Patrzę na nią zaskoczony. Nigdy bym jej "nie osądzał" o posiadanie takiego stroju. Wygląda pięknie, ale jestem w stanie ułożyć usta w uśmiech. Ten gest chyba powie wszystko. Wstaję z niewygodnego siedzenia. Stoimy chwilę w milczeniu. Odgarniam jej kilka pasm włosów w tył. Dziewczyna łapie mnie za rękę i ciągnie do wyjścia. Przez głowę przelatuje mi mój obraz i chęć zmiany stroju na coś innego, lecz porzucam te myśli.
Wchodzimy do środka klubu. Od razu po oczach biją mi neonowe lasery, a od muzyki można ogłuchnąć. Nie jestem przyzwyczajony do takiej atmosfery, nie to co Desari. Dziewczyna czasami spogląda na mnie przez ramię, wyraźnie ciekawa mojej reakcji. Rozglądam się czasami i wpatruję w twarze ludzi. Są roześmiane, w rękach lądują kolejne drinki, przez co są jeszcze bardziej szczęśliwi.
Siadamy przy barze. Zamawiamy alkohol o wymyślnych nazwach. Czekamy chwilę na napoje. Barman stawia kieliszki, w których znajduje się dziwna ciecz o niebieskim kolorze. Piję łyk. Mocny drink, lecz chce się więcej. Zauważam, że zmienił kolor na zielony. Unoszę brwi zdziwiony. Stawiam naczynie na blacie i patrzę na tłum. W naszą stronę zmierzają dwie dziewczyny, a pomiędzy nimi idzie wcześniej spotkany facet. Obejmuje je, a jego ręce kierują się na tyłki kobiet.
- Kim oni są? - szepczę do Desari.
<Des? Sorr, że takie krótkie...>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
piątek, 6 lutego 2015
Od Kazumy "Może lepiej się poznamy?"
Usiadłam w wejściu do swojej jaskini ciemną nocą i patrzyłam przed siebie. Nudy męczyły mnie z dnia na dzień coraz bardziej. Na samą myśl o tym, że moja kochana siostra, Kiiyuko ma partnera i jest w ciąży zbierało mi się na wymiociny. Dzieci... najgorsza rzecz jaka może tylko istnieć. Niczego to nie umie, jak tylko przeszkadzać innym. A i tak wszyscy chcą je mieć. Eh... Naprawdę nie rozumiem tych wszystkich idiotycznych par, które marzą o potomstwie. Usłyszałam cudze kroki zbliżające się do mnie coraz bardziej i bardziej.
- Cześć... - uśmiechnął się basior, który właśnie się pojawił w moim polu widzenia. Czego znowu on chce? Postanowiłam olać kołka, więc najzwyczajniej w świecie milczałam. Był dla mnie niewidzialny. Brzydactwo z niego takie, jakich wiele na tym świecie. Odpycha od siebie samym wyglądem, a i tak myśli, że jest fajny i przystojny, i że żadna wadera mu się nie oprze. Debil... Bezmózg... Idiota... Pedał...
- Jak masz na imię? Ja jestem Pearl. - zapytał nadal głupio się szczerząc. Czy mu to się nigdy nie znudzi?
- Bo wiesz... Wydajemy się być do siebie dość podobni. I ty, i ja lubimy niszczyć życie innym, i ty i ja nie lubimy tłoku. - mówił okrążając mnie dokoła, próbując uwieść samym spojrzeniem. - Wiem, bo obserwowałem cię już od dłuższego czasu. Może ja i ty razem...
- Razem co? Czy ty czegoś ode mnie oczekujesz? - warknęłam pod jego adresem. Jeszcze chwila i nie wytrzymam. Niech lepiej się zamknie, bo gorzko pożałuje...
- ...lepiej się poznamy? Pasujemy do siebie. - dokończył nadal patrząc w moje świecące oczy, które teraz zwężyły się w cienką kreskę. Me oczęta mówiły same za siebie, że ma zaledwie kilka setnych sekund na ucieczkę. On jednak nie zauważył najwidoczniej tego znaku i nie ruszył się ani o centymetr. Wzięłam nagły zamach łapą i uderzyłam z całej siły durnia, tak że ten zachwiał się i zatoczył kilka kroków w tył. Po jego obszernej piersi pociekła świeża krew, sącząca się z głębokiej rany.
- Jeśli nie chciałaś, to wystarczyło powiedzieć... - wyszeptał wytrzeszczając oczy. Ledwie mówił i stał. Zanosiło się na to, że zaraz upadnie, a później się wykrwawi. Muszę mu pomóc, bo... za długo to potrwa. Wzięłam kolejny zamach łapą i ze świstem powietrza zadałam kolejny cios, nie zwracając uwagi na to, że basior piszczy niczym niewinny szczeniak i błaga o litość...
*****
- Cześć... - uśmiechnął się basior, który właśnie się pojawił w moim polu widzenia. Czego znowu on chce? Postanowiłam olać kołka, więc najzwyczajniej w świecie milczałam. Był dla mnie niewidzialny. Brzydactwo z niego takie, jakich wiele na tym świecie. Odpycha od siebie samym wyglądem, a i tak myśli, że jest fajny i przystojny, i że żadna wadera mu się nie oprze. Debil... Bezmózg... Idiota... Pedał...
- Jak masz na imię? Ja jestem Pearl. - zapytał nadal głupio się szczerząc. Czy mu to się nigdy nie znudzi?
- Bo wiesz... Wydajemy się być do siebie dość podobni. I ty, i ja lubimy niszczyć życie innym, i ty i ja nie lubimy tłoku. - mówił okrążając mnie dokoła, próbując uwieść samym spojrzeniem. - Wiem, bo obserwowałem cię już od dłuższego czasu. Może ja i ty razem...
- Razem co? Czy ty czegoś ode mnie oczekujesz? - warknęłam pod jego adresem. Jeszcze chwila i nie wytrzymam. Niech lepiej się zamknie, bo gorzko pożałuje...
- ...lepiej się poznamy? Pasujemy do siebie. - dokończył nadal patrząc w moje świecące oczy, które teraz zwężyły się w cienką kreskę. Me oczęta mówiły same za siebie, że ma zaledwie kilka setnych sekund na ucieczkę. On jednak nie zauważył najwidoczniej tego znaku i nie ruszył się ani o centymetr. Wzięłam nagły zamach łapą i uderzyłam z całej siły durnia, tak że ten zachwiał się i zatoczył kilka kroków w tył. Po jego obszernej piersi pociekła świeża krew, sącząca się z głębokiej rany.
- Jeśli nie chciałaś, to wystarczyło powiedzieć... - wyszeptał wytrzeszczając oczy. Ledwie mówił i stał. Zanosiło się na to, że zaraz upadnie, a później się wykrwawi. Muszę mu pomóc, bo... za długo to potrwa. Wzięłam kolejny zamach łapą i ze świstem powietrza zadałam kolejny cios, nie zwracając uwagi na to, że basior piszczy niczym niewinny szczeniak i błaga o litość...
*****
- Hej, Kazuma! Widziałaś gdzieś Pearla?! - wrzasnęła spanikowana Jamaya gnając do mnie przez Mroczny Las. Potykała się o kamienie, lecz wyglądało na to, że bardziej od zdrowia własnych łap zależy jej na tym żałosnym szczeniaku.
- Widziałam. - mruknęłam tylko. Ta cała pseudo zła wadera też działała mi nieźle na nerwy... Udaje złą, lecz nadal pomaga innym, jest miła i kulturalna... A i tak uważa się za wcielenie istnego zła. Taaa... Te jej tęczowe kolorki są naprawdę przerażające. Przedszkolak by się nie przestraszył.
- Gdzie?! - wysapała zatrzymując się przede mną. W mojej głowie narodził się nowy szatański plan, jak by tu ją uciszyć...
- Chodź, to ci pokażę. - syknęłam obracając się w lewą stroną, ruszając powoli w swoją stronę. Jamaya najwidoczniej była zdumiona faktem, że jednak ja zgodziłam się z dobrej woli jej pomóc. Po chwili wahania ruszyła w ślad za mną.
- Gdzie?! - wysapała zatrzymując się przede mną. W mojej głowie narodził się nowy szatański plan, jak by tu ją uciszyć...
- Chodź, to ci pokażę. - syknęłam obracając się w lewą stroną, ruszając powoli w swoją stronę. Jamaya najwidoczniej była zdumiona faktem, że jednak ja zgodziłam się z dobrej woli jej pomóc. Po chwili wahania ruszyła w ślad za mną.
***
- Tam jest. - powiedziałam wskazując kierunek łapą. - Widziałam, jak tam wchodził.
- A nie czasem stamtąd nie można już wrócić? - zmartwiła się. - A może pójdę po innych?
- Nie, no co ty. To tylko plotki. Ja tam byłam i jakoś wróciłam. Tchórz z ciebie. - skłamałam.
- Ja tchórzem? - zmarszczyła brwi ze złością.
- Owszem.
- Pójdę. Zobaczysz. - warknęła wchodząc na pierwsze deski Mostu Nieskończoności, stając się lekko rozmazana przez warstwę niebieskich oparów, które unosiły się tam zawsze, bez względu na to, czy to dzień czy noc. Deski lekko się zakołysały, ale Jamaya dalej próbowała udawać, że wcale się nie boi. Kiepsko jej to wychodziło.
- No to idź i go poszukaj.
- A ty?
- A po co ja? Ty idź. Mi na nim nie zależy. - odrzekłam marszcząc nos na znak, że rzeczywiście uważam go za nic nieznaczącego robala.
- No dobra... - mruknęła niezadowolona i z ociąganiem zniknęła mi z oczu. Uśmiechnęłam się szatańsko pod nosem. Pearla tam nie ma, nigdy nie było, ani nie będzie, bo nie za bardzo ma jak, a Jamaya utknie tam już na wieki. Zapewne umrze z głodu, a mnie to ani trochę nie boli. Czuję się z tym dobrze, nawet lepiej, niż wcześniej. Zawróciłam do swojej jaskini, by uciąć sobie drzemkę, jakby nigdy nic się nie stało.
czwartek, 5 lutego 2015
Od Nari "Spacer czy randka?" cz.3 (cd. Kai)
- Khe... khe - zaczęłam krztusić się wodą.
- Nie jesteś zła? - zapytał mnie Kai.
- Nie, a czemu miałabym być zła?
- Za to, że wepchnąłem cię do jeziorka.
- Skąd - zaśmiałam się.
Po kilku minutach wyszliśmy z wody przemoknięci do suchej nitki.
- To gdzie teraz idziemy? - zapytałam, otrzepując się z wody.
- To zależy gdzie ty będziesz chciała iść.
- A jakie miejsce ty zaproponujesz?
- Hm... może Śnieżny Las?
- Ok - odpowiedziałam i poszliśmy.
<Kai? Sorki, że takie krótkie. Brak weny ;-;>
Uwagi: Po "..." używaj Spacji. Pisz dłuższe op., dawaj więcej opisów, bo to op. opiera się głównie na samym dialogu.
- Nie jesteś zła? - zapytał mnie Kai.
- Nie, a czemu miałabym być zła?
- Za to, że wepchnąłem cię do jeziorka.
- Skąd - zaśmiałam się.
Po kilku minutach wyszliśmy z wody przemoknięci do suchej nitki.
- To gdzie teraz idziemy? - zapytałam, otrzepując się z wody.
- To zależy gdzie ty będziesz chciała iść.
- A jakie miejsce ty zaproponujesz?
- Hm... może Śnieżny Las?
- Ok - odpowiedziałam i poszliśmy.
<Kai? Sorki, że takie krótkie. Brak weny ;-;>
Uwagi: Po "..." używaj Spacji. Pisz dłuższe op., dawaj więcej opisów, bo to op. opiera się głównie na samym dialogu.
Shaylin "W poszukiwaniu nowych terenów'' cz.1
Choć tyle czasu nie rozmawiałam z matką i rodzeństwem nie miałam ochoty z nimi rozmawiać. Nie chciałam cierpieć, już i tak dużo wycierpiałam. Smutek dręczył mnie cały czas. Jedni mieli dzieci. Następni byli zakochani. A jeszcze inni wszystko co chcieli.
Ja tego nie miałam. Czasem zazdrościłam innym, tego szczęścia.
Bo sama go nie zaznałam. Mogłam żalić się sama sobie, lub duchom.
Mój każdy dzień zaczynał się tak samo. Jakbym miała ,,powtórkę'' z poprzedniego dnia.
Dziwne to że każdy dzień jest taki sam. Naprawdę...dlaczego? Trzeba było by coś zmienić.
Ale jak? Może moje życie musi już tak wyglądać? Może ma się powtarzać.
Czas przeszły nie może przypominać przyszłości. Każdy czas jest inny.
Teraźniejszość jest teraz. To co się dzieje... jest teraz. A co ma być teraz?
Po głowie chodził mi ten wyraz.''TERAZ''. Może być dobre jak i złe.
Dlaczego nie pamiętam tych przeszłych żyć? Tych, o których mówił Wrigless.
Ród Fallenów. Kim ja byłam? Wiem tylko tyle, że o dziwo jestem jego przyjaciółką.
Skąd się znaliśmy? Gdzie się poznaliśmy? Kiedy to było? Wszystkie te pytania błądziły
Mi po głowie. Chciałabym o nie zapytać, ale mam wątpliwości. Może on kłamał?
Może nigdy się nie poznaliśmy i nie byliśmy znajomymi? Mógł sobie przecież to wymyślić.
Ale ja tego nigdy się nie dowiem. Choć chciałabym wiedzieć. Nawet gdyby prawda miałaby
rozerwać moje serce na miliony maleńkich kawałków.
Nie chcę już o tym myśleć. Mam czasami dość duchów. Chciałabym porozmawiać z żywymi.
Z ludźmi, wilkami byle czym. Ale nie z duchami!
Mam nadzieję, że moje życie będzie lepsze. Mam dosyć... jestem już wyczerpana.
Nie chciałam w tym miejscu dłużej przebywać. Musiałam zapomnieć o wszystkim.
O smutku, żalu, nieszczęściu, duchach, śmierci, krzywdzie i o sobie.
Potrzebowałam ochłonąć. Czasami myślałam, że to jest pomyłka. Że ja nie mam żadnych zdolności. Mogłam być pomyłką. Biegłam przed siebie. Po mojej twarzy spłynęła jedna łza. Tylko ta jedna. Dlaczego ona spłynęła? Łza - pomyślałam. Przecież zawsze dawałam sobie radę z emocjami. Ale coś we mnie się złamało.
Nie chciałam wpaść na drzewo, więc rzuciłam się w inny kierunek i sturlałam się z jakiejś stromej górki. Uderzyłam głową o kamień. Popłynęła krew. Zabolało. Podniosłam się i okazało się, że byłam w jakiejś dolinie.
<c.d.n., już niebawem...>
Ja tego nie miałam. Czasem zazdrościłam innym, tego szczęścia.
Bo sama go nie zaznałam. Mogłam żalić się sama sobie, lub duchom.
Mój każdy dzień zaczynał się tak samo. Jakbym miała ,,powtórkę'' z poprzedniego dnia.
Dziwne to że każdy dzień jest taki sam. Naprawdę...dlaczego? Trzeba było by coś zmienić.
Ale jak? Może moje życie musi już tak wyglądać? Może ma się powtarzać.
Czas przeszły nie może przypominać przyszłości. Każdy czas jest inny.
Teraźniejszość jest teraz. To co się dzieje... jest teraz. A co ma być teraz?
Po głowie chodził mi ten wyraz.''TERAZ''. Może być dobre jak i złe.
Dlaczego nie pamiętam tych przeszłych żyć? Tych, o których mówił Wrigless.
Ród Fallenów. Kim ja byłam? Wiem tylko tyle, że o dziwo jestem jego przyjaciółką.
Skąd się znaliśmy? Gdzie się poznaliśmy? Kiedy to było? Wszystkie te pytania błądziły
Mi po głowie. Chciałabym o nie zapytać, ale mam wątpliwości. Może on kłamał?
Może nigdy się nie poznaliśmy i nie byliśmy znajomymi? Mógł sobie przecież to wymyślić.
Ale ja tego nigdy się nie dowiem. Choć chciałabym wiedzieć. Nawet gdyby prawda miałaby
rozerwać moje serce na miliony maleńkich kawałków.
Nie chcę już o tym myśleć. Mam czasami dość duchów. Chciałabym porozmawiać z żywymi.
Z ludźmi, wilkami byle czym. Ale nie z duchami!
Mam nadzieję, że moje życie będzie lepsze. Mam dosyć... jestem już wyczerpana.
Nie chciałam w tym miejscu dłużej przebywać. Musiałam zapomnieć o wszystkim.
O smutku, żalu, nieszczęściu, duchach, śmierci, krzywdzie i o sobie.
Potrzebowałam ochłonąć. Czasami myślałam, że to jest pomyłka. Że ja nie mam żadnych zdolności. Mogłam być pomyłką. Biegłam przed siebie. Po mojej twarzy spłynęła jedna łza. Tylko ta jedna. Dlaczego ona spłynęła? Łza - pomyślałam. Przecież zawsze dawałam sobie radę z emocjami. Ale coś we mnie się złamało.
Nie chciałam wpaść na drzewo, więc rzuciłam się w inny kierunek i sturlałam się z jakiejś stromej górki. Uderzyłam głową o kamień. Popłynęła krew. Zabolało. Podniosłam się i okazało się, że byłam w jakiejś dolinie.
<c.d.n., już niebawem...>
Subskrybuj:
Posty (Atom)