Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 30 lipca 2018

Od Asgrima "Powrót do młodości" cz. 2

lipiec 2021r
Najbliżej było stanowisko, przy którym siedziała mała wilczyca. Co jakiś czas znikała za wyższymi wilkami, by po chwili można było znów zobaczyć jej napiętą sylwetkę. Obejrzałem się jeszcze i spojrzałem na moją przyjaciółkę. Tori dalej była zamyślona i nie zapowiadało się na to, by miało się coś zmienić. Pokręciłem pyskiem i ruszyłem w stronę młodszej wadery.
Samica miała krótkie, białe niczym śnieg futro. Patrzyła się z nienaturalnym wręcz spokojem i obojętnością na przechodzące wokół wilki. Gdy poczuła na sobie mój wzrok, zwróciła pysk w moją stronę. Słońce błysnęło w złotych tęczówkach, zanim ta ponownie odwróciła łeb. Jak chyba wszystkie wadery w tej watasze była ładna. Gdyby nie jej powaga, mogłaby uchodzić za uroczą przez te jej białe, oklapnięte uszy. Wydawała się mała, niewiele młodsza ode mnie, a jednak było w niej coś, co kojarzyło mi się ze znacznie starszymi wilkami.
Kiedy znalazłem się tuż przy niej, na moim pysku wykwitł wesoły uśmiech.
- Cześć.
Wilczyca w odpowiedzi skinęła głową. Była nadal całkowicie poważna.
- Jak masz na imię? - spytałem po chwili milczenia. Było to najbardziej zwyczajne pytanie, jakie przyszło mi do głowy. Nie chciałem jej do siebie zniechęcić, wystraszyć lub cokolwiek innego – Ja jestem As.
Złote oczy zmierzyły mnie spojrzeniem od łap po czubek uszu. Starałem się, żeby nie okazać zmieszania, gdy ta tak badawczo mi się przejrzała. Wiedziałem, że grzeszę urodą, ale zawsze czułem się odrobinę dziwnie, gdy ktoś tak mi się przyglądał.
- Navri – głos samicy był tak samo poważny, jak reszta w jej aparycji.
Skinąłem łbem, by pokazać, że przyjąłem to do wiadomości.
- Ładne imię – uśmiechnąłem się.
Wilczyca nie odniosła się do tego w żaden sposób, tylko nadal mi się przyglądała. Po chwili ciszy straciła zainteresowanie - o ile, tak można było to nazwać - i odwróciła pysk. Westchnąłem i postanowiłem przejść do rzeczy
– Navri, zajmujesz się tym stanowiskiem, tak? - nie obdarzywszy się spojrzeniem, wilczyca skinęła łbem – Mógłbym wziąć udział?
- Tak. Czym dokładniej chciałbyś się zająć?
- Mam wybór? - zmarszczyłem brwi. Wilczyca musiała się zajmować kilkoma konkurencjami, co mnie zaskoczyło. Było to jednak logiczne ze względu na dużą ilość konkurencji i niewielu animatorów. Poczułem, jak robi mi się głupio, że dopiero teraz to sobie uświadomiłem – No tak, oczywiście. To jakimi konkurencjami się zajmujesz?
- Bieg do kuchni i z powrotem lub skok do jeziora z pomocą liany – wytłumaczyła krótko Navri. Była zdecydowanie oszczędna w słowach, jednak nieszczególnie mi to przeszkadzało. Zamiast tego odznaczała się nawet uroczym wyglądem i z pewnością wysoką inteligencją.
Zastanowiłem się, którą konkurencję wybrać. Było gorąco, więc miałem ogromną ochotę, żeby wskoczyć prosto do chłodnej wody. Domyślałem się jednak, że nie wyjdzie mi to tak pięknie, jakbym tego chciał. A nie miałem zamiaru zbłaźnić się przed tą samicą. Tak, bieg w tym wypadku będzie znacznie lepszy. No i mógłbym od razu po nim skierować się do tego nieszczęsnego jeziora, żeby normalnie popływać.
- Pobiegnę – zdecydowałem się.
Navri ponownie skinęła łbem.
- Na dowód, że udało ci się pokonać trasę, zabierz ze sobą flagę. Znajduje się przy kuchni.
Pokiwałem łbem przypominając sobie zbiór kolorowych szmatek, które wisiały nad wejściem do jaskini.
Czyli to jednak nie jest ozdoba – pomyślałem tuż przed tym, jak usłyszałem poważny głos białej samicy.
- Gotowy?
Zwróciłem się w stronę kuchni i przygotowałem się do biegu. Przytaknąłem.
- Start.
Jej opanowany głos rozbrzmiał odrobinę głośniej niż zwykle. Nie zastanawiając się długo, ruszyłem. Byłem szybszy, niż gdy dołączyłem do tej watahy, ale z bólem przyjmowałem do wiadomości, że nie wyciągałem zawrotnej prędkości. Zdecydowana większość wilków mogłaby mnie prześcignąć.
Przestań – nakazałem sobie w myślach i skupiłem na biegu.
Starałem się stawiać łapy w średniej odległości od siebie i nieszczególnie szybko. Wiedziałem, że jeśli chcę wrócić bez czołgania się, nie mogę stracić wszystkich sił od razu. Omijałem przechodzące wilki automatycznie. Jedyne, na czym byłem skupiony to bieg.
Zaczynałem czuć kłucie w brzuchu. Gorąco lało się z nieba, a ja biegłem jak nienormalny po terenach watahy. Tak bardzo żałowałem, że nie zebrałem swoich kilku liter i nie wziąłem w tym udziału wiosną. Teraz było na to stanowczo zbyt gorąco.
W końcu dostrzegłem jaskinię, w której znajdowała się kuchnia. Nie mogłem się powstrzymać i przyspieszyłem odrobinę. Ból w prawym boku brzucha się nasilił.
Z kuchni wychodziła właśnie Karou, więc posłałem jej uśmiech i podbiegłem do wejścia, nad którym wisiały kolorowe flagi. Postanowiłem nie wydziwiać i wziąć pierwszą z brzegu. Podskoczyłem starając się złapać ciemnozieloną szmatkę, jednak nadaremnie. Ponowiłem próbę i stłumiłem warknięcie, gdy znowu mi się nie udało.
- Nawet nie umiem porządnie skoczyć – mruknąłem zirytowany i spróbowałem jeszcze raz. Na szczęście moje i flagi, udało mi się ją pochwycić w zęby i zerwać. Nie tracąc więcej czasu, ruszyłem z powrotem do Navri.
Z każdym krokiem, czułem się coraz gorzej. Skręcało mnie w brzuchu, a mięśnie naciągały się bardziej niż zwykle. Moje futro skleiło się za sprawą potu.
W końcu, kiedy miałem wrażenie, że nie dam rady przebiec więcej, dostrzegłem stanowisko, które zajmowała biała wadera. Znalazłem w sobie siłę, by przyspieszyć i praktycznie upadłem u jej łap. Wypuściłem szmatkę, a ta spadła na ziemię. Korzystając z okazji, że mogę otworzyć pysk, wywaliłem język i dyszałem ciężko.
- Następnym razem... - powiedziałem między głębokimi oddechami – Będę biec jeszcze wolniej...
Navri zmierzyła mnie beznamiętnym spojrzeniem. Następnie pochwyciła zieloną flagę i odłożyła ją na niewielki stolik z pnia drzewa.
Gdy flaga znalazła się na pieńku, wilczyca zaczęła coś na nim rozstawiać. Obserwowałem z zainteresowaniem, jak przesuwa łapami po pniu, od czasu do czasu pomagając sobie w tym zębami. Kiedy skończyła, odwróciła się w moją stronę i wskazała łapą na pień.
Jako że czułem się już lepiej, wstałem i podszedłem do samicy.
- Wybierz nagrodę.
Skinąłem głową i przyjrzałem się kilku niewielkim stosom połyskujących kart. Nie zastanawiając się długo wskazałem na środkowy, który samica czym prędzej mi podała.
- Dzięki. Będę mógł tutaj wrócić? - spytałem, położywszy karty na ziemi.
- Tak. Nie ma limitu, ile razy możesz wziąć udział w jakiejś konkurencji.
- W takim razie wiedz, że niedługo do ciebie wrócę. Druga konkurencja brzmi jeszcze lepiej, niż ta – uśmiechnąłem się szeroko.
- Najpewniej, kiedy wrócisz, stanowisko będzie zajmował pan Joel – jej głos był ciągle tak samo obojętny i cichy.
- Joel? - zmrużyłem brwi.
- Animatorzy się zmieniają – wyjaśniła Navri i zwróciła się w stronę festynu.
- Dobrze wiedzieć. To do zobaczenia, Navri.
Wilczyca skinęła łbem i nie powiedziała nic więcej. Widocznie był dzisiaj dzień ignorowania Asa przez małe, urocze wilczyce. Pokręciłem pyskiem z niedowierzaniem. Zgadały się czy co takiego się działo?
Nagle zdałem sobie sprawę, że mój język był nieprzyjemnie suchy. Wcześniej byłem tak zaoferowany biegiem i tym, co nastąpiło po nim, że jakoś to olałem. Teraz jednak stwierdziłem, że umrę, jeśli od razu nie pójdę do Wodopoju. A ponieważ nie chciałem umierać, zabrałem swoje karty i poszedłem w odpowiednią stronę.

Kiedy miałem za sobą wypicie orzeźwiającej wody z Wodopoju, postanowiłem czym prędzej udać się nad Jezioro. Zerknąłem na stosik kart, który położyłem wcześniej na okolicznym kamieniu. Chyba powinienem go najpierw odłożyć w jakieś bezpieczne miejsce. Dopiero co je zdobyłem i naprawdę nie chciałem ich gdzieś zgubić. To byłoby... przykre.
Westchnąłem i postanowiłem zajść jednak do swojej jaskini i tam je zostawić. Wziąłem więc te przewiązane trawą cudeńka do pyska i ruszyłem w odpowiednią stronę. Jak wcześniej zauważyłem, karty były wykonane z czegoś, co nie rozpuszczało się pod wpływem śliny, ani nie gniotło od zębów. Nie powiem, przydatna właściwość. Ktoś musiał to naprawdę dobrze wymyślić... Ciekawiło mnie co ta była za substancja i stwierdziłem, że przy najbliższej okazji muszę podpytać o to Suzannę lub Hitama. Oni na pewno będą wiedzieć.

C.D.N.

Wygrane karty: brązowe: Wrzosowa Łąka, Jezioro; srebrne: Ziemia, Powietrze.

Uwagi: Nie "wyścignąć", a bardziej "prześcignąć".

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 18

Grudzień 2020 r.
Zima nastała niespodziewanie szybko. Po tych wszystkich katastrofach, które nastąpiły po powodzi spokojny grudzień był idealną odskocznią. Woda wyschła, a zamiast niej zalegał śnieg. Mimo, że był niewyobrażalnie zimny, to od biedy wolałam to, niż nigdy nie znikający staw, a raczej jezioro u stóp Góry. Lekcje co prawda odbywały się na zmianę albo w jaskini Alf, albo w jaskini Yuki, albo w jaskini Kai'ego, ale i tak wizja zalanej watahy była przygnębiająca. Znowu rzadziej widywałam się z koleżankami, aż w końcu doszło do tego, że nie spotykałyśmy się w ogóle. Dlaczego? Torance dorosła, a Sakura odeszła. Miało to miejsce już na przełomie lata i jesieni. Teraz musiałam się zadowalać towarzystwem jedynie Aoki, która siedziała na lekcjach cicho, nie skora do nawiązania rozmowy ze mną. Może to i lepiej. Bez obstawy nie była już takim chojrakiem. Poniekąd mnie to bawiło. Moone również zdążyła dorosnąć i nas opuścić. Byłyśmy skazanie na wyłącznie własne towarzystwo.
Tym śmieszniejsze było, że Aoki była od jakiegoś czasu niższa ode mnie. Początkowo sądziłam, że zwyczajnie urosłam, ale po kilku dniach dotarło do mnie, że wyglądała jednocześnie młodziej. Dłuższe obserwacje uświadomiły mi, że Aoki mogła... cofnąć swój wiek. Nie miałam pojęcia po co, ale innego wyjaśnienia nie mogłam znaleźć. Wyglądała jak całkiem małe szczenię, dopiero co zaczynające swoją edukację w szkole. Po jednej z lekcji postanowiłam zapytać Kai'ego, czy moje podejrzenia są prawdą. Potwierdził. Ponadto objaśnił, że ze względu na tak młody wygląd będzie kontynuować naukę aż do momentu, aż nie będzie wyglądać jak pełnoletnia wadera. Myśl, że będzie się dłużej męczyć w szkole powodowała, że bawiło mnie to jeszcze bardziej, choć tradycyjnie starałam się tego nie okazywać. W końcu Aoki nienawidziła nauki. Jak to mawiają: karma zawsze wraca. Jej najwyraźniej wróciła w takiej, a nie innej formie. Doigrała się. Choćby po jej minie było widać, że wcale nie godziła się na to całe odmładzanie.
Ponadto zima i coraz krótsze dni skłoniły mnie do refleksji nad swoim wzrokiem. Wiedziałam co z nim jest nie w porządku - nie widziałam, gdy jest ciemno. Zaobserwowałam też, że wszystkim wilkom czarne kropki w oczach, zwane źrenicami, kurczyły się lub rozszerzały pod wpływem światła. Pokruszone fragmenty lustra w jaskini, w której mieszkałam wraz z tatą, pozwoliły mi zorientować się, że z moimi wcale się tak nie działo. Była to jakaś niezwykła wada wzroku... Inną posiadał niejaki Magnus. Nosił okulary. Tata mówił, że pozwalają mu one widzieć wyraźnie. Postanowiłam więc któregoś dnia się do niego udać. Z rozmowy z nim dowiedziałam się jednak, że nie jest w stanie mi pomóc, bo u niego wini nie brak rozszerzalności źrenicy, a kształt gałki ocznej. Obiecał jednak mi pomóc. Miałam nadzieję, że mnie odwiedzi, ale mijały tygodnie, a ja widywałam go tylko od czasu przechadzającego się ścieżkami Góry. Unikał mojego wzroku. Było mi z tego powodu odrobinę przykro, ale nie chciałam mu się narzucać. Może miał ważniejsze sprawy na głowie.
Tego dnia, idąc na lekcje, również go wypatrywałam. Miałam cichą nadzieję, że się miniemy, a on zacznie temat... Tak się jednak nie stało. Nawet go nie zobaczyłam. Rozczarowana zmierzyłam do jaskini Alf, gdzie miały się odbyć lekcje obrony. Wciąż przesiadywaliśmy w środku choćby ze względu na ziąb oraz wszechobecny śnieg. Hitam mówił, że ma około metr wysokości, cokolwiek miałoby to znaczyć. Dla mnie najistotniejsze było to, że się zapadałam w nim na tyle głęboko, że nie było mnie widać. Ścieżka w Górach była zaś udeptana tak bardzo, że żaden śnieg nie był mi straszny - po każdej z małych śnieżyc już jakiś wilk zawsze zdołał go rozgarnąć tak, że nie miałam najmniejszego kłopotu.
- Dzień dobry - oznajmiłam wypranym z uczuć głosem, kiedy tylko dotarłam na miejsce. W jaskini nie było nikogo oprócz Hitama i Suzanny. Właściwie nieszczególnie mnie to dziwiło. Wadera posłała partnerowi porozumiewawcze spojrzenie i zabierając jakąś szklaną buteleczkę w pysk, potruchtała na zewnątrz. Skupiłam wzrok na Hitamie. Uśmiechnął się do mnie delikatnie. Zdołaliśmy się poniekąd zaprzyjaźnić. Brak wilków w moim wieku, z którymi mogłabym porozmawiać spowodował, że moim towarzyszem do rozmów był albo tata, albo właśnie samiec Alfa. Nie przeszkadzało mu to chyba zbytnio. Zawsze kulturalnie odpowiadał na moje pytania, a czasem sam nawiązywał temat.
- Dzień dobry - odparł - Mijałaś może po drodze Aoki?
Pokręciłam przecząco głową. Rozczarowany wypuścił powietrze.
- Mam wrażenie, że zaspała. Mogłabyś, proszę, iść i ją obudzić?
Uniosłam brew, ale nie pytałam skąd ma takie przeczucie. Może miał moc z tym związaną. Kto wie? Ja swojej jeszcze nawet nie poznałam. Niespiesznie wyszłam na zewnątrz i od razu uderzył mnie chłód. Mimo, że moje futro było gęstsze niż kiedyś, to wciąż bywało to uciążliwe. To była chyba pierwsza zima, kiedy w końcu dorobiłam się sierści typowo zimowej. Może i dla niektórych mogło to wyglądać jak wyjątkowo żałosna podróbka, ale lepsze to niż nic.
Kiedy dotarłam do celu, zastałam Aoki zwiniętą w najodleglejszym kącie jaskini w kłębek. Rzeczywiście drzemała. Intuicja Hitama nie zawiodła. Zbliżyłam się ostrożnie. Wyglądała na zaskakująco kruchą w tym stanie. Jak zahipnotyzowana stanęłam i wpatrywałam się w jej opadającą i unoszącą się na przemian klatkę piersiową. Śpiąca Aoki. Była to dla mnie kompletna nowość. Usiadłam obok, po raz pierwszy uświadamiając sobie, że wcale nie mam ochoty iść na lekcje. Nawet jeśli były to lekcje z Hitamem. Chwila ta i widok był dla mnie na tyle dziwny, że nie chciałam go zbyt prędko tracić.
- Och, Aoki... - westchnęłam cicho. Wtedy poruszyła głową, brutalnie wybudzona ze snu. Popatrzyła na mnie szeroko otwartymi z przerażenia oczyma.
- C-co to tu robisz? - zapytała drżącym głosem. Patrzyła na mnie nieufnie.
- Hitam kazał cię obudzić - odparłam bezbarwnym tonem.
- I dlatego siedziałaś tutaj i się gapiłaś...? - pytała, jeżąc futro. Nie była zachwycona. Zamiast tego pokręciłam głową, wstałam i oddaliłam się o pół kroku.
- Zbieraj się - rzekłam tylko. Aoki wciąż wpatrywała się we mnie z serdeczną nienawiścią, ale zignorowałam to. Pospiesznie wykonała poranną gimnastykę i wyjątkowo nie układając swojego futerka, wyszła na zewnątrz.
- Teraz obrona, co nie? - zapytała. Potaknęłam. Powędrowała w górę ścieżki, więc szłam tuż za nią. Cały czas coś mnie zastanawiało w tej waderze, ale wciąż nie miałam pewności co takiego...
Hitam powitał nas uśmiechem i zaraz przystąpił do objaśniania nowych chwytów mających sprawić, że unikniemy napadnięcia od tyłu. Początkowo szło mi raczej średnio, ale później zorientowałam się dokładnie co i jak. Od wtedy już umiałam odeprzeć atak nie tylko mniejszej ode mnie Aoki, ale i również Hitama. Dopiero kiedy był zadowolony również z pracy drugiej uczennicy, przystąpił do tłumaczenia, co zrobić w razie próby ugryzienia w szyję przez innego wilka. To akurat opanowałam od razu, gorzej z Aoki. Nawet nauczyciel nie umiał jej objaśnić, co robi źle. Wtedy chyba po raz pierwszy się nad nią ulitowałam i sama to zrobiłam... Nie wyglądała na zachwyconą, że to akurat ja musiałam jej co nieco objaśnić, ale w końcu zobaczyłam postęp. Pojęła gdzie znajdował się jej błąd.

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.

niedziela, 29 lipca 2018

Od Asgrima "Powrót do młodości" cz. 1

Lipiec 2021r.
Rozglądałem się po Wrzosowej Łące w poszukiwaniu stanowiska, które zajmowała moja przyjaciółka. Miałem małe problemy przez natłok wilków. W końcu nasza wataha była naprawdę liczna, a festyn był czymś bardzo wyjątkowym, więc nic dziwnego, że po jego terenach chodziło tak wiele wilków. Obserwowanie różnorodnych sylwetek należących do wilków, których imion nie znali nawet starsi członkowie, było czymś niesamowitym. Znałem większość wilków z części, do której sam należałem, jednak reszta była dla mnie całkowitą zagadką. A było ich tak wielu! Kilkakrotnie więcej niż nas.
W końcu dostrzegłem niewielką ladę ze starego konara oraz rozłożyste drzewo, a przy nim równie małą wilczycę o rudym, puchatym futrze. Uśmiechnąłem się lekko i skierowałem swoje kroki w tamtą stronę.
- Tori, hej! - zawołałem przechodząc między wilkami, które słysząc mój krzyk, spoglądały na mnie to z zaciekawieniem, irytacją lub po prostu obojętnością.
Wilczyca zdawała się mnie nie usłyszeć, ale równie dobrze mogła udawać. Ta samica miała czasem durne pomysły.
W końcu dopchałem się do stojącej do mnie tyłem wilczycy. Poprawiała właśnie artykuły, które sprzedawała.
- Cześć – powiedziałem klepiąc ją łapą w grzbiet. Wadera wzdrygnęła się i zdecydowanie zbyt szybko rzuciła w moją stronę. W jednej chwili normalnie stałem uśmiechając się szeroko, a w następnej leżałem na trawie przygnieciony silnymi łapami małej samicy - Tori, hej. To tylko ja.
Wadera potrząsnęła pyskiem i spojrzała na mnie zaskoczona.
- As? Co chciałeś?
- Porozmawiać po prostu. Jesteśmy jak na razie nieźle zapracowani i nie licząc prywatnych lekcji podczas których jedyne na czym się skupiasz to polowanie, niewiele rozmawiamy... - wytłumaczyłem uśmiechając się.
- Tak, masz rację...
- No jak zwykle – roześmiałem się, po czym poprosiłem trochę niepewnie – Mogłabyś ze mnie zejść? Proszę?
- Och, faktycznie. Przepraszam. Wystraszyłeś mnie – tłumaczyła nerwowo Torance. Słysząc to, nie mogłem opanować śmiechu. Była taka śmieszna, kiedy się zawstydziła.
Wypuściła mnie równie nerwowym ruchem, bo praktycznie odskakując ode mnie. Wstałem z ziemi i otrzepałem się. Następnie nie przestając się uśmiechać, puściłem jej oczko.
- Spokojnie. Nie przeszkadzało mi to szczególnie. Na szczęście jesteś lekka. Jeśli mnie nie zabijesz, to możesz to robić częściej.
- Idiota – mruknęła pod nosem przewracając oczami.
Postanowiłem udać, że nie słyszałem, w jaki sposób mnie nazwała. Zamiast tego rozsiadłem się tuż przy końcu lady. Tori po krótkim zastanowieniu również usiadła, tyle że po drugiej stronie.
- Opowiadaj, Młoda. Jak ci idzie praca sprzedawczyni? - wskazałem łapą na towar znajdujący się za nią.
- Nawet w porządku, chociaż chciałabym w końcu sprzedać te zwykłe artykuły. Albo ktoś przychodzi pytać o losy, albo o nagrody za zbieranie kart. Leah wspominała, że u niej sytuacja wygląda podobnie, zwłaszcza jeśli chodzi o losowanie. Zdaje się, że to właśnie zaoferowało najbardziej wilki.
Roześmiałem się.
- Dziwisz się? Ten dreszczyk emocji jest niesamowity! Co dostanę, czy warto było wydawać pieniądze na to? Jaka karta mi się trafi? Czy będzie to powtórka? - starałem się, żeby mój głos brzmiał najbardziej radośnie jak by mógł.
Tori przewróciła oczami, jednak na jej pysk i tak wkradł się uśmiech.
- Nie dziwię się. Sama próbowałam szczęścia, ale zdobyłam jedynie ozdoby, które nieszczególnie pasują do wystroju mojej jaskini. A ty już próbowałeś?
- Nie mam gwiazdek, ale kiedy uda mi się uzbierać odpowiednią kwotę z chęcią coś kupię. Ale najpierw chciałbym spróbować tych pyszności, które tworzą dla nas Karou i Sohara. Na samą myśl ślinka mi cieknie – powiedziałem wywalając język i wzdychając z rozmarzeniem.
- Niegłupie. Też muszę w końcu się tam wybrać.
- Możemy pójść razem, jeśli chcesz – zaproponowałem. Dopiero gdy Tori zmierzyła mnie dziwnym spojrzeniem, zmieszany pokręciłem pyskiem – Nie ciesz się tak, Mała. Przyjacielskie wyjście, nic więcej. Chociaż wiem, jak bardzo chciałabyś, żeby było inaczej.
Kiedy tylko skończyłem mówić, poczułem szturchnięcie pierś.
- Musisz mnie obmacywać? - mruknąłem rozbawiony, kiedy odzyskałem równowagę.
Tori zmierzyła mnie groźnym spojrzeniem, jednak widziałem, jak ukrywa zawstydzenie. Byłem w jej głowie tyle razy, że raczej potrafiłem ją rozgryźć.
- Miało być w pysk, ale nie dosięgnęłabym – uśmiechnęła się słodko.
W odpowiedzi tylko prychnąłem i pokręciłem łbem z niedowierzaniem. Co za wadera...
- To idziesz czy nie?
Tori podniosła spojrzenie w niebo. Westchnęła teatralnie.
- Nie jest to oczywiste? Jasne, że tak – odpowiedziała – Ale tylko jako przyjaciele.
- Jeszcze czego? Nie jesteś w moim typie, Młoda – roześmiałem się, a moja przyjaciółka jedynie przewróciła oczami.
- Idealnie, bo ty w moim też nie. Jesteś zdecydowanie zbyt irytujący – mruknęła.
- Nie bardziej niż ty – wyszczerzyłem zęby w, jak miałem nadzieję, uroczym uśmiechu.
- Od kogoś się uczę.
- Na pewno nie ode mnie!
- Ty tak myślisz – widziałem jak próbuje nabrać powagi, co nie szło jej zbyt dobrze – W każdym razie... Jutro po twoim patrolu?
- Może być.
Między nami nastała cisza. Był to jednak ten szczególny rodzaj ciszy, gdy choć chcesz jeszcze porozmawiać, to nie wypowiadasz ani słowa. Było w niej coś takiego, co sprawiało, że nie chciałem jej przerywać. Czasem miło było trochę pomilczeć...
- Em... As?
Podskoczyłem słysząc głos mojej przyjaciółki. Oczywiście, ta wilczyca nie potrafiła być zbyt długo cicho i musiała, po prostu musiała, się odezwać.
- Psuja – mruknąłem, żeby mnie nie usłyszała. Tori widząc, że coś mówię posłała mi pytające spojrzenie. Ja natomiast jak przystało na bardzo prawdomównego samca, zmieniłem temat z uśmiechem na pysku – Coś nie tak?
- Jednak nieważne – odpowiedziała zmieszana.
Zmarszczyłem brwi. O co chodziło?
Wadera widząc moje zaciekawienie, pokręciła głową, dając mi znak, żebym nie pytał. Zmierzyłem ją wzrokiem i kiwnąłem. Jej szczęście, że nie miałem ochoty naciskać.
- Chyba będę już iść. Chciałbym skorzystać z tego, co oferuje nam festyn. Nie miałem zbytnio okazji. Do zobaczenia.
Tori nie odpowiedziała od razu. Zdawała się być myślami gdzieś bardzo daleko i kusiło mnie, żeby zobaczyć, co myśli, ale opanowałem się. Od jakiegoś czasu była niechętna, żebym wchodził do jej umysłu, a ja postanowiłem to uszanować. Sam też nie lubiłem, gdy ktoś czytał mi w myślach, a przecież potrafiłem się obronić. Ona była bezbronna.
- Tak, widzimy się potem – mruknęła po chwili.
Pokręciłem głową w zamyśleniu i jeszcze raz spojrzałem na przyjaciółkę. Samica nie odrywała wzroku od swoich łap. Jej wyraz pyska był nadzwyczaj poważny. Bez uśmiechu i błyszczących oczu, wydawała się być znacznie starsza. Martwiło mnie, że nie chciała powiedzieć, co się dzieje. Z doświadczenia wiedziałem jednak, że jeśli chciałem się czegoś dowiedzieć, musiałem dać jej czas. Cokolwiek to było, najpierw sama musi to przemyśleć
Westchnąłem cicho i odwróciłem się w stronę festynu. Postanowiłem nie martwić się zanadto, a za to cieszyć festynem. Miałem zamiar wypróbować kilka konkurencji i pozbierać karty, które tak zafascynowały innych. Byłem ciekaw, co w nich było, że tak wciągały wilki. No i miałem nadzieję na wygranie czegoś interesującego

C.D.N.

Uwagi: "Tori podniosła spojrzała w niebo westchnęła teatralnie." - gdzieś tu uciekła składnia.

sobota, 28 lipca 2018

Od Navri "Jestem młodsza, ale nie gorsza" cz. 17

Lipiec 2020 r.
Shen niedawno odszedł. Nikt do końca nie wie dlaczego, ale pewne jest jedno - raczej nieprędko wróci. Minęło kilka tygodni, a słuch po nim zaginął. Nie chciałabym aby coś go zagryzło na śmierć, ale moje życzenia pewnie na nic się nie zdadzą. Wciąż w głowie brzmiały mi słowa Kai'ego - że moja moc nie ma nic wspólnego z umysłem. Nie miałam co się w ogóle trudzić... Mimo to nadal widziałam jego pysk, jak tylko zamykałam oczy. W końcu w tym ostatnim miesiącu dotrzymał słowa i dość często witał w mojej jaskini. Miałam wrażenie, że wykorzystywał dosłownie każdą chwilę wolną, byleby mnie odwiedzić. Pod warunkiem oczywiście, że nie było zbyt późno. Bywało to męczące, ale nigdy mu tego nie powiedziałam. Zdawał się tak bardzo cieszyć, że okrucieństwem by było mu to zepsuć. Poniekąd doceniałam jego starania, choć nadal nie byłam pewna zamiarów. Czasem było nawet zabawnie. Szczególnie wtedy, kiedy ja na swoich znacznie krótszych łapkach zdołałam go prześcigać, kiedy biegaliśmy przez las. Wydawał się oburzony, kiedy już docieraliśmy do umówionej mety, ale raczej tylko udawał. Chyba się trochę cieszył. Nawet, jeśli patrzyłam wtedy na niego z góry mimo bycia wciąż o głowę niższą. Czasem przynosił mi kwiaty, co tata kwitował uśmiechem. Niekiedy wracałam z całym wieńcem na głowie, czasem z bukietem w pysku... W pewnym momencie uzbierało się ich tyle, że mogliśmy na spokojnie ozdabiać nimi ściany jaskini.
Później zniknął. Lekcje stały się jeszcze bardziej smętne, jeszcze bardziej puste. Nawet, jeśli tak naprawdę tylko mnie tak dotykało zniknięcie Shena. Zawsze umiał wprowadzić trochę szczęścia, nawet niespodziewanego. Może właśnie to, że tak bardzo lubił zaskakiwać swoimi głupimi pomysłami sprawiało, że zapałałam do niego sympatią. Wszyscy, choć tak bardzo różni, zdawali się być do siebie podobni. Shen był inny. Od zawsze. Kompletnie różny ode mnie samej, zupełne przeciwieństwo. Sama nie wiedziałam, czy jestem w jakiejś żałobie czy w sumie mało mnie to obchodzi. Jak to mawiają - nie ma osób niezastąpionych. Zawsze mogę zaprzyjaźnić się z kimś innym.
Spojrzałam na Torance, teraz wpatrzoną jak zaczarowana na Hitama. Przyszedł wcześniej na lekcje, a jako, że nadal nie było połowy grupy, pozwolił sobie na opowieść z dnia poprzedniego. Nieszczególnie mnie ona interesowała, bo mówił o jakimś zagubionym na patrolu wilku, który okazał się być nad Wodospadem, zwyczajnie zapominając o swoim dyżurze. Pozwoliłam sobie na wyłączenie się. Dopiero w momencie, kiedy kończył historię, a Torance skomentowała to głośnym śmiechem, dostrzegłam Sakurę radośnie wybiegającą zza krzaków. Najpierw na jej pysku dostrzegłam szczerze przerażenie. Prawdopodobnie pomyślała, że się spóźniła, dlatego przyspieszyła, ale widząc łagodny wyraz twarzy Hitama chyba zrozumiała, że to my przybyłyśmy wcześniej.
- Coś mnie ominęło? - zapytała po zwyczajowym przywitaniu się z Alfą.
- Nie - Odparł Hitam, kręcąc głową - Jeszcze nawet nie zaczęliśmy. Czekamy na Moone i Aoki. Przyszłaś na czas.
Sakura słysząc to, rozpromieniła się. Alfa także odpowiedział uśmiechem, ale wyglądał na dziwnie zamyślonego. Zerkał w kierunku krzaków zza których zwykle wyłaniała się Aoki i Moone. Torance rozmawiała o czymś cicho z Sakurą, ale nie słuchałam. Zbyt wpatrzona byłam w pysk Hitama. Miał w sobie jakąś dziwną... nostalgię. Wyglądał młodo i staro jednocześnie. Być może był po prostu zmęczony. Mówi się, że zmęczone wilki wyglądają na starszych... Moje rozmyślania przerwało pojawienie się spóźnionych wader. Krzyknęły głośno "dzień dobry" i zajęły swoje miejsca. Hitam odpowiedział skinieniem głowy i jeszcze przez chwilę w zadumie się im przyglądał, a później rozpoczął swój wykład na temat obrony.
Jak zwykle słuchałam w maksymalnym skupieniu. Hitam posiadał zdolność rzeczowego i interesującego za razem mówienia. Było widać, że mówi o sprawach, o których ma jak największe pojęcie. Miałam wrażenie, że po lekcjach, we wszystkich wolnych chwilach od obowiązków Alfy, chodzi i pyta starsze wilki o wskazówki odnośnie potworów. W innym wypadku nie pojawiałby się na lekcjach z coraz to większą wiedzą. Czasem coś dopowiadał do poprzednich tematów. Według mnie wyróżniał się spośród innych nauczycieli. Suzanna i Yuki wydawały się wykonywać swoją pracę za karę. Kai może i miał w sobie pasję, ale momentami traktował nas jak małe szczeniaki, którymi przecież większość już nie była. Hitam był inny. Miał odpowiednie podejście, zupełnie jak do młodzieży. Temat prowadził zawsze lekko i zgrabnie...
Po lekcji postanowiłam zostać. Czekałam aż wszyscy się rozejdą. Miałam do Hitama pewne pytanie. Zdawał się on być być wilkiem bardzo inteligentnym, ale jednocześnie odpowiednio młodym, by umieć odpowiedzieć na moje pytanie dość elastycznie. Między innymi dlatego też po odpowiedź nie udałam się do Kai'ego. Ponadto Hitam wzbudził u mnie nieco większe zaufanie, a nawet trochę zainteresował.
- Proszę pana... - Zaczęłam, gdy nawet Torance i Sakura sobie poszły. Hitam, dotychczas wpatrzony w swoje własne łapy, podniósł głowę i się uśmiechnął.
- Tak?
- Co pan sądzi o miłości?
Miałam wrażenie, że uleciało z niego nieco powietrza. Mną to jednak nie wzruszyło. Nie mówiłam przecież, że będzie to proste pytanie.
- Co sądzę o miłości... - odchylił nieco głowę i przymknął oczy - Daj mi pomyśleć.
Czekałam. Wpatrywałam się w niego w skupieniu. Miałam czas. Przerwa między lekcjami trwała długo. Dopiero po upływie kilku minut na mnie popatrzył.
- Nie wiem, Navri. Nigdy się nie zakochałem. Mówi się, że to przyjemne uczucie. Chciałbym się kiedyś dowiedzieć jak to jest.
- Zakochać się w Suzannie? - dopytywałam, nie spuszczając z niego wzroku.
- Nie wiem... Traktuję ją bardziej jak przyjaciółkę. Wątpię, bym mógł ją pokochać w inny sposób - Uśmiechnął się blado.
- Mimo małżeństwa chce się pan zakochać w innej waderze?
- Wątpię, aby wasza Alfa miała coś przeciwko temu. Rozmawialiśmy już o tym. Mówiła, że mogę w tej kwestii robić co chcę.
Pokiwałam głową w zadumie. Związek naszych Alf od początku wydawał mi się czymś... ciekawym. Wyjątkowo chłodnym. Brakowało tego ciepła, jakim tata obdarzał mamę w każdej ze swoich opowieści. Opowiadał o niej z zapałem. Hitamowi i Suzannie brakowało tej iskry... Nie umiałam powiedzieć, czym ona dokładnie była, ale czegoś zdecydowanie było za mało. Tata mówił, że miłość polega na chęci bycia blisko. Nasze Alfy nie były sobie bliskie.
- Uważam, że nie ważne kogo się kocha. Grunt, by to uczucie było prawdziwe. Wtedy nie liczy się już nic - oznajmił w końcu.
- Rozumiem... - mruknęłam. Znowu zapanowała cisza. Tylko lekki, lipcowy wiatr cicho szumiał w moich uszach.
- Wybacz, Navri, ale muszę już iść... Obowiązki wzywają. Możemy dokończyć temat innym razem. Mogę zastanowić się nad tym pytaniem, jeśli chcesz.
W odpowiedzi wzruszyłam ramionami.
- Zależy czy pan chce.
Uśmiechnął się jeszcze i wstał, by odejść. Kiedy już się obrócił i przeszedł kilka kroków, znowu się odezwałam:
- Proszę pana...
Obrócił się do mnie z pytaniem wymalowanym na pysku.
- Chciałabym zostać nauczycielką. Nauczycielką obrony.
Teraz jego uśmiech był szerszy, uszczęśliwiony. Skinął głową, mówiąc nieme "cieszę się" i odszedł.

<C.D.N.>

Uwagi: Brak.