Wzięłam tyle, ile powinno mi starczyć na miesiąc na jedzenie. Zabrałam jeszcze płaszcz, garłacz i mapę. Potem zamieniłam się w człowieka. Spojrzałam na mapę. Postanowiłam, że najpierw postaram się o część przedmiotu, którą ma James. Pobiegłam w miejsce, gdzie ostatnio był zacumowany statek. Gdy byłam na miejscu odkryłam, że niedługo odpływają. Wskoczyłam więc do pustego kosza, w którym później będzie złoto, czy coś w tym stylu. Po jakimś czasie poczułam, że dwie osoby podnoszą kosz. Gdy postawili go, chyba, pod pokładem odetchnęłam z ulgą. Udało mi się. Lecz po chwili usłyszałam kroki i głos James'a. Sądząc po odgłosach był upity.
- Reven, co sprowadziliście... - Zaczął czkać. - Co sprowadziliście z jaskini Noriny?
"A więc jednak ktoś wiedział." - Pomyślałam.
- Mapy, busolę, kordelasy, wino, rum i liny.
- Dobra... - Kolejne czknięcie. - Dobra robota.
- Kapitanie, czy wszystko w porządku?
- Owszem. - I znowu czknął.
- To ja idę powiedzieć kucharzowi, żeby zaczął przygotowywać kolację dla was, kapitanie.
- Dobrze... - I znowu czknięcie.
Zostałam sama z James'em w ładowni. Kiedyś cieszyłabym się z tego, a teraz bałam się, że zostanę odkryta, potem zabita i nie zrobię tego o co prosiła mnie Wyrocznia. Nagle James podniósł wieko od kosza, w którym się znajdowałam.
- No proszę, Norina przyszła się przywitać.
A więc oszukiwał, że się upił.
- I tu się mylisz.
Wyskoczyłam z kosza i wyciągnęłam kordelas.
- A więc co tu robisz?
- Nie twoja sprawa.
- Owszem, moja, bo to jest mój statek.
Wyciągnął również kordelas.
- A czy ktoś powiedział, że chcę ci go odebrać?
- Nie, lecz to jest wiadome.
- I znowu się mylisz.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Mówisz prawdę?
- Na sto bałwanów morskich! Tak, mówię prawdę.
- To się ciesz. To co wtedy tu robisz?
- Obiecaj najpierw, że cokolwiek usłyszysz nie zabijesz mnie, albo nie każesz zrobić tego komuś innemu.
- No dobrze.
- No więc, Ariane kazała mi zdobyć pewien przedmiot, który podobno składa się z dwóch części. Z tego co wiem, jedną część posiadasz ty i dlatego tutaj jestem.
- Ariane to ta Wyrocznia, która się tobą zajmowała?
- Owszem. To jak pomożesz mi?
- Daj mi czas do zastanowienia się. - Widząc moją przerażoną minę dodał:
- Chodź. Ja, ani nikt z załogi nic ci nie zrobi.
- Skąd mogę mieć pewność?
- Słowo pirata.
Westchnęłam.
- No dobrze.
Poszliśmy na pokład. Cała załoga, gdy mnie zauważyła, wyciągnęła kordelasy, albo garłacze.
- Spokojnie. Ona jest tu gościem.
Schowali broń, a James zaprowadził mnie do swojej, a kiedyś mojej, kajuty.
- Widzę, że trochę pozmieniałeś.
- Owszem. Zjesz coś? Dzisiaj Killiam przygotowuje kolację.
- Chętnie.
Po chwili do kajuty wbiegł Reven.
- Dla niej też przygotować?
- Tak i pośpiesz się.
- Tak jest kapitanie!
Reven wybiegł, a my usiedliśmy przy stole, gdzie za moich czasów zawsze leżały mapy. Zamyśliłam się.
- Norina?
- Tak?
- Powiedzieć ci, czemu ciebie zdegradowałem ze stanowiska kapitana?
- Owszem.
- Po prostu byłem zazdrosny.
- Ciekawe o co? Bycie kapitanem to nic ciekawego.
(C.D.N)
Uwagi: Po znakach interpunkcyjnych używamy Spacji.
Od Wissy "Szczenięca przygoda cz. 8" (cd. Telleni)
Postanowiłyśmy więc znaleźć na noc schronienie. Ta, była wyjątkowo ciemna i nawet ja, młoda wilczyca słabo widziałam. Nigdy za dobrze nie widziałam w nocy, a ta przechodziła samą siebie. Mimo to, nie dałam po sobie tego poznać i szłam krok w krok za Telleni, kiedy powiedziała do mnie:
- Wis... Tam jest... Wilk...
- Gdzie? - zapytałam się drżącym, a jednocześnie zdziwionym głosem.
- NO TAM! - odpowiedziała wskazując łapą w (chyba) lewą stronę. Nie zajarzyłam dokładnie o co jej chodziło, gdy chwyciła mnie za ogon i zaczęła biec. Nie słyszałam, żeby ktoś biegł za nami, dlatego też zaparłam się łapami.
- Wis, co ty robisz, musimy uciekać!
- Ale nikogo tam nie było!
- Był wilk! Chyba wiem jak wyglądają wilki!
- A może to był szop? Albo... Jakiś Duży Wielki Kot?
- Ale Duże Wielkie Koty są czarne! Albo żółte!
- A może jest jakiś nowy w tym miejscu?!
- Duże Wielkie Koty tu tak w ogóle nie mieszkają!
- A masz dowód, że był to jednak wilk?
- Tak! Miał złote oczy i był biało-szary, oraz poszarpaną sierść! I duże uszy! Oraz długi pysk!
- Czyli wszystko jasne! To był Duży Szczur!
- ŻADEN SZCZUR!
- Ale co wilk miał by robić tak blisko naszej... W...
- Nie jesteśmy blisko watahy! Nie wiadomo gdzie jesteśmy!
- T-Tel...Tel-l-ee....
Właśnie przed ułamkiem sekundy, przed moimi oczami, za Telleni stało ogromne zwierzę. Miało coś długiego, podobne było to do gałęzi bez liści. Jego łeb było widać pod światło księżyca, było straszne. Dopiero po głębokim wpatrywaniu się w niego, zobaczyłam, że to jest jeleń. Wyjątkowo ogromny i okazały. Jeszcze nigdy nie widziałam tak okazałego osobnika. A skoro jest jeden, to w pobliżu musi być całe stado.
- Wissy... Czy... Coś za mną jest...? - zapytała mnie Telleni.
- T-t-t-a-a-k...- Mówiąc to zaczęłam uciekać.
Nie zwróciłam nawet uwagi na to, że Telleni za mną nie biegnie. Jednak moje łapy same mnie unosiły, byłam tak przerażona, że nie zauważyłam, iż wpadłam na wilka. Zobaczyłam jego świecące oczy, i zrozumiałam, że Tell miała rację, faktycznie, był tam wilk... Popatrzył się na mnie, po czym powiedział z całkowitym spokojem:
- Czy ty, zdajesz sobie sprawę, że Twoja towarzyszka umarła? Jeleń ją zabił, a ty mu na to pozwoliłaś. Dzięki Tobie, jej rodzina również nie żyje. Telleni jest tutaj, martwa, zobacz. - powiedział wskazując łapą na... Telleni...
- Że co...?! - już zbierało mi się na płacz, gdy...
Obudziłam się ze snu. Leżałam w małej norce, obok mnie była (na szczęście żywa) Tell.
***
Nazajutrz opowiedziałam jej o moim śnie.
- Że ja umarłam?... - zapytała zdziwiona wadera.
- Tak. Ten jeleń był gigantyczny!
- Jeleń...
- Co?
- Mam z nim złe wspomnienia...
- Aha... Ej, zobacz! - mówiąc to, wskazałam na zająca.
- Pogonimy go? - zapytała wesoło Telleni.
- Okej! - Odpowiedziałam, i tak właśnie zaczęłyśmy wesoło biegać za zajęczakiem.
<Telleni? Brak pomysłu xd>
Uwagi: brak
- Wis... Tam jest... Wilk...
- Gdzie? - zapytałam się drżącym, a jednocześnie zdziwionym głosem.
- NO TAM! - odpowiedziała wskazując łapą w (chyba) lewą stronę. Nie zajarzyłam dokładnie o co jej chodziło, gdy chwyciła mnie za ogon i zaczęła biec. Nie słyszałam, żeby ktoś biegł za nami, dlatego też zaparłam się łapami.
- Wis, co ty robisz, musimy uciekać!
- Ale nikogo tam nie było!
- Był wilk! Chyba wiem jak wyglądają wilki!
- A może to był szop? Albo... Jakiś Duży Wielki Kot?
- Ale Duże Wielkie Koty są czarne! Albo żółte!
- A może jest jakiś nowy w tym miejscu?!
- Duże Wielkie Koty tu tak w ogóle nie mieszkają!
- A masz dowód, że był to jednak wilk?
- Tak! Miał złote oczy i był biało-szary, oraz poszarpaną sierść! I duże uszy! Oraz długi pysk!
- Czyli wszystko jasne! To był Duży Szczur!
- ŻADEN SZCZUR!
- Ale co wilk miał by robić tak blisko naszej... W...
- Nie jesteśmy blisko watahy! Nie wiadomo gdzie jesteśmy!
- T-Tel...Tel-l-ee....
Właśnie przed ułamkiem sekundy, przed moimi oczami, za Telleni stało ogromne zwierzę. Miało coś długiego, podobne było to do gałęzi bez liści. Jego łeb było widać pod światło księżyca, było straszne. Dopiero po głębokim wpatrywaniu się w niego, zobaczyłam, że to jest jeleń. Wyjątkowo ogromny i okazały. Jeszcze nigdy nie widziałam tak okazałego osobnika. A skoro jest jeden, to w pobliżu musi być całe stado.
- Wissy... Czy... Coś za mną jest...? - zapytała mnie Telleni.
- T-t-t-a-a-k...- Mówiąc to zaczęłam uciekać.
Nie zwróciłam nawet uwagi na to, że Telleni za mną nie biegnie. Jednak moje łapy same mnie unosiły, byłam tak przerażona, że nie zauważyłam, iż wpadłam na wilka. Zobaczyłam jego świecące oczy, i zrozumiałam, że Tell miała rację, faktycznie, był tam wilk... Popatrzył się na mnie, po czym powiedział z całkowitym spokojem:
- Czy ty, zdajesz sobie sprawę, że Twoja towarzyszka umarła? Jeleń ją zabił, a ty mu na to pozwoliłaś. Dzięki Tobie, jej rodzina również nie żyje. Telleni jest tutaj, martwa, zobacz. - powiedział wskazując łapą na... Telleni...
- Że co...?! - już zbierało mi się na płacz, gdy...
Obudziłam się ze snu. Leżałam w małej norce, obok mnie była (na szczęście żywa) Tell.
***
Nazajutrz opowiedziałam jej o moim śnie.
- Że ja umarłam?... - zapytała zdziwiona wadera.
- Tak. Ten jeleń był gigantyczny!
- Jeleń...
- Co?
- Mam z nim złe wspomnienia...
- Aha... Ej, zobacz! - mówiąc to, wskazałam na zająca.
- Pogonimy go? - zapytała wesoło Telleni.
- Okej! - Odpowiedziałam, i tak właśnie zaczęłyśmy wesoło biegać za zajęczakiem.
<Telleni? Brak pomysłu xd>
Uwagi: brak
Od Shaylin "Kapitan musi odejść" cz.4 (cd. Midnight)
Zaskoczył mnie fakt, że MID pojawił się w moim internecie. Ucieszyłam się.
Pewnie długą drogę musiał przebyć. Spojrzałam na niego.
- Dzięki, za zaopatrzenie - uśmiechnęliśmy się oboje w tym samym czasie.
Schowałam to wszystko do walizki, by dziewczyny mi tego nie zabrały.
Miałam nadzieję, że żadna z nich nic nikomu nie powie.
Nie chciałam siedzieć z dziewczynami, więc pociągnęłam Mid,'a za rękę i wyszliśmy z budynku.
- Jak się tu dostałeś?! - zapytałam
- Ehh..długa historia. Byłem nad tobą.
To już wiedziałam jak! Nie mogę uwierzyć!! Ja on się poświęca. Zaskakuje mnie zawsze.
Te jego pomysły były genialne, nie każdy by coś takiego wymyślił. Dziwnie się czułam myśląc, że od teraz moje życie się zmieni. Taka prawda: teraz mieszkam w mieście.
- A po jaką cholerę przemierzyłeś tyle kilometrów!? Opłacało się? - śmiejąc się przywarłam
go do ściany budynku.
- W pewnym sensie tak, by przekazać ci zaopatrzenie i się pożegnać. - spojrzał mi w oczy uśmiechając się. To było miłe z jego strony.
- Mid... ty naprawdę mnie zaskakujesz. Jesteś wyjątkowy, mądry i troskliwy. Czasem myślę... że jednak różnisz się od innych z watahy. To mi się w tobie podoba. - patrzył na mnie tak jakby wyczekująco.
- Shaylin... - puściłam go - ...ja myślę, że... będzie mi cię brakowało. - wyszeptał
Jego słowa zawsze chodziły mi po głowie. ,,Brakowało''.
- Ja także będę tęskniła... ogólnie za wszystkimi... za tobą prawdopodobnie najbardziej. Co masz zamiar teraz robić?
<Mid?>
Uwagi: właściwie to te same co zwykle
Pewnie długą drogę musiał przebyć. Spojrzałam na niego.
- Dzięki, za zaopatrzenie - uśmiechnęliśmy się oboje w tym samym czasie.
Schowałam to wszystko do walizki, by dziewczyny mi tego nie zabrały.
Miałam nadzieję, że żadna z nich nic nikomu nie powie.
Nie chciałam siedzieć z dziewczynami, więc pociągnęłam Mid,'a za rękę i wyszliśmy z budynku.
- Jak się tu dostałeś?! - zapytałam
- Ehh..długa historia. Byłem nad tobą.
To już wiedziałam jak! Nie mogę uwierzyć!! Ja on się poświęca. Zaskakuje mnie zawsze.
Te jego pomysły były genialne, nie każdy by coś takiego wymyślił. Dziwnie się czułam myśląc, że od teraz moje życie się zmieni. Taka prawda: teraz mieszkam w mieście.
- A po jaką cholerę przemierzyłeś tyle kilometrów!? Opłacało się? - śmiejąc się przywarłam
go do ściany budynku.
- W pewnym sensie tak, by przekazać ci zaopatrzenie i się pożegnać. - spojrzał mi w oczy uśmiechając się. To było miłe z jego strony.
- Mid... ty naprawdę mnie zaskakujesz. Jesteś wyjątkowy, mądry i troskliwy. Czasem myślę... że jednak różnisz się od innych z watahy. To mi się w tobie podoba. - patrzył na mnie tak jakby wyczekująco.
- Shaylin... - puściłam go - ...ja myślę, że... będzie mi cię brakowało. - wyszeptał
Jego słowa zawsze chodziły mi po głowie. ,,Brakowało''.
- Ja także będę tęskniła... ogólnie za wszystkimi... za tobą prawdopodobnie najbardziej. Co masz zamiar teraz robić?
<Mid?>
Uwagi: właściwie to te same co zwykle
Subskrybuj:
Posty (Atom)