Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

wtorek, 20 października 2015

Od Darkosa "Nowy znajomy" cz 1

Całe życie wędrowałem po rozległych polanach wśród zamieci śnieżnych, a moje futro nieustannie targał wiatr. Chcąc zmienić nieco otoczenie, postanowiłem wybrać się w bardziej dogodne miejsce do tymczasowego zamieszkania go. Kiedy jednak wedle swojego postanowienia znalazłem się w innym miejscu i spacerowałem niedaleko małego strumienia, odezwał się do mnie dziwny głos.
- Witaj. Jesteś tu nowy? Wcześniej cię tutaj nie widziałam.
- Tak, niedawno tu przybyłem, ale za dwa dni już idę dalej. - odpowiedziałem.
- A gdzie jest twoja wataha?
- Nie mam watahy, wędruję samotnie. - odpowiedziałem ponownie
Postać ta okazała się żółtą wiewiórką, którą wypatrzyłem w koronie jednego z drzew.
- Witaj wiewióreczko, jak masz na imię? - Odpowiedziałem zaciekawiony.
- Mam na imię Żanet. A ty?
- Jestem Darkos.
- Miło cię poznać, Darkos.
- Mnie też cię miło poznać, Żanet.
Kiedy tak rozmawialiśmy zerwał się silny wiatr. Żanet musiała wrócić do swojego domu w starej sośnie, która rosła niedaleko. Ja wróciłem do strumienia i napiłem się wody. Później zacząłem szukać jedzenia, niestety nic nie upolowałem i musiałem zadowolić się korzonkami.

<C.D.N.>

Uwagi: Wstęp jest dość dziwny. Najpierw zaczynasz od szczegółów (moje futro targał wiatr...), później przechodzisz do konkretów (Jednak pewnej nocy...). Powinno być na odwrót. Niektóre zdania powinnaś podzielić na dwa, często zapominasz o przecinkach, szczególnie w wypowiedziach. "Niedaleko" piszemy razem. Następnym razem postaraj się napisać coś dłuższego.

Od Astrid "Identyczna" cz. 1 (Cd. Vanessa)

Obudził mnie chłód wkradający się do jaskini. Mój Boże, jak zimno! Poczułam, że jestem głodna. Już przyzwyczaiłam się, że nie muszę tak często polować odkąd rzuciłam funkcję goniącej dla lekarki. Nowa praca jest trudniejsza, bardziej wymagająca. Tam po prostu biegałam za ofiarą, zaganiałam ją do pułapki stworzonej przez atakujących, zabijających i Tsu, który dowodził. To była po prostu sielanka. Obecna praca wymagała ode mnie większej zręczności, opanowania i troski. Czułam się nie do końca dobrze, musiałam cały czas grać, udawać kogoś innego niż jestem tak w środku. Musiałam pozbyć się swojej wewnętrznej wariatki, która cały czas się wydurnia i śmieje. Nie mogłam taka być, nigdy. Nigdy, nie pokaże tak naprawdę siebie. Takiej jaką chcę być, ale brakuje mi odwagi.
Spróbowałam wstać, jednak zgrubiałe z zimna łapy nie reagowały. Po dłuższym czasie przeznaczony na wysiłek, by w ogóle się podnieść znalazłam się w pozycji stojącej. Lekko się zataczając ruszyłam ku wyjściu z jaskini. Kiedy z niej wyszłam skrzywiłam się. Było jeszcze zimniej. Lodowaty wiatr mierzwił moją sierść. Włosy, które porastały mój łeb wpadały mi do oczu. Praktycznie na ślepo przechodziłam przez tereny. Prowadzona jedynie przez instynkt w końcu doszłam do Zielonego Lasu. Dzięki drzewom, tutaj tak nie wiało, więc w spokoju mogłam rozejrzeć się wokoło. Zielony Las o tej porze roku nie był zbyt zielony. Nagie drzewa ukazywały dookoła swoje puste, zaśnieżone gałęzie. Na ziemi leżało pełno śniegu. Długo rozglądałam się za jakimś zwierzątkiem, który nadawałby się na śniadanie. W końcu zobaczyłam lichego zająca rozglądającego się dookoła. Przyjrzałam się na niego łapczywie i skoczyłam. Po chwili rozgryzałam kości zwierzaka. Nie był to obfity posiłek, zając był jeszcze mały i strasznie wychudzony dlatego zaczęłam łazić w okolicach lasu za jakąś lepszą zdobyczą. Niestety w lesie pustki. Kiedy zrezygnowana wychodziłam z lasu zobaczyłam ładną sarenkę. Rozejrzałam się czy w pobliżu nie ma kogoś, kto mógłby mi przeszkodzić i rzuciłam się na sarnę. Wtedy zauważyłam przed sobą czarną skrzydlatą waderę. Sarna uciekła.
- Przez ciebie uciekło mi śniadanie! - powiedziała niezadowolona. Zignorowałam to. Ta wadera kogoś mi przypominała, w końcu kiedy zidentyfikowałam jej wygląd zapytałam:
- Patty?
- Jaka Patty? Ja jestem Vanessa. - spojrzała badawczo na mnie wadera.
- Patty to wadera należąca kiedyś do Watahy Magicznych Wilków, wyglądała identycznie jak ty. - wyjaśniłam.
- Wyglądała?
- Tak, poszła w świat i nie wiadomo gdzie teraz jest. - odparłam – Zresztą nie ważne. Miło mi cię poznać, Vanesso. Ja jestem Astrid.

<Vanessa?> 

Uwagi: brak

piątek, 16 października 2015

Od Trixi "Trixi błąkała się samotnie po nieznanym jej lesie..."

Błąkałam się samotnie po nieznanym mi lesie, przechodziłam właśnie pod jakimś jaskrawo-pomarańczowym drzewem i wpatrywałam się w nie jak zahipnotyzowana. Siedziałam tak dobre pół godziny. Nagle wyrwana z zauroczenia pięknem drzewa, zobaczyłam pod nim jakąś postać. Troszkę się z początku wystraszyłam... Czyżbym nie była tu sama? Już miałam uciec, kiedy nagle pomyślałam sobie: czy to się nie nazywa przyadkiem tchórzóstwo?... Jeszcze raz stanęłam i wpatrzyłam się w postać... Wreszcie po długich rozmyślaniach postanowiłam wykazać się odwagą:
- Hej! - krzyknęłam. Postać spojrzała na mnie nie nazbyt przyjaznym wzrokiem, jak na jej oko, w tempie błyskawicy znalazłam się przy niej.
- Z jakiej jesteś watahy? - Spytałam, jakby nigdy nic. Dopiero teraz mogłam dostrzec ją w całości. Była cała biała, na czole zwisała jej różowa grzywka, a tułów pokrywały iście zebrze paski. Zdziwiona tym pytaniem, odchrząknęłam i powiedziałam:
- Nie mam watahy... - Spojrzała na mnie zaciekawiona i powiedziała przyjaznym tonem:
- Może dołączysz do naszej?
- Chętnie - odpowiedziałam, bo co mi szkodzi spróbować?...
Troche się nachodziłyśmy, ale wreszcie dotarłyśmy do jakiejś ładnej jaskini.
- Pokażę ci gdzie twoja grotę - Powiedziała. Postanowiłam ją przy tej okazji poznać.
- Jak masz na imię? - Spytałam.
- Nazywam się Kiiyuko, a ty? - Spojrzała na mnie.
- Jestem Trixi ale możesz mówić mi Trix. Weszłyśmy do groty, była taka... neutralna... Od razu mi się spodobała!
- Mogłabyś mnie oprowadzić? - zapytałam. Kiiyuko postanowiła dokonać szybkiej prezentacji. I tak owo "szybka" prezentacja zajęła nam cały dzień. Teoretycznie znałam już wszystkie miejsca, ale nie do wszystkich Kii była w stanie mnie zaprowadzić. Z wilkami było trochę kłopotu, bo miałam słabą pamięć do imion, ale ostatecznie zdołałam poznać znaczną część watahy. Nie udało mi się tylko nawiązać jakiegokolwiek kontaktu z Kazumą, która od początku zrobiła na mnie złe wrażenie. A dokładnie przywitała mnie słowem "A mi to obojętnie". Nadeszła noc, Kiiyuko zaprowadziła mnie do mojej groty, a ja natychmiast pogrążyłam się w głębokim śnie bez marzeń.

Uwagi: W połowie i pod koniec zmieniłaś osobę, którą piszesz... Co prawda poprawiłam to, ale na przyszłość chcę powiedzieć, żebyś pisała w 1 os. lp. (ja). "Zahipnotyzowana" pisze się przez "h". "Pomyślała se"? Tak to jest, gdy mowa potoczna miesza się już z językiem występującym w literaturze. "Se" to skrócony wyraz "sobie" i to właśnie jego masz używać. "Wataha" pisze się przez "h". Wypowiedzi pisz od nowej linii... Masz wszystko w jednym ciągu. ;/ W op. nie używamy emotikon!

Od Vanessy "Zakochanie..." cz. 1 (cd. Toboe)

Ten dzień zaczął się jak każdy inny. Wstałam ze świadomością, że w końcu muszę popracować nad moimi mocami. Przecież w chwilach, gdy się zdenerwuje lub przestraszę, mogę komuś coś zrobić!
Nawet nie myśląc o śniadaniu, udałam się na małą "wycieczkę", po terenach watahy. Chciałam znaleźć jakieś spokojne miejsce, jednak wszędzie było tłoczno. Dopiero w Magicznym Ogrodzie było pusto. Odetchnęłam i skupiłam się na małym drzewku. Pozwoliłam na to, by myśl o nim wypełniła cały mój umysł. A potem wyobraziłam sobie, jak drzewko staje w płomieniach. Zacisnęłam przy tym powieki, więc gdy je otworzyłam i spostrzegłam, że drzewko naprawdę się pali, zaczęłam podskakiwać z radości. Zdekoncentrowałam się i płomienie zniknęły. Ale to i tak było coś.
Teraz postanowiłam poćwiczyć trochę żywioł wiatru. Wyobraziłam sobie małe tornado, przemieszczające się po Magicznym Ogrodzie. Nie mogłam pozwolić moim myślom obijać się we wnętrzu czaszki, o nie; teraz musiały "sproszyć" się w kupę i dokładnie skoncentrować. Nigdy nie próbowałam opanować tej trudniejszej magii, więc zdziwiłam się widząc tornado, które zaczęło szybko wirować. Kilka mniejszych drzewek zostało wyrwane z ziemi. Wszędzie latały przedmioty, których znaczenia nie znałam. Chciałam sprawić, by tornado znikło, ale te tylko powiększyło się i siało okropne spustoszenie. Zdążyłam tylko pomyśleć, że znów straciłam kontrolę, gdy nagle wielka powietrzna siła uderzyła we mnie.
***
Znowu znajduję się w szpitalu. Poznałam to miejsce po charakterystycznym zapachu. Uderzyłam się łapą w głowę. Potem zaczęłam analizować bandaże i tego typu rzeczy znajdujące się na moim ciele. Było tego naprawdę dużo. Zapewne tamto tornado "porzuciło mnie" dopiero w samym centrum watahy. Stąd tyle obrażeń.
W tym momencie do pomieszczenia weszła lekarka. Od razu zasypałam ją pytaniami:
- Kiedy będę mogła stąd wyjść? Mogę chodzić? Czy ktoś już opanował to tornado?
Lekarka uspokoiła mnie.
- Tak, tornado zostało "opanowane", na razie radziłabym ci nie chodzić, a wyjść stąd będziesz mogła zapewne za około tydzień - wyjaśniła.
- Dobrze... - Mruknęłam. - Ale strasznie będzie mi się tu nudzić.
- Trzeba było nie wywoływać tornada - wzruszyła ramionami (tak, wiem, anatomia wilka) lekarka i wyszła. Może i miała rację...
***
Minęły trzy tygodnie. Od czasu drugiego wypadku nie próbowałam ćwiczyć ujarzmiania moich żywiołów. Może to i dobrze, przynajmniej nie muszę narażać się na niebezpieczeństwo. Ale w końcu muszę ujarzmić moce. Może ktoś z watahy pomógłby mi? Ale kto w takim razie? Mało osób tu znam...
W tym zamyśleniu wpadłam na jakiegoś basiora. Zrobiłam się cała czerwona ze wstydu i wybąkałam ciche:
- Przepraszam...
Po raz pierwszy w życiu przy basiorze odebrało mi mowę. Dlatego, że był to najprzystojniejszy basior, jakiego kiedykolwiek widziałam. I... Zakochałam się z punktu.

<Toboe? Xd> 

Uwagi: "Walnęłam" to nie jest właściwe słowo. Przynajmniej w op. nie używa się takich określeń. Lepiej zastosować wyraz "uderzyłam".