Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 17 sierpnia 2018

Od Asgrima "Powrót do młodości" cz. 5

Lipiec 2021r
– Jadłeś kiedyś naleśniki? Albo ciastka?
Nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu. Nie masz o czym rozmawiać? Spokojnie, jedzenie to zawsze świetny wybór!
- Ciastka tak, ale naleśniki to zagadka. Smacznie brzmiąca zagadka – oblizałem się na żarty – A ty?
- Dzisiaj zjem – wzruszyła ramionami.
- Ej? - postanowiłem zmienić temat. Tori podniosła na mnie zaciekawiony wzrok – Jaki jest twój sekret?
Oczy samicy otworzyły się szerzej, a na pysk wkradło się dziwny... Strach? Wstyd? A może jeszcze coś innego? Sam nie wiedziałem, jak to nazwać.
- C-co?
- No, że Yuki cię nie zabiła, gdy się tak na nią rzuciłaś – wyjaśniłem – Chociaż możesz mi powiedzieć coś i o tym drugim.
Posłałem jej zniewalający uśmiech, ale ona była na niego odporna. Niestety.
Wilczyca odetchnęła z ulgą i pokręciła energicznie pyskiem.
- Chyba podziękuję. Yuki mnie adoptowała, gdy byłam szczeniakiem. Jest dla mnie trochę jak matka.
- Och – wyrwało mi się w czystym zdumieniu.
Między nami zaległa cisza. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem, co takiego. Trawiłem jeszcze informację, którą przed chwilą mi podała. Niby było to logiczne, ale i tak się tego nie spodziewałem.
Tori patrzyła mi prosto w oczy. Czułem się bardzo dziwnie, gdy tak dokładnie się im przyglądała. Postanowiłem jednak nie odwracać wzroku, a zamiast tego odwzajemniłem spojrzenie.
Siedzieliśmy tak i patrzyliśmy się w sobie w oczy bez wyraźnego powodu. Wilczyca mówiła mi kiedyś, że lubi obserwować zmieniające się w nich barwy, a i dla mnie podobna obserwacja bywała przyjemna. Zwłaszcza gdy chodziło o jej jasnoniebieskie tęczówki.
- Przypomniałeś coś sobie? - usłyszałem nagle cichy, trochę niepewny głos. Zamrugałem oczami, zdezorientowany.
- Co?
- Noo... - Tori odwróciła wzrok i dotknęła łapą swojego łba – Czegoś o sobie, dzieciństwie przeszłości... Sam wiesz.
- Nie. Tylko to, co ci mówiłem.
- Szkoda – westchnęła.
- Szkoda, szkoda – powtórzyłem po niej.
Chciałem odzyskać pamięć, ale to był tak skomplikowany proces i tak długi... Wspomnienia wracały stopniowo i dość chronologicznie, a przynajmniej na to wyglądało. Aktualnie zatrzymałem się na czasach, gdy wraz z Tori rozpoczęliśmy naukę liter i liczb, ale choć widziałem oczami wyobraźni ten mozolny proces, nic z tego nie miało teraz dla mnie dużego sensu...
Wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się krzywo. Tori nie wydawała się zbyt przekonana moim zagraniem, ale nie ciągnęła tematu. Pewnie wyczuwała jakieś fale mojego nastroju czy coś i postanowiła go nie pogarszać. Nie wiedziałem, czy powinienem jej za to dziękować, czy nie. Po chwili postanowiłem zmienić temat i rzuciłem jakąś uwagę o świetlikach i już po chwili gadaliśmy jak najęci o nieco dziwnych i bardzo niezobowiązujących rzeczach.
W pewnej chwili podeszła do nas Yuki, a w pysku trzymała drewniany talerz z ciasteczkami w kształcie odcisków wilczych łap. Wyglądały one przeuroczo i bardzo pysznie. Podziwiałem Karou i Soharę za stworzenie czegoś takiego. Ja nie potrafiłbym zrobić nic tak pięknego – i pewnie smacznego – nawet z pomocą najlepszych składników, dobrego przepisu i ludzkich rąk.
- Nie patrz tak na nie. Czują się niepewnie – Tori zmierzyła mnie groźnym stworzeniem, a ja zmarszczyłem brwi.
- Kto?
- Ciastka – powiedziała jak gdyby nigdy nic. Wytrzeszczyłem na nią oczy, nie ogarniając do końca, o czym mówi.
- Co?
- Moje dzieci.
- Co?!
Wilczyca wymieniła zbiór imion, które rozpoczynały się od tej samej głoski. Z każdym kolejnym wskazywała na jedno z ciastek, a ja patrzyłem na nią jak na idiotkę.
- Tori... Dobrze się czujesz?
- Tak. Czemu miałabym się czuć źle?
- Nieważne... - pokręciłem łbem z niedowierzaniem, domyślając się w końcu, że to chyba miał być jakiś nieudany żart – Czyli to są twoje dzieci...?
Wilczyca kiwnęła energicznie głową. W tym samym czasie zbliżyła się do nas Yuki z drugim talerzem, który postawiła na stole przede mną. Podziękowałem krótko i gdy się oddaliła, wróciłem do tematu.
- To są twoje dzieci, które masz zamiar zjeść?
- Tak – powiedziała wilczyca, by po chwili się zreflektować - Co? Czekaj! To jednak nie są moje dzieci.
- Wyrzekasz się ich? Porzucasz je? Będą za tobą tęsknić!
Torance podniosła do góry łapy w geście poddania się.
- Będziesz okropną matką.
- Dzięki – mruknęła – A ty okropnym ojcem. Jestem tego pewna.
Uniosłem brew.
- Mówisz?
- Ja to wiem – powiedziała, jednak jej głos nie brzmiał tak pewnie, jak by sobie tego życzyła. By to zamaskować, ponownie się odezwała - Może lepiej zabierzmy się do jedzenia, co?
W odpowiedzi podniosłem jeszcze wyżej brew i parsknąłem śmiechem. Gdy się uspokoiłem, rzuciłem do mojej towarzyszki krótkie „Smacznego” i zacząłem jeść.
Och, jedzenie... Jakie to było pyszne! Konfitura była słodka i pachniała malinami, co współgrało wręcz idealnie ze smażonym ciastem. Ciężko jadło się jako wilk, ale smak, który odczuwałem w tej postaci o wiele intensywniej, mi to wynagradzał.
Gdy nasze talerze stały się puste, postanowiliśmy je odnieść do kuchni, za co podziękowała nam jedna z kucharek, która była w postaci człowieka. Niestety, nie wiedziałem, czy była to Sohara, czy Karou, bo nadal ciężko było mi się zorientować, gdy były w tej formie. Niby nie było to trudne, ale miałem z tym czasem problemy. Zwłaszcza kiedy było ciemno.
- Mam nadzieję, że pomożesz mi później wszystko uprzątnąć – powiedziała na pożegnanie Yuki, a ja miałem dziwne wrażenie, że to nie podpisywało się nawet pod aluzję prośby. Prędzej pod rozkaz...
- Jasne – mruknąłem i przewróciłem oczami, gdy czarna samica się odwróciła. Nie umknęło to jednak mojej towarzyszce, która szturchnęła mnie z rozbawieniem. Odwzajemniłem się jej z szerokim uśmiechem na pysku, a że nie potrafimy się zachować... Już po chwili przepychaliśmy się ze śmiechem, a Yuki patrzyła na nas z irytacją i lekkim pobłażaniem.
- Wspominałaś coś o byciu dojrzałą? - zmierzyła Tori zimnym spojrzeniem. Wilczyca w odpowiedzi jedynie prychnęła i pożegnawszy się krótko z kelnerką, ruszyła w stronę lasu.
- Wrócę – obiecałem i pobiegłem za przyjaciółką. Samica poruszała się bardzo szybko, więc gdy udało mi się z nią zrównać, byliśmy już na Wrzosowej Łące.
- A co to za romanse z moją adopcyjną matką? - spytała z udawaną powagą.
- Żadne. Próbowałem cię dogonić, kiedy tak uciekałaś – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
- Jasne, jasne... Bo ci jeszcze uwierzę.
- No tak. Jestem cały twój – zbliżyłem się do wilczycy i zatrzymawszy ją, opatuliłem jej grzbiet jedną łapą.
- Może być, ale ja nie jestem twoja – strąciła moją łapę.
- Niech zgadnę: I nigdy nie będziesz? - przerwałem jej w pół słowa.
- Dokładnie! - zawołała i roześmiała się. Postanowiłem zrobić to samo, ale nie było mi do śmiechu. Bardziej miałem ochotę zawyć ze smutkiem.
- Niestety – mruknąłem cicho. Wilczyca zwróciła pysk w moją stronę i zmierzyła mnie dziwnym spojrzeniem.
- Coś mówiłeś?
- Nie – powiedziałem stanowczo, starając się, żeby nie wyczuła kłamstwa.
Jeśli jednak je wyczuła, nie skomentowała tego, a jedynie zmieniła temat. Pokonaliśmy resztę drogi do jej jaskini w wesołych nastrojach i dyskutując o głupotach.
- Chwila... Co my tutaj robimy? Twoja jaskinia jest tam – powiedziała w pewnym momencie wilczyca, wskazując przy tym w całkiem inną stronę.
- A no racja, ale jeśli jeszcze się nie domyśliłaś, odprowadzam cię do domu.
- Po co? Wiem, gdzie mieszkam.
- Bo tak.
- Nie masz lepszych argumentów?
- Nie.
Wilczyca prychnęła i przewróciła oczami, jednak nie wykłócała się dłużej. Na moje szczęście.

- To ja już będę iść – powiedziała Tori, gdy posiedzieliśmy sobie nieopodal jej jaskini. Wcześniej rozmawialiśmy jeszcze trochę, bo ani jej nie spieszyło się do środka, ani mi do sprzątania w restauracji.
- Spoko. To cześć – powiedziałem i już miałem się odwrócić, gdy Tori rzuciła się na mnie i przytuliła mocno. Trochę zaskoczony, odwzajemniłem uścisk – Hej, spokojnie.
Samica nie odpowiedziała, a zamiast tego delikatnie mnie polizała w pysk. Następnie odskoczyła i pobiegła do jaskini, wołając krótkie „hej”. A ja stałem totalnie oniemiały, próbując zrozumieć, co takiego się właśnie wydarzyło.
Czułem, jak łapy niosą mnie wprost do jej jaskini. Musiałem zapytać, wyjaśnić i zrozumieć. Po prostu musiałem. Nie wiedziałem, czy sobie to uroiłem, czy ona naprawdę... Nie, to było niemożliwe. Może miałem jakieś halucynacje?
- Idiotka! Jesteś cholerną idiotką! - usłyszałem krzyk, gdy zbliżyłem się do groty. Słowa samicy wywołały u mnie jeszcze większy rozstrój. Co się stało i co teraz się działo?
- Tori? - odezwałem się cicho, wchodząc do jaskini.
- Daruj sobie. To był błąd i więcej się nie powtórzy – syknęła w moją stronę wadera. Stała odwrócona, tak że nie widziałem jej pyska. Jednak jej drżący głos mi wystarczał. Ba, moim zdaniem to i tak było zbyt wiele.
- Co? Co było błędem?
Torance odwróciła się. Z jej jasnoniebieskich oczu płynęły łzy, a na pysku widniała cała gama emocji.
- To wszystko – wykonała kółko łapą.
- Nie rozumiem...
- Czego nie rozumiesz?! Przecież to jest proste i oczywiste! - krzyczała ruda, a ja nadal nie rozumiałem, co miała na myśli. Ba, dopiero zaczęło do mnie docierać, że może nie miałem halucynacji. Ale tylko może – Podobasz mi się, kretynie. A teraz wszystko zniszczyłam. Przyjaźń, relacje... Wszystko.
- C-co?!
Moje wnętrzności postanowiły chyba sobie poskakać i w tym momencie czułem się, jakbym miał za chwilę zwymiotować. Och, cóż za romantyzm! Normalnie godny szczeniaka, jak który się właśnie czułem.
- Przestań. Czuję twoje zmieszanie bardzo wyraźnie. Najlepiej będzie, jeśli sobie pójdziesz. To koniec przyjaźni. Zniszczyłam ją.
- C-co?! Nie! - wilczyca zmierzyła mnie zszokowanym spojrzeniem – Zaczynam wątpić w twoje zdolności. Naprawdę czujesz tylko to?
Tori przyjrzała mi się dokładnie.
- Przepraszam, ale chyba jestem zbyt roztrzęsiona, by używać magii. Możesz mnie zostawić w spokoju? Dziękuję.
- Nie mogę.
- Czemu?
- Bo jestem twój – oczy mojej przyjaciółki otworzyły się szerzej, a na mój pysk wkradł się uśmiech – Wiem, że jestem przystojny i mnie kochasz, ale... W tym momencie czuję się aż niezręcznie.
- Idiota – mruknęła samica i wykonała kilka skoków. Następnie wtuliła się w moją sierść.
- Też cię kocham – odwzajemniłem uścisk.
Staliśmy tak, opatulając się łapami. Oboje ciesząc się tą chwilą. Trochę zszokowani, ale szczęśliwi. Po tylu latach znajomości w końcu wyszły na jaw ten mały szczegół.
- Czyli jesteś moim partnerem? - odezwała się w pewnej chwili Tori, nadal wtulona we mnie.
- Tak, a ty jesteś moja. Na zawsze – powiedziałem, nawiązując do naszej wcześniejszej rozmowy. Tor roześmiała się cicho i przytuliła mocniej.
Byłem cholernie szczęśliwy, a jednak łeb pulsował delikatnym bólem, charakterystycznym do powrotu wspomnień. Czułem, że od tego wieczoru, będę szybciej sobie przypominał wszystko, co dotyczyło mojej przyja... Partnerki. A że była nieopodal przez większą część mojego życia... To jest całkiem inna historia.
Tak samo jak inną historią jest to, że Młoda już nigdy się ode mnie nie uwolni...

Uwagi: Brak.

czwartek, 16 sierpnia 2018

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 21

Marzec 2021 r.
Siedziałam na swoim stanowisku, oczekując na pojawienie się Aoki. Wyglądałam zza skromnej lady, wodziłam wzrokiem po okolicy... Wszystko tylko po to, byleby jak najprędzej wypatrzyć znajomą rudą kitę. Raz zostałam zmylona przez Torance, która zmierzała jednak do całkowicie innego punktu z konkurencjami. Wypatrzyła mnie jednak i prócz grzecznościowego wymienienia się przywitaniem nie nawiązałyśmy żadnej rozmowy. Nasze relacje z czasem stawały się coraz chłodniejsze... Możliwe, że również przez to, jak bardzo różnił się nasz styl życia. Ona była zabiegana i musiała pełnić stanowisko przeznaczone dla dorosłego wilka, a ja nadal się uczyłam. Nie ukrywałam, że Torance miała znacznie mniej wolnego czasu niż ja, choć szczerze mówiąc nie przeszkadzałaby mi zmiana w mojej codziennej rutynie. Chciałabym zrobić już krok naprzód, jednak gdzieś z tyłu głowy trzymała się mnie myśl, że jeszcze wielu rzeczy muszę się nauczyć. Możliwe, że to właśnie chęć poczucia się jak pełnoletni członek stada skłoniła mnie do zajęcia stanowiska animatora. Kto wie? Tak czy inaczej mimo, że nauczyciele przekazywali mi niezbędną wiedzę, to miałam już świadomość, że wielu rzeczy już zdołałabym się nauczyć sama, a nie każdy temat, który przerabiamy w szkole mnie interesuje. Być może odrobinę pogorszyłam swoje stopnie, ale kto by na to patrzył? Torance miała podobno beznadziejną średnią, ale tak naprawdę nikt się tym szczególnie nie przejął i ma pełen dostęp do niemal wszystkich stanowisk. Kto by się przejmował nauką rzeczy niepotrzebnych, skoro można się skupić na tych bardziej lubianych?
Znowu wróciłam myślami do Aoki. Ona na przykład bardzo lubiła przedmioty realizowane przez Kai'ego. Nie była najlepszą uczennicą, ale to stanowiło chyba jedyną rzecz, którą się interesowała. Na początku kompletnie tego nie rozumiałam, ale teraz wiem, że to całkiem przydatne. Można się skupić na czymś takim, jak samorozwój... Warto uczyć się innych umiejętności na boku, dokładnie tych, które wie się, że są przydatne w przyszłości. Być może Aoki też miała w tym jakiś konkretny cel? Chciałabym to wiedzieć. Marzyło mi się, abyśmy były w stanie normalnie ze sobą porozmawiać. Jeszcze z nikim prócz taty i Hitamem nie rozmawiałam o moich marzeniach. Czułam jakąś potrzebę przekazania komuś moich myśli, ale nie miałam komu. Gaja nadal pozostawała dla mnie personą bardzo odległą, Torance poniekąd mnie zostawiła, Shen zniknął... Nikt prócz tej wadery o ślicznym futerku mi nie pozostał.
Wtedy zza krzewów wyłoniła się znajoma mi sylwetka. Z wrażenia aż położyłam łapy na stoliku. Siedzący nieopodal tata spojrzał na mnie ukradkiem. Już wcześniej pytał, czy na kogoś czekam, ale nie chciałam mu odpowiedzieć. Teraz nareszcie wiedział o kogo chodziło i chyba wyglądał na nieco zaskoczonego. Nie mówiłam mu o tym, że próbuję się zaprzyjaźnić z moim byłym wrogiem.
Powoli, ze zmarszczonym pyskiem, podeszła do mojego punktu.
- Po co chciałaś, żebym przyszła? - zapytała chłodno.
- Możesz usiąść, popatrzeć jak pracuję, pomóc... - Zrobiłam pauzę na chwilę namysłu - Będziesz dawać karty za udział w konkurencjach.
Uniosła brew nic nie rozumiejąc, więc objaśniłam jej, jak wygląda podział nagród. Słuchała ze skupieniem wymalowanym na pysku. W duchu trochę mnie cieszyło, że jednak zechciała się choć trochę zaangażować. Marzyło mi się, by została tu jak najdłużej.
Kiedy tylko skończyłam jej objaśniać, podszedł do nas wilk z Watahy Czarnego Kruka. Wykonał zadanie bez zarzutu, więc dałam znak Aoki, by podeszła do niego z kartami. Jakoś tak cieplej mi się zrobiło na ten widok... Później powoli wróciła do mojego punktu, ale rozmowa się nie kleiła. Nie miałam bladego pojęcia o czym mówić, a ona była zajęta rozglądaniem się, czy nie idzie do nas kolejny uczestnik festynu. Serce łomotało mi jak oszalałe, kiedy rozmyślałam, jaki temat mogłabym poruszyć. Nic mi nie przychodziło do głowy. Ponadto nie pamiętałam, bym kiedykolwiek się tak stresowała. Naprawdę nie chciałam palnąć przy niej żadnej głupoty. Co jeśli mnie wyśmieje?
***
Ku mojemu miłemu zaskoczeniu Aoki została aż do końca dyżuru. Nie rozmawiałyśmy aż tak wiele, ale był to choć jakiś postęp: w końcu wytrzymała moją obecność przez tak dużą ilość czasu.

Maj 2021 r.
Aoki odwiedzała mnie na festynie częściej. Rozmowa nadal się nie kleiła, ale fakt, że wracała był pokrzepiający. Zawsze czekałam na jej pojawienie się. Tata kilka razy pytał co się stało, że przestałyśmy sobie skakać do gardeł, ale nigdy mu nie odpowiedziałam. Właściwie to miałam tylko teorie, to mogło być tego powodem. Nie czułam też konieczności, aby tata wiedział o takich detalach. Powinno się dla niego liczyć głównie to, że znalazłam kogoś do stałego towarzystwa, mimo, że Torance, Shen oraz Sakura mnie już zostawili, i co za tym idzie - zapowiadało się, jakobym miała pozostać samotnikiem do końca mojej edukacji, albo i dłużej. Po jakimś czasie chyba w końcu przyjął do wiadomości, że nie muszę mu mówić o wszystkim, a taki stan rzeczy wcale nie jest aż taki zły.
- Dziś po raz kolejny spróbujemy wywołać wasze magiczne zdolności - oświadczył Kai, pochylając się nad jakąś książką. Dopiero po jakiejś chwili podniósł wzrok i zmierzył nas swoimi fioletowo-różowymi ślepiami. Nie był to żaden niemiły gest. Miałam wrażenie, że Kai zdawał się być tak samo sympatycznym wilkiem dla dosłownie każdego...
- To boli - stęknęła Aoki. Kai się krótko zaśmiał.
- Lecz jest skuteczne. Odczuwałyście po ostatnim razie jakieś drgania mocy dookoła siebie?
Skinęłyśmy zgodnie głowami, jednak Aoki wciąż nie wyglądała na przekonaną.
- To naruszyło wasze wewnętrzne źródło mocy. Udało mi się wyciągnąć tylko ich pierwszą powłokę. By ujawnić całą resztę musicie same tego chcieć i wiedzieć, w który element swojego możliwego żywiołu celować. Macie przynajmniej gwarancję, że posiadacie predyspozycje do czarowania, a nasza praca nie jest bezcelowa.
Po raz kolejny pokiwałyśmy głowami.
- Plan wygląda następująco: ja powtórzę zabieg, a wy z całych sił spróbujecie poruszyć swoje źródło mocy, o którym rozmawialiśmy jakiś czas temu. Musicie to dosłownie wyrzucić z siebie, celując w przeciwległą ścianę - Mówiąc to, wskazał na skałę, która znajdowała się tuż za nim. To by wyjaśniało, dlaczego przed lekcją zdjął wszystkie księgi z półek i przesunął w drugi kąt jaskini: nie chciał, by cokolwiek mogło ulec zniszczeniu.
- Co jeśli ją zepsujemy? - zapytała Aoki.
- To nic. Powiększycie nam salę do moich lekcji - Stwierdził z uśmiechem i przeszedł na drugi kąt klasy. Był niedaleko za nami. - Sądzę, że lepiej wywołać tutaj jakiś pożar lub tornado, niż na zewnątrz.
- Czy ja wiem... - mruknęła Aoki.
- Kiedy weszłyście do sali, czytałem jakąś książkę i mamrotałem coś pod nosem, prawda? - Nie czekając na odpowiedź, mówił dalej: - Wtedy wytworzyłem tarczę ochronną tuż przed waszymi nosami. Mogę ją przekroczyć tylko ja lub wasza moc, jednak ona w przeciwieństwie do mnie nie wróci. Znaczy to tyle, że jedyne możliwe zniszczenia odbędą się na tym odcinku, gdzie nas nie ma.
Nauczycielowi odpowiedziała głucha cisza, więc westchnął pod nosem. Dopiero wtedy powoli pokiwałyśmy głowami.
- To jak? Gotowe?
Ponownie mu potaknęłyśmy i prawdopodobnie równocześnie zacisnęłyśmy powieki.

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.

środa, 15 sierpnia 2018

Od Crane'a "Jedna konkurencja, albo dwie" cz. 1

Czerwiec 2021
Wracałem z patrolu wczesnym popołudniem. Szedłem akurat przez Żółty Las i przyglądałem się mijanym, zamkniętym grupkom bliskich znajomych. Tym razem widziałem tylko członków, niegdyś oddzielnej, Watahy Magicznych Wilków. Skakali w złocistych liściach z szerokimi uśmiechami na pyskach. Zajęci sobą nawzajem, nie zwracali na mnie uwagi. Pomimo tego, ja nie opuszczałem uszu dla pewności, że nikt się do mnie nie podkrada.
Ale co bym zrobił, gdyby zaatakowano mnie z góry? Popatrzyłem na rozłożyste gałęzie wszechobecnych drzew. Gdyby ktoś teraz stamtąd uderzył, najpierw uskoczyłbym w bok. Potem unik przed następnymi ciosami. Następnie podesłałbym przeciwnikowi jakiś ryk groźnego stwora... Powiedzmy, że Wyverna... i spróbowałbym dosięgnąć jego karku kłami. O ile będzie miał odsłoniętą szyję. A jeśli nie to... Rzuciłbym się na niego i powalił na ziemię używając swojego ciężaru ciała. Gdyby jednak atakujący był zbyt wielki, uciekłbym. Najlepiej w stronę tych wesołych wilków. Jeśli jednak nie pomogą mi, jest szansa, że chociaż na chwilę odwrócą uwagę nieprzyjaciela. Będę miał czas, żeby umknąć z pola widzenia...
Dalej wpatrywałem się w żółte korony drzew. Nie było tam nikogo... i dobrze.
Wszedłem na nadgryzione zębem czasu deski Żółtego Mostu. Cicho zaskrzypiały pod moimi łapami. Zatrzymałem się w połowie drogi na drugi brzeg rzeki i nieznacznie wychyliłem, żeby spojrzeć na płynącą dołem wodę. Porywała wszystkie dostępne opadłe liście i zabierała je w dalszą podróż. Wtem dostrzegłem pod szumiącą falą jakiś poruszający się obiekt, odbijający promienie słoneczne. Chociaż prąd próbował pociągnąć go ze sobą, przedmiot o dziwo nie ustępował. Wyciągnąłem łapę, żeby schwycić to błyszczące coś. Znalazło się w moim uścisku, ale ja też nie mogłem go tak po prostu zabrać z dotychczasowego miejsca. Szybko zlokalizowałem przyczynę takiego zjawiska. Łańcuszek tego, jak się domyślałem, medalionu, utknął między elementami mostu. Złapałem zawieszkę w pysk i podważając łapami jedną z luźniejszych belek, wreszcie wydostałem znalezisko. Na zdobytym medalionie dostrzegłem kota, trzymającego... drugi medalion. Wtedy skojarzyłem, że to na pewno Medalion Giętkiego Kota. Założyłem go sobie na szyję i ruszyłem dalej, całkiem zadowolony ze swojej spostrzegawczości. Tak samo cieszyłem się, że w okolicy chwilowo znów zapanowała cisza i gdyby ktoś się do mnie podkradał, natychmiast bym zauważył.
Idąc dalej, wyminąłem szerokim łukiem Drzewo Wiedzy. Później, dotarłszy do Pomarańczowego Drzewa, dostrzegłem samicę Alfa - Suzannę. Pochylała się nad jakimś pergaminem. Nie umiem czytać, więc nie było mowy o tym, żebym zdołał podejrzeć, co tam takiego ciekawego napisano. Nie zmieniłem kierunku, żeby uniknąć ewentualnej wymiany zdań z tą waderą. Gdyby podniosła wzrok w złym momencie, niechybnie pomyślałaby, że specjalnie jej unikam i mam ku temu prawdziwy powód. Szkoda ryzyka, szkoda nienagannej opinii, szkoda podejrzeń Alfy.
Tak więc, szedłem dalej przed siebie i mijając Suzannę, przywitałem ją jak należało:
- Witaj, Alfo.
Odpowiedziała mi skinięciem głowy i wróciła do swojego pergaminu. Heh, czyli jest zbyt zajęta, żeby pytać mnie o cokolwiek.
Wróciłem do Zielonego Lasu. Nagle przed moim nosem przemknęli dwaj technicy. Byli to Joel i Asgrim, gonili grupkę zajęcy. Widać restauracja stale potrzebuje zaopatrzenia.
Wtem skojarzyłem, że przecież Joel jest też animatorem. On, Dante i mała Navri wydają karty za wykonywane zadania. A karty można sprzedać...
Nie mam lepszego zajęcia, pójdę na tę ich polanę i wezmę udział w jakiejś konkurencji. Nawet jeśli wilkołak-muzyk jest tutaj, może tamta dwójka akurat pilnuje swoich stanowisk.
Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Szybko znalazłem miejsce, gdzie siedziała, tym razem samotnie, uczennica imieniem Navri. Patrzyła w jakiś bliżej nieokreślony punkt na ziemi, skupiona na swoich myślach. Szkoda, że nie umiem w nie zaglądać. Podszedłem bliżej i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Witaj, Navri.
Waderka podniosła głowę i zmrużyła nieznacznie oczy.
- Dzień dobry panu. Chce pan wziąć udział w jakiejś konkurencji?
- Tak. Jakie są dostępne u ciebie? - zapytałem.
Młoda wilczyca chyba trochę się denerwowała. Niech więc zapamięta taki mój wizerunek; cierpliwego i uprzejmego.
- Odpowiadam obecnie za dwie. Pierwsza konkurencja, to gra dwuosobowa, a druga jest dla jednego wilka - wydukała.
- Wybieram drugą takim razie - oznajmiłem. - Na czym polega zadanie do wykonania?
- Musi pan odnaleźć pewien mały przedmiot ukryty tutaj w pobliżu. - omiotła wzrokiem okolicę. - Promień poszukiwań jest od mojego stanowiska do tamtego świerku - wskazała.
- W porządku. Czego szukam konkretnie? - utrzymywałem ten sam, spokojny ton.
- O takiej zawieszki - Młoda wilczyca pokazała mi nie za duży, oszlifowany, czerwony kamyk, umieszczony w metalowym uchwycie.
- Jest określony czas, w którym mam to znaleźć? - dopytałem.
- Nie - odparła animatorka.
- Dobrze. To zaczynam - odszedłem kawałek od jej stanowiska.
Jak się za to w ogóle zabrać...? Pole poszukiwań jest duże, a przedmiot niewielki. Hm... Już mam.
Wróciłem się do młodej wadery i poprosiłem, żeby pozwoliła mi obwąchać pokazaną wcześniej zawieszkę. Jeżeli obie pochodzą z jednego kompletu i jednego miejsca, powinny pachnieć bardzo podobnie, jeśli nie tak samo. Navri oczywiście zgodziła się. Zbliżyłem nos do oszlifowanego kamyka Poczułem metal, ludzkie dłonie i pewien charakterystyczny zapach jakby-lawendy. Mając już odpowiednią wskazówkę, zacząłem węszyć dookoła. Nigdy nie byłem specem od tropienia, jednak takiego zapachu nie powinienem przeoczyć. Postanowiłem, że będę zataczać koła wokół pola poszukiwań. Każde następne będzie coraz mniejsze, aż dotrę do stanowiska animatorki. Plan wręcz idealny. Przystąpiłem do jego realizacji. Zacząłem od okolic niskiego krzewu z czerwonymi owocami. Stamtąd, szedłem już po lekkim łuku i sprawdzałem, czy kolejne elementy otoczenia nie są miejscem ukrycia zawieszki. Czas mijał, a ja dalej cierpliwie krążyłem z nosem przy ziemi. Nie wiem ile to trwało. Może długo, jak na tę konkurencję, może i nie.
W końcu poczułem zapach, którego szukałem. Znalazłem drugą zawieszkę ukrytą pod rozłożystymi liśćmi jakiejś rośliny. Wziąłem ten błyszczący przedmiot w pysk i przyniosłem animatorce.
- Gratuluję wygranej - oznajmiła. Niewykluczone, że za każdym razem powtarza uczestnikom to samo. - Oto pana karty - Podsunęła mi moją nagrodę: jedną kartę złotą, jedną srebrną i dwie brązowe. Dobrze wybrałem konkurencję.
- Dziękuję - skinąłem głową. - Nie wiesz kiedy wrócą pozostali animatorzy, prawda?
Uczennica pokręciła głową na znak, że nie ma pojęcia.
- No to ja już pójdę. Do widzenia, Navri.
- Do widzenia.
Wziąłem swoją wygraną w pysk i opuściłem polanę. Poszedłem w stronę Gór, gdzie mieściła się moja ciasna, ale własna jaskinia. Pewnie znów ze stosami suchych liści w środku.
Byłem już blisko celu, jednak wtem usłyszałem jakby uderzenia skrzydeł. Chwilę potem, przed wejściem do swojego lokum ujrzałem Lind. Głośno oddychając, rozgoniła swoje skrzydła i popatrzyła gdzieś w górę.
- Cześć, Lind - powiedziałem, odkładając karty na skalistą ziemię.
Wilczyca odwróciła się gwałtownie i spojrzała na mnie. Potargana grzywka opadła jej na pysk.
- O, Crane... Co ty tu robisz?
- Mieszkam - zaśmiałem się, ale pilnowałem, żeby nie zabrzmieć złośliwie.
Dopiero wtedy wadera o jasnym futrze zauważyła wejście do mojej nory.
- A... faktycznie - zawstydziła się trochę przez swoją nieuwagę. - Jak coś, ja tylko goniłam kozicę, nie chciałam ci przeszkadzać. Zupełnie zapomniałam, że wy tu mieszkacie.
- Żaden problem - mrugnąłem do niej okiem.
Lind uśmiechnęła się, żeby ukryć swoje zażenowanie, po czym spojrzała na leżące przede mną karty.
- Widzę ty też zbierasz karty... - oznajmiła, zmieniając temat.
- No... niezupełnie. Nie miałem co robić, wziąłem udział tylko w jednej konkurencji - wyjaśniłem. Wtem w mojej głowie pojawił się nowy pomysł, co mogę zrobić z moją wygraną. - Jeśli chcesz, mogę ci je oddać.
- Tak po prostu? - zdziwiła się wadera. Spojrzała na moją skromną kolekcję. - Nie, nie mogę ich wziąć za darmo. To twoja nagroda za wykonane zadanie.
- No to... Odsprzedam ci je.
Tak też mogę zrobić i wyjdę na tym jeszcze lepiej.
- Na to już prędzej się zgodzę - mruknęła. - Ile Srebrnych Gwiazdek od sztuki?
- Po jednej - odparłem. Wadera znów się na mnie dziwnie popatrzyła.
- Na pewno..?
- Chcesz te karty, czy nie? - usiadłem na ziemi.
- Chcę, niech będzie. Tylko muszę skoczyć do jaskini po zapłatę - po tych słowach wilczyca przywołała z powrotem skrzydła i poszybowała w stronę swojego miejsca zamieszkania. Zaczekałem aż wróci. Skoro zapłata była równa ilości odkupowanych kart, łatwo było się połapać w nazwijmy to rozliczeniu.
Jeśli się nie mylę, będę miał teraz dosyć oszczędności, żeby kupić los na loterię.

<CDN>

Wygrane karty: brązowe: Pielęgniarz, Bibliotekarz; srebrne: Białe Królestwo; złote: Xander.

Uwagi: "Dotarłszy" piszemy bez "w".

wtorek, 14 sierpnia 2018

Od Asgrima "Powrót do młodości" cz. 4

Lipiec 2021r
Wyszedłem z Jaskini Alf po zdaniu raportu i od razu dostrzegłem sylwetkę mojej przyjaciółki. Siedziała kawałek od wejścia i spoglądała na inne jaskinie oraz przechodzące co jakiś czas wilki.
- Czekałaś na mnie? - spytałem z uśmiechem. Tori obróciła pysk zaskoczona i zrobiła minę, która przypominała mi zawstydzonego szczeniaczka. Urocze.
- Nie słyszałam cię. Brawo – powiedziała, nie odnosząc się do mojego pytania. W jej głosie brzmiało zmieszanie oraz podziw.
- A dziękuję, dziękuję – skłoniłem się delikatnie – Zawsze wiedziałem, że niesamowicie szybko się uczę. Ogółem jestem taki idealny...
- Chciałbyś – przewróciła oczami wadera.
- Czemu mam chcieć czegoś, co już mam? - spytałem, przekręcając łeb. Gdy wilczyca nie odpowiedziała, postanowiłem jej wypomnieć rzecz okropną – Zepsułaś moje plany. To ja miałem pójść po ciebie.
- Ach tak?
- Tak. Kiedy basior i wadera spotykają się, to samiec powinien przyjść po swoją... przyjaciółkę – skończyłem po chwili zawahania – Przez ciebie wyszedłem na kogoś niekulturalnego.
- Jakby było to coś nowego – mruknęła, wstając. Przewróciłem oczami i wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu.
- Ranisz me uczucia! Przecież ja zawsze odznaczam się nienagannymi manierami! - zawołałem dramatycznym tonem. Tori w odpowiedzi jedynie pokręciła łbem z pobłażaniem i ruszyła w stronę Zielonego Lasu. Potruchtałem za nią.
Szliśmy w ciszy. Każde z nas było oddane swoim własnym myślom i widocznie nie miało zamiaru dzielić się nimi z drugą osobą. Byłem ciekaw, co takiego tak zaprząta kudłaty łeb mojej przyjaciółki, ale nie zebrałem się na odwagę, by zapytać. Szedłem więc i zastanawiałem się nad pewną rzeczą, którą odpychałem zdecydowanie zbyt wiele razy od siebie. A była to, jakżeby inaczej, myśl o mojej kochanej przyjaciółce.
Wilczyca ta była dla mnie ważna. Musiałem w końcu to przyznać. Była moją najlepszą przyjaciółką i choć nie pamiętałem zbyt wiele z czasów naszego dzieciństwa, to właśnie tej rzeczy byłem pewien. W końcu dowiedziałem się tego znacznie wcześniej, niż własnego imienia, a to coś oznaczało.
Podobały mi się nasze relacje. Lubiłem spędzać z nią czas, ale to było coś całkiem innego, niż z innymi samicami. Ten mały rudzielec był moją piękną ostoją. Jej obecność dawała mi poczucie bezpieczeństwa i sprawiała ogromną przyjemność.
Od kilku miesięcy po mojej głowie chodziły myśli, które tak często odpychałem. Pytania zrodzone przez przypadek. Przez głupi przypadek i jeszcze głupszego i irytującego samca o białej sierści i bladoniebieskich oczach. Oczywiście, że ten idiota musiał mnie wypytywać o mój brak życia miłosnego. No nie mogło być inaczej. Zapchlony kretyn.
W każdym razie przez jedną głupią rozmowę i kilka zwykłych pytań zostałem zmuszony do przemyśleń, który nawet mój świetnie rozwinięty mózg nie potrafił szybko przetrawić.
Aż w końcu przyszło do mnie objawienie. A właściwie przyszło już kilka dni temu, ale dopiero teraz potrafiłem się do tego przyznać. Tori była dla mnie ważna, była moją najlepszą przyjaciółką, ale... To nie było to. Lubiłem ją, kochałem ją irytować, jednak nasze relacje zmieniały się. I bałem się tego, do czego może nas to zaprowadzić. Nie chciałem, żeby jedno głupie uczucie zepsuło wszystko. A jednak wiedziałem, że ten mały rudzielec zauroczył mnie do tego stopnia, że już nie było dla mnie ratunku. To było coś innego niż z każdą inną wilczycą, którą poznałem. I wszystko zdawało się dążyć do tego momentu, aż zdam sobie z tego sprawę.
Nienawidziłem siebie za to.
Nienawidziłbym siebie jeszcze bardziej, gdybym wszystko zepsuł jednym głupim wyznaniem. A patrząc na jej podejście... Nie miałem szans. I to mnie bolało. Bardzo mocno.
- As? - usłyszałem głos wilczycy, która tak zaprzątała mój umysł. Lekko otumaniony podniosłem na nią wzrok – Co się dzieje?
Poczułem, jak skręca mnie w żołądku. Czemu ona musiała nieświadomie wyczuwać emocje? Czemu musiała się zainteresować? Czemu, czemu, czemu?
- Nic - odparłem. Mój głos zabrzmiał trochę nienaturalnie, więc szybko odchrząknąłem. Nie chciałem wszystkiego zepsuć, a już szczególnie tego wieczoru... - Dlaczego pytasz?
- Kłamiesz – stwierdziła cicho. Nie odpowiedziałem na tak jawne oskarżenie – As, czuję, że coś cię dręczy. Możesz mi powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółmi – posłała mi uśmiech, a ja stłumiłem jęknięcie.
Właśnie. Przyjaciółmi. I z tego powodu nie mogę ci powiedzieć... - pomyślałem, wzdychając cicho.
- Nie chcę o tym mówić – mruknąłem, na co wilczyca posłała mi zmartwione spojrzenie.
- Poczekam, aż zechcesz.
- A co jeśli nie zechcę? - spytałem, zanim ugryzłem się w język. Wadera nie przerywając marszu, wzruszyła delikatnie ramionami.
- Będę dalej czekać.
Stłumiłem westchnięcie. Jej też nienawidziłem. Za to, że była sobą, małą, włochatą kulką rudej sierści i musiała być tak wspaniałą – choć czasem irytującą – przyjaciółką.
Pokręciłem pyskiem i rozejrzałem się. Znajdowaliśmy się od jakiegoś czasu w Zielonym Lesie i teraz już prawie doszliśmy do miejsca, które było całkiem przejęte przez naszą wilczą restaurację. Jak przystało na późny, letni wieczór, słońce już niemal zaszło. Słoiki ze świetlikami oświetlały leśną polanę swoim delikatnym światłem. Nadawało to wszystkiemu wokół pięknego, trochę eterycznego wyglądu. Poczułem żal, gdy przypomniałem sobie, że już ponad połowa festynu była za nami. Ten widok był zbyt piękny, żeby od tak go porzucać.
- To gdzie siadamy? - zapytała Tori, gdy znaleźliśmy się przy pierwszym z konarów drzew, które miały nam służyć za stoliki. Uśmiechnąłem się delikatnie i pokazałem łapą jeden z nich. Znajdował się na uboczu, ale mi wydał się idealny. Chciałem spędzić czas z moją przyjaciółką. Nikim innym.
Wilczyca skinęła łbem i ruszyła w odpowiednią stronę. Już po chwili siedzieliśmy na niewielkich pniach drzew, a ja mogłem obserwować, jak w oczach Tori odbija się blask świetlików. Był to całkiem ładny widok.
- Tor, mam nadzieję, że kiedy będziemy zamawiać, grzecznie pozwolisz mi za siebie zapłacić – powiedziałem w pewnej chwili. Samica podniosła na mnie zszokowane spojrzenie.
- Ee... Nie?
- Jak to „nie”? - zmrużyłem oczy. Nie to, że się tego nie spodziewałem, ale... - Jesteś waderą.
- Owszem, jestem. Co to ma do rzeczy?
- To, że... - westchnąłem przeciągle. Już wiedziałem, że ta rozmowa może być trochę męcząca – Skoro basior i wadera są razem na kolacji, to samiec powinien zapłacić za swoją towarzyszkę.
- No i...?
- No i to, że masz się nie kłócić. Już i tak nadszarpnęłaś moją męską dumę, ponieważ to ja powinienem po ciebie przyjść, nie na odwrót.
Torance westchnęła teatralnie i wzruszyła lekko ramionami.
- Jak mi przykro... - powiedziała współczującym tonem. Uśmiech na jej pysku wskazywał jednak na coś całkiem innego. Już chciałem się odezwać, gdy wilczyca ponownie podniosła głos. Tym razem brzmiała stanowczo – Mam własne oszczędności. I o ile sobie przypominam, to właśnie ty nie masz zbyt wiele gwiazdek.
- Mała - jęknąłem. Wilczyca odpowiedziała mi szerokim uśmiechem – To nie powinno cię interesować. Pozwól mi się zachować jak porządny basior.
- Przepraszam, kto?
- Basior.
- Że ty?
- Że ja.
- Coś zamawiacie?
Czyiś głos wtrącił się w naszą kłótnię, na co oboje drgnęliśmy zaskoczeni.
- Yuko! - Tori zerwała się ze swojego siedzenia i przytuliła do czarnej samicy. Chwila... Co? Jak to przytuliła? Do niej?
Wadera była widocznie podobnie skołowana co ja, bo jej sylwetka się napięła, a na pysku widniał wyraz szczerego szoku. Czekałem, aż odsunie się od mojej przyjaciółki i zgromi ją morderczym spojrzeniem. Może nawet postanowi ją zaatakować? W końcu wilczyca podniosła łapy i... Opatuliła nimi małą sylwetkę Tori?!
Obserwowałem całkiem zdezorientowany i mocno zaniepokojony, rozgrywającą się tuż przede mną scenę. Moje myśli zdawały się zatrzymać, a pysk otworzył się w najszczerszym zdziwieniu.
Co. Tu. Się. Działo?
- Ktoś mi wytłumaczy, co się właśnie stało? - zapytałem, gdy wilczyce przestały się przytulać. Tori podniosła na mnie rozentuzjazmowany wzrok, a Yuko zmierzyła mnie standardowym dla niej, lodowatym spojrzeniem.
- Co masz na myśli? - w głosie mojej przyjaciółki było słychać radość oraz małą niepewność, która – jak przypuszczałem – odnosiła się do mojego pytania.
- Nieważne – mruknąłem nadal skołowany.
Tori nic sobie nie robiła z mojego stanu i zwróciła się do czarnej wilczycy.
- Nic mi nie mówiłaś, że pracujesz na festynie.
- Od kiedy mam obowiązek ci się spowiadać? - spytała groźnie czarna samica. Jednak dostrzegłem, że jej głos był nieznacznie łagodniejszy niż zwykle. A może jedynie mi się wydawało? Sam już nie wiedziałem.
- Hm, pomyślmy... Może odkąd, kiedy stałam się dojrzałą waderą i mogłabym w końcu ci pomóc?
Czekaj... CO?! - miałem ochotę zawołać.
- Dojrzałą? - powtórzyła z powątpiewaniem Yuki.
- Tak – słysząc słowa Tori, ledwo powstrzymałem jęknięcie. A gdy czarna posłała Małej groźne spojrzenie, już myślałem, że ta zaraz umrze.
- Tori...? - spytałem, czując, jak robi mi się słabo. Wilczyca posłała mi jedynie krótkie spojrzenie i już po chwili jej uwaga wróciła do Yuko. Postanowiłem jednak to przerwać i ponownie się odezwałem, bardziej stanowczo: – Tori.
- Co?
- Przestań, proszę...
- Ale przecież ja nic... - zaczęła, jednak przerwał jej zimny głos kelnerki.
- Posłuchaj swojego... Kolegi – ostatnio słowo zabrzmiało odrobinę jak przekleństwo, ale postanowiłem to olać. Nie było mi tak spieszno, żeby umierać z łap czarnej samicy.
Tori w odpowiedzi westchnęła przeciągle i posłała mi i Yuko niezadowolone spojrzenia. Oboje udawaliśmy, że nic nie zauważyliśmy.
- Zamawiacie coś czy nie?
- Zamawiamy – burknęła nadal niezadowolona Tor. Gdy Yuko posłała jej groźne spojrzenie, wilczyca powtórzyła, tylko tym razem głośniej i wyraźniej – Jaki mamy wybór?
Yuki mruknęła coś pod nosem i zaczęła przedstawiać kartę dań. Jej głos był teraz o wiele bardziej zabarwiony niechęcią niż zwykle.
Czemu właściwie taka osoba jak ona pcha się do stanowisk, przy których trzeba pracować z wilkami? To nie ma sensu... - pomyślałem.
- Poproszę naleśniki z konfiturą – odezwałem się. Brzmiały chyba najbardziej niespotykanie i najsmaczniej z tego wszystkiego, co przedstawiła nam kelnerka. Yuki skinęła sztywno głową i zwróciła łeb w stronę mojej przyjaciółki.
- A ja ciasteczka. Czekoladowe – uśmiechnęła się Tori. Nie podobał mi się ten uśmiech. Znaczy się... Był taki ładny jak zwykle, czyli bardzo ładny, ale... Coś knuła. Widziałem to po niej.
- Pracujesz na festynie czy siedzisz i jesteś równie bezużyteczna, co zwykle? - Yuki posłała Tori beznamiętne spojrzenie.
- Jestem sprzedawczynią, więc tak, pracuję.
- To będzie w takim razie cztery za wilcze łapki i siedem za naleśniki.
Skinąłem łbem, zszedłem na ziemię i zacząłem się zmieniać w człowieka. Gwiazdki powinny znaleźć się w kieszeni moich spodni. Przechowywanie w ten sposób rzeczy było dość przydatne. Już dawno zauważyłem, że wówczas nie znikały.
Już po chwili wyciągałem rękę z wilczą walutą w stronę Yuki. Ta miała już w niewielkiej torbie kilka gwiazdek, a pełen zadowolenia uśmiech Tori uświadomił mnie, skąd się wzięły.
Kelnerka wybrała z mojej dłoni odpowiednią kwotę i odeszła w stronę kuchni. Wyciągnąłem pozostałe gwiazdki na stół i zacząłem się na powrót zmieniać w wilka.
Gdy było po wszystkim, zwróciłem pysk w stronę mojej przyjaciółki. Jej uśmiech nie zbladł ani na moment.
- Musiałaś?
- Tak – ucięła krótko i na tym temat się skończył. Nie miałem pomysłu, co mógłbym jeszcze jej powiedzieć, a ona widocznie nie miała najmniejszej ochoty go kontynuować.

C.D.N.

Uwagi: Brak.