- Gdzie ja jestem!? - krzyknęła zszokowana wadera.
- Jesteś bezpieczna - rzekłam ciepło starając się ją trochę uspokoić - Jestem Ice, a ty?
- Patty. - powiedziała. - Dlaczego mnie tu przeniosłaś?
- Ostatnio na naszych terenach pojawiają się nieproszeni goście. Akurat
zbierałam w pobliżu zioła, z których robię lekarstwa... - wskazałam na
półki z różnymi kolorowymi proszkami i maściami. - kiedy usłyszałam
szelest liści. Poszłam sprawdzić co to takiego i śledziłam nieznane mi
czarne wilki, aż natknęłam się na ciebie. Postanowiłam cie tu przenieść,
bo wątpię byś w "ich" towarzystwie była bezpieczna. - uśmiechnęłam się.
- Też widziałam te wilki. TO nie było miłe spotkanie. - odparła.
- Co się wtedy stało? - spojrzałam na nią zaciekawiona. Wadera rozsiadła
się wygodnie, a ja obok niej. Opowiedziała mi, jak to się na nich
natknęła i niemal spaliła ich żywcem.
- Dobrze, że nic ci nie zrobili. A tak z innej beczki... skąd ty się wzięłaś na naszych terenach?
<Patty?>
Uwagi: brak
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
sobota, 7 lutego 2015
Od Wondersa "Jak dołączyłem do watahy?" cz.2 (cd. Tamorayn)
Odwróciłem się w jego stronę, a już rozumiałem czemu mnie gonił. Był inny:

Nie mając pojęcia czemu uciekałem gdzie pieprz rośnie, a on coraz bardziej mnie doganiał. Gdy miał się na mnie rzucić, wzleciałem w niebo a on trafił w skałę. Gdy miałem pewność że nic mu nie jest odleciałem.
***
Zmęczony lataniem zasnąłem na najniższej gałęzi drzewa. Po 3-4 godzinach spadłem plecami na ziemie, łapy miałem w górze, i o dziwo, ciągle spałem co trwało tak długo, że usłyszałem szelest w krzakach. ''Skoczyłem'' już rozbudzony na równe łapy, zza krzaków wyszedł basior. Zacząłem na niego warczeć:
- Kim jesteś?! - warknąłem na niego
- Uspokój się mały. - mimo mojego warknięcia powiedział to łagodnie
- Nie jestem żaden mały!
- Dobrze, ale się uspokój - tym razem powiedział poważnie - wiesz w ogóle gdzie się znajdujesz?
- Nie mam bladego pojęcia.
- Jesteś na terenie Watahy Magicznych Wilków.
- Serio? No to ja się stąd zmywam. - odwróciłem się, miałem zamiar ruszyć, lecz on mnie powstrzymał
- Czekaj.
- Co? - odwróciłem łeb w jego stronę
- Może zechcesz dołączyć?
- A co mi zaszkodzi. - powiedziałem bez jakichkolwiek emocji, lecz ciągle myślałem "No w końcu jakiś miły gest od strony świata".
***
Szliśmy kilka minut, a mi się tak nudziło że w końcu zapytałem:
- Jak ty się w ogóle nazywasz?
- Tamorayn, w skrócie Rayn, a ty?
- Ja jestem Wonders, ale lubię jak mi się mówi Wol.
- A więc Wol, zaprowadzę cię do Alfy, właściwie dwóch Alf.
- Dobrze.
- Oto jaskinia, tylko bądź miły - popatrzał na mnie z sarkazmem
- Ja nie miły... pf... kiedy ja byłem nie miły? - powiedziałem dosyć dziwnie, on tylko na mnie popatrzał ciągle sarkastycznie - Dobra... nic nie mówiłem.
Stanąłem przed jaskinią a tam ujrzałem waderę i basiora, pewnie Alfy. Rayn stał obok jaskini ''nasłuchując'' całej rozmowy.
- Witam. Jestem Wonders, a pan i pani pewnie jesteście Alfami.
- Tak jesteśmy Alfami. A ty po co przyszedłeś? - spytał się basior
- Ja przyszedłem spytać się czy mogę dołączyć.
Alfy chwilowo milczały, nagle odezwała się wadera:
- Możesz do nas dołączyć. - powiedziała trochę poważnie, trochę wesoło, ja natomiast wyszedłem z jaskini i potruchtałem do Tamorayna
<Tamorayn?>
Uwagi: Cudzysłowie piszemy za pomocą znaku ", a nie dwóch przecinków. Piszesz za długie i zbyt zawiłe zdania.

Nie mając pojęcia czemu uciekałem gdzie pieprz rośnie, a on coraz bardziej mnie doganiał. Gdy miał się na mnie rzucić, wzleciałem w niebo a on trafił w skałę. Gdy miałem pewność że nic mu nie jest odleciałem.
***
Zmęczony lataniem zasnąłem na najniższej gałęzi drzewa. Po 3-4 godzinach spadłem plecami na ziemie, łapy miałem w górze, i o dziwo, ciągle spałem co trwało tak długo, że usłyszałem szelest w krzakach. ''Skoczyłem'' już rozbudzony na równe łapy, zza krzaków wyszedł basior. Zacząłem na niego warczeć:
- Kim jesteś?! - warknąłem na niego
- Uspokój się mały. - mimo mojego warknięcia powiedział to łagodnie
- Nie jestem żaden mały!
- Dobrze, ale się uspokój - tym razem powiedział poważnie - wiesz w ogóle gdzie się znajdujesz?
- Nie mam bladego pojęcia.
- Jesteś na terenie Watahy Magicznych Wilków.
- Serio? No to ja się stąd zmywam. - odwróciłem się, miałem zamiar ruszyć, lecz on mnie powstrzymał
- Czekaj.
- Co? - odwróciłem łeb w jego stronę
- Może zechcesz dołączyć?
- A co mi zaszkodzi. - powiedziałem bez jakichkolwiek emocji, lecz ciągle myślałem "No w końcu jakiś miły gest od strony świata".
***
Szliśmy kilka minut, a mi się tak nudziło że w końcu zapytałem:
- Jak ty się w ogóle nazywasz?
- Tamorayn, w skrócie Rayn, a ty?
- Ja jestem Wonders, ale lubię jak mi się mówi Wol.
- A więc Wol, zaprowadzę cię do Alfy, właściwie dwóch Alf.
- Dobrze.
- Oto jaskinia, tylko bądź miły - popatrzał na mnie z sarkazmem
- Ja nie miły... pf... kiedy ja byłem nie miły? - powiedziałem dosyć dziwnie, on tylko na mnie popatrzał ciągle sarkastycznie - Dobra... nic nie mówiłem.
Stanąłem przed jaskinią a tam ujrzałem waderę i basiora, pewnie Alfy. Rayn stał obok jaskini ''nasłuchując'' całej rozmowy.
- Witam. Jestem Wonders, a pan i pani pewnie jesteście Alfami.
- Tak jesteśmy Alfami. A ty po co przyszedłeś? - spytał się basior
- Ja przyszedłem spytać się czy mogę dołączyć.
Alfy chwilowo milczały, nagle odezwała się wadera:
- Możesz do nas dołączyć. - powiedziała trochę poważnie, trochę wesoło, ja natomiast wyszedłem z jaskini i potruchtałem do Tamorayna
<Tamorayn?>
Uwagi: Cudzysłowie piszemy za pomocą znaku ", a nie dwóch przecinków. Piszesz za długie i zbyt zawiłe zdania.
Od Telleni "Czy jeszcze...?'' cz.1 (cd. Sohara)
Kilka dni temu usłyszałam od Wissy, że Sohara i Dante dorośli. Sohary takowej nie mogłam nigdzie znaleźć, szukałam dosłownie na każdym terenie, zawiedziona udałam się do Ice
- Ice - powiedziałam idąc w stronę wadery z spuszczonymi uszami
- Co się stało mała?
- Sohara już dorosła - powiedziałam, po czym usiadłam obok niej
- Nie przejmuj się, na pewno jeszcze dużo czasu spędzicie zanim dorośniesz.
- Ja coś w to nie wierze - powiedziałam już doszczędnie załamana
- Oh... Tell ja wiem że czujesz się smutna i osamotniona, ale to nie powód by się załamywać.
- Masz racje Ice
- A szukałaś jej?
- Tak, na każdym terenie
- Na każdym? - powiedziała z przerażeniem
- Spokojnie, tylko na tych bezpiecznych. - spojrzałam na nią z uśmiechem
- To dobrze. No a teraz leć, niedługo będzie wieczór, na pewno będzie w jaskini.
Zanim Ice zdążyła dokończyć zdanie ja wybiegłam z jaskini krzycząc:
- Dobra Ice! Miłej nocy!
***
Jest już chyba dwudziesta druga, Sohary ciągle nie ma, byłam na tyle zawiedziona że udałam się na spacer, chodziłam tak z pół godziny, gdy zauważyłam waderę leżącą na Wschodnim Klifie. Pobiegłam w krzaki i po cichu podchodząc do niej nie zwróciłam uwagi na to co mam pod łapami, nadepnęłam na gałązkę. Wadera szybko odwróciła łeb w moją stronę, ja widząc jej twarz z uśmiechem i ogromnym szczęściem krzyknęłam:
- SOHARA! - pobiegłam do niej
- Cześć Telleni. - powiedziała z równie wielkim uśmiechem
- Tęskniłam za tobą. - powiedziałam wtulając się w nią
- A co ty tu robisz o tej porze? Myślałam że już śpisz.
- Nie mogłam zasnąć, nie spałam nawet u Ice bo myślałam że przyjdziesz.
<Sohara?>
Uwagi: Piszesz za długie zdania.
- Ice - powiedziałam idąc w stronę wadery z spuszczonymi uszami
- Co się stało mała?
- Sohara już dorosła - powiedziałam, po czym usiadłam obok niej
- Nie przejmuj się, na pewno jeszcze dużo czasu spędzicie zanim dorośniesz.
- Ja coś w to nie wierze - powiedziałam już doszczędnie załamana
- Oh... Tell ja wiem że czujesz się smutna i osamotniona, ale to nie powód by się załamywać.
- Masz racje Ice
- A szukałaś jej?
- Tak, na każdym terenie
- Na każdym? - powiedziała z przerażeniem
- Spokojnie, tylko na tych bezpiecznych. - spojrzałam na nią z uśmiechem
- To dobrze. No a teraz leć, niedługo będzie wieczór, na pewno będzie w jaskini.
Zanim Ice zdążyła dokończyć zdanie ja wybiegłam z jaskini krzycząc:
- Dobra Ice! Miłej nocy!
***
Jest już chyba dwudziesta druga, Sohary ciągle nie ma, byłam na tyle zawiedziona że udałam się na spacer, chodziłam tak z pół godziny, gdy zauważyłam waderę leżącą na Wschodnim Klifie. Pobiegłam w krzaki i po cichu podchodząc do niej nie zwróciłam uwagi na to co mam pod łapami, nadepnęłam na gałązkę. Wadera szybko odwróciła łeb w moją stronę, ja widząc jej twarz z uśmiechem i ogromnym szczęściem krzyknęłam:
- SOHARA! - pobiegłam do niej
- Cześć Telleni. - powiedziała z równie wielkim uśmiechem
- Tęskniłam za tobą. - powiedziałam wtulając się w nią
- A co ty tu robisz o tej porze? Myślałam że już śpisz.
- Nie mogłam zasnąć, nie spałam nawet u Ice bo myślałam że przyjdziesz.
<Sohara?>
Uwagi: Piszesz za długie zdania.
Od Kiiyuko "Narodziny" (cd. Rafael)
Z samego rana stwierdziłam, że jest mi koszmarnie słabo. Brzuch niemiłosiernie bolał, lecz trudno było to nazwać naturalnymi skurczami, które oznaczały narodziny malucha. Może tylko mi się wydaje, może tylko panikuję, bo przecież w końcu to moja pierwsza ciąża... Jeszcze wczoraj z Rafaelem dyskutowaliśmy o tym, jakie imię wybierzemy. W końcu skończyło się na Michaelu lub Suzannie.
- Rafael... - wykrztusiłam do jeszcze śpiącego partnera. Wyglądało na to, że jego sen był płytki, bo od razu podniósł łeb i na mnie bystro popatrzył, zupełnie jakby wcale przed chwilą jeszcze nie drzemał.
- Tak?
- Już chyba czas... - odrzekłam opuszczając trochę łeb, gdyż zaczynał się ból jeszcze mniej znośny. Napięte mięśnie nie polepszały sprawy.
- To szybko, chodźmy do Ice. - powiedział automatycznie podnosząc się z ziemi.
- Nie mogę się podnieść... Niech lepiej ona przyjdzie tutaj. - odpowiedziałam czując płynące po moim ciele grube krople potu, wynikające z dużego wysiłku, stworzonego przez mój organizm, by trochę ulżyć ból. Drżałam, ledwo co znosząc te męczarnie. Wyglądało na to, że tego rodzaju bólu Medalion się nie pozbędzie... Tak dawno już nie czułam tego, jak to jest cierpieć fizycznie.
- Ok. - rzekł od razu wybiegając z jaskini tak, że aż się za nim kurzyło. Ja opuściłam łeb na łapy, piszcząc cicho, wmawiając sobie w duchu, że za jakiś czas będzie po wszystkim i że będę już miała ukochanego szczeniaka.
- Rafael... - wykrztusiłam do jeszcze śpiącego partnera. Wyglądało na to, że jego sen był płytki, bo od razu podniósł łeb i na mnie bystro popatrzył, zupełnie jakby wcale przed chwilą jeszcze nie drzemał.
- Tak?
- Już chyba czas... - odrzekłam opuszczając trochę łeb, gdyż zaczynał się ból jeszcze mniej znośny. Napięte mięśnie nie polepszały sprawy.
- To szybko, chodźmy do Ice. - powiedział automatycznie podnosząc się z ziemi.
- Nie mogę się podnieść... Niech lepiej ona przyjdzie tutaj. - odpowiedziałam czując płynące po moim ciele grube krople potu, wynikające z dużego wysiłku, stworzonego przez mój organizm, by trochę ulżyć ból. Drżałam, ledwo co znosząc te męczarnie. Wyglądało na to, że tego rodzaju bólu Medalion się nie pozbędzie... Tak dawno już nie czułam tego, jak to jest cierpieć fizycznie.
- Ok. - rzekł od razu wybiegając z jaskini tak, że aż się za nim kurzyło. Ja opuściłam łeb na łapy, piszcząc cicho, wmawiając sobie w duchu, że za jakiś czas będzie po wszystkim i że będę już miała ukochanego szczeniaka.
***
- Bardzo mi przykro... - wyszeptała Ice patrząc na nieruchomego basiorka. Ja i Rafael również się w niego wpatrywaliśmy. Do moich oczy pocisnęły się pieczące łzy, nie starałam się nawet ich zatrzymać. Pozwoliłam im płynąć po policzkach.
- Mój Michaelek... Mój mały synuś... Nie żyje! - wrzasnęłam w wyraźnym szoku, smutku i wściekłości. Wtuliłam roztrzęsiony łeb w pierś partnera i głośno szlochałam.
<Rafael? Nie dokończyłeś jeszcze op. o ciąży, a już masz o narodzinach...>
Subskrybuj:
Posty (Atom)