Ocieram ranę łapą. Patrzę w jej stronę. Moje zachowanie było okropne,
zgadzam się, ale to wszystko przez te wspomnienia... Kiedyś było
inaczej. Codzienne obowiązki nie pozwalały mi na zajmowanie się sprawami
prywatnymi. Mimo to, byłem szczęśliwy. Matka i brat przy boku, to ja
nimi się tak naprawdę zajmowałem. Teraz... mam dużo swobody, praktycznie
0 obowiązków... I... nie ma przy mnie rodziny. Gdybym tylko wiedział,
co się z nimi dzieje... A może oni też przeżyli? Mało prawdopodobne,
ale nadzieja umiera ostatnia...
Leżę w jaskini oświetlonej przez płomienie. Po raz kolejny wymiotuję.
Chwilę potem wypłukuję okropny osad z ust pobierając nieco wody, po czym
wypluwam ją. Czołgam się bliżej ognia, oglądam ranę. Zakażenie, jestem
pewien. Rana na pysku zaczyna się goić. Wtem znów zwracam pokarm... To
będzie długa noc.
O wschodzie gaszę tlące się ognisko. Jeszcze raz spoglądam na ranę, przy
świetle słońca. Muszę jak najszybciej dotrzeć do watahy...
A co z Desari? Czy jej słowa były szczere, czy tylko napłynęły jej do
ust pod wpływem emocji? Możliwe, że tego już się nie dowiem... W sumie,
mam moc uleczania samego siebie, ale nie poznałem, jej jeszcze na tyle,
że zadziała perfekcyjnie. Postanawiam jednak spróbować. Z zakażeniem na
pewno nie dam sobie rady, ale może rana na policzku się zagoi?
Jestem już w drodze. Łapę owinąłem w duże liście... Prowizoryczny
bandaż. Ślad po ranie na łbie jeszcze widać, lecz nie płynie z niej
krew. Idę energicznym krokiem na północ. Szukam
Desari... Wątpię w to, abym ją znalazł, lecz warto próbować.
<Des?>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
niedziela, 21 grudnia 2014
Od Desari "Ucieczka cz.4" (cd. Percy)
Nie mogłam uwierzyć w to, co się wydarzyło. Jednak nie miałam pewności,
co było dziwniejsze - moje rozklejenie się na jego widok, czy jego
obojętność. W mojej duszy kłębiły się mieszane uczucia, od szczęścia po
wściekłość. Biegłam za nim, nie do końca świadoma dlaczego. Często
miałam pod łapami ciepłą krew sączącą się powoli z jego rany. Czułam, że
nie da rady dobiec, ale duma nie pozwalała mu na odpoczynek. Już tylko
kilka kilometrów dzieliło nas od watahy. Głód i znużenie nasilało się.
Percy zwolnił, a ja gryząc się w wargi całkowicie zahamowałam. On
truchtem przemieszczał się dalej, ale po kilku metrach też stanął,
obracając łeb w moją stronę.
- Coś się stało? - zapytał oschle.
- Dasz radę dalej pójść? - starałam się przybrać wrogi ton, który i tak się załamał po niedoszłych łzach. Kiwnął tylko głową i ruszył. W końcu coś we mnie pękło. Wyprzedziłam go i wysuwając pazury uderzyłam go zostawiając czerwony ślad.
- Pomyśleć, że ja za tobą czekałam. Że każdego cholernego dnia o tobie myślałam. Że cię ku*** kocham! - wykrzyczałam najgłośniej jak mogłam i pobiegłam w przeciwnym kierunku, stając się wcześniej niewidzialna.
<Percy? Wybacz ten ochrzan.>
- Coś się stało? - zapytał oschle.
- Dasz radę dalej pójść? - starałam się przybrać wrogi ton, który i tak się załamał po niedoszłych łzach. Kiwnął tylko głową i ruszył. W końcu coś we mnie pękło. Wyprzedziłam go i wysuwając pazury uderzyłam go zostawiając czerwony ślad.
- Pomyśleć, że ja za tobą czekałam. Że każdego cholernego dnia o tobie myślałam. Że cię ku*** kocham! - wykrzyczałam najgłośniej jak mogłam i pobiegłam w przeciwnym kierunku, stając się wcześniej niewidzialna.
<Percy? Wybacz ten ochrzan.>
sobota, 20 grudnia 2014
Od Percy'ego "Ucieczka cz.3" (cd. Desari)
Wpatruję się w nią z pokerową twarzą. Po policzkach spływa jej kilka łez, nie ruszam się.
- Dlaczego płaczesz? - pytam cicho, lecz stanowczo
Nie uzyskuję wyraźnej odpowiedzi. Patrzę jej prosto w oczy.
- Płacz tylko pogarsza sprawę. Nie ma sensu tego robić.
Okrążam ją, po czym kuśtykam dalej na południe. Zatrzymuję się jednak kilka metrów od niej.
- Zostajesz tu?
Po raz kolejny nie słychać odpowiedzi.
- Zastanów się. Poczekam.
Wykrwawiam się powoli, liście nie pomagają. Siedzę pod drzewem, gdy ta myśli co ma robić. Upływa kilka chwil, wstaję ciężko.
- Do zobaczenia. Ja wracam, nie zamierzam spędzić nocy na obcych terenach.
- Dlaczego nie próbujesz mnie pocieszać? - pyta zdziwiona
- Nie rozumiem...?
- Na co dzień byłeś inny... - odpowiada cicho
- To i tak by nic nie dało. Nie ważne. Już czas.
Ruszam szybko, próbuję biec. Słyszę za sobą jej kroki.
- Zmieniłem się. A może twoja obecność mnie zmienia? - pytam pod nosem - Cóż... Najważniejsze to dojść do domu, więc pośpieszmy się.
<Des?>
- Dlaczego płaczesz? - pytam cicho, lecz stanowczo
Nie uzyskuję wyraźnej odpowiedzi. Patrzę jej prosto w oczy.
- Płacz tylko pogarsza sprawę. Nie ma sensu tego robić.
Okrążam ją, po czym kuśtykam dalej na południe. Zatrzymuję się jednak kilka metrów od niej.
- Zostajesz tu?
Po raz kolejny nie słychać odpowiedzi.
- Zastanów się. Poczekam.
Wykrwawiam się powoli, liście nie pomagają. Siedzę pod drzewem, gdy ta myśli co ma robić. Upływa kilka chwil, wstaję ciężko.
- Do zobaczenia. Ja wracam, nie zamierzam spędzić nocy na obcych terenach.
- Dlaczego nie próbujesz mnie pocieszać? - pyta zdziwiona
- Nie rozumiem...?
- Na co dzień byłeś inny... - odpowiada cicho
- To i tak by nic nie dało. Nie ważne. Już czas.
Ruszam szybko, próbuję biec. Słyszę za sobą jej kroki.
- Zmieniłem się. A może twoja obecność mnie zmienia? - pytam pod nosem - Cóż... Najważniejsze to dojść do domu, więc pośpieszmy się.
<Des?>
Od Jamayi "Pokaż, na co cię stać" cz.1
Siedziałam długo nad przemokniętą wodą skałą po podwodnej podróży. Wiatr
budził mnie swoim podmuchem a ptaki ćwierkały mi swoją muzykę. Wstałam i
pognałam dalej wciąż szukając tego miejsca. Po 10 kilometrach padłam
jak martwa. "To niedaleko, jeszcze kilka metrów" - pomyślałam, lecz nie
mogłam się ruszyć. Następnego dnia odzyskałam siły i pobiegłam i okazało
się że to kilka metrów to kilka kilometrów. Moja logika! Poczułam
wilczy zew.
- To tutaj - szepczę do siebie wdychając poranny wiatr wiejący w twarz o zapachu porannej rosy. Szłam wolno lecz każdy wilk spoglądał na mnie i szeptał coś aż wreszcie ktoś się odezwał i powiedział:
- Co tu robisz nauszniku?
- To tutaj - szepczę do siebie wdychając poranny wiatr wiejący w twarz o zapachu porannej rosy. Szłam wolno lecz każdy wilk spoglądał na mnie i szeptał coś aż wreszcie ktoś się odezwał i powiedział:
- Co tu robisz nauszniku?
Nie odezwałam się. Poszłam
krokiem trochę szybszym co przypominało kłus. Bałam się że ktoś znowu
nie przezwie. Dotarłam do Alfy i się odzywam bardzo zmęczonym i trochę
groźnym głosem:
- Jestem Jamaya. Mogę pożyczyć trochę wody?
- Tak, źródło jest zaraz za zakrętem.
- Dziękuję. Mogę tutaj na trochę zostać? - zapytałam.
- Jeśli chcesz tutaj zostać, dołącz. Pokaż na co cię stać. Mam na imię Kiiyuko, dla przyjaciół "Kii".
- Ja Jamaya... przepraszam ale teraz... - przerwałam, bo zaczęłam dyszeć - Nie mogę nic
pokazać... Jestem zbyt zmęczona.
Zdążyłam powiedzieć, nim upadłam na ziemię wycieńczona.
<C.D.N.>
Subskrybuj:
Posty (Atom)