Miałam dosyć! To już mnie przerastało! Nie dość, że umarła mi matka,
zostałam wygnana z watahy... Z resztą, długo by tak wymieniać. Chciałam
już tylko zasnąć i nie obudzić się. Zalana łzami zaczęłam ściągać
nieszczęścia na innych. W nocy zgasiłam gwiazdy, księżyc był w nowiu.
Gwiazdy, jakie było widać, pochodziły z moich skrzydeł. Wtedy chciałam
przywołać ducha Debiru - Wilka Śmierci.
To mnie zmieniło.
Kiedy zrozumiałam swój błąd, chciałam zesłać Debiru tam, skąd go
przywołałam - prosto do Otchłani. Jednak to nie było takie proste.
Zginęłam. Także zostałam zesłana do otchłani.
Zlitował się nade mną duch mojej matki. Wyprosiła mi drugie życie.
Obiecałam jej, że nie popełnię tego samego błędu. Chciałam być porządną
wilczycą, więc postanowiłam znaleźć nową watahę. Jednak nie było to
takie łatwe. Wreszcie jednak, po długich miesiącach od mojego
zmartwychwstania, napotkałam pewną wilczycę - czarną, z białą końcówką
ogona i czarnymi włosami. Nazywano ją Sofferenza Morte.
<Sofferenza Morte? (chyba dobrze napisałam, a jak nie, to z góry przepraszam)>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
wtorek, 4 listopada 2014
niedziela, 26 października 2014
Od Darkness "Nowe życie"
Po utracie wszystkiego czego miałam, chciałam ze sobą skończyć ale... Coś trzymało mnie przy życiu... Nie wiem co, ale po prostu jeszcze
dlatego żyję. Jakiś mój wewnętrzny głos kazał mi iść dalej przez
życie. Pamiętam jeden z dni, kiedy byłam jeszcze w mojej ojczystej
Norwegii... Jedyna z nocy... Najdłuższa z nocy... Polarna noc. Ta
najpiękniejsza, która trwa najdłużej... Piękne zorze, które nazywałam też
nocnymi tęczami, przecinały niebo. Śnieg padał na moją czarną sierść, a
Immortal tuż obok wtulał się we mnie... Przypominając sobie tę noc
ciągle płaczę. I jego ostatnie słowa przed śmiercią "Bądź silna. Nie
poddawaj się. Zawsze będę blisko Ciebie..." ciągle siedzą mi w głowie.
Przez długie dni i tygodnie (jeśli nie miesiące) szłam przez las.
Nie wiem ile przeszłam, ale na pewno bardzo dużo. Już na pewno przekroczyłam granice mojej ukochanej ojczyzny i kierowałam się na południe. Z każdym krokiem na południe czułam, że robi się co raz cieplej. Aż w końcu pewnego słonecznego dnia doszłam tu. Wilki, które napotkały były pierwszymi, jakich spotkałam w ciągu mojej wędrówki. Zaprowadziły mnie do swojej Alphy. Po rozmowie z nią zgodziła się mnie przyjąć. Lekko się ucieszyłam. Może teraz spotkam nowych przyjaciół...
Nie wiem ile przeszłam, ale na pewno bardzo dużo. Już na pewno przekroczyłam granice mojej ukochanej ojczyzny i kierowałam się na południe. Z każdym krokiem na południe czułam, że robi się co raz cieplej. Aż w końcu pewnego słonecznego dnia doszłam tu. Wilki, które napotkały były pierwszymi, jakich spotkałam w ciągu mojej wędrówki. Zaprowadziły mnie do swojej Alphy. Po rozmowie z nią zgodziła się mnie przyjąć. Lekko się ucieszyłam. Może teraz spotkam nowych przyjaciół...
Od Tiffany ''Spotkanie cz 2'' (cd.Cole)
- Jestem Tiffany - przytaknęłam głową.
- Nigdy wcześniej Cię nie widziałem... Jesteś nowa? - dopytał z pełnią humoru w głosie.
- Nie, jestem tu już od dawna. Jeszcze na siebie nie wpadliśmy - zaśmiałam się.
- Widocznie - nie wiedział co powiedzieć.
Wyrwałam go z tej niefortunnej sytuacji.
- A co robisz w wolnym czasie? - zapytałam ponownie.
- Ja? Właściwie nic mi nie chodzi o głowie. Na pewno pójdę gdzieś pochodzić i się poszlajać - westchnął.
- Ja też. Ostatnio nie mam żadnych przygód... - medalion ma mojej piersi zaczął mocno świecić.
- Co jest?! - pomyślałam.
Basior wstał i poczłapał w kierunku lasu.
- Może pójdziesz ze mną? - odwrócił się.
W oczach miał pełno nadziei.
- A gdzie? - odgarnęłam kosmyk włosów z twarzy.
- Lubisz przygody, hę? - wyprężył dumnie pierś.
- Tak - przyznałam.
- Więc chodź za mną - kiwnął łapą.
Bez wahania poszłam za miłym basiorem.
<Cole?>
- Nigdy wcześniej Cię nie widziałem... Jesteś nowa? - dopytał z pełnią humoru w głosie.
- Nie, jestem tu już od dawna. Jeszcze na siebie nie wpadliśmy - zaśmiałam się.
- Widocznie - nie wiedział co powiedzieć.
Wyrwałam go z tej niefortunnej sytuacji.
- A co robisz w wolnym czasie? - zapytałam ponownie.
- Ja? Właściwie nic mi nie chodzi o głowie. Na pewno pójdę gdzieś pochodzić i się poszlajać - westchnął.
- Ja też. Ostatnio nie mam żadnych przygód... - medalion ma mojej piersi zaczął mocno świecić.
- Co jest?! - pomyślałam.
Basior wstał i poczłapał w kierunku lasu.
- Może pójdziesz ze mną? - odwrócił się.
W oczach miał pełno nadziei.
- A gdzie? - odgarnęłam kosmyk włosów z twarzy.
- Lubisz przygody, hę? - wyprężył dumnie pierś.
- Tak - przyznałam.
- Więc chodź za mną - kiwnął łapą.
Bez wahania poszłam za miłym basiorem.
<Cole?>
Od Desoto'a ''Rodzicielskie obowiązki cz 1'' (cd. Nasari/Tsume/chętny)
Bawiłem się z moją małą córeczką , Sereną. Była jeszcze malutka.
Układałem z nią puzzle z kory, zrobione przeze mnie. W krzakach pojawił
się Tsume.
- Hej, Des - powiedział wesoło.
Mała podskoczyła z miejsca jak sprężyna i podbiegła do Tsu. Odruchowo, jak każde szczenię w jej wieku, przytuliła Tsume'a.
- Dzień dobry - puściła nogę Tsume'a.
- Witaj - odpowiedział Serenie.
- Przepraszam Tsu - przeprosiłem go.
- Nie ma za co. Jest jeszcze mała - nie wkurzył się nawet trochę.
Rozmawiałem tak z Tsume'em o męskich sprawach. Gadaliśmy chyba z dziesięć minut. Usłyszałem głos Nasari:
- Desoto? Chodź na obiad!- wrzasnęła.
- Muszę iść Tsu...Do ju... - przerwałem i wyciągnąłem oczy niemalże na wierzch.
- Co się stało? - zapytał pewien podejrzeń.
- Nie ma SERENY! - odwróciłem się nerwowo i przewaliłem przypadkowo basiora na ziemię.
- SERENA! - krzyczałem.
- Ucisz się, bo będziesz miał przechlapane od Nasari! Ty idź jej szukać, ja zagadam Nassy - wymyślił dobry pomysł.
- Okej - wbiegłem w krzaki.
<Tsume? Nasari? chętny?>
- Hej, Des - powiedział wesoło.
Mała podskoczyła z miejsca jak sprężyna i podbiegła do Tsu. Odruchowo, jak każde szczenię w jej wieku, przytuliła Tsume'a.
- Dzień dobry - puściła nogę Tsume'a.
- Witaj - odpowiedział Serenie.
- Przepraszam Tsu - przeprosiłem go.
- Nie ma za co. Jest jeszcze mała - nie wkurzył się nawet trochę.
Rozmawiałem tak z Tsume'em o męskich sprawach. Gadaliśmy chyba z dziesięć minut. Usłyszałem głos Nasari:
- Desoto? Chodź na obiad!- wrzasnęła.
- Muszę iść Tsu...Do ju... - przerwałem i wyciągnąłem oczy niemalże na wierzch.
- Co się stało? - zapytał pewien podejrzeń.
- Nie ma SERENY! - odwróciłem się nerwowo i przewaliłem przypadkowo basiora na ziemię.
- SERENA! - krzyczałem.
- Ucisz się, bo będziesz miał przechlapane od Nasari! Ty idź jej szukać, ja zagadam Nassy - wymyślił dobry pomysł.
- Okej - wbiegłem w krzaki.
<Tsume? Nasari? chętny?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)