Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Jamayi "Pokaż, na co cię stać" cz.2

Rano wstałam w pełni sił i siedział obok mnie Cyndy, więc powiedziałam:
- Dzień Dobry Cyndy. Dlaczego tutaj się znajduję i ile byłam nieprzytomna?
- Dzień Dobry Jamaya. Znajdujesz się tutaj, bo Kiiyuko kazała cię tu przynieść, a nieprzytomna byłaś... sam nie wiem. W każdym razie nie jesteś zła, a to zwiastuje dobrą pogodę!
Usiadłam, patrząc się na Cyndy'ego. Nagle wszedła Kiiyuko. 
- Tu nie jest do końca bezpieczna. Straciliśmy obszar nr.2. Obca wataha nas zaatakowała. Nie wiem jak mogłam do tego dopuścić! 
- Ależ to nic takiego. Przecież wasze wilk dadzą radę. Chyba...
Kiiyuko zebrała wilki. Miała rację o zabraniu ziem, bo gdy tylko chciałem zabrać znad skały rzeczy, od razu mnie zaatakowali. Wilki też były trochę pozbawione sierści, a niektóre nawet skóry (oczywiście w niektórych miejscach). Ja za to miałam czerwone oczy ze złości. Czemu się nie ocknęłam wcześniej? Miałam do siebie wielki żal. Poszłam na cmentarz i siedziałam, żeby trochę podkarmić moją złóść duszami (czasami zjadam złe dusze). Następnie do Lasu, a potem do watahy. Potem przypomniało mi się o Tajeniczych Podziemiach. ,,Miałam  tam być wczoraj!"- myślałam biegnąc ile sił w łapach. Zebrałam diamenty i pobiegłam do watahy. Jeden z wilków krzyczał: 
- ZNOWU NAPAD! ZEBRAĆ WILKI!
No więc przyszykowani do ataku napadliśmy na watahę, która atakowała. Odzyskaliśmy ziemię i żaden z nas nie ucierpiał. Szczęśliwie powróciliśmy do domu każdy z królikiem w pysku, które potem zjedliśmy.

Od Desari "Ucieczka cz. 6" (cd. Percy)

- Witaj, Skarbie. – usłyszałam za sobą sadystyczny głos. Nie zdołałam przebiec zaledwie kilku kilometrów od miejsca zostawienia Percy’ego. Byłam zbyt wycieńczona psychicznie, żeby w jakikolwiek sposób bronić się, lub chociaż zareagować. Siedziałam z opuszczonym łbem i podkulonym ogonem, nie miałam sił ani chęci do stawiania oporu. Nie mogłam nawet się odezwać, moje usta wydały jedynie złamane, piskliwe, nieokreślone dźwięki.
- Co się stało, Ukochana? – znów podjął temat, chociaż doskonale wiedział w jakiej jestem sytuacji. – Znów Cię ktoś zranił? – zakapturzony chłopak podszedł do mnie spokojnie i uklęknął obok.
- Zapomniałeś, że pierwszą osobą, która mnie zraniła, byłeś ty? – wyszeptałam tak cicho, że nawet pojedynczy świerszcz zdołałby mnie zagłuszyć.
- Ależ doskonale wiesz, że zrobiłem to dla dobra naszego dziecka. Wyrósł na wspaniałego księcia. Chciałabyś go zobaczyć? – uśmiechał się złowieszczo, powoli cedził słowa przez zaciśnięte szczęki. Milczałam, kurczowo zamykając ślepia, z których cienką stróżką wypływały łzy o barwie głębokiego złota.
- Wystarczy tylko, że zgodzisz się na powrót do Azarath. Wiesz, co niedługo nastąpi. Jeśli pójdziesz ze mną, oszczędzisz proste stworzenia z tego świata i spotkasz syna. – mruczał, sprowadzając mnie do ludzkiego wyglądu. Następnie zdjął mi nakrycie z głowy i podniósł mój podbródek na tyle, żebym mogła spojrzeć mu w oczy. Nasze twarze dzieliły centymetry, czułam jego chłodny oddech. Protestowanie w tym momencie było bezcelowe, byłam w stanie wyłącznie zacisnąć usta i spuścić wzrok.
- Desari… Kocham Cię. – wyznał, chociaż wiedziałam, że były to nieszczere słowa. Coraz bardziej zmniejszał odległość między nami, serce łomotało mi w piersi. Moim jedynym pragnieniem było wyrwanie się, ucieczka, ratunek…
- Zostaw mnie… - piszczałam cienko. – Oddaj mi syna i zniknij… Błagam. – uciszył mnie krótkim pocałunkiem. Po zetknięciu się z jego szorstkimi ustami zyskałam napływ siły, wstałam odpychając go lekko. Wtedy poczułam na sobie zdenerwowany wzrok Percy’ego. Niczym między Scyllą a Charybdą nie widziałam żadnej drogi ucieczki. Z drugiej strony wolałam zniknąć w Azarath, niż rozmawiać teraz z Jared’em.
- Ty nadal kochasz to ścierwo… - syknął Kovu rozpływając się w powietrzu. Osunęłam się niczym martwa na wilgotną ziemię. Wszystkie moje zmysły zaczęły szwankować. Zemdlałam…

<Percy?>

Od Cynayeda "Czy to już?" cz.1 (cd. Kiiyuko)

Biegłem ile sił w łapach by tylko być wolnym. Powoli czułem zew wolności lecz skręciłem gdzie nie trzeba i dotarłem nie do wolności i krajobrazów tylko do watahy. Niezwykle mi się spodobała Kiiyuko, która jest Alfą. Prawie zahipnotyzowała mnie swoim wdziękiem, urodą i charakterem. ,,Przecież nie mam głębokiego męskiego głosu" - pomyślałem po chwili. Strasznie mi było żal siebie. Żadna przecież nawet obok mnie nie przejdzie, bo co chwilę coś gwiżdżę pod nosem. Zdziwiło mnie, że Kiiyuko mnie przywitała miłym gestem mówiąc: 
- Czekałam na ciebie. 
Co to miało znaczyć? Przecież nawet nie mam normalnego głosu! Ale może chodziło o coś więcej jeśli nie o głos?
A jeśli tak to o co? Kiiyuko sama mi powie, jeżeli będzie chciała. Szybko i zręcznie upolowałem 4 jelenie dwoma susami i ugryzieniami. Stado najadło się do syta. Podziękowałem i poleciałem, aż nagle znalazłem się w Tajemniczych Podziemiach, gdzie znalazłem kwiatowe kryształy, które zebrałem Kiiyuko.
Pobiegłem do Kii i wręczając jej kwiat powiedziałem:
- Proszę, to dla ciebie.
Czekałem na jej reakcję.
- Jej... to... miłe.
- Ty też jesteś miła. I nie tylko miła lecz i piękna.
Po tych słowach trochę się zaczerwieniłem i ze wstydu trochę się uśmiechnąłem żeby nie wyjść na głupka. o tym wszystkim strasznie byłem na siebie zły że tak postąpiłem, bo miłość przecież zawsze musi zaczekać parę dni. Chociaż może w tym wypadku tak nie było? Chociaż nie wiem czy ona kocha mnie tak jak ja ją... dobra. W każdym razie położyłem się spać i śniła mi się Kiiyuko. Bardzo byłem szczęśliwy, bo myślałem że to prawdziwe życie. Gdy się obudziłem uśmiech z twarzy znikną mi po kilku sekundach. ,,Zawsze wyobraźnia płata mi figle!" - pomyślałem. Chociaż dla was może być to skomplikowane, dla mnie jest do zrozumienia wszystko.  
 
<Kiiyuko?>*

* - nie pisz przez cały czas sam. Warto dać komuś do dokończenia. ;_;

Od Tsume'a "Jak znalazłam watahę cz.3" (cd. Ripple)

Wystąpiłem krok do przodu.
- Ja mogę - powiedziałem poważnie, ale z uśmiechem na pysku patrząc na wesołą waderę.
Prowadziłem ją przez każdy las każdą polanę, a ona rozglądała się zafascynowana jak szczeniak. To dobrze, w sumie tak pozytywnych osób brakuje w tym świecie. W sumie też taki byłem, ale się zmieniłem... Sora pomaga mi wrócić do dawnej formy.
- No więc jak masz na imię?

<Ripple?>