Zacieśnianie więzi

W ramach lepszego zapoznania się ze sobą realizujemy comiesięczny projekt losowania osób, do których można napisać op. i dostać dzięki temu +3 pkt. do każdej z umiejętności (+1 pkt. do mocy).
Link do osób, które zostały wylosowane znajduje się tutaj. :)

niedziela, 26 lipca 2015

Od Suzanny "Nowy wymiar" cz. 2 (cd. Yui)

Przechadzałam się po terenach, by skontrolować, czy wszyscy pełnią swoje obowiązki, gdy zobaczyłam nową waderę. Zwała się o ile mnie pamięć nie myli Jiu. Zagląda do wnętrza spróchniałego drzewa. Skoro była nowa, to powinnam ją mieć na oku, by nie zrobiła niczego głupiego. Odwróciłam na chwilę głowę, by upewnić się, czy aby na pewno nikt nie postanowił sobie, żeby jej pilnować. Prócz kilku drzew nic, a tym bardziej nikt tam się nie znajdował. Następnie westchnęłam, obróciłam pysk w jej stronę, ale... zwyczajnie jej nie było.
- Jiu?! - zakrzyknęłam w nadziei, że zaraz wyjdzie z pniaka lub zza krzewów, ale nic takiego się nie stało. No nic, muszę jej szukać. Zajrzałam w krzaki, obeszłam wszystkie drzewa, a nawet patrzyłam w korony drzew czy trawę. Bez skutku. Najwyraźniej musiała się ukryć w tym starym drzewie. Zmarszczyłam brwi już nieco niezadowolona z faktu, że poświęciłam na jej poszukiwania tyle czasu, po czym weszłam do środka. Tu mnie spotkało coś, czego się nie spodziewałam: grunt pod łapami zapadł mi się, a ja wpadłam do jakiegoś dołu, czy bardziej tunelu. Mocno zdezorientowana spadałam coraz bardziej w jego głębię, zaskoczona na tyle, że nawet z mojego gardła nie wydobył się pisk. Ponadto moje zdumienie powiększało oślepiające liliowe światło z brokatem z bliżej nieokreślonego źródła, które towarzyszyło mi przez cały "lot", zakończony niezbyt przyjemnym upadkiem w wysoką trawę. Mruknęłam pod nosem tylko kilka nieprzyjemnych słów i zbolała dźwignęłam się na łapy. Kolejne zdziwienie. Byłam w jakimś innym, dość dziwnym świecie. Wszystko było tu ciemne i mroczne, można powiedzieć - wymarłe. Sama uświadomiłam sobie, że moje łapy były nieco dłuższe, niż zwykle. Czym się stałam?
- Hej! - usłyszałam z odległości kilkunastu metrów krzyk, który o mało mnie nie przyprawił o zawał. Wilk, bądź inny gadający zwierz pędził w moją stronę. Powoli się odwróciłam. Przede mną już stała uradowana wadera machająca radośnie ogonem, niczym rozbrykany szczeniak. Tak szybko podbiegła? Wyglądało, że tak. Nie kojarzyłam jej nawet z widzenia.
- A ty, to kto? - zapytałam nieufnie.
- Yui, a ty?
Zaraz... a to nie czasem ta Jiu, której szukałam? Ups. Znowu pomyliłam imiona. W dodatku wyglądała inaczej, niż początkowo. Po jakiego grzyba ten mroczny świat miałby zmieniać wilki w różowe lalusie, tak jak teraz Yui?
- Pestka.
- Jaka znowu Pestka? - wytrzeszczyła na mnie swoje złote oczy.
- Jakaś. - mruknęłam. Miałam dziś zły dzień. Nie miałam nawet zamiaru podawać jej mojego właściwego imienia. Niech żyje w błędzie. Lubię nabierać innych.
- No więc, Pestko... może ty wiesz, co tutaj się dzieje?
Prychnęłam.
- Przed chwilą tutaj się pojawiłam, a ty już mnie pytasz o jakieś bzdury? Jesteśmy w jakimś mrocznym świecie. I co? Wystarczy, że się stąd wydostaniemy. Tyle w temacie.
- Ale...
- Ale co?
- Jakaś skrzydlata wadera powiedziała, że musimy uratować ten świat, bo jest nieszczęśliwy.
- A co nam do tego?
Yui się zamyśliła. Obserwowałam ją spod na wpół przymkniętych oczu.
- No... właściwie to nic. Tak naprawdę jest inny, taki słodki...
- Słodki w jakim sensie?
- Wszędzie były cukierki, wata cukrowa, czekolada...
- Już do niedługa.
- Co masz przez to na myśli?
- To, że wszystko zeżrę, zaraz po tym, jak "uratujemy" ten świat.
- Zaraz... co?! - wykrzyknęła w osłupieniu wadera.
- Co "co"?
- Jak to wszystko "zeżresz"?!
- Bo bardzo lubię słodycze. - wyszczerzyłam się kpiąco. Miała niezwykle zabawną minę.
- Ale, że aż tak?
- Owszem. Co w tym złego? Zabronisz mi? - warknęłam. Yui się skuliła
- No nie.
- Więc właśnie. Gdzie ta cukrowa kraina? Te sowy bez głów zaczynają być wnerwiające. - Mówiąc to rzuciłam niezadowolone spojrzenie pod adresem jednego z tych dziwacznych ptaków, które latały jak na złość tuż nad głowami.
- Nie wiem... zostałam tutaj przeniesiona za pomocą portalu...
- To użyj go ponownie i się przeniesiemy tam. Jestem głodna. Mam smaka na lizaka.
- Ale nie umiem...
- To się naucz.
Wadera nie odpowiedziała, tylko stała niezadowolona wpatrując się w swoje łapy. Pewnie w duchu przeklinała, że nie może mieć lepszego towarzysza.
- Co tak patrzysz? Czekasz, aż ziemia się rozstąpi?
- Nie.
- No to rusz się wreszcie. Idziemy. - rzekłam pewna siebie.
- Ok... - odrzekła prawie niesłyszalnie.
W milczeniu szłyśmy przez ciemne łąki i lasy, niecierpliwie oczekując na pojawienie się różowej krainy.

<Yui? Suza ma dziś zły dzień - będzie Ci tak przez cały czas marudzić, niczym Kazuma :D>

Tak wygląda w tym wymiarze Suzi (jak ja nie cierpię dawać do op. obrazków... ale jak trzeba, to trzeba):

sobota, 25 lipca 2015

Od Lily "Mirian" cz. 1 (cd Astrid)

Dzisiaj wybrałam się z przyjaciółką Celasi do parku. Nadal bałyśmy się Mirian. Gdy doszliśmy do parku spotkaliśmy kolegę Derase, zagraliśmy w piłkę, gdy nagle moja koleżanka nagle zaczęła się śmiać jak najęta. Pytaliśmy się jej z czego się tak śmieje, lecz ona nadal się śmiała. My się pytaliśmy o co jej chodzi, gdyż ona nam nie opowiadała. Nagle powiedziała "Mirian w chmurach z różowym króliczkiem". My również z popatrzeliśmy w niebo i powiedzieliśmy, że chyba ma jakieś zwidy, lecz gdy jeszcze raz popatrzeliśmy w niebo dostrzegliśmy ją, czyli Mirian. Miała jakby była smutna, a za chwile popatrzeliśmy: była radosna, póżniej też zła i zdziwiona. Zaskoczył to nas, jeszcze chwilę popatrzyliśmy w nią i nagle się ulotniła zniknęła w chmurach. Pomyśleliśmy, że pójdziemy zobaczyć jaskinie koło szkoły. Gdy tam doszliśmy, nagle firana zawieszona w oknie się poruszyła. Z krzykiem uciekaliśmy.

Uwagi: literówki. "Jakby" piszemy przez "k". To jest op. do watahy, więc "w domu nie mógł czekać na nich ciepły obiad". Niektóre zdania na siłę przedłużasz.

Od Nari "Chyba dobra wiadomość" cz.2

Nie mogłam już się doczekać porodu, kiedy w końcu zobaczę moje kochane dzieci. Razem z Kai'm mieliśmy już gotowe parę imion dla szczeniaków. Byłam ciekawa do kogo będą bardziej podobne czy do mnie czy do mojego partnera. Byłam te kilka dni podekscytowana, bo to przecież moja pierwsza ciąża. Chciałam tak jak każda przyszła matka, aby urodziło się bez żadnych problemów.
I o to pobliskiego ranka miał przyjść długo oczekiwany dzień. Kai poszedł po coś do jedzenie. Tak się martwiłam, że późno wróci, a on przyniósł mi jedzenie do jaskini, żebym za bardzo się nie zmęczyła, a najadła do syta. Byłam najedzona i miałam ochotę się zdrzemnąć, ale nagle złapały mnie okropne boleści brzucha.
- Nari? - zapytał Kai spoglądając na mnie.
- To chyba teraz... - odpowiedziałam.
- To ja może pobiegnę po Yusufa lub Ice?
Pokiwałam tylko głową, a mój partner ruszył jak z procy. Wiedziałam, że ból będzie narastał wraz z stresem i strachem.
***
Po tym jak przyszedł Yusuf, poród nie trwał długo i obyło się bez większych problemów.
- Po wszystkim - powiedział, gdy ból całkiem zniknął.
Mimo wszystko byłam wykończona. Gdy poczułam, że dwa małe pyszczki pochłaniają mleko, uśmiechnęłam się. Moja kochana Achita i synek Draven. Kai przyjrzał się naszym dzieciom i szeroko się uśmiechnął. Kiedy skończyły pić, przyjrzałam im się. Słodziutkie małe wilczątka.
- Przyzwyczaisz się do bycia ojcem? - zapytałam basiora z uśmiechem.
- Jasne - odpowiedział Kai.
- A ja nie wiem czy będę dobrą mamą. Zobaczymy...
- Dobra, a teraz się zdrzemnij, bo widzę jaka zmęczona po tym jesteś.
- Nie jestem - ziewnęłam.
- Nie, wcale - odpowiedział ze śmiechem i przytulił mnie.
Po kilku minutach jednak zasnęłam z zadowoleniem, że zostałam mamą.

Uwagi: literówki...

Od Youmiko "Nazywam się Youmiko" cz.2


Doczekałam się odpowiedzi! Nareszcie skończyła się moja tułaczka!
Poznałam młodą Alfę. Ma na imię Suzanna. Fajna z niej wadera. Gdy dowiedziałam się jak brzmi odpowiedź odchnęłam z ulgą i poszłam w kimono lecz nie mogłam zasnąć.
Dlatego też patrzałam w gwiazdy. Uśmiechnęłam się w głębi duszy i pomyślałam, że
rodzice są ze mnie dumni i że czuwają nade mną. W tym samym momencie ujrzałam spadającą gwiazdę. Była prześliczna! Przypomniała mi o pięknych chwilach z rodziną. Nagle zrobiło mi się zimno. Schowałam się w przytulnej jaskini i spróbowałam określić która jest godzina. Była około 1:00. Przez dłuższą chwilę nie mogłam zasnąć ale po jakimś czasie udało mi się. Wstałam dosyć wcześnie. Była jakaś 6 - 7 rano. Poszłam poszukać coś do jedzenia w pobliskim lesie. Szczęście, że się nie zgubiłam. Nie znam za dobrze tutejszych terenów. Próbowałam gonić wiewiórkę, lecz uciekła na drzewo. Znalazłam martwego jelonka. Zrobiło mi się go troszkę szkoda. Tak czy inaczej podjadłam go trochę ponieważ byłam już głodna. O tej godzinie zwykle jadałam śniadanie. Nie poznałam jeszcze żadnego wilka, prócz Alfy, wręcz nawet unikałam innych wilków.
Już jestem spokojna ponieważ wiem, że od teraz jestem członkiem watahy i mam nadzieję, że kiedyś znajdę jakąś przyjaciółkę lub przyjaciela.

Uwagi: "Alfa" to zwrot grzecznościowy, pisz więc ten wyraz z wielkiej litery. "Czuwają" piszemy przez "u". "Momencie" piszemy przez "en". "Ujrzałam" piszemy przez "rz". "Ponieważ" piszemy przez "ż". "Watahy" piszemy przez "h". "Przyjaciółkę" piszemy przez "ó". "Nie mogłam", "nade mną", "nie poznałam" piszemy osobno. Poćwicz przecinki.