Zaprowadziłem ją w piękne miejsce. Był to Różowy Las. Po raz pierwszy w
moim krótkim życiu znalazłem waderę, która naprawdę mnie rozumie.
Słucha, śmieje się ze mną i nawet troszczy. Usiedliśmy pod różowym
drzewem. Drzewo mało różowe kwiaty i jasno-brązowy kolor pnia. W istocie
są to dwa drzewa, zrośnięte w jedno. Dziura między nimi przypomina
serce. Opowiadaliśmy sobie długo miłe rzeczy.
- Wiesz, ładnie dziś wyglądasz.... - przechwalałem ją.
- Naprawdę? - zarumieniła się i zachichotała po cichu.
Tak siedzieliśmy pod drzewem i wymienialiśmy się hipotezami i przemyśleniami na przyszłość.
- Ana? - zapytałem.
- Tak? - wadera odwróciła nerwowo głowę, ale spotkała się z moimi ustami.
Pocałowaliśmy się.
<Anastasia? Sory, że długo...>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
niedziela, 26 października 2014
Od Cole'a "Spotkanie cz.1" (cd. chętna wadera)
Strasznie się nudziłem. Polowania straciły swój urok, samotności też już
za wiele... Ehh... Pół dnia myślałem co tu zrobić by ta koszmarna nuda
zniknęła. Poszedłem nad jezioro by zaspokoić pragnienie. Wtedy wpadł mi
do głowy dobry pomysł by na chwilę się czymś zająć. Uniosłem łapy do
góry. Nad jeziorem pojawiła się wielka wodna kula. Przerobiłem ją by
wyglądała jak smok. Wprawiłem wodnego smoka w ruch. Nagle wyczułem że
ktoś za mną stoi. Smok zmienił się w deszcz i całkowicie spadł do
jeziora. Odwróciłem się i zobaczyłem dość wysoką i ładną waderę.
Przyglądała mi się bacznie, ale uśmiechała się szeroko. Po chwili
podeszła do wody i usiadła obok mnie.
- Cześć. - usłyszałem jej miękki i delikatny głos.
- Hej...? - odezwałem się niepewnie. - Jestem Cole, a ty?
<Wadero?>
- Cześć. - usłyszałem jej miękki i delikatny głos.
- Hej...? - odezwałem się niepewnie. - Jestem Cole, a ty?
<Wadero?>
Od Desari "Lekcja Uśmiechania cz.9" (Cd. Tamorayn)
Byłam zaskoczona urokiem groty, którą mi pokazał. Rozglądałam się
zaciekawiona ścianom jaskini, później zerknęłam na Rayn'a. Czułam się
głupio w jego towarzystwie, wiedziałam, że darzy mnie uczuciem
ważniejszym niż przyjaźń. Nie odwzajemniałam tego.
- Tu jest pięknie, kiedy odkryłeś to miejsce? - spytałam, chcąc utrzymać rozmowę.
- Całkiem niedawno, przez przypadek. - odpowiedział uśmiechnięty. - Zapraszam dalej. - dodał prowadząc mnie w głąb jaskini. Szliśmy powoli, w milczeniu. W końcu mój przewodnik przerwał ciszę.
- Wiesz, cieszę się, że tu dołączyłem... Że poznałem Ciebie. - mówił spokojnie.
- Wzajemnie... - mruknęłam.
- Hej, stało się coś? - zatrzymał się słysząc smutek w moim głosie.
- Nie, po prostu... Może lepiej już pójdę. - obróciłam się natychmiast i ruszyłam w kierunku wyjścia. Ze spuszczoną głową i położonymi uszami maszerowałam przed siebie. Tamorayn spróbował mnie zatrzymać wypowiadając moje imię, ale nie ustępowałam. "Nie chcę zmarnować niczyjego życia przez głupią miłość wobec mnie." powtarzałam w duchu, gdy wynurzałam się z wody.
<Rayn? Wybacz, że tak długo>
- Tu jest pięknie, kiedy odkryłeś to miejsce? - spytałam, chcąc utrzymać rozmowę.
- Całkiem niedawno, przez przypadek. - odpowiedział uśmiechnięty. - Zapraszam dalej. - dodał prowadząc mnie w głąb jaskini. Szliśmy powoli, w milczeniu. W końcu mój przewodnik przerwał ciszę.
- Wiesz, cieszę się, że tu dołączyłem... Że poznałem Ciebie. - mówił spokojnie.
- Wzajemnie... - mruknęłam.
- Hej, stało się coś? - zatrzymał się słysząc smutek w moim głosie.
- Nie, po prostu... Może lepiej już pójdę. - obróciłam się natychmiast i ruszyłam w kierunku wyjścia. Ze spuszczoną głową i położonymi uszami maszerowałam przed siebie. Tamorayn spróbował mnie zatrzymać wypowiadając moje imię, ale nie ustępowałam. "Nie chcę zmarnować niczyjego życia przez głupią miłość wobec mnie." powtarzałam w duchu, gdy wynurzałam się z wody.
<Rayn? Wybacz, że tak długo>
Od Lucy "Fala 'dobrych' wspomnień cz. 3" ( cd. Naaz/Kiiyuko )
- A co chcesz wiedzieć? - spytałam uśmiechnięta. W końcu uratował mi życie.
- Wszystko. - odwzajemnił uśmiech.
- No cóż... Jak już wiesz Lucy jestem. Zwiedzam sobie świat. I szukam kogoś, kto znajduje się prawdopodobnie tutaj. Znasz może Desari Valentine? - złożyłam ręce z tyłu pleców i maszerowałam tanecznym krokiem.
- Valentine? Znaczy się Des? - zdziwił się na dźwięk jej pełnego imienia i trochę też moim aktualnym sposobem kroku.
- Czyli nie zdradziła naszego nazwiska. - prychnęłam.
- Jesteście siostrami?! - rozszerzył jeszcze bardziej swoje śliczne oczka w zaskoczeniu.
- No chyba jaja sobie robisz! Ja i ten potwór rodzeństwem... To dłuższa historia. Wiesz może gdzie ona teraz jest?
- Emm... Tak, mijałem ją niedawno. - to zdanie poprawiło mi humor na tyle, że znów na mojej twarzy zabłysnął uśmieszek.
- Naaz... Trochę dziwne imię. - zachichotałam cicho, powodując, że basior się zawstydził.
- Ale w sumie słodkie. - dodałam, rozweselając go. Wtedy zobaczyłam Desari. Przechadzała się spokojnie z jakimś wilkiem o czerwonych ślepiach i rozmawiała z nim. Zaraz, zaraz... Ona umie się uśmiechać?! Podeszłam szybko do niej dziękując wcześniej mojemu bohaterowi.
- Siemka Des. - powiedziałam z szerokim uśmiechem i iskrzącymi zemstą oczami.
- Vi?! - jej wyraz twarzy natychmiast się zmienił. Teraz rządziło nią zażenowanie i złość.
- A to kto, nowy Kochaś? - zaśmiałam się. W sumie nie miała ich za dużo, bo aż jednego, ale moim głównym zamiarem była rozmowa z nią sam na sam, chciałam tylko, żeby sobie poszedł. I rzeczywiście, zniesmaczyłam Jed'a, czy Mercy'ego... I tak dla mnie został już Kochasiem. Des natychmiast pociągnęła mnie w ustronne miejsce zapominając o swoim towarzyszu.
- Co Ty tu robisz?! - wydarła się.
- Przyszłam po Naszyjnik. I motor. I kasę. I resztki godności. - odpowiedziałam spokojnie.
- Tego ostatniego nigdy nie miałaś. - mruknęła.
- Tęskniłam za tymi tekstami. - zaśmiałam się cicho, ona przewróciła oczami i położyła ręce na biodrach.
- Ale do rzeczy. Proszę no, nie mam się gdzie zatrzymać. Na pewno dasz radę mnie tu wkręcić. Zawsze wpakowałaś się na wysokie stanowisko. - mruczałam zrezygnowana.
- Nie. Odeszłaś do Kovu, a gdy się Tobą znudził to chcesz wrócić? Mam już nowy dom. - była stanowcza, przybiła mnie tymi słowami.
- To było dawno... Zapomnijmy o tym... - wpatrywałam się w ziemię, jakbym szukała tam odpowiednich słów do przeprosin. Dziewczyna wyciągnęła z portfela mały pliczek podrobionych pieniędzy, które mi podała.
- 4 tysiące? Nie kupię sobie nawet koła za tyle. - burknęłam.
- Nie żartuj, dasz radę. Zawsze możesz prosić Fate'a o "pracę". Pomogłam Ci. Teraz zjeżdżaj. - warknęła i wróciła do Kochasia. Schowałam sfałszowane banknoty do kieszeni i poszłam wkurzona.
- Sama się tu wkręcę. - postanowiłam i dogoniłam Naaz'a.
- Można tu dołączyć? - zamruczałam słodko szczerząc ząbki.
- Jasne. Zaprowadzę Cię do Kiiyuko. - zamachał ogonem prowadząc mnie do Alfy. Spacerowaliśmy chwilkę, zatrzymując się obok jej jaskini.
- To tutaj. - powiedział zadowolony.
- Dziękuję Ci, mój Książę bez rumaka. - zaśmiałam się, pocałowałam go w policzek i ruszyłam do wnętrza groty.
<Naaz, Kii? I wybacz Percy za zniekształcenie imienia. ^^`>
- Wszystko. - odwzajemnił uśmiech.
- No cóż... Jak już wiesz Lucy jestem. Zwiedzam sobie świat. I szukam kogoś, kto znajduje się prawdopodobnie tutaj. Znasz może Desari Valentine? - złożyłam ręce z tyłu pleców i maszerowałam tanecznym krokiem.
- Valentine? Znaczy się Des? - zdziwił się na dźwięk jej pełnego imienia i trochę też moim aktualnym sposobem kroku.
- Czyli nie zdradziła naszego nazwiska. - prychnęłam.
- Jesteście siostrami?! - rozszerzył jeszcze bardziej swoje śliczne oczka w zaskoczeniu.
- No chyba jaja sobie robisz! Ja i ten potwór rodzeństwem... To dłuższa historia. Wiesz może gdzie ona teraz jest?
- Emm... Tak, mijałem ją niedawno. - to zdanie poprawiło mi humor na tyle, że znów na mojej twarzy zabłysnął uśmieszek.
- Naaz... Trochę dziwne imię. - zachichotałam cicho, powodując, że basior się zawstydził.
- Ale w sumie słodkie. - dodałam, rozweselając go. Wtedy zobaczyłam Desari. Przechadzała się spokojnie z jakimś wilkiem o czerwonych ślepiach i rozmawiała z nim. Zaraz, zaraz... Ona umie się uśmiechać?! Podeszłam szybko do niej dziękując wcześniej mojemu bohaterowi.
- Siemka Des. - powiedziałam z szerokim uśmiechem i iskrzącymi zemstą oczami.
- Vi?! - jej wyraz twarzy natychmiast się zmienił. Teraz rządziło nią zażenowanie i złość.
- A to kto, nowy Kochaś? - zaśmiałam się. W sumie nie miała ich za dużo, bo aż jednego, ale moim głównym zamiarem była rozmowa z nią sam na sam, chciałam tylko, żeby sobie poszedł. I rzeczywiście, zniesmaczyłam Jed'a, czy Mercy'ego... I tak dla mnie został już Kochasiem. Des natychmiast pociągnęła mnie w ustronne miejsce zapominając o swoim towarzyszu.
- Co Ty tu robisz?! - wydarła się.
- Przyszłam po Naszyjnik. I motor. I kasę. I resztki godności. - odpowiedziałam spokojnie.
- Tego ostatniego nigdy nie miałaś. - mruknęła.
- Tęskniłam za tymi tekstami. - zaśmiałam się cicho, ona przewróciła oczami i położyła ręce na biodrach.
- Ale do rzeczy. Proszę no, nie mam się gdzie zatrzymać. Na pewno dasz radę mnie tu wkręcić. Zawsze wpakowałaś się na wysokie stanowisko. - mruczałam zrezygnowana.
- Nie. Odeszłaś do Kovu, a gdy się Tobą znudził to chcesz wrócić? Mam już nowy dom. - była stanowcza, przybiła mnie tymi słowami.
- To było dawno... Zapomnijmy o tym... - wpatrywałam się w ziemię, jakbym szukała tam odpowiednich słów do przeprosin. Dziewczyna wyciągnęła z portfela mały pliczek podrobionych pieniędzy, które mi podała.
- 4 tysiące? Nie kupię sobie nawet koła za tyle. - burknęłam.
- Nie żartuj, dasz radę. Zawsze możesz prosić Fate'a o "pracę". Pomogłam Ci. Teraz zjeżdżaj. - warknęła i wróciła do Kochasia. Schowałam sfałszowane banknoty do kieszeni i poszłam wkurzona.
- Sama się tu wkręcę. - postanowiłam i dogoniłam Naaz'a.
- Można tu dołączyć? - zamruczałam słodko szczerząc ząbki.
- Jasne. Zaprowadzę Cię do Kiiyuko. - zamachał ogonem prowadząc mnie do Alfy. Spacerowaliśmy chwilkę, zatrzymując się obok jej jaskini.
- To tutaj. - powiedział zadowolony.
- Dziękuję Ci, mój Książę bez rumaka. - zaśmiałam się, pocałowałam go w policzek i ruszyłam do wnętrza groty.
<Naaz, Kii? I wybacz Percy za zniekształcenie imienia. ^^`>
Subskrybuj:
Posty (Atom)