Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 12 lipca 2014

Od Desari "Odejść czy zostać?... cz.1" (cd. Percy)

Tej nocy nie mogłam zmrużyć oka... Zmrużyć oka? Nie, to złe określenie. Ja nie potrzebuję snu, a moim odpoczynkiem jest medytacja, trzymanie ładu i porządku w swoim mentalnym świecie. Ale od czasu dołączenia do tej watahy, mój umysł staje się trudny do zapanowania nad nim. To dziwne, jeszcze nigdy coś takiego mi się nie przytrafiło, nie mogłam zapanować nad sobą. Dlatego po zmroku wyszłam z mojej jaskini. Wędrowałam trochę po terenach, a chłodne, nocne powietrze otulało mnie delikatnie kołysząc moim krótkim, kruczym futrem. Kiedyś uwielbiałam takie wieczorne spacery. Latałam wtedy wkoło obłoków, wyobrażając sobie, że dolecę do gwiazd. Dziecięce fantazje.
Realia są znacznie gorsze. Oto ja, trzyletnia, bezsilna wadera, która nie zdaje sobie sprawy co będzie, gdy jej umysłem zawładnie ojciec. Nigdy nie doznam uczucia miłości. Nie będę miała szczeniąt. Nie mam nawet siły się głupio uśmiechnąć. Ja nie jestem normalna. Nie powinnam była tu przychodzić.
- Cóż, odejdę - postanowiłam. Ruszyłam powoli między jaskiniami. Jakaś para stykała się końcówkami nosa, ktoś uśmiechał się w spokojnym śnie. Zazdrościłam im, ale się nie zatrzymałam. Potem zauważyłam złotymi ślepiami tego... Percy'ego. Prychnęłam znów. Wił się, rzucał łapami przez sen. Zastrzygłam uchem. Nie panuje nad swoją mocą, to nie było bezpieczne dla tego stada. Siedziałam chwilę niedaleko niego. Oczywiście niewidzialna, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Obserwowałam jak przewraca się w niewygodnym śnie.
W końcu się przebudził. Wtedy bezszelestnie wyszłam z jego jamy. Myślałam co teraz zrobić. Odejść czy zostać... Zostanie tutaj zapowiadało zmiany dla pozostałych członków, mogłam wyrządzić im krzywdę. Z drugiej strony, jeśli pomogłabym temu samcowi, może zapanowałby nad sobą i nie stanowił zagrożenia, które najwyraźniej tylko ja dostrzegałam. Bo skoro sam Fate powiedział, że jest potężny, to musi coś oznaczać. No cóż... W zamyśleniu poszłam w niezamierzonym kierunku. Znów natrafiłam na Percy'ego. Zaczęłam patrzeć co robi.
- Silny... I nawet ładny. - szepnęłam nieoczekiwanie, nie wierząc, że takie słowa wydobyły się z mojego pyska. Otworzyłam szerzej oczy i jak zahipnotyzowana podeszłam do niego, nie odzywając się, zapatrzona w to co robi.

<Percy?>

piątek, 11 lipca 2014

Od Dragon'a "Jak dotarłem do watahy? cz.1" (cd.chętny)

Zmęczony, głodny, ranny. Taki właśnie teraz jestem, ale idę. Idę dalej w cieniu drzew nie przeszkadzając nikomu, nie zważając już na żadne przeszkody czy niebezpieczeństwa. Mam tego wszystkiego już serdecznie dosyć. Odkąd ojciec wyrzucił mnie z watahy i nasłał na mnie tych wrednych i bezlitosnych strażników, świat przestał dla mnie istnieć. Jestem po prostu nikim. Nic nie wartym śmieciem.
Idąc tak sobie i rozmyślając natrafiłem na czyjeś tereny. Nie chciałem znowu od kogoś oberwać więc nie zatrzymywałem się tylko szedłem dalej. Miałem przeczucie, że ktoś za mną idzie i mnie obserwuje. I miałem rację. W pewnym momencie usłyszałem szelest w pobliskim krzaku. Zatrzymałem się jak gdyby nigdy nic i pochyliłem . Udawałem, że wącham rosnące obok jagody. Kątem oka obserwowałem krzew. Nieznajomy wilk zauważywszy, że spoglądam w ziemię, wychylił głowę ponad roślinę i bacznie mi się przyglądał.
- Nie ładnie tak podglądać innych - powiedziałem z uśmiechem, a wilk (była to wadera) strasznie się wystraszył i znów ukrył.
- Już sobie stąd idę. Nie chcę kolejnych kłopotów.
Ruszyłem przed siebie, ale wadera wyskoczyła z krzaka i szła za mną. Nie odzywała się tylko delikatnie dreptała kilka kroków z tyłu. Przeszliśmy tak około pół kilometra. Zaczynało mnie to wkurzać. Co ona ode mnie chce?
- Mogę wiedzieć co robisz? - zapytałem już strasznie zdenerwowany.

<chętna wadera?>

Od Iloriel "Niegrzeczna i chcąca poflirtować cz.3" (cd. Alexander)

W towarzystwie Alexandra czułam się dosyć nieswojo, ale wiedziałam czemu tak jest. Do dzisiejszego dnia, uważałam, że miłość nie istnieje. A teraz najchętniej rzuciłabym się na Alexandra i zaczęła go całować. Może nawet zdecydowałabym się na coś jeszcze. Po chwili usłyszałam w moim umyśle głos.
Pocałuj go.
Kim jesteś?
Kimś, kto każe Ci go pocałować.
A dokładnie?
Twoją drugą jaźnią.
Kim?
Twoją drugą jaźnią, czyli twoim drugim "umysłem".

 Po chwili doszłam do siebie. Podeszłam do Alexandra i go pocałowałam.

<Alexander?>

Od Kai'ego "Leo i Shadow cz.3" (cd. Shadow lub Sora)

    - Co ja z tego będę miał?
    - Hm... Shadow? Masz jakiś pomysł? - zapytała Sora.
    - Coś się wymyśli, ale potem. Chcę sobie teraz tylko przypomnieć, to czego zapomniałem.
    - Tylko żeby nie było że mnie wkręciliście... Będziecie mi winni przysługę.
    - Zgoda, ale nie rozpowiadaj nikomu o tym, co zobaczysz w jego głowie. Czy to jasne? - powiedziała Sora.
    - Jasne, nie ma sprawy. To zaczynamy? - zapytałem.
    - Tak. - odparł Shadow cicho. Było widać, że nie za bardzo mu się to podoba.
Przyłożyłem łapę do jego czoła, zamknąłem oczy i mocno się skupiłem. Zobaczyłem plątaninę kolorowych i ruchomych obrazów, które odtwarzały się jak film. Zacząłem powoli je przeglądać.  
    Sora i Shadow razem chodzą? - pomyślałem widząc kilka z jego wspomnień.
    Może już są parą? Ciekawe czy Sora zajdzie w ciążę... - zaśmiałem się pod nosem. - Na pewno.
    Po kilku minutach dla mnie, niczego sensownego nie udało mi się znaleźć, więc powędrowałem dalej w jego przeszłość. Tam ujrzałem Asai, jej tereny, to jak włada, nawet to, że Shadow był jej prawą łapą, co wprawiło mnie w zdumienie.
    Kai, nie po to tu przyszedłeś, żeby się przyglądać Asai, chociaż może to się w przyszłości przydać watasze. - pomyślałem i poszedłem jeszcze dalej.
    Tam ujrzałem dwa bawiące się szczeniaki. Dwóch małych chłopców, którzy mieli zabawę na całego i turlali się po całej łące. Jeden był trochę koloru podobnego trochę do czerwieni, a trochę do pomarańczy, a ten drugi sprawiał wrażenie trochę starszego i miał skrzydła - to musiał być z całą pewnością Leo. Czas przewinął się trochę do przodu i mały Leo był śmiertelnie wręcz poturbowany: cały zakrwawiony, kości gdzieniegdzie mu wystawały, rany aż do mięśni... Współczułem temu dzieciakowi, ale nic na to nie mogłem poradzić. Patrzył na teren, na którym najprawdopodobniej niedawno zakończyła się jakaś wojna, ponieważ leżało tam mnóstwo martwych ciał wilków. Maluch odszedł bardzo zasmucony. Nie było z nim już jego przyjaciela. Szedł tak z opuszczoną głową w nieznanym mu kierunku, aż wpadł na jakąś białą, młodą i piękną waderą, nie była to Kii, ani żadna inna z naszej watahy. Uniósł powoli łepek i spojrzał jej prosto w twarz.
    - Pomóc ci? - zapytała z matczyną troską. Skądś ją kojarzyłem, ale nie wiedziałem skąd. Leo pokiwał głową. Ona wyszeptała jakieś zaklęcie i Leo był całkowicie zdrowy. Nie krył zaskoczenia. Wadera uśmiechnęła się promiennie.
    Czas ponownie się przewinął, tak że widziałem w przyśpieszonym tempie, że powoli rosnący Leo zaprzyjaźniał się coraz bardziej z waderą, która założyła własną watahę. To Leo należał do jeszcze innych watah? Pojawiał się też tam jakiś dorosły basior, ale nie umiałem stwierdzić, jaką on tam rolę odgrywa. Biała wadera z czasem pod wpływem jakiegoś zaklęcia stała się cała czarna i tym samym zła. Mały Leo, który traktował ją jak matkę, krzyknął ze łzami w oczach:
    - Nie! Asai!
    T-to była... Asai?! Zatkało mnie. Robiła się coraz czarniejsza, a jej ciało wyginało się z bólu. Ten nieznany mi basior zakrywał Leonowi oczy, żeby nie patrzył na coś tak przerażającego, bo dla dziecka byłaby to trauma na całe życie. W końcu stała się taką Asai, jaką my obecnie znamy.
    - Ja... Ja też chcę się poświęcić! Nie pozwolę jej samotnie cierpieć! Nie po tym, co dla mnie zrobiła! - krzyczał chłopak. Basior zasmucony jego życzeniem puścił go. Leo poddał się zaklęciu, a jego ciało też zaczęło się wykręcać z bólu. Nie widziałem tylko, kto rzucał to zaklęcie. Wtedy Leo stał się dobrze znanym nam Shadow'em. Czyli oni od samego początku byli jedną i tą samą osobą, a nie połączonymi dwoma...
    Wróciłem "na ziemię". Patrząc na to, ile mi to zajęło, wychodziło dla nich zaledwie kilka sekund, ale dla mnie dużo dłużej... Nawet może pół godziny.
    - I co...? - zapytał trochę skulony Shadow.
    - Oj stary... - powiedziałem. Moje oczy były okrągłe, albo ze strachu, albo od nadmiaru migawek obrazów. Opowiedziałem im wszystko dokładnie, i czekałem na ich reakcję...

<Shadow? Sora?>