Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

sobota, 29 sierpnia 2015

Od Ripple "Pierwsza przyjaźń" cz. 3

Gdy zaprosiłam Yuko do mnie, pokazałam jej moją jaskinię, jakie mam ozdoby i tak dalej. Spodobało jej się. Porozmawiałyśmy o swojej rodzinie. Byłyśmy smutne, gdy sobie przypominałyśmy. Gdy lepiej się poznałyśmy, poszliśmy na Cmentarz odwiedzić zmarłych. Zobaczyłyśmy, że jest pogrzeb Rafael'a.
- Czy to nie jest były samiec Alfa? - spytałam zdziwiona.
- Tak, ale dlaczego... - Yuko nie dokończyła powiedzieć, bo zaczęła trochę łkać.
Ja też zaczęłam cicho płakać, bo to przecież była Alfa. Po pogrzebie wróciłam smutna do swojej jaskini, a Yuko do swojej.

***

- Lato, lato. Ah, te ciepłe lato. - mówiłam sobie.
Poszłam oddać przeczytane książki do biblioteki i wypożyczyć kolejne. Nie wiem co mnie ostatnio wzięła chęć na czytanie książek.
- Ripple, co się stało z tobą? Jesteś normalnie molem książkowym! - powiedziała mi bibliotekarka śmiejąc się.
Wracając do domu, widziałam z daleka Toboe'go. Był już dorosły i zrobiło mi się smutno bo jestem jeszcze szczeniakiem, a gdy jeszcze nim był, to się w nim zakochałam... Po odłożeniu książek poszłam do Yuko spytać się, czy chce u mnie nocować. Zjadłyśmy kolację i usnęłyśmy. Rano obudziły nas jakieś dźwięki. Dochodziły one z drzewa. Yuko weszła na nie.
- Ripple, zobacz. Jakie urocze. - powiedziała do mnie, patrząc się na coś.
Weszłam na drzewo i zobaczyłam gniazdko, a w nim malutkie ptaszki proszące o jedzonko. A że były ich trzy to wziełęm sobie jednego. Opiekowałyśmy się nim do wieczoru. Nakarmiłam go papką z malin i z odrobiną liści mięty. Yuko zrobiła mu łóżeczko. Ptasio usną, a my po nim. Obudziłyśmy się na drzewie obok gniazdka. Była tam cała rodzinka. Tata wielkości Yuko, mama mojej wysokości i trojga dzieci. Byli trochę zdenerwowani, dlatego uciekłyśmy do swoich jaskiń.
- No to sobie poczytam "Eliksirowy Poradnik". - powiedziałam.
Czytam takie rzeczy, ponieważ najbardziej chcę zostać czarodziejką lub nauczycielką lekcji o eliksiach. Ale gdy próbowałam robić jakiś eliksir, doszło do okropnego wypadku. Ogon podpalił mi się od wzrastającego, zielonego ognia. Yuko próbowała mnie uratować, ale... Ogień był coraz większy i spłonęłam. Moja dusza powiedziała Yuko tak:
- Moja przyjaciółko, oddaję Ci wszystko i żegnaj. Nie wiedziałam, że spotka mnie taki los...
Odeszłam. Alfa dowiedziała się o tym. Dała jej moje SG jak chciałam i pochowała mnie. A ja spotkałam moich rodziców i brata.

Uwagi: Wilki nie mają pokojów, tylko jaskinie. Forma "poszliśmy" w przypadku dwóch dziewczyn jest nieprawidłowa. "...to się w nim zakochałam" - nie wiedzieć dlaczego sformułowanie "kochałam się w nim" wydaje mi się dziwna. Liczby w op. piszemy słownie. "Żegnaj" pisze się przez "ż".

Od Dante "Dan, czy ty zawsze musisz wszystko psuć?" cz. 2 (cd. Nimitsuu)

Stałem przyczajony w krzakach, aż zespół goniący zagna zwierzynę na polanę. Gdy jednak jeszcze to nie nastało, usłyszałem niespodziewanie dźwięk dochodzący z odległości kilku metrów. Było to jakieś stworzenie, które mało ostrożnie poruszało się w gęstwinie. Skierowałem w tamtą stronę ucho i nasłuchiwałem. Zwierzę nadal się powolnie poruszało, lecz za chwilę stanęło. Tym razem jakiś wilk skoczył w jego kierunku. Niepewien tego, kto mógłby próbować przeszkodzić nam w dokładnie zaplanowanym polowaniu, skierowałem tam głowę. Zza krzaków wystawał czubek głowy As. Zaintrygowany tym, na cóż takiego tam trafiła zawołałem:
- Astrid! Znalazłaś coś?
- Właśnie znalazłam. - Usłyszałem jej śmiech. - Chodź zobaczyć!
Powoli, by nie spłoszyć ewentualnego obiadu dla watahy, podkradłem się bliżej i wyjrzałem zza krzaków. Ujrzałem nie tylko As, ale i jakąś niższą od niej waderę, której nawet nie kojarzyłem z widzenia. Zdezorientowany patrzyłem naprzemiennie na obie przedstawicielki płci pięknej. Nie mogłem ukryć, że już nic nie rozumiałem. A może jednak ją skądś znam? Zacząłem przeglądać na szybko swoje wspomnienia i pyski wilków, które spotkałem już w moim życiu. Żaden jednak nawet nie przypominał tej oto tu obecnej wadery, więc zapytałem:
- Kto to?
- To jest Lily. Właśnie miałam się jej przedstawić, ale ty zrobiłeś to za mnie.
- Aha... No to cześć, Lily. Ja jestem Dante. - rzekłem, nie bardzo wiedząc, co innego miałem odpowiedzieć. W każdym razie coś musiałem. Cokolwiek, byleby było.
- Ja to jak pewnie już wiesz, Astrid. Wiesz, że jesteś na terenach WMW?
- WMW?
Nawet nie usłyszałem, że As chciała odpowiedzieć za mnie, więc wyprzedziłem ją, mówiąc szybko:
- Watahy Magicznych Wilków.
- Dzięki Dante, ale też bym chciała coś do niej powiedzieć. - prychnęła śmiechem. - Zresztą nieważne. Jak się tu znalazłaś? Nie kojarzę cię z okolic.
- Ja też jej nie widziałem. - ponownie wtrąciłem coś swojego. Chciałem się jak najbardziej zaprzyjaźnić z nowo poznaną waderą, bo czułem, że dołączy do watahy. Im więcej ma się znajomych, tym łatwiejsze okazują się być nasze marzenia! Astrid popatrzyła na mnie groźnie.
- Dante, proszę zamknij się i daj mówić Lily.
- Jasne, jasne, niech mówi. - odpowiedziałem szybko, próbując ratować swoje dobre zdanie u obu wader.
- Zabłądziłam trochę i nie bardzo wiem, jak wrócić do siebie. Właściwie to już chodzę tak bez celu od blisko pół roku, więc nie widzę sensu, by tam wracać. Nawet nie mam pewności, czy aby na pewno tamta wataha nadal istnieje. Może pozwolicie mi dołączyć do...
- Tak! Wiedziałem! - wykrzyknąłem, za co i As i Lily posłały mi pytające spojrzenia.
- Co takiego wiedziałeś? - spytała po chwili moja przyjaciółka.
- Że Lily dołączy do nas!
- Przecież jeszcze nie byliśmy u Suzanny, więc nie wiemy tego na pewno.
- Niby nie, ale pewnie ją przyjmie, bo przecież Lil jest bardzo przyjazną waderą.
W tym momencie poczochrałem waderę o półtora głowy niższą ode mnie. Bycie wyższym od innych było fantastycznym uczuciem.
- Ałć... Zahaczyłeś pazurem o moje włosy! Możesz już przestać?! - wykrzyknęła spanikowana nowa. Przestałem.
- Jasne, sorki.
- Ta... Sorki... Wyrwał mi trochę włosów? - zapytała przerażona fioletowo-biała wadera.
- No... Troszkę... W końcu to basior, w dodatku atakujący, więc musi mieć długie pazury. - powiedziała skwaszona As. Dan, czy ty zawsze musisz wszystko psuć?! - myślałem. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
- No... to... Może pójdziemy do Suzanny?
- My? Raczej ja i ona. Ty masz się do mnie nie zbliżać. Nie wiadomo, co jeszcze wymyślisz. - syknęła nowa, badając łapą stan swojej fryzury.
- No to wy dwie idźcie, a ja powiem Tsume'owi, że idziecie. - wymamrotałem, na co As odpowiedziała tylko skinieniem głowy.
***
- I co? - zapytałem, widząc, że As idzie tam, gdzie zawsze spożywamy posiłki, wraz z pozostałą częścią watahy. Byliśmy już po polowaniu.
- Przyjęła ją, ale jeszcze muszą omówić kilka spraw.
Ucieszyłem się i chciałem coś powiedzieć, ale tym razem to ona mnie wyprzedziła, posyłając mi błagające spojrzenie.
- Musiałeś się tak wygłupić?
Spuściłem wzrok zawstydzony.
- Przecież mnie znasz... Wrodzonej głupoty nie da się wyleczyć... - mruknąłem. As dramatycznie westchnęła.
- Ale możesz chociaż spróbować, bo to momentami jest męczące.
- Jeśli próbujesz mi dać do zrozumienia, że jestem idiotą, to wiedz, że zdaję sobie z tego sprawę.
- Dan... Ja wcale nie...
- Już się nie trudź. - podniosłem głowę i popatrzyłem na nią. - Nic nie mów. Mam wystarczająco duże poczucie winy. 
As kilkakrotnie otwierała i zamykała pysk próbując coś powiedzieć, ale chyba nie wiedziała, co. Bez słowa poszedłem zjeść obiad. Po kilku sekundach As mnie dogoniła, teraz wtórując mi krokiem.
- Nie jesteś idiotą. Ty po prostu nie wiesz, kiedy się powstrzymać.
Nie odpowiedziałem. Wiedziałem, że dla mnie ratunku już nie ma. A jeśli nawet był, to niedługo zniknie, a ja się o tym nie zorientuję. Jutro przeproszę Lily.
***
Minął tydzień, a ja dopiero teraz zdążyłem się pozbierać, by iść do fioletowo-białej wadery, żeby prosić o przebaczenie. Około południa, gdy miałem wolne, poszedłem do jej jaskini. Niestety w środku było pusto. Zmartwiony stwierdziłem, że pewnie gdzieś chodzi po terenach watahy, więc poszedłem jej poszukać.
Po godzinie zdałem sobie z tego sprawę, że sam jej nie znajdę, a najlepszym wyjściem wydawało się zapytanie Alfy o to, gdzie ostatnio była widziana Lily i czy czasem teraz nie jest na służbie. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Po objaśnieniu Suzannie problemu, lustrowałem ją wzrokiem czekając na osąd.
- Dziś rano okazało się, iż była szpiegiem Watahy Asai. Została wygnana.
- Sz-szpiegiem? - wykrztusiłem. Nie mogłem w to uwierzyć. Wyglądała tak niewinnie...
- Tak, szpiegiem. - powtórzyła Alfa, nieco poirytowana moim brakiem obeznania w zaistniałej sytuacji.
- Ale i tak muszę ją przeprosić! - wykrzyknąłem, po czym wybiegłem z jaskini. Zdezorientowana Alfa jeszcze krzyknęła za mną pytanie, za co miałem ją przepraszać, ale nie odpowiedziałem, zbyt przejęty myślą, że koniecznie musiałem ją dogonić mimo tego, że była szpiegiem, inaczej nie wybaczyłbym sobie do końca życia. Tylko... dokąd zazwyczaj były wysyłane wilki osądzane o szpiegostwo? Zdaje mi się, że do Mrocznego Lasu z zawiązanymi oczami, by się zgubił i nie odnalazł drogi powrotnej. Było do dość okrutne, ale nic innego nie mogliśmy poradzić w takich sytuacjach. Wkraczając do jednego z najniebezpieczniejszych miejsc we Watasze Magicznych Wilków, ani na chwilę się nie zawahałem. Musiałem ją przeprosić. Po prostu MUSIAŁEM.
Błądziłem tak między drzewami, które każde z osobna wyglądało tak samo, aż w końcu ujrzałem sylwetkę należącą do wątłego wilka.
- Lily! - krzyknąłem, przyspieszając jeszcze bardziej. - Lily, muszę cię przeprosić! Naprawdę, nie chciałem ci ściąć tych włosów!
Wtedy stanąłem obok niej. Z mojego gardła wyrwał się zdławiony dźwięk. To, co zobaczyłem sprawiło, że o mały włos nie zwymiotowałem. Lily miała przekłute gardło na wylot jakąś wyjątkowo długą i ostrą gałęzią, na jej kiedyś białym futrze widoczne były strumyki zaschniętej krwi. Gdyby nie jej trup, sam pewnie bym się na nią natknął. Przeszły przeze mnie ciarki. Bardzo możliwe wydało mi się również to, że być może kilka razy jakimś cudem ominąłem podobną przeszkodę. Zwalczając zawroty głowy, odwróciłem się w stronę, z której przyszedłem i zacząłem iść. Wiedziałem, że prędzej czy później się stamtąd wydostanę. Najważniejsze, że znałem kierunek do głównych terenów.
***
Wieczorem, brudny i zmęczony wyszedłem z Mrocznego Lasu, szczęśliwy, że nic mi się nie stało. Teraz wystarczyło tylko iść do Suzanny i wszystko jej powiedzieć... Przy tej myśli ujrzałem jakieś czarne zwierzę leżące w krzakach. Jego zapach wskazywał na to, że był to wilk. Zaintrygowany podszedłem bliżej i zobaczyłem... czarną waderę. Leżała nieruchomo, lecz z ulgą zobaczyłem, że oddycha.
- Hej... - szturchnąłem ją lekko. Mruknęła cicho. - Możesz wstać?
Cisza. Przyjrzałem się jej pyskowi. Jej również nie kojarzyłem... czyli była zupełnie obca. Nie było tutaj As, więc sam musiałem zadbać o to, by ta poczuła do sympatię do Watahy Magicznych Wilków na tyle silną, by zechciała dołączyć. Nie mogłem się wygłupić. Oby nie okazała się być szpiegiem tak samo jak Lily i nie skończyła tak jak ona. To byłoby okropne.
Wadera, którą miałem teraz przed sobą wyglądała na chudą i brudną, a jej charczący oddech wskazywał na silne pragnienie. Poczucie obowiązku obudziło się we mnie, więc popędziłem do Wodopoju, nabrałem do największego liścia wody i zaniosłem obcej. Obudziłem ją, a ta po otworzeniu zmęczonych ślep popatrzyła nieufnie to na mnie, to na wodę.
- Spokojnie, nie jest zatruta. Możesz pić. - uśmiechnąłem się niepewnie. Wadera chyba była tak spragniona, że wypiła wszystko jednym haustem.
- Możesz wstać? - zapytałem ponownie. Wadera pokręciła przecząco głową.
- Jesteś głodna?
Czarna się zawahała, lecz w oczach widziałem odpowiedź "tak". Nie czekając na jej dalszą reakcję, popędziłem do Tsume'a, by zapytać, czy zostało coś z ostatniego polowania. Gdy odpowiedź była pozytywna i otrzymałem resztki, wróciłem do obcej.
- Proszę... To dla ciebie... - wysapałem. Wadera uniosła łeb i zaczęła jeść, powoli przeżuwając każdy kawałek. Ja obserwowałem to jak zaczarowany. Obdarowywałem jedzeniem i piciem nieznaną nikomu waderę... Interesujące.
- Jak się nazywasz? - zapytałem. Ta przełknęła kawałek i popatrzyła na mnie czujnie.
- Najpierw ty mi się przedstaw.
Po raz pierwszy usłyszałem jej głos. Był mocno zachrypnięty.
- Dante. Mam na imię Dante. - rzekłem.
- A ja Nimitsuu, ale wolałabym, byś zwracał się do mnie Hekate.
- Ok. - opowiedziałem krótko. Hekate skończyła jedzenie, po czym powoli wstała. Była dość niska, ale trochę wyższa od Lily.
- Jesteś na terenach Watahy Magicznych Wilków, więc jeśli chcesz tu pozostać, musisz poprosić o to Alfę.
Moja poważna przemowa zaskoczyła nawet mnie samego. Ona jednak wyglądała na niewzruszoną.
- Prowadź.
- Gdzie?
- No do tej Alfy. - przewróciła oczami.
- Oczywiście.
Kilkadziesiąt minut później stałem razem z Nim w jaskini Suzanny. Ta na całe szczęście zgodziła się, by Hekate została z nami. Gdy czarna wadera wyszła na zewnątrz, opowiedziałem Alfie o tym, co znalazłem w Mrocznym Lesie. Suzannę nie ruszyła ta wiadomość ani trochę. Oświadczyła tylko, że jutro zbadają dokładniej, co tam zaszło i że mogę już iść. Zrobiłem, co kazała. Ku mojemu zaskoczeniu Hekate stała zaraz przy wejściu.
- Może mam cię zaprowadzić do twojej jaskini? - zaproponowałem po chwili zastanowienia.

<Hekate? Wiem, że niewiele wniosłam do akcji, ale byłam już tak wypompowana z weny, że nie wiedziałam, jak to zakończyć inaczej.>

Uwagi: brak

Od Mizuki "Samotna wadera" cz.1 (cd. Valka)

Z samego ranka ruszyłam na polowanie, szybko udało mi się wytropić dorodną łanię. Powolnym krokiem zbliżyłam się do mojej ofiary i szybkim ruchem wyskoczyłam w górę łapiąc sarnę. Po niedługiej chwili ma ofiara była już martwa, a ja delektowała się jej pysznym i soczystym mięsem. Po najedzeniu się do syta powolnym krokiem spacerowałam przez Zielony Las. Panowała tam cisza i spokój, było słychać tylko miłe dla uszu ćwierkanie ptaków. W pewnym momencie usłyszałam głos jakiejś wadery, jednak nie mogłam zrozumieć o czym ona mówi, podeszłam bliżej i ujrzałam, że wadera rozmawia z... lisem! Pierwszy raz widziałam tą waderę, więc postanowiłam chwilę z nią porozmawiać.
- Hej, jak się nazywasz? - spytałam, podchodząc bliżej wadery
Wadera, gdy tylko usłyszała mój głos, podwinęła ogon i powoli zaczęła obracać głowę w moją stronę. Gdy wadera spojrzała na mnie, skuliła uszy, a w jej oczach widać było strach. Po chwili wadera ni stąd, ni zowąd znikła.
- Ej, zaczekaj! - powiedziałam.
Całe to zjawisko wydawało mi się dziwne, nawet przez chwilę zastanawiałam się czy nie przewidziało mi się. Podeszłam kawałek bliżej i wyczułam jej zapach, czyli jednak była tu na prawdę. Z niewiadomych mi przyczyn wilczyca bardzo się mnie przestraszyła, zaczęłam się zastanawiać czy rzeczywiście jestem aż tak straszna. Postanowiłam odnaleźć wilczycę i zapytać się jej, czemu się mnie boi. Chodziłam z nosem przy ziemi próbując złapać jej zapach, lecz okazało się że zniknął tak samo jak wadera. Chodziłam po watasze ciągle myśląc o tajemniczej wilczycy. W pewnym momencie wpadłam na pomysł, by spytać się Alfy o tajemniczą wilczycę, kto jak kto, ale Ishi powinna ją znać. Nie wiem nawet czemu, ale zaczęłam biec w kierunku jaskini Alfy. Po niedługim biegu niemalże wpadłam na stojącą przy jaskini Ishi.
- Mizuki, stało się coś? - rzekła, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Nie, mam tylko pytanie - powiedziałam, łapiąc oddech, po czym kontynuowałam - Spotkałam dziś bardzo dziwną waderę. Miała ona czarno-czerwone umaszczenie i z wyglądu wyglądała na groźną, ale gdy tylko się do niej odezwałam, ta znikła.
- To chyba była Valka, choć nie jestem tego pewna, bo prawie jej nie znam - wyjaśniła niepewnym głosem.
- Dziękuję za odpowiedź! - Powiedziałam, po czym pobiegłam dalej.
Biegłam przed siebie, szukając jej zapachu. Nie trwało to długo, jak wpadłam na odpowiedni trop, pobiegłam za nim najszybciej, jak było to możliwe. Podążając za tropem myślałam trochę o moim charakterze, gdyż ostatnio się zmienił. Od jakiegoś czasu porzuciłam życie samotnika i coś ciągnęło mnie do innych wilków. Kiedyś tak nie było, a może po prostu mi się zdaje? Biegłam dalej, aż w pewnym momencie dobiegłam do miejsca, gdzie zapach był najsilniejszy.
Gdzieś tu ona musi być - pomyślałam zatrzymując się przy jednym z drzew w Żółtym Lesie. Rozglądałam się w poszukiwaniu wilczycy, która gdzieś się tu ukryła. W pewnym momencie na mój nos usiadł kolorowy motyl. Sprawił on, że kichnęłam, tym samym upadając na ziemię. W głębi duszy miałam nadzieję, że nikt tego nie widział, jednak okazało się, że zobaczyła to ta tajemnicza wadera.

<Valka?>

Uwagi: Popracuj nad stawianiem przecinków. Ciągle powtarzasz "powiedziałam". "Nie jestem pewna, ale jest to chyba Valka, chociaż nie jestem pewna"... Znajdź błąd.

piątek, 28 sierpnia 2015

Od Astrid "Obca czy znajoma?" cz. 9 (Cd. Dante)

Zabiłam go. Zabiłam tego wilka z zimną krwią. Dan powiedział, że to był demon, nie ja. Jednak on był we mnie. Mogłam go powstrzymać, a tego nie zrobiłam. Starałam się pocieszyć tym, że to była moja pierwsza przemiana, nie wiedziałam co się dzieję. Niestety, ale wtedy przypominałam sobie skąd jest ten demon, a to dodawało kolejne żale, które do siebie miałam. Zresztą nie ważne, teraz trzeba się skupić i zająć pochowkiem.
- To kto go niesie? - spytałam wskazując na rozprute ciało.
- Mogę ja to zrobić. - ofiarował się Dante.
- Lepiej nie, ja to zrobię. - odparłam zamyślona co basior odebrał jako urazę.
- Uważasz, że ja się do tego nie nadaję? Że go upuszczę i zapomnę? - pytał oburzony.
- Boże, Danny, nie! Nie uważam cię za głupiego! - wykrzyknęłam.
- To o co chodzi? - spytał unosząc brew.
- Chcę go nieść, by odpokutować to, że w ogóle trzeba to zrobić. - wyjaśniłam. Basior nie odpowiedział. Westchnęłam w duchu i zawiesiłam sobie bezwiednie ciało na grzbiecie. Szło mi się ciężko, chwiałam się na oba boki. Gdyby nie Dante, który chronił mnie przed upadkiem już bym się z tysiąc razy przewróciła. Mój towarzysz wędrówki był dziwnie małomówny.
- Nie w tą stronę. Idziemy do Mrocznego Lasu... - powiedział tylko jedno zdanie, kiedy nieumyślnie skręciłam w stronę Cmentarza.
Wstydliwie spuściłam wzrok. Dalej już była całkowita cisza.
Po głowie cały czas chodziły mi jego słowa "Jesteśmy tylko dobrymi przyjaciółmi i nic więcej nas nie łączy". One bolały. Tak bardzo bolały.
- Jesteśmy na miejscu. - moje rozmyślania przerwał nieobecny głos Dante. Delikatnie zrzuciłam wilka z grzbietu.
- No to kopiemy. - westchnęłam i wzięłam się do pracy. Danny zrobił to samo. Po dłuższym czasie wykopaliśmy głęboki rów. Wsadziliśmy tam obcego wilka i zakopaliśmy. Na koniec ułożyłam krzyż z gałązek na świeżo ułożonej ziemi.
- Panie, święć nad jego duszą. - wyszeptałam i dałam upust emocjom.
- Astrid, nie płacz. Musimy stąd iść. - mówił w dalszym ciągu nie wyrażający żadnych emocji Dante. Skinęłam tylko głową i ruszyłam ku wyjściu, Dante szedł za mną. Nagle ktoś wyskoczył przede mnie. Wystraszona pisnęłam.
- Ktoś ty? - zawołałam wystraszona.
- Shadow, ślicznotko. - odparł basior.
- Shadow, cicho siedź! - wykrzyknął drugi basior wyłaniający się z mroku.
- To ty siedź cicho Xander! Nie będziesz mi rozkazywał! - warknął Shadow.
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - spytał chichocząc samiec nazwany Xanderem.
- Xander, Shadow. Oni są od Asai! O nie! Chwila, Xander to przecież Alexander! Ale po przemianie, nic nie pamięta, nie wie, że ma przed sobą jednego z wilków co chciały dołączyć, kiedy był na zastępstwie za Kiiyuko oraz (co ważniejsze) swojego siostrzeńca. Znowu podobno Shadow był kiedyś Leo, który jest... - myślałam.
- Ale już nie jestem i musisz się z tym pogodzić, mała. - odparł Shadow.
- Dante...? - wyszeptałam powracając do myśli o nim - Co robimy?
- Nie wiem. - odszepnął.
- Cicho siedzieć! Kto go zabił? - spytał któryś z wrogich nam wilków.
- To ja! - myślałam wbrew woli.
- Ona. - wskazał na mnie Shadow.
- O nie! On czyta w moich myślach! - krzyczałam dalej w swoim umyśle.
- Właśnie złotko. - odparł znowu basior.
Nie wiele myśląc znowu spytałam o to co robimy Dan'a, usłyszałam taką samą odpowiedź.
- Ale ja wiem! Biegnij! - wyszeptałam tak, by tylko on mnie usłyszał i ruszyłam do biegu. Biegliśmy razem, jednak po jakimś czasie zaczęłam opadać z sił. Byłam mniej wytrzymała. Dante biegł dalej nie zdając sobie sprawy, że zostałam w tyle. Biegłam jednak dalej. Zaczynałam go doganiać kiedy drogę zastąpili mi wrogo nastawione wilki.
- Gdzie tak gnasz? - zaśmiał się Xander.
- Byle od was. - warknęłam rzucając się na niego. Zadawałam mu rany, które od razu się goiły.
- Ty mała... - zaczął, ale Shadow go powstrzymał.
- Słyszałeś Asai, ma pojawić się przed nią żywa.
Z pyska basiora znikł uśmiech, kiwnął lekko głową.
- Ok... - westchnął zrezygnowany.
Myślałam właśnie czemu teraz nie mogę zmienić się w demona, kiedy Shadow mi przerwał.
- Widzisz ten wisiorek? - spytał i pokazał na wisior zawieszony za kolcu ze skrzydła. Skinęłam głową. - Blokuje on zamianę w demona i odzyskanie prawdziwej postaci. Działa teraz także na ciebie, teraz dopóki jesteś tu z nami. Dostałem go od Asai tylko na dzisiaj. - skończył z dumą w głosie.

*** (mija trochę czasu, spędzonego na podróż na tereny wrogiej watahy) ***

- (...) I właśnie dlatego masz nie odchodzić daleko od nas. - gadał jeden z basiorów.
- Przepraszam was, ale teraz MUSZĘ odejść od was. Mam potrzebę. - wyjaśniłam zalewając się rumieńcem. Było mi wstyd o tym gadać, jednak tylko to mogło mi pomóc. Samce wyrazili zgodę. Odeszłam za krzaczek gdzie szybko użyłam mocy i zmieniłam wygląd na dowolny inny.
- Długo jeszcze? - spytał Shadow.
- Astrid, tak? Idziesz czy nie? - wtórował mu Xander.
- Jaka Astrid? Kto to? - spytałam wyłaniając się zza krzaków jako inny wilk. Zmienił mi się nawet głos. Basiory spojrzeli na siebie i ruszyli za krzaki, prawdopodobnie myśląc, że spotkają tam mnie w moim zwyczajnym wyglądzie. Krzyczeli jak najęci, sama nie wiedziałam co który mówił.
- Nie ma jej!
- Przecież widzę!
- Asai nas zabiję!
W końcu im przerwałam.
- Przepraszam was, ale mogę prosić was o przedstawienie się? - spytałam udając lekko urażoną.
- Jasne, jasne. Jestem Shadow, to jest Xander. A ty ślicznotko jak się nazywasz?
- Ja mam na imię A... Ahira, tak Ahira. - odpowiedziałam.
- Idziesz z nami? - pytał Shadow dalej pożerając mnie wzrokiem. On serio jest dziwny i desperacko szuka dziewczyny. Ja raczej podziękuję, chociaż jako Ahira mogę się trochę pobawić i nakłonić go do pójścia prosto w łapy Suzanny i Kiiyuko.
- A gdzie idziecie? – spytałam udając zaciekawienie.
- Do domu, do Watahy A… - zaczął Xander, jednak Shadow mu przerwał.
- Właściwie to nigdzie, a ty?
- Ach, do Watahy Magicznych Wilków, mam do pogadania z Alfą. – parsknęłam udając kompletny brak szacunku do Ishi.
- Możemy iść z tobą? – spytał Shadow.
- Mów za siebie. Ja nie idę! – oburzył się Xander i odszedł. Shadow został – punkt dla mnie!
- Jasne, chodź. – powiedziałam i ruszyłam w przeciwną stronę niż Xander. Basior z szerokim uśmiechem szedł za mną.
Po dłuższym czasie, który mijał mi niezbyt fajnie (Shadow cały czas próbował mnie poderwać, na co ja niestety musiałam odpowiadać promiennym uśmiechem) w końcu doszliśmy do terenów Watahy Magicznych Wilków.
Powoli, kiedy zagłębiliśmy się w tereny zauważyłam znajomą mi sylwetkę basiora, który szybko tu przybiegł.
- Co tu robisz?! – warknął Dante, którym oczywiście był on – I gdzie jest Astrid?
- Młody, cicho siedź. Zniknęła, nie ma jej. – wzruszył ramionami Shadow. Zanim Dante zdołał coś powiedzieć odezwałam się ja.
- Shadow, kochany (jak te słowo przeszło mi nie mam zielonego pojęcia!) daj mi chwilę porozmawiać z tym o. – wskazałam na Danny’ego.
- Dobrze, ale wracaj szybko. – odparł tylko tamten.
- Chodź. – syknęłam do Dan’a i odeszłam nie co większy kawałek dalej.
- Kim ty do diabła jesteś i czego chcesz?! – zawołał.
- Cicho, Dante. To ja, Astrid. Zmieniłam wygląd. – wyszeptałam nerwowo.
- Skąd mam mieć pewność, że to prawda? – spytał podejrzliwie.
- Możesz mnie o coś zapytać. O coś co tylko Astrid wie. Ale najpierw posłuchaj, wierzysz czy nie. Zaprowadź mnie do Alfy, mnie i Shadow’a.
- Dobra, powiedz mi… - zamyślił się basior.
- Możesz szybciej? – spytałam zniecierpliwiona.
- Tak, tylko daj mi pomyśleć. – odparł.
- Ok, ok. – westchnęłam.
- Dobra już mam! – zawołał.
- No? – spojrzałam z pytaniem wymalowanym na pysku.

<Dante?> 

Tak wyglądała Astrid po przemianie:
http://fc02.deviantart.net/fs71/f/2011/197/a/a/rainbow_wolf_adopt_by_animals_adoptables-d3wdect.jpg

Uwagi: Rozwijaj skrót "WMW".