- Interesujące... - szepnęłam zauważywszy nieznajomego basiora na naszym
terenie. Szłam za nim powoli, nawet nie zmieniając koloru futra na
niewidzialne, ot taki kaprys, żeby pójść za obcym wilkiem. Obserwowałam
go spokojnie, świadoma, że mnie widzi. Gdy spytał mnie, co robię, nie
odpowiedziałam. W końcu się zatrzymał. Gdy spróbował do mnie odejść, ja
się oddaliłam. Chwilę mnie gonił, ale byłam szybsza. Warknął i
najwyraźniej sobie odpuścił. Zaczął głośniej dyszeć, rany i zmęczenie
musiały zrobić swoje. Przystanął, potem usiadł. Zerknęłam na niego i
pobiegłam w krzaki. Zakładam, że pomyślał, że go zostawię na pewną
śmierć. Ale nie, za dużo martwych istnień już stało się z mojej winy.
Ruszyłam w poszukiwaniu padliny. Znalazłam nieżywego zająca, którego
miał zamiar skonsumować lis, jednak gdy mnie wyczuł, uciekł
zrezygnowany. Chwyciłam trupa w kły i przetransportowałam go do rannego
wilczura. Spojrzał na mnie ze zdziwionym, acz dziękującym wzrokiem i
zabrał się do jedzenia, a ja znowu ruszyłam. Tym razem do wodopoju.
Znalazłam drobną skałę, którą wydrążyłam kulą many i służąc za miskę
nabrałam do niej wody. Niosąc ją delikatnie podałam mu. Później milcząco
obejrzałam rany i z drugą rundą po wodę obmyłam je. odbiegłam do
jakiegoś większego drzewa, której nazwy nie pamiętałam, jednak
przypomniało mi się, że jego liście mają lecznicze właściwości, w końcu
musiałam wiedzieć takie rzeczy, skoro moja matka była zielarzem... Kiedy
już się ocknęłam z tych wspomnień wróciłam do niego i obłożyłam
skaleczenia. Zmęczona już usiadłam naprzeciw niego.
- Dziękuję, ale... Po co to zrobiłaś? - patrzył na mnie bardziej ze zdziwieniem niż z
radością. A ja tylko wzruszyłam barkami i obserwowałam jak je uszatego.
<Dragon?>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
poniedziałek, 14 lipca 2014
Od Kiiyuko "Jak dołączyłem do watahy [Tsume]? cz.2" (cd. Tsume)
- Idziesz? - zapytałam odchodząc kawałek i odwracając głowę w jego stronę.
- Gdzie?
- Pozwiedzać trochę. - uśmiechnęłam się.
- Co?
- Trochę wolno się orientujesz... - zaśmiałam się. - Tereny obejrzeć. Chyba że nie chcesz...
- Nie no, chcę!
- No bo przecież nie chciałbyś się tutaj zgubić, prawda?
- Prawda. - odparł i potruchtał za mną.
****
- Coś jeszcze chciałbyś poznać lub zobaczyć? - zapytałam przechylając delikatnie głowę. Zakończyliśmy już spacer i już mu pokazałam jego nowe mieszkanie.
- Może... - zaczął, ale ja mu przerwałam oznajmiając entuzjastycznie:
- Świetny pomysł! Poznasz wszystkie wilki z watahy!
- Ale ja... - burknął zdezorientowany.
- Chodźmy! - mówiąc to chwyciłam go za łapę i pobiegłam, tak że był zmuszony iść za mną.
<Tsume?>
- Gdzie?
- Pozwiedzać trochę. - uśmiechnęłam się.
- Co?
- Trochę wolno się orientujesz... - zaśmiałam się. - Tereny obejrzeć. Chyba że nie chcesz...
- Nie no, chcę!
- No bo przecież nie chciałbyś się tutaj zgubić, prawda?
- Prawda. - odparł i potruchtał za mną.
****
- Coś jeszcze chciałbyś poznać lub zobaczyć? - zapytałam przechylając delikatnie głowę. Zakończyliśmy już spacer i już mu pokazałam jego nowe mieszkanie.
- Może... - zaczął, ale ja mu przerwałam oznajmiając entuzjastycznie:
- Świetny pomysł! Poznasz wszystkie wilki z watahy!
- Ale ja... - burknął zdezorientowany.
- Chodźmy! - mówiąc to chwyciłam go za łapę i pobiegłam, tak że był zmuszony iść za mną.
<Tsume?>
Od Leo "Odnalezienie cz.2" (cd. Sofija)
W pierwszej chwili byłem zły, że jedna z naszej watahy rozmawia z kimś dość podejrzanym, ale w drugiej chwili zorientowałem się, że to może ktoś jej ze starych znajomych lub rodzina.
- Kto to? - zapytałem. Basior też wyglądał na zdezorientowanego.
- Eragon, ojciec Sambo.
- To dobrze, że rodzina wreszcie się spotkała. Już się bałem, że to jakiś wróg czy coś...
- A ty to?... - zadał pytanie Eragon.
- Leo, jeden z członków watahy, do której należy twoja partnerka.
- Watahy? - zmarszczył brwi.
- Tak, Watahy Magicznych Wilków. - wyjaśniłem.
Spojrzał na Sofiję, a jego mina mówiła: "Musisz mi coś chyba wyjaśnić...".
- Jeżeli chcesz, to też dołącz. - wzruszyłem ramionami.
- Na razie podziękuję, ale jeszcze to przemyślę. Musiałbym to omówić z ojcem. - uśmiechnął się.
- Nie ma sprawy... Nie chcę przeszkadzać, więc ja już idę.
Wyszedłem z jaskini i zmierzałem z powrotem do siebie pozwalając im załatwić własne prywatne sprawy.
<Nie kończ, bo już właściwie napisałaś cd., a to takie małe opóźnienie... Wybacz. Teraz ostatnio dostałam strasznego lenia ;-;>
- Kto to? - zapytałem. Basior też wyglądał na zdezorientowanego.
- Eragon, ojciec Sambo.
- To dobrze, że rodzina wreszcie się spotkała. Już się bałem, że to jakiś wróg czy coś...
- A ty to?... - zadał pytanie Eragon.
- Leo, jeden z członków watahy, do której należy twoja partnerka.
- Watahy? - zmarszczył brwi.
- Tak, Watahy Magicznych Wilków. - wyjaśniłem.
Spojrzał na Sofiję, a jego mina mówiła: "Musisz mi coś chyba wyjaśnić...".
- Jeżeli chcesz, to też dołącz. - wzruszyłem ramionami.
- Na razie podziękuję, ale jeszcze to przemyślę. Musiałbym to omówić z ojcem. - uśmiechnął się.
- Nie ma sprawy... Nie chcę przeszkadzać, więc ja już idę.
Wyszedłem z jaskini i zmierzałem z powrotem do siebie pozwalając im załatwić własne prywatne sprawy.
<Nie kończ, bo już właściwie napisałaś cd., a to takie małe opóźnienie... Wybacz. Teraz ostatnio dostałam strasznego lenia ;-;>
Od Sofiji "Odnalezienie cz.3" (cd. chętny)
Patrzyłam, jak Leo wychodzi, a następnie powiedziałam:
- Zaczekaj tu Eragon, za 15 min przyjdę z synem.
- Ok, kochanie. Czekam.
Więc natychmiast pobiegłam do jaskini gdzie był Sambo, mijając przy tym zdezorientowanego Leo. Już we wejściu do jaskini krzyknęłam:
- Sambo! Chodź, poznasz tatę!
- Taaak! - ucieszył się maluch.
Razem szybko wróciliśmy do Eragona. Gdy byliśmy już na miejscu, Sambo się za mną skrył bo się chyba trochę bał lub wstydził.
- Nie masz się czego bać Sambo, to twój tata.
- Sambo, chodź do mnie! - powiedział serdecznie. Gdy nasz syn chciał podejść, ku naszemu przerażeniu nagle z zza krzaków wyskoczył ojciec Eragona, którego rozpoznałam natychmiast.
- Synu, chodź. Idziemy do domu. - zwrócił się twardo do Eragona.
- Nie ma mowy! Ojcze, zostaję tu z Sambo i Sofiją
- Mama, kto to jest? - zapytał wystraszony Sambo.
- Twój dziadek, ale nie zbliżaj się.
- Eragon, chodź pogadamy.
Poszli kawałek dalej, ale wiedziałam, że nie będą sami, więc kazałam natychmiast małemu biec do domu, a on posłusznie wykonał moje polecenie. Potem my razem walczyliśmy: ja i Eragon przeciwko jego ojcu i jego watasze. Oni mieli przewagę i szybko przegraliśmy: mnie zostawili w jaskini, a Eragona zabrali do domu.
- Sofija, wrócę do Ciebie! - powiedział odchodząc.
Po paru godzinach wróciłam cała podrapana i trochę osłabiona z nerwów lub siniaków do jaskini już na terenie watahy.
- Mamo, gdzie tata?
- Zabrali go.
Sambo usnął, a ja przez cały czas płakałam. Jakiś wilk usłyszał ja płacze, podszedł i powiedział:
<cd. chętny>
- Zaczekaj tu Eragon, za 15 min przyjdę z synem.
- Ok, kochanie. Czekam.
Więc natychmiast pobiegłam do jaskini gdzie był Sambo, mijając przy tym zdezorientowanego Leo. Już we wejściu do jaskini krzyknęłam:
- Sambo! Chodź, poznasz tatę!
- Taaak! - ucieszył się maluch.
Razem szybko wróciliśmy do Eragona. Gdy byliśmy już na miejscu, Sambo się za mną skrył bo się chyba trochę bał lub wstydził.
- Nie masz się czego bać Sambo, to twój tata.
- Sambo, chodź do mnie! - powiedział serdecznie. Gdy nasz syn chciał podejść, ku naszemu przerażeniu nagle z zza krzaków wyskoczył ojciec Eragona, którego rozpoznałam natychmiast.
- Synu, chodź. Idziemy do domu. - zwrócił się twardo do Eragona.
- Nie ma mowy! Ojcze, zostaję tu z Sambo i Sofiją
- Mama, kto to jest? - zapytał wystraszony Sambo.
- Twój dziadek, ale nie zbliżaj się.
- Eragon, chodź pogadamy.
Poszli kawałek dalej, ale wiedziałam, że nie będą sami, więc kazałam natychmiast małemu biec do domu, a on posłusznie wykonał moje polecenie. Potem my razem walczyliśmy: ja i Eragon przeciwko jego ojcu i jego watasze. Oni mieli przewagę i szybko przegraliśmy: mnie zostawili w jaskini, a Eragona zabrali do domu.
- Sofija, wrócę do Ciebie! - powiedział odchodząc.
Po paru godzinach wróciłam cała podrapana i trochę osłabiona z nerwów lub siniaków do jaskini już na terenie watahy.
- Mamo, gdzie tata?
- Zabrali go.
Sambo usnął, a ja przez cały czas płakałam. Jakiś wilk usłyszał ja płacze, podszedł i powiedział:
<cd. chętny>
Subskrybuj:
Posty (Atom)