Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Od Desperado'sa "Czy ja jestem inny?" cz. 1 (cd. chętny)

Kwiecień 2020
Budząc się o czwartej nad ranem zastanawiasz się co do cholery skłoniło cię aby wstać o tej godzinie. Siadając na łóżku przecieram dłońmi zmęczoną twarz, po czym wzdycham ciężko zaciągając na siebie jakąś koszulkę z szafy.
Czy ja mam dzisiaj coś do roboty?
Zastanawiam się, idąc do kuchni po duży kubek kawy, który pozwoli mi się przebudzić do końca.
Coś czuję, że ten dzień będzie ciężki.
- Ty już na nogach? - usłyszałem za sobą głos Jareda, który jest dla mnie jak przyjaciel w tym świecie, choć on czasem zachowuje się jak by łączyło nas coś więcej. Nawet nie zorientowałem się kiedy jego dłonie znalazły się na moich biodrach.
- Muszę zniknąć na jakiś czas - powiedziałem, niepewnie odwracając się do niego.
- Na ile tym razem? Znowu cię nie zobaczę przez pół roku?
- Nie mam bladego pojęcia, Jared, ale wrócę. Zawsze wracam, wiesz o tym doskonale.
- Chcesz mnie doprowadzić do załamania nerwowego, stary...
- Nie przejmuj się, szybko ten czas minie - uniosłem jego głowę do góry i szczerze się uśmiechnąłem.
- Oby - westchnął zrezygnowany.
Wiem, że go załamuje w tych chwilach podwójnie. Nie widzi mnie przez długi okres czasu, a na dodatek ja nie pałam do niego takimi uczuciami jak on do mnie.
- Ej, uszy do góry - zaśmiałem się, poklepując go lekko po ramieniu, gdzie zauważyłem, że moja ręka zmienia się powoli w wilczą łapę.
Serio, akurat teraz? Pół roku w ludzkim ciele mi najwidoczniej nie służy. Pewnie zastanawiacie się dlaczego tyle czasu spędziłem po tej stronie świata...
To jest oczywiste, będąc kapitanem jednostki potrzeba czasu aby nauczyć czegoś rekrutów, zdarzyły się również wyjazdy, które nie były planowane pod żadnym pozorem, więc to wszystko się przeciągało. A jak wrócę teraz do mej podstawowej formy, to na wakacje wrócę do Jareda, który boi się o mnie jak cholera. Skąd to wiem? Nie raz mi o tym mówił, że nie lubi jak znikam tak nagle i nic nie mówię, gdzie się podziewam. Jest to młody chłopak, on da sobie radę beze mnie, choć różnica wieku to osiem lat ludzkich. Czuję się jak dziadek w tym ciele, ale co ja na to poradzę? W wilczej skórze mam tylko cztery wiosny, a tutaj dwadzieścia osiem. Jest różnica czyż nie?
Z rozmyślań wyrwał mnie on, przytulając mnie. - Jesteś głupi tak odchodząc, bez słowa, gdzie cię szukać..
- Nic mi nie będzie. Jared, ja przepraszam ale muszę już iść.. - powiedziałem trzymając za sobą prawą łapę.
~☆~
Ubierając buty wybiegłem z domu i ruszyłem w stronę lasu, aktualnie mój organizm ma dość zabawy w człowieka i chcę wrócić tam gdzie jego miejsce.
Gdy byłem już w głębi lasu zamieniłem się w moją prawdziwą postać. Niesforne kosmyki z nieułożonych włosów opadły na me złote oczy. Przejechałem przez nie łapą po czym ruszyłem dumnie przed siebie. Błądząc między potężnymi drzewami oraz krzakami dotarłem do wodopoju, nad którym zawsze zatrzymywaliśmy się z ojcem i podziwialiśmy widoki.
Schyliłem się aby dać łyka krystalicznie czystej wody, po czym usłyszałem za sobą szelest i deptanie gałązek. Osz w mordę... chyba szykuje się zabawa.
Odwróciłem się w stronę zagrożenia, przyjmując postawę gotową do mordu.
Dwa wilki, które wyszły zza krzaków stanęły jak wryte. W kłębie jestem wyższy niż większość wilków, lecz mam drobną posturę, ale niech was to nie zmyli, mam strasznie dużo siły.
- Co tutaj robisz?! - do mych uszu dotarł głos, który był dość piskliwy.
- Wędruję - mówię grzecznie, ale przez zęby.
- Nie masz wstępu na te tereny, tu jest wataha!
- Phi, jaka niby? Jakoś tu nie widzę stada, które mnie otacza...
- Magicznych Wilków.
- Super nazwa - prychnąłem.
- Masz coś do tego? - jeden z nich podszedł bliżej.
- Nie, bo mój ojciec do niej należał.
- Kto niby? - zapytał marszcząc nos.
- Naaz, ale chyba jesteś zbyt smarkaty aby wiedzieć kto to.
- Możemy to sprawdzić.
- Proszę bardzo.
Dwa wilki ruszyły przodem, a ja wlokłem się i zastanawiałem czy dobrze robię idąc do watahy. Czy Kiiyuko jeszcze jest alfą, przecież minęło kilka lat, a znałem ją tylko z opowieści ojca.
Przecież wszystko mogło się zmienić, nikt nie jest wieczny.
Droga była długa a ja, jak niewolnik szedłem za wilkami i czekałem aż dotrzemy, do tego miejsca, gdzie mam spotkać się z Alfą.
Minuty ciągnęły się niczym godziny, a ja nadal miałem mętlik w głowie.
- Mogę wiedzieć chociaż jak was zwą? - warknąłem
- Torance i Shen, tyle powinno ci wystarczyć, a ciebie jak zwą?
- Desperado - wycedziłem przez zęby i nadgoniłem kroku.
~☆~
Gdy dotarliśmy na miejsce, spotkałem się z Alfą, która zastanawiała się czy mogę dołączyć, ale w końcu zgodziła się.
Walić już to wszystko, jestem tutaj i jest dobrze. Mogę iść zwiedzać, bądź się z kimś zapoznać.
Przecież nie będę tutaj sam jak palec, prawda?
Minęła godzina, a ja wpadłem w końcu na kogoś. Wilk był jak każdy inny, ale może ja chociaż pysk odezwę?
- Cześć - powiedziałem pewnym siebie głosem, a po chwili ujrzałem jak ten patrzy na mnie pytającym wzrokiem.

<Ktos?>

Uwagi: Brakowało jednego elementu w tytule. Nie wiem, czy można "zaciągać na siebie koszulkę". Literówki, przecinki... Nie sądzę, by wilk zdołał poprawić grzywkę łapą. "Alfa" w WMW piszemy wielką literą.

Od Manahane "Nowy Świat" cz. 3 (CD. Leah)

Luty 2020
- Witaj w Watasze Magicznych Wilków! Suzanna wyznaczyła mnie, abyś mogła zapoznać się z zasadami, obowiązkami i atmosferą panującą tutaj! - powiedziała jakaś wadera. Tak przynajmniej mi się zdaje, ponieważ dopiero co zostałam podle obudzona... Ale mniejsza... Wstałam ospale i podeszłam do... naprawdę, ale to naprawdę wysokiej wadery! Dosięgałam jej zaledwie do łap... Ech... Mam tu chyba małe kompleksy. Popatrzyłam na nią, mając nadzieję, że uda mi się zamrozić ją wzrokiem. Czekaj... Przecież tego nie potrafię!
- Jestem Leah! - niemalże krzyknęła nie przestając się szczerzyć.
- Manahane. - mruknęłam od niechcenia. Widać było, że mój wzrost ją fascynował. Przynajmniej nie warczy na mnie jak ta Alfa, gdy weszłam jej do jaskini. Uśmiechnęłam się pod nosem.
W sumie, nie zaprzeczę, że wzrost Leah też mnie zainteresował. Ma także bardzo ładne oczy, choć nie lubię tego koloru. Leah nie przyszła mnie chyba tylko obudzić.
- Na początek zwiedzimy tereny. - No super... - Najpierw Zielony Las. Tu odbywa się większość polowań. Można stąd dostać się na Cmentarz, nad Wodospad, do Pomarańczowego Drzewa, na Wrzosową Łąkę, do Śnieżnego Lasu oraz do Miasta. Czasami można też trafić do Tajemniczych Podziemi. - przystanęła. Brakuje jeszcze, aby zemdlała. Nawijała tak długo, że poczułam ucisk w żołądku. No tak, przecież jadłam wczoraj rano. - Jesteś głodna? - jakby czytała mi w myślach...
- Trochę. - odparłam bez większego entuzjazmu.
- To chodź, upolujemy coś. - powiedziała znów się szeroko uśmiechając. Czy ją to nie boli? Cały czas się szczerzy... Ja jedynie potrafię posłać ironiczny uśmiech wraz z prowokującym spojrzeniem.
Upolowałyśmy dwa zające, które jadłyśmy, patrząc na Wodospad. Opowiadała mi o zwyczajach Watahy Magicznych Wilków, lecz ja nie bardzo ją słuchałam. W między czasie szybko skoczyłam do Wodopoju, aby się napić. Leah chyba nawet nie zauważyła mojej nieobecności, ponieważ zachwycała się widokami. Gdy wróciłam, zadałam jej kilka pytań.
- Nie jesteś w watasze zbyt długo, nieprawdaż? - uśmiechnęłam się podstępnie - Okres próbny, prawda? - były to bardziej stwierdzenia, niż pytania. Jej mina była bezcenna.
- Tak... Skąd wiedziałaś? - spytała zmieszana. Ja jedynie odpowiedziałam jej kolejnym pytaniem, na które zresztą nie potrzebowałam odpowiedzi:
- Leah, nie wyglądasz na taką co lubi lato, wiesz? - ciągnęłam dalej - Nie jest ci zbyt gorąco?
- Nie - odrzekła zgryźliwie, lecz po chwili jej grymas zamienił się w lekki uśmiech. - Możemy iść dalej? - zapytała pełna nadziei, że przestanę mówić. Pewnie wkurzało ją moje gadanie, a jeszcze przed chwilą sama nie mogła się zamknąć... Ale musi wiedzieć, że ostatnie zdanie należy do mnie.
- No dobrze... Zaskakujące jest, jak szybko można rozgryźć wilka. - zwróciłam się do niej - Chcąc szybko znaleźć przyjaciół, nie budź nikogo tak gwałtownie i... - przystanęłam, jakbym się zawahała. Czekaj... Ja? Zawahałam się?! No nie możliwe... - i przestań tyle nawijać. - odwróciłam się i zaczęłam iść przed siebie. Czy nie byłam dla niej zbyt ostra? Mam nadzieję, że szybko się do mnie nie zrazi... Chyba przyjemnie mieć kogoś, z kim można się zaprzyjaźnić. Wzdrygnęłam na samą myśl, że ja, Hane potrzebuję kogoś...
***
- A to jest Rzeka Przyjaźni i Śnieżny Las. - wskazała na ośnieżony las. Ale czy nie każdy las i zakątek tej watahy nie był ośnieżony? - Chodź! - krzyknęła wskakując do wody. Zorientowałam się, że Śnieżny Las nie został tak nazwany przypadkiem. Pewnie śnieg i niska temperatura występowały tutaj przez cały rok. Mnie było już i tak wystarczająco zimno, więc nie ruszyłam się z miejsca. Dodałam także szybkie "Dziękuję, zostanę po tej stronie".
- Nie, to nie! - odparła i wskoczyła w śnieg. Po całym ciele przeszły mnie ciarki. Chwilę jej nie widziałam, lecz po kilku sekundach znowu pojawiła się z tym uśmiechem na mordzie. Przepłynęła Rzekę Przyjaźni i powiedziała ciepło:
- Poznam ciebie teraz tak szybko z członkami watahy! - mówiąc to zaczęła iść ścieżką. Cały czas patrzyłam na nią z zaciekawieniem. Czy nadal jest zła? Czy w ogóle była zła? Teraz, poczucie, że byłam zbyt chamska nie pozwalało mi racjonalnie myśleć. Nagle postać Leah zdawała dawać od siebie jakąś dziwną, przyjemną energię...
Napotkane po drodze wilki, Leah starała się opisywać szybko, a ja starałam się zapamiętać jak najwięcej informacji dotyczących poszczególnych wader i basiorów oraz szczeniaków. Co do tych ostatnich... Byłam od nich zaledwie o niecałą głowę wyższa... To trochę dobija... Muszę też dodać, że prawie wszystkich zdziwił mój wzrost. Ba, nawet niektórzy myśleli, że jestem szczenięciem... Na co odwarkiwałam. Zostały nam tylko dwie wadery...
- Tamta to Allive, jest strażniczką terenów oraz tancerką, a dalej Aurelliah, zajmuje się tym samym...
Leah opowiadała mi jeszcze o wielu rzeczach, no i właśnie tak zleciało nam całe popołudnie... Choć teraz muszę przyznać, że jej paplanina jest znośna. Mówiła coś, że muszę wybrać sobie stanowisko, postanowiłam, że zostanę wojownikiem - aby mieć ją na oku... Chciałam być także szamanką, lecz Leah mówiła, że jestem zbyt krótko w Watasze Magicznych Wilków.
- Jesteś wojownikiem, tak? - zapytała, jakby nie pamiętała co przed chwilą ustaliłyśmy...
- No tak. - powiedziałam, patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
- Wojownicy, mordercy i szpiedzy muszą się pojawić na jednej zbiórce dziennie. Odbywają się rano i wieczorem. Chodź. I tak muszę tam być. - zaczęła gdzieś iść (znowu), a ja potruchtałam za nią.
- Na czym polega taka zbiórka? - zapytałam, aby być przygotowana na to, na co się właśnie piszę.
- To po prostu trening. - uśmiechnęła się do mnie - Trzeba utrzymać kondycję.
Jedyne wilki znajdujące się na polanie to była Suzanna i Kai. Basior nie należał do wysokich, ale i tak w porównaniu do niego nie wyglądałam dobrze...
- W szeregu zbiórka! - wydała polecenie Alfa. - Dzisiaj przećwiczymy przede wszystkim umiejętność wspinaczki i kamuflażu. Na początek musicie wejść na te drzewa, zdjąć zawieszone na gałęziach chorągwie, zejść i położyć je tutaj. Tylko jedna uwaga - wchodzimy jako wilki, a nie ludzie. - spojrzała znacząco na Leah. No okej... Nie rozumiem czemu wataha znajduje się blisko miasta i czemu Leah zmienia się w człowieka. Ludzie to dziwne istoty...
Miałam wejść na dziesięciometrowe drzewo... No po prostu super... Wiadomo, że skończyłam to zadanie jako ostatnia... Następnym, było wejście na bardzo strome wzgórze. Nie chodziło tutaj o wyścigi, lecz o to by tam dotrzeć. Zajęło nam to ponad pół godziny. Potem musieliśmy się schować w krzakach, a Suzanna nas szukała. Oczywiście, za każdym razem znajdowała mnie ostatnią. Pod koniec musieliśmy przebiec kilka kółek wokół Wrzosowej Łąki, która nie należała do najmniejszych. Zmęczona tym treningiem usiadłam opierając się o drzewo obok Leah. Po chwili odetchnięcia zaczęłyśmy iść w stronę jaskiń rozmawiając ze sobą, choć i tu w większości ona gadała.
- Manahane... - powiedziała niepewnie, od razu wiedziałam, że coś się święci...
- Tak? - odpowiedziałam spięta.
- Dość niedawno dołączyłam do watahy i... - przecież wiem... - jak by to ująć... Nie mam za bardzo nikogo bliższego. Zdajesz się być sympatyczna i pomyślałam... Może się zakumplujemy czy coś...? - spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Naprawdę mnie zatkało. Nie wiedziałam co odpowiedzieć...
- Nie jesteś zła na mnie? - tylko te pytanie przyszło mi na myśl.
- Nie byłam zła. - uśmiechnęła się przyjaźnie - Rozumiem, że wzrost nadganiasz charakterkiem. - mrugnęła do mnie... W tym momencie czułam się niekomfortowo...
- Nie żartujesz z tym zakumplowaniem się? - mruknęłam.
- No nie, niby czemu? - spojrzała na mnie wzrokiem, którym można przejrzeć na wylot, lecz nie mnie...
- Nie boisz się? Nie boisz się zadawać z takim wilkiem jak ja? - miałam ochotę się do niej przytulić... Nie wiem dlaczego... - Uważaj, bo zaraz się na ciebie rzucę...
- Czekaj... Co? - zapytała, a ja od razu wskoczyłam jej na grzbiet. Zdezorientowana zerknęła na mnie oczekując wyjaśnień. Ja tylko powiedziałam " Dobrej nocy, Leah", zeskoczyłam z niej i poszłam do swojej jaskini. Zaczęłam się... śmiać? Tak przynajmniej mi się wydaje. To były takie ciche parsknięcia.
Późno w nocy, gdy wszyscy prawdopodobnie już spali, wybrałam się na Szczenięcą Polanę, czy jak ona się tam nazywała. Poszłam po prostu tam, gdzie szczeniaki miały odprawiane zajęcia i lekcje. Byłam na sto procent pewna, że znajdę tam jakąś kredę czy coś w tym stylu. No i oczywiście znalazłam - pudełko z paroma kredami. Wzięłam je w zęby i zaniosłam do siebie do jaskini. Zapaliłam parę patyków służących mi jako takie małe ognisko. Na jednej ze ścian napisałam imiona wszystkich wilków, ich zainteresowania i stanowiska. Zostawiłam też sporo miejsca na jakieś ważniejsze dopiski i uwagi dotyczące tych postaci. Nigdy nie wiadomo czy można komuś ufać... Zanim poszłam spać, przyniosłam sobie z lasu kilka grubszych gałęzi i mech - zrobiłam z nich posłanie. Jak można się domyśleć - jutro i tak zrobię sobie lepsze. Do najwygodniejszych nie należało, ale po jakimś czasie zasnęłam.
***
Obudziło mnie poranne słońce. Przypomniałam sobie, że rano na zbiórce będzie więcej wilków. Chciałam wykorzystać to do obserwacji. Znaleźć słabe punkty i mocne strony każdego i każdej z nich. To się kiedyś przyda. Idąc na trening, oczywiście musiałam się napić przy Wodopoju. Rozmyślałam czy przypadkiem nie spóźnię się znacznie i jakie będą tego konsekwencje. Może zlitują się nad małą, biedną Hane... Ha, ja biedna? No dobrze... Będzie, co będzie, ale nie powinnam się spóźniać.
Oczywiście byłam ostatnia, to znaczy tak mi się zdaje, ponieważ nie do końca wiem, kto przyjdzie wieczorem. Na początek musieliśmy zrobić kilka kółek wokół Wrzosowej Łąki. Dziś miałam wręcz niesamowity humor i bieganie sprawiło mi radość. W końcu naprawdę muszę popracować nad formą i kondycją. No może trochę zostawałam z tyłu, ale i tak byłam z siebie zadowolona. Nie zauważyłam, że nie było dziś na zbiórce Leah.
Po wyczerpującym treningu, poszłam zobaczyć, czy moja "kumpela" zaspała. Dziwnie to brzmi... Wolałabym "przyjaciółka", czy chociażby "koleżanka". Trochę szukałam jej jaskini. Tak, jak się spodziewałam - Leah spała w najlepsze. Powoli i cicho usiadłam obok i porozglądałam się po jej jaskini. Było widać, że wadera chciała doprowadzić ją do ładu. Ja chyba też powinnam. Gdy spojrzałam z powrotem na Leah ona miała otwarte oczy.
- Od kiedy nie śpisz? - zapytałam.
- Od kilku minut. - uśmiechnęła się lekko - Dzięki, że mnie nie obudziłaś tak... gwałtownie.

<Leah?>

Uwagi: Nie zaczynaj zdań od krótkich form (np. zamiast mi zaczynaj od mnie). Nie "zadkało", tylko "zatkało"! Nie "woków", tylko "wokół".

sobota, 8 lipca 2017

Od Karou "Nocny Marek" cz.1 (cd. Leah)

Marzec 2017
Z niespokojnego snu wyrwała mnie wichura i wycie. Głos może coś oznaczał, ale nie znam języka wilków. Na wszelki wypadek uznałam, że sprawdzę co się dzieje.
Uniosłam się powoli na czterech łapach nadal nieprzyzwyczajona do wilczej formy. Najpierw otrzepałam nieudolnie łeb, prawie się przewracając, a potem bardzo powoli, pilnując by nie pomylić kolejności stawiania kroków, skierowałam się do wyjścia z podłużnej jaskini. Byłam trochę odrętwiała od spania na zimnej skale do którego nie byłam przystosowana. Ahh, ile bym dała za mój mięciutki ogrzewany koc, albo chociaż poduszkę!
Ostrożnie wychyliłam głowę na zewnątrz i zrobiło mi się jeszcze zimniej. Wiatr poruszał się we wszystkich kierunkach nie mając litości dla mojej sierści na której późniejsze rozczesanie będę musiała wykorzystać cały następny dzień. Jak ja nienawidzę tych nocy kiedy się nie wysypiam. Wtedy przez cały dzień jest mi zimno. A marzec wcale do tych najcieplejszych nie należy.
Mimo, że wszystko dookoła zdawało się próbować odciągnąć mnie od małego nocnego rekonesansu, dzielnie i z uniesioną głową opuściłam moje bezpieczne schronienie.
Wycie było coraz głośniejsze, wiatr z każdą chwilą się wzmagał. Trzęsąc się, przyspieszyłam jeszcze bardziej, chcąc dotrzeć do celu mojej wycieczki. Przez to poplątały mi się łapy, musiałam na powrót zwolnić, żeby się nie przewrócić.
Posuwałam się więc powoli, aż moim oczom ukazał się Wschodni Klif. Zawędrowałam aż tak daleko? Odetchnęłam z ulgą, bo tutaj nie wiało. Rozejrzałam się uważnie. Tajemniczy wilk chwilowo ucichł utrudniając mi odnalezienie go. Kiedy zawył znowu, wiatr jak na komendę gwałtownie się zerwał. Teraz słyszałam wyraźnie, że głos był bardzo czysty i melodyjny. Też chciałabym taki posiadać. Westchnęłam.
Nareszcie zauważyłam właściciela głosu. Od tyłu, w świetle księżyca w pełni wyglądał na srebrnego basiora. Był w miarę duży, trochę wyższy ode mnie i miał bardzo grubą sierść. Grzywa przywodziła na myśl lwią.
Zakradłam się jak najciszej wkładając cały wysiłek w to, żeby się nie potknąć. Usiadłam spokojnie obok obcego. Starałam się zachowywać jak naturalniej, zrobić dobre wrażenie. Niestety kiedy znowu wiatr zaczął wiać, odwróciłam się do nieznajomego:
- Jak ty to robisz? - Chociaż nie miałam żadnych namacalnych dowodów, w powietrzu niemal było czuć magię bijącą od wilka.
- Co? - Usłyszałam dziewczęcy głos a, jak się okazało wadera przekręciła łeb nie rozumiejąc o co mi chodzi.
- No, ten wiatr... - Zakręciłam łapą spiralę przed sobą.
- Ahh... O to ci chodzi... - Poruszyła się w podobny sposób, a z niebieskiej poduszki jej łapy wyłoniło się miniaturowe tornado.
Wadera uśmiechnęła się widząc, że magia bardzo mi imponuje. Patrzyłam na posłuszny jej słup powietrza z nieukrywaną fascynacją.
- Jak wy to robicie? - Nie mogłam przestać obserwować wiru.
- To proste. Każdy wilk ma jakiś żywioł nad którym potrafi panować. Albo kilka. - Na jej pysku pojawił się lekki uśmiech.
- Fajnie. Szkoda, że ja nie mam żadnego. - Położyłam się zwieszając łapy z klifu.
- Jak masz na imię? - Wadera przyjrzała mi się uważnie.
- Jestem Karou. - Podałam jej łapę.
- Leah. - Odwzajemniła uścisk.
Wróciłyśmy do siedzenia w ciszy i gapienia się w przestrzeń. Leah nadal zmieniała kierunki wiatru doprowadzając mnie do szału.
- Wiesz co? - Uniosła głowę w moją stronę i kontynuowała zanim zdążyłam zapytać. - Może mogłabym ci pomóc znaleźć twój żywioł?
Znaczki na moim ciele zaczęły lekko błyszczeć.
- Da się? Jak?

<Leah>

Uwagi: Przecinki.

piątek, 7 lipca 2017

Od Moone "Kiedy zaśpiewa słowik" cz. 4 (c.d. Dante)

Styczeń 2019
Jak zawsze przychodząc do jaskini Dante i Astrid upominałam się o zabawę z Navri. To chyba zostało moją tradycją.
Biała kulka głównie patrzyła się tylko na mnie, miała przecież miesiąc, lecz i tak pragnęłam się z nią bawić. Przychodziłam do niej codziennie, po szkole i nie tylko.
Ciekawe czy tylko ja lubiłam chodzić na wagary. Kolejnego razu idąc do ich jaskini napotkałam Aoki idącą na lekcje. Próbowałam ją wyminąć, ale niestety nie udało mi się.
- Moone, a ty nie na lekcje? - spytała wypatrując mnie zza drzew.
- Hej, no nie... - odpowiedziałam wychodząc naprzeciw Aokigahary.
Pewnie znowu się poskarży, że nie poszłam na zajęcia, bo mi się nie chciało.
Ominęłam szczeniaka szybkim krokiem i poszłam dalej.
Widząc z daleka jaskinię do której dążyłam, zauważyłam także Dante. Najwyraźniej mnie zauważył i zbytnio zadowolony nie był. Pewnie już mu się zmierzły te moje odwiedziny, lecz ja nadal nie dawałam spokoju.
- Dobrze Moone, możesz się z nią pobawić. - powiedział od razu jak do niego podeszłam. Nie spodziewałam się od niego tej odpowiedzi, lecz uszczęśliwiło mnie to.
- Dziękuję! - odpowiedziałam, po czym podbiegłam do białej kulki i położyłam się obok niej.
Wpatrywałam się w nią, ale się nie ruszała. Może spała.
- Dzień dobry! - wyszeptałam do mamy szczeniaczka, która leżała też obok niej, którą na początku nie zauważyłam, byłam bardziej skupiona na waderce.
Po chwili zaczęła się ruszać i obróciła łepek w moją stronę. Jej słodkie, małe oczka popatrzyły się na mnie. Małe wilczki są takie urocze!
Leciutko łapką dotykałam jej łapkę. Miała szorstkie futerko na palcach, lecz gładkie. Zrobiłam jeszcze tak parę razy, po czym wstałam i zaczęłam bawić się jej ogonkiem. Znowu obróciła się w moją stronę, ale ja wyszłam z jej pola widzenia. Obracała się szybko w każdą możliwą stronę, żeby mnie znaleźdź. Później zaczęła cichutko skomleć.
- Najwyraźniej dla niej to nie jest zabawa. - rzekł jej tata.
Obróciłam się w jego stronę. Popatrzył się na mnie z góry. Coś czułam, że chciał mi znów przypomnieć o szkole. No w sumie miał rację, gdyż do niej nie chodziłam. Nie miał mnie kto upominać, przecież nie mam opiekuna.
Położyłam się w pozycji chęci wyskoku, po czym rozciągnęłam się i znów wstałam. "Narvi, Navri", zaczęłam sobie to powtarzać w głowie, nie wiem dlaczego. Naprawdę fajne imię.
- Moone, czas się chyba do szkoły wybierać. - powiedział Dante. Jakbym to przewidziała.
Westchnęłam i wyszłam z ich jaskini, żegnając się. Pobiegłam w stronę odbywających się lekcji, czyli do Zielonego Lasu.
- O, w końcu przyszłaś. Myślałam, że już nigdy ciebie nie zobaczę. - rzekła Yuko, gdy wyłoniłam się zza krzewów.
- Dzień dobry... - odpowiedziałam na to.
Usiadłam obok Aoki, a ta wyszeptała mi: "Powodzenia". Nie wiem co miała na myśli, ale przypomniała mi się znowu Navri. Wymyślałam najróżniejsze sposoby na zabawę, ale nie były one zgodne z możliwościami szczeniaczka.
Nauczycielka chciała, żebyśmy upolowali zająca, dlatego mnie wyznaczyła jako atakującą, a Aoki jako goniącą. Yuko wytropiła zdobycz po czym kazała nam zrobić to, co należy.
Skryłam się między dwoma krzaczkami, czekając na koleżankę ze zwierzakiem. W końcu zauważyłam ich i przygotowałam się do wyskoku. Byli już tak blisko, ale wyskoczyłam za wcześnie i zając uciekł w drugą stronę.
Było mi bardzo smutno, bo nie chciałam niczego popsuć. Jednak okazało się, że te lekcje są mi potrzebne.
- Co ci się tak śpieszyło? Do jedzenia tak, ale do szkoły już nie. - odparła nauczycielka spoglądając na mnie srogo.
- Przepraszam j-ja... - spuściłam łepek. - ...nie chciałam...
Aoki najwyraźniej z tego też nie była zadowolona. To prawda, mogłam się bardziej postarać.
To kończyło lekcję polowań i zarazem dokańczało wizytę u państwa Astrid i Dante oraz ich potomka. Powędrowałam moją "wydeptaną" dróżką w ich stronę, ale coś mnie nie zaniepokoiło. Słyszałam czyjś głos. Nie, to nie mógł być on, mój tata też nie. Wydawało mi się, że był to głos samicy.
Będąc na miejscu ponownie przywitałam się z wilkami, po czym podeszłam do białego puszka i wyszukiwałam jej pyszczek. Najprawdopodobniej był wtulony w ogon. Chyba pierwszy raz dałam jej spokój. Może jak troszeczkę podrośnie, będzie miała więcej chęci do zabawy.

<Dante? Sory że tak długo ;P>

Uwagi: "Nie spodziewałam" piszemy osobno. Nie sądzę, by coś mogło być szorstkie i gładkie za razem. Nie "znaleźdź", tylko "znaleźć". "Jakbym" piszemy razem. Nie "wzdechłam", tylko "westchnęłam"!