Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 14 lipca 2018

Od Valkoinen "Skrzydlata wadera" cz.1 (CD. Lind)

Czerwiec 2021 r.
Na dworze zaczynało już świtać, a ja nie do końca wiedziałem, co mam dzisiaj robić. Wiedziałem tylko, że będę polować, co niezmiernie mnie ucieszyło. Jeszcze nie wiedziałem jak to będzie przebiegać. Na pewno wyruszam ostatni, nie ma nawet innej opcji, skoro biegam jakbym miał stukilową nadwagę. Byłem głupi, że zjadłem tyle tego dzika. Myślałem, że się nim nie najem, nawet tak się czułem, a od wczoraj było przez niego gorzej. Gdzie podziały się wszystkie wilki? To nie jest możliwe, że wszyscy śpią, może mają jakieś zebranie czy coś w tym stylu? Na pewno to drugie, bo przecież nie da się tak długo spać. Powolnym spacerkiem przeszedłem się wokół terenu. Widziałem kilka wader i chyba dwóch basiorów. Nie chciałem się z nikim zapoznawać, także po prostu ich ominąłem. Jedynie rzuciła mi się w oczy pewna skrzydlata wilczyca. Ciekawe czy ma kogoś na oku. Chyba coś ćwiczyła, jakieś skoki do wody na linie. Chciałem do niej podejść i podpytać się o jakieś szczegóły, jednak stwierdziłem, że weźmie mnie za palanta, więc odpuściłem sobie. Szwendałem się dalej szukając Alfy, którą mógłbym podpytać co tu się wyprawia. Jednak pan Alfa świadomie lub nie, unikał mnie. Zauważyłem niższą waderę, która chyba również pełniła funkcję taką jak Hitam, jednak była chuda i niziutka. W pierwszym momencie nie wzbudziła we mnie żadnego strachu. Już ruszałem żeby do niej podejść i zapytać. Ale kiedy zobaczyłem jej oczy... Coś niesamowitego. Jakby urosła w silną, potężną Alfę, której lepiej nie podskakuj. Jej węgliste oczy zmroziły mnie na tyle, że odczekałem przed jakimkolwiek podejściem do niej. Szykowałem się i wycofywałem - ale raz się żyje, jak to mówią. Nie mogłem skupić się na niczym innym, jak tak dalej będę się jej przypatrywał, to na pewno coś mi zrobi.
- Dzień dobry, Alfo - zacząłem, a wadera przytaknęła mi głową. Unikaj jej wzroku, tylko się na nią nie patrz. - Czy tak jest na co dzień, czy tylko teraz?
- To Hitam ci nie powiedział? - Kiwnąłem głową na nie, a Alfa wzięła teatralny wdech. - Trwa u nas festyn, ale są jeszcze wolne miejsca na stanowiska.
- A są może jakieś jeszcze dostępne? - spytałem chętny do robienia czegokolwiek. Widziałem jednak, że zarządzającą nie była chętna do rozmowy. Miała dużo roboty, a ja miotałem się wokół niej wypytując o wszystko.
- Tak, mamy jeszcze kilka funkcji, które mógłbyś sprawować. - Węgliki delikatnie zmrużyły się w skupieniu. Nie patrz w oczy, unikaj kontaktu wzrokowego - Technik, sprzedawca lub coś bardziej rozrywkowego jak aktor czy akrobata.
- Mógłbym może sprawować funkcję aktora?
- Jasne.
- Dziękuję za czas. - Skinąłem głową. - Nie będę już przeszkadzał. Do widzenia.
Musiałem znaleźć kogoś kto również będzie aktorem, ale nie miałem bladego pojęcia kto mógł nim być. Pora zapytać skrzydlatej wadery, nie spal tego, Valk. Tak niewielka odległość nas dzieliła. Bałem się. Wokół było pełno wrzosów, jakby w kółko się rozprzestrzeniały.
- Cześć. Wiem, że się nie znamy, ale jestem Valk - powiedziałem i uśmiechnąłem szeroko na widok jej oczu.
- Cześć. Jestem Lind, chyba jesteś tu nowy, mam rację? Nigdy wcześniej cię nie widziałam. - Zmierzyła mnie wzrokiem.
- Dołączyłem niedawno. Ale wiesz, zgłosiłem się na festyn i tak się zastanawiam, jesteś może aktorką? - Wadera zaśmiała się, to chyba oznacza, że nie, chyba na pewno - zdaje mi się, że Gaja, ale pewna nie jestem. Potrzebujesz jeszcze jakieś pomocy?
- Tak, ale po to wpadnę później, jeżeli cię znajdę. - Uśmiech nie schodził mi z pyska. Niby nic, ale jednak byłem zadowolony. - To możemy później porozmawiać, jeśli oczywiście chcesz?
- Tak, myślę, że nie ma problemu. - Również obdarzyła mnie uśmiechem - To cześć.
Musiałem znaleźć niejaką Gaję, nie wiedziałem ile było wilków, ale to na pewno nie będzie takie proste. Nie wiem jak wygląda i w jakim jest wieku. Super się zapowiadało. Chyba będę zatrzymywał przechodnie wilki.
- Cześć. Jestem tu nowy i szukam Gai. Wiesz może która to? - spytałem niziutkiej, rudej wadery. Kogoś mi przypominała, ale zupełnie nie wiedziałem kogo. Może już ją dzisiaj widziałem, albo jedynie kogoś podobnego?
- Cześć. Tak jasne. O tamta - powiedziała wskazując pyskiem na zielonego szczeniaka. Młoda wadera ćwiczyła swój występ aktorski, który musiałem przyznać, spodobał mi się.
- Hej, jestem Valk. Nie znamy się jeszcze, ale mamy to samo stanowisko na festyn. - powiedziałem, a Gaja, czy jak ona się nazywała (mam kiepską pamięć do imion), uśmiechnęła się serdecznie.
- O cześć! Myślałam, że sama zajmę to stanowisko. Lepiej będzie wystąpić osobno, nie sądzisz? - Była bardzo mądra jak na swój wiek. Jej język nie był wcale taki banalny, jak mogłoby się zdawać.
- Tak, nie chcę ci psuć występu, bo pewnie wszystko masz już zaplanowane. - W pewnym sensie poczułem ulgę, to i tak było dużo rozmów jak na jeden dzień. W dodatku pierwszy.
Zastanawiałem się kiedyś czy nie zostać mimem, zawsze podobała mi się ta rola. Podziwiałem ich, umieli się poruszać tak niewiarygodnie realnie! Kiedyś zacząłem trenować, sam dla siebie. Zobaczyła to moja rodzicielka, niezależnie jak głupio wtedy wyglądałem to pochwaliła mnie. Nie jestem do końca pewny, czy czasem nie z litości, ale to nie było dla mnie ani trochę ważne. Przecież nie mogła mnie okłamać. Wyciągałem łapy przed siebie w rytm muzyki, której nie było. Bardzo mi się podobała, na pewno bardziej od tej ludzkiej. O niej da się powiedzieć tylko jedno, totalne dno i wodorosty. Najgorsza rzecz jaka istnieje to właśnie te kochane wodorosty. Kto to w ogóle wymyślił? Skoro ludzie są takimi genialnymi stworzeniami, to czemu jeszcze tego nie usunęli? Jeszcze jak słyszę, że to się je, to aż się krztuszę, przysięgam. Trawa morska tylko plącze się wokół łap i nie da się pływać. Jeden przylega do twarzy, jakby mówił: zjedz mnie, no dalej, smaczny jestem. Kilka kolejnych bawi się w twój podręczny plecak. Jeszcze jeden z kolei dobiera się do twoich uszu. Paskudztwo, jedno wielki dziadostwo. Za bardzo skupiłem się na rozmyślaniu o niepotrzebnych rzeczach, a mam dużo ważniejsze sprawy na głowie. (Głowie pełnej wodorostów.) Czasami powinienem wyłączyć myślenie.
Valk ty niedorozwoju jeden, chociaż raz się skup wtedy, kiedy powinieneś! Ponownie wyciągnąłem łapy w przód, udawałem wilka, którego miażdżą ściany. Może nawet wyszło podobnie? Zajęło mi to całe pół godziny. Było to długo, skoro jeszcze byłem umówiony z Lind.
A jak nie zgodzi się na jakiekolwiek wyjście? To będzie oznaczać, że nie mam u niej żadnych szans. Teraz albo nigdy, zapamiętaj sobie. Wyszedłem z groty, tylko pozostaje mi ją znaleźć. Jeżeli jest tam gdzie poprzednio - a taką miałem nadzieję to nie będzie trudne. A jeśli będzie w innym miejscu, jest szansa, że jej nie znajdę. Jednak zanim zdążyłem dojść tam, gdzie wcześniej była ujrzałem skrzydlatą wilczycę. Chyba szczęście mi dopisywało, oby było tak dalej.
- Cześć! - Krzyknąłem do niej z daleka, a ona uśmiechnęła się na powitanie. Cała promieniała swoim wyglądem. - Tak się zastanawiałem, czy nie poszlibyśmy gdzieś na spacer? Wiesz, nie mam tu nikogo znajomego, a ty wydajesz się naprawdę sympatyczna. Chciałabyś może pokazać mi jak to wszystko tutaj działa? Później moglibyśmy pójść na koncert Brunatnych Lili lub do baru czy restauracji. Co ty na to?

<Lind?>

Uwagi: Pisz datę! ."Nie chciałem nikogo zapoznawać" - tak można mówić w kontekście zapoznawania kogoś z kimś, o siebie za to można powiedzieć "Nie chciałem się z nikim zapoznawać". "Alfa" w WMW piszemy wielką literą. "Na co dzień" piszemy oddzielnie. "Rozprzestrzeniały" piszemy przez "rz". Nie można po kimś "przelecieć wzrokiem", a co jedynie "zmierzyć wzrokiem". Tak samo jak nie ma czegoś takiego jak "chyba na pewno", tylko "chyba" lub "na pewno". Te dwie rzeczy się wykluczają. Sporo literówek, braków w przecinkach, niektóre zdania są wciąż zbyt długie.

piątek, 13 lipca 2018

Od Torance "Czarne chmury imigrują do nas jak uchodźcy" cz. 3

Listopad 2019 r
- Teraz ja się nią zajmę. Możecie iść – powiedział wilk. Skinęliśmy głowami i odłożyliśmy w dalszym ciągu nieprzytomną waderę. Kiedy już chcieliśmy odchodzić, wilk zatrzymał nas – Myślę, że powinniście jutro wytłumaczyć całą tę sytuację Alfom. Przyjdę po was z samego rana - zmierzył nas spojrzeniem od łap po czubek uszu. - I lepiej, żebyście byli wtedy w swoich jaskiniach.
Ponownie skinęliśmy głowami i totalnie wymęczeni ruszyliśmy w stronę jaskiń.
Nie wiem jak Shen i Moone, ale już czułam, że będę mieć zakwasy na całym ciele, a łapy to chyba mi odpadną. Żadna lekcja nie była tak męcząca jak ten dzień. Serio jeszcze dzisiaj ścigałam się z waderami nad jezioro? Czułam się jakby minęło przynajmniej kilka lat, a nie godzin. Totalna masakra.
Wlekliśmy się w ciszy. Co jakiś czas któreś z nas potykało się, a wtedy pozostała dwójka pomagała wstać tamtej osobie. Nie mieliśmy sił na spory, a nawet gdybyśmy je mieli, to może w końcu zapanowałby między nami spokój?
Marzenie ściętej głowy. Gdybyśmy czuli się świetnie, to byłaby tutaj Aoki. Nic by się nie stało i byłoby tak jak zawsze. Ogarnij się, Tori.
W końcu po dłuższym czasie dowlekliśmy się do jaskini zajmowanej przez szczeniaki nie mające opiekunów, czyli właśnie naszą trójkę. Chociaż w watasze było całkiem sporo szczeniaków, to tylko Navri miała tatę. Reszta z nas przywędrowała nie wiadomo skąd uciekając przed przeszłością. W sumie byliśmy taką zgrają, która nie była zżyta z nikim dorosłym w takim stopniu jak powinien być szczeniak ze swoim rodzicem. Super!
- Jak wy wyglądacie? - Sohara podbiegła do nas, kiedy tylko nas dostrzegła. Musiała czekać, aż jej podopieczni – to znaczy ja, Shen, Moone i Aoki – wrócą. Teraz mierzyła nas zmartwionym spojrzeniem – Gdzie Aokigahara? Co się stało?
Podnieśliśmy na nią zmęczony wzrok. Chyba żadne z nas nie miało sił na tłumaczenie tego wszystkiego.
- W-w szpitalu – powiedziała cicho Moone. Ja i Shen skinęliśmy głowami potwierdzając jej słowa.
- Co się stało? - powtórzyła pytanie opiekunka. Jednak gdy zauważyła, że nie mamy sił na cokolwiek, pokręciła głową. - Opowiecie mi później. Chodźcie do jaskini. Wyglądacie jak chodzące nieszczęścia.
Wcześniej stanęliśmy, żeby na spokojnie wysłuchać Sohary. Miło było chociaż na chwilę przestać chodzić, ale szybko się okazało, że ponowne ruszenie z miejsca jest o wiele gorsze od nieprzerwanego chodu. Niewyrobione mięśnie nóg bolały mnie jak jeszcze nigdy w życiu. Ogromnym wysiłkiem woli powstrzymywałam się, żeby nie upaść, zwinąć się w kłębek i piszczeć.
Sohara szła tuż za nami gotowa w każdej chwili pomóc, gdyby ktoś miał upaść. Nie zadawała więcej pytań, a gdy widziałam jej pysk, samica choć zmartwiona, uśmiechała się. Chciała dodać otuchy wymęczonym szczeniakom?
- No, dalej. Już bliziutko – mówiła. Jej głos nie zdradzał zbyt wiele o niej, jednak w tej chwili – i w każdej innej, kiedy zwracała się do szczeniaków – brzmiał ciepło i przyjemnie.
Wilczyca miała rację. Od jaskini dzieliła nas naprawdę niewielka odległość, ale w tym momencie wydawała się być przeogromna. Czułam jak moje łapy zaczynały drżeć ze zmęczenia.
Jeszcze jeden krok, tylko jeden... Dasz radę, Tor. Super, teraz kolejny. Ostatni. No dobra, nie, ale niedługo koniec – obiecywałam sobie w myślach.
Nie musiałam spoglądać na pozostałe szczeniaki, żeby wiedzieć, że i dla nich każdy krok to prawdziwa udręka. Chociaż w sumie Moone trzymała się nieco lepiej niż ja i Shen... Co i tak nie zmienia faktu, że z tego co widziałam, nie było z nią jakoś bardzo dobrze.
Po kilku zdecydowanie zbyt długich chwilach dotarliśmy do sporej jaskini. Zwykle wpadało do niej dużo światła, jednak teraz ze względu na późno porę panował w niej półmrok. Widziałam zarysy naszych legowisk pod ścianami oraz kilku osobistych rzeczy położonych koło nich. Z mojego gardła wydobył się dziwny odgłos przywodzący na myśl mruknięcie zadowolonego kota. Nareszcie w domu...
Podeszłam do swojego kąta i wprost rzuciłam się na swoje legowisko. Było takie wygodne, takie przyjemne. Westchnęłam cicho z zadowolenia i zamknęłam oczy.

Liczyłam, że sen pomoże mi na obolałe mięśnie, ale szybko okazało się to pobożnym marzeniem. Kiedy wstawałam, słyszałam nieprzyjemne dźwięki, które wydawały moje stawy. Musiałam spać, dłużej niż sądziłam. Zerknęłam w stronę wejścia chcąc zrozumieć jaka jest pora dnia. Nie był to chyba zbyt dobry pomysł, bo jasne światło wpadające przez spory otwór w skale całkiem skutecznie oślepiło mnie na kilka chwil.
Trzeba było rozejrzeć się najpierw po jaskini. Mądry pies – lub wilk – po szkodzie.
W końcu, gdy przed oczami migotały mi jedynie małe plamki – były irytujące, jednak można było przez nie widzieć – mogłam kontynuować rozglądanie się. Szybko zauważyłam, że w jaskini brakuje Sohary.
Natomiast w najbardziej odległej od wejścia części jaskini dostrzegłam dwie sylwetki. Moone i Shen rozmawiali o czymś cicho. Musieli być w trakcie jakiejś bardzo interesującej rozmowy, bo nie zwracali uwagi na nic innego. Byłam bardziej niż ciekawa, co za temat ich tak pochłonął, ale wolałam nie podchodzić. Poza tym obserwowanie tej dwójki jak rozmawia – tak, rozmawia, a nie kłóci się – było jakieś takie dziwne i interesujące.
Czarna wadera chyba poczuła na sobie mój wzrok, bo obróciła pysk w moją stronę. Powiedziała coś do Shena, który niemal od razu się odwrócił do mnie. Na jego pysku widniał jak zwykle szeroki uśmiech. Ku mojemu zaskoczeniu i Moone się uśmiechnęła. Następnie machnęła łapą, żebym przyszła. Podeszłam do nich z lekkimi obawami. Przy każdym kroku czułam ból rozchodzący się po mięśniach łap.
- Ruszaj się – syknął Shen.
Zmarszczyłam brwi. O co mu chodziło? Przyspieszyłam mając nadzieję, że łapy mi przy tym nie odpadną. Kiedy stałam tuż przy nich, nie mogłam powstrzymać ciekawości.
- Co jest?
Shen zmierzył mnie zniecierpliwionym spojrzeniem.
- Pamiętasz tego gościa?
- Jakiego gościa? - nie rozumiałam o co mu chodzi. Co za gość?
- Jakiego gościa? - powtórzył parskając. Moje pytanie go chyba zirytowało. - No tego, co miał po nas przyjść dzisiaj.
Z mojego pyska wyrwało się krótkie „Aaa”, co jeszcze bardziej zirytowało Shena. Co on taki nerwowy dzisiaj? Owszem, pamiętałam tego wilka. Trochę jak przez mgłę, ale zapadły mi w pamięć jego słowa i nieufny ton.
- Znasz go? - wtrąciła się Moone.
- Nie. A co? Wiecie kto to?
Moone i Shen wymienili spojrzenia.
- Właśnie nie. Podejrzewamy, że należy do Watahy Czarnego Kruka – wyjaśniła wadera.
- Nie znamy ich jakoś dobrze, ale próbujemy skojarzyć na podstawie wyglądu. Tylko jest problem... - Shen zawiesił głos – nie pamiętamy go jakoś super dobrze. Pamiętasz coś?
Zamyśliłam się. Głos tego wilka był wysoki i raczej cichy. Brzmiał dziwnie: nie potrafiłam sprecyzować czy należał do wadery, czy do basiora o bardzo wysokim głosie. Może kobiecy, ale z drugiej strony kto wie, jakie wilki są w tej części naszej watahy?
Z lekka zdezorientowana postanowiłam skupić się na wyglądzie. Wilk miał na pewno ciemną sierść – czarną, a może ciemnobrązową? Czy widziałam oczy tego wilka? Nie, chyba nie. Chociaż może? Nie, szłam złą ścieżką. Jakieś znaki rozpoznawcze. Coś, co mogło odróżniać tego wilka od reszty...
- Chuda sylwetka i długie uszy!
Shen i Moone skrzywili się słysząc moje głośne słowa.
- O rany. Tori, ciszej. Nie wiemy, kiedy przyjdzie – upomniał mnie Shen.
Wyszeptałam przeprosiny i spojrzałam wyczekująco na dwójkę szczeniaków. Czekałam na ich reakcję względem tego, co powiedziałam.
- Tak, to zdecydowanie był ktoś bardzo szczupły. W tym jesteśmy zgodni. Shen poza tym twierdzi, że wilk miał sylwetkę, która mogła należeć jedynie do wadery. Pasowałoby to do głosu. Jesteśmy również niemal pewni, że wilk miał ciemną sierść. Wydaje mi się również, że wilczyca – o ile to była wilczyca, co jest całkiem możliwe – miała sporą grzywkę, która zasłaniała jej większość pyska.
Słuchałam w pełnym skupieniu słów Moone. Chociaż osobno nie wiedzieliśmy zbyt wiele, to razem mieliśmy już niezły obraz, kto to mógł być. W każdym razie, rozpoznamy tę wilczycę, kiedy po nas przyjdzie.
- Znacie kogoś takiego? - spytał Shen z nadzieją w głosie. Sam widocznie nie miał pojęcia.
Pokręciłyśmy głowami.
- Ktoś od Kruków, tego jestem pewna. Gdyby to był ktoś od nas, to byśmy go znali – powiedziała skrzydlata wilczyca.
- A może to ktoś nowy? - spytałam.
Shen potrząsnął głową.
- Na pewno nie. Nowy by się tak nie panoszyli.
- Jesteś pewny? - odezwał się czyiś głos. Wzdrygnęłam się i spojrzałam w stronę, z której się wydobywał. Czułam jak mój pysk otwiera się z zaskoczenia.

C.D.N.

Uwagi: Kilka literówek i brak kilku przecinków.

środa, 4 lipca 2018

Loteria do 24.07

Loteria będzie się odbywać regularnie co 5 dni (wtedy również pojawią się wyniki z poprzedniego losowania), a losy można zakupić zwyczajnie informując mnie o tym. Nie istnieje limit, ile kto może ich zakupić, jednak ograniczająca może być dostępna ilość.
Startowo jest to 6 małych, 4 średnie i 2 duże, jednak kolejne można odblokować pisząc opowiadania na festyn. Nie ważne kto, grunt, byleby ktoś. 1 op. = +3 małe, +2 średnie i +1 duży do zakupu możliwego dla każdego z członków stada.
Nie ma pustych losów, a wygrać można naprawdę wiele rzeczy: nie tylko SG, towarzyszów, punkty doświadczenia, pożywienia czy magiczne przedmioty, ale także całkowicie nowe obiekty, których nie można normalnie zdobyć. Zawartość losów przewyższa koszt losu.
Nie musicie się martwić o oszustwo z mojej strony, bo numerki przeznaczane wszystkim postaciom losuję, a listę nagród stworzyłam już wcześniej. Co prawda wyniki znam prędzej, ale oczywiste jest, że nie zdradzę - ot, tajemnica zawodowa.

Wyniki poprzedniej loterii
Yuki
1x mały los: 3 kwiaty Mrocznego Płomienia
1x średni los: 3x srebrna karta: Powietrze, Delta, Kirin

Aokigahara
1x duży los: 2x złota karta: Kiiyuko i Rafael & Asai
1x mały los: 20 nocnych lilii


Torance
1x średni los: Pierścionek Zaręczynowy
2x mały los: Berło Powietrza (zabytek z czasu wojny z WCN); 50 pkt. pożywienia

Aktualne losowanie
Małe losy (10 SG)
Numerek 19: wolny
Numerek 20: Magnus
Numerek 22: wolny
Numerek 23: wolny
Numerek 26: wolny
Numerek 28: wolny
Numerek 29: wolny
Numerek 32: wolny
Numerek 33: wolny
Numerek 34: wolny
Numerek 35: wolny
Numerek 36: wolny

Średnie losy (25 SG)
Numerek 14: wolny
Numerek 17: wolny
Numerek 19: Joel
Numerek 20: wolny
Numerek 21: wolny
Numerek 23: wolny
Numerek 24: wolny

Duże losy (50 SG)
Numerek 11: wolny
Numerek 12: wolny

wtorek, 3 lipca 2018

Od Joela "Renowacja" cz. 3 (cd. Magnus)

Listopad 2020 r.
W ciszy wysłuchałem opowieści mężczyzny, jedynie od czasu do czasu zadawałem jakieś pojedyncze pytania. Na samym końcu zamilknął, patrząc uparcie w opuszczoną fontannę.
– No, stary... Twoja historia jest znacznie ciekawsza od mojej – stwierdziłem po dłuższej chwili – Wiedziałem o tym, że zmieniam się w wilka i stwierdziłem, że od czasu do czasu sobie tutaj pobędę. Jakoś nikt szczególnie nie zwraca mi uwagi na to, że kilka dni w tygodniu spędzam w swoim ludzkim mieszkaniu.
Spojrzał na mnie jakby zmęczony i powoli się obrócił w moim kierunku. Znowu zrobiło się dość niezręcznie. Po namyśle klasnąłem w dłonie, po czym je potarłem, co zwróciło dodatkowo jego uwagę.
– No, to może pora się przedstawić. Ja jestem Joel, dokładniej Joel Treunis – Patrzyłem na niego wyczekująco.
– Magnus Arvid Eriksen – Przedstawił się, podchodząc bliżej i podając mi dłoń. Ścisnąłem ją serdecznie.
– W takim razie teraz się już znamy. Mam do ciebie mówić Magnus, czy może lubisz jakieś skróty? Mag? Magnis? Magnes?
Pokręcił głową zniesmaczony.
– Nie, po prostu Magnus. Chyba bym cię udusił, gdybyś zaczął na mnie mówić per Magnes.
– W porządku – Zaśmiałem się – Wcześniej mieszkałeś w Mieście, tak?
– Tak... Raczej na obrzeżach, nieopodal płotu dzielącego Miasto od terenu zwanego... Zielonym Lasem, tak? – Podrapał się po głowie.
– Wygląda na to, że u równie dobrze mogliśmy być sąsiadami – Stwierdziłem pogodnie, jednak wątpiłem, abyśmy się kiedykolwiek nawet mijali, bo nie kojarzyłem go nawet z widzenia. Norweg Magnus. Ciekawe.
Uniósł brwi zaskoczony, ale nie powiedział nic.
– I byłeś jakimś lekarzem... – Zadumałem się – Umysł ścisły, no nie? Ja byłem i właściwie nadal jestem muzykiem. Grywałem w okolicach metra, dworców... Czasem przechodnie rzucali nieco grosza. Generalnie pracuję w kawiarni jako... sprzątacz, o ile można to tak nazwać. Wygląda na to, że jesteśmy z dwóch kompletnie różnych światów.
– Masz jakieś wykształcenie? – zainteresował się.
– Studiowałem muzykologię, choć dla ciebie może to brzmieć idiotycznie. W końcu kierunki typowo artystyczne nie zawsze są traktowane na poważnie... Humanistyczne chyba też nie. Twoje brzmi już poważnie – Uniosłem na wysokość piersi zaciśniętą pięść – Hematologia.
– Nie, w porządku – Lekko się zaśmiał – Każdy kierunek jest w porządku, pod warunkiem, że jest to rzecz, która naprawdę kogoś interesuje. Domyślam się, że wybrałeś go właśnie pod kątem pasji. Grasz na czymś?
– Oj, tak. Trochę tego jest – Rozmarzyłem się – Gitara akustyczna i klasyczna, harmonijka ustna, flet, perkusja... Do tego nieco śpiewam.
Patrzył na mnie z podziwem, czego bym się raczej nie spodziewał po takim człowieku jak on. No cóż, w końcu pozory mylą. Muszę przestać myśleć stereotypowo.
– Dość długa lista. Wszystko hobbystycznie, czy może jesteś w jakimś zespole?
– Krótko grałem w skromnym zespole z kumplami. Raczej nie wychodziliśmy poza własne garaże, dlatego dość szybko zakończyliśmy karierę i rozeszliśmy się w różne strony. Choć trochę szkoda, brakuje mi tych beztroskich czasów... Właśnie, Magnus. Ile masz tak właściwie lat? Wyglądamy na rówieśników.
– Trzydzieści... – powiedział ostrożnie.
– Jestem tylko dwa lata młodszy – Wyszczerzyłem się. Ta wiadomość go chyba odrobinę zaskoczyła. – Pamiętamy nawet podobne czasy. Cudownie.
Pokiwał niepewnie głową.
– Masz może jeszcze jakieś skryte zainteresowania? – zapytałem. Ponownie podrapał się po głowie i poprawił okulary. Dopiero po namyśle odpowiedział:
– Chyba majsterkowanie. Trochę psychologia. Kiedyś odrobinę śpiewałem.
– O, może moje szczenięce marzenie o zespole się spełni? – Roześmiałem się. Pokręcił głową.
– Niee – Głos mu odrobinę zadrżał – pewnie wypadam słabo w porównaniu do ciebie. Nie chciałbym występować przed publicznością.
– Nie no, w porządku. Choć chętnie bym posłuchał próbki twojego głosu.
Potrząsnął przecząco głową.
– Może innym razem.
– W takim razie trzymam cię za słowo. Kiedyś się doczekam, zobaczysz – Stwierdziłem z uśmiechem. Wyglądał na przybitego z tego powodu, ale nie protestował. – A co z tą psychologią? Możesz coś opowiedzieć?
– Wiesz... to raczej nie jest temat do zwyczajnego opowiedzenia. Bardzo obszerny, skomplikowany i opierający się w sporej mierze na luźnych spostrzeżeniach i domysłach. Musiałbyś mieć konkretny problem, który byłby wart dogłębnego przeanalizowania lub podać mi jakiś przypadek choroby psychicznej, o której mógłbym opowiedzieć. Podobnie sprawa się ma ze zjawiskami wpływającymi na psychologię choćby tłumu, one również nie są ogólne, tylko konkretne... Psychologia jest naprawdę rozległym tematem – objaśnił Magnus. Pokiwałem głową.
– Okej. To może... – Zamyśliłem się – Opowiedz mi trochę o tej całej schizofrenii. Kilka razy o tym słyszałem, ale w sumie nie do końca wiem, w czym rzecz.
Magnus zaczął opowiadać i opowiadać, a ja przysłuchiwałem się temu w zainteresowaniu. Może jednak ta cała psychologia była tematem godnym uwagi? Może coś wypożyczę w bibliotece przy najbliższej okazji? Albo obejrzę jakiś film? Oczywiście o ile będzie mi się chciało. Najwyżej zadowolę się rozmowami z Magnusem.
Kiedy skończył, kamień już nieźle uwierał mnie w pośladki, nie wspominając już o tym, że był zimny. I mokry. Dobrze, że miałem na sobie te zniszczone spodnie. Nie było mi z powodu ubrudzenia ich przykro. Wstałem i otrzepałem się nieco z tyłu. 
– Może gdzieś pójdziemy? Usiąść, albo co. W końcu cały ten czas przestałeś, głupio tak trochę... – Stwierdziłem, na co odpowiedział wzruszeniem ramionami.
Ostatecznie skierowaliśmy się ku spróchniałej ławce, na której usiadł jako pierwszy Magnus. Wtedy deski skrzypnęły i wszystko się połamało. Mężczyzna wylądował w błocie. Przeklął. W pierwszej chwili chciało mi się śmiać, ale widząc jego minę natychmiast uznałem, że to nie najlepsza decyzja. Wyciągnąłem do niego dłoń. Przyjął moją pomoc, dzięki której już zaraz podniósł się z ziemi. Spróbował się obejrzeć z tyłu. Gdy zobaczył, w jakim jest stanie, jeszcze raz przeklął. Popatrzyłem na pechową ławkę i po raz kolejny omiotłem spojrzeniem park. Wyglądał naprawdę nieszczęśliwie.
– Coś wspominałeś, że lubisz jeszcze majsterkowanie... Ja też swego czasu się tym interesowałem. Może pora to wykorzystać? Ten park zdecydowanie wymaga jakiejś renowacji...
– Renowacja... - Powtórzył, również oglądając, w jakim stanie jest to miejsce. – Właściwie to racja. Nie chciałbym, by komuś jeszcze przytrafiła się przygoda podobna do mojej... Tylko nie dzisiaj. Jest zbyt chłodno. Chciałbym się jeszcze przebrać – Mówiąc to, spojrzał na swoje ubłocone buty.
– Fakt, to nie jest najbardziej właściwy strój do tego... – Stwierdziłem po namyśle – To może jutro, co? Robisz coś od rana? Ja szczęśliwym trafem akurat mam wolne. Moglibyśmy iść do Miasta po jakieś farby, drewno chyba by się znalazło w Zielonym Lesie... Alfa raczej nie miałaby nic przeciwko wycince, no nie? Zawsze można jeszcze w razie czego zapytać.

<Magnus?>