Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

czwartek, 6 września 2018

Od Asgrima "Echa przeszłości" cz. 3

Listopad 2018r
- As, As, As, As! - dziecięcy głosik był niezłą zapowiedzią ataku rudej sierści, która niczym strzała rzuciła się w moją stronę.
- Co jest? - spojrzałem na nią z góry. Znaczy, może nie tyle co w przenośni, a bardziej dosłownie. Pomimo mijających miesięcy, wilczyca nie urosła jakoś szczególnie. Dalej przypominała szczeniaka, który nie tak dawno nauczył się biegać bez wywracania się. A biegała nieźle. Pomimo naszej różnicy wieku i moich znacznie dłuższych łap, Tori potrafiła mnie z łatwością wyścignąć. Chociaż tyle, że byłem od niej silniejszy, ostatnio również bardziej wytrzymały oraz nauka nie sprawiała mi takich problemów. Gdyby tak mała wadera była ode mnie i w takich rzeczach lepsza, byłby to straszny obciach.
- Dzisiaj magia! Moja pierwsza magia! Możesz w to uwierzyć? Myślisz, że dobrze mi pójdzie? - krzyczała, jak zwykle pełna energii.
- No jasne, że tak. Może mnie nie dorównasz, ale z pewnością jesteś bardzo uzdolniona – posłałem jej uśmiech, mając nadzieję, że się nie myliłem. Odkąd Tori rozpoczęła naukę narosło wokół niej wiele plotek, że niby nie była „czysta”, cokolwiek to miało znaczyć. Obawiałem się, że nie chodziło o brudne futerko i Młoda może mieć z tego powodu kilka nieprzyjemności, gdy rozpocznie bardziej zaawansowaną naukę. Na szczęście pomijając nieprzychylne spojrzenia kilku potężniejszych kapłanów wszystko było w porządku.
Wilczyca odwzajemniła uśmiech i szturchnęła mnie w łapę. Próbowała włożyć w to wiele siły, ale nawet się nie zachwiałem. Byłem jak trzcina na... Tfu! Kamień, skała lub góra! Żadna trzcina!
- Aha. Idziemy teraz czy później? Możemy teraz? Proooszę!
Skinąłem łbem i ruszyłem w stronę wzgórza, na którym odprawiano rytuały. Na mój pysk wstąpił wesoły uśmiech, a mięśnie napięły się w oczekiwaniu. Mieliśmy zamiar zrobić coś nielegalnego, coś czego nie powinniśmy nigdy, przenigdy robić, a jednak... Od zawsze ciekawiło mnie, jak wyglądała w praktyce praca kapłanów, co mnie czeka w przyszłości. Szybko okazało się, że pewną małą, irytującą samiczkę nachodziły bardzo podobne myśli. Znaczy, nie było to nic nadzwyczajnego – wszystkich ciekawiło, do czego tak naprawdę nas szkolą, ale tylko ona z mojej grupy była na tyle szalona, by zaproponować coś, co niewiele osób odważyłoby się zrobić. A zwłaszcza te młodsze.
Z rozbawianiem przypomniałem sobie niewinne, małe pytanko, które Tori zadała zaledwie kilka miesięcy temu. A jeszcze ciekawsze były reakcje innych szczeniaków! Niedowierzanie, zainteresowanie oraz strach. Ba, prawie przerażenie, na myśl, że ta niziutka samica, która dopiero co rozpoczęła naukę, w ogóle się nad tym zastanawia. Na szczęście Młoda nie była na tyle głupia by pytać przy nauczycielach lub starszakach i upiekło się jej.
- Oszalałaś? - zwróciłem się do niej po lekcjach, gdy jak zwykle ją odprowadzałem. Wówczas może nie nazwałbym ją przyjaciółką, ale przestała mnie aż tak irytować. Wilczyca w żadnym wypadku nie stała się bardziej dojrzała, ale przez to jej upieranie się o wracanie razem, zdążyłem się przyzwyczaić. No i mogłem z nią pogadać na takie tematy bez zwracania uwagi innych. Ot, „słodka parka” znowu ze sobą romansuje. Agh. - Nie pyta się o takie rzeczy. Podglądanie kapłanów jest surowo zabronione.
- Czemu?
W odpowiedzi wzruszyłem ramionami. Nie miałem wtedy pojęcia. Byłem dotychczas bardzo grzecznym szczeniakiem o trochę mniej grzecznych myślach. To może przemilczymy, co?
- Nie wydaje ci się podejrzane, że pracują z dala od wszystkich i robią tam nie wiadomo co? Czemu przed nami to ukrywają? Przecież my też będziemy tak pracować!
- Ciszej! - syknąłem, rozglądając się nerwowo. Jeśli ktoś ją słyszał... Na szczęście głupi ma szczęście i nikt nie zwrócił na nas uwagi. - Masz rację, Młoda, ale nie możesz o tym mówić na głos. Będziemy w niezłych tarapatach, jeśli ktoś się dowie, że...
- Że co? - wilczyca zmrużyła oczy.
- Że będziemy ich szpiegować – posłałem jej wesoły uśmiech. Czułem na samą myśl strach, ale i podekscytowanie. W końcu mogłem się dowiedzieć czegoś więcej!
Tak, to chyba właśnie w ten sposób powstało coś, co mogłem nazwać przyjaźnią. Planowanie w jaki sposób można złamać zasady potrafi nieźle zbliżyć. A wykonywanie tego! Rany, chyba nietrudno odgadnąć, że odkąd po raz pierwszy bawiliśmy się w szpiegów staliśmy się odrobinę nierozłączni. A dzisiaj miał być nasz drugi raz.
Powiedzieć, że się stresowałem, to chyba zbyt mało, ale i tak przede wszystkim wygrywało zafascynowanie i radość. Ostatnim razem trafiliśmy na koniec rytuałów, modlitwę pożegnalną. Tym razem mieliśmy zamiar iść wcześnie i obserwować wszystko.
Wytarzaliśmy się w błocie i ściółce jednego z niewielkich lasów, żeby zatrzeć swój zapach. Moja przyjaciółka ukrywała również w ten sposób swoje wściekle rude futerko. Choć ja posiadałem brązową sierść, wolałem również się wytarzać w tej zdecydowanie nieładnie pachnącej mieszance, żeby ją nieco ściemnić.
I tak, wolałem oznaczało – Tori mnie zmusiła. Z własnej woli bym się tak nie wysmarował.
Gdy było już po wszystkim, samica zaciągnęła się powietrzem i przyjrzała mi się krytycznie.
- Śmierdzisz – stwierdziła, krzywiąc się teatralnie – i wyglądasz nadzwyczaj okropnie.
- Mhm. Natomiast ty jesteś tak samo odrażająca jak zawsze – powiedziałem z przekąsem. Kim ona była, żeby mnie tak obrażać?
- Dzięki. - przewróciła oczami Torance.
- Nie ma za co. – odpowiedziałem z uśmiechem. - Chodź już, co?
Ruda wzruszyła ramionami, starając się zachować spokój. Wiedziałem, że w rzeczywistości podskakuje z ekscytacji. Oboje nie mogliśmy się doczekać.
Wymieniliśmy spojrzenia i ruszyliśmy. Starałem się nieco garbić i chodzić cicho, ale szybko okazało się, że nie było to moją dobrą stroną. Nawet najlepsi mają jakieś wady, prawda?
W każdym razie po którymś upomnieniu Tori nie mogła powstrzymać irytacji i wyprzedziła mnie, rozkazując, żebym naśladował jej ruchy. Godziło mnie to trochę w dumę, ale strach przed nakryciem był silniejszy. Podążałem za Młodą i rzeczywiście szło nam nieco lepiej. Chyba, że wadera wybrała ścieżkę nieszczególnie dopasowaną do mojego znacznie wyższego wzrostu. Żeby jakoś przejść – i na dodatek zrobić to cicho – musiałem się nieźle nagimnastykować. Czasem miałem wrażenie, że szła takimi drogami specjalnie, by zrobić mi na złość. Nawet by mnie to szczególnie nie zdziwiło. Była tak irytująca...
- As - wyszeptała w pewnym momencie Torance. Już wcześniej powoli się zatrzymała, a ja oczywiście wziąłem z niej przykład.
- Hm?
- Patrz – powiedziała i wskazała na coś łapą.
Pochyliłem się nad nią i spojrzałem na kartkę leżącą na ziemi. Była niewielka - zaledwie skrawek, zapewne oderwany z jakiegoś brulionu. Równe, okrągłe pismo było przerażająco znajome, ale tekst, ale dopiero gdy powoli odczytałem tekst, pisnąłem z nerwów.
- Co tu jest napisane? - zapytała wilczyca. No tak, była znacznie słabsza w czytaniu.
- „Wiem, że widzieliście rytuały. Mistrz postanowił was nie karać, a ja liczę, że to był ostatni raz.” - odczytałem na głos. Wypowiedziane słowa brzmiały znacznie bardziej złowrogo, niż wtedy, gdy czytałem je w myślach. Nie potrafiłem powstrzymać drżenia. - To... - uderzyłem łapami kilka razy o ziemię – Co robimy?
Nie miałem ochoty decydować o tym. Niby to ja byłem starszy i powinienem, ale... Łatwiej było zwalić decyzję na moją małą koleżankę.
- Nie wiem... I-idziemy?
Pomimo tego, że jej głos nie brzmiał pewnie, a rozsądek kazał mi zaprzeczyć, powiedzieć, że w żadnym wypadku, skinąłem łbem.
- Tak... Chyba tak... - mruknąłem i wskazałem łapą, by wilczyca szła dalej.
Tori westchnęła cicho i ruszyła. Już po chwili przerażająca kartka została za nami, delikatnie przykryta dawno spadłymi liśćmi.

Znajdowaliśmy się za wielkim drzewem z rozłożystymi korzeniami. Błoto starło się z naszej sierści i teraz było nas na pewno znacznie lepiej dostrzec. Starałem się tym nie przejmować, ale adrenalina krążąca po moim ciele nie pomagała. Bałem się, ale byłem podekscytowany. Nie mogłem się doczekać.
Wtedy dostrzegłem zbliżającą się wilczycę.
Tylko nie ona - chciałem jęknąć, jednak cudem się powstrzymałem. Uwielbiałem Vestar, była moją ulubioną nauczycielką, a po liście, który odnaleźliśmy jeszcze dzisiaj... Czułem się źle, że to akurat ją będziemy podglądać.
Kapłanka nie zauważyła nas i zamieniwszy się w człowieka, zaczęła rysować patykiem znaki. Znajdowała się niedaleko, więc widziałem, jak ściółka ustępuję miejsca czarnej ziemi. Próbowałem spróbować rozpoznać litery, jednak znaki, które wyrysowywała kobieta raczej nie były naszymi.
Nad nami zakrakał kruk i zerwał się do lotu. Muszę przyznać, że wystraszyłem się, że kapłanka spojrzy w naszą stronę. A gdy przerwała i zaczęła znowu zmieniać postać, instynktownie zbliżyłem się do siedzącej przede mną Torance i odwróciłem wzrok. Może jeśli nie będę na nią patrzeć, to i ona nie spojrzy w moją stronę?
Oddychałem głęboko, a przy tym najciszej jak umiałem. Obserwowałem, jak brudna, sklejona miejscami sierść młodej samicy rozwiewa się pod naporem mojego oddechu. Szukałem skrawków płomiennorudego futra, a na mój pysk wkradał się lekki, może trochę szaleńczy uśmiech. Jakby go wyczuwając, Tor spięła się delikatnie, by po chwili odetchnąć. Szybko okazało się, że to właśnie to małe westchnięcie ulgi, kosztowało odkryciem naszej kryjówki.
Vestar poderwała łeb, a spod jej maski obojętności wyrwało się zaniepokojenie. Spojrzała prosto do nas i przez jej pysk przebiegło wiele innych emocji.
- Wyjdźcie. – rozkazała, starając się brzmieć możliwie jak najbardziej beznamiętnie – Nie chowajcie się.
Tori spuściła łeb i ruszyła w stronę naszej nauczycielki. Po chwili otrząsnąłem się z buzujących we mnie emocji i dogoniłem ją.
Szliśmy razem, jedno za drugim, jak na ścięcie. Miałem nadzieję, że w tym porównaniu nie było żadnej przepowiedni. Nie chciałem umierać.
- Nie powinniście tu być. - stwierdziła kapłanka, a w jej głosie dało się słyszeć jakiś dziwny smutek. - Wiecie o tym, prawda?
Skinęliśmy powoli łbami. No jasne, że wiedzieliśmy, a jednak... Jednak byliśmy tutaj. Nagle to wszystko wydało mi się tak cholernie głupim pomysłem. Rany... Co my mieliśmy w głowach?
- N-nie powiesz o tym Nevrze? - Tori mówiła, jakby zaraz miała zemdleć z przerażenia. Na wszelki wypadek przysunąłem się do niej jeszcze bliżej oraz delikatnie oparłem o jej prawy bok.
- Nie. Tylko musicie mi coś obiecać, dobrze?
Przytaknęliśmy.
- To ostatni raz. Więcej nie będziecie podglądać pracy kapłanów. Nigdy.
- D-dobrze – wyjąkałem, spuszczając wzrok pod jej jasnoniebieskim jak lód i równie chłodnym spojrzeniem.
- I jeszcze coś. As, Tori, pamiętajcie, że wszystkie działania mają swoje konsekwencje. Nawet najmniejszy szczegół może odmienić wasze życie. Na zawsze. - słowa te chyba miały nas trochę pocieszyć, może lekko ostrzec. Zabrzmiały jednak jak najbardziej przerażająca groźba. - Odejdźcie.
Szturchnąłem moją przyjaciółkę łapą i wymieniwszy krótkie spojrzenia, uciekliśmy. Strach zaczynał ustępować poczuciu winy, zmieszaniu i jednym, bardzo istotnym postanowieniu – już nigdy nie będziemy ich szpiegować. Będziemy grzeczni.
Jednak tym ważniejszym było, że od tej przygody będziemy najlepszymi przyjaciółmi na zawsze. No bo kto po takim czymś nie poczułby szczególnej więzi ze swoim towarzyszem?

C.D.N.

Uwagi: Przecinki.

poniedziałek, 3 września 2018

Od Valkoinena "Kolejne karty" cz. 1

Listopad 2021
Trzymałem w pysku kolejną zdobycz tego wieczoru. Każdy z mojej drużyny polowań był bardzo zadowolony z naszego łupu. Rzadko zdarzało nam się trafić na kozicę górską. W szczególności tak dużą. Ta była na tyle duża, że niosła ją najsilniejsza z naszego grona. Tym bardziej że zbliżała się zima. Wiązało to się też z tym, że z każdego polowania musieliśmy wrócić z dwukrotną ilością zwierzyny. Byliśmy cali obładowani ciałami martwych zwierząt. Kursowaliśmy w jedną i drugą, żeby przenieść wszystkie zwierzęta. Jednak przed tym zjedliśmy trochę pożywienia. Inaczej szybko skończyłaby się nam siła.
Po skończonej, czasochłonnej robocie w końcu mogłem odpocząć. Należało mi się to. Ruszyłem na festyn. Szczęśliwy spojrzałem na Navri. Zdawało mi się rosła z każdym dniem. Chciałem wziąć udział w jakieś konkurencji, kto wie, może nawet w dwóch? Jeszcze nie wiedziałem, czym się zajmowała, jednak i tak do niej było mi najbliżej.
W białawych łapach trzymała opaskę na oczy. Nie wiedziałem, co zamierzała z nią robić. Nie kojarzyło mi się nic z czymś takim.
- Cześć Navri! - krzyknąłem z daleka. Wadera ma jaskinię bardzo blisko mojej. Chcąc nie chcąc i tak ją poznałem.
- Hej Valk! - Spojrzała się z zapytaniem w oczach. Na pewno zdziwiło ją to, że rozmawiam z nią. Wcześniej nie miałem zbyt wielu okazji. Co najwyżej kilka.
Uśmiechnąłem się do niej i przystanąłem naprzeciwko jej oczu. Musiała wysoko zadzierać łeb. Zresztą mój pysk również skierowany był bardzo nienaturalnie. Zazwyczaj skierowany miałem delikatnie ku górze.
- Prowadzisz jakąś konkurencję, prawda? - Wadera nieznacznie przytaknęła głową w dół, po czym z powrotem przekierowała łeb na mnie.
Stała na pozór zwyczajnie, jednak w łapach nadal miała opaskę, którą zgrabnie przekładała z jednej do drugiej. Sprawiało to wrażenie, jakby była parząca, a dłuższe utrzymanie jej w łapach mogło sprawić jakieś uszczerbki na zdrowiu.
Czasem stwierdzałem, w myślach: jak dobrze, że nikt nie umie zaglądnąć w mój umysł. Później zawsze przypominam sobie o pewnej Becie. Już nie robi mi się tak wesoło. Przecież może w każdej chwili zajrzeć do umysłu. Może dlatego uważa mnie za takiego debila, pomyślałem. Całkiem możliwe, że kiedyś wszedł do mojego umysłu i nawet świetnie się bawił.
Hamowałem się, żeby nie zrobić skwaszonej miny. Wyszło mi to jako tako, jednak przynajmniej nie okazywałem, że nie skupiam się wcale na mojej rozmowie z Navri. Skarciłem siebie i wlepiłem w nią oczy. Wcześniej mądre, zamyślone, jednak teraz patrzyłem się na nią tempo.
- Och, tak – powiedziała jakby zawiedziona, że ktoś rozmawia z nią tylko z takiego powodu. - Prowadzę konkurencję ukrycia nieznanego przedmiotu – dodała po chwili.
- Nadal można wziąć w tym udział? - Zanim wypowiedziałem pytanie, szybko cofnąłem się myślami wstecz o kilka miesięcy. Nic mi nie przypominało, żebym już wcześniej brał w tym udział. Chyba nawet kilka razy minąłem to miejsce, jednak nie skupiłem się na nim dłużej, niż przez kilka sekund. Szybko odwracałem łeb i zazwyczaj patrzyłem się na miejsce, gdzie razem z Asem zgadywaliśmy magiczne stworzenia. Musiałem przyznać, że tamten dzień naprawdę miło wspominałem.
- Oczywiście, że tak. - Uśmiechała się od dłuższej chwili jakby znudzona, że tyle czasu musi siedzieć w tym miejscu bez żadnego wilka. Ton głosu zapowiadał dobry humor u albinoski. W końcu przyszedł jej wybawiciel.
- Na czym polega konkurencja? - Wadera nałożyła mi opaskę na oczy. Kiedy ujrzałem szary materiał, stwierdziłem, że będzie szorstki. Jednak kiedy przylgnął do moich powiek, poczułem coś zupełnie innego. Była bardzo jedwabna, sama opaska nawet nie wrzynała mi się w skórę.
Uśmiechnąłem się szeroko po miłej niespodziance. W końcu nie wiedziałem, jak długo będę musiał się jeszcze z nią zakolegować.
- Mam pewien przedmiot – zaczęła tajemniczo. Miałem wrażenie, że raczej mi nie powie jaki przedmiot. - Jest bardzo mały, jednak będzie ukryty nie więcej niż pięćdziesiąt metrów od tego miejsca.
- Jaki to przedmiot? - spytałem zniecierpliwiony. Zaległa chwila ciszy, a ja nadal oczekiwałem na odpowiedź młodej wilczycy.
- Chodzi o to, że właśnie nie mogę ci tego powiedzieć, na tym polega cała zabawa.
Żałowałem, że wcześniej nie zdecydowałem się pójść na tę konkurencję. Wydawała się naprawdę fajna, a ja od zawsze miałem w sobie coś z odkrywcy. Przynajmniej tak mi się wtedy zdawało.
- Kiedy odwiążesz mi oczy? - Naprawdę dziwnie się czułem, kiedy nie mogłem mrugnąć. Co prawda nie odczuwałem takiej potrzeby, jednak było to dziwne.
- Od razu, kiedy ukryję przedmiot. - Przytaknąłem, chociaż nawet nie wiedziałem, czy zobaczyła ten nieznaczny ruch.
Słyszałem szelest, który za wszelką cenę próbowała ukryć. Jednak krążyła dookoła, żebym w żadnym momencie nie był pewny, dokąd się kieruje. Było to bardzo sprytne posunięcie. Kilka razy się zatrzymywała, jednak za każdym razem w innym miejscu. Aż w końcu zatrzymała się po raz ostatni i ruszyła odwiązać mi oczy. Myślała, chyba że nie będę wiedział.
Puściłem się biegiem przed siebie. Przechodziłem w tamtym miejscu masę razy, a Navri miała ze mnie niezły ubaw. Zrobiła to celowo, a ja straciłem tyle czasu! Roześmiałem się i przyłożyłem nos do ziemi. Miałem nadzieję, że teraz coś wyczuję. Jednak jej zapach z jednej strony zmieszał się z tym z drugiej. Nie mogłem tego tak szukać. Nieważne jak było to małe, ale musiałem wyszukać to oczami. Zwolniłem kroku i powoli rozglądałem się pod wszystkimi krzakami. Przystanąłem na bardzo długo pod drzewem. Zdawało mi się albo tutaj naprawdę coś było. Przytkałem nos do ziemi. Nie wskazał mi żadnego tropu. Zawiedziony jedynie westchnąłem i ruszyłem w przód. Syknąłem bardzo głośno, kiedy poczułem, jak coś wbija mi się w łapę. Podniosłem ją w górę i ujrzałem tak jakby pióro... Chociaż trochę się różniło. Na końcu było zakończone ostrą końcówką, która oczywiście musiała dostać się w mój opuszek. Było bardzo dziwne, na górnej granicy pióro było rudawe, im dalej w dół stawało się na przemian biało-rudawe. Na domiar tego wszystkiego było pięknie lśniące w słońcu. Było to chyba pióro jakiegoś magicznego stworka, ale nie mogłem go sobie zupełnie przypomnieć.
- Gratuluję – powiedziała, wołając w moją stronę radośnie. Chyba była zadowolona, że wreszcie będzie miała spokój. Na jej miejscu też bym się cieszył, pełno wilków przychodzi na konkurencje, żeby dostać nowe karty.
Właśnie! Coś krzyknęło w moich myślach, a ja o mało nie powstrzymałem się od podskoczenia. Musiałem iść na kolejną konkurencję, nie byłem jeszcze na bieganiu.

<C.D.N>

Wygrane karty: brązowe: Góry, Jezioro; srebrne: Beta; złote: Hitam.

Uwagi: Drobnostki, które już przedstawiłam na discordzie.

niedziela, 2 września 2018

Loteria do 07.09

Loteria będzie się odbywać regularnie co 5 dni (wtedy również pojawią się wyniki z poprzedniego losowania), a losy można zakupić zwyczajnie informując mnie o tym. Nie istnieje limit, ile kto może ich zakupić, jednak ograniczająca może być dostępna ilość.
Startowo jest to 6 małych, 4 średnie i 2 duże, jednak kolejne można odblokować pisząc opowiadania na festyn. Nie ważne kto, grunt, byleby ktoś. 1 op. = +3 małe, +2 średnie i +1 duży do zakupu możliwego dla każdego z członków stada.
Nie ma pustych losów, a wygrać można naprawdę wiele rzeczy: nie tylko SG, towarzyszów, punkty doświadczenia, pożywienia czy magiczne przedmioty, ale także całkowicie nowe obiekty, których nie można normalnie zdobyć. Zawartość losów przewyższa koszt losu.
Nie musicie się martwić o oszustwo z mojej strony, bo numerki przeznaczane wszystkim postaciom losuję, a listę nagród stworzyłam już wcześniej. Co prawda wyniki znam prędzej, ale oczywiste jest, że nie zdradzę - ot, tajemnica zawodowa.

Wyniki poprzedniej loterii

Asgrim
1x mały los: miecz świetlny (zabytek z czasów WCN)

Valkoinen
1x mały los: Bransoletka Snu

Crane
1x mały los: 25 SG

Aktualne losowanie
Małe losy (10 SG)
Numerek 19: wolny
Numerek 22: wolny
Numerek 23: wolny
Numerek 26: wolny
Numerek 28: wolny
Numerek 29: wolny
Numerek 32: wolny
Numerek 33: wolny
Numerek 35: wolny
Numerek 37: wolny
Numerek 38: wolny
Numerek 39: wolny
Numerek 40: wolny
Numerek 41: wolny
Numerek 42: wolny
Numerek 43: wolny
Numerek 44: wolny
Numerek 45: wolny
Numerek 46: wolny
Numerek 48: wolny

Średnie losy (25 SG)
Numerek 14: wolny
Numerek 17: wolny
Numerek 20: wolny
Numerek 21: wolny
Numerek 24: wolny
Numerek 25: wolny
Numerek 26: wolny
Numerek 27: wolny
Numerek 28: wolny
Numerek 29: wolny
Numerek 30: wolny
Numerek 31: wolny
Numerek 32: wolny

Duże losy (50 SG)
Numerek 12: wolny
Numerek 13: wolny
Numerek 14: wolny
Numerek 15: wolny
Numerek 16: wolny

sobota, 1 września 2018

Od Torance "Czarne chmury imigrują do nas jak uchodźcy" cz. 8

Listopad 2019r.
Chcę się zemścić w odpowiedni sposób... - słowa te kołatały się po mojej głowie bez przerwy. Byłam przerażona tym, co miało mnie teraz spotkać. Aoki i Moone nie należały do osób, które odpuszczają łatwo, zwłaszcza gdy ich ofiara jest od nich słabsza. Swoją niechęć potrafią pielęgnować wręcz z niesamowitą starannością.
Teoretycznie to były moje przyjaciółki i szczeniaki. Nie posunęłyby się do czegoś takiego jak na przykład morderstwo, ale przemoc psychiczna, od czasu do czasu fizyczna? Jeśli byłaby jakaś lista chętnych, to wilczyce wpisałyby się na pierwsze miejsca. A gdyby te pierwsze miejsca już wcześniej byłyby zajęte, to skreśliły tamtych. Tak, to chyba dobrze obrazuje, czego się spodziewałam...
Podczas biegu nie zwracałam uwagi na to, co mijałam i dokąd mnie to prowadziło. Byłam wykończona, ale byłam gotowa zmusić się do wszystkiego, byle być jak najdalej od moich byłych przyjaciółek.
Policzymy się z tobą, gdy będę zdrowa, zdrajczynio.
Wielokrotnie potykałam się o wystające korzenie, kamienie, stare gałęzie czy po prostu o własne łapy. Póki jednak byłam w stanie biec, nic mnie to nie obchodziło. Liczyło się jedynie, żeby uciec, znaleźć się daleko od Wilczego Szpitalu. By dać radę wykrzesać z obolałych mięśni kolejny krok.
Nie poddawałam się nawet, gdy dopadła mnie kolka, a łapy praktycznie padały ze zmęczenia. Dopiero, gdy wpadłam po brzuch w zaspę śnieżną, postanowiłam przestać. Znajdowałam się chyba dość wystarczająco daleko, żeby nikt mnie nie odnalazł – choćby przypadkiem. Aoki i Moone nie tropiły jakoś bardzo dobrze, więc jeśli postanowiłyby mnie poszukać, sprawdziłyby miejsca, które lubiłam najbardziej – Góry, Wrzosową Łąkę, Wodospad lub po prostu naszą jaskinię. A tutaj? Śnieżny Las był miejscem, w które mało wilków się zapuszczało, zwłaszcza gdy nadchodziła zima. Byłam bezpieczna.
Uśmiechnęłam się nadal niespecjalnie spokojna i wzięłam śnieg do pyska. Był on znacznie czystszy i smaczniejszy od tego znanego mi z Miasta. Gdyby był chociaż troszkę cieplejszy, to nadawałby się na jedną z najlepszych wód, jakie piłam. Hm, jakby się tak zastanowić, to tylko ta u ludzi nie była tak dobra. Na terenach watahy wszystko smakowało o wiele, wiele lepiej.
Nie zmienia to jednak tego, że tęskniłam za dawnym życiem. Brakowało mi głaskania, ciepłego domu, rodziny... Nie miało to sensu, ale traktowałam Piotrka i jego rodziców jak również moją rodzinę. Tak, oni byli ludźmi, ja psem, ale... To miłość, którą widziałam w ich oczach, przyjaźń, którą łączyła mnie z Piotrkiem... To wszystko było prawdziwe i tak wspaniałe...
Rany, chciałabym móc z nim chociaż raz porozmawiać. Zwykły człowiek, którym niewątpliwie był mój właściciel, nie był w stanie zrozumieć słów psa. Ba, nawet magicznego wilka, gdy ten znajdował się w swojej formie wilczej...
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że po moim pysku spływały łzy. Otrząsnęłam się dopiero, gdy kilka z nich spadło na pokrytą śniegiem ziemię. Uniosłam wówczas łapę i zaczęłam ocierać pysk. Nie chciałam płakać. Nie powinnam płakać. Płacz oznaczał słabość, a ja nie mogłam być słaba. Nie teraz. Miałam zamiar jakoś sobie poradzić z pewnymi dwoma zołzami – którymi były. No kto z takiego powodu zaczyna planować zemstę!? - a żeby tego dokonać musiałam wziąć się w garść.
Wygrzebałam się z zaspy, w której nadal się znajdowałam i porządnie otrzepałam. Następnie ruszyłam w stronę centrum watahy. Co prawda byłam wyczerpana, a strach nadal się gdzieś czaił, w każdej chwili gotowy, by przejąć nade mną kontrolę, ale... Zimno, duma i poczucie winy, jeśli Sohara znowu będzie się przeze mnie zamartwiać... Uznajmy, że te kilka rzeczy miało zdumiewającą wręcz siłę przekonywania.

(kilka dni później)
Aoki nadal nie wracała. Podobno w ranę wdało się jakieś zakażenie i potrzebna jest jej stała opieka. Gdyby była dorosła, wysłaliby ją z zapasem ziół i kazali samej się leczyć. Wilczyca była nadal szczeniakiem i musiała tam zostać na przynajmniej kilka następnych dni. Moone z tego powodu była niezadowolona, Navri jak zwykle nic nie zdawało się ruszać, a Shen próbował maskować uśmiech, gdy czarna wadera opowiadała nauczycielom o stanie swojej najlepszej przyjaciółki.
Och, byłam jeszcze ja, no nie? To w takim razie ja czułam wręcz nieopisaną ulgę. Chociaż smutno mi się robiło na myśl, że aktualnie jedynym szczeniakiem, który się do mnie odzywał był As, który i tak znikał co jakiś czas. Ćwiczył jakieś zabezpieczenia przed czytaniem myśli i tak dalej. Według niego szło mu perfekcyjnie, ale nie miałam pewności... Kilka razy nawet mi udało się przedrzeć przez jego bariery ochronne, czy jak to powinnam nazywać.
Niby mogłabym pogadać z Shenem, ale od pamiętnych odwiedzin u Aokigahary nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Tak naprawdę to w ogóle. Wyglądało na to, że oboje chcieliśmy wykonać jakiś krok, ale każde z nas się bało. No i kończyło się to na niezręcznej ciszy, pełnej wielu niewypowiedzianych słów, które ktoś w końcu musiał skierować do drugiej osoby. A jak wspominałam, żadne z nas nie kwapiło się do tego.
W końcu, gdy As nie odzywał się już prawie cały dzień, nie dałam rady znieść samotności. Potrzebowałam rozmowy, ba, chociażby obecności kogoś innego niż ja sama lub Sohara. Niestety, nadal nie byłam w stanie odezwać się do Shena, a samo zbliżenie się do Moone pozbawiało mnie tchu z nerwów, więc zostało mi jedynie zagadać do Navri. Jeśli i ona mnie przegoni, to trudno. W sumie nawet bym się nie zdziwiła.
Cały ranek próbowałam zmotywować się do podejścia, ale cały czas był przy niej Shen. W końcu, po długiej przerwie, gdy biała samica zjawiła się już w jaskini - w której mieliśmy mieć zajęcia ze względu na obfity deszcz - a Shen nie nadchodził, zebrałam się w sobie.
Podeszłam do niej na uginających się z nerwów łapach. Niby nie miałam nic do stracenia, ale... Rany, chyba jej zdanie obchodziło mnie bardziej niż myślałam. Nie chciałam usłyszeć uprzejmego, lecz zdecydowanego „Nie chcę z tobą rozmawiać” czy czegokolwiek innego w tym stylu.
Już miałam się wycofać, gdy samica zauważyła, że się zbliżam i skierowała w moją stronę wzrok. Jej mina była jak zwykle obojętna i poważna, jednak gdzieś tam kryło się zaciekawienie. Dobrze skrywane, ale jednak nie wystarczająco.
- Em... Hej? - mój głos był trochę wyższy niż zwykle, zabarwiony emocjami. - Mogę się dosiąść?
- Cześć. Tak – skinęła głową wilczyca.
Powoli usiadłam w pewnej odległości od niej, czego samica zdawała się nie zauważać.
- Nie przeszkadzam ci? - spytałam w każdej chwili gotowa, by się zerwać i odejść.
Navri w odpowiedzi wzruszyła ramionami, a ja poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Czy to ten moment?
- Nie.
- Wiedziałam... Przepraszam cię, już i... - zaczęłam, spuszczając uszy. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej odpowiedzi. - Co? Poważnie?
Samica skinęła głową, mrużąc przy tym oczy, jakby chciała dostrzec, czemu tak zareagowałam. Mnie natomiast zaczęła zalewać ulga i radość. Rany, Navri – Navri, z którą praktycznie nie rozmawiałam, trzymając się z wilczycami, które bynajmniej nie darzyły ją sympatią – nie miała nic przeciwko, żebym chociaż się do niej zbliżyłam. Czułam w tym momencie taką radość, że ledwo powstrzymałam się, żeby jej nie przytulić.
No i w tym właśnie momencie zauważyłam zbliżającą się w naszą stronę sylwetkę pewnego skrzydlatego szczeniaka płci męskiej. Na pysku Shena widniał uśmiech, jednak ja dostrzegałam jego zdziwienie. Nie ogarniał, czemu siedziałam tuż obok Navri, ale zdawało się, że moja obecność mu nie przeszkadzała.
- Cześć, Navri. Cześć, Tori – powiedział, siadając po mojej lewej, a prawej Navri, tworząc przy tym jakiś dziwny trójkąt.
Navri odpowiedziała kiwnięciem głowy i delikatnym uśmiechem, na co samiec wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Hm... Cześć... Shen? - zdecydowanie miałam problemy z wysłowieniem się. Obecność basiora była w tym momencie znacznie bardziej onieśmielająca, niż samych Alf.
- Co?
- Przepraszam, że wtedy... Wiesz, gdy byliśmy u Aoki... Nie poszłam za tobą – mówiąc to, skuliłam się.
Shen natomiast posłał mi dziwne spojrzenie i... roześmiał się?!
- Wyluzuj, Tori. Nie mam ci tego za złe. Przynajmniej nie aż tak jak myślisz.
- N-nie masz? - powtórzyłam, zerkając na Navri, która przyglądała się wszystkiemu ze skrywanym zaciekawieniem.
Wilk pokręcił łbem z uśmiechem, a ja westchnęłam z ulgą i nie mogąc powstrzymać radości, przytuliłam go. Ku mojemu zaskoczeniu ten nie odskoczył, a na dodatek delikatnie opatulił mnie łapą, gdy wyrwał się z chwilowego oszołomienia. Było to nieco dziwne, ale... Kogo to obchodziło?
Na Eydis... Nie ma mnie przez niecałą dobę, a ty już obściskujesz się ze Skrzydlatym... - słysząc ciche westchnięcie Asa, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Odsunęłam się od basiora i usiadłam na swoim miejscu. No może trochę bliżej Navri i Shena, ale to nie było tak ważne.
Skoro wrócił ten idiota... - pomyślałam.
Hej, wypraszam sobie! Wybaczę ci tylko dlatego, że jesteś moją małą przyjaciółeczkę i widziałem, że tęskniłaś.
Hę? Co? Jak? - posłałam pytania. Byłam z lekka zdezorientowana.
Czytanie wspomnień – wyjaśnił samiec, a ja mogłabym się założyć, że wzruszył przy tym ramionami.
Mhm. Ekstra. Wiesz, że tak się nie robi?
Zamiast odpowiedzi, usłyszałam ciche prychnięcie. Cudem powstrzymałam się, żeby nie wywrócić oczyma. Drań, ale skoro on wrócił oraz już całkiem pogodziłam się z Shenem, a nawet pogadałam z Navri, która okazuje się mnie tolerować... Powiedzmy, że czułam ulgę oraz chęć do życia. Może jednak coś miało się ułożyć? Może te czarne chmury, które zdawały się nade mną wisieć od śmierci Piotrka się rozwieją? Nie obraziłabym się w sumie.

Uwagi: Brak.