Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 3 stycznia 2015

Od Astrid "Gdzie ja jestem?!" cz.3 (cd. Alexander lub Dante)

- Ja? - spytałam
- Tak, a kto inny? - spytał retorycznie Dante
- Nie wiem. Chciałabym spotkać, kiedyś jeszcze rodzinę.... - powiedziałam nie pewnie
- Tylko?
- Nie tylko. - uśmiechnęłam się - Chciałabym w życiu coś osiągnąć, coś dużego. Pomagać innym, dawać szczęście. Robić to co kocham. Co będę kochać. - poprawiłam się - Być sobą. Spotkać kogoś wspaniałego, swoją miłość. Wiem, że to brzmi głupio. Chcę poznać wspaniałe wilki, które mnie zaakceptują i będą moimi przyjaciółmi. Chcę być szczęśliwa. - zakończyłam z uśmiechem. Dante słuchał mnie zaciekawiony. "Pochłaniał" każde słowo
- Głupie, prawda? - spytałam
- Nie. Wcale nie. Jesteś ambitna, naprawdę ambitna. - powiedział
- Jedną z rzeczy potrzebnych mi do szczęścia, będzie zostanie tutaj. - powiedziałam. - Zaprowadzisz mnie do Alfy, bym mogła się zapytać, czy mogę zostać?
- Tak. Jasne! - rozpromienił się - Choć za mną!
- Ok. - powiedziałam. Dante ruszył, ja zanim.
- Musisz, wiedzieć, że wujek, nie jest....
- Wujek?! - przerwałam mu
- Tak, Alfa jest moim wujkiem. - uśmiechnął się - Wujek ma na imię Alexander i nie jest prawdziwą Alfą. Jest tylko na zastępstwie. Prawdziwa Alfa to Kiiyuko, ona teraz jest na misji.
- Ja to wszystko wiem. Nie wiedziałam tylko jak się nazywa, że Alexander jest twoim wujkiem i że Kiiyuko jest na misji. - roześmiałam się
- Sohara ci mówiła? - spytał
- Tylko o Alexandrze.
- To ty.... skąd to wszystko wiedziałaś? - spytał zdezorientowany
- Rodzice mi powiedzieli. Szukaliśmy tej watahy, by dołączyć. - spochmurniałam
- Uśmiechnij się już jesteśmy. - powiedział Dante. Rzeczywiście byliśmy przed jaskinią. - Wujku! Ktoś do ciebie!
- Już idę Dante. - usłyszałam głos - No i gdzie on lub ona jest?
- Tutaj! - krzyknął Dante i odskoczył, pokazując mnie.
- Dzień dobry! - przywitałam się - Czy mogłabym zamieszkać w Watasze Magicznych Wilków? Nie robiłoby by to problemów? - spytałam z bojową miną

<Alexander, Dante?>

Od Telleni "Szczenięca przygoda" cz. 3 (cd. Wissy)

- WISSY ONI TU IDĄ - krzyknęłam najgłośniej jak umiałam
W końcu postanowiłam ugryźć Wissy w nogę. Nagle potrząsnęła głową identycznie jak wilk, który zamoczył głowę i ją wytrzepuje
- Racja Tell, chodźmy! - powiedziała
-ZA MNĄ!
Biegłyśmy tak daleko, że brakowało nam siły w łapach. Nagle wybiegłam bardzo daleko od Wissy
- Ej, Telleni! Nie zostawiaj mnie tu samej! - krzyknęła, czego ja prawie nie słyszałam
- WIEM CO ROBIĘ!
Nagle skręciłam ostro w prawo i czekałam, aż Wissy tu przybiegnie, żeby wciągnąć ją do dziury, złapałam ją za łapę i za jednym susem wciągnęłam do jamy
- Dziękuje... Telleni... - rzekła Wissy
- WYŁAZIĆ STAMTĄD! - Krzyknął jeden z nich
Nagle jeden z nich złapał Wissy za ogon
- Tell... pomocy... proszę...- szepnęła do mnie Wissy
Tak zaczęłam warczeć, że brzmiałam jak dorosły basior, podniosłam łapę a pazury mi się ostro wydłużyły i zamachałam ją cztery razy poważnie raniąc mu łapę, ten natychmiastowo puścił Wissy
- ZOSTAWCIE NAS BO Z RESZTĄ TEŻ TAK ZROBIE! - Krzyknęłam bojowo
- WRRRR! - Zawarczały czarne wilki. Nagle zaczęły rozkopywać naszą dziurę
- Wissy... ja odwrócę ich uwagę, a ty uciekniesz.
- A co z tobą? One cię rozszarpią. A jak i mnie dopadną?
- Przynajmniej spróbujemy... - po czym zamknęłam oczy i myślałam o tych wszystkich pięknych chwilach mojego życia, jak otworzyłam oczy wyskoczyłam z jamy i stało się jak miało... wszyscy pobiegli za mną, Wissy stanęła tam i uciekła do krzaków na końcu drogi, zostałam sama. Rozpłakałam się bardzo głośno, nagle mój zaświeciłam się na... nie wiem na odrobinę jasny żółty, właściwie to tylko moje granatowe części futra...
- WOW! Czy to mój żywioł? Energia!? SUPER!!!
Nagle popatrzyłam się na czarne wilki pewna siebie po czym się uśmiechnęłam i walnęłam w nich piorunem... nie byłam pewna czy to energia... dlatego postanowiłam że jak tylko wróci stała Alfa... spytam się jej jaki to żywioł. Czarne wilki od razu padły na ziemie ciężko sapać... pobiegłam do Wissy... moje piorunowe plamy zmieniły się w granatowe... powiedziałam o wszystkim Wissy. Jak tylko wdrapałyśmy się na drzewo zasnęłyśmy...

<Wissy?>

piątek, 2 stycznia 2015

Od Rose "Demony w snach, demony w duszy" cz. 2 (cd. chętny)

Rowy po łzach ciągnęły się w dół aż do końca mego pyska, ale same łzy już nie leciały. Futro na całym ciele było albo poplamione, albo pozlepiane przez błoto i deszcz. W kilku miejscach były poprzyczepiane rzepy i kilka igieł z krzewów. Mięśnie w moich łapach odmawiały posłuszeństwa po kilku dniach wegetowania. Wreszcie zatrzymałam się pod smukłą brzozą. Oddychałam szybko i płytko, a za chwilę zaczęłam kaszleć.
- Jeszcze tydzień i się wykończę. - zajrzałam do skórzanej torby, którą wzięłam z jaskini.
Woda, orzechy, kawałek suszonego łososia i trochę świeżej pokrzywy. Westchnęłam ciężko i usadowiłam się na wystającym, bardzo grubym korzeniu drzewa. Po oględzinach terenu, na którym akurat już nie wytrzymałam w biegu. Byłam niedaleko terenów watahy. Na horyzoncie złocisty dysk powoli zniżał się, aż w końcu zniknął na dobre. Włożyłam torbę pod korzeń, a sama skuliłam się i zasnęłam.
Obudził mnie radosny śpiew ptaków. Powoli otworzyłam znużone powieki i ziewnęłam przeciągle. Wreszcie się wyspałam. Prędko uwinęłam się ze skromnym, wegetariańskim śniadaniem (orzechy, listek pokrzywy) i zostawiając torbę pod drzewem wyruszyłam do małego lasku niedaleko łąki, na której rosło moje zbawienne drzewo. W lesie panowała głucha, dzwoniąca w uszach cisza. Jednak kiedy wciągnęłam powietrze w mój nos wdarł się silny zapach dzików. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Bezszelestnie podążyłam za wonią, aż dotarłam do niewielkiej polanki na której pasły się trzy małe warchlaki. Rozejrzałam się czujnie. Na szczęście matki nie było w pobliżu. Szybko rzuciłam na siebie zaklęcie niewidzialności i podeszłam cichutko do najtłustszego malucha, złapałam go za kark skręcając go przy okazji i pobiegłam w krzaki. Warchlak jeszcze trochę kwiczał, ale potem zwiotczał i stał się cięższy niż przedtem. Jakoś dowlokłam go do drzewa i pożarłam łapczywie. Po skończonym posiłku zaczęłam wyczepiać igły i rzepy z mojej sierści i czyścić je wodą. Kiedy skończyłam zabiegi, wyglądałam prawie jak ja. Z wyjątkiem podkrążonych oczu i przywiędłych róż w sierści. Nagle rozproszył mnie hałas. Wilk. Z mojej watahy.

<Ktosiu?>

Od Patty "Niczym Pomarańcza" cz. 1 (cd. Ice)

Chodziłam sobie po terenach wolnych, przynajmniej tak myślałam, po jakimś czasie gdzieś daleko zauważyłam czarne wilki, duża liczba watah ich unika, a skoro ja jestem bez watahy mogą mnie zniszczyć. Rzuciłam w ich stronę małe ogniste tornado żeby mieć czas na ucieczkę, gdy się obejrzałam biegali do jeziora żeby, ugasić swoje ogniste smugi na futrze.
- Heh... teraz nie są już takie czarne - szepnęłam pod nosem - eh... znowu idzie noc, muszę znaleźć kilka patyków lub gałęzi żeby rozpalić ognisko.
Rozglądałam się i rozglądałam lecz patyków nie było, żadnej gałęzi, po prostu nic, nawet liści nie ma. No cóż pewnie ktoś tu przede mną był, trzeba zerwać kilka patyków z drzew.
***
Gałęzie zerwane, teraz trzeba wziąć kilka kamieni i po sprawie.
- Tam są kamienie! - rzekłam stawiając uszy
Dmuchnęłam na ułożone w stertę patyków i zaczęły się pięknie palić, ogień unosił się wysoko.
- No teraz możnaaa zasnąć - po czym zaczęłam ziewać
Położyłam się na ziemi i zasnęłam, gdy się obudziłam byłam w jaskini
- Gdzie ja jestem!? - krzyknęłam, a mój głos rozniósł się po ścianach jaskini
- Jesteś bezpieczna - powiedziała pewna wadera - Jestem Ice, a ty?

<Ice?>