Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 7 lutego 2015

Od Shaylin "Przypadkowa sytuacja'' cz.1 (cd. chętny)

Wybrałam się na wieczorny spacer. W sumie nie zastanawiałam się gdzie się mogę wybrać.
Było mi to jedno, szłam przed siebie. Po drodze akurat nawinął się dzik, wiec skorzystałam
z okazji i go upolowałam. Miałam szczęście. Nigdy mocno nie głodowałam. Zawsze coś się trafiło. Zmieniona w człowieka myślałam. Częściej byłam człowiekiem, niż wilkiem.
Lubiłam być chyba bardziej istotą ludzką. Tak mi się wydawało. Wiatr wiał mi w twarz, drzewa się kołysały, powoli słońce zachodziło już. Uwielbiałam mieć nogi, ręce i ogólnie budowę ludzką. Miałam bardzo dużo możliwości. Usłyszałam wołanie o pomoc. Czym prędzej udałam się w miejsce, w którym byłam potrzebna komuś. Ukryłam się za drzewem i zerknęłam. 1 dziewczyna i 2 chłopaków. Już wiedziałam o co chodzi. Kolejny przypadek znęcania się nad płcią żeńską.
Trzeba było by pomóc. Tylko jak? Musiałabym... eehh... dobra mniejsza o to. Zwróciłam na nich uwagę przebiegając na drugą stronę tak jakby wierzchołkowego drzewa do tego poprzedniego. Udało się... zauważyli. Jeden trzymał dziewczynę, a drugi szedł w moją stronę.
Niezauważalnie wybiłam temu zbliżającemu się nieznajomemu nos kamieniem.
Nie obchodziło mnie to czy tamten mnie zauważy. Upadł na kolana jęcząc przy tym.
Nienawidziłam znęcania się nad słabszymi. Kopnęłam go w brzuch mecząc się przy tym.
Zauważyłam jak jego kompan uciekał z dziewczyną. Rzuciłam się w pogoń za nim.
- Stój, albo ją zabiję! - krzyknął przykładając jej lufę pistoletu do głowy.
Dziewczyna była blada. Strasznie wystraszona.
Po pięciu minutach byłam załamana. Za mną stało chyba z dziesięciu facetów. Nie miałam szans. Ale nie mogłam się poddać ani też nie mogłam przemienić się w wilka. Taka jakby moja zasada. To miałam teraz problem. On uzbrojony, a ja? Miałam tylko w ręce kamień, a w kieszeni nożyk. Problem.
 
<może ktoś mi pomoże!?>


Uwagi: Poćwicz pisanie wyrazów z cząstką "nie".

Od Shaylin ''Idę na studia'' cz.3

Dzień minął dość szybko.Ostatnia lekcja. Biologia. Test. Stresowałam się nad wyborem odpowiedzi. Odpowiedz ''a'' czy ''b''. Zaryzykuję. Wybierając odpowiedz spojrzałam na zegar w klasie. 15:47. Poznałam dzisiaj wszystkich nauczycieli. Pani z polskiego była najmilsza.
Za łatwą odpowiedź dała mi dobrą ocenę. Dobrze, że poszlak na te studia.
Najlepsze w tym jest, że noszę mundur... nie chodzi o sam mundur tylko, że od 6:05 jestem na nogach. Cały czas muszę w nim być, no ale co zrobię skoro to jest wymóg szkolny.
Co do klasy... nawet fajna, pomijając nie tajnych i przygłupawych uczniów, którzy zawsze są w jakiejś klasie. Byłam trochę załamana, że nie mogłam iść dzisiaj na trening. No cóż, tak bywa. Nowi uczniowie zawsze chyba mają choć trochę "przywilejów". Po skończonych lekcjach udałam się do biblioteki. Uwielbiam odrabiać lekcje, w zaciszu książek.
Bibliotekarka czytała jakiś magazyn o modzie. Trochę mnie to bawiło, bo w sumie tą kobietę można by było babcią nazwać. Uczniowie szukali potrzebnych im książek.
Uderzając się długopisem po głowie, pomyślałam że nie dam rady. Później odrobinę matematykę. Po prostu chyba mi się nie chciało.
Kątem oka ujrzałam dziewczynę siedzącą przy komputerze. Przeglądała wiadomości i fakty z ze świata. To mogło serio być ciekawe. Oglądała też jakieś zdjęcia. Przypatrzyłam się bardziej. Wilki. No, nie! Byłam ciekawa tego czego szukała ta dziewczyna.
Usiadłam stanowisko obok i czytałam artykuł. Nagłówkiem było ''znaleziono dwa martwe wilki''.
- Przepraszam, może ci w czymś pomóc - zapytała, a ja się wystraszyłam.
Dziwnym tropem zamknęła wszystkie karty, abym nie czytała tego dalej.
- Jeśli mogła byś pokazać mi tą stronę... znaczy ten artykuł... bo ja... - spojrzałam jej w oczy, by wiedziała o co ją proszę. Zniechęciłam ją. Na jej twarzy malowało się rozczarowanie.
- Jasne.. - wyszeptała, pisząc coś na mojej klawiaturze.
W końcu mogłam czytać to, co zaczęłam.
- Lubisz wilki? - zapytałam po chwili. Nie zauważyłam, że się trzęsę.
- Oczywiście... wręcz je kocham. W naszej szkole jest kółko zainteresowań... właśnie o tematyce obrony zwierząt. Ja akurat dołączyłam rok temu. - spojrzałam na swoje ręce. Ona też to zauważyła. Nie panowałam nad sobą. Byłam zła, przestraszona, zmęczona i trzęsłam się okropnie.
- Dobrze się czujesz?
Jej słowa mnie dobiły.
- Poradzę sobie - wybiegłam z biblioteki prosto do swojego pokoju...

< c.d.n> 

Uwagi: Cudzysłowie piszemy za pomocą ", a nie dwóch przecinków. Powtarzam to aż do znudzenia.

Od Kiiyuko "Czy to już?" cz. 6 (cd. Cynayed)

Dopiero się budziłam, czując, że poranek jest już bliski, gdy usłyszałam czyjeś kroki przy wejściu do mojej jaskini. Powoli poniosłam się z podłoża i zaciekawiona faktem, któż mógł mi tak wcześnie prawić wizytę, poszłam sprawdzić, kto pragnął mnie widzieć. Gdy ujrzałam zadbane białe gładkie ubarwienie i turkusowy wzór na ramieniu, uświadomiłam sobie, że to Cyndi, z którym widziałam się jeszcze dnia poprzedniego. Czego on w takim razie może ode mnie teraz chcieć? Nie zdążyłam się nawet odezwać, bo on zrobił to za mnie jako pierwszy.
- Kiiyuko, wyjdziesz za mnie? - zapytał patrząc na mnie swoimi szczerymi oczyma. Spiorunował mnie wręcz tym pytaniem. Wszystko zaczęło wirować i zebrało się razem w karuzelę barw, a następnie zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zemdlałam.
***
Kiiyuko... Masz przecież od jakiegoś czasu partnera. Niedawno jeszcze byłaś z nim w ciąży. - coś mi szeptało w zagubionym wśród myśli umyśle - Nie mów ani mi, ani jemu, że się zgadzasz. Przecież to jest nielogiczne! Nie możesz kochać dwóch na raz. Zdecyduj się na tylko jednego, a drugiemu delikatnie wytłumacz, że musisz odpuścić, starając się go jak najmniej zranić...
***
Otworzyłam szeroko oczy wyrywając się z objęć morfeusza. Leżałam na posłaniu w jaskini Ice, w której to przyjmowała pacjentów. Zerwałam się na równe łapy, leczu uporczywy ból głowy nie pozwolił mi postawić ani kroku.
- Leż spokojnie... - poleciła mi lekarka, a ja z ociąganiem zrobiłam co kazała.
***
Leżałam tak nie wiem jak długo, a gdy już pozwolono mi wreszcie wstać, postanowiłam, że kogoś odwiedzę. Pierwszą osobą, jaka mi przyszła do głowy, był Cynayed.
- Cyndi... - zaćwierkałam na wstępie, całkowicie zapominając o tym, że wcześniej mi wyznał miłość. Widząc jego zniesmaczniony wyraz pyska spoważniałam i popatrzyłam na niego, zastanawiając się, o co może mu chodzić.

<Cyndi?>

Od Shaylin "W poszukiwaniu nowych terenów" cz.2 (cd. Kiiyuko)

Rozejrzałam się. Ból minął. Jak to było możliwe? Spojrzałam w dół.
Kamień wchłaniał moją krew. Z szarego zrobił się lśniący. Co to jest?
Zamiast zachmurzenia pojawiło się słońce. Trawa biła blaskiem zieleni.
Świeża, jakby w ogóle nie wydeptana. Fascynowało mnie to. Przyroda ożyła.
Nigdy nie myślałabym, że kiedykolwiek spotkam tak cudowny widok. Zauważyłam ruch.
Piękna puszysta ruda wiewiórka przebiegła z jednego drzewa na kolejne.
Drzewa przybierały młody wygląd. Choć na pewno nie były takie ''młodziutkie''.
Ich korę wyjadały termity, lecz po paru sekundach niezauważalnie ona dorastała.
To było niezwykłe. Wszystko różniło się od rzeczywistości. To nie mogło być prawdziwe.
Czy to był sen? Nawet ja zwykle smutna i rozżalona potrafiłam się uśmiechnąć.
Bo ten widok był wspaniały. Tylko szkoda, że nikt więcej nie mógł tego zobaczyć.
Wtedy wszyscy już byliby szczęśliwi. Z nieba coś spadło. To był jastrząb.
Padł trupem. Nie oddychał. Jego serce nie biło. Co się z nim stało?
Ktoś musiał go postrzelić, ale nie widziałam rany postrzałowej.
Dotknęłam go zamykając oczy. Wolałam na niego nie patrzeć.
W pewnym momencie zaszły zmiany. Serce biło. Oddychał. Zadrżał, po czym ruszył jednym
jednym skrzydłem. Podniósł swoje lekkie ciałko i wzlatywał w górę.
Po chwili szybował już jak zdrowy ptak. Co tu się dzieje? Nie umiałam w to uwierzyć.
Przecież to umarło, a teraz żyje. To przekracza wszelkie granice życia.
Życie-śmierć, śmierć-życie. To jest jak badanie naukowe. Zaintrygował mnie ten fakt.
Co to mogło być? Bardzo ciekawa jestem tych wszystkich reakcji.
Chciałam się przejrzeć w kałuży , ale nie mogłam, bo ziemia wchłonęła to ''szybko''.
Wow. Przeszłam się jeszcze kawałek. Gdzieś dalej ujrzałam dwie słodkie sarenki.
Jejku... były... urocze. Niech to! Zniknęły mi z oczu. Chciałam je odnaleźć.
Nie po to by je zjeść, lecz po to by przypatrzeć się im. Wszystko było tu idealne?
Był tu każdy gatunek kwiatów. Ich kolory były nieziemsko piękne.
Na pobliskim drzewie było coś...yyy.. wydziergane, jakby nożykiem.
DoCuMa. Co to znaczy? Gdy wypowiedziałam te słowa na głos, wyraz zniknął i pojawił się na innym drzewie. To jakaś magia lub nieznany mi wymiar.
Schyliłam się po mały świecący kamyczek. Niezwykły. Skryłam go w kieszeni spodni.
- Uciekaj - usłyszałam głos Wrigless'a.
- Czemu? Przecież tu jest fajnie! - pomyślałam.
- Shay, proszę ci się to wydaje... - stanął twarzą w twarz ze mną.
- Co?
- Musisz stąd iść. Błagam. Jeśli drzewa zaczną śpiewać... - nie dokończył patrząc na mnie.
- To, co?
- Zostaniesz tu na zawsze. - poprowadził mnie, aż opuściłam to miejsce.
- Co znaczy DoKuMa? - spytałam po chwili.
- To imię dziewczyny uwięzionej tam.
Wytrzeszczyłam oczy.
- Gdy tam się wybierasz pilnuj, by nie zostawać tam długo. Pamiętaj... tam czas przestaje chodzić, albo się cofa. Nigdy nie chodzi do przodu.
- A czemu panuje tam tylko klimat szczęścia?
- Bo to tak jakby... miejsce... w którym można odreagować stres, przybicie i takie tam.
Próbowałam pokazać mu swój kamyk, ale go już nie było. Naprawdę mi się spodobał.
Wzięłam głęboki oddech.
- Wszystkie materialne rzeczy znikają - rzekł cholernie mnie pocieszając.
Biegłam do naszej Alfy.
- Kiiyuko... znalazłam nowe miejsce! - krzyknęłam zdyszana.
Spojrzała na mnie.
- Naprawdę?
- Będzie nazywać się Doliną Cudów i Marzeń.

<Kiiyuko?> 

Uwagi: "Stąd" piszemy razem. "Nie dokończył" piszemy osobno. Moja Kiiyuko ma w swoim imieniu jeszcze literę "y".