Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

piątek, 1 kwietnia 2016

Od Yuki "Mroczny zamek" cz.4

- Przynieś mi kurczy liść z zielnika na dachu czarnej wieży, ale uważaj, liść ten jest pilnie strzeżony przez kruki i wrony - powiedział. Zaczęłam szukać czarnej wieży. Gdy znalazłam pierwsze lepsze schody - od razu nadzieja powróciła. Pobiegłem na górę schodów, które OCZYWIŚCIE musiały być kręcone. Gdy weszłam na górę zobaczyłam pustkę. Czułam wiatr. Byłam na dachu jednej z wież. Na drugim końcu zamku była czarną wieża. Zauważyłam czarny klucz blisko krańca dachu. Do klucza była przyklejony kartka z napisem "czarna wieża". Uważając na każdy krok, zbliżyłam się do krańca dachu i zabrałam w pysk klucz. Od razu się cofnęłam i zeszłam z schodów. Zaczęłam znowu błądzić po pokojach. Wchodziłam do pokoi, wychodziłam... Minuty mijały, aż w końcu znalazłam czarne schody. Od razu na nie weszłam. A schody kręcone... Gdy weszłam na górę schodów zobaczyłam czarne drzwi. Włożyłam klucz i przekręciłam szyją tak, aby zamek się zwolnił. Drzwi się otworzyły a ja usłyszałam trzepot skrzydeł. Moim oczom ukazało się miliony wron i kruków. Nad
wieżą latały kruki i wrony, a na samym dachu wyrastał ogromny dąb z czarnymi liśćmi. Podeszłam do drzewa i już chciałam urwać liść, kiedy wielki kruk wylądował przede mną. Przyglądał się mnie bardzo uważnie. Naglę parę wron wylądowało za mną. To nietypowe zachowanie ptaków mnie niepokoiło. Po chwili jedna z wron dziabnęła zakrwawiony bandaż wyrywając go. Próbowałam wydać jakiś odgłos, ale nie mogłam. Czułam strach że te wrony mnie zeżrą. Moje oczy były rozszerzone. Naglę inna wrona wyrwała inny bandaż. Po chwili cała gromada wron zaczęła wyrywać bandaże. Ja stałam nieruchomo jak słup soli, jakbym nie wiedziała o tych wronach. Skrawki bandażu latały po całej wieży. Po paru minutach wrony odleciały zostawiając mnie. Gdy spojrzałam nie miałam ŻADNYCH ran. Jak bym wyzdrowiała. Ale czułam dziwny ból głowy. Zauważyłam kątem oka, że wielki kruk pochylił głowę. Odwróciłam głowę w jego stronę. W dziobie trzymał kruczy liść z czymś na nim. Położył liść i popatrzał na mnie. Zdezorientowana popatrzyłam na liść.
Na nim leżał srebrny medalion z piórami wron i kruka. Największe pióro było krucze. Zbliżyłam się do liścia i lekko pochyliłam szyję spoglądając na kruka. Stał i się przyglądał. Złapałam liść i medalion w pysk i uniosłam głowę. Odwróciłam się i weszłam w klatkę schodową. Gdy już zamknęłam drzwi odetchnęłam z ulgą. Przeteleportowałam się do "Sali tronowej". Rycerz zapytał:
- Masz już to, co miałaś przynieść? - położyłam przed nim liść z medalionem
- Dzięku... a po co przyniosłaś kruczy medalion? - zdziwił się
- Wielki kruk mi go podarował... chyba... - odpowiedziałam
- Jeżeli Król kruków ci go dał, pilnuj go niczym oka w głowie, ponieważ jeżeli coś się złego z nim stanie, kruki się zemszczą - powiedział i podniósł swój miecz, doprowadzając mnie do tronu, na którym był klucz. Chwyciłam "kruczy medalion" i go założyłam na szyi, a potem podeszłam i zabrałam klucz w pysk.
- Do wiedzenia - powiedziałam (to nie było w moim stylu) i poszłam w podskokach. Gdy byłam koło drzwi wejściowych, pełna nadziei włożyłam klucz w zamek i przekręciłam, jednak nadzieja znikła, ponieważ klucz nie chciał do końca zaskoczyć, co świadczyło o tym że klucz nie był do tych drzwi. Usłyszałam nagle głos co powiedział "Jeżeli drzwi nie chcą się otworzyć musisz odnaleźć inną drogę ucieczki". "Ale jaka droga ucieczki?" spytałam sama w myślach. Nagle ten sam głos powiedział "Twoja droga ucieczki nie jest zbyt łatwa, musisz przejść przez terytorium wroga, terytorium Gallery". "O jaką Gellere mu chodziło?" rozmyślałam. Spojrzałam na medalion, a on zaczął promieniować, po czym głos się odezwał "Galler'a potrafi się przemieniać w wilki, które były tobie bliskie, tym samym podstępnie psuć twoją psychikę i żywić się twoim cierpieniem". "TEN MEDALION GADA" odskoczyłam, gdy o tym pomyślałam. "Chwila chwila.... tamta wadera przemieniła się najpierw w moją matkę, a później w Ripple. Tamta wadera jest Galler'ą" od razu poszłam w stronę wejścia do piwnicy. Gdy znalazłam się w pokoju z zegarem, dłuższa wskazówka była koło liczby dziewięć, a krótsza na liczbie cztery. Weszłam do piwnicy. Nie było tu żadnej żywej duszy. Nawet te kobiety gdzieś znikły. Czułam się samotna. Weszłam do pokoju ze schodami. Zaczęłam z chodzić na dół. Poczułam nieprzyjemny odór gnicia, który się nasilał za każdym schodkiem. Gdy zeszłam na dół zobaczyłam dziwne stworzenie.

http://www.silenthillmemories.net/music/osts/pics/silent_hill_sounds_box_booklet_08.jpg

Odwróciło głowę w mą stronę, Poczułam na mnie jego wzrok, choć nie miało to oczu. Zimny dreszcz przeleciał po mym grzbiecie. Dziwny skręt w brzuchu świadczył o tym, że zaczęłam się bać. Słyszałam o tych stworzeniach - bezlitosne, krwiożercze, dzikie, jadowite i demoniczne. Jak hieny kradną zdobycze, zabijają śpiące wilki, męczą psychicznie, zatruwają i czekają na śmierć i jeszcze to, że atakują w stadach. Częsty widok na terenach mojej starej watahy. Zaczęło się skradać w mą stronę wydając przy tym dziwne dźwięki. "Muszę się bronić" pomyślałam "ale jak?". Byłam usztywniona przez strach. To coś nazywało się jak roślina - Ambrozja. Nagle zwierze ruszyło do ataku.

<C.D.N... Jak polsat :'D>

Uwagi: Wypowiedzi z małych liter, pisanie wyrazów prawidłowo, a później z błędem, Spacje przed przecinkami, literówki w prostych wyrazach, np. "nię", "przyglądywał", złe końcówki, np. "oczą", błędy ortograficzne, np. "króków", "puźniej", powtórzenia, brak przecinków, wszystko walnięte w jednym akapicie - a to wszystko w op. Yuko! Dziewczyno, mam wrażenie, że ty po tej przerwie znacznie cofnęłaś się w rozwoju... ;__; Mam już dość wrażeń po Twoim poprzednim op... a tutaj kolejne, z jeszcze większą porcją byków! Tradycyjnie w akurat Twoich op. nie poprawiam powtórzeń, żebyś je po prostu zobaczyła. O czasowniku "odkluczyć" palnęłam Ci nawet wykład... a to najwyraźniej poszło na nic. Powtórzę, a może Ci się przypomni - TAKI WYRAZ NIE ISTNIEJE W PRAWIDŁOWEJ POLSZCZYŹNIE! Zauważyłam również, że źle używasz wyrazu "jak". Ostatnio w ogóle jest plaga osób, które nie potrafią z tego korzystać... Np. "chciałam wstać, jak na mnie wpadł". Powinno być "chciałam wstać, kiedy na mnie wpadł"... Tak samo jest ze zdaniem "potrafi się przemieniać w wilki, co były tobie bliskie", w którym powinno użyć zamiast "co", "które". "Zapytał się"? Znaczy zapytał siebie? Ostatnimi czasy takie formy również mnie zastanawiają, bo wiem, że nie mają większego sensu. "To coś nazywało się jak roślina - Ambrozja." - ale że co? Kto? Ten potwór się przedstawił, a ja o niczym nie wiem? Dziwne jest jeszcze to, że medalion najpierw tłumaczył jej jak głupiej, czym są Gallery, na co ta zareagowała spowolnionym łączeniem faktów, a później Yuko sama oznajmiła, że dużo o nich wie i to był codzienny widok w jej dawnej watasze. To w końcu zna się na tym, czy nie? Ja już zgłupiałam. Następnym absurdem jest to, że nie potrafi tutaj odczytywać godzin, a podczas polowania wykonuje dość skomplikowane (jak na osobę, która matmy nigdy się nie uczyła) obliczenia.
Ponadto... gratuluję, pobiłaś rekord ilości błędów! I nie ciesz się, bo to nie wróży niczego dobrego. ;_;

Od Yuki „Głodna znaczy zła” cz. 1

Od ilu dni muszę oszczędzać na jedzeniu? Od dwóch? Trzech? Czy pięciu? Czy wilk musi cierpieć z głodu bo inne wilki są leniwe i nie chce im się ruszyć d*pska by coś upolować? Dlaczego w tej watasze po prostu są egoistami niedbającymi o watahę i gnijącymi w swoich jaskiniach, którzy marzą o pieniądzach i przetrzymują jedzenie tylko dla siebie nie myśląc o innych. Ile wilków już głoduje?  Prawie cała wataha! Wataha liczy trzydzieści jeden członków i nie dość, że grubo ponad połowa to, niektóre wilki wciąż mają całą spiżarnie mięsa! Czyż to nie obrzydliwe? Być aż tak egoistycznym? Nawet ja bym takiego czegoś nie zrobiła! Tak. Ja nie pozwolę by wilki cierpiały, bo polującym nie chce się ruszyć więc postanowiłam wyjść na polowanie. Był przepiękny ranek. Wilgoć unosiła się w zimnym powietrzu. Trawa mokra od rosy łaskotała moje łapy i przenosiła chłód zawarty w rosie na nie przez co zrobiło mi się zimno. Teraz jest najlepsza chwila na polowanie na kozice. Skały są od rosy więc kozice mogą się śliznąć (nie licząc mojej zdolności do teleportowania się). „Najpierw muszę policzyć ile wilków głoduje” pomyślałam. „Kazuma odpada, bo niema przewodu pokarmowego, tak samo jak nowi”. Naliczyłam się dwadzieścia osób. Pewnie myślicie skąd wiem, że głodują. A ma się "znajomości". Muszę sobie ustalić cel. Hmm… każdy dostanie dwadzieścia kawałków mięsa. Jedna kozica - wykarmienie dwóch wilków. Dwadzieścia podzielić na dwa równa się dziesięć. Na pewno nie uda mi się zapolować na dziesięć kozic więc upoluje pięć, a jeżeli mi się nie uda to będzie problem. Ruszyłam w stronę Gór. Po paru minutach dotarłam. Zaczęłam się wspinać zachowując się jak najciszej i zważając na każdy mój ruch i czynniki zewnętrzne. Nagle usłyszałam stukanie. Odwróciłam się w stronę źródła dźwięku. Zobaczyłam ranną kozicę z widocznymi ranami na tylnej nodze. Wyglądało jakby zaatakował ją jakiś wilk lub potwór. Zaczaiłam się na biedne zwierze i w pewnym momencie skoczyłam. Kozica skapnęła się co się dzieje pół sekundy przed śmiercią. Popatrzałam na zakrwawioną kozicę. Aż kusiło by przekąsić sobie zwierzę. W ostatniej sekundzie powstrzymałam się. Ostrożnie rozerwałam kozicę na pół i schowałam jedną część. Zabrałam w pysk połowę kozicy i przeteleportowałam się do jaskini Alf. Kiiyuko głodowała, a nie chce by był pogrzeb emerytowanej Alfy. Położyłam ostrożnie połówkę kozicy na podłodze i wyryłam na niej napis „smacznego”. Oczywiście się podpisałam, bo inaczej pomyślałaby, że to jakiś spisek i kozica jest zatruta. Przeteleportowałam się do kryjówki, w której leżała druga część kozicy - tylna. Zaniosłam ją do najbliższej jaskini i po kryjomu położyłam ją na zimnej ziemi. Nikogo tu nie było, lecz wiedziałam, że to jaskinia jakiegoś basiora po zapachu sierści, która była tu WSZĘDZIE. Uciekłam z miejsca zdarzenia. Jeszcze osiemnaście wilków.Przeteleportowałam się w góry i zaczęłam węszyć. Po godzinie szukania znalazłam starą kozicę. Gdy przygotowywałam się do skoku kozica zobaczyła mnie i zaczęła uciekać. Zaczęłam gonić ją co chwile potykając się o jakiś kamyk lub o swoje łapy. Byłam od niej hen hen daleko i kozica już chciała triumfować, gdy zniecierpliwiona przeteleportowałam się nad nią i chwyciłam jej kark ściskając jak najmocniej z gniewu. Kozica zaczęła się szarpać. Zdenerwowała mnie na maksa. Najlepiej by było gdyby połamała sobie wszystkie kości… Nie będzie wtedy z nią problemu. Nagle usłyszałam chrzęst. Kozica wydała z siebie ryk i znieruchomiała. Zdezorientowana puściłam zdobycz. Lekko ruszyłam jej kopytem i zauważyłam, że jest cała połamana. W końcu idzie jak po mojej myśli. Kozica jeszcze żyła, więc jest nadzieja na dobrą zabawę. Zaczęłam rozrywać ciało biednego stworzenia. Gdy rozerwałam jej klatkę piersiową zaczęła tryskać krew. Kozica ryczała, stękała i wydawała z siebie dziwne ryki. W końcu ucichła, a strumień tryskającej krwi się skończył. Rozniosłam dwie części do jaskiń następnych członków powstrzymując się od jedzenia. Nie będę już opisywała dwóch innych polowań bo były podobne do zwykłych - wytropienie, gonitwa, zaatakowanie, zabicie i rozdzielenie na pół i zaniesienie do jaskiń. Jeszcze dwanaście członków.

<C.D.N.> 

Uwagi: Mnóstwo literówek. Znowu jest "tylnia łapa", chociaż istnieje tylko "tylna łapa"... Liczby i cyfry w op. zapisujemy słownie. "Obrzydliwe" piszemy przez "rz"! "Skąd" piszemy razem i przez "s". "Alfa" to tytuł, więc powinien być on zapisany z wielkiej litery. "Góry" to nazwa miejsca, więc to również zapisujemy z wielkiej litery. "Momencie" piszemy przez "en". "Triumfować" - jeśli masz problem z tym wyrazem, lepiej sprawdź w internecie pisownię, inaczej wychodzi z tego jakiś poplątaniec liter. "Chromotanie"? A co to znaczy? "W końcu" piszemy oddzielnie.

czwartek, 31 marca 2016

Od Kirke "Kiedyś nadejdzie starcia czas" cz.7

Gdy dowiedziałam się o wojnie, natychmiast pobiegłam na przyszykowania. Nie wiem ile zrobię dla watahy... pewnie prawię nic, w końcu co może zrobić taka wadera jak ja? Bez mocy i... Nie ważne. Wzięłam broń w pysk po jakimś martwym wilku z watahy Asai i pobiegłam na teren bitwy. Widziałam wiele martwych wilków z naszej watahy i watahy wroga. Biegnąc czułam na łapach krew... to uczucie chodzenia po czerwonej wodzie dawało mi we znaki, że biegnę na śmierć... ale kogo obchodzi moja śmierć? Co chwilę ktoś umiera, a moja śmierć będzie najmniej dramatyczna...
- Riven... to może być mój ostatni dźwięk więc... - mówiłam do niego w myślach smętnym głosem, ale mi przerwał i próbował pocieszyć. Biegłam i dotarłam na teren bitwy. Co chwilę umierał jakiś basior lub wadera, a Alfa starała się walczyć. Pobiegłam i zaczęłam walczyć razem z nimi. Walka była zatarta. Dostałam wiele ran na pysku, łapach... Poczułam smak krwi w pysku, ale nie odpuszczałam. Wnet zobaczyłam Katsume, który udawał, że zabija naszych. Pobiegłam do niego.
- Katsume! - zatrzymałam się przy nim i opuściłam broń która natychmiast zniknęła - nie powinno Cię tu być! Asai Cię zabije jak się dowiesz, że...
- Trudno. Nie mam zamiaru zabijać wilki z watahy mojej przyjaciółki... - uśmiechnął się. Też się uśmiechnęłam i zaczęliśmy razem walczyć ramię w ramię.
- Kirke! Co ty robisz?! Jak mogłaś nas zdradzić?! - usłyszałam głos Sary, ale zignorowałam go i skoczyłam na wilka z watahy Asai i sztyletem leżącym na ziemi oddałam mu cios w serce tak, że krew wyprysnęła w mój pysk, a sztylet zniknął. Poczułam smak zwycięstwa i nie przestałam atakować wilki. Rozdzieliłam się z Kasume. Nasza walka była zatarta. Widziałam wokół wilki które krzyczą, piszczą i konają z bólu. Mnie to nie dotyczyło. Miałam brudne futro od krwi, ale nie umierałam. Walczyłam dla dobra watahy. Stanęłam ramię w ramię ze swoimi i razem chroniliśmy swój teren. Czułam się potrzebna. Jak umrę to mnie zapamiętają. Wybiegłam na pięć wilków i mimo ran każdemu oddałam cios. Poczułam jak jakiś wilk biegnie na mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam jego gniew w oczach, pianę w pyskach i ochotę zemsty za zabicie jego braci. Zostałam sparaliżowana. Jego wzrok mnie wystraszył. Puściłam broń i czekałam na śmierć, zamknęłam oczy i... nic. Otworzyłam oczy, a prze de mną stał przebity na wylot cieniem Kasume.
- Kasume! - krzyknęłam i opadłam koło niego, ledwo żyjącego Kasume - Czemu to zrobiłeś...?
- Ty... tylko ja mogę Cię zabić, pamiętasz? - powiedział cicho i z uśmiechem. Wtedy zrozumiałam... On... on nie mówił tego tylko dla tego, że mnie nienawidzi... no może na początku, ale on to mówił, bo...
- Kasume... proszę nie... nie rób mi tego... - zaczęłam płakać nad jego ciałem. Otarł mi krwawiącą łapą łzy.
- Nie chce Cię takiej pamiętać, Kirke... - uśmiechnął się - zawszę będę przy tobie Kirke, rozumiesz? Pamiętaj. Jak będziesz potrzebowała pomocy pamiętaj, że jestem przy tobie nawet po śmierci... - Kasume przybliżył ostatnimi siłami pysk do mojego i... pocałował mnie... Kasume mnie kocha... zrozumiałam to teraz... 
- Żegnaj... Pamiętaj Kirke... P... - nie dokończył słów... Umarł... 
- Nie... - patrzyłam na jego wykrwawiające się ciało - NIE!!! - krzyknęłam z łzami i popatrzyłam na wilka który to zrobił.
- Ty... - wstałam i zaczęłam iść w jego stronę. On się cofał przerażony.
- Sądzisz, że ty jesteś taki twardy zabijając Kasume? Czy ty naprawdę sądzisz, że nikt za nim nie będzie płakał? - mój głos zrobił się mroczniejszy, a ja uśmiechnęłam się mrocznie - wcale nie... - moja sierść zaczęła robić się czarna, a moje oczy zrobiły się czerwone. 

 https://lh3.googleusercontent.com/-s37Eg2z879Q/Vilo5BcBXEI/AAAAAAAAArk/VSzCaADzj-4/w767-h572/the_legendary_shadow_wolf_by_sacredtears210-d3krpqh%2B%25281%2529-1.png

- Krzyknęłam na niego groźnie. Czułam wystraszony wzrok nawet swoich z watahy. Wyciągnęłam ze wszystkich cieni macki i zaczęłam dusić basiora który zabił mojego ukochanego...
- Wiesz co? - mój głos brzmiał dojrzale i mrocznie - jesteś w błędzie jeśli uważasz, że twoje moce są najlepsze... - ścisnęłam go mocniej i rozerwałam na pół. Popatrzyłam na wszystkie wilki z watahy Asai. Dużo pobiegło w moją stronę. Wszystkich przebiłam cierniami z cieni, a kiedy dokonałam zemsty zrobiłam się normalna i straciłam przytomność. Upadłam na kałużę krwi. Upadłam na kałużę krwi Kasumego. Upadłam koło niego i jego martwego ciała.  

*****

Obudziłam się w wilczym szpitalu w opatrunkach... rozglądnęłam się i widziałam więcej wilków.
- C... co się stało? - spytałam.
- Straciłaś przytomność... wiesz twój wyczyn z cierniami był niezły. Sądziliśmy, że nie masz mocy - odparł jakiś basior.
- Więc... więc to nie był sen...? - poczułam jak łzy poleciały mi do oczu. Kasume... on... on nie żyje... poświęcił się dla mnie. Ledwo wstałam i podeszłam do wejścia do szpitala. Zaczęłam słyszeć wiwaty i poszłam w stronę wiwatów. Dowiedziałam się, że Asai nie żyje. Ale jak?! Kto ma taki talent, by to zrobić?! Ktokolwiek to zrobił nie powinien się wychylać... Postanowiłam porozmawiać z Alfą na temat tego co się wydarzyło. O śmierci nieśmiertelnej i o jej planie, który nie wypalił. Wkurzyłam się na nią i wdałyśmy się w kłótnie. Ta odeszła nawet bez dania mi powiedziała słowa. Gdy odchodziła zrobiło mi się jej żal. Poszłam na zewnątrz i popatrzyłam w górę na pełnie księżyca i zaczęłam wyć w stronę księżyca. Zobaczyłam przed sobą ducha Kasume. Wyszeptał mi coś do ucha i pocałował po czym rozpłynął się niczym moje łzy na niebie... nigdy nie zapomnę o nim... nigdy nie zapomnę o tym, że dzięki niemu odkryłam moc...
Nigdy nie zapomnę o tym jak się poświęcił dla mnie...

<Nie pytajcie co Kasume jej powiedział. Dowiecie się z czasem :D>

Uwagi: Powtórzenia i przecinki. Wciąż znalazłam mnóstwo niedociągnięć... "Co chwilę umierał jakiś basior lub wadera, a Alfa starała się walczyć." - to trochę tak, jakby we watasze było ponad tysiąc wilków, a nie jedynie 30. Poza tym zastanawia mnie pewna rzecz... Jest tak, że główny bohater zabija bez żadnych uczuć. Wszyscy padają jak muchy. Nie sprawiają oporu, póki nie zjawi się boss lub miniboss. Wszyscy inni są beznadziejnie słabi, bez względu na rangę i poziom mocy. Była mowa, że jest ich więcej i są doskonale szkoleni, a wilki z WMW mają tylko wiedzę podstawową, która pozwala im się bronić, ale niekoniecznie atakować. Często czytam sceny z typu, że "walczyła dzielnie i zabijała kolejne wrogie wilki". Te wilki są tak bezmózgie, że nie sprawiają kłopotów? A wilki z WMW tak dobrze wyszkolone, że swoim sprytem i umiejętnościami przewyższają wszystkich wrogów?

Alfie "Światłość w ciemności świeci" cz. 1

Już od samego początku moje życie było pełne smutku. Byłam w watasze wilków... już nawet nie pamiętam jej nazwy. Byłam szczęśliwą wilczycą. Żyłam beztrosko, myślałam, że już tak będzie zawsze, ale nie wiedziałam co jeszcze mi zgotuje los...
Pewnego późnego wieczora, kiedy moi rodzice myśleli, że już śpię, wyszłam z jaskini. Pobiegłam nad jezioro. Kochałam to miejsce. Woda była tak przejrzysta i czysta, wokół rosły wysokie drzewa, z korony drzew, było słychać śpiew ptaków. Zawsze przychodziłam to we dnie, jednak nie wiedziałam, że wieczory mogą być tak piękne. Zimny, nocny wiatr podmuchiwał lekko kołysząc od czasu do czasu moją gęstą sierść. Była cisza, słychać było jedynie szum wody i głuche huczenie starej sowy. Niebo miało kolor granatowy, tysiące gwiazd mrugało niczym stado świetlików. Nie wyobrażałam sobie piękniejszego miejsca.
Nagle usłyszałam wycie wilka. Nie przypominało to jednak głosu żadnego z mojej watahy, co najgorsze, zbliżał się. Po chwili zobaczyłam czarną sylwetkę wilka o czerwonej grzywie i lśniących kłach. Zaczął warczeć. Pojawiło się jeszcze wiele innych, podobnych wilków, które mnie otoczyły i krążyły wokół mnie. Domyśliłam się, że wilk którego zobaczyłam na początku jest Alfą. Nie wiedziałam co robić.
- A kto tu nas odwiedził? - zapytał drwiąco
- Nie ważne kto, wygląda apetycznie... - powiedział inny wilk.
Prześlizgnęłam się pod jakimś wilkiem i zaczęłam uciekać.
- Jaka ja jestem cholernie głupia! - wykrzyknęłam. Właśnie zdałam sobie sprawę, że to nie jest teren mojej watahy. To jest pułapka!
Mimo tego, że całkiem szybko biegłam, stado wrogich wilków z łatwością mnie dogoniło. Uciekałam w kierunku watahy co było wielkim błędem, ale jeszcze w tedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zdążyłam jeszcze krzyknąć najgłośniej jak potrafiłam "Ratuuunku! Wroga wataha!!!".
Moi rodzice poznali ten głos. Oboje wyruszyli mi na ratunek. Nastał wielki chaos. Cała wataha drżała. Samice uciekały z dziećmi do kryjówek, samce przystąpili do ataku.
Samiec Alfa popatrzył na mnie surowo. Wrogi wilk chwycił mnie w zęby. Moja matka chciała mnie uratować, udało jej się, ale sama zginęła...
Tego dnia wszystko się zmieniło. Wataha na pewno nie chciała już widzieć głupiego szczeniaka, który sprowadził na nią wielkie kłopoty, prawdopodobnie nawet ją zniszczył. Postanowiłam uciec i zostać samotnikiem. Tak dorastałam. Nauczyłam się walczyć, nie miałam sobie równych. Czasem przydawało mi się to, gdy myśliwi chcieli mnie upolować, bo nigdy nie widzieli takiego stworzenia, lub podczas pojedynków gdzie mogłam wygrać jakieś przedmioty. Zwykle przyjmowałam lekarstwa, ponieważ miałam słabą odporność i skłonność do alergii, dlatego często chorowałam. Nauczyłam się także szybko biegać oraz pływać.
Podczas zajęć nigdy nie pomyślałam tak szczerze o swoim życiu. Gdzieś tam, w głębi duszy czułam się samotna. Bardzo samotna. Pragnęłam się do kogoś przytulić, znaleźć bratnią duszę, wystarczyłaby mi nawet zwykła rozmowa o pogodzie. Cokolwiek. Ale nic z tego, byłam nieufna.
Pewnej nocy byłam już bardzo zmęczona. Położyłam się w swojej norze i prawie natychmiast zasnęłam. We śnie ukazała mi się matka. Powiedziała: "Dość już tej żałoby. Nie możesz żyć przeszłością. Idź, dołącz do Watahy Magicznych Wilków, tam odmieni się twoje życie...". Obudziłam się. Był wczesny poranek. Słońce dopiero wschodziło. "Wataha Magicznych Wilków?" - od razu zadałam sobie to pytanie "muszę ją odnaleźć".
Przewidziałam, że to będzie długa podróż i prawdopodobnie już nigdy tu nie wrócę, więc wzięłam z nory torbę, którą wygrałam na jednym z pojedynków i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Zioła, jedzenie, puste, małe miseczki i bransoleta mojej matki... Podarowała mi ją gdy umierała. Założyłam ją na łapę. Poczułam jej obecność. Dodała mi siły. Zorientowałam się, że jedzenie nie wystarczy mi na długo, więc poszłam jeszcze do lasu pozbierać owoce leśne. Umyłam się w jeziorze, wytrzepałam z resztę kropelek z mojej sierści i napiłam się wody ze strumyka. Stwierdziłam, że nie wiadomo jakie warunki na mnie czekają, więc wlałam sobie wody do słoika, tak na wszelki wypadek.
Ruszyłam w drogę. Maszerowałam przez trzy dni, każdy dzień był taki sam, ale byłam wytrwała. Wiedziałam, że nie mogę protestować na wolę mojej matki. Ukazywała mi się każdej nocy, powtarzała ciągle te same słowa. Ale jak jeszcze daleko mam iść? Tego nie wiedziałam.
Następnego dnia zobaczyłam niezwykłą wilczycę. Miała grzywę, tak dawno nie widziałam wilka z grzywą! To musiał być magiczny wilk.
- A więc Alfie, jesteś na miejscu!

CDN

Uwagi: "Wprawdzie" piszemy razem. Wrzosowa Łąka, tak więc powinnaś ją pisać z wielkich liter.  "W wataszy"... skąd to się w ogóle wzięło? "W watasze" jak już. Można stawiać do max. 3 wykrzykników, a nie 5. "Następnego dnia zobaczyłam dwa niezwykłą wilczycę." - cooo?