Od tamtej pory, co noc spotykałam się z Shadow'em. Bardzo lubiłam jego
towarzystwo, mimo, że czasem zachowywał się, jak ...Shadow. Szkoda, że
pojawiał się tylko w nocy...
Czekałam na niego pod Pomarańczowym Drzewem. Było dość chłodno, dlatego
wzięłam z jaskini moją ulubioną fioletową arafatkę. Nagle coś dotknęło
mojego ramienia..
- Tęskniłaś? - usłyszałam dobrze znany mi głos.
- A żebyś wiedział, że tak. - uśmiechnęłam się. Obróciłam się i liznęłam basiora w nos.
- Hehe...tak myślałem. To na co masz dzisiaj ochotę? - zapytał.
- Wiesz, wiele myślałam na nasz temat i...
- I co?
- Spotykamy się zawsze w nocy i tylko w nocy, a przed wschodem słońca
musisz iść. Nawet nie umiem się dokładnie określić, ale...brakuje mi
ciebie. Chcę, żebyś był przy mnie nie tylko o zmierzchu.
- Doskonale cię rozumiem. Mi też jest z tym ciężko, zwłaszcza, że w
ciągu dnia muszę być schowany w ciele tego ciamajdy, Leonarda. -
mruknął.
- No to, chyba musimy coś z tym zrobić. - powiedziałam.
<Shadow?>
Zacieśnianie więzi
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)
środa, 9 lipca 2014
Od Cole'a "Uwielbiam samotnośc cz.2" (cd. Margaux)
- Ładnie śpiewasz. - usiadłem obok wadery.
- Nie wiem, jak mam siłę... - burknęła z nachmurzoną miną.
- Nie lubisz lata?
- Nie. Jak można? Ukrop i gorąco. Nic więcej!
- A tak w ogóle... jak masz na imię? - zapytałem.
- Margaux.
- Ładnie. - odparłem. - Egzotycznie.
- Dzięki. A ty jesteś...?
- Cole. - wyciągnąłem do wadery łapę.
- Może przejdziemy się nad jezioro, żebyś mogła się schłodzić?
- Dobrze.
<Margaux?>
- Nie wiem, jak mam siłę... - burknęła z nachmurzoną miną.
- Nie lubisz lata?
- Nie. Jak można? Ukrop i gorąco. Nic więcej!
- A tak w ogóle... jak masz na imię? - zapytałem.
- Margaux.
- Ładnie. - odparłem. - Egzotycznie.
- Dzięki. A ty jesteś...?
- Cole. - wyciągnąłem do wadery łapę.
- Może przejdziemy się nad jezioro, żebyś mogła się schłodzić?
- Dobrze.
<Margaux?>
Od Percy'ego ''Nowe zdolności cz.7'' (cd. Desari)
Po opuszczeniu samicy, pomaszerowałem do mojej tymczasowej jaskini. W
głowie kłębiły mi się myśli. ''Ja? Niezwykły? Chyba go pogrzało...'' -
mówiłem sobie w myślach. Jestem zwyczajnym wilkiem... No dobra,
magicznym wilkiem, ale to nie zmienia faktu, iż nie znam się na tych
mocach. Co mi z tego? Nic.
Dotarłem wreszcie do domu. Wszedłem ociężałym krokiem do środka, a gdy doczołgałem się z trudem do legowiska, opadłem na ułożone liście. Rozpaliłem ogień myślami. Nowa umiejętność? Pewnie tak. Byłem jednak zbyt zmęczony mym dniem. W cieple ogniska zasypiałem powoli.
Wstał nowy dzień. A ja przed nim. Sen był okropny, płytki. Co chwile się budziłem i rozglądałem, gdyż czułem się obserwowany. Pewnie byłem tam sam, to tylko mój wymysł... Jak zwykle. W pewnym momencie nie mogłem już zmusić się do snu. Wstałem zmęczony kierując się od razu w stronę wyjścia. Zatrzymałem się przy nich. Słońce już po woli wstawało. Niebo stawało się jaśniejsze, a gęsta mgła otulająca okolice znikała powoli. Postanowiłem, że przejdę się i może spróbuję ''uruchomić'' jakieś swoje nadnaturalne moce. Postawiłem jedną łapę nieśmiało poza granicami jaskini. Rozejrzałem się niespokojnie. Gdy szum ucichł, rzuciłem się do szybkiego biegu, sprintu wręcz.
Zatrzymałem się na dużej polanie. Nie było tam nikogo.
- Dobre miejsce na ''szkolenie''. - mruknąłem do siebie.
Podniosłem jedną łapę w górę zaciskając ją w pięść. Spojrzałem na nią ze skupieniem przymykając oczy. Wziąłem głęboki oddech i podniosłem powieki. Spojrzałem na skałę przed sobą. Nakierowałem na nią mą kończynę. Rozłożyłem palce i czekałem. Czekałem, czekałem... Nagle nad nią pojawiła się mała kula, powoli rozrastająca się oraz zmieniająca kształt. Na finiszu przekształciła się w mały meteoryt. Przyciągnąłem łapę do siebie, nadal otwartą, i po chwili ''pchnąłem'' nią w kierunku kamienia, jak kulą. Siła pchnięcia była tak duża, że odrzuciło mnie w tył, przewracając się przy tym. Podniosłem się po chwili. Kamień rozsypał się na kawałeczki. Podszedłem do jednego z nich podnosząc w chodzie. Podrzuciłem nim kilka razy uśmiechając się kątem ust.
- Pierwszy krok do opanowania kosmosu. - wyszeptałem.
<Desari?>
Dotarłem wreszcie do domu. Wszedłem ociężałym krokiem do środka, a gdy doczołgałem się z trudem do legowiska, opadłem na ułożone liście. Rozpaliłem ogień myślami. Nowa umiejętność? Pewnie tak. Byłem jednak zbyt zmęczony mym dniem. W cieple ogniska zasypiałem powoli.
Wstał nowy dzień. A ja przed nim. Sen był okropny, płytki. Co chwile się budziłem i rozglądałem, gdyż czułem się obserwowany. Pewnie byłem tam sam, to tylko mój wymysł... Jak zwykle. W pewnym momencie nie mogłem już zmusić się do snu. Wstałem zmęczony kierując się od razu w stronę wyjścia. Zatrzymałem się przy nich. Słońce już po woli wstawało. Niebo stawało się jaśniejsze, a gęsta mgła otulająca okolice znikała powoli. Postanowiłem, że przejdę się i może spróbuję ''uruchomić'' jakieś swoje nadnaturalne moce. Postawiłem jedną łapę nieśmiało poza granicami jaskini. Rozejrzałem się niespokojnie. Gdy szum ucichł, rzuciłem się do szybkiego biegu, sprintu wręcz.
Zatrzymałem się na dużej polanie. Nie było tam nikogo.
- Dobre miejsce na ''szkolenie''. - mruknąłem do siebie.
Podniosłem jedną łapę w górę zaciskając ją w pięść. Spojrzałem na nią ze skupieniem przymykając oczy. Wziąłem głęboki oddech i podniosłem powieki. Spojrzałem na skałę przed sobą. Nakierowałem na nią mą kończynę. Rozłożyłem palce i czekałem. Czekałem, czekałem... Nagle nad nią pojawiła się mała kula, powoli rozrastająca się oraz zmieniająca kształt. Na finiszu przekształciła się w mały meteoryt. Przyciągnąłem łapę do siebie, nadal otwartą, i po chwili ''pchnąłem'' nią w kierunku kamienia, jak kulą. Siła pchnięcia była tak duża, że odrzuciło mnie w tył, przewracając się przy tym. Podniosłem się po chwili. Kamień rozsypał się na kawałeczki. Podszedłem do jednego z nich podnosząc w chodzie. Podrzuciłem nim kilka razy uśmiechając się kątem ust.
- Pierwszy krok do opanowania kosmosu. - wyszeptałem.
<Desari?>
Od Shadow'a "Taki straszny jestem? cz.13"
- Po oczach już widzę, że chcesz... - zaśmiałem się. - Lubię cię... Wyróżniasz się spośród innych wader.
- No to mamy problem. - powiedziała z uśmiechem.
- Dlaczego?
- Bo ja cię kocham.
- Hehe... Mówisz naprawdę? - zapytałem.
- Tak, naprawdę. - spojrzała szczerze w moje oczy. Teraz byłem już pewien. Bez wahania ująłem jej usta w swoje i pogrążeni w tym szaleństwie straciliśmy grunt pod łapami i upadliśmy razem na ziemię. Nie bolało, ponieważ to uczucie było silniejsze.
***
Otworzyłem oczy. To była jedna z tych najpiękniejszych nocy jakie w życiu miałem. Promień księżyca nieśmiało zaglądał do wnętrza jaskini, słabnąc z minuty na minutę by ustąpić za jakiś czas słońcu. Poruszyłem się i szepnąłem:
- Śpisz?
- Nie. Już nie. - odparła Sora z głową położoną na mojej piersi.
- Obudziłem cię?
- Nie.
Skierowała powoli wzrok nadal trochę zmęczona po tym, co się działo przed naszym snem, na wyjście jaskini i powiedziała niechętnie:
- Niedługo świt. Powinieneś już chyba iść, żeby to nie wyszło na jaw.
Skinąłem posłusznie głową i stęknąłem wstając ciężko. Człapałem w stronę wyjścia. Gdy upewniłem się, że nikt nie patrzy, rzuciłem tęskne spojrzenie w stronę Sory, po czym pobiegłem do wspólnej jaskini Leo i Valixy.
Położyłem się obok tej wadery i zamknąłem oczy w oczekiwaniu na nadejście słońca, by stać się ponownie niewinnym Leonardem...
- No to mamy problem. - powiedziała z uśmiechem.
- Dlaczego?
- Bo ja cię kocham.
- Hehe... Mówisz naprawdę? - zapytałem.
- Tak, naprawdę. - spojrzała szczerze w moje oczy. Teraz byłem już pewien. Bez wahania ująłem jej usta w swoje i pogrążeni w tym szaleństwie straciliśmy grunt pod łapami i upadliśmy razem na ziemię. Nie bolało, ponieważ to uczucie było silniejsze.
***
Otworzyłem oczy. To była jedna z tych najpiękniejszych nocy jakie w życiu miałem. Promień księżyca nieśmiało zaglądał do wnętrza jaskini, słabnąc z minuty na minutę by ustąpić za jakiś czas słońcu. Poruszyłem się i szepnąłem:
- Śpisz?
- Nie. Już nie. - odparła Sora z głową położoną na mojej piersi.
- Obudziłem cię?
- Nie.
Skierowała powoli wzrok nadal trochę zmęczona po tym, co się działo przed naszym snem, na wyjście jaskini i powiedziała niechętnie:
- Niedługo świt. Powinieneś już chyba iść, żeby to nie wyszło na jaw.
Skinąłem posłusznie głową i stęknąłem wstając ciężko. Człapałem w stronę wyjścia. Gdy upewniłem się, że nikt nie patrzy, rzuciłem tęskne spojrzenie w stronę Sory, po czym pobiegłem do wspólnej jaskini Leo i Valixy.
Położyłem się obok tej wadery i zamknąłem oczy w oczekiwaniu na nadejście słońca, by stać się ponownie niewinnym Leonardem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)